PBF osadzony w świecie komiksów DC.
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Jedna z kryjówek Nightwinga

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Jedna z kryjówek Nightwinga   Pią Sty 23, 2015 5:07 pm

Budynek znajduje się na obrzeżach East Endu. Jest wielopiętrowy, a jego ostatni poziom został sprytnie zakamuflowany w taki sposób, że wydaje się, iż nic tam nie ma - a tu niespodzianka, całe jedno piętro zajmuje kryjówka urządzona niczym skrzyżowanie zwykłego mieszkania z miniaturowym centrum dowodzenia. Silą rzeczy sufit znajduje się dość nisko, ale nie na tyle, aby miało to w czymkolwiek przeszkadzać. Przemieszczać się można między czterema pokojami: salonem z aneksem kuchennym, sporą sypialnią, łazienką oraz salą ze sprzętem - zarówno elektronicznym, jak i tym wykorzystywanym podczas bohaterowania. Oczywiście całość została zabezpieczona na wszelkie możliwe sposoby, aby utrzymać osoby niepożądane na dystans.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Jedna z kryjówek Nightwinga   Sob Sty 24, 2015 2:57 am

Trzeba przyznać, że sprawy przybrały doprawdy zaskakujący obrót...
Siedząc tak na Bowery Dick był praktycznie pewien, iż spotkanie z bratem nie skończy się dobrze dla żadnego z nich i że ostatecznie rozejdą się każdy w swoją stronę, w dodatku pokłóceni jeszcze bardziej, niż miało to miejsce zazwyczaj. Dosłownie do ostatniej chwili wszystko na to wskazywało - a już na pewno podły nastrój Jasona, który zresztą tylko napędzał irytację Nightwinga... Ach, ależ oni się pięknie uzupełniali, ileż to emocji w sobie wyzwalali!
Tym bardziej zaskakujące było więc tak nagłe ugięcie się Red Hooda. Czyżby mężczyzna aż tak bardzo miał dość całej tej sytuacji, że ten jeden, jedyny raz zdecydował się odpuścić? Zgoda, tej nocy rzeczywiście obaj sporo przeszli, więc być może Grayson nie powinien się dziwić... A mimo to nie potrafił się powstrzymać przed rozstrząsaniem i analizowaniem zachowania drugiego mężczyzny.
Jako że podczas tej podróży akrobata zajmował miejsce z przodu, to właśnie jemu przypadło w udziale prowadzenie maszyny. Skierował ją prosto ku najbliższej ze swoich tutejszych kryjówek, która - a i owszem - wedle życzenia Jasona posiadała prysznic. Nawiasem mówiąc, skorzystanie z niego zdawało się w tej chwili naprawdę świetnym pomysłem. Kawa też byłaby bardzo mile widziana... Wszystko, byle się tylko rozbudzić i funkcjonować bez snu jak najdłużej.
Motor odprowadzony został do sprytnie zorganizowanej skrytki położonej odpowiednio na uboczu, bo pozostawienie go tak po prostu zaparkowanego na ulicy byłoby czystym szaleństwem - szczególnie w tym sąsiedztwie. Zaraz potem natomiast bracia przenieśli się już do kryjówki Nightwinga, co wymagało od nich zresztą użycia wyrzutni linek.
Dick powiódł Jasona do pomieszczenia robiącego za salon, jadalnię i kuchnię jednocześnie. Co prawda nie spodziewał się wpaść tutaj z wizytą, więc dostępny od ręki prowiant był odrobinę ograniczony, ale w razie czego coś do przekąszenia by się pewnie dla nich znalazło... No i ta kawa, zdecydowanie. Albo chociaż energetyk. Lub piwo dla Todda, jak podpowiadało akrobacie przeczucie.
W pierwszej chwili Grayson chciał odruchowo powiedzieć bratu, by czuł się jak u siebie, jednakże a) podejrzewał, że i tak nie byłoby to możliwe oraz b) zakładał, że Jason tak czy siak będzie się w ten sposób zachowywał, dlatego też ostatecznie zrezygnował z poruszania tego tematu. Zamiast tego postanowił skupić się na czymś innym.
-Więc... Nie wiemy jak się ich pozbyć, zgoda. Ale czy jest coś, co możemy zrobić, żeby nie przedostały się do Gotham?- oparł się o podłokietnik kanapy, jednocześnie krzyżując ramiona na klatce piersiowej i przyglądając się uważnie Red Hoodowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Jedna z kryjówek Nightwinga   Sob Sty 24, 2015 9:28 pm

Przez większość drogi Todd starał się raczej trzymać tyłu motocykla niż obejmować Dicka. Nie miał zamiaru się do tego zniżyć. Za nic.
Dodatkowo przeklinał się w myślach za ten pomysł. Był zmęczony i zły, a dłuższy kontakt z Graysonem raczej mu nie pomoże, co najwyżej tylko bardziej zaszkodzi. Ale liczył, że jeżeli trochę pocierpi tego wieczora, to będzie miał spokój na kilka kolejnych nocy.
Wiedział, że tak nie będzie. Nigdy nie uwolni się od Dicka, ich drogi zawsze się krzyżowały, a za każdym razem było coraz gorzej. Ten raz też nie mógł się dobrze skończyć, ale miło było chociaż przez chwilę w to wierzyć i mieć nadzieję. Trochę go to uspokajało, i w tej chwili to było najważniejsze. Dodatkowo myśl o prysznicu pozwalała mu lepiej znieść drugą myśl - spędzenia kilku godzin z jego pseudo bratem.
Spodziewał się takiej drogi na miejsce, w końcu sam miał kilka kryjówek podobnie ulokowanych, więc użycie linki nie było niczym niezwykłym.
Na miejscu już obrzucił mieszkanie dość przelotnym spojrzeniem. Bo i czemu się tu przyglądać? Niektóre jego bazy były w o wiele gorszym stanie ale to nie miało znaczenia. To tylko wygląd, który nie wpływał na samopoczucie Jasona, chociaż czasem w zaskakująco miły sposób przypominał mu czasy przed Batmanem, gdy jeszcze był biednym dzieciakiem z ulicy. Nie pamiętał z tego wiele, jednak tyle wystarczyło by zatęsknić za tymi obskurnymi ścianami, pustą lodówką i brakiem bieżącej wody. Przynajmniej nikt go nie okłamywał i świetnie znał swoją sytuację, nie ufał ludziom przez co nikt nie mógł go zawieść ani zranić. I tego się trzymał.
Niemalże od razu skierował swoje kroki do lodówki, z której faktycznie wyjął jedno piwo, otwierając je jednym z ostrzy, które nosił. Nie przepadał za kawą i raczej starał się jej unikać, utrzymując się bez jej pomocy przez te kilka godzin.
Opróżnił pół butelki niemalże przy pomocy jednego łyka. Spojrzał na Dicka.
- Sam nie wiem... Na pewno znalazłyby się jakieś artefakty albo zaklęcia, jednak sam żadnych nie znam. Jestem żołnierzem, nie wiedźmą. - Odparł spokojnie, odstawiając butelkę na blat w kuchni i ciężko wzdychając.
Zsunął z ramion kurtkę, przewieszając ją przez oparcie najbliższego krzesła; w jej ślad poszedł golf z kevlaru.
- Gdzie masz jakieś ręczniki? - Zapytał unosząc jedną brew i przyglądając się Dickowi z lekką niecierpliwością.
Naprawdę nie marzyło mu się tu sterczenie półnago, a im prędzej weźmie prysznic, tym prędzej się rozbudzi i może zacznie logiczniej myśleć. Bo chwilowo nawet nie miał pomysłu co mogliby zrobić z aktualną sytuacją. A faktycznie wypadałoby pomyśleć jak zabezpieczyć Gotham przed tą zarazą. Priorytety... Miasto przed jego dumą i nienawiścią do Dicka.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Jedna z kryjówek Nightwinga   Nie Sty 25, 2015 2:13 am

Jako że aktualnie Dick nie spuszczał brata z oka, to oczywiście siłą rzeczy przyglądał się również jego procesowi rozbierania się - niekompletnemu, ale zawsze. Nie było to dla niego co prawda nic nowego, wręcz przeciwnie, lecz mimo to nie mógł powstrzymać się przed podświadomym dostrzeganiem... Cóż, po prostu tego czy owego.
Przede wszystkim akrobata zwrócił uwagę na to, jak bardzo Jason fizycznie się zmienił. Och, rzecz jasna sięgało to głębiej, aniżeli jedynie jego aparycji - ale o reszcie póki co nie chciał nawet myśleć. Dojrzewanie zdziałało w tym wypadku cuda, choć zasługi dzieliło zapewne z ciężkimi treningami... I może z czymś więcej, Grayson nie był pewien, a jakoś nie widział powodu, aby pytać.  
Liczne blizny niemalże - ale tylko niemalże - odwracały uwagę od pięknie wyrzeźbionego umięśnienia. Prawdę mówiąc praktycznie każdy w rodzinie mógł się pochwalić ich sporą kolekcją - sam Nightwing również nie był pod tym względem wyjątkiem. W przypadku niektórych nawet nie pamiętał skąd pochodziły, inne z kolei były zbyt... Istotne, bolesne czy znaczące - by kiedykolwiek zapomnieć jak powstały...
... A poza tym wszystkie razem sprawiały, że rozbieranie się przy kimś spoza środowiska prowadziło do sporej dawki niezręczności oraz do pytań, na które naprawdę nie chciało się - a w gruncie rzeczy wręcz nie mogło - odpowiadać. Dick osobiście już dawno z tego zrezygnował; obawa przed zostaniem zdemaskowanym była zbyt silna, aby miał aż tak bardzo ryzykować.
-W łazience, jak zapewne większość ludzi. Świeże znajdziesz w szafce obok umywalki. Właściwie tutaj są tylko świeże...- wzruszył lekko ramionami, jednocześnie zerkając na stojącą na blacie butelkę piwa. Skąd on wiedział, że dokładnie tak to będzie wyglądało? Naprawdę, pod pewnymi względami Todd był akurat strasznie przewidywalny.
-Tak czy siak, mogę spróbować skontaktować się z Zatanną i Raven, to chyba nasze najlepsze opcje na początek. Złapać Johna Constantine'a będzie pewnie ciężej, ale w ostateczności pozostaje nam jeszcze konsultacja z Dianą. Ona i jej siostry to trochę inny świat, ale w zasadzie i tak nie wiemy z jakimi demonami mamy do czynienia...- to mówiąc, akrobata zbliżył się już do aneksu kuchennego i nastawił w czajniku wodę na kawę. Krok po kroku, wszystko po kolei.
-Znajdę dla ciebie maść na oparzenia- zaoferował jeszcze. Wszystkie te jego wypowiedzi padły praktycznie jednym ciągiem; był gotowy prowadzić monolog, bo nie spodziewał się, aby Jason posiadał jakąś szczególną ochotę do prowadzenia z nim dyskusji. Może i zgodził się tutaj razem przybyć, ale Dick nie wróżył, by ta dobra wola miała się utrzymać na dłużej... Więc korzystał z niej póki mógł. Z premedytacją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Jedna z kryjówek Nightwinga   Sob Sty 31, 2015 11:34 am

Jason nie przejmował się tak swoimi bliznami. Te z czasów Robina zniknęły dzięki zanurzeniu w Jamie Łazarza, te które powstały potem, choć czasem głębokie i widoczne, również nie stanowiły źródła zmartwień. Głównym powodem był fakt, że młodszy z braci raczej nie rozbierał się przy kimś, przed kimś. Nigdy nie było takiej potrzeby. Nie miał przyjaciół (ani wśród bohaterów, ani cywili), nie randkował, a z basenu publicznego nie korzystał. Więc wyeliminował wszystkie możliwości przy których miałby się pilnować z nagością. Nie zmieniało to faktu, że był ostrożny i uważał na zdemaskowanie.
Skinął lekko głową na informację o ręcznikach, powstrzymując się raczej przed komentarzem. Nie wszyscy trzymali czystych ręczników w łazience. On sam tego nie robił, z różnych powodów, ale jednak. Pod wieloma względami nie zaliczał się do 'większości ludzi', ale i tak niemalże poczuł się urażony tym komentarzem.
Widząc wzrok Dicka, znów zabrał się za butelkę, albo raczej jej wnętrze, szybko ją opróżniając. Wcześniej nawet nie zdawał sobie sprawy jak cholernie go suszyło. Widać skakanie w ogień dało mu się we znaki bardziej niż sądził. I pływanie z żabkami...Albo raczej jedną wielką żabą.
Wywodu o ich magicznych opcjach słuchał z pozoru dość nieuważnie, skupiając wzrok na etykiecie piwa. Domyślał się do kogo pójdzie Dick, w końcu to były najbliższe osoby jakie znał i miały jakieś pojęcie o tym co się działo. Nie wiedział jak było z Zatanną, ale przecież Raven i Diana były jego dość... bliskimi znajomymi. Ach, pamiętne wesele, o którym przyszło mu tylko usłyszeć. Żałował, że go tam nie było. Musiało być zabawnie.
W każdym razie on nie miał w tym wypadku nic do gadania. Z żadną nie był blisko i one raczej też nie ucieszyłby się na jego widok, więc i tak cała robota zostawała w rękach Dicka. On trochę tu posiedzi, skorzysta z prysznica i raczej będzie się zwijał. Wciąż nie widział potrzeby w zacieśnianiu więzi, więc trochę go dobijały te maniakalne próby Dicka naprawienia czegokolwiek, albo chociaż udawania, że wszystko jest w porządku. Mógł się trochę w to pobawić, ale bez przesady, miał ważniejsze rzeczy na głowie.
Prawdę mówiąc, gdyby Dick nie wspomniał o oparzeniach, Jason by o nich zapomniał. W najgorszym wypadku, kolejna pamiątkowa blizna tyle, że na twarzy. To też nie miało takiego znaczenia. Nosił hełm i nie miał potrzeby podobania się komukolwiek, bo i po co? W przeciwieństwie do Graysona nie miał powodzenia i potrzeby przebywania w cudzym towarzystwie.
- Jasne, chociaż to nic takiego. - Odparł, w końcu odstawiając butelkę na blat, z tym charakterystycznym stuknięciem, by odwrócić się bez słowa i udać w stronę łazienki. Przymknął za sobą drzwi, rozbierając do końca. Wziął z szafki ręcznik i przerzucił przez umywalkę, wchodząc pod prysznic i odkręcając ciepłą wodę.
Odetchnął cicho, pozwalając myślom swobodnie płynąć. Nie chciał się na niczym skupiać. Ani na tych demonach, ani na Dicku, po prostu potrzebował chwili dla siebie. Chwili odpoczynku.
Po dobrych piętnastu minutach wyszedł z łazienki owinięty ręcznikiem na wysokości bioder. Ciało lekko zaczerwienione od temperatury wody, drobne krople skapywały z jego wilgotnych włosów, żłobiąc sobie ścieżki w mięśniach mężczyzny.
Usiadł na kanapie, nawet specjalnie się nie przejmując ile mu będzie widać spod ręcznika, naprawdę miał to gdzieś, w końcu obaj byli facetami; zerknął na Dicka.
- Masz coś do jedzenia?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Jedna z kryjówek Nightwinga   Nie Lut 01, 2015 2:28 pm

Dick wykorzystał ten mniej więcej kwadrans nieobecności brata przede wszystkim na dokończenie robienia kawy i przyniesienie sobie do salonu naprawdę sporej apteczki, którą szybko przejrzał w poszukiwaniu tego, co mogło im się teraz przydać. Obiecaną maść na oparzenia dopadł jako pierwszą i od razu odłożył ją na bok - na dość niski stolik. Być może Jason nie odczuwał większej potrzeby ratowania swojej buźki, ale tak dobrze widoczne ślady to w końcu świetny sposób na zostanie rozpoznanym - czyli nic dobrego. Dla siebie z kolei akrobata zgarnął balsam w formie spray'u - przyspieszający regenerację komórek. Jakby na to nie patrzeć, jednak trochę oberwał tymi lodowymi szpikulcami...
Tak czy siak, Grayson zamknął apteczkę, lecz pozostawił ją jeszcze póki co na kanapie. Następny punkt programu - wymiana stroju, bo ten został przecież podziurawiony, co oznaczało, że a) nie chronił już tak dobrze oraz b) nie prezentował się najlepiej, dokładnie w tej kolejności. Nightwing przeszedł do sypialni, w której w sprytnie urządzonym schowku odszukał zapasowy kostium, a ze zwykłej szafy wydobył bieliznę na zmianę. Przewiesił sobie jedno i drugie przez przedramię i powrócił do głównego pomieszczenia. Po drodze zgarnął jeszcze swoją kawę, którą przeniósł na salonowy stolik, przy okazji upijając łyk czy dwa. Kompletnie zignorował przy tym wciąż stojącą na blacie - i pustą już - butelkę, porzuconą tam uprzednio przez Jasona.
Tu pojawił się pierwszy problem, a mianowicie: Dick naprawdę potrzebował wziąć gorący prysznic, domagał się tego zarówno pod względem fizycznym, jak i po prostu mentalnym, jednakże obawiał się, że ta chwila nieuwagi wystarczy, aby Red Hood wyparował... A nie po to się starał, żeby teraz go tak łatwo wypuścić. Zastanawiając się nad tym, vigilante zdążył obejrzeć - zdjęte już - buty i rękawice swojego stroju. W porządku, nie zostały uszkodzone, mogły zostać; uzupełni w nich tylko zapasy...
Nightwing akurat powrócił z sali ze sprzętem - w której to dobrał brakujące elementy wyposażenia i umieścił je w odpowiednich kieszonkach - gdy Jason opuścił łazienkę i skierował się na kanapę. Jedna z brwi Dicka podjechała w górę, jednakże wyjątkowo powstrzymał się przed komentowaniem... Chociażby tego, że brat właśnie zwilżał mu mebel. Albo tego, iż prezentował się zbyt dobrze na wyżej wymienionym meblu, jedno z dwojga.
-Płatki, trochę puszek i suchego prowiantu... Rzadko tu bywam, ale może znajdzie się jakaś zapiekanka albo pizza do mikrofali?- wzruszył lekko ramionami, podchodząc do Todda i upuszczając swoje rękawice na miejsce obok niego, zaś buty - na podłogę. Właściwie teraz, gdy Jason już o tym wspomniał, to Dick musiał przyznać, że równiez był głodny. Bardzo.
-Słuchaj, też wskoczę pod prysznic, zajmiesz się tym jedzeniem?- zagadnął w końcu, jedną ręką zgarniając przyniesioną wcześniej bieliznę, drugą z kolei zaczynając już rozpinać swój strój. Właściwie nie czekał nawet na odpowiedź Jasona, tylko od razu ruszył w stronę łazienki.
W jej wnętrzu odłożył co miał na pralkę, przy okazji odnotowując z zadowoleniem, że brat pozostawił w pomieszczeniu spodnie. Może to sprawi, że nie będzie zbyt chętny do ucieczki... Akrobata uśmiechnął się lekko na tę wizję, a następnie skończył się rozbierać, przygotował sobie czysty ręcznik i wreszcie wkroczył do kabiny.
Mężczyzna natychmiast westchnął cicho, gdy tylko krople wody dotknęły jego skóry. Od razu lepiej... Tego właśnie potrzebował. No i rozwiązania sprawy z demonami, ale póki co był skłonny zadowolić się prysznicem. Niestety nie mógł sobie pozwolić na spędzenie pod natryskiem dłuższego czasu, więc prędko doprowadził się do stanu używalności, a następnie osuszył się i ubrał - no, przynajmniej trochę się ubrał, bo podartego kostiumu już przecież na siebie nie wkładał. Wrzucił go po prostu do pralki, choć nie nastawił jej.
W związku z powyższym Dick wyłonił się z łazienki w samej bieliźnie i z wciąż jeszcze mokrymi włosami. Od razu skierował swe kroki ku kanapie, po drodze przeciągając się powoli. Wbrew pozorom jego negliż posiadał logiczny powód, który dość prędko stał się jasny - kiedy Grayson sięgnął po spray z balsamem i zaczął nanosić go na miejsca, które ucierpiały podczas walki na moście.


Ostatnio zmieniony przez Nightwing dnia Pią Lut 20, 2015 5:56 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Jedna z kryjówek Nightwinga   Czw Lut 19, 2015 10:11 pm

Zerknął na rękawice, które obok niego wylądowały, zastanawiając się czy miała to być jakaś przenośnia. Bądź sugestia co do jego osoby - raczej nie rzuca się rękawic tak blisko kogoś. Zwłaszcza gdy stosunki nie są najlepsze. Co za brak panier, panie Grayson.
Skinął lekko głową, powoli przenosząc wzrok na Dicka. Jasne, zanotował, nie ma co liczyć na porządne żarcie. Coś za coś. Prysznic jest, piwo jest, ale zadowolić się trzeba mrożonkami. Niby lepsze to niż nic, ale w aktualnej sytuacji zjadłby coś bardziej pożywnego... Chociaż już po drodze domyślał się, że u Graysona nie ma co liczyć na coś ambitniejszego. Z reguły jego dieta ograniczała się do płatek i pizzy. Serio, jak ten gość jeszcze funkcjonował? Jakim cudem jeszcze Alfred nie wymienił mu wszystkich składników w lodówce? To chyba pozostaną pytania bez odpowiedzi.
Gdy tylko Dick zniknął w drzwiach łazienki, Jason zgarnął maść na oparzenia, smarując nią oparzone części twarzy, oraz kawałek odsłoniętej szyi, który mocniej oberwał. Poza tym nie było źle. Na pewno nie wyglądał gorzej niż zwykle.
Przeszedł do kuchni, obmywając dłonie po maści i przeszukując zamrażalkę. Znalazł dwie pizze, dość okazałej wielkości, wrzucając je do, jak się okazało, działającej kuchenki. Miał tylko nadzieję, że nie wybuchnie. Na dziś miał dość pożarów. Tak odrobinkę. Przejrzał jeszcze szafki, znajdując jakąś prostą zupę, do której wystarczyło dodać wody by funkcjonowała jako faktycznie szeroko pojęta "zupa", a nie sama, obrzydliwa chemia. Nie cierpiał żarcia tego typu, ale życie nauczyło go nie wybrzydzać. Oto klucz do sukcesu - brać to co dają, znieść to mniej lub bardziej godnie i potem pokazać środkowy palec przeznaczeniu. Tak, to był świetny plan.
Kiedy jedzenie się powoli rozmrażało i podpiekało, Jason pozwolił sobie pomyszkować po sypialni Dicka, a dokładniej po szafie. Odrzucił ręcznik na łóżko, wynajdując jakieś w miarę spore bokserki, które go krytycznie nie wpijały, nawet były całkiem wygodne. Może jego marzeniem nie było noszenie bielizny Nightwinga...Ale patrz kilka linijek wyżej, to o nie wybrzydzaniu.
Zaraz dobrał się do kolejnych szuflad i półek, w końcu odnajdując jakieś rozciągliwe, szare dresy. Wciągnął je na tyłek, przez chwilę przyzwyczajając się do nich i tego, że mimo wszystko dość mocno opinały jego tyłek i uda.
Gdy doszedł do wniosku, że raczej nie ma co liczyć na więcej, wrócił do kuchni, wyciągając kolejne piwo i czym prędzej pociągając kilka łyków. Westchnął cicho, odstawiając butelkę na bok i zabrał się za przygotowanie zupy. Znalazł garnek, to już coś, bo jednak chwilę zajęło, sporą łyżkę i butelkowaną wodę. Świetnie, był coraz bliżej skończenia pierwszego dania. Nie liczył na cud, zwany przyprawami, ale zdecydowanie nie narzekałby gdyby udało mu się znaleźć chociaż pieprz i sól...
Gdy Dick już opuścił łazienkę, z resztą w dość kuszącym wydaniu, zupa już czekała na stole, zaś sam Jason ją powoli zajadał, wpatrując się bezmyślnie w ścianę. Albo przynajmniej udawał, że to robi... Wcale nie zerkając od czasu do czasu na Dicka. Cholera, że też musiał być nim kiedyś zauroczony. To wcale nie poprawiało sytuacji... Nie zależnie od tego, w jaki sposób był zainteresowany...
- Pizza się powoli piecze. - Rzucił w jego stronę, zaraz wracając do jedzenia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Jedna z kryjówek Nightwinga   Pią Lut 20, 2015 6:29 pm

Wciąż jeszcze zajęty dokładnym nakładaniem balsamu w spray'u na uszkodzone miejsca - których na szczęście nie było aż tak wiele, jak można by się tego spodziewać, a w dodatku poszczególne rany okazały się być głównie dość płytkie, ba, pewnie nawet nie pozostawią na jego skórze blizn - akrobata potoczył uważnym wzrokiem po całym pomieszczeniu, odnotowując w nim ewentualne zmiany, które mogły zajść podczas jego - bądź co bądź krótkiej - nieobecności.
Jego spojrzenie zatrzymało się na moment na Jasonie, który siedział już przy stole i zajadał w najlepsze jakąś zupę. Znając życie nie było to pewnie nic specjalnego, bo w końcu z dostępnymi w tym mieszkaniu składnikami raczej nie dałoby się zdziałać cudów - Dick aż za dobrze o tym wiedział - ale jego żołądek i tak wręcz niesamowicie ucieszył się na ten widok...
I właściwie nie tylko on.
Oczywiście w żadnym wypadku nie umknęło jego uwadze, że brat się przebrał - i to w jego własne ciuchy, bo jakże by inaczej? Ponadto młodszy mężczyzna najwyraźniej uznał za stosowne pominąć górę stroju i zaopatrzył się tylko w spodnie od dresu. Z drugiej strony sam Nightwing pewnie nie powinien go pod tym względem oceniać, bo w końcu aktualnie miał na sobie tylko bieliznę... Ale przynajmniej w jakimś celu. Czuł się w pełni usprawiedliwiony.
I dziwnie zadowolony, przynajmniej jeśli sądzić po ciepłym uczuciu, które póki co nie mogło się jeszcze zdecydować gdzie woli rezydować: na wysokości klatki piersiowej czy może raczej podbrzusza. W tej chwili Grayson naprawdę nie miał głowy do rozważania skąd się wzięło i dlaczego. Był na to zbyt zmęczony i zestresowany - a w najbliższym czasie wcale nie czekał go odpoczynek.
Wręcz przeciwnie.
Na słowa Jasona vigilante zareagował w pierwszej kolejności krótkim kiwnięciem głową, jednocześnie kończąc zajmowanie się maścią, którą zaraz potem po prostu upuścił na kanapę. Nie mógł się jeszcze niczym okryć, bo balsam był dość lepki; musiał się najpierw wchłonąć, bo inaczej uczucie nie byłoby zbyt przyjemne. W związku z powyższym Nightwing zmuszony był podejść do stołu tak jak stał, w myślach błogosławiąc fakt, że w mieszkaniu było całkiem ciepło.
-Jasne. Dzięki- rzucił, siadając na wolnym krześle i od razu zabierając się za posiłek. Co prawda pizza brzmiała zdecydowanie lepiej od zupy, ale w tym momencie był zbyt głodny, aby narzekać - albo na nią czekać. Zresztą i tak nie należał do strasznie wybrednych osób.
-Żadnych nowych wieści?- zagadnął dla pewności, choć prawdę mówiąc ich się nie spodziewał. Chodziło mu bardziej o nawiązanie konwersacji, gdyż cisza potrafiła być dobijająca - szczególnie dla niego.
Jak gdyby po namyśle akrobata sięgnął po leżącego tuż obok pilota i uruchomił średnich rozmiarów telewizor, od razu nastawiając go na kanał z informacjami. Urządzenie chodziło dość cicho, aby im nie przeszkadzać w rozmowie, ale mimo to dało się wyłapać przekazywane wiadomości. Aktualnie speaker relacjonował jakieś większe spotkanie biznesowe. Skoro zajmował się czymś takim, to chyba nic istotnego nie dotarło do mediów...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Jedna z kryjówek Nightwinga   Sob Lut 28, 2015 1:44 pm

Jason śledził wzrokiem poczynania mężczyzny, raczej dość ostrożnie, by nie wyszło, że chamsko się w niego wgapia. W końcu nie o to chodziło. Dyskretnie, tak, zdecydowanie. Zwłaszcza, że starał się zgasić to co się w nim pojawiło. To jak działał na niego Dick było dawno temu. Bardzo. I za pewne lepiej dla nich obu, by nie uległo to zmianie. Grayson miał swoje randki, i Jason raczej strzelał, że mężczyźni go nie interesują, on sam natomiast najlepiej czuł się sam. Przynajmniej w to wierzył, bo tak był... wychowany to duże słowo, ale chyba najbliższe prawdzie.
W każdym razie panował nad sobą i swoim wzrokiem, spokojnie zajmując się posiłkiem. Był głodny i żołądek miał póki co pierwszeństwo. I odpoczynek... Najchętniej by się położył i zdrzemnął chociaż pół godziny... Niestety tutaj nie było to możliwe, albo raczej średnio komfortowe dla Jasona. Jeszcze obudziłby się przykuty do łóżka albo już w więziennej celi. Wciąż nie umiał zaufać Dickowi do końca. Zgadywał, że z wzajemnością, ale co się dużo oszukiwać - żaden z nich nie miał ku temu powodów. Inna mentalność, sposób działania... Różniło ich w zasadzie wszystko.
Dopiero gdy Nightwing go zagadnął, podniósł już wzrok znad - prawie pustego już - talerza. Wzruszył lekko ramionami, unosząc lekko talerz z jednej strony i wybierając łyżką resztki.
- Nic nie słyszałem, ale niewykluczone, że ktoś w międzyczasie się odzywał. Musiałbyś sprawdzić swoje sprzęty. - Odsunął talerz kawałek od siebie, przenosząc wzrok na telewizor. Zastanawiał się czy pokażą coś istotnego, czy raczej cały wieczór będą się skupiać na drobnostkach. Liczył, że jednak nic nie wiedzą i nie puszczą materiałów z Bludhaven, panika ludzi była ostatnią potrzebną im rzeczą a, nie oszukujmy się, policja nic by z tym nie zrobiła. Przerażeni ludzie są jak niepowstrzymana masa niosąca jeszcze większy chaos i zniszczenie. Jeśli zajdzie potrzeba, dobrze by było gdzieś ewakuować cywilów, pytanie - gdzie? Nie wiadomo jak szybko ta zaraza może się przenieść z miasta do miasta... I czy już tego nie zrobiła.
Z rozmyślań wyrwał go dzwonek piekarnika. Podniósł się z miejsca, zgarniając swój talerz i wkładając go do umywalki. Zwinnie zsunął ścierkę z niewielkiej zawieszki, otwierając drzwiczki i wyciągając pierwszą blachę z pizzą, Zsunął ją na deskę, stawiając na stole i krojąc na, mniej więcej, sześć podobnych kawałków. Piekarnik z powrotem zamknął, by nie uleciało całe ciepło, zamiast tego zaglądając do lodówki i wyjmując ketchup, który szybko dołączył na stole do pizzy.
Jeszcze tylko dwa czyste talerze i voila, drugie danie gotowe.
Usiadł na swoim miejscu, zgarniając kawałek i zabierając się za jedzenie.
Milczał przez dłuższą chwilę.
- Chcesz o czymś porozmawiać? Bo pewnie niedługo będę zwijał się do siebie. - Nie oderwał wzroku od jedzenia, nie chciał patrzeć Dickowi w oczy, wcześniej obronił się przed jego Spojrzeniem, bo był wściekły - teraz już nie był pewny czy by mu się udało. Musiał być ostrożny... Bardzo ostrożny. Nie widziało mu się uleganie Graysonowi. Za nic.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Jedna z kryjówek Nightwinga   Pon Mar 02, 2015 5:27 pm

No tak, szczerze mówiąc to mniej więcej właśnie takiej odpowiedzi Dick się spodziewał. Domyślał się, że nikt z ich otoczenia raczej nie wpadłby na to, aby dać Red Hoodowi znać co się dzieje - choć inna sprawa, że sam Nightwing pewnie by to zrobił... Raczej. O ile nie byliby na świeżo po jakimś spięciu, bo wtedy mogłaby za niego zadecydować złość czy irytacja. Z drugiej strony, gdyby sprawa była poważna, to nawet to by go przecież nie powstrzymało, prawda?
Tak czy siak, liczył głównie na to, że być może Jason po prostu odebrał komunikat w jego imieniu, ale najwyraźniej i do tego nie doszło. Szkoda. Choć istniała też opcja, że zwyczajnie nikt o niczym jeszcze nie doniósł... Mmm, zawsze można było to sprawdzić. Najlepiej u osób, które musiały już usłyszeć o sytuacji w Bludhaven i jakoś na nią zareagować... A to oznaczało podpięcie się pod Ligę. Prawie legalnie. W końcu był już członkiem - kiedyś. I również "kiedyś" ich skutecznie hackował, choć wątpił, aby tym razem miało do tego dojść.
Rozważając następne posunięcia, akrobata ostatecznie nie zareagował na słowa brata w sposób ambitniejszy od kiwnięcia głową. Nie zwracał też większej uwagi na telewizor; zauważyłby, gdyby tematyka wiadomości drastycznie się zmieniła, ale póki speaker gadał o głupotach, to Dick nie widział najmniejszego powodu, aby go słuchać. Miał w końcu ważniejsze sprawy na głowie.
Jadł automatycznie, odruchowo, a w dodatku dość szybko, jednocześnie skupiając się na własnych myślach. Wyrwało go z nich dopiero przybycie pizzy, a do tego czasu zdążył już opróżnić swój talerz. W pierwszej chwili zamierzał po prostu odsunąć go na bok, jednakże mimo wszystko poświęcił się, wstał i zabrał naczynie do kuchni. Umieścił je w zlewie, w którym resztki zupy za jakiś czas zaczną pewnie stawiać pierwsze kroki ku utworzeniu cywilizacji - a następnie powrócił na swoje poprzednie miejsce.
Jego spojrzenie powędrowało ku pizzy, a kąciki ust skierowały mu się lekko w górę. Tak, o wiele lepiej od pierwszego dania. Ach, śmieciowe żarcie zawsze potrafiło przywołać uśmiech na twarz, prawda? Grayson capnął więc dla siebie jeden kawałek, a następnie wolną ręką dotknął delikatnie balsamu nałożonego na pierwsze-lepsze z rozcięć; już się wchłaniał, za chwilę będzie można się spokojnie ubrać.
Dick zdążył przegryźć się już przez pierwszy kawałek pizzy i sięgnąć po następny, gdy Jason przemówił - zresztą trochę go tym zaskakując. Nie, nie informacją, że planuje zaraz zwiać; to akurat było oczywiste, nawet jeśli vigilante zamierzał jak najbardziej opóźnić moment rozstania. Zdziwiła go raczej... Ta zgodność. W końcu Todd praktycznie przystał na rozmowę.
A to ci nowość.
-Czyli nadal jesteś przeciwny trzymaniu się razem?- spytał dość ostrożnym tonem, choć odpowiedź była tak na dobrą sprawę jasna. Przechylił głowę lekko na bok, rzecz jasna na chwilę przerywając jedzenie i po prostu wpatrując się w twarz brata. Starał się pochwycić jego spojrzenie, dlatego też sam patrzył mu prosto w oczy, jednakże nie było to wcale łatwe do osiągnięcia; Jason zdawał się dosłownie unikać jego wzroku...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Jedna z kryjówek Nightwinga   Wto Mar 17, 2015 8:45 pm

Jason spokojnie zajadał swój kawałek pizzy, wręcz jakby specjalnie przeciągał fakt zjedzenia go. Oczywiście wzrok koncentrował na wszystkim, ale nie na Dicku, bo, wiedział, że to by był ogromny błąd. OGROMNY.
Czasami wyciągał jakieś składniki ze swojego kawałka i jadł je osobno, specjalnie bawił się serem, który ciągnął się od kawałeczka. Tak, zdecydowanie wszystko było ciekawsze od Dicka i tej rozmowy. Sam zaproponował, fakt, ale bał się, że pójdzie to w złą stronę. W końcu jednak skończył swój kawałek, wstając jeszcze na chwilę by znaleźć jakąś wodę do picia. Wolał mimo wszystko nie przesadzać teraz z piwem.
Odkorkował butelkę, wypijając niemalże połowę na raz, dzięki czemu znów przedłużył moment wrócenia do konwersacji.
Koniec końców zebrał się w sobie i spojrzał na Graysona, jednakże doskonale unikając jego spojrzenia, póki co skupił się na ustach mężczyzny.
- Tak, sądzę, że to nie ma większego sensu. Masz swoich przyjaciół, o wiele bardziej wpływowych ode mnie. I raczej wolę działać solo. Nie muszę się martwić o niczyi tyłek, sam rozumiesz. - Powiedział to praktycznie obojętnym tonem, jakby absolutnie mu na tym wszystkim nie zależało, a jedyne co chciał osiągnąć to święty spokój. I faktycznie wolał się nie angażować, nie umiałby współpracować z Dickiem na dłuższą metę... Bo albo by skupił się głównie na sobie, albo wręcz przeciwnie, na Dicku, o własnym bezpieczeństwie zapominając całkowicie. Teraz sytuacja miała się nieco inaczej, to była krótka i może ciut wymuszona współpraca, więc łatwiej było mu do tego podejść... Jakby nie patrzeć od czasów Batmana z nikim nie współpracował na dłuższą metę. Nie czuł potrzeby, łatwiej było łatwiej, a z pewnością... mniej emocjonalnie. A ten tym zaangażowania był chyba najgorszy i pozostawił już na nim dość... bolesne piętno. Tyle wystarczyło, by zrezygnować z kompanów podczas swojej misji ratowania Gotham. I okolic, jak się dzisiaj okazało.
Zabrał się za kolejny kawałek pizzy, wracając wzrokiem do ekranu telewizora by śledzić wzrokiem informacje lecące na pasku. Już nawet nie doszukiwał się jakiejś wzmianki o Bludhaven, zwykłe zajęcie spojrzenia i myśli. Dodatkowe skupianie się na przeszłości i swoich problemach nie da teraz żadnego efektu, a może ich doprowadzić do kolejnej kłótni. A to naprawdę było zbędne.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Jedna z kryjówek Nightwinga   Czw Mar 19, 2015 12:02 am

Tak, w tym momencie Dick był już zupełnie pewien, iż brat zdecydowanie umyślnie unikał jego spojrzenia. Szczerze mówiąc nie mógł nawet powiedzieć, że był tym zaskoczony; powinien się raczej tego spodziewać... Co nie zmieniało faktu, że bardzo mu się to nie podobało i chętnie wyłożyłby Toddowi co o tym myśli - gdyby tylko nie mieli aktualnie na głowie poważniejszych zmartwień i istotniejszych rzeczy do omówienia. Zresztą... Znając życie najprawdopodobniej i tak się zaraz o coś pokłócą. Czego jak czego, ale tematów do sprzeczek akurat nigdy im nie brakowało - a już szczególnie ostatnio.
Chcąc, nie chcąc, akrobata mimo wszystko powrócił do dopiero co przerwanego zajadania pizzy, jednocześnie z uwagą - a może nawet trochę natarczywie? - obserwując kolejne poczynania Jasona. Nie posiadał ani cienia wątpliwości, że gra on na czas; tyle było akurat dość jasne. Ciekawiło go z kolei co brat planuje w ten sposób uzyskać. Odwlekanie nieuniknionego stanowiło przeciętną strategię działania, chyba że...
Hm, intrygujące.
Całe to opóźnianie nieszczególnie pasowało do wyjaśnień zaprezentowanych właśnie przez drugiego mężczyznę. Och, oczywiście Nightwing wierzył, że przynajmniej część - większość? - z jego słów była prawdziwa. Albo chociaż Jason sądził, że była; jedno z dwojga. Teraz takie szczegóły i tak nie miały dużego znaczenia. Grunt, że Dick przede wszystkim wątpił, aby na tym sprawa się kończyła. Powodów musiało być więcej. Poza tym - szczerze? Całokształt zachowania Red Hooda naprawdę nie przemawiał obecnie na korzyść i poparcie jego wypowiedzi.
-Dobrze mi się z tobą współpracuje. W trakcie misji ufam ci tak, jak niewielu innym osobom- oznajmił wreszcie Grayson po dokończeniu kawałka pizzy... I wbrew pozorom nie kłamał. Może ciężko było w to uwierzyć - po tym wszystkim, co się między nimi wydarzyło - jednakże pod pewnymi względami mógł ufać Jasonowi tak, jak nie był w stanie - na przykład - swoim Tytanom czy większości pozostałych bohaterów, z którymi miał okazję współpracować. Ba, nawet nie wszyscy członkowie rodziny zaliczali się do tego szczególnego grona, a to już o czymś świadczyło. Osoby, których umiejętnościom mógł w pełni zaufać... Tak, przy nich nie musiał się aż tak bardzo martwić i pilnować.  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Jedna z kryjówek Nightwinga   Sro Mar 25, 2015 8:44 pm

Słowa wypowiedziane przez Dicka były pierwszą motywacją do spojrzenia mu w oczy, w końcu; chociaż bliżej temu już to odruchu niż 'motywacji' jako takiej. Ba, mężczyzna wręcz zamrugał ze zdziwienia na te słowa, chociaż jego wzrok w ułamku sekundy stał się wręcz lodowaty i nieprzenikniony. Co perfekcyjnie wskazywało na to, że Dick pociągnął za pewne sznurki, których lepiej było aktualnie nie ruszać. Można by powiedzieć, że uderzył w czuły nerw. Jason może nie był najspokojniejszą w świecie osobą i miał tendencję do nagłych i częstych wybuchów, a cierpliwość, cóż, jeśli była konieczna przy zemście czy misji był w stanie czekać dniami, ba, nawet tygodniami, ale w relacjach personalnych wyglądało to nieco gorzej. Zwłaszcza gdy chodziło o relacje z osobami, które niesłusznie uznawały się za jego rodzinę, ha.
Dick mu ufał? I to "tak, jak niewielu innym osobom"? Mógłby stwierdzić, że to jeden z lepszych żartów jakie słyszał.
Red Hood zaczął się śmiać, naprawdę śmiać, nawet nieszczególnie się z tym kryjąc, wręcz przeciwnie. Śmiech był donośny, wręcz naturalny; przynajmniej taki się wydawał. Odchylił głowę do tyłu zanosząc się jeszcze głośniejszym śmiechem. Po upływie kilku chwil, w końcu się wyprostował, z twarzą bolącą od śmiechu, otarł teatralnie "łezkę" z oka, a śmiech zniknął równie gwałtownie jak się pojawił - wróciło chłodne spojrzenie, teraz będące może nawet nieco wyzywające. Skupił wzrok na oczach Dicka, już w żadnym stopniu się go nie obawiając.
- Ufasz mi? A to dobre, Dickie, naprawdę świetne. Sam to wymyśliłeś czy Bruce ci to podsunął? Doskonale zdaję sobie sprawę, z tego, że nie jesteś w stanie mi zaufać. Do jasnej cholery, uważasz mnie za wariata, co sam powiedziałeś. A teraz oznajmiasz, że mi ufasz? Płaczę ze śmiechu. - Odparł w końcu, kładąc nacisk na słowo "płaczę", z oczywistych wręcz powodów, w końcu nie bez potrzeby zrobił piękne przedstawienie.
Wstał z krzesła, dość energicznie, o mało nie przewracając ów mebla.
- Wiesz co, pieprz się. Nie raz wsadziłeś mnie za kratki, sądzisz, że jestem stuknięty i mam teraz uwierzyć w gadkę o zaufaniu? Prędzej pocałuję się we własny tyłek. - Wziął swój talerz po jedzeniu i nawet nie przykładając do tego większej wag wrzucił go do zlewu z takim impetem, że naczynie mogłoby spokojnie się potłuc - czego na szczęście nie zrobiło. Co nie zmienia faktu, że dźwięk był nieprzyjemny.
Jason wyminął Graysona, zgarniając z krzesła swoje rzeczy i zaraz znikając za drzwiami łazienki. Wyszedł chwilę później, już w pełni ubrany w swoje, bądź co bądź, poniszczone rzeczy, zostawiając jedynie bokserki Dicka. Bielizna mu się jednak przyda.
Cholernie teraz żałował, że maska uległa zniszczeniu. Przydałaby mu się.
- Było miło, ale jak to mówią, wszystko co dobre szybko się kończy. Wsadź sobie to pierdolenie i zrozum w końcu, że nie jesteśmy rodziną. I nigdy nie byliśmy. - Rzucił w jego stronę, mimo wszystko, jeszcze nie wychodząc z mieszkania. Miał ochotę coś jeszcze dodać, ale zawahał się. O dziwo czasem panował nad językiem...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Jedna z kryjówek Nightwinga   Sro Mar 25, 2015 9:37 pm

No dobrze, może nie do końca takiej reakcji spodziewał się po bracie Nightwing - co okazał chociażby poprzez zmarszczenie czoła i lekkie zaciśnięcie szczęki - jednakże mężczyzna tak czy siak odczekał aż do momentu, gdy Jason przestał się śmiać, przez ten czas po prostu czujnie i uważnie obserwując jego poczynania. Prawdę mówiąc Todd nieco go w tym wydaniu... Niepokoił. Tak, to chyba najlepsze słowo.
Na pierwszą serię oskarżeń Grayson musiał się aż ugryźć w język, żeby nie powiedzieć czegoś bardzo nieprzyjemnego; w przypadku drugiej z kolei o wiele trudniej było mu się już powstrzymać. Odruchowo na sekundę czy dwie zacisnął dłonie w pięści, jednakże zaraz je rozluźnił, w duchu przypominając sobie, by nie dać się sprowokować. Ba, powtarzał to sobie teraz w myślach niczym mantrę, co - nawiasem mówiąc - przytrafiało mu się w towarzystwie Jasona zaskakująco często. Naprawdę nie chciał się kłócić, ale jego cierpliwość wbrew pozorom miała swoje granice. W ciągu ostatnich godzin już kilka razy zostały one naruszone.
Szczerze mówiąc Dick mógłby pewnie spróbować wyjaśnić bratu całe to zaufanie - gdyby tylko naprawdę się do tego przyłożył - jednakże w tej chwili nie miał już na to ani siły, ani tym bardziej ochoty. Z góry zakładał - i podejrzewał, że się pod tym względem nie myli - iż Red Hood nawet nie będzie chciał go słuchać... A choćby i na to przystał, to najprawdopodobniej tak czy siak przeinaczyłby jego wypowiedzi w taki sposób, aby przypasować je do swojej ukochanej wizji świata, w której wszyscy byli jego wrogami - z rodziną na czele.
Smutne, ale typowe.
Jako że Dick wcale nie był przekonany czy chce po raz kolejny przez to wszystko przechodzić - przynajmniej teraz, bo niestety w głębi ducha wiedział, że jeszcze wiele razy będą przerabiać ten temat, w takim lub większym gronie - akrobata po prostu pozwolił Toddowi uciec do łazienki. Sam z kolei wykorzystał jego nieobecność, aby prędko przebrać się w kostium; brakowało mu tylko założenia maski i byłby gotowy do wyjścia. Póki co rozważał naciągnięcie na wierzch cywilnych ubrań, ale jeszcze nie ustalił co zrobi dalej - a od planu zależało to, jaki strój będzie mu potrzebny na początek.
Vigilante nie miał jednak czasu, aby się nad tym porządnie zastanowić, gdyż akurat w tym momencie do pomieszczenia powrócił jego brat - ze swoją standardową gadką na ustach. Dick mógłby ją już pewnie cytować z pamięci... Gdyby był odpowiednio mocno zirytowany rzecz jasna.
Delikatnie mówiąc.
-Jak chcesz. Nie daj się zabić żadnemu demonowi- odparł jedynie na tę zaczepkę i jeżeli ton jego głosu czy ogół postawy wydawał się w tym momencie spięty... To chyba nikt nie mógłby mu się w tej sytuacji dziwić.
Nie, wciąż nie podobało mu się to, że Jason zamierzał działać na własną rękę - ale już próbował go zatrzymać i jak widać nie wyniknęło z tego nic dobrego. Miał dość; niech choć raz ktoś inny się postara.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Jedna z kryjówek Nightwinga   Sro Mar 25, 2015 10:10 pm

Iii, tego również się nie spodziewał. Spokój, absolutny spokój. W jego aktualnym stanie to działało na niego jeszcze gorzej niż czerwona płachta na byka. Nie chodziło nawet o to, że Dick był tak absolutnie obojętny, jak się wydawało Jasonowi, a raczej o to, że był taki względem Jasona. Budzili w sobie wiele emocji, ale coś takiego? Było nowością, irytującą z resztą.
Normalnie powinien był wyjść, zignorować to i najlepiej nigdy więcej nie komunikować się z Dickiem. Wszyscy wiedzą, że całkowite odcięcie się od Batfamily świetnie zrobiłoby Jasonowi i wszystkim w otoczeniu, ale to wydawało się wręcz niemożliwe mimo wielu prób. Jakby przyczepili mu się do buta jak stara guma... Cholera.
- A co za różnica czy dam się zabić czy nie, nic ci do tego. Jeden świr mniej, prawda? A patrząc na twój zapał nawet specjalnie byś się tym nie przejął. - Prychnął, mimo wszystko wciąż nie ruszając się z miejsca.
Po kilku chwilach zorientował się, że zaciska palce na broni, niemalże od razu ją cofnął. Nie zależnie od tego jak w tej chwili nienawidził Dicka, nie zamierzał go zabijać. Nie zasługiwał na to, w żadnym wypadku. I, chociaż Todd nie przyznawał się do tego przed samym sobą, nigdy, przenigdy - i nigdy nie zamierzał, to wciąż był Dick. Jego dawny idol i przyjaciel. A nawet ta cienka nić wspomnień nie pozwalała mu go poważniej skrzywdzić.
Poza tym, czasem w jego oczach Grayson wciąż wydawał się nieśmiertelny. Jako symbol Robina, jako Dick, po prostu.
Ale w tej chwili jednak było to za mało by powstrzymać narastającą i rozprzestrzeniającą się falę gniewu.
Zamknął palce w pięści, zaciskając szczękę.
- Dlaczego miałbym ci uwierzyć? W którekolwiek twoje słowo? - Warknął, czując jak paznokcie boleśnie wbijają mu się w skórę; rękawiczki, gdzie on podział rękawiczki...
Rozejrzał się po pomieszczeniu, szukając swoich rękawiczek, by chociaż na moment zapomnieć o tej sytuacji. Miał wrażenie, że powoli się uspokajał - pytanie na jak długo?
Chociaż wciąż bolało go kłamstwo o zaufaniu. O pieprzonym zaufaniu, którego nigdy nie było.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Jedna z kryjówek Nightwinga   Czw Mar 26, 2015 12:58 pm

Akrobata nawet nie śmiał liczyć na to, że jego brat pozostanie w pobliżu chociażby jeszcze przez chwilę dłużej; zakładał raczej, iż po jego słowach Todd skorzysta z nadarzającej się okazji i w mgnieniu oka się zmyje, bo w końcu nieustannie podkreślał to, jak bardzo nie cierpiał przebywać w towarzystwie Dicka czy kogokolwiek innego z rodziny... A tu proszę - niespodzianka.
Choć może jednak powinien się był spodziewać, że w tym nastroju dosłownie wszystko będzie w stanie jeszcze bardziej sprowokować i nakręcić Red Hooda? Powinien to sobie zapamiętać na przyszłość. A nuż kiedyś znowu będzie chciał go zatrzymać - najwyraźniej zaś pozorny spokój w obliczu wściekłości Jasona mógł to dla niego osiągnąć.
Kiedy Jason przemówił, Dick przeniósł na niego wzrok... I prędko zauważył gdzie znajdują się dłonie brata. A raczej: na czym spoczywają. Jego pierwszą - w pełni automatyczną - reakcję stanowiło lekkie zmrużenie oczu, praktycznie niedostrzegalne, a już szczególnie z tej odległości, która ich obecnie dzieliła. Wyzywające spojrzenie dało się już łatwiej odnotować. Zdawało się mówić: "tylko spróbuj" i być może rzeczywiście w tej chwili nie było najlepszym pomysłem, ale Grayson nie mógł się powstrzymać. Sprawiał wrażenie pewnego, że drugi mężczyzna do niego nie strzeli, choć prawdę powiedziawszy w głębi ducha wcale nie wykluczał takiej opcji. Nie wierzył w nią, lecz... Po prostu brał ją pod uwagę.
Serce tak czy siak zabiło mu mocniej, a szczęki ponownie się zacisnęły. Jego ciało reagowało z własnej inicjatywy, gdy odbierało z otoczenia sygnały świadczące o potencjalnym zagrożeniu; ot, odruch, tak został wyszkolony i już. Wyczucie niebezpieczeństwa przekładało się na przygotowywanie się do walki lub ucieczki.
Kwestia broni częściowo go rozproszyła, ale do jego braku słownej - a przynajmniej: natychmiastowej - reakcji na pierwszą wypowiedź brata przyłożył się w głównej mierze fakt, że Nightwinga zwyczajnie na moment zatkało. Zaskoczenie, znów narastająca złość... System się zresetował - musiał, bo tym razem to Dick miał ochotę gorzko się roześmiać.
... Albo ewentualnie przyłożyć Jasonowi i liczyć na to, że wstrząs związany z dobrze wymierzonym ciosem w głowę przywróci mu choć na moment jasność myślenia. Tak, to rozwiązanie też mu się podobało. Z drugiej strony Todd obrywał tak często, że jeżeli rozsądek miałby mu w ten sposób wrócić - to do tej pory zdążyłby to zrobić już co najmniej parę razy.
Zły plan; szkoda, bo satysfakcjonujący.
-Dlaczego? No, zastanówmy się. Bo mnie znasz, bo byłeś i wciąż jesteś moim bratem i przyjacielem, nawet jeśli już się za niego nie uważasz. Bo czego byś sobie nie wmawiał, to - pomijając już wszystko inne - po prostu nie wierzę, że nie wiesz kiedy mówię prawdę, a kiedy kłamię; nie po tym, jak tyle czasu spędziłeś obserwując mnie i ucząc się ode mnie. Owszem, jestem w tym bardzo dobry, ale nie wmawiaj mi, że aż tak- zgoda, może i był TAK dobry albo i lepszy, jeżeli tego chciał, ale szczerze wątpił, by Jason o tym pamiętał... Albo w ogóle o tym wiedział. Ot, wyliczone ryzyko, zresztą bardzo drobne. Praktycznie wszyscy w rodzinie i tak ignorowali ten fakt. Poza nią również. To... Ułatwiało sprawę.
No i w tym wypadku naprawdę nie skłamał.
Właściwie na tych słowach akrobata mógłby zakończyć temat, może nawet odpuścić, wycofać się i tak dalej - jak to ten "dobry", bo w końcu za takiego go wszyscy uważali, tego po nim oczekiwali. Pewnie powinien tak właśnie postąpić. Ale szczerze? Nie chciał... I nie zamierzał. W związku z tym od razu kontynuował, robiąc jedynie przerwę na głębszy oddech - niemalże westchnięcie - i tym samym nie pozwalając jeszcze bratu się wtrącić.
-Nigdy nie waż się myśleć, że nie przejąłbym się, gdyby coś ci się stało. Nie masz pojęcia co czuję i co czułem... Wcześniej. Nie próbuj sobie wmawiać, że mnie nie obchodzisz, bo - podpowiem - od paru godzin próbuję zrobić cokolwiek, co sprawiłoby, że zostałbyś teraz ze mną; żebym mógł mieć pewność, że nie dopadnie cię żaden demon. Na pięć minut przestań widzieć we mnie wroga i po prostu się nad tym zastanów- gdy Dick kończył mówić, dłonie znów miał zaciśnięte w pięści, ale teraz już nawet nie zwracał na to uwagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Jedna z kryjówek Nightwinga   Czw Kwi 02, 2015 12:30 pm

Jason nie mógł powiedzieć, że go zatkały lub aż tak zaskoczyły słowa Dicka. Rodzinne chrzanienie, było jego specjalnością, wchodzenie na emocje i wypominanie z resztą też, więc skąd Todd mógł wiedzieć, że tym razem mówił prawdę? Opcja, że kłamie była o wiele wygodniejsza, głównie dla Jasona. Mógłby wtedy doprowadzić ich kłótnię do końca i wyjść z niej w miaro zwycięsko... Z drugiej strony chyba nie warto się oszukiwać. Pokonanie Graysona? Nie ważne jakby się starał starszy mężczyzna zawsze będzie lepszy, zawsze będzie gwiazdą.
To znów ugodziło w Todda, a złość nabrała na sile. Podświadomie wręcz zbliżył się do Dicka, nawet nie odnotowując momentu, gdy znalazł się przy nim. Stali teraz twarzą w twarz, obaj wkurzeni co perfekcyjnie odbijało się na ich twarzach, w oczach. Za pewne gdyby ktoś aktualnie ich zobaczył, czym prędzej opuściłby pomieszczenie, czując w powietrzy spięcie i nadchodzące kłopoty. Ba, tornado kłopotów... Byli wybuchowym i niszczycielskim duo, gdy chcieli, zwłaszcza w sferze uczuciowej, emocjonalnej i tym podobnych głupot. Z resztą Jason i tak powszechnie był znany jako 'kłopot' czy 'problem', pewnie według wielu osób nie niósł ze sobą nic więcej, ale i nikt nic po nim nie oczekiwał.
Todd był już gotów odpowiedzieć, gdy Grayson postanowił kontynuować. Tego może Jason już się aż tak nie spodziewał, sam był pewien, że Dick utnie temat i albo mu przyłoży ale z przyjemnością wypchnie przez najbliższe okno. To chyba mniej by go już zdziwiło niż dalsza próba konwersacji.
Nie przejął... Heh, znowu to emocjonalnie pieprzenie. I pewnie nawet Jason już by nawet sobie darował, dokończył krzyczeć i wyszedł, gdyby nie nawiązanie do tamtego wydarzenia. Tu musiał przyznać ciemnowłosemu rację. Nie, nie wiedział co czuł, zwłaszcza, że wtedy... Wtedy myślał, że coś jeszcze między nimi było, coś dobrego. Nie wiedział też na ile Dick traktował go poważnie a na ile udawał, żeby Jason łatwiej oswoił się z nowym środowiskiem, zadaniem. I jaki miał powód do kłamstw?
Dick mógł zauważyć jak ciało Jasona powoli się rozluźnia, a twarz wytraca ostre rysy. Nawet jego oczy złagodniały.
- Nigdy nie byliśmy braćmi. - Odpowiedział spokojnie, ostrożnie, jakby uważał na słowa. - I masz rację, nie wiem co czułeś, nie wiem co o mnie wtedy myślałeś. Ale nie mam też znów trzynastu lat byś musiał mnie gdzieś trzymać w obawie, że zrobię sobie krzywdę. Sam się narażasz non stop, a teraz chcesz mnie mieć na oku, żeby nie zaatakował mnie wróg? Od lat jestem w tym biznesie, nie musisz mnie traktować jak dziecka. - Oparł się pośladkami o oparcie kanapy, zwiększając w ten sposób nieznacznie dystans między nimi. Założył ręce na piersi, spoglądając w oczy Dicka.
- Wciąż nie rozumiem czemu nadal się starasz, reszta Nietoperzy już dawno ze mnie zrezygnowała. Z Wielkim Nietoperzem na czele. - Dodał po chwili, odwracając jednak już wzrok w stronę okna. Cokolwiek się teraz w nim działo, miało pozostać niewidoczne dla Dicka, zakazane. Todd zbyt dobrze zdawał sobie sprawę, że czasami jego wzrok potrafił zdradzić zbyt wiele. A aktualnie nie chciał zdradzać sobą niczego. Gniewu, żalu, może nadziei?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Jedna z kryjówek Nightwinga   Czw Kwi 02, 2015 2:30 pm

Dick co prawda zarejestrował gdzieś w odmętach swojego umysłu fakt, że brat się do niego zbliżył - ba, wręcz niebezpiecznie zbliżył - jednakże w swym obecnym stanie nie poświęcił temu zbyt wiele uwagi, skupiając się raczej na swoich i Jasona słowa, aniżeli na czymkolwiek innym. Trudno się temu zresztą dziwić, skoro tak na dobrą sprawę nie kontrolował teraz w pełni nawet reakcji własnego ciała - czyli chociażby tych zaciśniętych pięści... Które, nawiasem mówiąc, raz na czas rozluźniał na moment, by jednak prędko powróciły do poprzedniego stanu.
Mimo wszystko najświeższa reakcja Todda dość mocno go zaskoczyła. Z doświadczenia był już przygotowany na dalszy i gwałtowny opór - na który to praktycznie zawsze się w jego przypadku napotykał... A tu: niespodzianka. Jason zdawał się nieco uspokajać, nawet jeśli jego słowa wciąż odtwarzały starą śpiewkę... W nieco złagodzonej wersji, to prawda, ale jednak.
Grayson mógł z tym pracować.
Przede wszystkim odpuścił już sobie komentowanie kwestii braterstwa, przed którą Jason aż tak się bronił. Nie rozumiał do końca czemu stanowiła tutaj - jak się zdawało - największy problem, choć miał pewne podejrzenia. Póki co wystarczył mu zresztą fakt, że drugi mężczyzna nie zanegował kwestii przyjaźni. To już było coś, prawda? Zawsze jakiś postęp, krok do przodu. Ewentualnie w natłoku emocji i tematów do poruszenia ten wyleciał mu z głowy, jednakże Dick wolał trzymać się pierwszego wyjaśnienia. Bardziej mu się podobało.
-Nie chodzi o to, że chcę cię trzymać z daleka od tej sprawy albo że nie chcę, żeby ktoś cię zaatakował... To znaczy, jasne, w idealnych okolicznościach - w idealnym świecie - tego też bym sobie nie życzył, ale nie o tym teraz. Po prostu... Nie chcę, żebyś został z tym sam- w tym momencie akrobata westchnął głęboko, w głębi ducha już domyślając się jak jego dotychczasowe wypowiedzi zostaną zapewne odebrane. By nie dopuścić do takiego przeinaczenia od razu kontynuował:
-Wiem, od dawna pracujesz sam, potrafisz sobie poradzić sam i w ogóle "sam" świetnie ci wychodzi. Opanowałeś to. Nie mówię, że nie. Nie umniejszam ci, naprawdę. Tyle że... Razem też nie idzie nam źle. Myślę, że nawet lepiej, więc... Spróbujmy dać temu szansę?- zaoferował, jednocześnie powoli i ostrożnie wykonując mały krok w stronę brata, aby znów zmniejszyć dzielącą ich odległość - może nie jakoś bardzo drastycznie, ale zdecydowanie zauważalnie.
W pierwszym odruchu chciał jeszcze spróbować bronić reszty rodziny, ale szczerze mówiąc doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że - przynajmniej obecnie - nie miało to żadnego sensu. Czego by nie powiedział, Jason i tak by go nie posłuchał. Dla zasady. Już lepiej było skupić się na tym, co Todd zdawał się akceptować.
-Nie chcę z ciebie rezygnować. Wiem, że nie wrócimy już do tego, co było między nami kiedyś, ale... "Okazjonalni sojusznicy" to też nie to. Naprawdę nie zależy ci na czymś więcej? Ani trochę?- spytał cicho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Jedna z kryjówek Nightwinga   Pią Kwi 03, 2015 9:36 pm

Jason zaskakująco grzecznie jak na siebie wysłuchiwał tego co Dick miał do powiedzenia. Wciąż czuł pulsującą w jego ciele wściekłość, na szczęście słabnącą...Gasnącą. Miał nadzieję, że zbyt szybko się w nim nie rozbudzi na nowo. Nie chciał tego, nie w tym momencie. Chwilowo mieli się "zbratać", choć na krótki okres czasu, na próbę, jakkolwiek inaczej to określić. W końcu to nie miało być na całe życie, prawda? Daleko temu do ślubu czy czegokolwiek temu podobnego.
Na słowa Dicka cicho syknął, jednak nie znów nie zdążył dojść do słowa zanim ten kontynuował swój wywód. Zostawanie samemu z brudną robotą nie było dla niego niczym nowym, ba, wręcz przytłaczająca codzienność. Nie robił tego od wczoraj, a gadka Dicka niestety trochę mu podniosła wrzenie. Jasne, niech już mu będzie, że się o niego jakoś tam martwi, mniej lub bardziej, Jason mógł to jakoś zrozumieć. Może wciąż do końca temu nie ufał, ale mógł zrozumieć...
Z tych marudnych myśli wyrwało go dokończenie myśli przez mężczyznę. To... To już brzmiało znacznie lepiej. Cieszył się, że Dick, w jakiś pokrętny sposób, docenia starania Todda i nie kręci dodatkowo nosem na fakt, że Red Hood nie jest chętny do współpracy. Wręcz można uznać, że go pochwalił. No proszę, pochwała z ust samego Nightwinga - może powinien poprosić o to na papierku, najlepiej od razu w ramce. Powiesi nad łóżkiem i co wieczór będzie na to zerkał i wspominał jak to pierwszy Boy Wonder go docenił, ach, przyjemna wizja. Może faktycznie o to zapyta? Miał dziwne wrażenie, że w aktualnej sytuacji mógłby wiele na Dicku wyprosić.
I... fakt, nie szło im najgorzej. Zważywszy na ostatnie wydarzenia sądził, że ich współpraca może pójść źle, a jeszcze gorzej się skończyć. W końcu nie byli mistrzami w dogadywaniu się, nie po powrocie Jasona. Szło im to raczej beznadziejnie, o ile nawet nie poniżej tego. Ale obaj jeszcze żyli, co jakimś wskaźnikiem mogło być.
Nie skomentował również tego, że Dick coraz bardziej się do niego zbliża, nie miał nic przeciwko, wręcz przeciwnie... Nawet cieszył się z tego faktu. Sam nie wiedział czemu, po prostu zdawało się to być miłe, że Dick nie próbuje budować dystansu. Znaczy, on nigdy nie próbował tego robić, należało to raczej do specjalizacji Jasona, ale w tej chwili... po prostu dobrze wpłynęło na rudzielca.
Wyciągnął dłoń w stronę Dicka, czekając aż ten ją ujmie, przybije piątkę czy wykona jakikolwiek gest, który będzie 'zwieńczeniem" ich sojuszu.
- Zgoda. Spróbujmy... współpracować. Ale obiecaj, że nie będziesz się rządził. - Wyprostował się, posyłając mu lekki, nieco drapieżny uśmiech. Poniekąd typowy dla Jasona, jak praktycznie wszystko co było na swój sposób prowokujące.
A co do ostatnich pytań... Uznał, że lepiej będzie je zignorować, dla własnego komfortu psychicznego. Może mu zależało? Nie był pewien... Kiedy też mu zależało, ale na czymś innym, na czymś czego nie mógł mieć, z resztą pewnie wciąż nie ulegało to zmianie. Na pewno miło by było wrócić do przyjaźni, dawnej przyjaźni, ale stracił nadzieję na to, że wszystko... Cokolwiek wróci do normy. Jakiejkolwiek normy.
- Tak czy inaczej muszę wrócić do siebie po coś do przebrania. Chyba, że masz pod ręką strój Red Hooda. Wiesz, największy fan i te sprawy. - Posłał mu lekki uśmiech.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Jedna z kryjówek Nightwinga   Sob Kwi 04, 2015 6:36 pm

W tym momencie wszystko wskazywało na to, że sprawy potoczyły się... Cóż, o wiele lepiej, niż Dick to zakładał, nawet biorąc pod uwagę ten chyba już zażegnany kryzys. Mężczyzna doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że mimo wszystko w dalszym ciągu będzie musiał zachowywać najwyższą ostrożność, aby zaraz nie zepsuć tego, co udało mu się w końcu - po tylu próbach - osiągnąć... Jednakże w głównej mierze po prostu cieszył się z tak wielkiego postępu. Wreszcie.
W związku z powyższym Nightwing chętnie i wręcz z uśmiechem na twarzy ujął zaoferowaną mu przez brata dłoń, zaciskając na niej palce - może stosunkowo lekko, lecz zdecydowanie pewnie, bez zbędnego demonstrowania siły czy innych głupot... Ale za to długo. Bardzo. Właściwie sam jej nie puszczał; czekał na reakcję Jasona, prawdę mówiąc dość mocno nią zaciekawiony.
Już od dłuższego czasu nie zdarzało im się dotykać w sposób, który nie miał na celu wyrządzenia krzywdy lub ewentualnie - na drodze wyjątku - wspomożenia w trakcie takiego czy innego zadania. A teraz... Nagle sytuacja się zmieniała. Chyba. Oby tylko na lepsze.
-Obawiam się, że nie w tej konkretnej kryjówce. Ale jeżeli reflektujesz zwiedzić zaraz jeszcze jedną...- słowa te Grayson wypowiedział lekkim tonem, który mógłby spokojnie sugerować żart, lecz szczerze mówiąc akrobata nie do końca się droczył. Rzeczywiście swego czasu skompletował kostium, który na dobrą sprawę mógłby mu posłużyć do wcielenia się w rolę Red Hooda - no, prawie skompletował, bo brakowało mu do niego jeszcze kasku.
-A przy okazji... Nosiłeś mój strój. Jesteś największym fanem?- tak, nie powinien go drażnić, świetnie o tym wiedział, a jednak najzwyczajniej w świecie po prostu nie potrafił się przed tym powstrzymać - nie w sytuacji, gdy Jason tak pięknie mu się podłożył. Liczył na to, że brat uzna go za niegroźne przepychanki słowne i jego złość już nie wróci... Przynajmniej w najbliższym czasie.
Może chociaż tak przez godzinkę?
Jednocześnie - w pół świadomie - Nightwing układał już dalszy plan działania. Przede wszystkim wypadałoby sprawdzić, czy w Gotham pojawiły się te stworzenia z Bludhaven. Pod tym względem był akurat dość dobrej myśli; media nic o nich nie mówiły i choć co prawda dziennikarze łatwo mogli coś przegapić, to przecież oni sami - opuszczając miasto - widzieli tę żywą zaporę, która zdawała się utrzymywać demony w odosobnieniu...
Poza tym wypadałoby też w końcu nawiązać kontakt z innymi bohaterami. Ta kwestia była niestety dość delikatna, bo każdy zły ruch mógł w efekcie spłoszyć Jasona... To znaczy: po wcześniejszym wyprowadzeniu go z równowagi rzecz jasna... A tego Dick by nie chciał, nie teraz, gdy sprawy zaczynały się między nimi układać. Bo zaczynały, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Jedna z kryjówek Nightwinga   Nie Kwi 19, 2015 5:48 pm

Jason dopiero po chwili zorientował się, że Dick nie zamierza cofnąć dłoni, sam przyzwyczajał się do tego nowego... uczucia? zjawiska? Minęły lata odkąd dotykali się w tak normalny, naturalny sposób. Bez broni, chęci połamania kości czy w łaskawym geście pomocy.
Sam nie wiedział co czuł a propo tego gestu, wydawał się być nieco zmieszany, choć oczywiście nie dał tego po sobie poznać.
Cofnął dość gwałtownie dłoń, wsuwając ją w kieszeń spodni. Spojrzenie skierował gdzieś w bok, jakby to przetrzymanie dłoni było czymś niewłaściwym albo wstydliwym. Cóż za ironia losy, z humorem przyjmował rozbieranie się publicznie, ale uściśnięcie dłoni Dicka, choć chwilę dłużej zdawało się być złe.
Na jego słowa o stroju uniósł nieco brew, uśmiechając się lekko. Mimo tego tonu nie był do końca przekonany, że to był żart... Po Graysonie mógł się spodziewać praktycznie wszystkiego, w tym tego zagrania. Nie wiedział do końca, po co miałby kompletować jego strój, bo wątpił by Dick latał po mieście jako Red Hood. Ratować kotki z drzew? Raczej nie dałby Jasonowi innej reputacji, jego nick zaczynał się już kojarzyć dość jednoznacznie w środowisku przestępczym.
Jason miał jego strój, i wiele innych swoją drogą, ale faktycznie ich używał, swego czasu przynajmniej, COŚ w nich robiąc. A może Dick do czegoś innego chciał wykorzystać ten kostium...
Oderwał się od tych myśli, bo zaczęły one kierować się w zdecydowanie złym kierunku. Zbyt związanym z terenami, na które nie powinien się zapuszczać, nie jeśli chodziło o Dicka. To powinno pozostać uśpione, jak kiedyś.
Na kolejne pytanie zaśmiał się głośno, szczerze rozbawiony jego pytaniem. Nie odebrał w żaden obraźliwy lub niechciany sposób jego słów, naprawdę go rozbawiły. Co raczej nie zdawało się być częste... Korci wręcz powiedzieć nienaturalne dla mężczyzny. Zakładał, że Dick nie słyszał jego śmiechu od dawien dawna. Był ciekaw co teraz myśli...
- Jestem. Zawsze byłem twoim największym fanem, Dick. - Odparł, na dobrą sprawę nie mijając się do końca z prawdą. Gdy był Robinem, Dick był jego idolem. Zarówno jako Robin, Nightwing czy po prostu 'starszy brat'. Rzeczy uległy zmianie, Jason uległ zmianie, objął inną drogę, co nie oznaczało, że wciąż go nie podziwiał na swój szalony sposób. Nawet Batmana podziwiał przy pracy, chociaż jego decyzje życiowe i metody same w sobie nie były najlepsze, wciąż był mistrzem. Dick miał lekkie, kocie ruchy, których Jason nigdy nie byłby w stanie się nauczyć, pojąć, przyswoić... Ale o tym też nie zamierzał teraz mówić. Nie było takiej potrzeby, nie chciał się odkrywać przed Dickiem, czy zdradzać. I tak powiedział zbyt wiele.
- To jak z tym kostiumem? - Zagadnął spokojnie, spoglądając na drugiego mężczyznę już z pełną powagą. Akurat naprawdę przydałby mu się nowy kostium... I chociaż zakładał, że Dick kojarzył kilka jego kryjówek, nie chciał go otwarcie do żadnej zabierać.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Jedna z kryjówek Nightwinga   Nie Kwi 19, 2015 11:59 pm

Oczywiście Dick doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że prędzej czy później będą musieli cofnąć dłonie, jednakże jakaś drobna cząstka niego i tak żałowała, gdy już do tego doszło - kiedy utracili ze sobą fizyczny kontakt... Który w zasadzie i tak potrwał zaskakująco długo, jak gdyby Jason na moment się zapomniał. O czym tak rozmyślał? Nightwing chętnie by się tego dowiedział, jednakże coś mu podpowiadało, że brat - zapytany o to w tym momencie - tak czy siak nie uchyliłby przed nim rąbka tajemnicy.
No, trudno.
Spojrzenie akrobaty z własnej inicjatywy powędrowało za ręką Todda, gdy ten schował ją do kieszeni, jednakże starszy z mężczyzn w żaden sposób tego nie skomentował. Zamiast tego sam oparł dłonie na biodrach... I zaraz potem automatycznie uniósł już jedną brew - słuchając tego komentarza odnośnie bycia fanem.
Tak właściwie wystarczyłoby powiedzieć, że zupełnie nie takiej reakcji się spodziewał. Obawiał się raczej, że Jason się na niego zezłości albo poczuje się obrażony, lecz najwyraźniej do tego było mu akurat daleko. Jego słowa zabrzmiały wręcz... Szczerze... I choć Dick świetnie rozumiał, że jego brat potrafi bardzo przekonująco kłamać - to jakoś w tym wypadku ciężko mu było uwierzyć, że się zgrywał. Dlaczego? Sam nie był tego tak do końca pewien. Miał takie przeczucie i tyle.
No i może jeszcze za dobrze pamiętał dawne lata.
Praktycznie czuł, że wyraz jego twarzy musiał przez te słowa złagodnieć, wręcz się nieco rozczulić, co w tej chwili było wspaniale widoczne, bo w końcu nie założył jeszcze swojej maski. Wewnętrznie walczył z niesamowicie silną ochotą kontynuowania tego tematu - upewnienia się, zrozumienia, wyjaśnienia sytuacji... Ale wiedział, że teraz pewnie nie skończyłoby się to najlepiej. Ostatecznie zdecydował się więc kiwnąć tylko głową, a następnie sięgnął po pilot od telewizora. Skoro wychodzili, to nie było sensu, aby pożerał energię...
A wychodzili. Razem.
-Mówiłem serio. Naprawdę mam twój strój, choć nie tutaj - i jeszcze bez kasku... A pewnie wolałbyś się zaopatrzyć również i w niego. Czyli... Zgaduję, że teraz jedziemy do ciebie?- rzucił i co prawda w swojej wypowiedzi użył formy pytania, jednakże coś w jego głosie jasno sugerowało, że nie miał zamiaru teraz się rozdzielać.
Sam Nightwing właściwie był w tym momencie niemalże gotów do drogi. Musiał tylko założyć maskę na twarz i to wszystko... Oczywiście zakładając, że nie zdecydują się jednak póki co narzucić na wierzch cywilnych ubrań - bo w końcu robiło się już wcześnie.
Grayson już miał wyłączyć telewizor, gdy na ekranie w końcu pojawiło się coś ciekawego. Speaker przemawiał akurat z pomieszczenia na wysokim piętrze - i z przeszkloną przynajmniej jedną ścianą, akurat tą łapaną przez kamerę. Innymi słowy: za plecami prezentera widać było miasto... A dużo, dużo dalej znajdowało się Bludhaven. Nie sposób byłoby je dojrzeć z tej odległości i przez inne zabudowania, ale ono tam było - i właśnie teraz wzniósł się ponad nie słup ognia. Skoro był widoczny, to musiał być wielki.
Może i zawieszenie broni z bratem dopiero co poprawiło Dickowi nastrój, jednakże TO wystarczyło, aby znów kompletnie spoważniał. Wiedział, że w Bludhaven najprawdopodobniej nie było już mieszkańców, którzy mogliby jeszcze na tym ucierpieć, ale jakoś dziwnym trafem wcale nie czuł się przez to lepiej. Wyrzuty sumienia powróciły ze zdwojoną siłą - i wcale nie pomagało, że na miejscu najpewniej wciąż znajdowali się Tytani.
-... Co one robią? Najpierw zajęły miasto, a teraz wygląda, jakby chciały zmieść je z powierzchni ziemi. Zacierają za sobą ślady?- zadbał o to, by jego głos zabrzmiał - z braku lepszego słowa - profesjonalnie i dopiero po paru sekundach zorientował się, że zaciska palce na pilocie. Od razu zmusił się do rozluźnienia uchwytu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Jedna z kryjówek Nightwinga   Nie Kwi 26, 2015 2:13 pm

Jedna z brwi Jasona uniosła się nieznacznie do góry, widząc wyraz twarzy Dicka. Zupełnie inny niź do tej pory... Czuły i delikatny. Nawet gdy sięgał w odmęty swoich wspomnień, nie mógł go sobie przypomnieć. Na pewno go kiedyś takiego widział, tak mu się wydawało, ale w tej chwili wszystko było zbyt zamazane lub po prostu nieobecne.
Szybko jednak sobie odpuścił dalsze zagłębianie w to, brnięcie w przeszłość, nie miało to aktualnie większego sensu a mogło tylko zepsuć mu humor, który właściwie teraz był całkiem niezły. Co też nie było specjalnie częste w jego sytuacji, z reguły mógłby się określić jako... neutralnego. O ile aktualnie coś go nie wkurzało, oczywiście.
Ze względu na jego wcześniejsze rozważania, musiał przyznać, że wiadomość o kostiumie nieco go zaskoczyła, co odbiło się jasno w jego oczach. I, wyjątkowo nie chciał szybko odpuszczać tego tematu, brzmiał zbyt ciekawie i faktycznie zajmował uwagę mężczyzny. Dlatego też wyjątkowo pozwolił sobie puścić mimo uszu ten ton, mający dać do zrozumienia Toddowi, że Dick nie życzy sobie rozdzielania. Mmm, chyba jednak będzie musiał to jakoś przetrawić.
- A po co ci mój strój? - Uniósł obie brwi, krzyżując ręce na klatce piersiowej i patrząc nieustępliwie Dickowi w oczy. Och, był bardzo ciekaw powodu. Zwłaszcza, że bycie Red Hoodem to więcej niż strój, czasami to brutalność, której Dick wolał nie ujawniać zbyt często... A nie chciał, żeby Grayson serio psuł mu reputację, na którą tak ciężko pracował.
Gdy Dick już sięgnął po pilota, Jason wyprostował się, nastawiając się na wyjście z tej nory; jednak słysząc, że telewizor wciąż działa, odwrócił się z lekkim poirytowaniem, marszcząc brwi. Czyżby wyskoczyła reklama jakiejś super prostownicy, bez której Dick nie mógłby się obyć?
Dopiero widok ekranu, odwiódł go od tej, na swój sposób, zabawnej myśli, bo to co się przed nim prezentowało, nie było ani odrobinę zabawne. Słuchał uważnie spikera, co i rusz jednak przenosząc wzrok na twarz Dicka, szukając w niej zmian - narastającej agresji, żalu, lub czegokolwiek innego czym mężczyzna mógłby się aktualnie wykazać. Mimo ich spięć Todd doskonale zdawał sobie sprawę jak ważne Bludhaven było dla Dicka. To było jego miasto, jego odpowiedzialność, a lata spędzone u boku Batmana pewnie zdążyły mu już nieco namieszać w czaszce na tym punkcie, więc tym bardziej wyczuwał jak... nieobliczalny Grayson może być w tej chwili. Nawet jeśli miasto już praktycznie nie istniało, każdy kolejny wymierzony w nie cios, musiał dotykać Dicka w taki czy inny sposób. Prawie mu współczuł, prawie widział wyrzuty sumienia jakie go dopadają. Nightwing prawie wcale się nie zmienił, nie dla Jasona, może nawet i lepiej... To mogło być pomocne. Bo chociaż jeden z nich zachował siebie.
Po dłuższej chwili wahania, Hood zbliżył się do starszego mężczyzny, kładąc dłoń na jego ramieniu i lekko je ściskając.
- Pojedziemy do Batcave i z satelity zorientujemy się co tak naprawdę ma tam miejsce, zgoda? - Zerknął na jeden z mieczy, który dał Dickowi... Zostawi mu go. Póki co, może się przydać.
- Pojadę do siebie bo ciuchy i sprzęt, spotkamy się na miejscu. I... nie rozwal nic po drodze. - Posłał mu lekki, oczywiście złośliwy uśmiech, wychodząc z kryjówki Dicka i na motorze, kierując się do jednej z własnych.

[zt]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Jedna z kryjówek Nightwinga   Nie Kwi 26, 2015 11:24 pm

Wpatrując się tak intensywnie w ekran telewizora Dick nie zwracał nawet większej uwagi na posunięcia brata, w związku z czym niemalże się wzdrygnął, gdy ten położył mu rękę na ramieniu; ledwo co się przed tym powstrzymał. To... Też była nowość. Zdecydowanie. Nie tylko dlatego, że nieagresywny dotyk stanowił teraz między nimi prawdziwą rzadkość - bo akurat do niego akrobata zaczynał się już powoli z powrotem przyzwyczajać i oby tego nie pożałował - ale głównie przez powody, które najwyraźniej kierowały poczynaniami Jasona...
Innymi słowy: Dick rozumiał, że brat próbował go w ten sposób pocieszyć - i doceniał ten gest.
Propozycja wybrania się do Batcave i skorzystania z satelity zdawała się być w tej chwili jednym z najlepszych rozwiązań... Szczególnie, jeśli rzeczywiście mieli się nie rozdzielać, a Nightwing wciąż byłby skłonny gorąco obstawać za tym postanowieniem. W końcu zabranie Red Hooda do siedziby Justice League albo Teen Titans raczej nie wchodziło w grę, a taka właśnie była alternatywa. Poza tym... Sam fakt, że tym razem to Jason sam mówił o udaniu się do Batcave również wiele znaczył.
Chcąc, nie chcąc, Grayson kiwnął więc krótko głową na znak swojej zgody, po czym nagle westchnął ciężko i przeczesał palcami swoje włosy, wprowadzając sobie na głowie artystyczny nieład - który zresztą już po chwili i tak wrócił mniej więcej do stanu wyjściowego, jeżeli nie liczyć paru zbuntowanych kosmyków.
-Wzajemnie. Chyba że będzie to jakiś demon, bo w takim wypadku masz moje błogosławieństwo- rzucił, zmuszając się do obdarowania brata lekkim uśmiechem, starając się zachowywać... Na tyle naturalnie, na ile było to możliwe w takich okolicznościach. Odprowadził Todda wzrokiem, po czym przeniósł spojrzenie z powrotem na telewizor. Dopiero po kilku sekundach ponurego wpatrywania się w ekran w końcu wyłączył urządzenie i odrzucił pilot na kanapę.
Cudownie, po prostu cudownie.
Teraz Dickowi nie pozostawało już wiele więcej, jak tylko w końcu założyć na twarz maskę, dokonać szybkiego przeglądu sprzętu - wliczając w to nowy i zapewne chwilowy nabytek, czyli jeden z mieczy Jasona - i mógł wychodzić. Nie musiał zabierać ze sobą nic więcej, bo w rezydencji tak czy siak trzymał część swoich rzeczy - ot, tak na wszelki wypadek... Na przykład właśnie taki, jak ten.
Tym razem Nightwing zmuszony był skorzystać z samochodu - dobrze zakamuflowanego, by w razie czego nie wzbudzał żadnych podejrzeń - który skierował prosto do Batcave. Zakładał, że dotrze na miejsce pierwszy, skoro Red Hood musiał zrobić jeszcze przystanek u siebie.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Jedna z kryjówek Nightwinga   

Powrót do góry Go down
 
Jedna z kryjówek Nightwinga
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Co dwie głowy, to nie jedna...
» 'Wendy, jedna dziewczynka jest lepsza niż dwudziestu chłopców.'
» Toron, jedna z sów Hogwartu
» Wejście do kryjówki Ghosta w piwnicy.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Justice League :: Stany Zjednoczone :: Gotham City-
Skocz do: