PBF osadzony w świecie komiksów DC.
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dolina Łez

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 26

PisanieTemat: Dolina Łez   Sob Mar 08, 2014 5:16 pm



Olbrzymi las - i to nie tylko pod względem zajmowanego przez niego terenu, lecz także chociażby wielkości występujących w nim roślin. Grzyby, paprotki czy kwiaty wysokości dorosłego człowieka wydają się być tutaj normą, ba, wręcz standardem - więc proporcjonalnie drzewa zdają się dosłownie sięgać nieba. Nie tylko one zresztą są przerośnięte. Po całej okolicy walają się naprawdę spore kostki do gry czy elementy domina. Niektóre z nich są zwyczajnie zawieszone w powietrzu. Przez cały las przebiega strumień, na którym ukształtowanie terenu wymusiło wicie się i opadanie licznymi wodospadami. Przy jednym z nich stoi natomiast częściowo pokryty mchem posąg - przedstawiający młodą dziewczynę, z której oczu wypływają "łzy" łączące się z resztą wody.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 26

PisanieTemat: Re: Dolina Łez   Sob Mar 08, 2014 6:13 pm

Odzyskiwanie przytomności było procesem długotrwałym; nie przypominało nagłego wybudzenia, a raczej stopniowe dochodzenie do siebie. W pierwszej kolejności bohaterowie zaczęli rozróżniać dźwięki lasu - świergot ptaków i szum spadającej wody - wybijające się ponad dzwonienie w uszach, które bardzo powoli, ale jednak ustępowało. Początkowo ich powieki były zbyt ciężkie, aby mogli otworzyć oczy, lecz z czasem uczucie to zelżało, pozwalając im ostrożnie się rozejrzeć. Podnoszenie się z miejsca stanowiło jeszcze większą zabawę - całe ich ciała zachowywały się mniej więcej tak, jak gdyby nie wybiły się do końca z głębokiego snu. Na szczęście także i ten efekt zdawał się mijać - bez pospiechu, ale zawsze.

Black Canary i Green Arrow ocknęli się na czymś w rodzaju naturalnej platformy - kamiennej, ale pokrytej dość niecodzienną roślinnością. Z dwóch stron ograniczały ją olbrzymie drzewa, za którymi znajdowała się naprawdę głęboka przepaść, z trzeciej i czwartej z kolei - miało się widok na płynącą poniżej ich poziomu rzekę oraz będący jej częścią wodospad... A także wielki posąg. Najdziwniejsze w tym obrazku były jednak leżące tu i ówdzie kostki do gry oraz fragmenty domina. Jakoś nie pasowały do reszty krajobrazu. Kilka z tych ostatnich zdawało się być dosłownie zawieszonych w powietrzu - dość daleko od siebie, ale na upartego być może dałoby się między nimi przeskoczyć, aby dostać się na inną platformę... A podobnych było w okolicy kilka. Oczywiście nie miało się żadnej gwarancji, że domino to wytrzyma; równie dobrze mogłoby się po prostu zapaść pod dodatkowym ciężarem...
Bohaterowie nie byli jednak jedynymi ludźmi, którzy trafili w to miejsce. Mniej więcej w tym samym czasie przytomność odzyskiwał ktoś jeszcze - i to bardzo blisko nich, bo po drugiej stronie skały, na której przebywali: a więc bliżej unoszącego się domina, a dalej od wodospadu... Osóbką to była Harley Quinn.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Canary

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 01/04/2013
Wiek gracza : 21

PisanieTemat: Re: Dolina Łez   Nie Mar 09, 2014 10:10 am

Tuż po tym, jak się przebrała, Black Canary wsiadła szybciutko do imponującego Ferrari Olivera. Uwielbiała dźwięki wydobywające się spod maski tego pojazdu. "Wychowała" się w warsztacie (choć jej specjalizacją były motory), dlatego też była to niemalże muzyka dla jej uszu. Przymknęła lekko oczy, dając się uwieść cichemu mruczeniu auta i nim się obejrzała, już byli na miejscu.
Z bliska kopuła robiła nie mniejsze wrażenie niż z dachu, na którym wcześniej stali. Nie zamierzała podchodzić bardziej, niż to koniecznie, zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo niebezpieczne może to być. Nie przeszkodziło to jednak Zielonej Strzale zatrzymać swojej towarzyszki, która łypnęła na niego spod przymrużonych powiek, co znaczyło mniej więcej „czy naprawdę uważasz mnie za taką idiotkę?”. Nie powiedziała jednak nic na głos, może pod wpływem zachwytu nad kopułą, a może przejmnego ciepła rozlanego w środku wywołanego pocałunkiem.
- Obstawiam, że moje moce na nic się tu zdadzą – stwierdziła.
Nie miała pojęcia, czy na dziwną, uformowaną w barierę energię działają takie same prawa fizyki, jakie działają na Ziemi, czy też jest ona wynikiem ingerencji czegoś „wyższego”. Jej głos mógł się odbić od kopuły i w efekcie zaszkodzić im, a nie temu, co się pojawiło w środku Star City.
Panna Lance poczuła nagle silny ból głowy. Przecież jeszcze nic nie zrobiła! Padła na ziemię, przyciskając dłonie do skroni, gdyż ciśnienie niemal rozsadzało jej czaszkę. A potem straciła przytomność.

***

Gdy się obudziła, nie od razu zorientowała się, że nie są już w domu. Najpierw dotarły do niej dźwięki pozwalające myśleć Laurel, że chyba śpi, no bo skąd by się wzięły? Jaskrawe światło leniwie zaczęło docierać do jej źrenic, powodując zmianę ich wielkości i lekkie rozbudzienie Kanarka. Kobieta wsparła się na łokciu i poczuła pod skórą coś, co zdecydowanie nie było kawałkiem ulicznego betonu. Owszem, podłloże było twarde, lecz gdzie niegdzie wyrastały kępy trawy, które bardziej kłuły niż łagodziły niezbyt dobre warunki leżakowania. Dopiero po rozejrzeniu się, Lance dostrzegła że w powietrzu unoszą się kostki do gry, a niedaleko niej stoi wielki posąg-fontanna.
- Queen, jeśli to kolejna z twoich stuczek, by zaciągnąć mnie do łóżka, to przysięgam... – urwała, widząc leżącego – i wciąż nieprzytomnego – łucznika. Podczołgała się do niego i bez ceregieli zasunęła mu plaskaczem w twarz. Na razie delikatnie, a jeśli postanowi wciąż być z dala od świadomości, zrobi to jeszcze raz – mocniej.
Jak na razie nie zanotowała obecności trzeciej osoby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Green Arrow

avatar

Liczba postów : 72
Data dołączenia : 23/05/2013

PisanieTemat: Re: Dolina Łez   Czw Mar 20, 2014 9:44 pm

Oliver nie doczekał się odpowiedzi. Natychmiastowo zaczęła go boleć głowa. Nie był to zwykły ból. Ból był tak silny, że Queen miał wrażenie jakby umierał. Nie wiedział nawet kiedy stracił przytomność, choć zapewne bardzo szybko. Nie wiedział co stało się z Laurel miał nadzieję, że nic złego.
Z daleka usłyszał słowa panny Lance. Uśmiechnął się, choć nie był przekonany, czy zrobił to w rzeczywistości. Otrzymał uderzenie w twarz. Nie wiedział co dzieje się wokół niego. Powoli otworzył oczy i dostrzegł Laurel, która pochylała się nad jego twarzą. Uśmiechnął się do niej, po czym powoli odpowiedział na jej słowa:
- Nie, nawet ja nie mam tak dziwnych fetyszy, ale gdyby kiedyś chciałabyś je poznać to daj znać.
Zaśmiał się, po czym wstał i rozejrzał się dookoła. Do góry wisiały jakieś dziwne kostki do gry, a ziemia była całkiem twarda, choć gdzie nie gdzie można było dostrzec trawę. Warto zaznaczyć, że było tu również jasno. Bardzo jasno, choć nigdzie nie było można dostrzec słońca.
Queen westchnął. Nie wiedział co o tym wszystkim myśleć. Był playboyem i łucznikiem, a nie ekspertem od gierek jakichś psycholi. Spojrzał na swoją towarzyszkę i powiedział:
- Może to sprawka Scarecrowa? To do niego podobne, choć te kostki bardziej wskazywałyby na Harley Queen lub Jokera. Sam nie wiem co o tym myśleć. W ogóle gdzie my jesteśmy? Musimy znaleźć stąd wyjście. I to szybko.
Obrócił się na pięcie i czekał na odpowiedź Laurel. Również nie zauważył trzeciej postaci, która leżała nie opodal nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Canary

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 01/04/2013
Wiek gracza : 21

PisanieTemat: Re: Dolina Łez   Nie Mar 23, 2014 7:52 pm

Queen dość długo nie odzyskiwał przytomności, lecz gdy to wreszcie zrobił, panna Lance zamierzyła się do kolejnego uderzenia. Tak jak obiecywała, mocniejszego.
Ups.
Przez moment miała nawet wyrzuty sumienia, ale szybko jej minęły, gdy Oliver nagle otworzył usta i zaczął mówić. W odpowiedzi przewróciła tylko oczami. Skoro Arrow wolał skrywać się dalej za maską playboya, proszę bardzo. Ona mogła dalej udawać obojętną. Na tyle, ile to możliwe.
- Nie wydaje mi się, że to sprawka któregoś z nich. Po co mieliby to robić? Po co w Starling City? O ile to WCIĄŻ jest Starling City - podkreśliła mocniej jedno ze słów, ponownie rozglądając się po przedziwnej okolicy.
Czy to była iluzja? Jeśli tak, to bardzo sprytna i solidnie wykonana. Oszukany został nie tylko ich wzrok, ale i pozostałe zmysły. Takich rzeczy nie robiła ani Harley, ani Joker. Jeśli już, pod uwagę mógł zostać wzięty Scarecrow - jest jakaś nikła szansa, że odurzył ich chemikaliami swojej produkcji. Tylko jakim cudem zadziałały na nich obydwoje w ten sam sposób? To było trudne do osiągnięcia. W grę wchodziły zatem dwie opcje: albo ktoś mocno miesza im w głowie poprzez atak psioniczny, albo zostali gdzieś... przeniesieni.
Równie dobrze mogli też umrzeć i trafić do piekła. Tak, piekło z całą pewnością wygląda jak porąbane pole do gry, której nie możesz wygrać. Przez wieczność.
- Ollie, spójrz... - źrenice Kanarka rozszerzyły się, gdy dostrzegła kobietę leżącą obok nich i w porównaniu do rozbudzonej dwójki, nadal pozostającej w stanie komy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Green Arrow

avatar

Liczba postów : 72
Data dołączenia : 23/05/2013

PisanieTemat: Re: Dolina Łez   Wto Mar 25, 2014 7:54 pm

Oliver spokojnie słuchał słów Black Canary. Sam nie wiedział co o tym myśleć, choć nie wydawało mu się, że gdzieś się przenieśli. Uważał tą krainę za iluzję. Iluzję, która została stworzona, przez chorego maniaka.
- Jak dla mnie wciąż znajdujemy się w Star City. Nie czułaś żadnego bólu głowy przed pobudką w tym miejscu? Ja odczułem niewyobrażalny ból. Jak dla mnie to miejsce to po prostu iluzja.
Westchnął i kontynuował:
- Hm... sam nie wiem po co mieliby to robić. Dla mnie wszystko tutaj jest jakieś dziwne... jakby z innego świata. Naszej wyobraźni. Hm... a może to wszystko co widzimy to figle naszej wyobraźni?
Spojrzał pytająco na Laurel, kiedy ta patrzyła zupełnie w inną stronę. Oliver podążył za wzrokiem panny Lance i dostrzegł to co ona. Właściwie dostrzegł ją. Harley Quinn wciąż leżała nieprzytomna. Oliver zgłupiał. To wszystko nie miała sensu.
- Do cholery jasnej. O co w tym wszystkim chodzi?
Zapytał Black Canary, po czym podszedł do Harley i delikatnie szturchnął nogą jej rękę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harley Quinn

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 02/04/2013
Wiek gracza : 22

PisanieTemat: Re: Dolina Łez   Sro Mar 26, 2014 12:23 am

/ Wybaczcie za zwłokę i błędy w poniższym! /

Harley Quinn miała wiele minusów i ogólnie pojętych wad. Jak nie to, że do pewnego czasu była wierna Jokerowi i we wszystkim mu pomagała, naiwnie wierząc w to, iż kiedyś odwdzięczy jej się prawdziwą miłością, tak ciekawość równie mocną wadą była u niej w pewnych momentach. Prawdę mówiąc, to trudno ją [ciekawość] nazwać wadą, bo i czasem bywa zaletą. Teraz jednak, chcąc nieco odpocząć od Gotham, Harleen wyjeżdżała i podróżowała po pobliskich czy też dalszych miastach. A ta wada-zaleta doprowadziła ją do Star City oraz jej obrzeży. Była psychiatra niespecjalnie na początku zwracała uwagę na to, co mówią mieszkańcy miasta. Sądziła, że to jakieś błahe sprawunki, kiedy tankowała samochód, by wybrać się gdzieś dalej. Oczywiście, że jej strój był nieco... bardziej codzienny, jak u zwykłego człowieka, choć można było zauważyć kilka nawiązując elementów - choćby połączenie kolorów, w których czerwień i czerń występowały po sobie, jedna po drugiej.
Ale kim byłaby Harley, gdyby nie zaczęła wsłuchiwać się bardziej i podpytywać z tym swoim niewinnym uśmiechem plotkujących mieszkańców? Z całej rozmowy udało jej się wywnioskować, że kopuła o fioletowej barwie (która od razu przypomniała jej o Jokerze, przez co skrzywiła się delikatnie, a zarazem "odczuła" przyjemne ciepło w piersi), zresztą pokazana przez jednego z mężczyzn, jest czymś dla nich niepokojącym.
Co w takim wypadku zrobić? Najpewniej pozostawić to dla tych wszystkich naukowców, bo oni lubili zajmować się takimi sprawunkami. Ale... ona też była jakimś specem od nauki, prawda? No, może jej badania dotychczas nie były jakieś cudowne i wielce znaczące, ale w końcu zajmowała się tym, co dzieje się w umyśle jej pacjentów! A kopuła przypominała trochę - od koloru - mózg i poszczególne jego płaty również wydawały się mieć inny kolor.
Ciekawość była wiodącym powodem tego, że Harleen dosyć prędko i szalenie [prowadząc samochód] podążyła na obrzeża, by tam się zatrzymać. Wtedy po raz kolejny pokazała swoją głupotę - z torbą przerzuconą przez ramię, przemierzyła kilka(naście) metrów w stronę tejże kopuły, aby ostatecznie skrzywić się z bólu, który nagle odczuła w swojej głowie. Niemalże od razu ułożyła na niej dłonie, jakby to miało w czymkolwiek pomóc. Oczywiście, na nic się to nie zdało, bo ból był na tyle silny, że skupienie się na nim spowodowało utratę przytomności. Tak przynajmniej tłumaczyła sobie kobieta.

Quinzel długo leżała. Z początku jej bezwiednie ciało co jakiś czas się poruszało, a do uszu dochodziły różne odgłosy; niekiedy wyraźniejsze, głośniejsze, a czasem całkowicie niezrozumiałe, jakby podkręcone i zniekształcone przez jakąś falę czy cokolwiek w tym stylu. Oczu jeszcze nie otwierała, najpewniej chcąc - w swoim absurdalnym postanowieniu - rozkoszować się świergotem ptaków i zacząć pewnie rozmyślać o tym, jakie miała życie za młodu, choć nadal młodą kobietą była. Mocne światło raziło okropnie, gdy uchyliła delikatnie powieki, mrużąc oczy wielokrotnie.
Usłyszała czyjąś rozmowę, choć nie potrafiłaby barw głosu przypisać do kogoś jej znanego. Nie w tym momencie.
Obróciła się ze stęknięciem na plecy i odetchnęła ciężko, macając jedną dłonią ziemię w poszukiwaniu tej torby, która właściwie nadal była przełożona przez ramię blondynki.
Szturchnięcie jej drugiej ręki sprawiło, że Harleen momentalnie chwyciła delikwenta gdzieś na wysokość łydki, mając w zamiarze go przewalić, a samej podnieść się do pół-siadu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 26

PisanieTemat: Re: Dolina Łez   Czw Mar 27, 2014 12:41 am

Szybka reakcja Harley sprawiła, że zaskoczony nią Green Arrow rzeczywiście stracił równowagę i poleciał do tyłu - aby zaraz potem wylądować na kamienistym podłożu akurat tą częścią ciała, która stanowiła mniej szlachetne przedłużenie pleców.
Nim jednak którekolwiek z trójki zdążyło zrobić cokolwiek innego, gdzieś z pobliża dobiegł ich czyjś śmiech. Momentami brzmiał cicho, lecz czasami wyraźnie głośniej - i posiadał charakterystyczny pogłos delikatnego echa. Trudno byłoby go określić mianem przyjaznego czy dobrodusznego, lecz już z całą pewnością rozbawionego... Ale w jakby kontrolowany sposób. W żadnym razie nie był to nagły wybuch radości. Problem polegał na tym, że nigdzie nie było widać właściciela tego śmiechu... Do czasu.
Pierwsze pojawiło się rozmazane lekko na krawędziach oko - nieco przed Black Canary, akurat na wysokości jej twarzy i niemalże na wyciągnięcie ręki. Wielkością przypominało właściwie ludzkie, no, może odrobinę większe - lecz kształtem już ani trochę. W dodatku było blado złociste i z pionowymi źrenicami.
Mrugnęło.
-Och, goście!- wraz z brzmieniem tego głosu zniknęło także i oko, które po prostu rozpłynęło się w powietrzu - stopniowo, lecz dość prędko. Najwyraźniej nie był to jednak koniec zabawy, gdyż zaraz potem kolejne części dość niepokojąco się prezentującego ciała zaczęły materializować się na znajdującej się za Kanarkiem kostce do gry. Ostatecznie przyjęły formę rozłożonego wygodnie... Cóż, z braku lepszego słowa, sporego kota? Zresztą szeroko uśmiechniętego.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Canary

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 01/04/2013
Wiek gracza : 21

PisanieTemat: Re: Dolina Łez   Pon Mar 31, 2014 8:26 pm

Harley poruszyła się gwałtownie, przez co Ollie stracił równowagę i poleciał do tyłu. Może i by to nawet rozbawiło Kanarka, gdyby nie to, że to Quinn dopuściła się tegoż ruchu. Nie wyglądało to groźnie, choć w razie czego – oczywiście – Lance nie zamierzała zostawić Queena bez pomocy.
- Zrób to jeszcze raz, a... – zaczęła mówić, ale nie dokończyła.
W tym samym momencie przed jej twarzą coś zaczęło się... materializować. Black Canary nie wiedziała początkowo, co to może być, więc przyjęła bojową pozycję, by w razie czego móc zmierzyć się z tym ‘czymś’ w walce na równych zasadach. Co dziwne, nie zachowywało się to jak hologram, za co początkowo wzięła owe zjawisko. Pojawiło się bowiem jedynie oko, duże i złociste, jak u kota, a nie cała postać. Zniknęło równie szybko.
- Ja pierniczę... – powiedziała do siebie, wytrącona z równowagi.
Zaczęła rozglądać się w poszukiwaniu istoty – zapewne gospodarza, gdyż nazwał ich swoimi gośćmi – i szybko zlokalizowała go na jednej ze zwisajacych smętnie w powietrzu kostek do gry. Było to o tyle łatwe, iż teraz widać było więcej, niż tylko gałkę. Można powiedzieć, że stwór prezentował się w pełnej okazałości.
- Kim, do cholery, jesteś?! Co tu robisz? Co MY tu robimy? – zasypała go gradem pytań. – Skoro umiesz mówić, zrób z łaski swojej użytek z języka i odpowiedz! – dodała, trochę zirytowana, bardziej jednak... wystraszona. Nie wiedziała, co się dzieje. Dinah Laurel Lance bardzo nie lubiła nie wiedzieć. Tym bardziej, jeśli od tej wiedzy sporo zależało. Na przykład jej życie. Życie Olivera. Całości nie pomagał również fakt, że obok nich pojawiła się tu także Harley.
Może to jej sprawka, a teraz będzie udawała, że nie ma z tym nic wspólnego? Blondynka zamierzała ją obserwować z uwagą. Całe to pokraczne Wonderland wyglądało bardzo... podejrzanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Green Arrow

avatar

Liczba postów : 72
Data dołączenia : 23/05/2013

PisanieTemat: Re: Dolina Łez   Wto Kwi 01, 2014 3:08 pm

Oliver czekając na reakcję Harley zagapił się i kiedy owa postać się poruszyła stracił równowagę i upadł. Był na siebie wściekły. Chciał zaimponować Kanarkowi, a to co przed chwilą się wydarzyło raczej mu nie pomogło.
Zielona Strzała podniósł się i otrzepał. W tym momencie usłyszał to, co przykuło uwagę Kanarka. Tajemniczy śmiech. Ollie coraz bardziej się denerwował. Nie wiedział gdzie jest, co w ogóle tutaj robi i jaki jest cel osoby, który ich tu sprowadził. Arrow wciąż czekał na dalszy rozwój sytuacji. Kiedy w końcu za Dinah zmaterializował się tajemniczy, nieco fantastyczny oraz karykaturalny kot Oliver zaśmiał się. Wiedząc, że tą reakcją wzbudził zainteresowanie Harley, BC oraz zapewne kota, który ich obserwował. Ollie uśmiechnął się i powiedział:
- Więc co? To jest źródło wszystkich naszych kłopotów? Błagam...
Nagle stał się poważny i zwrócił się do kota:
- I co? Może zechcesz nam wyjaśnić co tutaj robimy, gdzie jesteśmy i po co w ogóle nas tu ściągnąłeś?
Wściekły Oliver złapał się pod boki i czekał na reakcję kota oraz dziewczyn.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harley Quinn

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 02/04/2013
Wiek gracza : 22

PisanieTemat: Re: Dolina Łez   Pią Kwi 11, 2014 1:09 am

Harley była ucieszona faktem, że ten, który raczył nogą (no jak tak może?) szturchnąć jej rękę, właśnie wylądował na ziemi. Sama Quinzel zaś - odczuwając nagły przyrost energii - podniosła się do siadu, a zaraz i dźwignęła na swoje nogi; zmuszona na dodatek była spojrzeć na Lance, która do niej się zwróciła.
- Phi. A co? - spytała, unosząc wysoko brwi i wysuwając lekko dolną wargę. Jeszcze będą jej - jej! biednej  i nieporadnej - byłej lekarce grozić. Co za ludzie! Harleen otrzepała swoje czarne spodnie dżinsowe i poprawiła jeszcze płaszcza, pod którym chował się czerwony sweter. Nie była zmuszona do założenia kombinezonu harlekina, nawet całej twarzy nie miała pomalowanej na biało. I choć nikomu o tym nie mówiła, to w jakimś stopniu jej tego brakowało. Łatwo było jednak rozpoznać jasnowłosą - po oczach, a przede wszystkim po jej głosie: donośnym, wyraźnym i jakże bywającym irytującym.
I wtedy zwróciła uwagę na to, co nie pozwoliło Kanarkowi kontynuować gróź i prób przestraszenia Harley. Jasnowłosa również spojrzała na to oko, marszcząc lekko swoje brwi i tworząc z ust lekki karpik, w domniemanym zdziwieniu zapewne.
Quinzel dała możliwość odezwania się jej - powiedzmy - towarzyszom, przyglądając się zarówno im, jak i roześmianemu zwierzęciu. Musiała się powstrzymać, by zaraz nie rzucić się z wyciągniętymi rękami na tego kota, bo był taki uroczy. A jeszcze ten śmiech! Aż Harley uśmiechnęła się szeroko, splatając swoje dłonie ze sobą i przykładając do nich policzek; nawet lekko kiwnęła się na boki (wybaczcie, opisywanie tego jest zbyt ciężkie!).
- Taaaaki uroczy.. - nie dokończyła, reflektując się dość szybko. Bo jej hieny mogłyby być niezadowolone (i nawet ona teraz była, bo tęskniła), a także coś za lekko jej było i blondynka, rozejrzawszy się, sięgnęła po torbę, z którą pędziła tu i ówdzie. W tej torbie przecież miała wszystko, co było jej potrzebne. Oczywiście, oprócz pieniędzy, choć była pewna, że kot preferowałby prędzej jakieś jedzenie lub ogromny kłębek, niż papiery wartościowe.
Niebieskooka wyciągnęła z torby telefon komórkowy, chcąc do kogoś zadzwonić czy zrobić cokolwiek. Jednakże nie miała szans - nie było zasięgu, a i samo urządzenie szalało, jak powalone, więc skrzywiła się z niezadowoleniem i coś mruczała pod nosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 26

PisanieTemat: Re: Dolina Łez   Pią Kwi 11, 2014 11:06 pm

Kocisko nie zdawało się zbytnio przejmować gwałtowną reakcją zebranych; wciąż suszyło ząbki z wymalowanym na mordce wyrazem najwyższego zadowolenia, zerkając złocistymi ślepiami to na Kanarka, to na Green Arrowa, to zaś wreszcie na Harley - niekoniecznie wówczas, gdy to właśnie oni przemawiali.
-Jesteśmy tutaj, a z kolei tutaj stanowi opcję preferowaną wobec bardzo wielu miejsc, w których nas akurat aktualnie nie ma. Ja leżę, wy stoicie... I pytacie mnie o rzeczy, które powinniście sami zauważyć. Nauczcie się patrzeć. I lepiej pytać- oznajmiło zwierzę, najwyraźniej bardzo dosłownie traktując dobór słownictwa bohaterów. Mimo wszystko stworzenie brzmiało stosunkowo... Cóż, może i nie "przyjaźnie", ale przynajmniej "miło". Owszem, szeroki uśmiech pełen sporych ząbków nieco psuł ten efekt, podsuwając raczej skojarzenia ze złośliwym - z braku lepszego określenia - wyrazem twarzy... Ale z drugiej strony kot nie okazywał przy tym nawet śladu agresji. Ewentualne złe intencje były już natomiast kwestią dyskusyjną.
-Dobre pytanie to wyśmienity początek... A każda przygoda wymaga postawienia pierwszego kroku. Ograne, ale prawdziwe - nawet tutaj. Mimo to tylko niektórzy odnajdują właściwą drogę... I nie wszyscy z nich ją rozpoznają. Część nawet nie chce- kontynuował kocur, przeciągając się przy tym powoli i leniwie na swojej kostce. Zaraz potem jego spojrzenie powędrowało ku wodospadowi.
-Jedno jest pewne: stojąc w miejscu nigdzie nie zajdziecie. A teraz wybaczcie, ale muszę sobie poradzić z niezwykle uporczywą futrzaną kulką- z tymi słowami zwierzę zwinnym ruchem zeskoczyło z obranego przez siebie punktu, stopniowo dematerializując się jeszcze przed dotknięciem ziemi.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harley Quinn

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 02/04/2013
Wiek gracza : 22

PisanieTemat: Re: Dolina Łez   Sro Kwi 16, 2014 9:45 am

Nieważnym było, co powiedział Queen czy Laurel. Harley i tak wiedziała swoje, i ona była całkowicie niewinna, a zawsze jej się obrywało. Gdyby była jeszcze większą nerwuską, to możliwe, że nawet zaczęłaby mamrotać pod nosem, jak bardzo wszyscy się na niej muszą wyżywać. Do tego jednak nie doszło, skoro Quinzel tylko z uśmiechem obserwowała kocisko, będąc kompletnie oczarowaną.
Co z tego, że zwierzyna te słowa zaczęła dziwnie łączyć. Tak, aby nie dać bezpośredniej odpowiedzi, ale zarazem zmusić ich do myślenia i jakiegokolwiek ruchu? Harley i tak wpatrywała się w ten wodospad, na który kot spojrzał.
- Ale wracaj! - krzyknęła jeszcze do na wpół zdematerializowanego czworonoga, by potem opuścić dłonie wzdłuż swojego tułowia i głowę z niezadowoleniem. Tak to chociaż można było się czyimś widokiem nacieszyć, a nie być zmuszonym do towarzystwa tej dwójki.
Quinzel rozejrzała się wokoło i uznała, że faktycznie - wodospad i kości wyglądają najciekawiej, więc poprawiła torbę, sprawdzając jej zawartość. Telefonem jeszcze stuknęła a drugą dłoń, jakoby to miało spowodować, że będzie miała ni stąd, ni zowąd zasięg. Nic takiego jednak się nie wydarzyło.
- Komu w drogę, temu czas! - zawołała wesoło, wyprzedzając tę dwójkę i tanecznym krokiem zaczęła kierować się ku wodospadowi. Wędrówka mogła trochę potrwać, ale szum wody był znacznie korzystniejszy dla jej uszu, niż głos tej kobiety (och, jakby Harley sama miała taką wspaniałą intonację, nieprawdaż?). Zatrzymała się dopiero po jakichś dziesięciu krokach i odwróciła do Kanarka i Łucznika. - Idziecie? - spytała głośno, by machnąć po chwili dłonią. - A zresztą, jak chcecie to stójcie czy cokolwiek innego - dodała jeszcze i wszczęła spacer do wodospadu.
Pewnie lepiej byłoby, dla niej samej, gdyby jednak zadecydowała iść z nimi, aczkolwiek... Oni stali w miejscu, a kot mówił, aby w końcu ruszyć, więc musiała coś wybrać!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Canary

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 01/04/2013
Wiek gracza : 21

PisanieTemat: Re: Dolina Łez   Nie Kwi 20, 2014 2:54 pm

Black Canary uniosła wysoko jedną brew, wsłuchując się w słowa Kota. Jego bełkot był dla niej niezrozumiały, choć na pewno kryły się za nim trafne uwagi, których nie potrafiła jeszcze rozpoznać. Może faktycznie za bardzo chciała wszystko interpretować, zamiast po prostu wziąć to dosłownie, na chłopski rozum. Mózg kazał jej to rozłożyć na czynniki pierwsze, ale ten nawet nie mógł ogarnąć ogromu wariactwa, jakie miało miejsce, więc... Jeśli wejdziesz między wrony...
- Chyba też mam problem z jedną kulką - powiedziała pod nosem, gdy zwierzę postanowiło się ulotnić. Panna Lance spojrzała na Queena, który wyglądał na jeszcze bardziej pogubionego od niej i dźgnęła go łokciem pod żebro.
- Rusz się, Królewno - powiedziała do niego bez cienia rozbawienia w głosie i podreptała za Harley. Ta jako pierwsza uznała, iż najlepiej będzie skierować kroki w stronę wodospadu, na jaki wcześniej spoglądała bestia. Chyba nadawali na tych samych falach, sądząc z poziomu słów wylewających się z ust jednego i pyska drugiego.
Najlepiej byłoby sprawdzić, czy za ścianą wody kryje się jaskinia - czasem coś takiego się zdarzało i może to byłaby właściwa droga albo chociaż znaleźliby jakąś wskazówkę? Laurel zaplanowała, że gdy tylko zbliży się do celu, od razu to zbada. Nie zamierzała informować o swoim pomyśle blondynki, szepnęła jedynie Oliverowi cicho do ucha, co zamierza. Tylko jemu tutaj ufała i nie zamierzała tego zmieniać, zwłaszcza, że ich towarzyszką nie był byle jaki przestępca, w dodatku najzwyklejsza w świecie wariatka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 26

PisanieTemat: Re: Dolina Łez   Sro Kwi 23, 2014 1:50 pm

Dotarcie do wodospadu nie było wcale takie łatwe, jak można by się tego spodziewać. Zaczynając od platformy, na której obudzili się członkowie grupy, jedyna "droga" - zresztą bardzo improwizowana - prowadziła w pierwszej kolejności kamienistym i niezwykle stromym zboczem, dalej zaś po sporych korzeniach pobliskich drzew - i znów po skałach. W pewnym momencie możliwe było także przeskoczenie na sam posąg, który jednak z powodu wilgoci prezentował się nieco zdradliwie - bo co prawda jego powierzchnia była równiejsza i po jego szczycie pewnie można by się było spokojnie przejść... Lecz z drugiej strony z powodu wilgoci pokrywała go wyraźnie widoczna warstwa mchu - zapewne dość śliskiego, grożącego utratą równowagi i upadkiem... Ze znacznej wysokości, nawet jeśli do wody - o nieznanej głębokości.
Cała ta wspinaczka miała przynajmniej jeden plus, a mianowicie: widok z góry rzeczywiście był wspaniały. Zawsze coś, nawet jeżeli nie o to w tym wszystkim akurat chodziło. Las wyglądał niesamowicie - szczególnie biorąc pod uwagę jego rozmiary. Był po prostu... Cóż, magiczny. Zapewne nie tylko na pierwszy rzut oka. Niestety wzrok nie mógł sięgnąć daleko - ograniczała go olbrzymia roślinność - jednakże okolica i tak robiła wrażenie.
Gdy towarzysze znajdowali się już całkiem wysoko - blisko samego wodospadu, od którego zresztą biło chłodem, a nawet i drobnymi kropelkami wody - tuż przed nimi przemknęło... Hm, właściwie trudno określić co to było. Wielki i bliżej niezidentyfikowany owad? Trochę przypominał ważkę... Tak czy siak, stworzenie zatoczyło okrąg wokół grupy, a następnie znów przeleciało na jej przód - i po prostu zawisło w powietrzu, co chwilę zygzakiem gwałtownie zmieniając wysokość i przesuwając się to w lewo, to znów w prawo, to bliżej, to dalej. Nie wydawało się agresywne... Po prostu natarczywe, gdyż pchało się szczególnie do twarzy - i od razu umykało, jak gdyby obawiało się, iż zostanie pacnięte. Jego skrzydła tworzyły cichy i monotonny warkot, a poruszały się niezwykle szybko. I wcale nie pomagało, że trójka wciąż znajdowała się na bardzo niepewnym podłożu...

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harley Quinn

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 02/04/2013
Wiek gracza : 22

PisanieTemat: Re: Dolina Łez   Pon Maj 05, 2014 10:24 am

Gdyby tylko Harley usłyszała od Kanarka, że jest wariatką, to pewnie - pomijając fakt, iż to prawda - w obruszeniu zaciągnęłaby kobietę na jedną z tutejszych kłód i zaczęła z nią przeprowadzać rozmowę. Tylko po to, aby zdiagnozować problem, z jakim musiała się borykać. Do tego jednak nie dojdzie. Wszakże miejsce, w którym znajdywali się aktualnie, znacznie bardziej przemawiało do Harleen.
Całe szczęście, że Quinzel była osobą energiczną. Nie mogła narzekać na swoją kondycję i koordynację ruchową, gdyż to było przez nią ćwiczone i udoskonalane przez kilka lat. Niemniej, z pewnością aż tak wygodnie i swobodnie nie mogła sobie iść i wspinać się jak zazwyczaj. Nie umniejszało to jednak wesołości i ogólnie dobrego humoru Harley, która przeskakując przez pewną skałę lub wystający korzeń, gwizdała sobie najlepiej w świecie. Co jakiś czas odwracała się w stronę Lance i Queena, jakby sprawdzała czy już ją zostawili samą sobie. Nieufność była w tym przypadku obopólna.
Gdyby bardziej przejmowała się swoim wyglądem, to pewnie narzekałaby na to, jak wilgoć wpłynie na jej fryzurę. Tak jednak się nie działo, gdyż harlekin znacznie bardziej zachwycona była krajobrazem i wsłuchiwała się w szum wody. Z początku nawet nie zareagowała na obecność tego dziwnego owada, ale już po chwili, gdy warkot skrzydeł był wyraźniejszy, skupiła spojrzenie na tym... czymś.
- Psik, psik, znikł mi, poleciał - zamachała energicznie dłonią przed sobą i poślizgnęła się w tym samym momencie. Jeśli  refleks będzie jej łaskawy, to zdąży szybko złapać wystającą z jednego z drzew gałąź i odzyskać równowagę, przy czym oprze się o pień tej samej rośliny.
Quinzel rozejrzała się po okolicy i spojrzała w stronę wodospadu. Widząc jedno z masywniejszych i szerszych drzew, zmrużyła oczy, zastanawiając się nad jedną rzeczą. Otworzyła swoją torbę, w której było... no, [prawie] wszystko! Wyciągnęła sklarowaną linę i znajdując sztylet w kieszeni płaszcza - ucięła porządny kawał. Wszak, kilka metrów miała, a do tamtego drzewa aż tak daleko nie było! Odwróciła się w stronę Zielonej Strzały.
- Ej-ej, Robin Hoodzie. Widzisz tamto drzewo? Tam! Nie tam, tam! - wskazała nawet odpowiednią roślinę. Szkoda, że nie wzięła pod uwagę, iż trochę tej flory tutaj było. - Jeśli te twoje strzały są takie ostre, w co nie wątpię, to możesz wymierzyć i strzelić. Zanim to zrobisz, to przywiążemy linę do jednej ze strzał i najwyżej będziemy mieli pewność, by jakoś dotrzeć i coś, hm? - spojrzała na nich, unosząc brew i zamachała liną.
Och, nawet jeśli ją wyśmieją, to Harleen albo uzna, iż sama potrafi być łucznikiem, albo zacznie pędzić w tamtym kierunku, wspinając się po wystających korzeniach, jak po schodach. A to już było jakieś zapewnienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Green Arrow

avatar

Liczba postów : 72
Data dołączenia : 23/05/2013

PisanieTemat: Re: Dolina Łez   Sob Maj 10, 2014 8:25 pm

Green Arrowowi udało się szczęśliwie dotrzeć za Harley na miejsce ich podróży. Póki co siedział cicho i wciąż nie zamierzał zbyt dużo się udzielać. Rozejrzał się dookoła, po czym wysłuchał słów Harley. Jakoś nie był przekonany do tego pomysłu, ale sam nie miał lepszego pomysłu, więc kiwnął twierdząco głową, wziął linę od Harley i wystrzelił we wskazane mu miejsce.
- Zadowolona? Niech panie teraz zadecydują co robimy dalej.
Spojrzał na Black Canary i odsunął się w bok. Był sam pośród prawdziwych kocic i nie zamierzał ryzykować podrapania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Canary

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 01/04/2013
Wiek gracza : 21

PisanieTemat: Re: Dolina Łez   Wto Maj 20, 2014 12:44 pm

Black Canary starała się stąpać ostrożnie, widząc, jak śliskie jest podłoże. Była zwinna, ale na takim terenie mogło być różnie - i choć nie bała się siniaków, to najzwyczajniej nie zamierzała niepotrzebnie 'przyozdabiać' nimi swojej skóry. Zerkała, czy Queen idzie za nimi. Był wyjątkowo cichy jak na siebie, może to uderzenie w głowę tak mu zaszkodziło?
Lista rzeczy, których nie lubiła i brzydziła się panna Lance, nie była aż tak długa. Jednak na jednym z miejsc gdzieś u góry tej listy, były robale. Wstrętne, małe robale - to dość kobiece, prawda? Szczególnie te, które nie potrafiły poszanować przestrzeni osobistej innego organizmu i wpadały na jego twarz, mimo ewidentnych znaków, że nie jest się mile widzianym gościem. Laurel widziała, że Harley się poślizgnęła, więc sama, na wszelki wypadek, przykucnęła, by nie stracić równowagi. Kiedy blondynka poprosiła Arrowa o pomoc, Kanarek uznała, że nie jest to aż taki głupi pomysł. Lepszy niż jej - bo ona nie miała żadnego. Zgodnie z zasadą 'lepszy rydz niż nic'. Na uwagę Olliego wzruszyła ramionami. Gest mówił "rób co chcesz, w końcu to ty decydujesz, to twoje strzały".
- Ja popatrzę - powiedziała po chwili, wciąż będąc w tej samej pozycji i kątem oka obserwując muchopodobną istotę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 26

PisanieTemat: Re: Dolina Łez   Wto Maj 20, 2014 8:52 pm

Gdy Harley poślizgnęła się przez natrętnego owada, na szczęście udało jej się złapać równowagę - chwytając się gałęzi, która zapewne otarłaby jej dłoń, gdyby kobieta nie miała na sobie rękawiczek. W tym wypadku poczuła jedynie przez materiał nieprzyjemną, chropowatą frakturę kory... Winny zaś poleciał dalej.
Plan z wystrzeleniem obwiązanej strzały odniósł powodzenie - i nic dziwnego, biorąc pod uwagę któż taki przystąpił do jego realizacji. Grot wbił się w pień wybranego przez Harleen drzewa, a próbne pociągnięcie za linę wykazałoby, że utkwił w nim raczej pewnie. Innymi słowy: można było zaufać sznurowi i stosunkowo spokojnie wspomagać się nim podczas wędrówki w górę.
Niby-ważka z kolei w tym czasie dalej robiła swoje, coraz natarczywiej pchając się do grupy - szczególnie do ich twarzy. Z premedytacją wykorzystywała to, iż trzymając się liny każdy z trójki miał zajętą jedną rękę... I właśnie od tej strony się zbliżała. Przy czym - jak się szybko okazało - najwyraźniej posiadała drobny problem z szacowaniem odległości... Gdyż w którymś momencie zaczepiła się nóżkami o włosy Kanarka, natychmiast starając się uciec, w panice szarpiąc się i do tego jeszcze szybciej poruszając skrzydłami. Zdawało się, że nawet jej bzyczenie nabrało rozpaczliwego tonu.
Samo w sobie nie byłoby to właściwie nic strasznego - ot, nieprzyjemna niedogodność, z którą jednak całkiem łatwo można by było sobie poradzić... Tyle że oczywiście na tym skończyć się nie mogło. Przecież jak już mieć pecha - to na całego.
W tym wypadku pech przybył pod postacią roju - pędzącego na pomoc swojemu towarzyszowi. Sporego roju, głośnego roju, lecz przede wszystkim: wyraźnie rozzłoszczonego roju, który kierował się prosto na Black Canary, Harley Quinn i Green Arrowa.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Green Arrow

avatar

Liczba postów : 72
Data dołączenia : 23/05/2013

PisanieTemat: Re: Dolina Łez   Sro Maj 21, 2014 12:45 pm

Oliver ze spokojem obserwował wszystkie te wydarzenia. Niby ważka ich atakowała, jednak Green Arrow niespecjalnie zwracał na to uwagę. W końcu to tylko owad. Przerośnięty, być może wyobrażony owad. Przecież nie miał w sobie żadnego jadu, który mógłby ich skrzywdzić. No przynajmniej Oliver miał taką nadzieję. Zresztą Strzała nie obraziłby się gdyby owad zlikwidowałby Harley. W końcu to wariatka. Oliver nie lubił wariatek, szczególnie tych, które pracowały dla Jokera... W końcu spokojnym głosem powiedział:
- Nie bójcie się... Po prostu ją ignorujcie. Ona boi się nas bardziej niż my jej.
Sytuacja zmieniła się dopiero kiedy owad zaplątał się we włosy Kanarka, a na pomoc wyruszył mu rozjuszony rój owadów. Oliver zaniepokoił się. Taka mała niby-ważka mogła im niewiele zrobić, jednakże ten rój nie wyglądał miło i bezpiecznie. Wydawać by się mogło, że jest w stanie zrzucić całą trójkę z liny, a na koniec jeszcze zakąsić ich na śmierć.
Green Arrowowi wpadł do głowy pewien szalony pomysł. Zwrócił się do BC.
- Hej. Może mogłabyś użyć swojego sonicznego śpiewu, aby zniechęcić trochę ten zmierzający rój? Ważką zajmiemy się później...
Chciał ją uspokoić, jednak sam był zdenerwowany. Nie polubił tego miejsca. Oj nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Canary

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 01/04/2013
Wiek gracza : 21

PisanieTemat: Re: Dolina Łez   Wto Maj 27, 2014 3:59 pm

Black Canary szarpnęła się i zachwiała, zaatakowana niespodziewanie przez owada. No, może atak to złe słowo, ale efekt był podobny - Laurel została wytrącona z równowagi. Zamachnęła się drugą, na szczęście tą wolną, ręką, by odgonić przerośniętą ważkę. Z cichym jękiem dała znać, że zauważyła nadlatujący rój, co nie zwiastowało niczego dobrego. Pomysł Oliviera wydawał się być dość dobry, biorąc pod uwagę fakt, iż zwierzęta miały czulszy słuch i wyższe tony je drażniły. Miała jednak parę wątpliwości. Po pierwsze, owady mogło na moment ogłuszyć, ale gdy dojdą do siebie, mogą być bardzo, bardzo wściekłe. Po drugie - to nie były ziemskie istoty, kto wie, czy reagują podobnie? Logika podpowiadała swoje, ale w końcu to miejsce, z latającymi kostkami i gadającym, wielkim kotem, było ostatnią ostoją normalności, jaką mogłaby wskazać panna Lance. Kobieta marzyła bardziej o wielkiej kopule, jak ta znajdująca się w Star City, która mogłaby ich osłonić, ale oczywiście gdy coś jest potrzebne, to tego akurat nie ma.
- Mogę spróbować, ale lepiej, gdybyś na wszelki wypadek miał plan B - powiedziała do Queena i odwróciła się w stronę nadlatującego roju. Otworzyła usta, by wydać z siebie soniczny krzyk, co też uczyniła.
W duchu modliła się, by Ollie szybciej myślał, niż wypuszcza swoje strzały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harley Quinn

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 02/04/2013
Wiek gracza : 22

PisanieTemat: Re: Dolina Łez   Wto Lip 01, 2014 2:41 pm

Harley była wdzięczna temu, że zawsze - no dobra, zazwyczaj! - pamiętała o rękawiczkach, które zakładała. Tez nie musiała chociaż zamartwiać się tym, że będzie miała odrapane dłonie, bo to z pewnością nie ułatwiłoby jej w działaniu, jeśli do takowego dojdzie.
Blondynka zerknęła to na Zieloną Strzałę, to na Kanarka, chcąc zobaczyć czy czasem ta dwójka nie knuje, czy już nie wdrożyła pod jej nieuwagę, jakiegoś planu w życie. Dodatkowa wrogość była jej zbędna. Tym bardziej, że ona naprawdę starała się pomóc i nic złego nie zrobiła… Teraz. No, ale wiadomo, że kobieta zaczęła się poprawiać od czasu, gdy jej kontakt z Jokerem został urwany. Mimo że nadal potrafiła popełnić jakieś drobne (albo i nie) przestępstwa, to jednak nie było tylu ofiar, jak to się zdarzało, kiedy spędzała czas z zielonowłosym mężczyzną. A na to koniecznie trzeba zwrócić uwagę, o!
Blondynka uśmiechnęła się, gdy tylko Green Arrow “posłusznie”, choć prędzej można było zarzucić tutaj ze zrezygnowaniem z powodu braku innych, lepszych pomysłów, wycelował strzałą w stronę wskazanego drzewa. Nie pozostało nic innego, jak tylko to, aby przechwycić linę, uprzednio upewniając się, że zabrała wszystkie swoje rzeczy i trzymając ją mocno, wspinać się powoli w stronę wodospadu. Ona jednak znajdywała się na samym końcu. Możliwe, że to było jej głupie przeczucie lub też spora dawka nieufności wobec towarzyszy, aby znajdywać się na samym końcu. Cóż, jeśli ktoś na nią spadnie, to lądowanie z pewnością nie będzie dla niej przyjemne. Jak i dla drugiej osoby, oczywiście.
Zerkała to na kobietę, to na mężczyznę, to na rój, krzywiąc się przeokropnie. W niezadowoleniu jak u małego dziecka, któremu coś odebrano, wbrew jego woli. Było to dosyć charakterystycznym wyrazem twarzy; sama Quinzel była przecież dość infantylną kobietą. Właściwie to w przebraniu, bo tak wydawała się nieco… poważniejsza? O ile to można wziąć pod uwagę.
Rój z pewnością nie był czymś, z czym Harley Quinn chciałaby mieć do czynienia. Pewnie, gdyby nie były to jakieś zmutowane, udziwnione stworzenia, to blondynka - och, jakby jeszcze miała! - sięgnęłaby po jakiś dezodorant i zapalniczkę. Wszak, za młodu uważała to za najlepszy sposób, by pozbyć się niewygodnych insektów. Różne rzeczy człowiekowi wpadają do głowy.
Quinzel przeszła na drugą stronę sznura, zmieniając przy tym rękę. Po to, aby prawą, wolną dłonią przeszukać zawartość torby. Może znajdzie jakiś zgubiony przedmiot, który mógłby oślepić czy coś? Raczej nie brała pod uwagi tego, by szaleć z młotem i machać sztylecikiem.
- Na co one mogą reagować? - spytała nagle, przystając w miejscu. Bo czymś musieli je zwabić, prawda? Zapachem, ciepłem czy też tym, że się poruszają albo hałasem. Co tam, że zaraz mieli sprawdzić czy ten krzyk Kanarka na coś się przyda, czy będą musieli kombinować. Lepiej na zapas się dowiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 26

PisanieTemat: Re: Dolina Łez   Wto Lip 01, 2014 7:28 pm

Soniczny krzyk Kanarka przynajmniej na samym początku zdawał się przynosić zamierzone efekty; pod jego wpływem rój natychmiast się rozstąpił, a poszczególne owady uciekły dosłownie na wszystkie strony. Przemieszczały się na kształt licznych spiral, czym prędzej uciekając przed falami dźwiękowymi. Niektóre z nich - w pierwszym momencie ataku przebywające na przedzie formacji - wręcz zostały odrzucone do tyłu i póki co nie bardzo wiedziały co ze sobą zrobić, kompletnie zdezorientowane.
Nie mogło być jednak zbyt pięknie; te insekty, które uniknęły początkowego uderzenia - lub też po prostu oberwały słabiej - zatoczyły dość szerokie łuki, by móc natrzeć na trójkę z różnych kierunków. Plus był taki, że owady nie posiadały żadnych żądeł, ani innych elementów przystosowanych tylko i wyłącznie do ataku. Główny minus stanowił natomiast fakt atakowania przez nie chmarą; nie dość, że przysłaniały przez to widok i wprowadzały niezłe zamieszanie, to jeszcze co i rusz uderzały w Arrowa, Kanarka i Harley. W żadnym razie nie były silne - ale irytujące już na pewno. Rozpraszały... A w grupie ich ciosy potrafiły nawet zaboleć - gdy kilka osobników pod rząd trafiało w ten sam punkt. W dodatku ten odgłos wydawany przez ich pracujące skrzydła... Aż głowa mogła od niego rozboleć.
Grupa musiała coś szybko wykombinować, jeżeli nie chciała zlecieć do wody - której głębokości nie sposób było przewidzieć. Być może w innym wypadku skok nie stanowiłby wcale takiego złego rozwiązania, jednakże w zaistniałych okolicznościach byłoby to spore ryzyko.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Green Arrow

avatar

Liczba postów : 72
Data dołączenia : 23/05/2013

PisanieTemat: Re: Dolina Łez   Wto Lip 22, 2014 12:02 pm

Oliver zauważył to, że początkowo jego plan daje radę. Niestety, po dłuższej chwili wszystkie owady ponownie zaatakowały. Były wściekłe, zdezorientowane i przerażone. Zupełnie jak w tej chwili Green Arrow. Nie wiedział gdzie są, nie wiedział co to za miejsce i do jakich celów służy, nie wiedział jak wydostać stąd siebie jak i Black Canary. Dodatkowo mieli jeszcze na głowie tego żeńskiego klauna, który bardziej przeszkadzał niż pomagał. Ostatecznie jednak Harley Quinn na coś się przydała. Zaproponowała ściągnięcie owadów do jednego miejsca, pytanie tylko jak to zrobić? Oliver w kołczanie miał kilka strzał z dziwnym specyfikiem, który rozsiewał dziwny zapach, jednakże nie był przekonany czy owady dają się na to sprowokować. Ostatecznie jednak były to owady, a owady uwielbiają dziwne zapachy, prawda?
Oliver nieco zdezorientowany zwrócił się do Harley:
- Dobry pomysł, gratulacje Harley.
Następnie wyrzucił strzałę w powietrze, przedtem aktywując. Strzała wybuchła w powietrzu rozsiewając ohydny smród na przeciwległą stronę. Następnie zwrócił się do Black Canary:
- Wiesz... dobrze by było, gdybyś i ty pomyślała! W końcu ja miałem dłuższą przerwę od walki ze złem!

[z/t] Do Mroźne piękno Przejąłem postać, ale formalności musi zdać się zadość


Ostatnio zmieniony przez Green Arrow dnia Wto Gru 16, 2014 8:56 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 26

PisanieTemat: Re: Dolina Łez   Pią Sie 08, 2014 12:02 am

Sam pomysł Green Arrowa rzeczywiście miał pewien potencjał; być może mógłby się nawet okazać całkiem niezłym rozwiązaniem, gdyby nie jeden drobny szczegół... A mianowicie w gęstej chmurze owadów mężczyźnie ciężko było ominąć liczne osobniki - na skutek czego wystrzelona przez niego strzała eksplodowała o wiele bliżej trójki, niż zapewne tego chciał. Innymi słowy nieprzyjemny zapaszek doszedł także i do grupy, tylko dodatkowo drażniąc i tak już wściekły rój... Który o dziwo się rozstąpił, najwyraźniej mocno niezachwycony tym odorem.
Z jednej strony właśnie tego chciała "drużyna". Z drugiej natomiast nie było już tak pięknie - bo umykające stado strąciło ze skały Black Canary, która nie zdążyła się już niczego pochwycić... I zleciała prosto do wody, która na moment rozbłysła fioletem.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dolina Łez   

Powrót do góry Go down
 
Dolina Łez
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Gospoda pod świńskim łbem
» Dolina Arrynów
» Dolina Trzech Jezior
» Zapomniana posiadłość

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Justice League :: Stany Zjednoczone :: Star City :: Plaot-
Skocz do: