PBF osadzony w świecie komiksów DC.
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Mroźne Piękno

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lucifer Morningstar
Admin


Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 25

PisanieTemat: Mroźne Piękno   Wto Lis 11, 2014 11:51 am



Zamarznięta kraina, w której noc panuje praktycznie zawsze - jednakże wyjątkowo jasna, gdyż widniejący na usianym gwiazdami niebie księżyc wypuszcza z ust "dym" przechodzący w coś na kształt zorzy polarnej, która rozświetla okolicę. Jej blask odbija się od pokrywającego niemalże każdą powierzchnię lodu, tym samym nadając otoczeniu wręcz magiczne barwy.
W centrum tego wszystkiego - pomiędzy zamarzniętymi skałami - leży natomiast... Wielki statek w butelce. Nie posiada może wymiarów prawdziwego okrętu, ale i tak na wysokość sięga przynajmniej wzrostu przeciętnego dorosłego mężczyzny - albo i nieco wyżej.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos


Ostatnio zmieniony przez Lucifer Morningstar dnia Pią Lis 28, 2014 12:21 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hal Jordan



Liczba postów : 37
Data dołączenia : 01/04/2013

PisanieTemat: Re: Mroźne Piękno   Sro Lis 26, 2014 8:53 pm

Wbrew obawom Hala, otaczanie kopuły osłoną, przy użycia pierścienia, szło łatwo i bezproblemowo. Raczej nie zanosiło się na wybuch, a kopuła zachowywała się tak jak wcześniej. Co nie znaczyło jednak, że to się uda. W końcu będzie musiał stworzyć konstrukcję wokół całej bariery, a to nie będzie takie prosto. Star City nie jest przecież małym miastem, a dużą metropolią. Jordan wątpił więc, by jego koncentracja i moc pierścienia wystarczyły. A nawet zakładając, że coś by z tego wyszło, to otoczona byłaby tylko zewnętrzna strona. Miasto znajdujące się pod kopułą mogłoby zostać doszczętnie zniszczone przez wybuch. Na myśl o tym Halowi aż ciarki przeszły po pleckach. Tyle osób by wtedy zginęło, a oni nic nie mogliby już z tym zrobić. Uch, miał już w głowie obraz tych wszystkich zniszczeń i... nie, musiał myśleć o czymś bardziej pozytywnym. Wyrzucił więc ten obraz z głowy i zaczął myśleć o tym, że wokół jest ładna pogoda, ptaszki śpiewają, a on i jego przyjaciele znów robią wszystko, by uratować ludzkość. Och, tak, świat jest piękny.
Niedane mu było jednak długo zachwycać się tym pięknem, bo wykonywanie zielonej konstrukcji zostało zaraz przerwane. A mianowicie, w kopule pojawił się otwór, do którego Jordan został szybko wciągnięty. Osłona, którą zdążył do tej pory stworzyć zniknęła w mgnieniu oka, a sam Lantern już po chwili był po drugiej stronie. Mocno zszokowany patrzył, jak wyrwa się zamyka. A kiedy już ochłonął, zamierzał krzyknąć do towarzyszy, by nie ruszali mu z pomocą, ale Barry był za szybki. Już kilka sekund po 'wessaniu' Hala, jego przyjaciel stał obok niego. Cały i zdrowy, na szczęście.
-Przynajmniej nie wybuchła - zauważył Harold, jakby całkiem nie przejmując się faktem, że są w jakiejś dziwnej, nieziemskiej krainie, a zakłopotanie na jego twarzy szybko zmieniło się w nieznaczny uśmiech. -Zostawiłeś tam Dianę samą? Poradziłbym tu sobie - powiedział pewny siebie. Choć tak naprawdę cieszył się z tego, że Allen był tu z nim.
I dopiero wtedy znalazł czas, by się rozejrzeć. Wrócił zdziwiony wyraz twarzy, a Hal zerkał to na prawo, to na lewo, to w górę, podziwiając te góry lodowe, ten... zorzowy dym i wszystko inne, co się tu znajdowało. Włącznie z wielkim statkiem w butelce. I takie rzeczy nie dziwiłyby Jordana, w końcu wiele już widział, podróżując po całym wszechświecie, tylko że spodziewał się Star City. A to nie było Star City, prawda?


Ostatnio zmieniony przez Hal Jordan dnia Czw Lis 27, 2014 5:39 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Barry Allen



Liczba postów : 14
Data dołączenia : 12/08/2014

PisanieTemat: Re: Mroźne Piękno   Czw Lis 27, 2014 5:24 pm

Allen musiał przyznać, że trochę spanikował. Może gdyby chociaż wiedzieli, czym była ta cała kopuła, skąd się tu wzięła i jak działa, to prawdopodobnie byłby nieco spokojniejszy. A tak nie miał czasu na przemyślenia, czas specjalnie dla niego nie zatrzyma się i mu na to nie pozwoli. Stąd ta nagła i bądź co bądź nieroztropna decyzja o dostaniu się na teren ogrodzony tajemniczą konstrukcją. Tak, jak blondyn podejrzewał, bariera zareagowała na ponowny dotyk, nie była jednak wystarczająco szybka, by móc go chociaż musnąć. Tym właśnie sposobem, w celu uratowania, względnie wyciągnięcia stąd przyjaciela, znalazł się w centrum Star City. O ile w ogóle to miejsce można było tak nazwać.
Z bardzo mieszanymi uczuciami, laborant rozejrzał się wokoło jeszcze nim znalazł się na twardym gruncie. Zdziwiła go wszechogarniająca ciemność, rozświetlana jedynie tymi niespotykanymi, złudnie przypominające zorzę polarną, oraz cały ten niecodzienny krajobraz. Niemal od razu odczuł panujący tu chłód, na szczęście jego kostium był dostosowany do ekstremalnych temperatur (specjalne podziękowania należą się oczywiście Kapitanowi Coldowi i Heat Wave’owi). Niemniej, mogło się to okazać dla niego zgubne, zważywszy na to, że zimno szybkości nie sprzyja. Spodziewał się raczej zobaczyć mniej lub bardziej zdewastowane miasto, ale do głowy by mu nie przyszło, iż wylądują oboje na takim odludziu. A przynajmniej w pierwszym momencie dawało wrażenie całkiem opuszczonego. Znając ich szczęście, zapewne wkrótce się to zmieni. Ale do rzeczy.
Po względnie bezpiecznym lądowaniu, pierwsze co znalazł się przy Lanternie. Pierwszy szok jeszcze nie do końca minął, przez co mógł wyglądać dość niewyraźnie. Spostrzeżenia Hala niewiele zmieniło.
- Niespecjalnie mnie pocieszyłeś… - mruknął cicho, krzyżując ramiona na torsie i starając się skupić na myśli, że przynajmniej z Jordanem wszystko jest w porządku. Jego następne słowa tylko go w tym mniemaniu utwierdziły.
- Bez takich. – zganił go. – Zresztą, nie wmawiaj mi, że Ty postąpiłbyś inaczej. A Diana postara się teraz sprowadzić jakąś pomoc i być może nas stąd wyciągnie… Gdziekolwiek byśmy się teraz nie znajdowali. – po raz wtóry Flash rozejrzał się wokoło, przygryzając nieco dolną wargę.
- Proszę, powiedz mi przynajmniej, że to jakiś z sektorów, które znasz. – dodał, masując skroń. Powinni w miarę szybko jakoś się zorganizować i prędzej czy później nieco rozejrzeć po tej interesującej okolicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin


Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 25

PisanieTemat: Re: Mroźne Piękno   Pią Lis 28, 2014 12:59 pm

Pomijając mróz i powiewający między skałami nieprzyjemny, ostry wiatr - no i oczywiście kwestię zagubienia w obcym świecie - okolica nie wydawała się być aż taka zła. Dziwna, to na pewno, w dodatku podejrzana, ale przynajmniej jak do tej pory nic jeszcze nie przybyło, aby zaatakować bohaterów... Co do jednego Barry miał jednak rację - nie pozostali sami na długo.
Spomiędzy głazów - po przeciwnej stronie statku w butelce - wyjrzały na nich duże, zielone, lecz aktualnie przede wszystkim przestraszone oczy. Należały one do jasnowłosej dziewczyny w wieku mniej więcej dwudziestu lat, plus - minus. Stanowczo nie była ubrana odpowiednio na taką pogodę; może i miała na sobie bluzę, ale raczej niezbyt grubą, a i jeansowe spodnie pewnie też nie oferowały jej dużo ciepła... Dłonie starała się grzać w rękawach i kuliła się wyraźnie. Obserwowała bohaterów - ale milczała. Właściwie powodem mogło być to jak bardzo się trzęsła i jak sine miała już wargi...

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hal Jordan



Liczba postów : 37
Data dołączenia : 01/04/2013

PisanieTemat: Re: Mroźne Piękno   Pią Gru 05, 2014 8:23 pm

Zdziwienie Hala szybko minęło i przerodziło się raczej w ciekawość. W końcu odwiedził już wiele dziwnych miejsc, ale teraz nie miał pojęcia gdzie są. A fakt, że nie znajdowali się teraz w Star City (chyba) łatwo dało się wytłumaczyć. Może ta wyrwa w barierze to był po prostu jakiś teleport, który przeniósł ich na inną planetę. Ewentualnie do innego wymiaru. Tak, to pewnie to właśnie się stało. Ale pozostawał jeszcze jeden problem - bo gdzie oni, do cholery, się teraz znajdowali?
-To jakiś z sektorów, które znam - spełnił prośbę przyjaciela i uśmiechnął się w jego stronę. No co? Zawsze jest czas na nieśmieszne żarty, nawet podczas pobytu w jakimś dziwnym, skutym lodem miejscu, które na pewno nie było Star City. -Pierścień, gdzie jesteśmy?
Wyciągnął rękę przed siebie, by ułatwić skanowanie okolicy, czekając na odpowiedź pierścienia. Pierścień wie wszystko co wiedzą Strażnicy, a Strażnicy wiedzą wszystko, więc na pewno zaraz dowiedzą się czegoś o tym miejscu.
Chociaż... skanowanie trwało stosunkowo długo, jak na pierścień Latarni. Podejrzane. Kiedy tak czekali, w oddali Jordan dostrzegł kobietę. Młodą, bladą i wyraźnie zmarzniętą. Hal spojrzał na Barry'ego, potem znów na dziewczynę i podszedł do niej.
-Heej, jestem Hal, a to Barry. Wszystko okej? - powiedział zmartwiony Lantern, szybko materializując w jej pobliżu zielony koc. Może od niej dowiedzą się czegoś o tym miejscu. I o tym, co stało się ze Star City.


Ostatnio zmieniony przez Hal Jordan dnia Pon Gru 08, 2014 3:38 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Barry Allen



Liczba postów : 14
Data dołączenia : 12/08/2014

PisanieTemat: Re: Mroźne Piękno   Nie Gru 07, 2014 4:19 pm

Jak wielu Allen dziwnych i niecodziennych rzeczy nie widział, tak w przeciwieństwie do przyjaciela nadal był nieco zszokowany. Prawdę mówiąc, nie czuł się tutaj swobodnie. Kraina przypominała taką, jakie najczęściej widuje się w snach, albo na ekranach telewizorów, słowem – była po prostu nierealna. Blondyn nie był również przyzwyczajony do lądowania w nieznanych sobie wymiarach bez wcześniejszego uprzedzenia. Był jakiś taki nieswój, dlatego też postanowił nie oddalać się od Lanterna. Nie to, by sam był bezbronny. Chodziło bardziej o przeczucie, które nadal nękało jego biedny żołądek. Przeczucie, które próbowało przed czymś go przestrzec. Tym sposobem stał tam razem z Halem, gotowy w każdej chwili zacząć walkę, cokolwiek by ich nie zaatakowało.

W pierwszej chwili, słysząc odpowiedź towarzysza, spojrzał na niego, marszcząc nieco brwi. Dopiero po kilku sekundach zrozumiał, że miał być to nie śmieszny żart. – A znasz może pojęcie „pytanie retoryczne”? – mimo, że chciał wyglądać na poważnego, to i tak nie mógł powstrzymać  tego lekkiego uśmiechu.

Gdy Jordan użył pierścienia, niebieskooki z nieukrywaną ciekawością i niecierpliwością wyczekiwał odpowiedzi. Chciał wreszcie dowiedzieć się co się tutaj tak właściwie działo. Co to za miejsce, jak się tutaj znaleźli. Co prawda, miał już kilka teorii na ten temat, ale to mu nie wystarczało.

Dostrzegłszy jakiś ruch, Barry mimowolnie przyjął pozycję obronną, nie będąc pewnym, czy był to tylko wiatr, czy może coś całkiem innego. Nie mylił się, chociaż akurat kogoś takiego się nie spodziewał. Lazurowy wzrok spoczął na młodej, wystraszonej dziewczynie. Trudno było mu powiedzieć, skąd akurat ona się tutaj wzięła. Co gorsza, nie potrafił powstrzymać się przed dalszymi podejrzeniami dotyczącymi jej zamiarów. Wyczuwał jakiś podstęp, a jednocześnie był na siebie zły za brak zaufania do owej osóbki. Podszedł więc do niej dopiero wtedy, kiedy to pilot zdecydował się zaproponować jej pomoc. Słysząc, jak ten zdradził ich imiona, przygryzł język. W późniejszym czasie nie obejdzie się bez reprymendy. W końcu, nie dla zabawy nosili maski.

- Witaj. – pozdrowił nieznajomą, kąciki jego ust powędrowały ku górze w nieco sztucznym uśmiechu. – Nie potrzebujesz aby pomocnej dłoni? – zapytał. Tak, jak i brunet, Flash łudził się, iż może chociaż ona będzie w stanie powiedzieć im skąd to wszystko się tutaj wzięło i czyja to była sprawka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin


Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 25

PisanieTemat: Re: Mroźne Piękno   Wto Gru 09, 2014 12:03 pm

Może i wszystko wskazywało na to, iż bohaterowie najwyraźniej nie znajdowali się już w Star City - jednakże pierścień w dalszym ciągu uważał, że i owszem, właśnie tam wciąż przebywali. Skanowanie rzeczywiście chwilę mu zajęło... Czy istniała więc szansa, że się pomylił? Coś na niego wpłynęło? A może miał rację - i to BYŁO Star City, tylko w jakiś sposób odmienione...?
Dziewczyna natomiast w pierwszej chwili zdawała się być jeszcze bardziej przestraszona otrzymywanym zainteresowaniem - jednakże na pojawienie się koca zareagowała natychmiast, sięgając po niego i w miarę możliwości jak najbardziej szczelnie się nim opatulając. Jej spojrzenie przesunęło się między Latarnią i Flashem - i z powrotem, a potem jeszcze raz. Pomimo okrycia zdawała się drżeć jeszcze mocniej, być może teraz dodatkowo z rosnącego zdenerwowania. Otworzyła usta, aby coś powiedzieć - lecz zamiast słów wyrwał się z nich cichy szloch i w następnym momencie dziewczę wtulało się już w Hala, łkając przy tym otwarcie.
-Nie... Nie wiem co się... Co się...- kolejne fragmenty jej wypowiedzi przerywane były gwałtownym nabieraniem powietrza i rzecz jasna płaczem. Cóż, przynajmniej wyglądało na to, że nie trzeba się będzie martwić o to zdradzenie jej imion bohaterów; w tym stanie raczej i tak do niej nie dotarły, a nawet jeśli, to pewnie już o nich zapomniała.
-Oglądałam... Telewizję, a potem... Nagle... Jak gdybym się wyłączyła i obudziłam się tutaj, sama...- wyjaśniła nieskładnie, kręcąc przy tym głową dla podkreślenia swych słów. Gdzieś w tle - oprócz świstu wiatru - dało się natomiast dosłyszeć coś jeszcze: cichy odgłos, być może... Pękania?

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Green Arrow



Liczba postów : 72
Data dołączenia : 23/05/2013

PisanieTemat: Re: Mroźne Piękno   Wto Gru 16, 2014 9:44 pm

Green Arrow nie czuł się najlepiej, gdy wpadł do wody ratować Kanarka, bo poważnie go zamroczyło. Nie musiał się już martwić dziwnymi owadami, ale stracił z oczu ukochaną. Nie był również do końca świadomy, gdzie woda go poniosę, czy gdzie sam dopłynie. Blondyn dopiero odzyskał pełną świadomość leżąc na krze. Oliver podniósł się zmarznięty oglądając teren wokół siebie. Okolica była całkiem inna od zielonej doliny, którą niedawno opuścił. Tu był tylko śnieg, mróz i zimne wiatry gnane po nagich skałach. Skórzany strój nie był najlepszy na te warunki, jednak wystarczał, by nie zginąć z wyziębienia.

W oddali można było usłyszeć jakieś głosy. „Najwyraźniej, wciąż nie opuściłem tej dziwnej krainy, czy tego innego Star City” - pomyślał. Strzelec rozciągnął się by się rozgrzać i ruszył po grubym lodzie przed siebie. Zbliżając się do źródła odgłosów zdołał dojrzeć statek w butelce wielkości dość wysokiego człowieka. Jednak ta „anomalia” nie była najważniejsza, kluczowe były trzy postacie przy jednej ze skał. Z tej odległości nie można było ocenić, kto to jest konkretnie, ale stroje i płeć każdy by rozpoznał. Stał tam powiernik zielonej latarni, któryś z bohaterów z „Flash” w przydomku i jasnowłosa dziewczyna. Queen czym prędzej ruszył w ich stronę.

— Hal, Barry co wy tu robicie? Po co aż trzech członków Ligi do jednej bariery? I kim ona jest? — Łucznik widząc członków JL od razu przeszedł do kluczowych pytań.
Szybko się okazało, że odpowiedzi nie są teraz najważniejsze. Zielona Strzała słyszał w tle wiatru odgłosy pękania.
— Coś pęka i wątpię by to był lód. To pewnie ta tajemnicza butelka — miliarder zagadnął do przyjaciół.

Brodacz nie czekając na reakcję trójki ruszył w kierunku tajemniczej butelki i jeszcze bardziej tajemniczej zawartości, zatrzymując się przy jednej ze skał. Chciał mieć w razie komplikacji osłonę.

Zgodnie z poleceniem Lucka odpisik tutaj
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Barry Allen



Liczba postów : 14
Data dołączenia : 12/08/2014

PisanieTemat: Re: Mroźne Piękno   Wto Gru 23, 2014 2:16 pm

Obecność bezbronnej dziewczyny akurat w tym miejscu i czasie mogła im nieco utrudnić powierzone im zadanie, ale wyglądało na to, iż nie mieli wyboru. Czyli podsumowując – znajdowali się w nieznanym sobie miejscu, około połowę Star City szlag trafił, a na dodatek mieli jeszcze na głowie cywila. Zapowiadał się iście cudowny dzień, nie ma co. W dodatku, pierścień uparcie utrzymywał, że wciąż pozostawali w tym samym mieście. Może więc cały ten niecodzienny krajobraz, który ich otaczał był zaledwie iluzją? Czy coś podobnego byłoby możliwe? A może zostali przeniesieni do innej przestrzeni, czy wymiaru, acz pozostali w tym samym miejscu..? Możliwości było naprawdę od groma, ale która z nich była tą właściwą? Nieprzyjemne uczucie niepewności ścisnęło żołądek herosa. Blondyn odetchnął głęboko zimnym powietrzem. Postanowił skupić się na pozytywach. Wszystko, byleby nie przestraszyć dodatkowo ich nowej towarzyszki, a tym samym nie pogorszyć swojej sytuacji.

Barry cierpliwie wysłuchał nieznajomej, potakując co jakiś czas, na znak, że zrozumiał. Może i to, co dziewczyna wiedziała nie okazało się jakoś specjalnie pomocne, ale przynajmniej dowiedzieli się jednego – cokolwiek się tutaj nie wydarzyło, musiało być dziełem kogoś naprawdę potężnego. Czyżby była to kolejna próba przejęcia władzy na Ziemi przez najeźdźców z kosmosu? A może to ktoś z wewnątrz pokusił się na coś podobnego? Allen pozwolił sobie westchnąć cicho. Wychodziło na to, iż zmuszeni byli przygotować się na wszystko, czegokolwiek los by im nie zgotował.

Widząc, jak kobieta nadal trzęsie się, trudno powiedzieć, bardziej z zimna czy podenerwowania, poprawił zielony koc na jej barkach i położył jej dłoń na ramieniu.
- Spokojnie,  oddychaj głęboko.- mruknął cicho, używając nieco głębszego niż zazwyczaj głosu. Flash z doświadczenia wiedział, że dzięki podobnemu zabiegowi znacznie łatwiej przychodziło mu kogoś uspokoić. – Cokolwiek by się nie stało, nie musisz się już bać. Jesteśmy z Tobą, widzisz? W razie czego, obronimy Cię i wyciągniemy stąd Ciebie i innych. – obiecał.

Słysząc odgłos kroków, laborant odwrócił się szybko, nie będąc pewnym, kogo tym razem dane im będzie spotkać. Gdy dostrzegł w oddali swojego przyjaciela, zamrugał kilkakrotnie. Nie czekając ani sekundy dłużej, podbiegł do niego, zadając na raz kilka pytań.
- Gdzieś Ty się podziewał? I co robiłeś przez cały ten czas? Zdążyłeś się czegokolwiek dowiedzieć? I czemu tak właściwie jesteś cały mokry? – niebieskooki zapomniał się trochę i przez dłuższą chwilę nadawał niczym katarynka. Wreszcie, potrząsnął głową. – Nie ważne, później się wytłumaczysz. – stwierdził. – A co możemy tutaj robić? Szukamy Ciebie i Dinah. Co prawda, nie planowaliśmy tutaj wchodzić, obawiając się, że kopuła może wybuchnąć, ale potem jakoś samo tak wyszło… - potarł szyję, czując niezręczność. Przez moment zastanowił się także – czy naprawdę nikt oprócz niego nie dbał tutaj o fakt, iż mieli między sobą cywila, który przez przypadek mógłby usłyszeć ich imiona? Jasne, kryzys to jedno. Ale on kiedyś się skończy, a po nim będą musieli cierpieć przez własne głupie błędy.

Odgłosy pękania dochodzące z oddali wcale nie poprawiły mu humoru. Bohater wysłuchawszy GA kiwnął głową i wrócił do pozostałej dwójki.
- Nie chciałbym wam przerywać, ale wygląda na to, że musimy się ewakuować. – zakomunikował szybko, rozglądając się równocześnie za Ollie’m. Ponaglił ich jeszcze i już chwilę potem znalazł się u boku łucznika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin


Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 25

PisanieTemat: Re: Mroźne Piękno   Sro Sty 07, 2015 12:50 pm

Z każdą chwilą całe to miejsce coraz bardziej przyprawiało o dreszcze - i to bynajmniej nie z powodów o naturze czysto paranoicznej... Choć w pierwszej chwili tak właśnie mogłoby się wydawać. Wyglądało na to, że księżyc rozchylił lekko powieki - a raczej, cóż, przynajmniej tę jedną powiekę, którą było widać - i teraz zerkał ze znudzeniem w dół... Zapewne na grupkę ludzi, bo cóż innego mogłoby tutaj przykuć jego uwagę?
Warstwa lodu pod stopami drużyny musiała być bardzo gruba - to akurat łatwo dało się poznać chociażby po jej kolorze i po tym, jak stabilnie i pewnie się prezentowała. Mimo to w pewnym momencie pod nią przemieszczać się zaczął jakiś cień... A potem jeszcze jeden i kolejny... Kształtem przypominały ryby, choć krawędzi miały zamazane przez odległość i zniekształcone przez lód. Tak czy inaczej: były to wielkie ryby. Orki, rekiny? Coś podobnego? Wszystkie kołowały mniej więcej pod bohaterami i ich chwilową podopieczną. To nie wyglądało na przypadek.
Jak gdyby to nie wystarczyło, z butelką rzeczywiście coś było chyba nie tak. Jeden z jej boków zawierał głęboką rysę, która powoli, ale stopniowo i niezmiennie wędrowała dalej. Póki co całość się jeszcze trzymała, ale jak długo? I czy miało to w ogóle jakieś znaczenie - czy też można to było zignorować?
Nawiasem mówiąc, obecność cywila rzeczywiście wcale nie pomagała. Trzeba przyznać, że dziewczyna nie panikowała aż tak bardzo, jak pewnie miałaby prawo w takiej sytuacji - być może zdążyła się już trochę do niej przyzwyczaić, pogodzić się z losem. Mimo to z jej oczu w dalszym ciągu płynęły łzy i wodziła przestraszonym spojrzeniem między bohaterami. Ile zapamięta z ich rozmowy? W tym stanie trudno powiedzieć.
W końcu jednak nastąpiło nieuniknione - pod powierzchnią lodowej pokrywy rozległo się uderzenie, które właściwie dało się bardziej wyczuć, aniżeli usłyszeć. Jedna z rybek musiała zdecydować się spróbować szczęścia. Podłoże dzielnie to zniosło, przynajmniej na pozór; kto wie co działo się z jego spodnią stroną?

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hal Jordan



Liczba postów : 37
Data dołączenia : 01/04/2013

PisanieTemat: Re: Mroźne Piękno   Czw Sty 08, 2015 5:17 pm

Faktycznie zdradzenie imion superbohaterów nie było najmądrzejszym posunięciem. Ale wymsknęło mu się, każdy ma czasem gorszy dzień. Podczas misji na innych planetach, Hal często używał swojego prawdziwego imienia, bo tam nikogo nie obchodziło kim tak naprawdę jest jeden z wielu Zielonych Latarni. A że okolica wydawała się niezwykle kosmiczna, taka sytuacja nie była niczym dziwnym. Poza tym, może ta kobieta jest kosmitką, która tylko wygląda jak człowiek? Zresztą teraz to i tak nieważne, bo pewnie już zapomniała o imionach, jakie podał Jordan. Była wyraźnie przestraszona i zmarznięta, pewnie nie obchodziło ją teraz jak mają na imię superbohaterowie, którzy przybyli ją ratować. Poza tym, mieli na głowie ważniejsze sprawy, które wymagały ich uwagi. I tym razem to wcale nie było to, że całkiem atrakcyjna kobieta wtulała się w Lanterna.
Pierścień wciąż twierdził, że znajdują się w Star City. Kilka ponownych skanowań i wciąż ten sam rezultat. Czy to możliwe? Może to jest Star City, ale jakoś dziwnie zmienione? To nawet miałoby sens. W końcu nie wiadomo, co działo się pod kopułą, która mogła przecież przemienić miasto w... to coś, a oni wcale nie są w kosmosie czy innym wymiarze, a na Ziemi? Hal coraz bardziej oswajał się z tą myślą i już zastanawiał się, co będą musieli zrobić, by przywrócić miasto do 'stanu używalności'. I czy jest to jedyny przypadek, czy w innych miastach też dzieje się coś takiego. Podczas tych rozmyślań, rozglądania się po okolicy i słuchania przyjaciela, w okolicy pojawiła się kolejna osoba. Oliver Queen. Oto znalazła się ich zguba. Razem z nowopoznanym cywilem, Hal ruszył w jego stronę.
-Hej, Ollie! - powiedział z uśmiechem na ustach, tym razem specjalnie już zdradzając imię bohatera. On też nazwał ich po imieniu, co tym razem lekko zirytowało Jordana. Ziemianka mogła faktycznie zapomnieć już o tym, jak wcześniej się przedstawili, ale teraz wyglądało to, jakby członkowie Ligi naprawdę chcieli ujawnić tej kobiecie swoje imiona. Szybko rzucił więc Arrowowi wrogie spojrzenie i wrócił do istotniejszych spraw. Później pewnie jeszcze poniosą konsekwencje za swoją, no cóż, głupotę, ale nie czas na rozmyślanie o tym. Pozwolił Barry'emu zadawać odpowiednie pytania i wyjaśniać ich obecność, a sam tylko czekał na odpowiedzi.
-Zamiana twojego miasta w jakąś dziwną lodową krainę to niewystarczający powód? - uniósł jedną brew. Według Hala trzech członków Ligi to w sam raz na ratowanie takiej sytuacji. Chciał jeszcze odpowiedzieć na kolejne z pytań łucznika, ale kiedy tylko usłyszał te dziwne odgłosy pękania, postanowił unieść w górę siebie i ich 'przyjaciółkę'. Tak na wszelki wypadek, żeby nie wpaść do wody. Szybko jednak domyślił się, że ten dźwięk wcale nie ma związku z pękającym lodem, bo łatwo było dostrzec rysę, która pojawiła się na boku tej dużej butelki. Nie do końca wiedział jaki będzie tego skutek i czy stanowi to jakieś zagrożenie, ale niefajnie to wyglądało.
Na domiar złego - gdy Lantern chciał wylądować - dostrzegł, że pod powierzchnią lodu coś się ruszało. I to coś wyglądało jak dość duże ryby, które krążyły wokół nich i pewnie z chęcią przebiłyby pokrywę i zjadły kilku superbohaterów. Więc teraz lepiej jednak zostać w powietrzu. Kiedy grunt zatrząsł się wskutek uderzenia, Hal tylko umocnił się w tym przekonaniu i pomógł też swoim towarzyszom, unosząc ich w powietrze.
-Powiedz mi, Barry, gdzie dokładnie chcesz się ewakuować? - kiedy to mówił, już powoli oddalał się od miejsca, w którym przed chwilą stali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Green Arrow



Liczba postów : 72
Data dołączenia : 23/05/2013

PisanieTemat: Re: Mroźne Piękno   Nie Sty 18, 2015 1:05 pm

— Ja, cóż byłem tutaj, tylko trochę dalej. Badałem z Kanarkiem barierę, wylądowaliśmy w bardziej tropikalnych klimatach, a niedaleko nas była panna Quinn. Jedyne co usłyszałem to, to że jesteśmy dalej w Star City. A mokry jestem z powodu Dinah, ona wpadła do wody. Ja… chciałem ja ratować, ale skoro wypłynąłem tutaj, to ona też mogła gdzieś wypłynąć… — Oliver na chwilę przerwał odpowiedź, by za chwilę zwrócić się do Jordana:

— Właśnie, mojego miasta Lantern. Za krajobraz wokół, raczej odpowiada zewnętrzna siła i ktoś powinien badać kopułę, nie koniecznie będąc w środku. Ale teraz jesteśmy tu wszyscy, a jakieś ryby chcą zjeść nas na deser.

Pod pokrywą lodową ogromna ryba próbowała rozbić lód, by móc dostać się do ludzi, a rysa na tej dziwnej, ogromnej butelce wciąż się powiększała. Łucznik nie mógł strzelać, bo by pomógł zwierzętom, musiał tylko patrzeć i czekać. Dobrze, że nauczył się być cierpliwym, inaczej czwórka ludzi mogła być już pod wodą. Sytuacja była patowa, a  pośrodku tego szaleństwa znajdował się cywil. Zielona Strzała nie lubił, gdy w czasie misji musiał się przejmować jednym bezbronnym obywatelem. Oni nigdy nie potrafią usiedzieć w miejscu. Na szczęście blondynką zajmował się Hal, więc GA i Flash mogli zając się zbliżającym zagrożeniem.

Czekanie zostało przerwane, bo nagle i Allen i Olli unieśli się w powietrze, a zielony promień, który ich unosił jasno wskazywał winowajcę.

— Lantern!! Wiesz, że nienawidzę z zaskoczenia latać. I nie myśl sobie, że poradziłbym sobie tam na dole. Ale, skoro już tak lubisz ratować bohaterów, to użyj tej swojej błyskotki i sprawdź, co to za ryby i co jest w butelce oprócz statku. O, ile ten pierścionek tyle potrafi — blondyn zagadnął do Jordana.

— A ty Flash, rzeczywiście, gdzie chcesz się ewakuować? Jesteśmy w jakiejś  pokręconej wersji Star City i jedyne co tu możemy znaleźć to tylko inne anomalie. Musimy poradzić sobie tutaj — dodał po chwili strzelec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin


Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 25

PisanieTemat: Re: Mroźne Piękno   Czw Sty 29, 2015 2:24 pm

Zgaduję, że Barry już w tej kolejce nie odpowie. Tak pozwolę sobie przypomnieć, że na moich sesjach nie obowiązuje kolejka, więc nie musicie się sztywno trzymać tego, kto po kim pisze. Byle każdy wrzucił post pomiędzy moimi mg.

***

Uderzenie ze strony jednej z domniemanych ryb wyraźnie ośmieliło jej koleżanki - gdyż zaraz potem kolejne kształty zaczęły z rozpędu trafiać w pokrywę lodową, starając się ją przebić. Póki co nie dawało to większych efektów, lecz te stworzenia zdawały się być naprawdę całkiem spore, więc być może miały jakieś szanse na powodzenie... Szczególnie, że dość szybko nauczyły się, by celować w jeden punkt.
To nie wróżyło dobrze.
Wywoływane tymi ciosami drgania podłoża nie wpływały najlepiej na i tak już pękniętą butelkę. Widoczne na niej głębokie rysy stopniowo wędrowały dalej - teraz nawet trochę szybciej niż uprzednio. Może nie miało to żadnego znaczenia - tak przynajmniej podpowiadała logika - ale z drugiej strony cała ta sytuacja i kraina, w której się znajdowali chyba nigdy nawet nie stały obok logiki... Więc być może jednak wypadałoby jakoś tę butelkę zabezpieczyć - albo chociaż zbadać.
W powietrzu drużyna mogła się poczuć stosunkowo bezpiecznie, lecz z drugiej strony: co dalej? Dokąd mieliby się udać? Z góry dane im było dojrzeć, iż lód ciągnie się daleko, miejscami przetykany połaciami wody...

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hal Jordan



Liczba postów : 37
Data dołączenia : 01/04/2013

PisanieTemat: Re: Mroźne Piękno   Pon Lut 16, 2015 4:27 pm

Sytuacja pod powierzchnią nie wyglądała zbyt sympatycznie. 'Rybki' się zgrały i już wszystkie uderzały w jeden punkt na lodowej pokrywie. Wyglądało na to, że niedługo mogą się przebić, a to nie byłoby fajne... gdyby znajdowali się na ziemi. Na szczęście grupa bohaterów (i cywil) unosiła się w powietrzu, więc nie musieli przejmować się tym, co dzieje się pod nimi. Mimo to jednak Hal uniósł ich trochę wyżej, tak na wszelki wypadek, gdyby te stworzenia chciały poskakać. I kiedy tak latali i słuchali tego, co miał do powiedzenia Arrow, Lantern spojrzał na kobietę, która wyglądała teraz na jeszcze bardziej przerażoną niż wcześniej. No tak, mógł ją ostrzec, że zaraz się wzniosą. No ale trudno, mieli teraz ważniejsze sprawy niż uspokajanie jednego cywila, który jest tu z nimi.
-Tak się składa, że badałem kopułę od zewnątrz i wcale nie zamierzałem wchodzić do środka. Później jednak trochę bardziej mnie to wciągnęło - Hal nie zamierzał tłumaczyć Oliverowi tego żartu, choć pewnie wcale go nie zrozumiał. Nieważne, przynajmniej Lantern był usatysfakcjonowany, że po raz kolejny rzucił jakimś nieśmiesznym żartem. Mimo iż nie była to pora na takie rzeczy.
Hal spojrzał na butelkę, rysy się powiększały, tym samym informując bohaterów, że coś jest nie tak. Jakby nie mieli wystarczająco dużo problemów. Cóż, to będzie chyba ich cel podróży. Od czegoś trzeba zacząć badanie tego miejsca i szukanie odpowiedzi, a pękająca wielka butelka wydawała się do tego odpowiednia.
-Może byśmy tak polecieli tam i sprawdzili o co chodzi? - powiedział, gdy usłyszał kolejny odgłos pękania i nie czekając na zgodę towarzyszy, zaczął lecieć wraz z nimi w tamtą stronę.
Nie ukrywał, że był tą sytuacją całkiem podekscytowany - zmartwiony, ale podekscytowany. Nie próbował nawet powstrzymać tego delikatnego uśmiechu, który pojawiał się na jego twarzy, a niezbyt pasował do obecnej scenerii.
Słysząc słowa Green Arrowa, Hal od razu wycelował pierścieniem w ziemię pod nimi, później w butelkę i kilka innych bardziej wyróżniających się elementów krajobrazu.
-Pierścieniu, jeśli jest cokolwiek, co możesz mi powiedzieć o tym miejscu, chcę to usłyszeć
Wątpił, że to cokolwiek da. Gdyby pierścień znalazł jakieś dane, powiedziałby o tym Halowi wcześniej, gdy pierwszy raz skanował to miejsce. Teraz spodziewał się raczej kolejnej informacji o tym, że znajdują się w Star City.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Green Arrow



Liczba postów : 72
Data dołączenia : 23/05/2013

PisanieTemat: Re: Mroźne Piękno   Wto Lut 17, 2015 3:30 pm

Oliver nie zamierzał odpowiadać na zaczepki Jordana, szczególnie, że nie chciałby stać się obiektem testów podczas tego wymuszonego lotu. Unosząc się w powietrzu dzięki sile zielonego pierścienia łucznik nie mógł zbyt wiele zrobić. Widok z góry nie poprawił jego humoru, bo jak okiem sięgnąć wszędzie rozciągał się lód, a jedyne wyróżniające się miejsce było pod stopami trójki bohaterów i przestraszonej blondynki. Hal przeleciał kolejne kilka metrów w stronę pękającej butli, by ją zbadać. Należało czekać na informacje od pierścienia woli, jednak Green Arrow nie zamierzał tak latać, nie mając wpływu, na to, co się z nim dzieje.

— Lantern, opuść mnie na dół, za butelkę. Będę stamtąd pilnował naszych rybek i miał czujne oko na ten stateczek. W razie czego przypnę się do jakiejś skały i podciągnę lub niestety znów uniesiesz mnie w powietrze. W każdym razie chcę być na ziemi, strzały na rybki mam już przygotowane — Queen zaproponował przyjacielowi dodatkową pomoc.

Po wyrażeniu swej propozycji, strzelec przestawił kilka rodzajów strzał, by były bliżej przy wyciąganiu ich z kołczanu. Zielona Strzała chciał mieć pod ręką strzały elektryczne, wystrzeliwujące siatkę i linę, a dopiero nieco z tyłu kołczanu inne strzały.  Należało myśleć strategicznie i być przygotowanym na każdą ewentualność. Przecież nie było wiadomo ani co to za ryby, ani czy pęknięcie butelki nie spowoduję czegoś całkiem nieoczekiwanego. Hal badał okolicę, Flash był zajęty opieką nad cywilem i to właśnie Olliemu powinna przypaść funkcja kontrolujące sytuację. O ile to tej krainy nie kontrolował ktoś potężniejszy, bo przecież pojawienie się ogromnej kopuły, która przenosi ludzi w miejsca pełne anomalii, do normalnych nie należy.

Oprócz obecnych problemów, głowę blondyna zaprzątała myśl o Laurel i Royu. Gdzie wylądował Kanarek i jak samodzielnie radzi sobie Red Arrow? Nie mógł jednak tego się dowiedzieć będąc w tym miejscu. Należało się stąd wydostać, pytanie tylko jak?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin


Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 25

PisanieTemat: Re: Mroźne Piękno   Wto Lut 17, 2015 7:28 pm

Towarzysząca bohaterom blondynka znalazła się chwilowo pod opieką Flasha i wyglądało na to, że ona sama nie miała nic przeciwko. Choć w dalszym ciągu sprawiała wrażenie przerażonej, to jednak prędko zaufała osobom, w których rozpoznawała herosów z własnego świata. W tych okolicznościach cokolwiek znajomego musiało choć trochę podnosić ją na duchu, więc nic dziwnego, że dziewczyna nie sprawiała żadnych kłopotów, grzecznie czekając na dalsze poczynania swoich obrońców - i trzęsąc się przy tym lekko. Na policzkach miała niezdrowe rumieńce.
Kiedy grupka ponownie znalazła się niżej, ryby ze wzmożonym entuzjazmem podjęły kolejne próby przebicia się na wierzchnią stronę lodu. Co więcej, w uderzanym przez nie punkcie - może ze cztery metry od butelki - rzeczywiście zaczęły pojawiać się pęknięcia. Mówiło to wiele o sile napastników, gdyż warstwa lodu sięgać musiała głęboko.
Najnowsza próba skanowania okolicy - zgodnie z przewidywaniami Lanterna - w pierwszej kolejności przyniosła powtórzenie informacji na temat przebywania w Star City. Mimo to akcja okazała się nie być kompletną stratą czasu, gdyż badanie samej butelki dowiodło już czegoś ciekawego, a mianowicie obecności obcej formy energii. Pierścień rozpoznał ją jako identyczną do tej, która tworzyła barierę nad miastem - tylko w o wiele słabszym wydaniu. Zdawała się wyciekać z pęknięć na szkle, co dosłownie dało się zobaczyć w świetle promienia Latarnii. Z tych najgłębszych rys wydobywały się jasne kształty, rozpraszając się w powietrzu.
Bohaterom nie dane było zrobić wiele więcej - gdyż akurat w tym momencie pod lodem przesunął się ogromny cień. Jeżeli pozostałe ryby stanowiły coś na kształt rekinów, to ten osobnik musiał być wielorybem - tak można by było porównać ich rozmiary.
Wielki cień uderzył od spodu w lód, krusząc go bez wysiłku. Sam przeciwnik nie przebił się na drugą stronę, jednakże wyglądało na to, że drugim atakiem już z pewnością to osiągnie. Popękane podłoże wypiętrzyło się, część lodu powędrowała w górę, część w dół, tworząc między poziomami nawet kilka metrów różnicy. Kolejne warstwy odsuwały się od siebie lub po prostu rozpadały na mniejsze kawałki...
Siłą rzeczy butelka zaczęła się zsuwać ze swojego fragmentu lodu - nabierając prędkości i po drodze obrywając przecinającymi powietrze odłamkami... Które, nawiasem mówiąc, poszybowały także w stronę drużyny. Tak czy siak, w końcu szkło nie wytrzymało i powstała w nim większa wyrwa - a z jej wnętrza wydostała się niemalże namacalna, zimna jasność, która pochłonęła szybko okolicę.

Wszyscy dostajecie tutaj [z/t]. Dalej tutaj - po mg.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Mroźne Piękno   

Powrót do góry Go down
 
Mroźne Piękno
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Justice League :: Stany Zjednoczone :: Star City :: Plaot-
Skocz do: