PBF osadzony w świecie komiksów DC.
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ulice wokół miasta

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 27

PisanieTemat: Ulice wokół miasta   Czw Lip 09, 2015 2:26 pm

Wokół miasta ciągnie się sporo mniejszych i większych ulic, które znajdują się zresztą w bardzo różnym stanie. Niektóre biegną przez tereny zalesione, inne prowadzą na bagna... Do wyboru, do koloru.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   Nie Lip 12, 2015 4:23 pm

Wyjechanie z miasta nie było aż tak trudne jak się obawiał, że będzie. Większość osób jeszcze pozostawała w domach, a ci, którzy pędzili do pracy trzymali się głównie większych dróg, których on z kolei unikał by nie zwrócić na siebie zbędnej uwagi. To akurat ostatnie co jest mu aktualnie potrzebne.
Zważywszy na to, że musiał nieco pokręcić się po Gotham by uniknąć ciekawskich oczu, musiał obrać dłuższą trasę, która prowadziła całkowicie naokoło do Wayne Manor. Naprawdę, że też nie mogli ciut bliżej postawić tej nory, zaoszczędziłaby mu w tym momencie trochę czasu i paliwa. Gdyby zdjął kask może nie rzucałby się aż tak w oczy, no i maskę, bo w końcu niejedna osoba nosiła skórzaną kurtkę na motor. Ale nie uśmiechała mu się jazda bez osłony na głowę, niezależnie od tego jak dobrze był wytrenowany, los uwielbiał płatać mu figle. Jeż mu wyjdzie na drogę, albo tutaj zjawi się jakiś demon, i tylko patrzeć jak Todd zetrze sobie mózg o asfalt. Zapewne wiele osób by to ucieszyło, ale samemu Jasonowi aż tak bardzo nie spieszyło się na drugą stronę... Znów. Zwłaszcza, że co za różnica czy trafi do standardowego Piekła czy zostanie tutaj, aktualnie chyba nie było większej różnicy gdzie się znajduje...A jednak wolał być tutaj. Przynajmniej mógł jawnie okazywać swoją niechęć do Batrodzinki i innym psuć krew, jak chociażby dealerom, którym patrzył na ręce... Oczywiście zapewniając też 'bezpieczeństwo' tak długo jak byli grzeczni. A gdyby umarł to co? Nawet nikt by go nie wspomniał, co najwyżej ucieszył się, że w końcu przestał włazić komuś w interesy.
Yup, dla innych byłyby same plusy, ale on za bardzo lubił być złośliwy by tak łatwo im odpuścić.
Sam nie wiedział czemu właściwie zgodził się na tę całą współpracę z Dickiem, miał coraz większe wątpliwości co do tego. W końcu poradziłby sobie sam, a Dick miał za sobą wystarczająco dużo osób... Czyli wracały rozterki z wcześniej, o których z resztą dyskutowali; jednak Jason wciąż nie był w pełni przekonany do tej całej akcji. Jasne, wyglądało poważnie i to cholernie, mógłby nawet zaryzykować stwierdzenie, że szykował im się tu mały armagedon, bo wątpił by demony zatrzymały się tylko na etapie już praktycznie nieistniejącego Bludhaven. Będą chciały rozprzestrzenić swoją działalność, pytanie czy na skalę światową czy jednak nieco mniejsze plany... Tak czy inaczej było kurewsko źle.
Ale cholera co on niby mógł zdziałać? Ktokolwiek bez mocy i demonicznych powiązań? Jasne coś wytropić, wyśledzić... Ale na jak długo? I na dziewięćdziesiąt procent szło to przypłacić życiem. Z drugiej strony sam też by wiele nie zdziałał, w grupie mają większe szanse, ale i tak nikłe. Fuck, fuck, fuck. Coraz mniej mu się to wszystko podobało. I nie było jak zrezygnować, bo bezczynne czekanie na to cokolwiek miało się stać też mu się nie podobało.
Ale Dick zaczynał się rządzić, a potem próbował rozsiewać swój urok, jakby naprawdę sądził, że podziała tym na Jasona. Zdecydowanie zbyt długo się znali, a Jason zdecydowanie zbyt wiele pamiętał z ich wcześniejszych... Potyczek. To wszystko zdawało się niewłaściwe, po prostu. Od góry do dołu. Cholera, czemu nie miał swojej własnej grupki...? Ach, no tak, wolał pracować solo. Cholerny Dick.
Nie ma nic lepszego niż długa droga pełna optymistycznych myśli.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 27

PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   Nie Lip 12, 2015 5:18 pm

Jason znajdował się już właściwie bardzo blisko wjazdu do Batcave; jeszcze tylko parę minut i dotarłby na miejsce, wypakował butle z gazem Scarecrowa i mógł w końcu chwilę odetchnąć. Oczywiście w praktyce nie mogło niestety być tak łatwo; świat nie lubił być miły dla większości zamieszkujących go stworzeń, a już w szczególności dla Red Hooda.
Pierwszą oznaką, że coś jest nie tak, były nietypowe w tym miejscu odgłosy, które przebiły się przez szum wiatru - i niesamowicie przypominały huk wystrzałów... Może nawet ze strzelby? Trudno powiedzieć ile ich padło; sześć, osiem, a może więcej? Grunt, że już po chwili oczom Todda ukazała się bardzo niecodzienna scena.
Kilka drzew przy drodze płonęło - to widać było już z oddali. Oprócz nich ogniem zajęła się okoliczna trawa i krzaki, a wszystko to po prawej stronie Jasona. Póki co pożar zdawał się jeszcze nie sięgać daleko, ale przecież w każdej chwili mógł się rozprzestrzenić - a to nie wróżyło dobrze.
Mimo to... Na tle płomieni dojrzeć można było jakieś zamieszanie: chyba samochód wykręcający tuż przy krawędzi szosy w stronę ognia - i w coś uderzający... Przy nim zaś krążyły przynajmniej dwie postaci, które wycofywały się w przeciwnym kierunku. Sądząc z ułożenia ich ciał - w rękach mogły trzymać broń palną...
Ważniejsze było jednak coś innego, a mianowicie: tym samochodem ktoś musiał kierować i aktualnie wjeżdżał nim w środek pożaru. Niemądrze.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   Czw Lip 16, 2015 7:57 pm

Myśli Jasona wędrowały w coraz gorszą stronę, niosąc tylko więcej złości i niechęci. Na członków Batfamily, aktualną sytuację i cholerne demony, które postanowiły zabawić się w zdobywców Ziemi. Czemu wszystko zawsze musi się komplikować, ani chwili wytchnienia... A skoro o tym mowa.
Todd na początku usłyszał huk, którego źródłem najpewniej były wystrzały z broni. Co jak co, ale to był w stanie rozpoznać patrząc na to jak często sam używał tego rodzaju broni. Tuż po tym zauważył, że część drzew po jednej jego stronie płonie... Co nie wróżyło nic dobrego. Oby to tylko nie była sprawka tych piekielnych stworów, miał już ich dość na jeden dzień... Zwłaszcza wodnistych i ognistych, a wszystko wskazywało na to, że najpewniej ten byłby tego rodzaju. Bogowie, jeśli jacykolwiek istniejecie, chociaż raz go wysłuchajcie i zlitujcie się nad nim. Raz, to naprawdę nie jest tak wiele.
Zauważył samochód, i kilka osób, chyba dwie, o ile na pewno były to osoby, bo nie miał takiej stu procentowej pewności w tym wypadku, ale wolał obstawać przy bardziej optymistycznej wersji, nie zaszkodzi. Zaniepokoiło go jednak, że samochód zmierzał prosto w ogień... A ktoś wciąż mógł tam być. Przyspieszył, by zbliżyć się do pojazdu i móc bez większych komplikacji go zatrzymać. Zahamował gwałtownie, wystrzeliwując linkę i zaczepiając ją o podwozie auta, drugą część skierował na jedno z większych drzew, które powinno utrzymać samochód chociaż przez krótką chwilę, podczas której Red Hood będzie mógł pomóc kierowcy.
Jeśli udało mu się to wszystko wykonać i samochód faktycznie zatrzymał się na jakiś czas, Red Hood czym prędzej do niego podbiegł otwierając drzwi, a jeżeli były zablokowane, wybił szybę łokciem, otwierając je od wewnątrz i wyjmując kierowcę. Przeniósł go dalej, na drugą stronę drogi, gdzie nie było ognia, i tak nie miał póki co zbyt wielu możliwości. Upewnił się tylko czy ten człowiek jeszcze żyje...
Zaraz zbliżył się do dwóch postaci, ostrożnie, cicho, by sprawdzić co się stało, do czego strzelali, bo był pewien, że ktoś strzelał - a jakoś wątpił by było to jedynie potyczki między sobą. Nawet jeśli było to idealne miejsce na egzekucję coś mu się wydawało, że tym razem to nie o to chodziło. O coś większego; czego dowodem mogły być płonące drzewa, bo nie uwierzyłby, że oni je podpalili.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 27

PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   Pią Lip 17, 2015 1:41 am

Red Hoodowi udało się przypiąć jeden koniec linki do samochodu, drugi zaś do drzewa, co sprawiło, że wozem w pierwszej chwili mocno szarpnęło i zdawało się nawet, że zderzak po prostu się oderwie - ale na szczęście wytrzymał, przynajmniej póki co, tym samym pozwalając vigilante działać dalej.
Samochód zdążył już wjechać w płomienie, dlatego też zbliżając się do drzwi kierowcy Jason również naraził się na ich wpływ. Co prawda strój miał ognioodporny, ale nie w całości - poza tym sama temperatura również nie należała do przyjemnych. Przynajmniej szybko przekonał się, że drzwi nie były zamknięte i bez problemu mógł wyciągnąć siedzącego w środku mężczyznę... Który do końca nie chciał odpuścić i starał się docisnąć pedał gazu. W zasadzie to był nawet silny, ale z drugiej strony miał ograniczone pole do manewru, więc Todd tak czy siak wywlókł go na zewnątrz i odciągnął na drugą stronę jezdni, gdzie czekała już pozostała - rzeczywiście uzbrojona - dwójka... W tym jedna kobieta.
Oboje mieli uniesione bronie i celowali w stronę płomieni, co parę sekund wykonując niepewnie krok czy dwa w tył. Oddychali ciężko, a na ich twarzach malowało się przerażenie. Dosłownie podskoczyli gwałtownie, gdy auto w końcu eksplodowało - nie tak widowiskowo, jak na filmach akcji, ale i tak z całkiem niezłą mocą. Ba, mężczyzna nawet wystrzelił w jego stronę, zapewne z nerwów.
Uratowany kierowca z kolei spędził chwilę na czworaka, jednakże wybuch go otrzeźwił - i sprawił, że powoli i niezdarnie podniósł się z podłoża. Skórę miał zaczerwienioną, w paru miejscach - szczególnie na dłoniach - oparzoną, ale niezbyt poważnie.
-Ile stąd do miasta?- rzucił tylko cicho.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   Sob Lip 18, 2015 3:32 pm

Jason przyjrzał się uważnie tej dwójce, zaraz patrząc za linią ich wzroku, w płomienie, zastanawiając się czy dojrzy to, co tak strasznie ich przeraziło. Niestety, nie był w stanie zobaczyć niczego w płomieniach. Skóra w miejscach gdzie został poparzony, jednak nie był to ból, którego nie byłby w stanie znieść, to było nic w porównaniu z tym co już kiedyś przechodził. Tak więc ignorowanie go nie było trudne. I tak wszystko wskazywało na to, że miał ważniejsze rzeczy na głowie.
Wybuch również niespecjalnie go ruszył zważywszy na to, jak często był takowych świadkiem - znieczulił się. Hałas, siła, efekty, wszystko co z tym związane było mu doskonale znane.
Położył ostrożnie dłoń na ramieniu kobiety, rozbrajając ją zwinnie, by przypadkiem w niego nie strzeliła ze strachu.
- Koło dwóch kilometrów. Co was zaatakowało? - Spytał, spoglądając jej prosto w oczy, a następnie na jej towarzysza. Potrzebował odpowiedzi, żeby wiedzieć z czym ma do czynienia i czy poradzi sobie z tym sam... Chociaż aktualnie nie miał innego wyjścia, zważywszy na to, że Dick tymczasowo uciął połączenie... Istniała szansa, że odbierze komunikat i odpowie, jednak Jason nie mógł na to w pełni liczyć co było sporą przeszkodą, bo przy ewentualnym starciu z prawdziwym wrogiem, niebezpiecznym, nie było miejsca na ewentualności i niedomówienia.
- I dokąd uciekło? Potrzebuję informacji. - Dodał po chwili, oddając kobiecie broń. Kto wie, może jeszcze do czegoś im się przyda, chociaż wątpił by w tym konkretnym wypadku. Zwłaszcza, jeśli faktycznie było to to, co podejrzewał.... Cholera.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 27

PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   Sob Lip 18, 2015 5:46 pm

Rozbrojenie kobiety przebiegło bez żadnego problemu, gdyż delikwentka skupiała się tylko i wyłącznie na tym, co najwyraźniej pokrywały już płomienie. Co prawda szarpnęła się i - kiedy tylko mogła - odsunęła gwałtownie od Red Hooda, ale nie mniej jednak pistoletu została skutecznie pozbawiona.
Pierwsze pytanie Jasona sprawiło, że poszkodowani wymienili się szybko spojrzeniami, nawet się z tym jakoś specjalnie nie kryjąc. W dalszym ciągu zachowywali się bardzo niespokojnie i wycofywali się stopniowo w stronę przeciwną do pożaru. Dopiero drugie pytanie wywołało reakcję słowną - ze strony kobiety, która chętnie, choć nieufnie przejęła z powrotem broń i od razu wycelowała ją w ogień.
-Nie uciekło. Przejdziesz tyle?- ta ostatnia wypowiedź została już rzecz jasna skierowana nie do Red Hooda, lecz do dopiero co wyciągniętego z samochodu kierowcy, który z kolei pokiwał głową. Kobieta ujęła go pod ramię i zaczęła prowadzić wzdłuż ulicy, jednakże samym jej poboczem. Ich ostatni kompan podążył ich śladem, lecz bokiem, wciąż jeszcze nie spuszczając wzroku z płomieni... W których widać było jakiś duży, ciemny kształt. Chyba się poruszył.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   Pią Lip 24, 2015 8:47 am

Nie podobało mu się zbytnio to co sobą okazywali ci ludzie, prawdziwe szczere przerażenie. I to, że nie chcieli mu powiedzieć z czym właściwie mieli do czynienia, chyba, że sami nie mieli pojęcia - jednak po co wtedy strzelać? Wiedział, że cywile często panikowali bardziej niż było to potrzebne, jednak czy tym razem było podobnie? Nie chcieli mu powiedzieć z czym się mierzyli, a przecież chciał pomóc. I weź tu człowiek staraj się być miły i komunikatywny, skoro nikt tego nie docenia.
Nie zdążył nawet zapytać ich o cokolwiek innego, bo zaczęli się zbierać do odejścia. A cokolwiek ich tak przeraziło, siedziało w płomieniach... Chyba, przynajmniej tam ostatnio spoczywały ich spanikowane spojrzenia - a w tym momencie ogień kojarzył mu się już tylko z demonami, zwłaszcza po ostatniej akcji w Bludhaven. Czy bohaterowie nigdy nie odpoczywają? Jasne, to jest trudna i wymagająca robota, ba nawet bardziej niż pewnie większość osób przypuszcza, ale w tej chwili marzył o chłodnym prysznicu, maści na oparzenia i łóżku, nawet nie musiało być szczególnie miękkie...
- Hej! Czy strzelanie cokolwiek dało? - Z doświadczenia wiedział, że raczej nie i będzie musiał sięgnąć po inne środki. Konkretnie jeden, bo drugi miał Dick. Jednak upewnić się zawsze można, nie żeby coś, nawet by się ucieszył gdyby to okazało się takie proste. Kilka kulek i po problemie, jednak w jego wypadku to nigdy nie jest takie proste. Nigdy.
Wrócił spojrzeniem do płomieni, a kiedy zauważył, że coś tam się poruszyło odruchowo sięgnął do cholewy buta, wyciągając jeden ze swoich mieczy, który szybko osiągnął swój pełen rozmiar.
Ujął go pewnie w obie dłonie, nieznacznie zbliżając się do płomieni, krok czy dwa, z nadzieją, że może sprowokuje to coś, by się pokazało... Bo wątpił by sobie po prostu poszło albo dało mu odejść. Te stwory coś za bardzo przepadały za ludzkim mięskiem...
Z drugiej strony czy miecz mu wystarczy? Czy może lepiej wejść na motocykl i spróbować to coś zgubić, albo zaciągnąć do wody, skoro najprawdopodobniej jego specjalnością był ogień... Nieco pospolite myślenie, ale w tej chwili nic innego nie przychodziło mu do głowy. Był zmęczony i obolały... Pieprzyć to wszystko, cokolwiek się stanie, jakoś sobie poradzi. Musi.
Dick pewnie wciąż spał, a nie widział sensu w kontaktowaniu się z kimś innym.
Skazany na siebie - czyli wszystko po staremu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 27

PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   Pią Lip 24, 2015 1:07 pm

Przynajmniej tyle dobrego, że ze strony oddalających się - zresztą zaskakująco żwawo - cywili padła krótka odpowiedź, tym razem udzielona przez mężczyznę, który zamykał ten ich mały pochód:
-Niewiele!- odkrzyknął. Cóż, mogło być gorzej. Mógł powiedzieć, że strzelanie nie dawało zupełnie nic i nosili pistolety tylko i wyłącznie dlatego, że w pewnym stopniu poprawiało to im samopoczucie. "Niewiele" oznaczało już jakieś efekty, nawet jeśli kiepskie.
Kiedy Red Hood zbliżył się trochę do płomieni, znajdujący się w nich kształt ponownie się poruszył. Rozmiarowo można by go pewnie porównać do... Byka lub czegoś podobnego? Zdawał się być masywny, a więc pewnie i ciężki. Przy odrobinie szczęścia przekładało się to na raczej przeciętną - lub wręcz kiepską - szybkość i refleksy, ale kto wie? Takie stwory potrafiły zaskakiwać.
Ogień nie ustępował, a kreatura nie spieszyła się, aby sama z niego wyleźć, choć zdecydowanie przemieszczała się w jego obrębie - powoli i kierując się w stronę Jasona. Gdyby się tak nad tym zastanowić, to jej przednia część znajdowała się o wiele wyżej od zadniej, ale czy była to kwestia budowy ciała czy utrzymywanej pozycji - ciężko orzec.
Pomiędzy trzaskaniem płomieni nagle dało się wyłapać jeszcze jeden odgłos, brzmiący podejrzanie jak warczenie... Niskie, na pewno zwierzęce.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Poison Ivy

avatar

Liczba postów : 74
Data dołączenia : 07/05/2013

PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   Sob Sie 01, 2015 7:59 pm

Po opuszczeniu tunelu, w którym w dalszym ciągu odbywało się spotkanie złoczyńców, Ivy skierowała się od razu do swojego ogrodu botanicznego. Roślinki, które pozostawiła na miejscu, powinny donieść jej o wszystkim, czego nie usłyszy osobiście; właściwie to wręcz na bieżąco podszeptywały jej to i owo, tym samym dbając o to, aby ich matka nie straciła niczego istotnego z tamtej dyskusji.
Co prawda Pamela zapowiedziała, że zajmie się Catwoman, jednakże w pierwszej kolejności miała zamiar załatwić coś innego - coś o wiele ciekawszego... I dla niej przydatniejszego. W końcu jej własne plany stanowiły priorytet. No, jej i Killer Frost. I Harley, gdy ta w końcu raczy powrócić do miasta ze swojego wypadu po Stanach Zjednoczonych.
Z tą myślą doktor Isley przykazała swoim ukochanym dzieciom rozejrzeć się za kręcącymi się po Gotham Nietoperzami. Godzina była taka, że zapewne bohaterowie zwijali się już do swoich domów, żeby odpocząć po całej nocy działania... Ale kto wie, być może ktoś jeszcze wykazywał aktywność? Sam Batman byłby rzecz jasna najlepszym kandydatem, lecz ten jeden raz Ivy mogła się poświęcić - i nie być wybredna.
Nie potrwało to długo, nim roślinność pokrywająca obrzeża miasta doniosła jej o obecności Red Hooda na jednej z okolicznych dróg. Co ważniejsze jednak, te same dzieciątka zwróciły się do niej z paniczną prośbą o pomoc, a tego tym bardziej Pamela nie mogła zignorować - i dlatego też natychmiast przeniosła swoją świadomość do jednego z tamtejszych drzew, umyślnie wybierając wielkie i silne. Zamanifestowała się w jego konarze, który wygiął się, zakręcił, a nawet częściowo odbarwił, aby przyjąć postać Ivy... No, przynajmniej od pasa w górę, więcej nie było potrzeba. Jednocześnie cała zieleń przy tym odcinku drogi zaczęła gwałtownie się poruszać i wzrastać, a już po chwili silne pnącza rozpoczęły gaszenie ognia - uderzając w niego i tłumiąc płomienie, aby nie mogły się rozprzestrzenić i zająć większego terenu.
W tym samym czasie Ivy robiła wszystko, co tylko było w jej mocy, aby uspokoić swoje dzieci i ukoić ich ból. Nie było to łatwe, ale w tej chwili nie mogła zrobić dla nich wiele więcej - nad czym głęboko i szczerze ubolewała. Nie wiedziała co stało się w tym miejscu, ale zamierzała zdobyć tę wiedzę... I zadbać o ukaranie wszystkich winnych krzywdy tych bezbronnych i niewinnych roślin.
-Wiem coś, co może cię zainteresować. Pytanie tylko: czy potrafisz zachować dyskrecję?- oznajmiła, mimo wszystko zdecydowana podążać za swoim pierwotnym planem... Przynajmniej póki co. Musiała pamiętać o priorytetach, nawet jeśli nie podobał jej się ten ogień - wciąż płonący, choć teraz już przynajmniej oddzielony od zieleni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   Nie Sie 02, 2015 12:42 pm

Niewiele... Świetnie. Problem taki, że to jego główna broń. No, wręcz też był całkiem niezły - do tego dochodzą bomby i kris, ale to wciąż niewystarczający arsenał by dobrać się do demona i samemu przy tym nie oberwać za bardzo, chociaż bliższym stwierdzeniem byłoby - nie zginąć. I miecz, magiczny, co było swego rodzaju pocieszeniem, chociaż został z jednym; niby to wciąż więcej niż nic, ale i tak... Kolorowo sytuacja się nie przedstawiała.
Zacisnął mocniej palce na rękojeści, śledząc uważnie każdy krok swojego przeciwnika. Wielki, co do tego nie miał żadnych wątpliwości, z postury mógłby zaryzykować stwierdzenie, że zwierzęcy, może coś w rodzaju ich wilków albo kotów, wiadomo, kilka razy większy... Albo i kilkanaście, jednak mogło to być tylko wrażenie wywołane konkretną pozycją jaką przybrał. Nie umknął również Red Hoodowi fakt, że cały czas czaił się w płomieniach, może czuł się w nich bezpieczniej? Na pewno był mniej widoczny i ewentualny atak zaskoczyłby Jasona bardziej niż gdyby widział go dokładnie, czysto... Mógł zaobserwować dokładną zmianę pozycji, spojrzenie. A tak, był ograniczony do domysłów i ciągłej gotowości na ewentualny atak. Pysk i brzuch, tam najlepiej celować w razie ataku... Jeśli ma ślepia, w nie też celować. Co prawda miecz powinien zadziałać na tyle by go uśmiercić poważniejszym ciosem, jednak nie mógł opierać się w tej chwili tylko na dotychczasowej wiedzy - różne rodzaje demonów pałętają się po Ziemi teraz, lepiej uważać.
Jednak jego uwagę odwróciły poruszające się pnącza. W tej chwili nawet już nie był pewien co do tego doprowadziło i czy miało to coś wspólnego z kolejnym demonem. Innym wyjaśnieniem była Ivy, jednak jakoś nie widział powodów dla których miałaby się tu pojawić, no, nie licząc płonących drzew, chociaż wątpił by to było coś, co by ją tak szybko sprowadziło. Dopiero gdy kątem oka zauważył coś co, przynajmniej częściowo, przypominało ludzki kształt, zaczął się spokojnie wycofywać do tyłu, by zbliżyć się bliżej do roślinności rosnącej na poboczu drogi; nie chciał wykonywać gwałtownych ruchów, by teraz nie sprowokował bestii. Wcześniej, czemu nie, jednak w momencie gdy Ivy tu była... Z drugiej strony, mogłaby mu trochę pomóc, i, może miotnąć tym czymś przy pomocy pnączy - o ile by się nie bała, że to coś je również podpali. Cholera, tak źle i tak niedobrze, czasami nienawidził wybierać pomiędzy mniejszym złem.
Ostatecznie jednak stanął przy roślinnej wersji Ivy, nie spuszczając wzroku z płomieni, jednak poprzez nieco zmienioną postawę, okazując zainteresowanie jej obecnością tutaj.
- Piękna i bezpośrednia jak zawsze. Naprawdę pytasz mnie o dyskrecję? Zachowujesz się tak, jakbyś mnie nie znała. Nie jestem typem superzłoczyńcy, który wyjawia swoje plany święcie przekonany, że bohater go nie powstrzyma. - Uśmiechnął się nieznacznie pod kaskiem, na chwilę jej poświęcając całą uwagę. Ale, hej, trochę racji w tym miał, co jak co, ale był bardzo dyskretny gdy wymagała tego sytuacja, nie wspominając o tym, że kiedyś był wychowankiem samego Batmana, a chyba nie znał nikogo bardziej skrytego od niego. Plus, wciąż nikomu nie powiedział jak wrócił do Gotham, kto mu pomógł... Bo o zmartwychwstaniu nie wiedział, i wątpił by kiedykolwiek odkrył tę tajemnicę.
Tak czy inaczej aktualnie podzielił uwagę między kobietę i demona, najpewniej, jemu jednak poświęcając nieco większą jej część, chociaż fakt, że Ivy pojawiła się by mu coś przekazać też był interesujący i raczej niecodzienny. No, i liczył, że w razie czego kobieta choć w minimalnym stopniu mu pomoże, za pewne szybko po tym znikając i wracając do swoich ciekawszych zajęć.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 27

PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   Nie Sie 02, 2015 1:27 pm

Płomienie zostały ograniczone i przynajmniej przestały się rozprzestrzeniać - bo musiałyby sięgnąć dalej, aby mieć się w ogóle na czym palić. Mimo to w centrum wydarzeń wciąż szalał ogień, tym samym kryjąc i osłaniając stworzenie, które znajdowało się w środku... I chyba się kuliło, wciąż powarkując od czasu do czasu. Cokolwiek to było - zdecydowanie miało bardzo średni humor.
Dopiero kiedy Jason zaczął się wycofywać, bestia wykonała następny ruch, a mianowicie wyciągnęła przed siebie wielką łapę, która wyłoniła się z ognia i ułożyła się na jezdni. Co prawda przypominała psią, lecz - licząc wystające pazury - miała chyba długość ludzkiego przedramienia, zaś tuż nad nią zaczynało się coś na kształt złocistej zbroi... Chyba, bo reszta ginęła już w płomieniach.
Stwór lekko się poruszył, zmienił pozycję, a w tym samym momencie z jego strony dobiegł odgłos dzwonienia - jak gdyby łańcuchami lub może czymś podobnym. Widać było, że potwór - demon? - próbuje przenieść ciężar ciała do przodu i ruszyć z miejsca, ale chyba coś mu w tym przeszkadzało... I wywoływało głośniejsze warczenie.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Poison Ivy

avatar

Liczba postów : 74
Data dołączenia : 07/05/2013

PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   Nie Sie 02, 2015 2:58 pm

Na wszelki wypadek Pamela przykazała swoim dzieciom utrzymywać możliwie jak największy dystans od płomieni - choć tak na dobrą sprawę one same doskonale wiedziały, że nie powinny się do nich zbliżać. Co prawda Ivy wyhodowała kilka zmutowanych gatunków wykazujących sporą odporność na ogień - obdarzonych niesamowicie wytrzymałą korą, żywicą ochronną lub po prostu na tyle wilgotnych, że mogły długo wytrzymać w towarzystwie płomieni - lecz nie miała czasu ich tutaj sprowadzać. Liczyła na to, że kryzys uda się zażegnać w inny sposób. Poza tym... To najwyraźniej leżało również w interesie Red Hooda, a rudowłosa nie miała nic przeciwko temu, aby on sam się trochę oparzył - dla wyższego dobra. Była to cena, którą doktor Isley mogła zapłacić.
Ani na chwilę nie spuszczając mężczyzny z oczu, samozwańcza Matka Natura czujnie i uważnie odczekała do momentu, gdy ten znajdzie się wystarczająco blisko, aby mogli swobodnie porozmawiać - bez zbędnego podnoszenia głosu. Na jego słowa zareagowała przede wszystkim uniesieniem jednej brwi. Nie, nie wierzyła w jego dyskrecję - głównie dlatego, że przecież mimo wszystko byli wrogami. Nie wątpiła w to, że Red Hood jej nie zaufa, nawet jeśli wysłucha jej i zapamięta otrzymane informacje. Och, na pewno je sprawdzi i podejmie odpowiednie kroki, ale Nietoperze miały w genach podejrzliwość. Cóż, ona również.
-Jak długo nikt nie dowie się, że te informacje wyszły ode mnie... Mogę opisać ci bardzo ciekawe plany, które w tej chwili tworzy sama śmietanka towarzyska przestępców tego miasta... I nie tylko tego. Selina zamierza donieść Batmanowi o tym samym, jednakże opuściła zebranie na tyle wcześnie, że nie posiada nawet żadnych istotnych informacji... Co nie zmienia faktu, że najpewniej to właśnie ona zostanie oskarżona o zdradę. To nam na rękę, prawda?- wyjaśniła, jednocześnie przenosząc spojrzenie na łapę, która dopiero co wyłoniła się z płomieni. Wielka, zwierzęca... Ivy nie miała ochoty sprawdzać do jakiego stworzenia należała. Biorąc pod uwagę, że to coś siedziało w ogniu i najwyraźniej nie odczuwało w związku z tym żadnego bólu, ze sporą dozą prawdopodobieństwa był to jeden z demonów, o których wspominał sługa al Ghula. Tym lepiej dla niej - bo będzie wiarygodniejsza. Tyle tylko, że Pamela wolałaby uniknąć jakichkolwiek strat w roślinach... A nie miała pewności, że bestia nie zaatakuje jej dzieciątek - albo nie wyrządzi im krzywdy po prostu przez przypadek.
-Bawisz się w hycla?- spytała, marszcząc lekko czoło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   Wto Sie 18, 2015 1:48 pm

Musiał przyznać, że obserwowanie ognia wcale go nie uspokajało, chociaż liczył, że będzie go to wpędzać w mniejszy stres jeśli wcześniej zauważy podejrzany ruch wśród nich, z drugiej strony świadomość, jednak brak wizualizacji o niebezpieczeństwie, które się na ciebie czai jest najlepszy, sposobem na pobudzenie wyobraźni, adrenaliny i strachu. W końcu Batman to stosował, on również, czasami, nie wspominając o tym, że twórcy gier już dawno na to wpadli. W końcu czy w innym wypadku Silent Hill zdobyłoby aż taką popularność gdyby się tylko opierało na historii? Pewnie tak, ale to im pomogło.
Chciałby też by Ruda się nieco pospieszyła ze swoją opowieścią, bo niespecjalnie miał czas na zabawy z nią, nawet jeśli chętnie by tu tak postał i poflirtował licząc na to, że nie oberwie pnączem, w miarę jak akcja się rozwinie, jednak wcześniej naprawdę wolałby rozwiązać sprawę z demonem, potem mogą myśleć o romantycznym wypadzie do jakiejś miłej dżungli, gdzie Ivy z zachwytu nad otaczającą ich przyrodą wyzna mu miłość. Piękne, nie?
Ale wracając do rzeczywistości i mówiąc już bardziej na serio, mężczyzna, zwrócił głowę w jej stronę, albo przynajmniej pnączy, które stanowiły póki co jej imitację, przekrzywiając ją lekko na bok.
- Spokojnie, jesteś bezpieczna. Jakoś niespecjalnie koleguję się z kimś ze śmietanki towarzyskiej, a Batman jest ostatnią osobą, której zwierzałbym się z problemów. - Odparł tonem jakby to była absolutna oczywistość i poczuł się niemalże urażony tym, że kobieta myślała inaczej. Czasami miał ochotę sam sobie przyznać nagrodę, najlepiej Oscara za świetną rolę dramatyczną.
- Więc co dla mnie masz? - Tym razem zabrzmiał już o wiele poważniej, odwracając twarz przodem do płomieni, idealnie by zauważyć jak wyłania się spomiędzy nich wielka łapa. Psia, jeśli sądząc po jej kształcie, chociaż nieco większa niż u tych ras, z którymi Jason miał okazję się spotkać. Czyżby demony tresowały sobie własnych pieszczochów? Szczerze powiedziawszy jakoś nie mógł sobie wyobrazić wesołych zabaw z przyjacielem Psem, wśród ogni piekielnych, chociaż zawsze sądził, że wyobraźnię miał dość bujną.
Dodatkowo tuż po tym "objawieniu', które wbrew pozorom nieco dało, bo Todd miał choć minimalne wyobrażenie swojego przeciwnika, dostał komunikat od Dicka. No proszę, braciszek już nie spał. Odwrócił się nieznacznie tyłem do Roślinnej Ivy, by odpowiedzieć na jego zapytanie. Dość cicho, by tamta ne usłyszała go między warczeniem i dzwonieniem łańcuchów.
Niedaleko. Coś mnie zatrzymało, ale powinienem sobie poradzić. Red Hood out. - I z tymi słowami wyłączył komunikator, bo akurat dodatkowe rozproszenie nie było mu w tym momencie potrzebne. Posiadał podzielną uwagę, fakt, ale z reguły im bardziej się ją dzieliło, tym gorzej się z tego wychodziło. A on nie mógł sobie za bardzo pozwolić na błędy.
Zwłaszcza, że i tak coś nie spodobało mu się w wyciu przeciwnika. Nie chodziło o to, że było groźne czy niepokojące, chociaż w jakimś stopniu na pewno, jednak bardziej... bolesne. I chociaż zapewne wiele osób posądziłoby Red Hooda o brak serca, jednak nienawidził gdy krzywda działa się dzieciom lub zwierzętom... Nawet jeśli te najchętniej rozszarpałyby go na kawałki.
Z rozmyślań wyrwał go komentarz kobiety, na którą zerknął kątem oka.
- Ktoś musi oczyścić miasto z bezpańskich piesków, żeby nie podlewały twoich roślinek benzyną. - Posłał jej leki, nieco złośliwy uśmiech czego na szczęście, lub nie, nie widziała. Ale hej, sama zaczęła.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Poison Ivy

avatar

Liczba postów : 74
Data dołączenia : 07/05/2013

PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   Wto Sie 18, 2015 4:46 pm

Ivy łaskawie dała swojemu rozmówcy krótką chwilę na to, aby we względnym spokoju przyjrzał się zagrożeniu... I zapewne zaczął już planować jak sobie z nim poradzić. To akurat w żadnym wypadku nie była jej sprawa - zależało jej jedynie na tym, aby podczas tego starcia nie ucierpiały żadne biedne, niewinne roślinki. W tym momencie jakiś deszcz byłby bardzo na miejscu, ale oczywiście świat nie działał w ten sposób. Ona wiedziała o tym akurat doskonale.
Tak czy siak, rudowłosa zareagowała dopiero na te ostatnie słowa Red Hooda - czyli na tę odpowiedź na jej drobną zaczepkę. Gdyby miała w tej postaci prawdziwe oczy, a nie jedynie ich drewniane odpowiedniki, to zapewne pojawiłby się w nich teraz groźny błysk. Ani trochę nie spodobała jej się ta wizja... Dlatego też Pamela natychmiast przykazała gwałtowny wzrost konarowi, na którym powstała jej forma - i w ten sposób mogła osunąć się trochę bliżej mężczyzny.
-Mój bohater. Oby tak dalej, a może w nagrodę otrzymasz pocałunek- rzekła, a raczej niemalże wymruczała... Zresztą zaskakująco ponętnym tonem - jak na fragment drzewa. Ktoś mógłby pomyśleć, że dziwnie okazywała swoje niezadowolenie, ale akurat Red Hood doskonale wiedział jakie efekty potrafiły wywołać jej usta - zaczynając od kontroli umysłowej, a na zwykłym otruciu kończąc. Mimo to Ivy nawet nie czekała na reakcję vigilante i zaraz sama kontynuowała, teraz już dużo bardziej rzeczowo i... Z braku lepszego słowa: neutralnie.
-Crane zwołał zebranie w jednym z podziemnych tuneli, na którym stawili się - oprócz jego, mnie i Catwoman, o której już wiesz - klaun, człowiek al Ghula, jakiś nowy typ z przerostem ego, który kazał siebie nazywać "P.o.H.", Deadshot oraz Inque. Pozostawiłam tam moje dzieci, żeby przekazywały mi informacje, więc sama mogłam wyjść wcześniej - pod pretekstem łapania Seliny- doktor Isley zrobiła krótką pauzę, aby dać swojemu rozmówcy czas na skatalogowanie nowych danych, a w szczególności listy przestępców, którzy pojawili się na spotkaniu. Nie czekała jednak zbyt długo, nim ponownie podjęła temat:
-Strach zaproponował standardowe pokonanie bohaterów i przejęcie władzy nad światem. W trakcie dyskusji padła też sugestia zaczęcia od Nowego Jorku... Oficjalnie upadła, ale ktoś może chcieć spróbować. Ten cały P.o.H. twierdzi, że to jego teren, chyba zamierza kombinować coś politycznego... Może nawet kandydować na prezydenta, o ile się nie przechwalał, a tak obstawiam- wzruszyła delikatnie ramionami, by podkreślić, że nie bardzo wierzyła w słowa wspomnianego delikwenta.
-Uważajcie na Arkham i Blackgate. Pomysł zdobycia lub zniszczenia ich zyskał sobie spore zainteresowanie zebranych, więc mogą się tego podjąć. I jeszcze jedno... Rozeszli się, nie utworzyli jednego frontu, ale jestem więcej, niż pewna, że pobudziło ich to do działania. Zakładam, że utworzą mniejsze grupki i wykorzystają te fragmenty strategii, które omawialiśmy - czyli ataki na zakłady karne czy na Nowy Jork- zakończyła wreszcie zdawanie relacji, jednocześnie przesuwając się tak, aby znajdować się teraz tuż obok Red Hooda.
-Liczę na to, że dobrze się na to wszystko przygotujecie. Nie chciałabym, aby przez ich wybuchy i pożary moim dzieciom stała się jakaś krzywda- wyjaśniła, po czym jej postać zaczęła zanikać. Konar stopniowo wracał do poprzedniej postaci, podczas gdy Ivy cofała swoją świadomość z powrotem do własnego ciała.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   Czw Sie 20, 2015 2:00 pm

Mmm, pocałunek Ivy. Chyba nieźle ją rozdrażnił, z drugiej strony, to raczej nie było aż tak trudne. Kobiecie potrafiły bardzo szybko puszczać nerwy, jeśli trafić w odpowiednie struny, nie żeby specjalnie chciał ją rozgniewać, zwłaszcza w momencie gdy mogła mu dać cenne informacje, to chyba była część jego uroku. Poza tym, tak długo jak znajdował się w hełmie, nie czuł się specjalnie zagrożony. Sprawy miałyby się inaczej, gdyby kobiecie udało się go zdjąć, ale póki jest świadomy i czujny, bardzo próbowałby tego uniknąć.
Listę uczestników zapamiętał dość prędko, nawet tego nowego, co nie było problemem, bo lata spędzone u Batmana, nauczyły go szybkiego zapamiętywania i przyswajania informacji. Nie przerywał też więcej kobiecie, pozwalając jej spokojnie kontynuować wypowiedź, z resztą istotniejszą niż mogłoby mu się wydawać. Nowy Jork, Arkham, Blackgate... Pocieszała go myśl, że nie określili się i nie stworzyli zorganizowanej grupki, bo pojedynczo mimo wszystko byli łatwiejsi do zlokalizowania i unieszkodliwienia. Na stałe, jeżeli sytuacja będzie tego wymieniać, a Hood, nie powie, chętnie by wpakował kilka kulek w każdego z nich. Specjalnie w klauna, którego wspomnienie już wcześniej wywołało w Jasonie ukłucie złości, które stopniowo, jak trucizna zaczęło roznosić się po całym jego ciele. Pieprzony Joker, zabił tyle osób, niewinnych, tylko po to by dalej toczyć swoją grę z Batmanem. A co zrobił Bruce? Wpakował go do cholernego Arkham doskonale zdając sobie sprawę, że jego ucieczka to kwestia czasu. I historia zaczęła zataczać koło, błędne, nielogiczne i śmiertelne koło. Czyżby Bruce czekał na śmierć kolejnego Robina by uzupełnić całość? A może tylko Jason był tak nieistotny, że można było go poświęcić bez mrugnięcia powieką...
Zaniepokoił go również fakt, że do miasta przybył ktoś z zewnątrz. Głównie dlatego, że jakoś musiał się dowiedzieć o tym spotkaniu, a do tej pory wątpił by ktokolwiek, zwłaszcza Crane zaprzyjaźniał się z kimś z innych miast, głównie dlatego, że cała nienawiść mieszkańców Gotham uderzała bezpośrednio w nie. Rzadko kiedy w okoliczne miasta, no, ewentualnie Bludhaven, ale złoczyńcami z tamtych okolic póki co nie musieli się martwić.
Kiedy Ivy skończyła, Hood skinął głową, spoglądając w jej drewniane oczy (ale romantycznie).
- Dzięki Różyczko, doceniam, naprawdę. - Iii już jej nie było. Uroczo, zawsze wiedziała jak rozpalić męskie serca i zaraz oblać je lodowatą wodą. Cudownie.
Jednak teraz mógł już w pełni się skupić na innym, nieco bliższym problemie. Zaczął się zastanawiać czy ma przy motorze jakieś lodowe pociski, które w odpowiedniej ilości mogłyby zmniejszyć wielkość płomieni, jednak na tyle rzadko ich używał, że nie mógł sobie przypomnieć. Musi później sprawdzić czy coś się ostało w jego maleństwie.
Póki co jednak podjął bardziej samobójcze kroki, bardzo w jego stylu, ale jeszcze nie takie, które gwarantowały od razu śmierć. Trwałe uszkodzenia? Prędzej. Jednak wciąż średnio doceniał wartość swojego życia, hah, żart. Po prostu, potrafił podjąć drastyczne kroki, bo i co miał do stracenia?
Podszedł znów blisko ognia, na tyle, że od wielkiej łapy dzieliło go może półtora metra.
- No dalej, wyłaź wielka krowo. Podano do stołu! - Wrzasnął, rozkładając prowokująco i nieco zachęcająco ramiona, gotów wykonać unik, lub atak mieczem w każdej chwili. No, i miał kilka innych asów w rękawie, ale to w swoim czasie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 27

PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   Czw Sie 20, 2015 3:18 pm

Wspomniana wielka krowa najwyraźniej nie miała ochoty całkowicie wyjść z płomieni. Warczała co prawda jak nie taki znowu mały traktor, co momentami przechodziło wręcz w groźne szczeknięcie, ale nie ruszała się ze swojego miejsca w ogniu. Łapa powoli przesunęła się po jezdni, a jej pazury pozostawiły w asfalcie szczeliny; warto byłoby ich w razie czego unikać, skoro były aż tak ostre. W następnej chwili jednak łapa powróciła już na swoje poprzednie miejsce, a co więcej: zaraz potem dołączyła do niej nawet druga.
Ciało w płomieniach znów się przemieściło, jednakże coraz więcej wskazywało na to, że bestia nie była w stanie sama wydostać się na ulicę. Być może zaszkodziło jej to uderzenie samochodem albo jego wybuch? Tak czy siak, póki co Red Hood zdawał się być stosunkowo bezpieczny.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   Czw Sie 20, 2015 4:56 pm

Przyglądał się uważnie jak bestia się porusza, warczy...Wyrzeźbione w asfalcie szyny po pazurach również nie uległy jego uwadze. No, ostre...W tym wypadku jego zbroja pewnie nawet wiele nie da, nie tyle ile w normalnym wypadku. Świetnie.
Jednak coś mu się nie podobało w tym jak przeciwnik się zachowywał. To wycie, ruch, jakby co go ograniczyło. Może to była część jakiejś zasadzki? Co prawda miał wątpliwości co do tego czy ten demon byłyby aż tak inteligentny by chcąc wciągnąć go w pułapkę. Zdecydowanie nie zamierzał im ujmować, jednak... To wszystko wydawało się zbyt prawdziwe. I czego by nie mówić o Red Hoodzie albo i samym Jasonie, nienawidził gdy cierpiały zwierzęta, a demon czy nie - był bardzo psi. A tym bardziej nie uważał by ktokolwiek i cokolwiek zasługiwało na taką śmierć. Nawet jeśli stwór sam chętnie rozszarpałby Jasona na kawałeczki, Todd wolał już z nim stanąć do walki. Może nie nazwałby jej w pełni równą, ale bardziej godną niż po prostu zostawić go tak.
Po długim namyśle Jason zapiął kurtkę, by lepiej osłonić ciało, zwłaszcza fragmenty odsłoniętej szyi, poprawił rękawiczki i odetchnął głośno, poruszając ramionami, jakby przygotowywał się do swego rodzaju rozgrzewki. Powoli, stopniowo, nastawienie, da radę, da radę.
Wkroczył w płomienie, by móc sprawdzić lepiej co jest nie tak z tym stworzeniem, demonem... Czymkolwiek to było. I pomóc mu w miarę możliwości. Obszedł go na tyle, by nie znaleźć się zbyt blisko ostrych pazurów i, jak liczył, mocnych szczęk. W końcu jego plan spaliłby na panewce gdyby Psiak go zabił, zanim zdążyłby się chociaż do niego zbliżyć. Ostrożnie.
- No dalej, współpracuj ze mną, ty wielkie bydle. - Mruknął, wystarczająco głośno, by bestyjka go usłyszała, w razie gdyby miała słuch podobny do ludzkiego, albo gorszy. W końcu nie był pewien z czym dokładnie miał do czynienia, nie znał specyfikacji tych istot.
Ogień dawał mu się nieco we znaki, ale jeszcze nie na tyle by mu to miało przeszkadzać, jednak jeszcze kilka minut i może zrobić się gorąco. A jak na złość, właśnie teraz nie padało, w mieście, w którym praktycznie zawsze pada. Los naprawdę go nienawidził.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 27

PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   Czw Sie 20, 2015 6:05 pm

Podejście z jednej strony było rzecz jasna niemożliwe ze względu na osłaniający bok bestii wrak samochodu, więc Jasonowi pozostawało tylko objęcie drugiego kierunku. Teren od drogi delikatnie się obniżał, ale w tym miejscu było to jeszcze niemalże niewyczuwalne. Gdyby nie widziało się różnicy dalej, to pewnie nikt nawet nie zwróciłby na to uwagi.
Ogień stanowił już natomiast pewien problem. Co prawda Red Hood mógł nosić odporny na niego strój, ale temperatura tak czy siak dawała się we znaki - z każdą chwilą coraz bardziej. Nie pomagało też, że akurat kurtka nie była przystosowana do przebywania w płomieniach. Skóra powoli zaczynała się topić, póki co z wierzchu.
Warczenie wzmogło się jeszcze bardziej, gdy Jason się zbliżał. Potężny łeb obrócił się w jego stronę, ale wśród piekących języków ognia i tak ciężko było dostrzec szczegóły wyglądu tego stworzenia... Tylko lepiej ocenić jego rozmiary. Na czymś takim pewnie dałoby się jeździć - to znaczy, gdyby nie było akurat morderczo nastawione. I... Było w stanie się podnieść.
A problem polegał na tym, że chyba rzeczywiście nie potrafiło tego uczynić; zwierz spróbował wychylić się w stronę Red Hooda, wygiąć ku niemu swoje ciało, ale tylne łapy odmawiały mu posłuszeństwa. Przednie radziły sobie całkiem nieźle... Więc może coś było nie tak z kręgosłupem? W końcu jego obrażenia - szczególnie rdzenia - mogły wywołać paraliż.
Szczęki kłapnęły w stronę mężczyzny, ale zbyt daleko, by mu zagrozić; w tych okolicznościach można by śmiało stwierdzić, że stanowiły w głównej mierze ostrzeżenie. Nie podchodź do mnie, wciąż mogę się bronić.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   Czw Sie 20, 2015 6:43 pm

Bestia wcale mu nie pomagała w pomocy, plus był taki, że jeszcze go nie zaatakowała. A miała czym, zdecydowanie, bo gdy tylko mężczyzna się do niego zbliżył, zauważył jak wielkie to było. I mimo ostrzeżenia, miało jakiś problem, nie był pewien jaki, mimo wszystko płomienie mu dość mocno przeszkadzały, ale z pewnością miało coś wspólnego z uszkodzeniem tylnych łap lub innej części ciała odpowiedzialnej za ich funkcjonowanie - kręgosłup? Niewykluczone. Znał się na biologii, chociaż łatwiej mu było przeskanować ludzkie ciało niż zwierzęce, głównie zajmował się własnymi ranami lub cywili, którym ratował tyłki. Z reguły w sytuacjach krytycznych, gdy nie było czasu by czekać na karetkę.
Tak czy inaczej nie miał zamiaru zostawiać tutaj stworzenia, nawet jeśli to nie było chętne do współpracy. To nie była godna śmierć.
- No już, już. Chcę ci pomóc. Przyprowadzę motor a ty... Spróbuj mi potem nie odgryźć ręki, zgoda? - Westchnął głośno, czym prędzej wychodząc z płomieni, które już mocno dały mu się we znaki; nie wspominając o biednej kurtce. Naprawdę ją lubił, ale mógł o to winić tylko siebie w tym wypadku.
Motor... To wydawało mu się najlepszym posunięciem. Nie miał jak ugasić płomieni, a sam również nie dałby rady przesunąć takiego bydlaka. Przy motorze powinien mieć hak, wystarczająco mocny, by móc go kawałek wyciągnąć. Na tyle by sprawdzić w czym tkwił problem. Oby zadziałało.
Podbiegł do motoru, odpalając go i podjeżdżając bliżej płomieni. Zwinnie wyciągnął spod siedzenia hak na grubym łańcuchu, wytrzymałym. Znów głęboko odetchnął, zanim znów wszedł w te cholerne płomienie.
Zerknął na bestię, nieznacznie spowalniając.
- Dobra, więc... Teraz zaczepię ci ten hak i cię stąd wyciągnę, a ty mnie nie zjesz. Dobrze? - Kroczek po kroczku, zbliżył się psiaka i zaczepił hak o jego obrożę, którą udało mu się dostrzec gdy znalazł się bliżej łba. Jeżeli psiak go zaatakował, albo chociaż próbował, Jason unikał pyska tak długo aż udało mu się zaczepić go w odpowiednim miejscu. Oczywiście jego ruchy były spowolnione i mniej dokładne ze względu na płomienie.
Kiedy jakimś cudem osiągnął swój cel, czym prędzej wrócił na motor, znów włączając silnik; od razu dodał gazu, chcąc przeciągnąć demona. Domyślał się, że na początku opony jedynie kręciły się po asfalcie, próbując poradzić sobie z ciężarem ogara. Hood powtarzał pod nosem "no dalej, no dalej", licząc, że w końcu jego maszyna zaskoczy i ruszy do przodu, o te kilka metrów. Albo psiak jakoś mu pomoże, odepchnie się łapami, cokolwiek... Wydawał mu się dość inteligentny. I sam chyba też chciał się wyrwać.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 27

PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   Czw Sie 20, 2015 7:03 pm

Red Hoodowi udało się zorganizować hak i zaczepić go o obrożę psiaka - choć to ostatnie w pierwszej chwili zdawało się niełatwe. Zwierz kłapnął zębami od razu, gdy tylko Jason ponownie się do niego zbliżył... Ale znów jeszcze z daleka. O dziwo pomimo to pozwolił mężczyźnie działać; być może rzeczywiście rozumiał, że to dla jego własnego dobra i że sam sobie nie poradzi...?
Grunt, że kiedy vigilante zasiadł już z powrotem na swoim motocyklu i odpalił go, bestia zdecydowała się ułatwić mu sprawę. Ryła podłoże - asfaltowe - pazurami przednich łap, w ten sposób znów starając się przesunąć swoje ciało, a motor po krótkiej chwili takich zabiegów był w stanie ruszyć z miejsca... I tak oto zwierz został w końcu wyciągnięty na ulicę. Oby tylko nic zaraz nie nadjechało.
Pies w dalszym ciągu płonął, lecz teraz zdawało się to być o wiele bardziej kontrolowane. Oczy mu się żarzyły, paszcza zresztą też, a masywna obroża na szyi straszyła sporymi kolcami oraz urwanymi łańcuchami. Uszy miał trochę postrzępione, futro zaś - przydługie. Płomienie tańczyły głównie przy grzbiecie, ale nie tylko.
Stwór ponownie zaczął warczeć, choć teraz już o wiele ciszej, jednocześnie uważnie śledząc wzrokiem poczynania Red Hooda. Nie leżał; podniósł się do siadu, nawet jeśli przednie łapy miał lekko ugięte, a całe ciało naprężone.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   Czw Sie 20, 2015 7:28 pm

Okej... Wiedział, że jest wielkie i raczej mało potulne, ale tego się nie spodziewał. Chociaż z drugiej strony cieszył się, że jednak był to pies, wielki, płonący i niebezpieczny ale wciąż pies.
Zgasił silnik, zsuwając się ostrożnie z motoru. Uniósł obie dłonie, by pokazać ogarowi, że nie w związku z nim złych zamiarów, ani nie chce go atakować. Wciąż przybywa w pokoju. Jeżeli psiak mu na to pozwolił, zbliżył się do niego, na tyle by odczepić hak i zaraz wykonał kilka kroków w tył.
- Pokażesz mi gdzie cię boli? Chcę ci pomóc... - Mruknął, unosząc spojrzenie nieznacznie do góry gdy pies się podniósł do siadu. Nawet w momencie, gdy nie siedział wyprostowany, w swej pełnej okazałości, wciąż był wielki, a Hood wolał utrzymać, jako taki kontakt wzrokowy. Wrócił do swojego motoru, chowając hak i zastanawiając się, co może dalej zrobić. Najlepiej byłoby ustalić co jest z psem, dlaczego ma problemy z poruszaniem i ... Jak mógłby mu pomóc. Z tego co widział jego łapy nie płonęły, więc jeśli w nich tkwi problem, wstępnie może mu pomóc. Opatrzyć, nastawić kości, usztywnić. Jakoś by sobie poradził...
Odetchnął, znów zbliżając się do nowego 'kumpla'.
- Nowa umowa, ja ci pomogę a ty mnie nie zjesz, okej? Coś za coś, takie tam. Nie lubię gdy cierpią zwierzęta, albo gdy umierają w taki sposób, nawet ludzie... Z jednym wyjątkiem, ale nie będę ci teraz o tym opowiadał. - Mruknął, kładąc dłonie na biodrach i rozważając kolejne opcje. Jeżeli to coś poważnego, sam sobie nie poradzi i będzie to wymagało pomocy, a na pewno przeniesienia w inne miejsce... A co do tej kwestii. Nawet jeśli ta droga nie była szczególnie uczęszczana, lepiej dla nich, by nikt nie zauważył psa. Bo albo spanikuje i spowoduje wypadek, i najpewniej przy tym zginie, albo zaatakuje, co tylko bardziej wkurzy Ogara, a to ostatnie co było mu potrzebne.
Dlatego też bał się, że będzie zmuszony wezwać posiłki, a to absolutnie mu się nie uśmiechało.
Poczeka jeszcze z tą decyzją, zobaczy jak zachowuje się demon i czy może w to wciągać osoby trzecie. Nie chciałby nikogo narażać. Tak, ma serce.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 27

PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   Czw Sie 20, 2015 7:57 pm

Warczenie przycichło jeszcze trochę, choć nie ustało kompletnie - zaś czujne, jasne ślepia w dalszym ciągu nie opuszczały Jasona, a konkretnie jego kasku. Lepszej odpowiedzi Red Hood raczej nie otrzyma, więc pewnie będzie musiał zadowolić się właśnie taką... I po raz kolejny tego ranka podjąć ryzyko.
Jeżeli zaś chodziło o obrażenia na ciele zwierzaka, to już na pierwszy rzut oka widać było liczne dziury po kulach. Wiele z nich skupiało się na tylnych łapach, ale nie tylko; sporo pocisków trafiło również w jego korpus. O dziwo z żadnej z ran nie płynęła krew, choć wyglądały na dość świeże. Być może ogień to załatwił?
Jeden bok i tylna kończyna zostały dodatkowo dość mocno obtarte - zapewne w momencie, gdy uderzył w nie samochód; strona by się zgadzała. Futro częściowo zakrywało uszkodzenia, ale nie w każdym miejscu. Jeżeli obrażenia sięgały głębiej, to na oko nie dało się tego stwierdzić, choć jakieś złamania zapewne wchodziły w grę.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   Czw Sie 20, 2015 8:27 pm

No cóż, to już jakaś odpowiedź. A warczenie, cichsze uznał za zgodę na działanie i współpracę. Dlatego też gdy już w miarę pokojowo do siebie podeszli (zabawne stwierdzenie, ale uznajmy, że najlepsze), Jason zaczął powoli się przemieszczać, tak, by móc dojrzeć jego bok i łapy. Wyglądało źle, nawet gorzej niż źle. Kule mogli usunąć, z łap z resztą dość prosto o ile stworzenie im pozwoli, jednak kręgosłup... To już była inny bajka, która wymagała zaufania Psa. I jeśli jest do tego zdolny, zgaszenia tych piekielnych płomieni, bo mogą utrudnić pracę na wydobywaniem kul. Obtarcia, przynajmniej te, które widział, również wyglądały na dość poważne... Biedne stworzenie.
Świetnie Jay, teraz ci szkoda demona, który pewnie właśnie chciał zabić troje ludzi. Ale nie mógł nic na to poradzić, takie traktowanie, ból; chyba za bardzo sam był już uczulony na tym punkcie, uszkodzony. I ciężko było mu znosić coś takiego, gdy dotyczyło innych. Urazy robią swoje, zwłaszcza psychiczne, a niektóre zakorzeniają się w człowieku, drążą w nim, nie pozwalają uciec. Przez gaz Stracha niedawno miał powtórkę z rozrywki, więc tym bardziej był skłonny pomóc Ogarowi.
- Dobra, teraz do ciebie podejdę... I spróbuję wyjąć kule. Nie denerwuj się, okej? Zaboli, raczej, ale to nic złego. - Powiedział głośno, pewnie, zbliżając się do psiaka. Te w nogach mógł wyjąć, pozostałe - muszą poczekać na lepsze warunki. Nie wątpił w to, że ten na początku się zbuntuje, bo będzie to bolesny zabieg przy aktualnych warunkach, jednak powinno mu trochę ulżyć... Odrobinę.
Jeżeli pies go do siebie dopuścił, Todd wyjął z kurtki Kris, kontrolnie zerkając jeszcze na pysk stworzenia, po czym wsunął ostrze w dziurę po kuli, lekko naruszając skórę po bokach, rozcinając. Wszystko robił powoli, z wyczuciem, nie chcąc ranić stworzenia bardziej niż trzeba. W końcu podważył kulę, ostatni kawałek wyjmując ją przy pomocy palców. Chwilowo niespecjalnie martwił się zakażeniem, czy czymś w tym stylu, mając dziwne wrażenie, że coś tak błahego nie wpłynie na demona.
Kiedy tylko udało mu się wyjąć pierwszy pocisk, od razu uruchomił swój komunikator.
Dick, namierz moją lokalizację, i przyjedź czymś sporym, wytrzymałym. Do transportu większych okazów.Nie pytaj o co chodzi, po prostu to zrób. Obiecuję nic nie zepsuć. - Mruknął do komunikatora, od razu zabierając się za wyjmowanie następnej kuli. Nie zdąży wyjąć wszystkich przed przyjazdem Dicka, chociaż powoli nabierał wprawy, sam nie raz tak je sobie wyjmował, gdy było to konieczne, ale i tak, to wymagało chwili czasu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 27

PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   Czw Sie 20, 2015 9:24 pm

O dziwo pies zdawał się nie reagować na ból związany z wyciąganiem z jego ciała kul. Zęby miał co prawda przez cały czas obnażone i uważnie śledził poczynania Jasona - przynajmniej na tyle, na ile mógł się wygiąć, aby go obserwować - ale dosłownie ani drgnął przez te wszystkie zabiegi... No, szarpnął się tylko raz, na samym początku - na wyjęcie sztyletu, ale to wynikało akurat z czegoś innego.
Sekundy mijały, stopniowo przeradzały się w minuty, a zwierzak wcale nie robił się przez ten czas bardziej przyjazny, nawet jeśli póki co pozwalał vigilante dość swobodnie działać. Ciekawe tylko jak długo będzie trwała ta jego "wdzięczność".

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ulice wokół miasta   

Powrót do góry Go down
 
Ulice wokół miasta
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Ulice NYC
» Ulice
» Ruiny miasta Ilion
» Ulice
» Bronx - Ulice

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Justice League :: Okolice miasta-
Skocz do: