PBF osadzony w świecie komiksów DC.
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Stary bunkier

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Stary bunkier    Czw Paź 23, 2014 7:37 pm

First topic message reminder :

Stary bunkier z czasów II w.ś.
Od paru miesięcy używany przez Lorda jako skrytka na sprzęt.
Wejście jest nowocześnie zabezpieczone, reaguje na głos Lorda, i ma specialne wejście na jego dłoń. Skaner jest bardzo dokładny.

Sam bunkier nie jest zbyt obszerny, ma zaledwie 3 pomieszczenia, i znajduje sie około 10 m. pod ziemią.


Wejście


Pokój badawczy


Lecznica, miejsce do testów specyfików i różnych substancji


Prosta sypialnia Jacoba


Ostatnio zmieniony przez Lord Kuamstf dnia Nie Lis 02, 2014 10:11 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Stary bunkier    Sob Kwi 04, 2015 10:45 pm

Jacob spokojnie przypatrywał się opartej o ścianę dziewczynie. Jego oczy przybrały szary kolor, ciemny odcień- ale szary. Ostatnio rzadko okazywał emocje na tyle mocno by kolor jego oczu się zmieniał. No ale teraz był taki moment, że mimochodem się sam sobie dziwił.
Porwał nieznaną mu osobę. Po co? Może to jego samotność. Doskwierała mu coraz bardziej. Nie miał nikogo na tym świecie, a w jego popapranym łbie coraz bardziej brakowało zapełnienia pustki pozostałej po żądzy mordu którą dosyć opanował.
Usiadł po Turecku przed Fawn przegryzając lekko wargi.
Nie miał pojęcia jak zacząć, więc odezwał się chyba w najgłupszy sposób.
-Cześć. Sory że... no za porwanie
Spuścił wzrok i zastanowił się co jest teraz ważne do powiedzenia. Znów przyglądnął się małej i spróbował się lekko i niegroźnie uśmiechnąć.
-Nie bój się. Nie skrzywdzę cię.
Gdy zobaczył nogę która jej jeszcze krwawiła od ostrza z środkiem usypiającym, wstał i wziął bandaż a następnie spróbował powoli podejść do Fawn i opatrzyć ranę, choć prowizorycznie, to jednak pomagając w zagojeniu się i zatamowaniu krwi.
- Nazywam się Jacob. I... cóż. Wiesz że to nie fajne tak okradać obcych co?
Zanim usiadł, to wziął jakiegoś batona i ułamał sobie fragment by zjeść , a drugą połowę pokazał swojemu "gościowi" pytając:
-Jesteś głodna? Jak widzisz zjadłem i się nie otrułem. Jak chcesz to powiedz. Ale wpierw mogłabyś się chociaż przedstawić.
Usiadł i czekał na odpowiedź .
Powrót do góry Go down
Fawn Archer

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 03/04/2015
Wiek gracza : 23

PisanieTemat: Re: Stary bunkier    Sob Kwi 04, 2015 11:30 pm

Sluchala uwaznie tego, co ten dziwny czlowiek mial jej do powiedzenia. Wiekszosc zrozumiala bez problemu, takie slowa jak 'porwanie' czy 'otrucie' postanowila puscic mimo uszu, z nadzieja ze nie sa zbyt wazne w zaistnialej sytuacji. Nie spuszczala z niego wzroku, gdy usiadl przed nia i dzieki temu nie musiala zadzierac glowy do gory. Zdobyla co prawda troche informacji, na przyklad wiedziala juz jak gospodarz ma na imie i ze wykrzywia usta w dziwny sposob gdy probuje zdobyc jej zaufanie. Bo usmiechem tego niestety nazwac nie mogla.
Kiedy zblizyl sie do niej z bandazem, sprobowala sie wycowac wglab pomieszczenia. Tylko ze zwykly czlowiek nie jest w stanie cofnac sie bardzie niz pozwala mu na to sciana, pozostalo wiec Fawn napiac miesnie ze stresu i byc gotowa na taka ewentualnosc, w ktorej Jacob wykonalby jakis gwaltowny ruch. Miala skrepowane nogi, ale w przypadku kopniaka skierowanego w szczeke to jedynie gorzej dla niedoszlej ofiary kradziezy. Na jego szczescie, zachowal sie dosc spokojnie i nie dal powodu do uaktywnienia sie odruchow dziewczyny, z sukcesem opatrujac jej rane. Przechylila delikatnie glowe w bok, przypatrujac sie bandazowi na swojej nodze. Nie rozumiala jego celu, zdarzalo sie ze zdobywala wieksze zadrapania na swoim ciele, bardziej krwawiace, a nikt z tego powodu na ulicy nie marnowal dobrych, czystych kawalkow materialu.
- ...reka... - szepnela w odpowiedzi na prosbe przedstawienia sie, tak cicho ze z poczatku nie kazdy bylby pewien czy brunetka cokolwiek powiedziala. Ruchem glowy wskazala w kierunku nadgarstkow aktualnie wykreconych za jej plecami. Tam, ponad lewa dlonia znajdowala sie niskiej jakosci metalowa bransoletka, z plytka na ktorej wytloczono jej imie i nazwisko. Pokazujac ja przedstawiala sie.
Kazanie o kradziezy przemilczala, tak jak propozycje poczestunku. Wielka rzecz, przeszukiwanie cudzych kieszeni - nie ona pierwsza i nie ostatnia w ten sposob poszukiwala srodkow do zycia, no i to nie tak ze cokolwiek w ubraniu Lorda znalazla. Denerwowal sie bez powodu. A baton, chocby nie wiem jak kuszacy, pozywny i cudownie slodki, pozostawal niedostepny dla osoby ze zwiazanymi dlonmi i stopami. Nie wodzila za 'przyneta' wzrokiem, od paru dni byla na etapie tego rodzaju glodu, kiedy juz nawet jesc sie nie chce, ale sily jeszcze jako tako dopisuja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Stary bunkier    Nie Kwi 05, 2015 9:42 am

-Nie należysz do rozmownych, co?
Miał dobry słuch i często gadał z takimi co gramatykę czy wyraźną mowę mają w głębokim poważaniu.
Tak więc zrozumiał słowo, jednak gorzej z tym o co jej mogło chodzić.
-Nazywasz się "Ręka" ? Czy...
Dopiero bo krótkim zastanowienie odwrócił ją bokiem do ściany, starając się utrzymać dystans od jej głowy by nie mogła go jakkolwiek walnąć. Przypatrzył się jej ręce, i zobaczył bransoletkę. To nie była bynajmniej bransoletka ozdobna. Tak patrząc na nią zamyślił się nad tym wszystkim. Skąd ona była? Ledwo co mówiła, a jej ubranie raczej niewiele mogło pozostawić domysłom. Była bezdomna i zaniedbana. W dodatku niezbyt wyszczekana- co raczej rzadkie jest u takich nastolatek. Teraz mógł stwierdzić ile ma na oko lat. Może 15, 16. Widać ktoś tu miał gorsze dzieciństwo od Jacoba. To dziwne ale chłopak poczuł jakieś bardzo wyjątkowe i dziwne uczucie. Czyżby... współczucie?

- Fawn? Cóż. Nie chcesz mi za dużo powiedzieć. Ale z tego co widzę to nie za bardzo masz się gdzie podziać. Rozwiążę ci ręce, o ile obiecasz mi nic nie kombinować. Nie próbuj uciekać ani walczyć. Proszę.
Rzadko kiedy tak się zachowywał, ale przyglądając się nastolatce, nie mógł oprzeć się wrażeniu deja vu. Przypomniała mu się Fokus. Smutek znów zagościł na jego twarzy, po czym jeśli Fawn zgodziła się na umowę (czyli pokiwała głową, przytaknęła itp.) To rozwiązał jej ręce, a następnie przyglądając się jej uważnie i uważając by nie próbowała mu wywinąć żadnego numeru, dał jej ten kawałek batona.

- Umiesz mówić zdaniami?
Powrót do góry Go down
Fawn Archer

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 03/04/2015
Wiek gracza : 23

PisanieTemat: Re: Stary bunkier    Nie Kwi 05, 2015 12:22 pm

Dobrze, ze zorientowal sie o co jej chodzilo w miare szybko. Nie lubila sie odzywac, a jeszcze mniej tlumaczyc swoje krotkie wypowiedzi. Frustrowalo ja niemilosiernie gdy ludzie nie wiedzieli co chciala przekazac podczas gdy dla niej bylo to wiecej niz oczywistym. Mimo to zdolala obrzucic Jacoba nieprzyjemnym spojrzeniem gdy nazwal ja reka. To co najmniej dziwny wybor imienia albo pseudonimu. Ale pasowalby do zlodzieja.

Skinela glowa gdy przeczytal jej imie i poprosil by nie probowala uciekac. Bardzo powaznie rozwazala czy pomimo wszystko nie odepchnac mezczyzny i nie rzucic sie do ucieczki, nie znalazla jednak do tej pory w pomieszczeniu niczego, co przypominaloby wyjscie. Przynajmniej nie otwarte. Z ulga przywitala pozbycie sie gryzacego sznurka z nadgarstkow, ktore odruchowo potarla dla zlagodzenia podraznienia. Jeszcze zanim przyjela jedzenie sprobowala pozbyc sie rowniez tych wiezow, ktore krepowaly jej ruchy nog. Jesli nie byla w stanie ich rozwiazac, chwilowo poddala sie i przyjela pozywienie, chwile wpatrujac sie w slodycz nim go ugryzla. Smakowalo jej wyjatkowo, byc moze dlatego ze dawno nie miala niczego podobnego w ustach, albo dlatego ze na pusty zoladek wszystko wydawalo sie lepsze. Zjadla go spokojnie, choc chciala pochlonac go na raz, w calosci. Zachowujac sie tak, dala do zrozumienia Lordowi, ze jeszcze mu nie ufa, ale jest na dobrej drodze by tak sie stalo.

- Umiem - odpowiedziala troche smielej. Uznala, ze mimo przykrego poczatku znajomosci ten dziwny czlowiek zrobil dla niej calkiem wiele, wiecej niz niejeden inny mieszkaniec Gotham City. Wypadalo wiec wysilic sie odrobine w zamian i przemoc sie, by w miare ladnie odpowiadac. - Ale nie lubie. - dodala po chwili namyslu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Stary bunkier    Nie Kwi 05, 2015 12:40 pm

-Dobrze, więc postaram się pytać, a ty kiwaj głową na tak lub na nie, w zależnosci od odpowiedzi. Ok?
Powoli zauważał pewne z miany w jej zachowaniu, co go dosyć cieszyło. Gdy ze smakiem zjadła batona, pomyślał że pewnie dawno nie miała nic w ustach. Popatrzył na lodówkę która stała niedaleko i szybko podszedł do niej by zabrać jakieś drobnostki. Jogurt, jakiś napój gazowany i oczywiście szynkę. Sam zgłodniał. Szybko zamknął lodówkę i wziął chleb by przyrządzić proste kanapki dla siebie i Fawn.
- No więc skąd jesteś, z Gotham?
Już z kanapkami na talerzyku z plastiku podszedł i usiał obok małej.
- Ja mieszkam tu od jakiegoś czasu. Kiedyś tez kradłem ale potem odkryłem u siebie pewne.... zdolności. Jesteś bardzo zwinna i szybka. Jak długo okradasz ludzi? Więcej niż rok?
Podał jej dwie kanapki i butelkę sprite'a.  Dziwna była to rozmowa. Jacob był od zawsze rozgadany, a Archer kompletnie odwrotna.
- Nikogo nie masz? Gdzie twoi rodzice?
Po chwili zdał sobie sprawę że to nie jest zbyt delikatne pytanie, więc spróbował załagodzić swoje nieokrzesanie szybko dodając.
- Jesteś sama... Sory ze tak pytam. Jeśli chcesz mogę cię tu przenocować. Ale mnie nie okradnij dobra? Mogę ci zaoferować moją pomoc, o ile ty pomożesz mi. Dam ci jedzenie, oraz możliwość mieszkania tu w zamian za twoją pomoc w mojej... pracy. Tak, tak to nazwijmy.
Zwiadowca. Fajna sprawa. Nawet jeśli nie będzie chętna to mimo wszystko zarobi "małego sojusznika", a nigdy nie wiadomo kim zostanie jak dorośnie. Mimo to, nie korzyści tego typu go do tego pchały, a raczej to jak bardzo mu przypominała Fokus. W jej szarych oczach odbijało się pomieszczenie. Lecznica nie była jakoś specjalnie wygodna ani ładna. Przegryzł kanapkę bo brzuch go już zaczynał boleć z głodu. Ciekawe jak długo Fawn nie jadła. Ulica to ciężkie miejsce. Zwłaszcza dla dzieci.
Powrót do góry Go down
Fawn Archer

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 03/04/2015
Wiek gracza : 23

PisanieTemat: Re: Stary bunkier    Nie Kwi 05, 2015 4:53 pm

Była mu wdzięczna, że nie zmuszał jej do odzywania się, ale jedna z niewielu rzeczy jakich nauczyła się w sierocińcu to zasada wzajemności. Jeżeli ktoś jest dla ciebie miły, ty też powinieneś taki być. Jacob nie wydawał się po bliższym zapoznaniu taki zły, jak gdy uciekała przed nim w wesołym miasteczku, pewnie tylko tak jak wielu innym osobom nie podobało się że przeszukiwała mu kieszenie.

- Mhm. - odpowiedziała twierdząco na pierwsze z serii pytań, kiwając przy tym głową by nie było wątpliwości. Wciąż dyskretnie, w jej mniemaniu, badała wzrokiem pomieszczenie, tym razem z ledwie skrywanym zainteresowaniem. Wnętrze lecznicy pełne było przedmiotów i nie znała zastosowania części z nich. Wróciła jednak ku twarzy Lorda gdy ten stwierdził, że jego dawny los wyglądał podobnie. Fawn zmarszczyła brwi. Jeśli był kiedyś złodziejem, powinien był dać przeszukać jej kieszenie i pozwolić odejść. Nie odważyła się wypowiedzieć tych słów na głos, lecz spojrzenie szarych tęczówek zrobiło to za nią.

Drugie pytanie należało już do trudniejszych i dziewczyna w pierwszej chwili spuściła głowę. Myliłby się jednak ten, który przypuszczałby że w akcie skruchy, albowiem wystarczyło spojrzeć na jej dłonie. Tam zaś działa się matematyka, Archer palec za palcem odliczała powoli ile lat minęło od pożaru sierocińca, bo właśnie od tego momentu zamieszkała na ulicy i była zmuszona podbierać ludziom jedzenie, pieniądze, a czasem ubranie.
- Sześć. - odparła w końcu, z namysłem czy aby na pewno, się nie pomyliła. Po powtórzeniu obliczeń, które tym razem zajęły trochę mniej czasu niż za pierwszym podejściem, potwierdziła. - Tak, sześć lat.

Kanapki znikły szybciej niż baton wcześniej. Ktoś tu zyskiwał sympatię w oczach brązowowłosej.
Pytanie na temat rodziny postanowiła puścić mimo uszu i zająć się jeszcze jedną próbą pozbycia się sznura z kostek u nóg przy pomocy własnych palców. Wtedy przypomniała sobie, że przecież ma scyzoryk i zaczęła szukać go po kieszeniach. Nie znalazła go i znów spojrzała na mężczyznę z wyrzutem.
- Nóż. - powiedziała krótko, wyciągając dłoń przed siebie. Nie prosiła, i nie będzie prosić. - I jaka to praca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Stary bunkier    Nie Kwi 05, 2015 7:06 pm

- Nie miej mi za złe że cię poturbowałem. Nie lubię być okradany. Nie chodzi tu o pieniądze, a raczej o szacunek do samego siebie.
Gdy usłyszał jak długo Fawn błąkała się i musiała żyć na ulicy, to zdał sobie sprawę że zdecydowanie miała gorzej od niego. Lord sam wybrał swój los,  a ona wyboru nie miała.
- Cóż. Nie miałaś łatwo. Ale myślę że najgorsze za tobą.
Zjadła kanapki szybko, i widać ze jej smakowały. To jak rozglądała się po pomieszczeniu było normalne i go nie dziwiło, tym bardziej ze wyjście jest zabezpieczone skanerem dłoni i głosu, dzięki czemu nie miała ona szans uciec bez jego zgody. No a wentylacja miała oczywiście masę krat, prętów i innych zabezpieczeń, plus była za ciasna nawet dla niej. Wracając jednak do Archer, to gdy ta kombinowała przy związanych nogach, Jacob nie reagował, choć nie chciał by się teraz tak uwalniała. Gdy zechciała odzyskać scyzoryk, to jednak była już lekka przesada.
- Nie rozkazuj mi. Nie jestem wrogiem, ale tez nie dam sobą pomiatać. Także uważaj. Twój nożyk to bezwartościowy rupieć, który nie obroni cię przed niczym. Współpracuj to ci oddam go, oraz może jeszcze nauczę cię posługiwać się czymś lepszym. A praca - zmienił ton z lekko wzburzonego w spokojny- A praca nie jest wymagająca jak na twoje możliwości. Potrzebuję kogoś do zwiadu, i odwracania uwagi.
Wyciągnął swój sztylet i przyglądał się zarówno mu jak i dziewczynie. Może myślał nad tym czy warto ją pozostawić przy życiu? Raczej nie zamierzał jej zabić, bo po co by było to wszystko? A jeśli?
- Uwolnię cię, o ile obiecasz nie uciekać.
Powrót do góry Go down
Fawn Archer

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 03/04/2015
Wiek gracza : 23

PisanieTemat: Re: Stary bunkier    Nie Kwi 05, 2015 9:05 pm

Speszyla sie gdy ni z tego ni z owego nastawienie Jacoba zmienilo sie. Opuscila glowe, patrzac jednak ostrym, przenikliwym wzrokiem prosto w jego twarz.

- Nie rozkazuje. - burknela pod nosem, ale nie zamierzala przeprosic ani wyjasniac mu powody swojego zachowania. Cofnela dlon. Archer jesli chciala, potrafila byc niezwykle uparta osobka, zazwyczaj tam gdzie nie powinna. O ile los polaczy ich sciezki na dluzej, mezczyzna bedzie miec nie jedna okazje by sie o tym przekonac.

Pewnie zaprotestowalaby, ze moze scyzoryk nie jest bardzo wartosciowym przedmiotem, ale nalezy do niej i nie zyczy sobie by tak mowiono i przywlaszczano sobie jej rzeczy, gdyby nie to, ze zarowno unoszenie sie honorem jak i tak zwany 'szacunek do samego siebie' przestaja miec znaczenie zaskakujaco szybko gdy zostajesz bez domu i nie jadles niczego od kilku dni. Fawn mogla podswiadomie byc zdolna do odczuwania oraz okazywania takich uczuc, nie umiala ich jednak odpowiednio nazywac.

- Nie mam jak uciec. - uniosla glowe, pewna siebie. Przestala mamrotac pod nosem, jej glos znaczaco zyskal na pewnosci siebie. - Drzwi sa zamkniete, a tam - tu wskazala palcem na kratke wentylacyjna - nie wejde. Umiem odwracac uwage i patrzec tam, gdzie ktos chce. W Gotham City mozna czasami dostac za to jedzenie. - swiat przestepczy bardzo czesto siegal po pomoc bezdomnych, zwlaszcza dzieci. Slodkie, niewinne, malo kto podejrzewalby je o dzialanie na czyjes zlecenie. Do tego sa dosc tanie w utrzymaniu, bo dopoki nie znaja wartosci pieniedzy pracuja za jedzenie

- Prosze. - zaskakujaco trudno przyszlo szarookiej wypowiedziec te slowa, podczas gdy reka wskazala na swoje nogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Stary bunkier    Nie Kwi 05, 2015 9:47 pm

- Cóż.
Zastanowił się. Wbrew temu że rozmowna nie była, a porozumiewanie się z nią do łatwych nie należało- to Fawn bardzo rezolutnie myślała. Sprytna i w sumie sympatyczna.
Lord polubił ją, i choć sam był niewiele starszy, to zauważył że wiele musi się nauczyć.
"Będę jeszcze tego żałował. No dobra ..."
-Obym się nie mylił co do ciebie Kwiatuszku.
Zaśmiał się cicho. Rzeczywiście, ani nie pachniała ani nie zachowywała się tak jak osoba zasługująca na to miano. Ale właśnie dlatego, ironicznie tak nazwał ją Jacob. Chłopak nachylił się nad Fawn i mocno trzymając sztylet, przeciął więzy. Odsunął się momentalnie, i powiedział.
-Ouuuch. No Kwatuszku, z tym smrodem to ty tutaj się nie wyśpisz. Tam masz umywalkę. Przemyj się chociaż. Chyba umiesz?
Schował sztylet i wyciągnął scyzoryk. Pokazał go dziewczynie, po czym położył na ziemi przed sobą.
-Jakby co mogę ci pomóc w czym tam chcesz. Na razie fajrant. Odpocznijmy. Szalona noc, nie ma co.
Wstał o podał rękę swojej nowej znajomej, by pomóc jej wstać. Następnie udał się do pomieszczenia badawczego, nucąc pod nosem "Yesterday" Beatlesów.
-Nic nie zniszcz.
Powrót do góry Go down
Fawn Archer

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 03/04/2015
Wiek gracza : 23

PisanieTemat: Re: Stary bunkier    Pon Kwi 06, 2015 2:42 pm

- Lubie kwiatki - stwierdzila z pelna szczeroscia, chociaz podejrzewala ze nadany jej pseudonim byl przesmiewczy. Nie przeszkadzalo jej to, dopoki miala zapewnione wyzywienie i schronienie.
Przez usta Archer przebieglo cos na ksztaltu cienia usmiechu, rownie dobrze mogl to byc przypadkowy grymas. Dziewczyna starala sie jak mogla zdobyc sympatie Lorda, liczac ze byc moze dzieki temu spedzi w bunkrze nie jedna noc, a moze nawet trzy. Skinela glowa i z niewielka pomoca stanela na nogi. W ten sposob zarowno podziekowala za odzyskana w koncu swobode ruchow jak i zapewnila, ze nie jest dla niej problemem skorzystanie z umywalki. Gdy tylko zostala w pomieszczeniu sama, zrzucila z siebie dwie warstwy bluz, pozostajac jedynie w szarej, prostej podkoszulce i przystapila do dzialania. Odkrecila wode w kranie i pierwsze, co zrobila, to dokladnie umyla twarz, szyje oraz rece az do barkow. Moglaby umyc sie cala, gdyby wykonala troche gimnastyki, nie stwierdzila jednak by bylo to konieczne. Niedawno odwiedzila miejski przytulek i wziela prysznic. To nie ona tak cuchnela, co jej ubranie. A na to juz wiele poradzic nie mogla.
Fawn umyla jeszcze wlosy, bardzo dokladnie, co zajelo jej sporo czasu. Wycisnela z bujnej, falowanej czupryny nadmiar wody i znow rozejrzala sie po pomieszczeniu. Nie zamierzala zakladac bluz z powrotem na swiezo umyta czesc ciala, odlozyla je do kata - rowniez dlatego ze w pokoju bylo dostatecznie cieplo. Mokre kosmyki opadaly na jej plecy gdy wolnym krokiem podchodzila do szafek. Lubila znac miejsca, w ktorych przyjdzie jej spac, nie otwierala jednak niczego. Gdy po kilku minutach wiedziala juz gdzie co sie znajduje, usiadl na podlodze, tuz przy metalowym lozku. Oparla glowe o stojacy przy nim wozek, zamknela oczy i momentalnie usnela.
Byla bardziej zmeczona niz podejrzewala, a wyjatkowo przyjemnie odpoczywalo sie bez wiecznego ulicznego zgielku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Stary bunkier    Pon Kwi 06, 2015 6:40 pm

Chłopak siedział jeszcze około piętnastu minut przy swoich sztyletach, w pokoiku badawczym by móc je dokładnie i ostrożnie zaostrzyć, i zaaplikować dawkę specyfików. Po tym czasie powoli wyszedł z niego i już zamierzał iść spać, gdy zerknął do Fawn. Zobaczył ze zasnęła na ziemi, przy łóźku które było dla niej. W końcu on sam miał własną sypialnię. No ale cóż.
Dziwne, ale podszedł do niej i popatrzył jak śpi, jak miarowo porusza się jej klatka piersiowa. Jeszcze kilka lat temu mogłaby mu się nawet spodobać. Szkoda ze ten czas minął. Lord dorósł. przynajmniej częściowo. No i sam na siebie zarabiał. W jaki sposób to inna sprawa, ale jednak. I gdy już miał iść do siebie, to jakoś coś go pchnęło i wziął koc, by delikatnie przykryć dziewczynę.
Co prawda zimno nie było, ale temperatura do najcieplejszych nie należała, w końcu to bunkier- tak?

Gdy już był u siebie i położył się na wyrku, nagle coś wewnątrz jego głowy się odezwało. Implant wyczuł że ciało jeszcze niedawno w masakrycznym stanie, nagle w magiczny sposób wyzdrowiało.
To było samo w sobie dziwne.
" I co? Jednak nie jesteś takim złym nosicielem jak sądziłem. Dałeś sobie radę. nie wiem jak, ale radzę ci uważaj. Zmieniłem zdanie co do ciebie."
"Tak? A jeszcze nie dawno chciałeś mnie przejąć gnoju!"
"Może i tak. Ale powtarzam, dałeś radę. po prostu nie chcę zginąć. Tak samo jak i ty. Obserwuje was ludzi, jesteście krótkowzroczni. Łączycie się w pary, potem rozstajecie. Zabijacie nawzajem i osłabiacie własną rasę. Głupota czyż nie?"
" A ty i twoje pierdo*lone napady szału? Przez ciebei to dopiero nazabijałem ludzi!"
" To nie moja wina. Ta złość siedziała w tobie. JA próbując cię przejmować pokonywałem resztę twojej osobowości. Ze wściekłością było gorzej. No i w ten sposób ty zabijałeś niewinnych. Bez czucia bólu, i bez poczucia winy. Ale teraz już opanowałem twoje ciało. W sensie zrozumiałem. Rozumiem wiele więcej niż ty pojmiesz przez całe swoje życie. Połączmy siły. Ale pamiętaj- jeśli twoje ciało umrze, ja na tym dość sporo stracę. Co prawda powinienem przeżyć więcej niż ty, ale to nie zmienia toku spraw- nie możesz mnie zawieść!"
"Dlaczego mam ci ufać jeb*ny pasożycie!?"
"A masz jakieś wyjście?"
Jacob nie odpowiedział. Kłótnie w myślach go męczyły, i irytowały. Ale implant był mu potrzebny. W sumie i tak wiele mu zawdzięczał.
Jego myśli uwolniły się już od obciążenia, a To* zamilkło.
Zasnął.
---
Następnego ranka wstał wcześnie, ale nie był wyspany. Coś za coś. Poszedł do lecznicy bezmyślnie zapominając o Kwiatuszku. Zaczął się myć nucąc pod nosem "Skyfall". Przemył twarz, umył zęby i wolnym ospały krokiem podszedł do lodówki w poszukiwaniu jakiegoś jogurtu.
- Kurna, ale by się przydała jakaś kawa... A dzisiaj co jest? Środa? Dlaczego zabójcy nie mają weekendów, albo ferii... Gdzie ten jogurt!?
Tłukł się w lodówce gdy nagle znalazł jakąś whisky. Może to nie kawa. Ale zawsze coś.

//* To - Tak zawsze opisuję implant siedzący w ciele Jacoba.//
Powrót do góry Go down
Fawn Archer

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 03/04/2015
Wiek gracza : 23

PisanieTemat: Re: Stary bunkier    Wto Kwi 07, 2015 10:04 pm

//przenosiny na stancję zakończone, odpisy będą się pojawiać już często i regularnie :D//

Spała długo i bez przebudzeń w środku nocy, chyba pierwszy raz od dwóch, trzech lat w równie komfortowych warunkach. Nie przeszkodziła jej w tym nawet interwencja Jacoba, który okrył ją kocem. Uśmiechnęła się tylko delikatnie, przez sen i na chwilę wyglądała tak, jak powinno wyglądać dziecko - spokojnie i bez zmartwień.

Wstała dopiero, gdy rankiem w lecznicy zaczął się ruch. Czujność Fawn wzbierała na sile o świcie, otworzyła więc oczy na pierwsze dźwięki melodii. Rozejrzała się niepewnie po miejscu, które nie było ulicą, szybko przypominając sobie dlaczego tu jest i jak do tego doszło. Przeciągnęła się odrobinę, tłumiąc ziewnięcie - ostatnią pozostałość zmęczenia jakie odczuwała ubiegłej nocy - po czym ostrożnie wstała, przytrzymując sobie koc na ramionach niczym za dużą pelerynę na plecach. Archer przyglądała się z zaciekawieniem temu, co Lord robi, jak porusza się i mówi sam do siebie. Szarooka przechyliła głowę w bok i oparła się przodem o lekarską leżankę, długie i wreszcie czyste włosy opadały na jej ramię i układały na ceracie pokrywającej siedzisko. Nie zamierzała się odzywać, w końcu musiał się odwrócić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Stary bunkier    Wto Kwi 07, 2015 10:21 pm

Butelkę trunki otworzył w try-miga i nalał do wiecznie niedomytej szklanki. Nie był fanem dokładnego dbania o naczynia czy swój dom. Tymczasowy prawdopodobnie- ale jednak dom.
Wypił całą szklankę jednym haustem i odwrócił się z lekkim grymasem.
Zobaczył że Kwiatuszek już się obudził po czym stawił kilka chwiejnych kroków by oprzeć się o łóżko.
-Myślę że się wyspałaś, co? Dziś twój wielki dzień Fawn. Pomożesz mi. Ale pierwsze...
Zmierzył wzrokiem ubranie dziewczyny, mrużąc przy tym oczy. Łachmany wypadałoby wymienić. Nie oszukujmy się- Jacob zmienia styl, i chce by ktoś kto ma z nim współpracować też jakoś się prezentował.Trunek zaraz zadziała, na szczęście na krótko. Zalety implantu. A to oznacza że do miasta pojadą furgonetką. Ta stara biała (choć aktualnie ciężko to zauważyć) ciężaróweczka wiele przeszła.
-Dziewczyny chyba lubią zakupy, co? Potrzebujesz lepszego wdzianka Kwiatuszku. Z tym że my... no cóż. Nie płacimy. Ale nie możesz uciekać z towarem. Nie chcemy rozgłosu rozumiesz? Po prostu poszukasz i uzbierasz co chcesz, a ja ładnie pogadam ze sprzedawczynią. No a potem do roboty.
Chwiejnym krokiem spróbował wrócić do lodówki i zabrać chociaż jakiś baton. Po zjedzeniu spojrzał na małą.
-Co lubisz jeść najbardziej? To też trza kupić.
---
Przy wychodzeniu z budynku o mało się nie potknął, a próbkę głosu musiał podawać 3 razy by była na tyle na ile trzeba wyraźna. Ale w końcu wyszli z bazy kierując się do samochodu.
Powrót do góry Go down
Fawn Archer

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 03/04/2015
Wiek gracza : 23

PisanieTemat: Re: Stary bunkier    Czw Kwi 09, 2015 6:49 pm

Przygladala sie pokazowi porannej rutynny z zainteresowaniem widocznym w oczach. Zastanawiala sie, czy powinna pic to samo, co Jacob, jednak widzac jego reakcje na przyjety alkohol zadecydowala, ze moze lepiej nie. Znowu byla oszczedna w slowach, ale nadrabiala to uwaznym sluchaniem i gdy wychodzili z bunkru odlozyla koc na lezanke po czym podreptala za Lordem, trzymajac sie jednak odrobine z tylu. Nie byla wysoka, wiec troche musiala zadzierac glowe by patrzec w kierunku jego twarzy. W kontakcie z nim odczuwala zaskakujaca ilosc zainteresowania jej osoba, ktorej niezaznala do tej pory zbyt czesto - jesli nie wcale. Fawn czula sie z tym troche nieswojo, z drugiej strony byla mu bardzo wdzieczna. Ale na swiecie niczego nie dostaniesz za darmo, nawet w morde, jak mawia przyslowie. Niedlugo nadejdzie pora, by odpracowala dlug i gdy ta chwila nadejdzie woli byc przygotowana. To byla dla niej niewatpliwa szansa by zerwac zwiazek z mieszkaniem na ulicy.
- Mhm. - skwitowala krotko plan mezczyzny gdy wsiedli do samochodu. Faktycznie, przydaloby sie zmienic ubranie. Buty juz ledwo sie trzymaly i bardzo przemakaly, spodnie wycieraly na kolanach. To wszystko nie tyle bylo problemem estetycznie, co praktycznie bo rownowazne bylo z utrata cennego dla bezdomnych ciepla i wiekszemu narazeniu sie na przeziebienie. - Lubie kanapki.... A jak bede ci pomagac to nie musze miec starych ubran? - zapytala ostroznie, zapinajac pas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Stary bunkier    Czw Kwi 09, 2015 7:19 pm

Wsiadł do wozu w momencie i zamknął drzwi. Poklepał się lekko po twarzy i otworzył szeroko oczy które przybrały spokojny morski kolor. Implant i jego zdolności szybkiego utrzeźwiania były cudem w takich sytuacjach. W momencie jednak odezwał się też lekki kac.
Uruchomił samochód i spojrzał na Fawn.
-Dostaniesz nowe specialnie na akcje i nie tylko. Poza tym...
Nagle przerwał mu dzwonek smartfonu. Lord przestał mówić i odebrał.
-Tak.No... jasne załatwiłbym. Ehem... informacje. Zero wykrycia, pełna poufność. Tak. Jasne jeszcze się dogadamy co do szczegółów. A ile zarobie? Taaak? No dobra. /i]
Rozłączył się.
[i]-Szykuje się niezła fucha Kwiatuszku. Ale na nią cię wziąć nie mogę. To twój szczęśliwy dzień. Robimy zakupy a potem cię trochę potrenuję. W akcji mi nie pomożesz na razie.

Teatralnym gestem wzruszył ramionami by okazać "jakaż to szkoda". W sumie to Fawn nie zając. Nie ucieknie... chyba.
Mniejsza jednak o zlecenie. Na razie wyruszyli furgonetką do sklepów w centrum.
Z/T dla mnie i Fawn
Powrót do góry Go down
Fawn Archer

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 03/04/2015
Wiek gracza : 23

PisanieTemat: Re: Stary bunkier    Pon Kwi 27, 2015 1:15 pm

Dotarcie do bunkra zajęło jej mniej czasu, niż początkowo zakładała. Stosując się do zaleceń Lorda przy drzwiach głośno i wyraźnie (jak na swoje możliwości) poprosiła o otwarcie i tak też się stało - ciężkie drzwi rozsunęły się, a dziewczyna weszła do środka.
Pierwsze, co zrobiła, to umyła się, tym razem porządnie i dokładnie, aby nie pobrudzić nowo zakupionego ubrania. Gdy przymierzyła je następnie, z ulgą stwierdziła że wszystko leży jak powinno, nic nie jest ani za małe, ani za duże. Nawet buty, ale tymi już zdążyła nacieszyć się po drodze. Mijał czas, Fawn zjadła trochę tego, co znalazła w lodówce i dokładnie obejrzała pomieszczenia do których miała w bunkrze wstęp. Potem patrzyła na ścianę, próbując usnąć. Nie dało się, więc wymyśliła, że czas na spacer. Zostawiwszy na blacie w lecznicy kartkę z koślawo napisanym 'wrócę' zabrała na wszelki wypadek jeden z noży do rzucania Jacoba oraz telefon. Gdy wyszła na zewnątrz, okazało się że była noc.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Stary bunkier    

Powrót do góry Go down
 
Stary bunkier
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Stary dąb
» Stary Cmentarz
» Stary farmer farmę... A nie to nie ta piosenka.
» O stary, no wyrosłeś jak spod ziemi!
» Stary Grobowiec

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Justice League :: Okolice miasta-
Skocz do: