PBF osadzony w świecie komiksów DC.
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Sro Cze 04, 2014 10:22 pm

First topic message reminder :

Gniazdo Blackwatcha znajdowało się na strychu bardzo starej kamienicy w Crime Alley. Było to dobre miejsce, aby się zaszyć. Czynsz nie był wysoki, był prąd, woda i ogrzewanie oraz dobre miejsce do składowania sprzętu. Nikt tu nie zaglądał, nawet sam zarządca budynku. Jedyne okno wychodziło bezpośrednio na ulicę, a jedynym wejściem i wyjściem była klapa strychowa.
Wbrew pozorom mieszkanko jest całkiem dobrze urządzone, gdyż kiedyś ponoć mieszkał tu jakiś student, który czegoś się ponoć dorobił i przerobił składowisko śmieci jakim był strych na mieszkanie 4 pokojowe. Na podłodze leżała zielona wykładzina, ściany były pomalowane na kremowy kolor, który już dawno wyblakł. Był tu salon, gdzie znajdował się komputer, telewizor oraz sofa jeszcze poprzednim lokatorze. Było wejście do sypialni, łazienki oraz składziku na narzędzia. W każdym pomieszczeniu oczywiście poukrywane spluwy Dana, tak coby się móc bronić.
Dosyć przytulne gniazdko najemnika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com

AutorWiadomość
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Wto Lip 15, 2014 9:37 pm

Gdyby nie Cass BW pewnie by coś teraz wysadzał albo wdawał się w kolejną strzelaninę z jego byłymi pracodawcami albo z policją. Whatever ważne, że strzelanina, a że policja do niego zazwyczaj strzelała to wolał się bronić niż dać się ustrzelić jak kaczka. Czuł, że jego zadaniem jest ochrona tej osóbki, którą miał w ramionach i sprawienie by jej życie stało się jak najbardziej kolorowe. Pomagał jej też z trudną psychiką i odnosił sukces w swoim mniemaniu. Wiedział, że jeśli będzie parł dalej to powinno się udać to co zamierzył sobie. Dobroć i troska były czymś co jest jej potrzebne, tak jak istotom żyjącym tlen. Znaczy według niego w tej chwili miała takie zapotrzebowanie.
- Wiem skarbie, ale szkoda by było gdyby osobie dobierającej stałoby się coś poważnego typu wylew lub zawał z powodu nadmiernej ilości bólu. Zawsze można odwrócić uwagę i zwyczajnie przywalić w tył głowy. Niewielkie uszkodzenia, ogłuszenie i mamy spokój z delikwentem albo delikwentką. Z tym wymalowaniem na czole nie zawsze, bo czasem osoby zamężne mają obrączki więc to też jest jakiś sygnał - dorzucił od siebie. Rozbawiło ją to co powiedział o kajdankach, uznała to może za żart? W końcu po co najemnikowi, a raczej byłemu kajdanki?
- Albo lina holownicza lub cokolwiek innego czym da się pętać - odwzajemnił całusa.
Z sekundy na sekundę Dan zatracał się w ich pieszczotach oraz w całej sytuacji. Emocjonalnie się rozpływał i próbował zjednoczyć się z Cass. Zakończenie będzie dobre, a raczej tak sądził że będzie, bo w końcu to uparty typ człowieka, który nie podda się tak łatwo w walce o coś cennego. W ogóle by się nie poddał zacznijmy od tego, bo na to nie pozwoliłby mu honor.
Początkowo Cass miała problemy z dopasowaniem się do jego ruchu. Jej seksowne ciało nie znało jeszcze tego typu zabawy, ale w końcu wyłapała rytm i zaczęła się z nim poruszać coraz bardziej sprawiając sobie i jemu przyjemność. Wpiła się mocno w jego usta praktykując swoje dzikie i namiętne pocałunki. Nawet puściła jego ręce, z czego on skorzystał i wplótł jedną rękę w jej włosy, a drugą ściskał ją za pierś. Dan był u swojego limitu, ale czuł że ona też zwłaszcza po tym jak ścisnęła mocniej uda. Pomruki oraz jęki obu kochanków mogły w sumie zwiastować ten moment, bo w końcu nie tylko ona mruczała. Nadszedł ten moment kiedy Dan doszedł w niej, a było to troszkę wcześniej niż ona. Mogła poczuć w sobie pulsowanie oraz ciepło, mimo że był zabezpieczony to czuć zmianę temperatury. Zmęczony Dan łapał oddech, a ona oparła się o jego czoło. Delikatnie uniósł głowę i złożył na jej ustach pocałunek. Lekko obsunął jej jedną rękę tak, żeby znowu się na nim położyła. Nie wychodził jednak z niej, a pozwolił jej leżeć na sobie, od czasu do czasu przeczesując czarne włosy, które były wilgotne od potu.
Uśmiechnął się do niej i wtulił w swoją klatkę piersiową. Delikatnie bo nie miał siły, ale wtulił. W międzyczasie sięgnął po kołdrę i ich przykrył.
- Byłaś niesamowita skarbie - cmoknął ją w policzek i przymknął oczy uśmiechając się pod nosem z satysfakcją. Nigdy nie spodziewał się, że seks może być tak przyjemny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Wto Lip 15, 2014 10:31 pm

Jedyne co teraz było jej potrzebne na daną chwile to uśmiech ukochanego, który potrafił zaszczepić w niej odrobinę pozytywnego myślenia, który potrafił przywrócić coś co myślała, że zostało utracone bezpowrotnie. Beztroskę i wiarę w stworzenie w miarę normalnej relacji. Może od teraz faktycznie nie będzie tak cholernie osamotniona? Czyżby wieczne poczucie niezrozumienia miało już odejść i nie wrócić? Pewnie nie do końca. Jednak znalazła osobę, która chce się dla niej postarać. Chce ją otworzyć i zobaczyć co tam dokładnie jest w środku. Dziewczyna cały czas drżała na samą myśl, ale na tyle na ile starczy sił i śmiałości krok po kroczku będzie go wpuszczała do środka. Może pozwoli na jakieś większe przemeblowanko? Trzeba jednak pamiętać, że jakaś część starej Cass w niej zostanie. Pewnie większa niż mniejsza, ale póki co, to co zostało przez nią wyjawione, albo wydarte bezwzględnie przez Daniela, najwyraźniej nie spotkało się z dezaprobatą. Wręcz przeciwnie.
Dobroć i troska była bardzo potrzebna, ponieważ dzięki temu Cass zaczęła bardziej wierzyć w siebie. To również dawało jej siłę, by utrzymać trzymać tą mroczną stronę w ryzach. I tak na prawdę to co Cass od niego dostawała było dla dziewczyny w pełni wystarczające. Nie potrzebowała takich prezentów od nikogo innego.
- No szkoda, szkoda. Można nie bić, a porozmawiać też można... - Wzruszyła ramionkami i uśmiechnęła się słodko.
- A jak ktoś nie jest w związku małżeńskim? Chyba nie będziesz mi kazał jednak wymalować tego na czole... - Dodała żartobliwie, śmiejąc się pod noskiem. Przyglądała się jego rozbawionej mince. Odgarnęła włosy, które niesfornie opadły mu na czoło.
- Lubisz pętać ludzi huh? Nieładnie. - Kontynuowała cały czas rozbawionym tonem i cmoknęła Daniego prosto w nos z odpowiednim do tego dźwiękiem.
Obydwoje leżeli wymęczeni, ale chyba usatysfakcjonowani. Cass położyła się na nim tak jak chciał. Było jej tak cudownie i czuła się tak spokojna jak nigdy wcześniej. Nie odwzajemniła pocałunku tylko dlatego, że przez dłuższą chwile była w zupełnie innym wymiarze. Zamruczała cichutko, tak bezsilnie, gdy przeczesywał włosy. Sama nie byłą w stanie kiwnąć ręką. Wtuliła policzek w tors Daniela i sama również uśmiechnęła się pod nosem. Gdy przykrył ich kołdrą, stwierdziła, że jest jej masakrycznie gorąco. Żar ich namiętności malał fakt, ale nie tak szybko. Nieco zawstydzona słowami Daniela zsunęła się z niego ostrożnie i położyła się obok, na brzuchu. Odkryła na tyle na ile wstyd jej pozwalał, czyli pośladki były niewidoczne i mając odwróconą buźkę w kierunku twarzy Daniela uśmiechała się delikatnie. Cmoknęła go nawet w ramie, ale delikatnie tak... prawie niewyczuwalnie. Przymknęła oczy i szczerze mówiąc zachciało się jej płakać. Zacisnęła mocniej oczęta co by powstrzymać te zewsząd napływające uczucia. Nie chciała iść, ale przecież nie mogła leżeć z nim całą wieczność. Leniwa strona Cass, dopiero co wybudzona zaraz się oburzyła, dlaczego nie? Eh. Na samą myśl było jej fatalnie. W tym momencie zrozumiała co to znaczy zdanie 'zostawić gdzieś cząstkę siebie'. Dotarło do niej, że za drzwiami będzie się czuła niekompletna. Przeraziło to dziewczynę nie na żarty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Wto Lip 15, 2014 11:59 pm

Cóż być może BW minął się z powołaniem i zamiast strzelać powinien rozwiązywać problemy ludzi w inny sposób. Jak chociażby poprzez rozmowę stopniowo docierać do ich wnętrza... nie flaczków, które widział po ładnym wybuchu pocisku ale emocji. Zastanawiał się na jak dużo będzie mógł sobie pozwolić w kwestii terapii Cass. Znaczy kochali się i oddawali sobie całe ciało, lecz pytanie jak dużo dziewczyna pozwoli w sobie zmienić jeszcze? Jak długo będzie mógł Dan siać zamęt w jej ogródku burząc wszystko co do tej pory zbudowała? Strzelał, że z czasem zwyczajnie te zmiany się przyjmą, a przede wszystkim musiał wziąć poprawkę na to, żeby robić je powoli od pewnego momentu. Zacząć od drobiazgów, takich jak poczucie bezpieczeństwa, nauczenie jak to jest być w związku (nie, żeby on miał jakieś doświadczenie), sztuka rozluźnienia się (w tym gdyby to była sztuka walki miałby czarny pas). Ważne, że dał jej tą świadomość iż ma kogoś kto się będzie starał, wiedział że musi dać taką świadomość inaczej nie otworzy się przed nim ani na trochę. Zawsze lubił ryzykować, a z ryzykiem często łączy się albo wielka nagroda albo strata. W tym wypadku to była nagroda w postaci serca dziewczyny oraz znalezienie być może stałej partnerki na resztę życia. Raczej stałej bo on się będzie starał o nią. Tak sobie postanowił i nie odpuści sobie choćby miało się palić.
Miał w planach jeszcze parę rzeczy, żeby ostatecznie wyciągnąć jej potworka na zewnątrz i przekonać do siebie a nawet udomowić. Tak jak wilka człowiek dał radę udomowić tak Dan miał świadomość, że jej dziką naturę też da się udomowić i uspokoić. Wystarczy nad tym popracować metodą marchewki i nagród. Na razie oddawał samego siebie jako nagrodę oraz swój czas. Nie żeby jakoś narzekał, bo czas mu świetnie płynął w jej towarzystwie.
- Można - wzruszył ramionami imitując jej gest - Jeśli ktoś nie jest w związku małżeńskim to kolesiowi, który do Ciebie podbija i próbuje zarywać chwalisz się, że chłopak jest z wojska. Chojrak straci trochę... hmmm pewności? Nogi z waty i takie tam, będziesz miała się z czego pośmiać -
dorzucił żartobliwie. W końcu nie raz i nie dwa nasłuchał się o tym jak na dyskotekach podchodzą małolaty i zarywają. Niby na całe życie a chodzi im o numerek. Wtedy jeśli okazuje się, że luby dziewczyny może jednak stanowić problem podwijają ogon i uciekają tłumacząc się przy tym śmiesznie.
- A ty nie lubisz? Przecież jako Black Bat musiałaś wielokrotnie kogoś zakuwać w kajdanki. Nie powiesz mi, że przy twoich zapędach dominacji nie odczuwałaś z tego chociażby odrobiny przyjemności - zażartował i objął ją, potem zostawiając na policzku całusa.
Może faktycznie było za gorąco bo w końcu żar nie opadł. Danowi serce waliło jak młotem i nadal mu było gorąco, a ruch kołdry to przyzwyczajenie. Dziewczyna po ich wygibasach była rozmarzona i ledwo żywa. Chwilę leżała na nim, co sprawiło mu sporo satysfakcji i tą świadomość, że jego kobieta jest zadowolona dzięki niemu. Zsunęła się z niego kładąc się na brzuchu, jego ręka powędrowała na jej plecy i delikatnie wodził w okolicy pośladków, które były zakryte. Przekręcił głowę i patrzył w jej twarz delikatnie się do niej uśmiechając. W końcu zmęczenie jego też dopadło. Nie poczuł nawet tego cmoknięcia, chociaż je słyszał. Z jej mimiki po tamtym zaciśnięciu oczu wyczytał, że coś w sobie znowu tłumi. Zdecydował się podjąć akcję, bo w końcu miała się ze wszystkiego zwierzać mu. Przekręcił się na bok, a potem znowu i tym sposobem położył się na niej. Delikatnie ucałował ją w usta.
- Jak się umawialiśmy? Nie tłum niczego skarbie, tylko jak coś leży to mów - objął ją ręką. Nie miał siły wstać, ale dał radę ją przytulić. Czuł się źle kiedy ona czuła się tak. Chciał ją tego nauczyć, że ma nic nie tłumić w sobie. Oparł głowę na jej ramieniu i chłonął jej zapach. Wyobraził sobie ich wspólną przyszłość, kiedy mogliby działać jako rodzina. Ona jako żona, która dba i wspiera męża, a on jako dobry ojciec oraz głowa rodziny będąca ochroną dla niej. W rodzince było miejsce na dziecko, które pewnie byłoby szczęśliwe mając dwoje kochających rodziców. Wiedział, że Cass jeśli zostałaby matką to kochałaby swoje dziecko. Wiedział, że jest zdolna kogoś kochać przede wszystkim. Rozczulił się i pierwszy raz od dłuższego czasu poleciała mu jedna łezka na jej ramię. Jednak byłą to łza szczęścia wywołana przez to piękne marzenie. Wtulił mocniej głowę w jej ramię.
- Kocham Cię malutka - powiedział jej, a potem spojrzał w jej oczy i na ustach złożył delikatnego całusa. Potem oparł głowę na jej ramieniu i przymknął oczy, dalej jednak ją obejmował jak swój największy skarb, którym była.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Sro Lip 16, 2014 7:25 pm

Jak Dan przegnie, to Cass w końcu powie 'stop'. Nie mógł jej zmienić na obraz swoich upodobań, bo nikt z nas nie jest idealny i ona też nie jest. Ale czy te nieidealne niuanse nie sprawiają, że jest bardziej wyjątkowa? Czy gdyby była normalną dziewczyną, bez wad, bez pewnych fobii i ogromnego problemu by się otworzyć, czy Dan by zapragnął by ją poznać? By mieć ją tylko dla siebie? Czy jak stanie się taka jakby chciał, żeby była to czy jego chęć pomagania nie przeniesie się na inną osobę? Może Cass traktuję jako pewnego rodzaju misje i jak stwierdzi, że już nic nie jest w stanie dla niej zrobić, przerzuci swoje zainteresowanie na kolejną zagubioną osobę?
Chociaż Dan nigdy nie był związku radził sobie nader świetnie, tak jakby wcześniej przeanalizował wszystkie aspekty bycia z kimś i obdarzania kogoś uczuciem. Może gdzieś tam w głębi duszy, pomimo ciągłej walki i chęci wojowania, Dan czuł potrzebę założenia rodziny i ustatkowania się w jakimś tam procencie. Tylko czemu wybrał Cass? Kogoś kto miał ogromne wątpliwości i jeszcze nie do końca obraną ścieżkę życiową. Czy warto było w kogoś takiego inwestować uczucia? Obydwoje byli dla siebie zupełnym przeciwieństwem. Dan uparty i pewny siebie facet, który za wszelką cenę chce pokazać, że to co się między nimi dzieje to nie jest wcale takie złe i że można to jakoś ogarnąć, połączyć z pracą, połączyć z drugim życiem, które bez sprzecznie prowadziła. Cass zwarta i gotowa by zamknąć się jeszcze bardziej gdy coś zacznie ją przerastać. Może była odważna w walce i nigdy się nie poddawała, tocząc bój do końca, jednak w kwestiach uczuciowych była krucha jak porcelana.
Potworek Cass z miłą chęcią się ujawni tylko trzeba go jakoś wywołać. Sama dziewczyna nie wiedziała jak to zrobić, więc może być ciężko. Nie była świadoma, że on tam sobie siedzi i czeka na nadpęknięcie na porcelanowej duszy Cass. Może nawet właśnie zaciera rączki?
- A jak spotkam kogoś kto też jest z wojska i stwierdzi, że się wcale nie boi? - Mała Cass kminiła i drążyła. Nie każdy pierwszy lepszy chłoptaś jest zwykłym wymoczkiem, którego bez problemu mogła by pokonać jedną ręką. Dziewczyna nie wiedziała jak to w praktyce wygląda, ale improwizowała.
Przy kolejnym zdaniu potworek się uśmiechnął, ale Cass nie. Jak dla niej słaby żart. Co w tym przyjemnego zakuwać drugą osobę. Oszukiwała się dalej wlepiając wzrok wszędzie tam gdzie nie było oczu Daniela. Jego słowa dały jej wiele do myślenia. Uśmiechnęła się delikatnie gdy cmoknął ją w policzek.
- Nie wiem co to za przyjemność. To moja praca. - Rzuciła niby zamyślona, dokładnie analizując słowa, które padły z ust chłopaka. Czyżby dzięki temu wykryła obecność potworka? Stwierdziła, że faktycznie czasami chciała dominować i to uczucie pomagało jej w walce. Była wtedy bardziej władcza i bezwzględna. Na co dzień jednak nie. Zamyśliła się i zdezorientowała zarazem gdy Dan ułożył się na niej. Wróciła wzrokiem do oczu Daniela obdarowując go nieobecnym spojrzeniem i również w ten sposób się uśmiechnęła gdy ją pocałował. Widać, że dziewczyna myślami była hen hen daleko.
- Miesza mi się wszystko w głowie. - Odparła po mega długiej przerwie. Nie potrafiła opowiedzieć co sprawiało, że jest tak ciężko i dlaczego czuję się tak fatalnie.
- Po prostu będzie mi smutno bez Ciebie. - Przeczesała jego włosy i zacisnęła na chwile usteczka, ale dosłownie na dwie sekundki. Serduszko zabiło mocniej. Objęła Daniela, na tyle na ile jej pozwalała ta pozycja i westchnęła sobie cichutko pod noskiem. Dziewczynie bardzo ciężko było się przyznać do swoich słabostek. Dan natomiast był jej ogromną słabością i już nie zamierzała z tym walczyć. Po prostu się poddała pod naporem jego uczuć i miłości jaką została obdarzona. Czuła się szczęśliwa jak nigdy. Uczucie szczęścia okazał się być czymś wspaniałym i zarazem czymś przytłaczającym. A mimo to nie chciała od niego uciekać. Już nie.
Gdy poczuła mokrą kropelkę na swoim ramieniu zmarszczyła brwi. To uczucie przywołało wspomnienie ociekającej krwi. Przeraziła się nie na żarty i uwolniła Dana z przytulasa na rzecz przesunięcia dłonią po ramieniu. Cass zamarła. Spojrzała na palce. W pierwszej chwili na jej twarzy można było dostrzec zaskoczenie. Ściągnęła brwi zdziwiona, ponieważ nie tego się spodziewała. Serce dziewczyny zaczęło bić szybciej.
- Dan? Coś się stało?? Coś Tobie zrobiłam? Powiedziałam coś źle? Ja nie chciałam... przepraszam. - Przytuliła go do siebie bardzo mocno, wplatając palce we włosy chłopaka. Przeraziła się. Płakał? Przez nią?
- Przecież wiesz, że Cie kocham. Bardzo Cię kocham, tylko nie smuć się przeze mnie. - Wyrzucała z siebie słowa patrząc na chłopaka przejęta. Na prawdę przejęta. Przejęta do szpiku kości. Cass nie zniosła by myśli, że przez jej humory Dan mógłby stracić choćby fragmencik swojej pogody ducha i wiary w to co ich łączy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Sro Lip 16, 2014 7:55 pm

- Jak będzie z wojska to przyślij go do mnie. Porozmawiam sobie z nim jak wojskowy z wojskowym. Dam mu 5 powodów, żeby sobie odpuścił - strzelił kostkami i uśmiechnął się. W sumie spuściłby mu zwyczajnie lanie i na tym by się skończyło. Może był bardzo dobrym strzelcem, ale w walce wręcz też nie był słaby, zwłaszcza jak dochodziło do walki na noże. Uwielbiał bawić się z przeciwnikiem, który wyciągał nóż i wierzył, że dzięki temu ma przewagę.
- Hmm, ale lubisz swoją pracę nie? - zapytał. Ciekawe czy czerpała przyjemność z tego, że bawiła się w superbohatera. A nóż Dan też się w to zacznie bawić, jeśli okaże się fajne? Znaczy lubił splendor i być na świeczniku, a takie coś bohaterowie otrzymywali, więc pewnie by na to poszedł. Tylko musiałby sobie przeprojektować strój i wybrać nowy przydomek. Hmm może Black Skull? Nie, zbyt brzmiące na złoczyńcę... Watcher, witcher? Nie brzmi głupio, chyba jednak zostanie przy Blackwatch. Czarny zegarek? Czarna straż? O to może Deathwatch, bo w końcu będzie kontrolował zegarek zgonów innych poprzez ratowanie ludzi.
Zaniepokoił się, bo się zwyczajnie o nią martwił. Ujął ją delikatnie i przytulił - Wszystko będzie dobrze skarbie. Poukładasz to sobie - ucałował ją w czoło. Dodał sobie otuchy też tym, bo w końcu miał już kilka planów na rozmowę.
- Też będę tęsknił skarbie, ale zawsze można się spotykać po pracy na wspólnym filmie, albo mogłabyś sobie tu nocować jakbyś po nocy pracowała i chciała wypocząć - rzucił jej kilka propozycji. Teraz ona się tuliła do niego, czuł jej ból a może to był jego ból wywołany świadomością, że niedługo będą musieli wrócić do swoich obowiązków? Po to też chciał dać jej klucz, żeby mogła odpocząć od czasu do czasu u niego. Sam chciał ją też mieć jak najczęściej dla siebie i tylko dla siebie.
Kiedy poleciała mu łezka Cass gwałtownie się wyrwała z uścisku. Czyżby jakaś jej trauma? Dan się też troszkę zdziwił, a to była tylko jedna łza, więc się ogarnął dosyć szybko.
- Nic skarbie, po prostu przypomniałem sobie tamten sen i zrobiło mi się tak lekko na sercu i tak ciepło, że jakoś tak samo się wzięło. Ze szczęścia - powiedział wtulając się w nią. Sam nie rozumiał dlaczego ta łza popłynęła, może dlatego że się rozczulił po całym tym zdarzeniu? Twardy najemnik, a raczej były najemnik potrafił też ronić łzy. Łzy szczęścia oraz smutku, chociaż w tym wypadku były to łzy szczęścia. Szczęścia, że znalazł swoją przyszłość.
- Nie smucę się. Cieszę się, że mnie kochasz i cieszę się, że Cię mam - starał się ją uspokoić. Nie przewidział tego, że taka drobna rzecz może ją wprawić w taki stan. Chociaż z drugiej strony był zadowolony, że się nim tak przejmuje. Postanowił znowu ją nagrodzić namiętnym całusem, w którego włożył resztę sił, a potem opadł na jej biust i wtulił się w niego przymykając oczy. Rękoma obejmował ją i tulił do siebie. Pogoda ducha była obecna u niego, co sugerował jego uśmiech kiedy opierał głowę o jej miękkie zgrabne piersi. Postanowił spróbować ich ułożyć bokiem, tak że mógł się tulić do niej i leżeć na boku, gdyż tak mu było wygodnie. Od czasu do czasu podświadomie całował jej piersi i chłonął zapach jej spoconego ciała.
- Słyszę bicie twojego serca skarbie. Silne, kochające, czasem płochliwe ale zarazem troskliwe serce - wsłuchiwał się w bicie jej serca, które pewnie się uspokajało teraz. Odezwał się jego żołądek, który zaburczał. W takim momencie jego własny żołądek niszczy atmosferę. Dobrze, że podczas stosunku głód się nie odezwał bo to by zabiło tamten nastrój. Po jednym odezwaniu się żołądek ucichł, a Dan dalej wtulał głowę w swoje bezpieczne miejsce w klatce piersiowej Cass. Pewnie głaskała go po głowie, dlatego od czasu do czasu mruczał i zerkał leniwym wzrokiem w jej oczęta, które były pełne troski i uczucia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Sro Lip 16, 2014 9:36 pm

- Pięć? Czemu akurat pięć? - Zapytała, ponieważ ją zainteresował. Może coś wiedział o czym ona nie miała pojęcia? Jakieś argumenty, po których przeciwnik się poddawał? Może nie za każdym razem będzie trzeba spuścić komuś manto, żeby przemówić do rozsądku. Strzelenie kostkami bardzo szybko wyprowadziło ją z błędu.
- Ah. Jeżeli o to chodzi to pewnie wystarczy jeden. Nie trzeba od razu kogoś zmasakrować. - Odparła chociaż sama znała wiele pojedynczych ciosów, które pozbawiały przeciwnika przytomności.
- Czasami lubię, a czasami nie lubię. - Odparła zagadkowo po zastanowieniu. Dziewczyna bardzo poważnie traktowała pytania Daniela, więc postanowił się przykładać w odpowiedziach. Cass nie uważała siebie za super hiper bohatera. Robiła to co potrafiła najlepiej i to czego nauczył ją Batman. Przecież ze swoimi umiejętnościami mogłaby się zmarnować jako ekspedientka w pierwszym lepszym sklepie. Zresztą wynudziłaby się okrutnie i nic by dobrego z tego nie wynikło. Dziewczyna również nie czuła potrzeby bycia popularną i wychwalaną. Wolała działać w cieniu i w cieniu znikać po skończonej robocie. Źle się czuła w większych grupach i nie lubiła być w centrum zainteresowania. Uciekała jak mogła od takich sytuacji, więc gdyby mieli pracować razem to najprawdopodobniej zostawiała by Daniela samego, by mógł się po napawać sławą i splendorem, którego zupełnie nie rozumiała.
Posłała mu spokojny uśmiech, gdy kojącym głosem ponownie potwierdził, że sobie to wszystko poukłada. Wiara w nią sprawiała dziewczynę ogromną radość i napełniała siłą oraz wiarą, że faktycznie tak będzie.
- Ahhh no tak. Tęsknić. Brakowało mi tego słowa. - Rzuciła w powietrze, tak jakby przypomniała sobie coś co od paru dni miała dosłownie na końcu języka.
- O to mi chodziło. - Odparła z szerszym uśmiechem, jakby wcale przed chwilą nie rozmawiali o smutkach i chwilach, które będą musieli spędzić samotnie. Cass nie znała wszystkich słówek dlatego ciężko było czasami wyrazić swoje uczucia. Wkurzała się przy tym i niecierpliwiła.
- Też będę tęsknić. - Zaraz posmutniała, gdy sobie przypomniała znaczenie tego słowa. Przesunęła łapką po jej ulubionym policzku Dana i kiwnęła łepkiem na zgodę. Propozycję zostały zaakceptowane.
- Chociaż nie wiem, wiesz... po nocach... a to taka niebezpieczna dzielnica. - Roześmiała się z własnego żartu. Oj tak. Poczucie humoru miała. Na ogół.
- Mimo to będziesz cały czas ze mną. Wiesz? - Oczywiście chodziło jej o to, że będzie go cały czas czuła w serduszku i będzie ciągle zaprzątał tą czarną, poczochraną główkę. Czyżby ziarenko nadziei, które zostało zasiane przez Daniela, nagle zaczęło pączkować? W wyznaniach była jeszcze nieporadna i wolałaby, żeby chłopak czytał w myślach. Dużą ilość informacji przekazywała w mowie ciała, czy w spojrzeniu. Teraz była delikatnie zawstydzona i uciekała wzrokiem, po to by za chwile wrócić do spojrzenia Daniela, swoim pytającym i zaciekawionym czy w ogóle ją zrozumiał.
A potem się przestraszyła. Nie chciała by chłopak przez nią cierpiał. W ogóle nie brała tego pod uwagę, stąd ta dość gwałtowna reakcja.
- Ze szczęścia? - Zdziwiła się i zaraz uśmiechnęła, a potem się zaśmiała , ale krótko. Nie wiedziała co ma mu powiedzieć. Objęła i wtuliła jego nagie ciało. Ucałowała w czubek głowy a potem w czółko. Pierwszy raz w życiu czuła się dla kogoś na prawdę ważna.
- Mam nadzieje, że kiedyś Twój sen się spełni. - Szepnęła mu na ucho gdy wtulał się w dekolt. To był pewnego rodzaju przełom, ponieważ po raz pierwszy od kiedy się znają, z ręką na sercu Cass mogła przyznać, że zobaczyła się w zupełnie innej roli niż w roli BB. Może uwierzyła, że to jest możliwe? Ale tylko z Danem. Przynajmniej tak podpowiadało serce, które wręcz perfekcyjnie opisał w kolejnym zdaniu.
- Przestraszyłam się, że to przeze mnie, w tym złym sensie.. - Ścisnęła go mocniej, zaraz przed tym gdy brzuszek chłopaka również postanowił wypowiedzieć się w tej kwestii. Parsknęła śmiechem i cmoknęła go w usta soczyście.
- Jesteś głodny. W sumie.. ja chyba też.. Można coś zamówić. - Odparła. Nie chciała by Dan znowu zaczął gotować.. z paru istotnych powodów. Po pierwsze nie chciała go wypuszczać z łóżka. Po drugie znowu miał dla niej gotować. Po trzecie... nie chciała go wypuszczać z łóżka.
- I trzeba wstać. - Dodała niechętnie, acz rozsądnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Sro Lip 16, 2014 10:04 pm

Ważne, że koniec końców załapała żart z 5 argumentami, bo w końcu każdy argument to był jeden palec w ręce, która potem składała się w pięść i masakrowała takiego delikwenta, który chciałby odebrać Cass. Pomijając fakt, że ona pewnie tak samo by uraczyła tego człowieczka, jak nie gorzej.
Lubiła swoją pracę, ale czasami stawała się udręką ta praca. Hmm, trochę jak jego robota bo lubił sobie postrzelać i wysadzić coś, ale no ile można. Zwłaszcza nie lubił jak kazali mu wysadzać bogu ducha winne domy, gdzie mieszkali ludzie. Miał jakieś sumienie i tych "czystych" ostrzegał, że mają się wynieść w ciągu 20 minut inaczej zostaną z nich skwarki. No przeważnie się go słuchali, bo kto nie posłucha się gościa z karabinem w ręku i maską z czaszką. Chociaż zdarzali się tacy agenci, którzy musieli dostać porcję lania, żeby zacząć się słuchać.
Jej kojący uśmiech go uspokajał, przede wszystkim lubił jak się uśmiechała bo działało to lepiej niż jakikolwiek makijaż. Według niego najlepszy makeup kobiety to jej uśmiech, a to Cass miała piękne. Tęsknota kiedy będą musieli wyjść z tego mieszkania i udać się do roboty będzie naprawdę ogromna. Sam Dan odczuwał to bardzo przez te parę dni kiedy był sam. Nie wiedział do kogo się odezwać, komu się naprzykrzać. Nawet strzelanie go nudziło. Brakowało mu tej bliskości z nią, którą teraz chłonął każdą cząstką tego ciała. No nic zakochał się chłopak po uszy, więc nie myślał racjonalnie.
- Wiem skarbie. Ty też będziesz - wziął jej rękę i przyłożył sobie do piersi po lewej stronie, następnie swoją rękę przyłożył do jej lewej piersi. Domyślał się o co jej chodzi, bo to akurat prosta metafora była. Uśmiech zagościł ponownie na jego ustach, czuł tą satysfakcję, że w końcu jest gdzieś chciany i potrzebny.
Troszkę się zdziwiła, że można płakać ze szczęścia. W sumie jej samej się to chyba zdarzyło wtedy pod prysznicem, ale nie był tego pewien. Nie wiedział za bardzo jak okazać swoje emocje to dlatego się wtulił w nią, bo w końcu ciało wyraża więcej. Przepełniła go radość, kiedy Cass wyraziła aprobatę dla jego snu. Czuł, że nie tylko on będzie dążył do wspólnej przyszłości, ale ona także. Potem zrobiło mu się głupio, że mogła to źle odebrać, dlatego przedłużył tamtego całusa jakby przepraszając, że ją zmartwił. No i odezwał się jego brzuch co go mogło lekko zdekoncentrować, ale wyszła z tego całkiem śmieszna sytuacja.
- Można w sumie masz ochotę na pizzę? Całkiem niezłą podają tutaj w okolicy, a mam do nich numer akurat - powiedział i zerknął w jej urocze oczęta. W sumie nie chciało mu się wstawać i gotować, wolał powylegiwać się z nią w łóżku jeszcze trochę -Troskliwa Cass. Widzisz mówiłem, że byłabyś dobrą matką! Dbasz o przyszłego męża to i o dzieci byś dała radę zadbać - być może umyślnie wywołał falę wstydu, ale raczej nie zwrócił na to uwagi, tylko wrócił do poprzedniej pozycji wtulania się w jej biust. Niechętnie, ale powoli zbierał się do podniesienia. Chociaż na moment postanowił jeszcze ją ucałować gorąco, a potem wstał i sięgnął po komórkę, która leżała na komputerze. Wrócił do łóżka, bo pewnie za nim tęskniła już. Przez tą krótką chwilę jak wstał wtedy mogła podziwiać jego nagie ciało, które pewnie miało sporo czerwonych śladów. Może czuł małe pieczenie, ale to oznaka że stosunek był udany dla obu stron. Objął ją i spojrzał na nią.
- To z czym chcesz? Ja się dostosuje bo wszystko mi tam u nich smakuje. Przynajmniej nie mają modyfikowanych genetycznie warzyw a to czuć w smaku - jak Cass podała co chce to zamówił jedzenie i wrócił do miziania jej. Czasem delikatnie całując i ciesząc się tą chwilą (chwilą cieszył się cały czas). W międzyczasie założył bokserki, bo co to będzie jak przyjdzie dostawca i gospodarz otworzy mu bez bielizny. Cass jednak nie pozwolił jej założyć, niech sobie leży nagusieńka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Czw Lip 17, 2014 10:42 am

Gdyby chodziło o Dana, Cass uraczyła by delikwenta o wiele gorszym ciosem, korzystając z wiekszej ilości 'argumentów'. To wynikało z bardzo silnych emocji oraz uczucia, którym go obdarzyła. Nie przebierając w środkach sprowadziła by daną osobę do pionu i pokazała gdzie jest jej miejsce. Wcześniej starała się nie angażować w tego typu emocjonalne zagrywki, chociaż trzeba wziąć pod uwagę, że wcześniej nikogo tak nie kochała.
Fala strachu, która raz po raz obmywała kruchy umysł Cass była związana również ze strachem przed utratą bliskiej osoby. Dopiero po głębszych przemyśleniach potrafiła sobie uzmysłowić skąd to się wzięło. Bardzo dobrze pamięta ten, niby zwykły dzień. Spanie po południa, potem trening i wieczorny patrol. Dzień zapowiadał się bardzo rutynowo, niestety taki nie był. To wtedy dowiedziała się o śmierci Batmana i wtedy nastąpiło pierwsze załamanie. Utrata kogoś bliskiego okazała się zbyt bolesna. Dziewczyna zdała sobie sprawe jak bardzo boli świadomość, że już nigdy nie spotka się osoby, która była dla ciebie ważna, która miała ogormny wkład w twoje doczesne życie. Wtedy pierwszy raz sobie obiecała, że już nigdy, przenigdy się nie zaangażuje. Cóż, najwyraźniej nie dotrzymała słowa. Albo Dan okazał się być kimś dla kogo postanowiła złamać tą obietnice. A przynajmniej do takich wniosków doszła po namiętnej nocy i prawie całym dniu wylegiwania się w łóżku. Lenistwo jednak nie było tym co przeważyło szale, tak jak jego seksowne ciało, które na samą myśl przyprawiało o szybszbe bicie serca i uczucie gorąca tu i ówdzie. Nawet ten zniewalający uśmiech nie był powodem dla, którego Cass porzuciła wcześniejsze postanowienia i na tą chwile nawet przez sekundę nie żałowała swojej decyzji. To charakter chłopaka oraz jego niesamowite podejście do dziewczyny, przede wszystkim szczere i nieobłudne powaliło z nóg. Cass nigdy nie czuła się tak osaczona i nigdy nie było jej tak z tego powodu dobrze. Ciepło, którym ją obdarzał oraz miłość jaką przelewał w najdrobniejszy gest skierowany ku Cass był czymś dzięki czemu złamała wcześniejsze przyżeczenia.
Po pierwszym spotkaniu miała ogormne wątpliwości. Właściwie była bardzo bliska decyzji, żeby już nigdy się do Dana nie odzywać. Przestraszyła się swoich uczuć, a nie była na tyle odważna by komuś się zwierzyć z własnych wątpliwości. Była przyzywczajona do tego, że zostaje sama ze swoimi myślami. Ciągle myślenie o Danie wydawało się być męczące, a wspomnienie ich pierwszej nocy bardzo wstydliwe, aczkolwiek podniecające. Wstyd jedna wygrywał. Wygrywały również wątpliwości. Może to Fortuna, opiekunka Daniela pchnęła go w kierunku tej fabryki? Może i ona postanowiła dać tym dwojgu młodych ludzi jeszcze jedną szanse? Pewnie tak. W sumie, tylko dzięki temu Cass postanowiła podjąć wyzwanie i zacząć stąpać po nieznanym jej gruncie jakim była miłość. Będzie się wkurzać, będzię się złościć, ale stwierdziła, że się nie cofnie, dopóki Dan będzie trzymał ją za ręke. Tak jak to robił teraz. Oczywiście nie tak dosłownie. Patrząc na nią z zewnątrz, gdy kolejny raz patrolowała miasto, gdy kolejny raz budziła się w swoim pokoju mieszczącym się w rezydencji Wayne'ów, nie można było zaobserwować jakiejkolwiek zmiany. Z jednej strony było to smutne, ponieważ dziewczyna zupełnie nie potrafiła dzielić się emocjami. Z drugiej strony... nie zamierzała się nimi dzielić z nikim bojąc się, że przez to mogą jej umknąć. Było to oczywiście dość dziecinne stwierdzenie, w końcu emocje miała w sercu i póki co nie zapowiadało się by miały uciekać czy chociażby miałby zostać stłamszone. Zachowywała się jak mała dziewczynka, która znalazła pięknego motyla i chowa go w dłoniach tylko dlatego by nie odleciał, a tym samym pozbawiając możliwości podziwiania pięknych i różnorodnych kolorów.
Uśmiechnęła się delikatnie gdy przyłożył dłoń do jej serca. Powędrowała spojrzeniem za swoją łapką, która wylądowała na sercu BW. Cień ulgi przeszedł przez jej twarzyczkę, bo nie musiała nic mu tłumaczyć. Uwielbiała ta nić porozumienia, która z taką łatwością się między nimi zawiązała. Oszczędzało jej to wiele stresów, ponieważ nie musiała wszystkiego tłumaczyć. Teraz chciała mu powiedzieć coś ładnego, coś typu, że zawsze będzie w jej sercu, albo że cały czas czuję jego obecność w sercu, ale nie dała rady. Uśmiechnęła się delikatnie i pocałowała Dana tak samo dziko jak on wcześniej. Był to króki i bardzo namiętny pocałunek, zakończony trzema krótkimi i soczystymi cmokasami, przerywanymi głębokim spojrzeniem w zielone oczka Daniela.
To co się stało pod prysznicem było nie zrozumiałe, więc nie zaliczała do tego do łez szczescia, czy łez wynikających ze wzruszenia. Po prostu jakoś wewnętrznie poczuła się bardzo szczęsliwa, a zarazem przerazona i przytłoczona ogromem tego uczucia.
Cass miała ogormną ochotę na pizze więc machnęła łepkiem. Nie pamiętała kiedy była tak bardzo głodna. Co prawda ścisk żołądka wywołany falą wstydu jaką zgotował Dan kolejnym zdaniem odebrała jej apetyt, ale tylko na chwile.
- Skąd Ty bierzesz tą pewnośc siebie huh? - Zaśmiała się i zaczeła zarazem zastanawiać. Może miał racje? Aczkolwiek to przecież była tylko jedna propozycja, czy to było aż tak wazne? Gdy zbierał się z łóżka Cass zaczęła powoli siadac, przytrzymując kołdrę na piersiach. Gdy się rozmyślił i ucałował ją gorąco odwzajemniła i parskneła smiechem. Zaskoczył i zarazem rozbawił. Opadła z powrotem na poduszki, bo pocałunek okazał się być z tych zniewalających. Usiadła dopiero wtedy, gdy Dan wstał i poszedł po kom. Teraz miała okazję przyjżeć się jego ciału po miłosnych uniesieniach. Na początku uśmiechnęła się rozmarzona, ale gdy spostrzegła te czerwone smugi i ostre zadrapania, zbladła i jakoś tak straciła humor. Było jej źle. Jak mogła do czegoś takiego dopuścić. Oparła się o ściane, przyciągając do siebie kołdre i wtuliła w nią policzek. Wyliczyła dokładnie na jakie dodatki ma ochotę, czyli oliwki czarne i zielone oraz pomidory. Dan mógł dodać coś z mięsa jeżeli miał ochotę. Gdy chłopak założył bokserki, sama rozejrzała się za swoimi ubraniami. Znowu do niej doszło, że siedzi całkiem naga. Gdy do niej wrócił na mizianko, odwzajemniała pocałunki, aczkolwiek były bardziej delikatne i ostrożne. Tak samo jak jej dotyk. Nie była zadowolona ze swojego... 'dzieła'. Czuła się jak potwór, który wybudzony w nieodpowiednim momencie wyraża swoją złość drapiąc i kąsając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Czw Lip 17, 2014 2:49 pm

Blackwatch od jakiegoś czasu kombinował jak tu pozbyć się strachu Cass przed nią samą. Wpadło mu do głowy kilkanaście sposobów, jak chociażby bycie dla niej zawsze wsparciem, pokazanie że sam taki silny nie jest, żeby mogła odwrócić wzrok od tego strachu. Jak na razie najlepiej sprawdzało się ciepło i uczucie jakim ją obdarzał. Przyczyna strachu przed bliższymi kontaktami mogła leżeć gdzieś w jej przeszłości, jednak strach ustępował temu że chciała dać sobie szanse najwyraźniej. To bardzo dobry krok ku lepszej przyszłości. Podziwiał ją, że potrafiła przezwyciężyć swoje wewnętrzne demony dla niego. Chciał z nią być przede wszystkim dlatego, że ona go zaakceptowała i obdarzyła go uczuciem, on natomiast poczuł że w całym życiu podczas którego rozwalał i demolował znalazł kogoś kogo może chronić. Zwyczajny instynkt opieki typowego mężczyzny. Nigdy mu nie chodziło o posiadanie jej w sensie ciała, bo to było tylko dodatkiem, chociaż nie można było odmówić tego, że lubił to ciało pieścić i doprowadzać do stanu rozpalenia. Zafascynowały go te wszystkie otoczki, które przerywał jedną po drugiej, żeby dobrać się do wnętrza, które było skrzywdzoną przez życie dziewczyną. Dziewczyną do której wyciągnął rękę, a ona ten gest przyjęła. Pierwsze ich spotkanie z początku nie wyglądało na coś specjalnego, zwyczajna propozycja filmu na podryw. Jednak upojna noc, którą razem spędzili oraz to co się potem działo było już inną bajką. Oddali się sobie wtedy pierwszy raz i pierwszy raz wszystkie otoczki zostały zerwane z obojga jednocześnie. Pomińmy fakt, że on świadomie zerwał z siebie wszystkie bariery i skorupy zostawiając się odsłoniętym na każdy atak z jej strony. Chciał jej pokazać, że jej ufa i nie zrobi jej krzywdy. To na pewno Fortuna pokierowała wtedy nim do fabryki i to na pewno jej zasługa, że pewnie jakiś dzieciak zwyczajnie pomylił numery podczas typowych zabaw w głuchy telefon. BW kiedy jej nie było snuł się bez życia po swoim domu przechodząc z kąta do kąta i próbując czymś się zająć. Nic nie sprawiało mu przyjemności, ani strzelanie, ani robienie ładunków wybuchowych, ani polerowanie broni, ani trening. Nic. Głowę mu zaprzątała tęsknota i to, że chciał ją mieć znowu obok siebie na stałe. Dziwne uczucie, takie uczucie bezradności i tego że jest się niepotrzebnym, dodatkowo jakieś kłucie w klatce piersiowej, jednak to mijało kiedy była obok, czuł się wtedy jakoś tak lżej i swobodniej. Jej dzikie całusy sprawiały mu ogromną przyjemność, a podczas nich chciał chłonąć każdy jej kawałek uczuć, dlatego równie dziko je zawsze odwzajemniał. Kiedy były lżejsze i delikatniejsze natomiast rozkoszował się tą chwilą jak dobrym winem, którego nigdy nie pił ze względu na finansowe kłopoty, ale wiedział co to rozkoszowanie się chwila. Jej delikatny uśmiech był dla niego lepszą nagrodą niż 10 tys dolarów. Był cenniejszy niż złoto czy diament dla niego. Cass też była głodna, a sądząc po sile machnięć głową to nawet bardzo. Troszkę ją zawstydził (znowu), kolejnym zdaniem ale taka była prawda. Sądził, że na matkę się nadaje tylko musi w siebie uwierzyć raz na jakiś czas.
- Z wnętrza i w wiary w Ciebie kotku. Musisz uwierzyć w siebie, a wszystko stanei się możliwe - powiedział i ucałował jej czoło, pod którym pracował mózg przetrawiający informacje. Rozłożył ją pocałunkiem znowu na łóżku, męska duma i instynkt zdobywcy robiły swoje dając mu satysfakcję z tego. Dan zamówił pizzę z tym wszystkim co chciała Cass plus od siebie dorzucił szynkę i więcej sera. Wszystko oczywiście na grubym cieście.
Była dziwnie delikatna i ostrożna w swoich pieszczotach. Czyżby czegoś się bała, że go połamie na przykład? Ha! Przecież nie jest z porcelany. A może chodziło o to, że była zmęczona? Po kolejnym pocałunku złożonym na jej ustach oparł się o rękę leżąc na boku i spojrzał w jej oczy, które tak mu sie podobały. Ta piekna linia brwi oraz głębia spojrzenia i tajemniczość w nich. To było to co lubił, bo w końcu lubił nieznane. Dostawca pizzy powinien być za jakieś 20-30 minut, jeśli wyjdzie poza te 30 minut pizza jest darmowa zwyczajem każdej pizzeri. Każda z nich dbała o punktualność i to, żeby klient dostał ciepłą pizze.
- Słodka jesteś jak sobie tak leżysz, taka zmachana, rozczochrana i niewinna - zaśmiał się i znowu wtulił w jej dekolt, tylko po to żeby zacząć ją łaskotać brodą, a potem spokojnie się ułożyć na jej piersiach, które uwielbiał mieć jako poduszkę - Tak wygląda typowy dzień dla par kochanie, kiedy oboje maja wolne - westchnął i jeszcze bardziej się wtulił. Na jego ustach zagościł uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Czw Lip 17, 2014 6:50 pm

Oh tak. Gdyby BW był zupełnie inny Cass by się nim nie zainteresowała. Może był czasami upierdliwy i mielił jęzorem jak najęty, jak najgorsza gaduła, która musiała być co i ruszy upominana przez nauczyciela podczas lekcji, ale to była jej gaduła. Tylko jej i nie zamierzała się nim dzielić... póki co. Pewnie kiedyś będzie musiała. Teraz chciała się nim nacieszyć, a było ciężko, jak to zwykle jest na początku szczęśliwego związku, bo tak można było określić to co ich łączyło. Obydwoje mieli się ku sobie i obydwoje chcieli spędzać ze sobą jak najwięcej czasu. Cass wydawała się być ciągle nienasycona i ciągle było jej mało. Powoli zapominała jak to jest bez Dana i wcale nie było jej z tego powodu smutku. Odczuwała żal i tęsknotę tylko wtedy gdy był gdzieś daleko. W samotnych chwilach przyłapywała się na myślach, które błądziły w okół chłopaka. W okół wspomnień jego uśmiechu, czy seksownego ciała w które z lubością uwielbiała się wtulać.
Cass bez Dana zmarkotniała strasznie. Nie, żeby wcześniej była duszą towarzystwa, ale podczas jego nieobecności zupełnie była bez życia. Rozwiązanie było proste, mogła wsiąść na motor i po prostu do niego pojechać. Niestety nie miała odwagi, tym bardziej, że był to czas gdy męczyły ją ciągłe wątpliwości. Nie chciała z nikim rozmawiać, bardziej niż zwykle i chowała się po kątach. Jak wychodziła na patrol, robiła to ukradkiem, żeby nikt o nic nie pytał. Większość czasu i tak spędzała poza domem. Nie mogła wytrzymać w czterech ścianach. No dobra w ogromnej rezydencji miała większe pole do popisu niż Dan, a mimo to nie potrafiła znaleźć swojego miejsca. Snuła się biedna, starając nie wchodzić nikomu w drogę.
Nie wiedziała, że Dan czuł mniej więcej to samo. Nawet przez telefon wydawał się być bardziej zadowolony z takiego stanu niż ona. Wkurzała się trochę, bo ona tu smęci i marudzi sobie w tej czarnej główce, a Dan niczym nakręcona katarynka nadawał jak najęty. Jednak gdy słyszała jego dźwięczny i szczery śmiech nie mogła się na niego złościć.
Dziewczyna podjęła decyzję. Następnym razem nie będzie się męczyła tylko po prostu do niego przyjedzie. Pewnie i tak tego nie zrobi, bo to troszkę za wcześnie na takie przedsięwzięcie, ale grunt to uświadomienie sobie, że jest taka opcja.
Cass w życiu by nie przypuściła, że Dan od początku chciał ją poderwać. Znaczy w momencie kiedy padło zaproszenie na film. Zdziwiła się wtedy fakt, ponieważ nawet się nie znali, a mimo to chciał ją ugościć, ale wiedza o zaznajamianie się z nowymi osobami była prawie zerowa, więc stwierdziła, że tak to pewnie wygląda. A potem zafascynowała się chłopakiem i wpadła w to jak śliwka w kompot.
- Nie o to mi chodziło. - Roześmiała się i cmoknęła jego haczykowaty nosek. Spojrzała na niego z uwielbieniem i cmoknęła go w usta. Dan pogłębił pocałunek kładąc ją z powrotem na poduszki. Uśmiechnęła się pod nosem i objęła go za szyje. Gdy położył się na boku i patrzył w wielkie oczka Cass poczuła się co najmniej skrępowana.
- Na co się tak patrzysz? - Wymamrotała uciekając wzrokiem gdzieś w bok. Potem skupiła się na zadrapaniach na ramieniu. Przesunęła paluszkiem obrysowując rankę.
- Chyba przesadziłam. - Szepnęła i wróciła przepraszającym spojrzeniem do oczu Dana. Przesunęła łapką po policzku, kciukiem zawadzając o jego dolną wargę, którą zaraz ucałowała. Gdy wtulił się ponownie w dekolt, wplotła palce w jego włosy i zaczęła czule przeczesywać.
- Niewinna? - Zdziwiła się przy ostatnim słowie. No tego jeszcze nie było. Fakt wyglądała przesłodko zupełnie naga, owinięta w pościeli, ale żeby niewinna od razu? Roześmiała się cicho i odsunęłą gdy zaczął łaskotać brodą.
- Całe dnie w łóżku? W sumie to nic trudnego. Nie wiem czego się bałam. - Odpowiedziała żartobliwym tonem. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że się zdradziła. Ajaj. Bezsensu. Jest twardą BB. Nieustraszoną! A tu taki fail. Wtuliła go szybko w swoje piersi mając nadzieje, że jakoś ten tekst mu umknie. Albo przyjdzie ta cholerna pizza. Znaczy ktoś ją przyniesie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Czw Lip 17, 2014 7:43 pm

Kiedyś każdy ma dosyć jego gadania, nawet Cass będzie chciała żeby nie mówił nic przez jakiś czas. No cóż, wtedy mogłaby zatkać mu usta pocałunkiem i tyle, a tak właściwie by chciał żeby to robiła. Cieszyli się swoją bliskością wzajemnie, dziewczyna bo doznawała nigdy wcześniej niedoznanych uczuć, a on bo pierwszy raz czuł że jest ktoś komu jest potrzebny i ktoś komu na nim zależy. Nawet się przyzwyczajał do tego stanu rzeczy, że ona jest w jego mieszkaniu. Kiedy wyjdzie będzie czuł tą pustkę, owszem będzie do niej dzwonił często ale to nie to samo co mieć ją obok siebie. Wspomnienia pomagały, wyobrażał sobie to ciało, którego dotykał oraz ten uśmiech, który go zniewalał i radował. Wszystko oczywiście kiedyś się kończyło, jednak po tych wspomnieniach czuł się jakiś żywszy, chociaż nadal za nią tęsknił kiedy była daleko. Martwił się o nią, że ktoś jej robi krzywdę w tym momencie.
Dziewczynie brakowało wiary w siebie, a to chciał jej dać. Dać najcenniejsze co mogła zyskać, coś co nadal będzie istniało jeśli nawet będą daleko od siebie. Wiara w siebie i swoje możliwości mogła pomóc jej przełamać wszystkie blokady i problemy. Cmoknęła go w jego nos, co go troszkę połaskotało. Wyglądała na taką szczęśliwą, aż w sercu czuł to przyjemne ciepło. Dla niego ważne było, żeby ona była szczęśliwa. Mógł ją zasłaniać, chronić a nawet się poświecić, byle żeby ona mogła przeżyć i wychować być może ich wspólnego potomka. Roześmiał się, kiedy zapytała się na co się patrzy. Czyż to nie oczywiste? Na nią i w jej piekne oczęta.
- Na ciebie skarbie, bo w końcu tylko na Ciebie mam patrzeć - powiedział i palcem przyciągnął jej podbródek, tak żeby kontynuować kontakt wzrokowy.
- Nie, to znaczy że seks Ci się podobał. Czytałem o tym, że kobiety u szczytu drapią swoich partnerów, bo jest im z nimi dobrze. Wiesz nawet mnie to nie boli, a jakoś tak specyficznie się czułem jak się kochaliśmy i zaczęłaś mnie drapać. Specyficznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu -dorzucił i pocałował ją w usta, a potem 3 razy delikatnie cmoknął w nie.
Ponownie wtulił się w jej piękne piersi, a jej dotyk był kojący. Czuł się jakby był w bezpiecznym miejscu, gdzie nikt go nie dorwie i mógł odetchnąć w spokoju.
- Tak niewinna i do tego skromna - powiedział zerkając w jej oczy. W sumie była taka skromniutka, stresowała się i reagowała specyficznie na komplementy. Dan nie lubił jak są panny, które żyją tylko na komplementach i tylko komplement się dla nich liczy, a nie szczerość. Przestał ją łaskotać brodą.
- Całe dnie w łóżku razem, w miłosnym uścisku, oglądając filmy i dogadzając sobie nawzajem. Czego chcieć więcej? - zwrócił uwagę na to, że Cass się tego bała na początku. Po tym jak go wtuliła mocniej w siebie sądził, że się zawstydziła bo chciała uchodzić za tą silną. Do przyjazdu pizzy było jeszcze z 10 minut, więc mieli czas jeszcze dla siebie. Ucałował jej lewą pierś, a potem pokierował się pocałunkami po szyi, aż po usta. Położył ją na sobie znowu. Lubił czuć jej ciało całościowo na sobie, czuć jej wagę, oddech na swojej szyi, wszystko po kolei.
- Spokojnie kochanie nikomu nie powiem, o tym że się bałaś. To będzie nasza słodka tajemnica - mrugnął do niej i wtulił w siebie. Potem znowu zaczął ją całować namiętnie i z pożądaniem, kiedy po chwili ktoś zapukał. Zapewne dostawca. Na moment niechętnie przerwał pocałunek. Zza drzwi było słychać: "Pizza dla pana... (tutaj został podany adres lokum)".
- Już idę - powiedział głośniej. Ucałował ją delikatnie i zsunął ją z siebie, głaszcząc przy okazji po czarnej rozczochranej główce. Podszedł do leżących spodni i wyciągnął z nich portfel. Odliczył cenę plus kilka dolarów napiwku. Otworzył drzwi, przed nimi stał nie kto inny jak dzieciak z pryszczami na twarzy w stroju dostawcy, z kaskiem na głowie. BW podał mu pieniądze i odebrał pizzę.
- Reszta dla Ciebie mały - po czym zamknął drzwi. Podszedł z pudełkiem pizzy i znowu wlazł do łóżka, usadawiając sobie znowu Cass tak żeby było jej wygodnie jeść i jednocześnie opierać się o niego.
- Smacznego skarbie. Chcesz może do tego piwo? Mam jeszcze trochę - zaproponował i cmoknął ją w policzek, z którego już dawno zeszła opuchlizna. Tak jak z reszty ciała, gdzie miała siniaki. Maść Dana naprawdę dobrze działała na takie rzeczy. W każdym razie z pudełka wyciągnął kawałek pizzy i jej podał.
- Chyba, że chcesz to Cię nakarmię - zaproponował i jeśli się zgodziła to zaczął ją karmić pizzą. Wyglądała tak uroczo, a Dan sie tak świetnie bawił kiedy ją karmił. Czuł się tak męsko, bo w końcu dba o swoją przyszłą żonę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Czw Lip 17, 2014 10:04 pm

Cass już zaczynała mieć dość jego gadania, w szczególności wtedy gdy ją zawstydzał. Wstyd jednak kiedyś odejdzie, więc kto wie, może przyzwyczai się do tej bezpośredniości, którą częstował dziewczynę bez krępacji. Dobrze wiedziała, że nawet pocałunek nie odwiedzie go od skończenia zdania, w końcu już mieli taką sytuację. Po całusie świat wydawał się zupełnie inny, barwniejszy i pełen dobra.
Tak długo szukała swojego miejsca we wszechświecie, a okazuję się, że wszystko miała na wyciągnięcie ręki. Tu w Gotham. Pierwszy raz szczerze ucieszyła się z powrotu do tego, mogło wydawać się szarego miasta. Delikatny uśmiech nie schodził jej z twarzy. Była szczęśliwa. Bardzo szczęśliwa. Nigdy tak się nie czuła. Cass była na lepszej pozycji, Dan miał o wiele ciężej w tęsknocie w końcu parę rzeczy w mieszkaniu mogło mu się z nią kojarzyć. Wtedy tęsknota mogła się wydawać jeszcze głębsza. Nawet lepiej, że trafiło na chłopaka, ponieważ Cass miałaby jeszcze większy problem z postawieniem się do pionu, a i tak nie było łatwo!
Czy martwiła się o Dana? Praktycznie non stop. Te myśli jednak odganiała jak najdalej tylko mogła. Nie mogła sobie pozwolić na paranoje, w końcu bardzo dobrze wiedziała, że sam potrafi się obronić. I tego się kurczowo trzymała. Sama póki co nie zdawała sobie sprawy z troski Dana i że się o nią zamartwiał. Swoją pracowała jak każdy zwykły pracownik biurowy, który przychodził rano do pracy, odsiadywał te 8h i wracał do swoich co dziennych domowych obowiązków. Było to tak naturalne i normalne, że póki co nie dopuszczała tego problemu do główki. Oczywiście zupełnie inaczej miała w stosunku do chłopaka. Podczas jego misji prawdopodobnie obgryzała by paznokcie ze stresu i burczała na wszystkich, a przede wszystkim na tych, którzy chcieliby się do niej zbliżyć i pocieszyć.
Dziewczyna również była w stanie poświęcić chociażby własne życie by ratować ukochanego z opresji. Zresztą nie byłoby czasu na zastanowienia i zadziałał by instynkt pchający w ramiona śmierci gdy zagrożone jest życie osoby najbliższej sercu, którym nie wątpliwie był dla niej Dan.
- Tylko na mnie? Aaa jak mnie nie będzie? To na kogo? - Drążyła chociaż chyba nie była już zainteresowana tematem, ponieważ cały czas uciekała wzrokiem. Cóż za paradoks. Cała Cass. Niby kontynuowała temat, bo tego chciał potworek, a mimo to cały czas się wstydziła i starała uciąć dyskusję, sugerując małe zainteresowanie tym dziwnym, nieobecnym tonem. Rozleniwiła się strasznie i zmieniła w spragnionego czułości kociaka, więc potworek był cichutkim głosikiem, który raz na jakiś czas przemawiał z przekory, ale chyba coraz bardziej bez przekonania z czego był bardzo niezadowolony i pomimo bardzo namiętnego seksu, bardzo zaniedbany. No, ale najwyraźniej słodka natura Cass była ważniejsza. Pfi.
A potem Dan walnął takim tekstem, że biedna chwyciła za poduszkę i zakryła nią twarz. Potworek uśmiechnął się z satysfakcją, no ale nie mógł tego widzieć, w końcu jej spąsowiała buźka tuliła się do pościeli.
- Za dużo czytasz i za dużo gadasz. Co ja w ogóle wyprawiam.... - Jęknęła myśląc jak tu uciec, jak tu wyrwać się z uścisku. Znowu poczuła się naga i taka bezbronna. Rozkładał ją na łopatki. Gdy poruszał takie tematy nie potrafiła się wybronić. Składała sobie w głowie obietnice bez pokrycia, że już nigdy, przenigdy nie będzie go drapać o. A skoro mówi, że to takie fajne to niech ma, za karę.
Gdy Dan jakoś opanował tą ekhm, sytuacje i Cass jakimś cudem przestała się wstydzić i krępować, odwzajemniła pocałunki. Przy każdym wtuleniu w jej piersi przeczesywała czule i przede wszystkim ostrożnie splątane już włosy Dana. Smyrała go po karku i po szyi, tam gdzie akurat sięgała palcami. Czasami składała pocałunek na czółku. Chciała mu przekazać jak najwięcej czułości, żeby miał na później, jak jej już nie będzie.
- Skromna? - Zapytała zdziwiona. Okay, może jednak bardziej spodziewała się tej niewinności, ponieważ po głębszym zastanowieniu stwierdziła, że wobec Dana faktycznie jest niewinna i uległa i o dziwo, w ogóle jej to nie przeszkadzało, w końcu mogła mu ufać.
- I póki co nawet to nie jest nudne. - Zaśmiała się. Była ciekawa ile tak wytrzymają. Cóż, nie ma co zaprzeczać, obydwoje byli na ogół dość ruchliwymi osobowościami. Dan coś tam sobie strzelał, coś tam wyburzał, a Cass skakała po dachach i łapała złoczyńców. Odpoczynek zawsze w cenie, ale w ich wypadku lepiej, żeby nie był za długi. Teraz jednak na samą myśl o częstszych takich chwilach nie mogła powstrzymać uśmiechu.
Westchnęła sobie cicho gdy zaczął wędrować pocałunkami od lewej piersi, którą najwyraźniej bardzo sobie upodobał, aż do jej ust. Odwzajemniła pocałunek, a gdy już leżała na nim, oparła łepek na ręce bym móc się przyglądać tej przystojnej twarzy.
- Nie lubię stąpać po nieznanym gruncie. Znaczy, w sensie emocjonalnym gruncie. W walce to co innego. - Pochyliła się i zanim złożyła na ustach pocałunek odparła z delikatnym, nieco przemądrzałym uśmieszkiem.
- Teraz Ty musisz mi zdradzić jakąś tajemnice, inaczej będę musiała Cie zabić. - Zaśmiała się cicho i ucałowała go z uczuciem. Pan Pizza miał niezłe wyczucie. Cass niechętnie zsunęła się z Dana i przykryła cała kołderką. Pod ręką wyczuła telefon Dana. Wzięła go do ręki i korzystając z nieobecności chłopaka pstryknęła sobie zdjęcie. Wyglądała dość słodko, ponieważ delikatnie się uśmiechała, a policzek przytulała do podusi. Jak Dan ruszy szare komórki oraz wyobraźnie, której mu nie brakowało to będzie mógł sobie wyobrazić, że Cass leży na bok zaraz przed nim. Odłożyła szybciutko telefon na półkę z niewinną minką, że robi to tylko i wyłącznie z troski o aparat. Cass troszkę się znała na przesłuchaniach, no może nie tak jak Dan, ale bardzo dobrze wiedziała jak zagrać niewiniątko. Napatrzyła się na takie twarze wiele razy w życiu, więc nie miała problemu by to powtórzyć.
Dziewczyna pomogła z usadowieniem się na ukochanym. Potrząsnęła główką, że nie chce piwa i zaraz wyjaśniła.
- Dziś mój dyżur. Muszę być trzeźwa. Eh dobrze, że strój mam zawsze ze sobą. - Na samą myśl o jeździe w te i nazad, od mieszkania BW do rezydencji, a potem z powrotem do centrum miałaby niezadowoloną minę. Teraz natomiast promieniała. Zgodziła się na karmienie tylko i wyłącznie dlatego, bo wiedziała ile radości sprawi Danowi. Ugryzła duży kawałek pizzy i zaczęła mielić. Sama chwyciła za drugi i ze słodkim uśmieszkiem przystawiła do ust Dana, czekając aż ugryzie. Pierwszy raz w życiu kogoś karmiła, więc bardzo się skupiała na tym by go czasem nie ubrudzić. Bardzo się skupiała. Bardzo.
- Ups. - Parsknęła śmiechem gdy dwie kropelki sosu spadły na tors Dana oraz brodę. Na szczęście nie był aż taki gorący. Nie myśląc zbyt wiele zlizała sos najpierw z torsu, a potem z brody śmiejąc się przy tym cicho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Czw Lip 17, 2014 11:24 pm

Któż by nie miał dość, bo w końcu BW każdego potrafi doprowadzić do białej gorączki. Wiadome było, że nie chodzi tu o samo trajkotanie tylko o bezpośredniość i co chwilę bombardowanie jej falą wstydu oraz uderzanie w najbardziej wstydliwe punkty. Miał świadomość, że albo kiedyś się uodporni albo BW dostanie kilka razy po gębie za to. Pocałunki były rodzajem znieczulenia i na oboje działały jak narkotyk, całkiem dobry narkotyk. Nie tylko Cass podczas pocałunku odpływała, ale też sam najemnik przenosił się do innej, szczęśliwszej i bardziej kolorowej rzeczywistości. Rzeczywistości spokoju, emocji oraz ciepła.
Każdy szuka swojego miejsca we wszechświecie. Dan szukał go do tej pory niszcząc, burząc i strzelając. Szukał go też podczas pobytu w wojsku, przemierzył wiele krajów, widział wielu ludzi, widział wiele cierpienia oraz śmierci jednak nie odnalazł swojego miejsca. Wędrował dalej, aż w końcu stał się najemnikiem, zbirem do wynajęcia. W końcu jednak dał radę wyswobodzić się od swojej przeszłości bo znalazł Cass i gotów był zerwać z dawnymi przyzwyczajeniami dla niej. Nie chciał już zabijać i wysadzać, chciał tylko ją chronić oraz mieć przy sobie do końca swoich dni. Zwyczajnie uaktywnił się w nim ten instynkt, który warunkował chęć ustatkowania się i założenia rodziny z kimś kogo kocha i z kim chce być. Początkowo kiedy przybył do Gotham uznał to miejsce za siedlisko zepsucia oraz dobre miejsc do zarobku, jednak jego spojrzenie się zmieniło. Uznał to miasto za wyjątkowe, bo w końcu tutaj spotkał swoją pierwszą i jedyną miłość. Według niego jedyną oczywiście, ale czuł i wiedział że Cass też tak o nim myśli. Zdradzały ją gesty oraz ilość emocji przekazywana mu. Zdradzały ją też zapędy do dominacji i chęci bycia z nim, jej dzikość, opiekuńczość oraz wstydliwość, która nie kończyła się ciosem z liścia.
Czasami myślał sobie, że dziewczyna może kiedyś nie wrócić z zadania. Bał się o nią i nie mógł spać spokojnie, kiedy miał świadomość, że ona gdzieś tam jest na zewnątrz i potrzebuje pomocy. Odstawił ten obraz silnej kobiety. Dla niego była tą kruchą istotką, której nie chce żeby się działa krzywda. Często w nocy zdarzało mu się wstać i ubrać się tylko po to, żeby pobiegać po dachach i rozejrzeć się po mieście czy nic złego się nie dzieje. Lubił stąpać po ziemi, ale dach nie był mu obcy, w końcu po coś miał pistolet z hakiem wspinaczkowym i wciągarką. Ona też pewnie się o niego martwiła kiedy on pracował lub nie było go w pobliżu. Wszystkie te rzeczy sugerowały, że obojgu cholernie zależy żeby nie stracić siebie nawzajem dzięki czemu związek może przetrwać najcięższe tajfuny oraz zdarzenia. Dan nie pozwoli jej nigdy smucić się z jego powodu, ani nie pozwoli jej płakać, chyba że ze szczęścia. Gotów był odrzucić wszystko i pobiec do niej kiedy go potrzebowała. Gotów był przyjąć kilka kulek na klatę za nią, tylko aby ona mogła być bezpieczna.
Jeśli miałaby kiedykolwiek skoczyć za niego w paszczę śmierci, zwyczajnie by ją walnął w tył głowy i odepchnął. Nie mógłby sobie pozwolić na to, żeby to kobieta za niego się poświęcała. Nie ma mowy, nawet najmniejszej.
- Dalej na Ciebie, bo odejdziemy razem. Razem się zestarzejemy itp. Wiesz gdybyśmy się kiedyś dorobili pociechy to zająłbym się opieką nad nim albo nią, gdyby zaszła taka potrzeba jak chociażby to, że musiałabyś wyjść do pracy czy coś albo jakbyś się źle czuła to dbałbym o Ciebie i o dziecko. Na pewno byłoby zadziorne po mamusi oraz w wypadku córki miałaby urodę po Tobie. No i może parę genów buntowniczych po tacie - puścił jej oczko i się roześmiał. Wyczuł, że Cass czuje się niezręcznie mówiąc o takich rzeczach, które sugerowały śmierć któregoś z nich, zatem postanowił wykorzystać wstyd jako dobrą zasłonę problemu i odwrócenie uwagi. Chociaż z wychowaniem córki miałby sporo problemów, bo co on wiedział o kobiecych rzeczach? Dużo łatwiej byłoby z synem, ale no byłaby córeczka tatusia i koniec. Jego oczko w głowie, zaraz po swojej żonie o którą by również dbał, tylko musiałby dzielić miłość pomiędzy żonę oraz dziecko. Nie popełniłby tego błędu, który popełnił ojciec Cass i nie katowałby dziecka pod żadnym pozorem. Owszem mógłby czasem nakrzyczeć, jeśli dziecko by zrobiło coś bardzo złego typu próbowanie wypicia domestosa, bo w końcu dzieci są zdolne. Zaraz jednak zniknąłby obraz złego ojca i zostałby zastąpiony tym troskliwym i dobrym. Potworek Dana zwrócił uwagę na to, co wyprawia Cassowy. Gdyby miał fizyczną formę usiadłby obok niej i zwyczajnie poklepał potworka po ramieniu mówiąc: "No to chyba nie jesteśmy potrzebni. Chodź malutka pójdziemy komuś wlać, a potem skoczymy na drinka. Spokojnie, nie wygadam nikomu". Po całym wypowiedzeniu się pewnie Cass złapała jeszcze większy wstyd, dlatego zwyczajnie znowu go odegnał czułościami oraz pocałunkami, które sugerowały i były obietnicą, że na zawsze z nią zostanie.
- Nic, jesteś zwyczajnie ze sobą szczera kotku. Bycie oczytanym nie jest złe - oburzył się żartobliwie i spróbował zażegnać wstyd kolejnym całusem. Wyrwał jej poduszkę i pocałował dziko, wplatając palce w jej, jednocześnie na niej leżąc chwile na niej delikatnie uciskając swoim ciałem jej drobne ciałko. Potem nastąpił moment wtulenia się w jej dekolt, kiedy to Cass raczyła go czułym dotykiem, na który pomrukiwał od czasu do czasu zadowolony. Nie tylko ona się rozleniwiła, on także chciał leżeć i dostawać pieszczoty. Zbierał każdy fragment jej czułości, zachowując to we wspomnieniach na potem. Zaciągał się zapachem jej spoconego ciała, zapamiętywał miękkość piersi, ciepło ciała oraz rytm serca, który był dosyć charakterystyczny.
- Bo nie liczy się co robisz skarbie tylko z kim - powiedział poprawiając się na jej piersiach i uśmiechając się. Nie ważne co by z nią robił i tak by było to ciekawe. Mogliby nawet dziergać na drutach byle razem i nawet taka nudna czynność nabrałaby rumieńców. Raz próbował czegoś takiego, ale po 3 ukłuciach w palec oraz tym, że nie umiał robić jakiś wzorków pętelek i innych rzeczy zwyczajnie cholera go trafiła i rzucił włóczkę i igły w pizdu gdzieś w kąt przysięgając, że nigdy do tego nie wróci. To nie było rozbrajanie bomby, gdzie szukało się kabelka od detonatora. Dzierganie było za trudne dla niego, prędzej to kobieca robota albo dla kogoś z cierpliwością. Dan w sumie całkiem nieźle nadałby się do służb specjalnych albo do S.W.A.T.'u, bo jego zwinność, celność oraz pozostałe atrybuty fizyczne w połączeniu z dużym doświadczeniem mogły zrobić z niego całkiem dobrego glinę. Zwłaszcza jakby miał kogoś przesłuchiwać, to zazwyczaj byłby tym złym glinom, który zgarnia opierdol od szefa za to, że wbił przesłuchiwanemu nóż w rękę. Pomijając, że koniec końców wydobyłby informację.
Położyła się na nim i uraczyła go pocałunkiem, przyznała że lubi wybadać grunt emocjonalny. Dan zrobił to już dawno i wiedział na czym mniej więcej stoi. Badał jedynie teraz jak długo można szarpać daną strunę, zanim odmówi posłuszeństwa. Trochę jak dziecko wsadzające kijek w mrowisko. Roześmiał się, kiedy postawiła mu warunek, pogłaskał ją po głowie, a potem po policzku.
- Możesz próbować zabić, ale potem bym truł Ci tyłek jako duch - zaśmiał się, bo w końcu nie wierzył w duchy i takie tam pierdoły - Hmmm... kiedyś wysadziłem bunkier własnego oddziału i musiałem szczoteczką do zębów czyścić wszystkie toalety naszej jednostki - dalej sięgał pamięcią do rzeczy, które kiedyś mu się przytrafiły. Przypomniał sobie jedną historyjkę kiedy był pijany - No i raz jak byłem pijany skończyłem na dachu baru z wiadrem na głowie. Nie wiem jak się tam znalazłem, ale wtedy mieliśmy przepustkę i ostro balowaliśmy. Podobno wtedy ubzdurałem sobie, że jestem jakimś mrocznym lordem z odległej galaktyki - ach te czasy w wojsku i oczekiwanie na przepustkę, żeby móc się narąbać w trzy dupy.
Potem pocałunek przerwał mu dostawca. Dan niechętnie skończył całować dziewczynę, no ale musiał odebrać pizze. Nie zauważył jak cyknęła sobie zdjęcie, zauważył tylko to, że odłożyła telefon. Pewnie po to, żeby się nie zgubił albo nic mu się nie stało. Usadowiła się na nim, piwa jednak nie chciała bo w końcu ma pracę. Pokiwał głową ze zrozumieniem, bo zasady BHP to zasady BHP. Żadnego pijaństwa podczas patrolowania miasta jako Black Bat. Hmm w sumie on po pijaku też nie strzelał bo rożnie się to mogło skończyć. Zaczął ją karmić, a ona karmiła jego. Ubrudziła go sosem i zlizała z jego klatki piersiowej dwie plamy oraz z brody. Sos nie był gorący, bo zanim pizze podał zwyczajnie wyciągnął z tego pudełeczka na pizzę 2 sosy które były dodane i rozlał je po samej pizzy. W końcu dostawca miałby problemy, gdyby pizza miała ciekły sos na wierzchu. Karmił ją dalej, a jedzenia ubywało, nie zapominajmy przy tym, że ona wyglądała mega słodko, kiedy dawała się karmić. W końcu kiedy już nie było pizzy, odstawił puste pudełko gdzieś na bok i przytulił dziewczynę, znowu sadzając ją na sobie jak to lubił. Byli najedzeni, a Dana zmorzył lekki sen albo bardziej stan leniwca jeszcze większy niż poprzednio. Położył ręce na jej talii i spojrzał jej w oczy.
- Masz ochotę skarbie na mały masaż, a potem na film i poobiednia drzemkę? Czy może chcesz deser w postaci czułości i potem film oraz poobiednią wspólną drzemkę? - zaproponował jej i położył dłonie na jej pośladkach, wodząc nimi. Od czasu do czasu ręka wędrowała znowu na talie, ale raczej zostawał na pośladkach, które lubił ścisnąć od czasu do czasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Pią Lip 18, 2014 9:43 am

BW mógłby dostać po gębie za niestosowne zachowanie wobec innych kobiet. Jest to dość ogólne określenie, ale chyba nie trzeba tłumaczyć co było dozwolone, a co nie. Zresztą łatwo to było sprawdzić, wystarczy się zastanowić nad własnymi odczuciami w sytuacji gdy twoja połówka zachowywałaby się tak samo wobec innego osobnika. Cass nie zamierzała strzelać w paszcze za zawstydzanie, chociaż bardzo ją tym krępował i denerwował, robiąc tak na prawdę sobie pod górkę, ponieważ dziewczyna przez to się zamykała. No dobra, Dan miał pełną głowę pomysłów jak sprawić by zapomniała o wstydzie i wyjątkowo świetnie sobie z tym radził, więc górka okazywała się niewielkim wzniesieniem, właściwie progiem zabezpieczającym na drodze, jednak trzeba pamiętać, że nawet o ten próg można się rozwalić gdy wjeżdża się zbyt rozpędzonym autem.
Cass nie tylko była już uzależniona od jego pocałunków, ale od całej osoby Dana. Jego ględzenia i opowiadania jakiś niestworzonych historii. Jego cudownego głosu, który sprawiał że serce jej miękło. Jego pewności siebie, która czasami ją irytowała, a zarazem okazała się być bardzo istotnym kluczem do cassowego serca. Za jego śmiechem, który wprowadzał w dobry nastrój, ponieważ był wręcz zaraźliwy i nie sposób było się odpłacić tym samym. Tym bardziej, że podczas śmiechu w kącikach zielonych oczu Dana, które też bardzo pokochała swoją drogą, pojawiały się delikatne zmarszczki mimiczne, a dokładnie trzy, za którymi wręcz szalała. Uzależniła się również od jego dotyku, tego czułego jak i tego rozpalającego zmysły, tego mocnego i władczego pod naporem, którego traciła nad sobą kontrole. Była również uzależniona od jego seksownego i umięśnionego ciała, które z należytą starannością traktowała swoim dotykiem, czasami za mocno, ale to była wina chłopaka, w końcu to on wyprowadzał ją z równowagi pieszcząc i całując bez końca.
Cass jeszcze nie czuła potrzeby by się ustatkować emocjonalnie. Było jej źle na samą myśl o dzieleniu się Danem. Biedna nawet nie potrafiła nazwać w myślach uczucie jakie by towarzyszyło gdyby nagle się okazało, że jego czas dla niej musi być podzielony. Foch to prawdopodobnie mało, ale co się dziwić, najpierw ktoś jej daje najlepszy prezent jaki kiedykolwiek dostała, a teraz ma się nim dzielić? Pf. Niedoczekanie. Znaczy, tak by sobie myślała, ale w rezultacie wcale by się tym nie podzieliła. Zresztą inaczej było by gdyby pojawiło się dziecko, w końcu to byłby ich owoc miłości. Cass niestety jeszcze tego nie czuła. Była trochę młodsza od Daniela, więc teraz wolałaby ponadrabiać pewne zaległości. Z nim, bo nie widziała nikogo innego u swojego boku, tylko Dana. Czy uważała go za jedynego? Cóż, była tak irracjonalnie pewna, że to jest ten jedyny, że aż dziw brał gdy pokusiła się o takie stwierdzenie, ale tak to jest gdy słowa bądź myśli są dyktowane przez serce. Była pewna, że nie chce nikogo innego i, że nie będzie w stanie nikomu się tak oddać, a wcześniej otworzyć niż przed tym oto zielonookim mężczyzną, w którym się zakochała.
Cass również nie zdawała sobie sprawy z tego jak bardzo się o nią martwi i na pewno by się rozczuliła wiedząc, że chłopak wychodzi w środku nocy by sprawdzać czy wszystko jest okay. Jeszcze nigdy go nie spotkała na swojej drodze, ale kto wie, może kiedyś będą mieli szanse. Zresztą pogratulować, Dan najwyraźniej przyjmował obowiązki bohatera. Co prawda bohatera Cass, a nie Gotham, bo w końcu to ją chciał bronić, ale od czegoś trzeba zacząć, prawda?
Dobrze, że Dan nie zdradził, jaki obraz Cass ma swojej główce, bo biedna by się obruszyła. Ona krucha? W życiu. Pokonałaby każdego. No prawie każdego, ale spróbowałaby walki nawet z najtwardszym przeciwnikiem, gdyby jej podpadł. Nieraz zresztą wychodziła z przepychanki obronną ręką, bo była twarda, uparta i bardzo zdeterminowana. No dobra, może jak teraz się na nią patrzy… te rozczochrane włosięta, ten maślany wzrok… te delikatne rumieńce… ehh, co on z nią robił? Jednak gdyby ją ogłuszył tylko po to by przyjąć za nią kilka kulek na klatę, to huh, lepiej żeby wygrzebał się szybko, bo Cass sprawiłaby takie lańsko, jakie by popamiętał do końca życia. Oczywiście takie myśli by przyszły tylko na początku, bo potem przesiedziałaby dzień i noc przy łóżku w szpitalu, nocując, chociaż na skraweczku materaca, albo na fotelu, gdziekolwiek tylko żeby być blisko i patrzeć na łapy lekarzy. A nie daj boże by mu coś zrobili. Huh. Podduszenie wężykiem od kroplówki to mało… lepiej, żeby nie dorwała się do skalpela.
- Oh. – Znowu się zawstydziła, ale nie tak panicznie jak zwykła wcześnie. Spuściła wzrok i przygryzła dolną wargę.
- To takie ładne. Tzn. to co mówisz jest takie ładne. Bardzo… ładne. – Oczywiście zaczęła mówić, ale skończyła zupełnie inaczej niż zamierzała, ponieważ chciała powiedzieć, że bardzo tego pragnie. Nie potrafiła nic z siebie wykrzesać, więc objęła go i przytuliła mocno, zamykając przy tym oczka. Dopiero teraz zrozumiała, dlaczego Dan wcześniej się tak wzruszył i dlaczego popłynęła mu łza. Sama poczuła szczypanie pod powiekami co oznaczało, że pewnie zaraz się popłacze. Westchnęła sobie cicho i znowu gdzieś tam w kąciku głowy zalęgł się strach. Strach spowodowanym myślą, że ten sen może się jednak nie ziścić. No i wtedy dopiero poszło. Łzy popłynęły po policzkach dziewczyny, więc wtuliła się mocniej.
- Musisz mi obiecać, że tak właśnie będzie. Okay? – Powiedziała płaczliwym tonem, chociaż bardzo dobrze wiedziała, że nie można takich rzeczy obiecywać, bo nigdy nie wiadomo, co cię spotka na drodze, ale mimo to chciała potwierdzenia, które da jej jakąś dozę spokoju.
Dan by był świetny ojcem dla chłopca i dla dziewczynki, ponieważ był na tyle empatyczny i na tyle otwarty, że ciężko było nie czuć się zrozumianym przez niego. Cass nawet przez sekundkę by się nie obawiała, że Dan może się okazać takim samym człowiekiem jak jej ojciec. Miał zbyt dużo miłości, zrozumienia i uporu, który jej imponował, więc nie mógł być takim dupkiem dla własnego dziecka.
Potworek Cass w takiej sytuacji pewnie by odpuścił i poszedłby na drinka, ale nie dałby się owinąć wokół palca. Znaczy, na pewno nie tak szybko jak Cass. A może jednak by się polubili z potworkiem Dana? Kto wie…
A potem nastąpiła fala wstydu, którą zażegnał czułościami i pocałunkami. Tak jak zwykle zresztą. Uwielbiała gdy na niej leżał. Nie przeszkadzało nawet to, że czuła się skrępowana. Bardzo dobrze wiedziała jak obezwładnić przeciwnika leżąc w tej pozycji, jednak teraz nie było jej to potrzebne. Uwielbiała czuć jego ciężar na sobie oraz ciepło, którego wiecznie było mało. Uwielbiała jak mruczał, gdy przeczesywała tą bujną czuprynę i wtulała w swoje piersi. Tekst o byciu oczytanym zbyła milczeniem, ponieważ najpierw była zawstydzona, a potem… stwierdziła, że nie będzie się chwalić swoim brakiem oczytania. Cały czas było to dla niej kłopotliwe.
- Masz rację. Z Tobą czas mija mi całkiem miło. – Zaakcentowała to ‘całkiem’ z czystej przekory i delikatnej prowokacji.
- Uuu… nie lubię duchów… - Skrzywiła się na samą myśl, ale nie dlatego bo się bała duchów. Dlatego, że nie mogłaby go ani pocałować ani się przytulić…
- Jednak głupi żart. – Skarciła się w myślach. A potem rozbawił ją historyjkami.
- Dlaczego wysadziłeś bunkier? Bez sensu. – Pokiwała głową z niedowierzaniem. Potem jeszcze raz rozbawił Cass kolejną historią z pijackiej imprezy. Gdy opowiadał, cały czas go głaskała i tuliła i całowała. Chciała mu przekazać najwięcej czułości. Tyle czułości ile się dało. Historie, które jej opowiedział nie były czymś zaskakującym, ponieważ Dan był raczej z tych szalonych gości, którzy czasami nie znają umiaru.
Gdy pałaszowali pizze cały czas się śmiali i wygłupiali. Cass musiała być bardzo głodna ponieważ zjadła dużo, jak na nią. Cóż apetyt urósł ponieważ Dan przeokrutnie wymęczył ją w łóżku, ale nie była zła. Wręcz przeciwnie. Wtuliła się w niego i przymknęła oczka by oddać się chwili.
- Mam ochotę na wszystko co wymieniłeś jednak chyba skuszę się na krótkiej drzemce i prysznicu. – Odparła wyginając usta w podkówkę. I już wiedziała, że i tak nie zaśnie. Serce ścisnęło się dziewczynie na samą myśl o rozłące.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Pią Lip 18, 2014 4:35 pm

Za pewne rzeczy pewnie dostałby w gębę, jak chociażby niewielki seksizm, którym czasem wkradał się w jego żarty. Za to na pewno by Cass go zdzieliła albo fochnęła się, a wtedy BW zacząłby panikować i próbować jakoś ją przebłagać, żeby się nie gniewała. Oczywiście nie flirtowałby z inną kobietą, kiedy ma tą jedyną potrzebną mu, a nawet jakby Cass nie było obok to by tego nie robił. To co ze Śnieżynką wyprawiał nie nazywał flirtem, a zwyczajnym rzucaniem w siebie mięsem i wymianą uprzejmości, których obojgu nie brakowało. Troszkę jak dzieciaki w podstawówce, które się przedrzeźniają dla samej zasady przedrzeźniania. Widział zachowania dziewczyny kiedy była skrępowana, najczęściej robił to umyślnie aby uodpornić ją na takie rzeczy, bo w końcu w przyszłości na pewno będzie więcej okazji i rzeczy cięższego kalibru. Rzeczy jeszcze bardziej bezpośrednie, a takie były możliwe. Zwyczajnie robił to dla jej dobra, ale każde zawstydzenie zaraz zażegnywał tulaniem i czułościami, bo tego Black Bat najbardziej potrzebowała oraz najbardziej łaknęła. Pokazywał tym, że mimo pewnych wstydliwych rzeczy i jej zachowań on zwyczajnie jej nie opuści, nie będzie się z tego śmiał, tylko ją wesprze.
Od czułości prędzej czy później każdy się uzależniał, tak jak będąc w związku osoby uzależniały się od siebie nawzajem. Dan już nie wyobrażał sobie życia bez Cass, bez jej humorków, uśmiechu czy samej obecności. Nie wyobrażał sobie co mógłby robić, gdyby jej zabrakło, tak jak nie wyobrażał sobie dnia bez niej obok. Czuł się dobrze kiedy dotykał jej pokrytego bliznami, seksownego i ładnie wyrzeźbionego ciała. Czuł satysfakcję, kiedy rozpalał to ciało podczas ich namiętnych zapasów w łóżku oraz podczas zwykłego dotyku. Uzależnił się od jej wstydliwości, która zmiękczała jego serce oraz od jej dźwięcznego śmiechu, który napełniał serce ciepłem. Szalał za jej czarnymi włosami oraz parą oczu, która czasami napływała smutkiem, tylko po to, by smutek mógł zaraz być zastąpiony przez radość. Czuł się dla niej jak bohater, który zawsze ratuje damę z opresji. Zwyczajnie musiała być w każdym dniu i o każdej porze obok niego, tak żeby ją miał na oku i wiedział, że nie dzieje jej się krzywda. Był bardzo opiekuńczy jak to facet i gdyby nie daj boże ktoś jej coś zrobił to marny byłby los tej osoby. Jeśli byłby to superzłoczyńca czy też bohater BW ruszyłby z jakimś planem, który zniwelowałby przewagę mocy. Był bardzo pomysłowy oraz szczęśliwie pewnie miałby dostęp do rzeczy mogących mu pomóc w prywatnej krucjacie.
Nie czarujmy się w ustatkowaniu i świadomości jej potrzeby działała zwyczajnie różnica wieku. Dan był starszy i czuł już tą potrzebę, próbując ją jednocześnie pokazać Cass przy okazji przekonując do niej dziewczynę. Nie wyobrażał sobie, aby ktoś inny mógł na niej położyć łapska, dzielić się swoją kobietą nie będzie, chyba że z dzieckiem swoim, które wymaga matczynej atencji oraz uczucia. Dziecko byłoby zwieńczeniem ich związku oraz relacji, jednak zanim na to się zdecydują oboje muszą nadrobić pracę domową w sferze uczuć i ich rozwoju. Zwłaszcza przyszła matka musi nauczyć się sporo, a w tym na pewno pomoże jej Dan. Uważał ją za tą jedyną, bo kochał ją to raz, a dwa był osobą o niebotycznej upartości i jeśli sobie wybrał Cass to będzie z Cass, zawsze walcząc o przyszłość związku do ostatniej kropli krwi.
Przygotowany byłby na uderzenie dumy dziewczyny, gdyby miał za nią przyjąć kilka kulek. Nie raz i nie dwa podczas starć zyskiwał kilka cięć, a potem poważnych uderzeń i zranień. Zwyczajnie przyjąłby to na klatę, a potem delektował się widokiem dziewczyny w stroju pielęgniarki, krzątającej sie obok niego lub śpiącej obok niego. Gdyby już nie daj boże trafił do tego szpitala, przed którym by się bronił zaciekle bo już miał przejścia ze szpitalem i okazałoby się, że usnęła obok zwyczajnie położyłby rękę na jej główce i całą noc ją głaskał. Jeśli by się wybudził oczywiście, potem by ją delikatnie szturchnął i zasugerował, żeby położyła się obok. Pewnie nawet by to zrobiła bo byłaby rozespana i chciała spać dalej, więc przesunąłby się, objął ją i poszedł spać z nią. Dostałaby czuły dotyk na pocieszenie oraz na znak tego, że chłopak jest w stanie ją bronić i dla niej się poświęcać.
Przytuliła się do niego i Dan wtedy dostrzegł jej łzy, które popłynęły. To na pewno tym razem były łzy szczęścia, więc delikatnie ją głaskał po głowie i pozwolił jej się wypłakać. Potem delikatnie ucałował jej czoło, a potem usta.
- I ten sen się kiedyś ziści skarbie. Obiecuję, a wiesz że cię kocham najmocniej na świecie i jestem uparty - nie powinno się takich rzeczy obiecywać, ale BW był jak zawsze pewny siebie oraz uparty. Tak łatwo śmierci się nie da, nie dopóki Cass nie będzie szczęśliwa oraz nie założą rodziny razem, gdzieś w oddali i nie umrze dopóki nie zestarzeją się wspólnie - Będziesz miała tyle mnie ile zapragniesz oraz tyle spokoju i ciepła ile zechcesz. Nawet możemy mieć tyle dzieci na ile będziesz czuła potrzebę - zapewniał ją dalej, chociaż czuł że jedno będzie im wystarczyć, a raczej Cass nie będzie chciała więcej niż jedno.
- Całkiem skarbie? - zaczął ją łaskotać, żeby wydobyć prawdziwe informacje i coś więcej niż "całkiem", a gdy je otrzymał zaczął pieścić na nowo jej ciało oraz usta, a kiedy skończył - no i tak ma być kochanie - zaśmiał się.
- Oczywiście duchem nie zostanę, bo to wiązałoby się z tym, że musiałbym zginąć a jak mówiłem, mamy się zestarzeć razem - pogłaskał ją po policzku, a potem zgarnął jej łapkę i ucałował ją delikatnie.
- Dopiero uczyłem się jak uzbrajać ładunki wybuchowe. Myślałem, że rozbroiłem wtedy tamtą bombę i jak wyszedłem z bunkra to słyszałem jakiś huk, a potem jak odwróciłem się to go już nie było. Wypadek przy pracy no - zaśmiał się i odbierał czułości dziewczyny, samemu od czasu do czasu je odwzajemniając. Nie przerywał jednak opowiadania - Innym razem na przykład przegrałem zakład i musiałem zjeść zupę ugotowaną na bucie sierżanta. Prawie się wtedy pochorowałem, bo sierżant nie należał do entuzjastów mycia nóg - wzdrygnął się na to wspomnienie. Zupa była ohydna, a on jako niezaprawiony szeregowy miał zjeść cały jej garnek. Wtedy jeszcze nie wiedział, że do zakładów jak i do hazardu ma ogromnego pecha. No cóż, teraz już wie.
- W takim razie będę jak dobry akwizytor i do prysznica oraz drzemki dorzucę Ci relaksujący masaż w gratisie, którego nie możesz odmówić - uśmiechnął się do niej. Widział, że zbliżał się czas kiedy dziewczyna będzie musiała opuścić przytulne gniazdko. Postanowił poprawić jej nastrój i zwyczajnie usiadł na rogu łóżka, zdjął bieliznę, a potem przyciągnął ją do siebie i wziął na ręce. Zaniósł ją pod prysznic i tam zaczął pieścić jej ciało w namiętny oraz czuły sposób. Wodę oczywiście odkręcił. Pieścił jej szyję, piersi, okolice intymne. Miał plan nadrobić to czego zeszłym razem nie zrobili pod prysznicem, jednak na mniejszą skalę żeby mogła wrócić do swoich obowiązków. Niechętnie o tym myślał, ale nie ma rady.
Zaczął od delikatnego lizania jej sutków, potem przechodząc w ich podgryzanie. Cały czas przypierał ją do ściany kabiny prysznicowej, od czasu do czasu szturchając przyrodzeniem jej miejsce miedzy udami. Zostawiał pocałunki na całym jej ciele, aż w pewnym momencie zaczął ją całować w usta, a potem z każdym pocałunkiem schodził coraz niżej, aż trafił na jej kobiece miejsce, które zaczął lizać i wprowadzać tam swój język. Prawą rękę położył na jej pośladku, który ściskał, a lewą pomagał sobie odgarnąć wargi, dzięki czemu mógł z łatwością wprowadzić do środka język.Czuł jej słony smak oraz to, że z każdym liźnięciem i pieszczotą stawała się coraz bardziej wilgotna. Po kilku minutach takich pieszczot, kiedy dziewczyna była już rozpalona, wrócił do pocałunków jej ust, które były dzikie i namiętne. Podgryzał jej dolną już skatowaną wargę i w międzyczasie szykował się do wejścia w nią. Przywierał do niej całym ciałem i dociskał nim ją do ściany. W końcu wszedł w nią, łapiąc za jej nogi i unosząc ją w górę. Pewnie wpadła na to, żeby mu pomóc i owinąć się wokół niego, dlatego miał spore pole do popisu. W sumie z całego roztargnienia zwyczajnie przez cały czas miał na sobą tamtą prezerwatywę po zeszłym razie, więc nie musiał nawet się zabezpieczać. Dopiero kiedy wszedł w nią poczuł, że jakieś inne uczucie. Dopiero potem połapał się, że guma nadal do niego przylegała. W takim razie nie żałował sobie i uprawiał z nią seks dziko, tak żeby starczyło jej na długi czas ich rozłąki. W tej pozycji mógł ją penetrować dogłębnie i uderzać w jej czuły punkt. Robił to tak długo, aż dziewczyna znowu nie wydała z siebie tego jęku rozkoszy, albo do momentu aż sam nie doszedł. Chciał przed wyjściem dać jej jeszcze trochę miłości, chociaż nie zregenerował się w pełni po zeszłym razie. Serce biło mu jak młotem i znowu działał instynkt reprodukcji oraz chęci zaspokojenia kochanki. Czuł jak Cass w środku się zaciska z rozkoszy i czuł jej całe ciepło oraz uczucia przekazywane. Mruczał kiedy go drapała i kiedy pocałunki przybierały na intensywności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Sob Lip 19, 2014 8:32 pm

Cass nie poznała tej seksistowskiej strony Dana. Jeszcze. A jak już ją pozna to można być prawie pewnym braku aprobaty ze strony dziewczyny. Na dodatek BW zrobi sobie trochę pod górkę, ponieważ dziewczyna za wszelką cenę będzie chciała mu udowodnić, że bez faceta też da sobie rade i wcale nie jest jej do niczego potrzebny. Uparta jest, więc chyba nie warto urażać jej dumy w ten sposób. No chyba, że w delikatnych żartach.
Nie wiedziała również o strategii uodparniania na pewne zachowania Dana i to, że może raczyć ją jeszcze bardziej zawstydzającymi tekstami. Przy nim jednak nie musiała się o to martwić, ponieważ Dan świetnie sobie radził z opanowaniem wstydu i chęci ucieczki. Łapał ją szybciutko i chował w swoich ramionach, by tam mogła schronić się przed światem. Cass była również świadoma jego miłości i co najważniejsze, uwierzyła chłopakowi, że ich miłość ma szanse znieść największe burze.
Szalała za nim i starała się cieszyć każdą sekundą spędzonego czasu. Raczej nie będzie to ich ostatnia, ale mimo to już tęskniła. Tęskniła gdy ją tulił, tęskniła gdy głaskał i całował. Totalnie irracjonalne i niezrozumiałe, ale prawdziwe.
Rozpłakała się, jednak czy to były tylko i wyłącznie łzy szczęścia? Pewnie nie. Były to też łzy bezsilności, ponieważ nigdy nie wiadomo co ich w życiu spotka i czy będą w stanie to zwalczyć, w końcu są pewne sytuacje z których nie jesteśmy w stanie pokonać, ani przeskoczyć. Wtuliła mokrą twarzyczkę w jego klatkę piersiową i kiwnęła łepkiem. Uśmiechnęła się pod nosem słysząc jego słowa i objęła go mocniej.
- Musisz mi to co dziennie powtarzać. - Szepnęła. BW był bardzo przekonujący, bo i jego ton głosu był bardzo pewny i działał na nią jak zwykle kojąco. Spojrzała mu w oczka, swoimi szklanymi od łez i ucałowała słodkie usta Dana. Chwile później już się wygłupiali. Cass na początku nie chciała odpuścić i nie dać chłopakowi tej satysfakcji. Niestety łaskotki były zbyt intensywnę, więc wykrzyczała:
- Dobra! Nie tylko całkiem... tylko inne słowo... - Śmiała się cały czas.
- Prawie?? - Dodała i parsknęła śmiechem. Szybko złapała go za dłonie, żeby nie miał pola do popisu i splotła jego palce ze swoimi.
Uśmiechnęła się gdy ponownie wspomniał o zestarzeniu się ze sobą. Westchnęła cichutko. Spokój ogarnął jej dusze i ciało, ponieważ wszystkie czarne chmury zostały po raz kolejny rozwiane. Wysłuchiwała z zainteresowaniem historii bardzo je przeżywając. Śmiejąc się i krzywiąc, gdy opowieść okazywała się niezbyt przyjemna dla ukochanego. Gdy wziął ją na ręce nawet się nie wzbraniała. Zarzuciła ręce na szyje i uśmiechała się delikatnie patrząc w jego zielone oczka. Nawet przez chwilę przestała myśleć o tym, że niedługo czas się zebrać.
Jęknęła cicho gdy w tak namiętny sposób zaczął pieścić jej piersi. Jedną rękę wplotła w jego czarne włosy. Bezwiednie odchyliła głowę do tyłu na tyle na ile mogła, ponieważ Dan cały czas ponętnie na nią napierał. Znów czuła się jak w potrzasku, znów czuła, że nie może się stąd wyrwać. Było jej wstyd gdy zszedł pocałunkami niżej. Przygryzła dolną wargę i gdyby miała możliwość to prawdopodobnie by uciekła. Zamknęła oczy co sprawiło, że mogła się bardziej skupić i nieco zapomnieć o tym blokującym uczuciu. Westchnęła cicho, gdy zaczęło być jej przyjemnie. Zacisnęła palce na włosach Dana, trochę za mocno, więc mógł poczuć ból. Gdy wrócił pocałunkami do ust była już maksymalnie rozpalona. Właściwie była tak podniecona, że nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Nawet woda spływająca po ich nagich ciałach w ogóle jej nie ocucała. Odwzajemniała pocałunki wkładając w nie wiele uczucia, a na ich czele było przede wszystkim ogromne pożądanie. Cass znowu przestała nad sobą panować, ponieważ na plecach Dana ponownie zostały obsiane czerwonymi smugami. Zaciskała na jego skórze dłonie co mogło być dla niego bolesne, ale teraz zupełnie o tym nie myślała. Właściwie na tą chwilę miała to gdzieś. Gdy w nią wszedł jęknęła. Głośniej niż zwykle. Objęła go nogami w pasie i przylgnęła z nim do ściany. Doznania był o wiele bardzie intensywne niż przy poprzednich razach, więc Cass jęczała głośniej. Starała się odwzajemniać pocałunki, ale było ciężko, ponieważ już zupełnie nie mogła się na nich skupić. Na sam koniec położyła dłonie na policzkach Dana i go ucałowała. Stłumiony krzyk Cass dał znać o finiszu. Zwieńczenie było tak intensywne, że zrobiło się biedaczce słabo. W kabinie było zbyt parno, a doznania były zbyt intensywne jak na osobę, która dopiero co raczkowała w tego typu kwestiach. Oparła się o ścianę, a potem bezwiednie opadła na ukochanego. Chciała objąć mocniej, ale nie miała siły. Potrzebowała dłuższej chwili. Potrzebowała złapać oddech, który cały czas był bardzo przyspieszony. Dosłownie wyssał z niej energie życiową. Dosłownie została pokonana i wyjątkowo nie było jej źle z tego powodu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Sob Lip 19, 2014 9:16 pm

- Oczywiście, że będę to powtarzał kochanie - z jego perspektywy dziewczyna wyglądała naprawdę mega uroczo. Jak skrzywdzona dziewczynka, która właśnie uciekła do swojego wiecznego obrońcy i teraz szuka pocieszenia w jego objęciach. Po chwili jej obrońca już poprawił jej humor, lecz jego umysł skupił się na tym jak pomóc dziewczynie. Jak wyleczyć jej rany, bo w końcu nie można wiecznie zmieniać opatrunku nie smarując rany emulsją, która przyśpiesza jej regenerację.
- Nie prawie skarbie, tylko zwyczajnie miło - delikatnie się do niej przysunął i ucałował jej usta. Zacisnął dłonie, w które wplotła swoje palce. Zwyczajnie czuł się teraz jak pączek w maśle, było mu dobrze, bo w końcu to były wspólne chwile, które BW miał nadzieje przeżywać także w przyszłości.
Teraz Dan klęczał pod prysznicem, a Cass siedziała na nim i tuliła się do niego. Nie tylko ją po ich dzikich harcach opuściły siły.Delikatnie masą nadal napierał na nią, lecz zwyczajnie oparł głowę na jej piersiach i ciężko oddychał. Było mu gorąco i nie miał siły, lecz zdobył się na to żeby spojrzeć jej w oczka i uśmiechnąć się. Nadal był w niej i raczej nie miał zamiaru tego na razie przerywać, bo w końcu czuł się z nią jednością po raz kolejny z resztą.
- Kocham Cię - szepnął do niej i wtulił głowę w dekolt przymykając oczy, a rękoma delikatnie ją obejmując. Był zmęczony do tego stopnia, że mógł zasnąć nawet pod prysznicem, oczy mu się same zamknęły w pewnym momencie i drzemał wtulony w nią. Od czasu do czasu całował pierś przez sen. Wyglądał teraz tak spokojnie, a zarazem na bardzo szczęśliwą osobę, bo któż nie byłby szczęśliwy po dzikim i namiętnym seksie pod prysznicem z ukochaną.
Znowu miał ten sen, w którym byli razem na tym odludziu. W miejscu gdzie nikt by ich nie znalazł, sen jednak urwał się wtedy co poprzedni, gdyż Dan w końcu się ocknął. Popatrzył na Cass zmęczonym wzrokiem, ponownie się oparł, jednak tym razem postanowił pocałunkiem powędrować delikatnie i mozolnie po szyi, aż do ust. No a potem wrócił do swojej ulubionej poduszki i wsłuchiwał się w powoli już uspokajające się serce dziewczyny.
Zdjął też wypełnioną nasieniem prezerwatywę i wrzucił ją gdzieś w kąt kabiny. Biała gęsta substancja wyciekła z lateksowego tworu, który był już po 2 stosunkach w kiepskim stanie.Na szczęście nie pękł.
Nie przeszkadzałoby mu gdyby wpadli za pierwszym razem i Cass mogła z nim zajść. Zwyczajnie razem by sobie jakoś ułożyli życie. Porozmawialiby i coś by wymyślili. Na tą ewentualność BW nie był, aż tak przygotowany, ale był dobry w sztuce negocjacji oraz rozmów, co zapewne dziewczyna dostrzegła już. Teraz jednak po głowie chodziły mu szczęśliwe dni z ukochaną i to, że woda po nich się lała. Było mu tak dobrze, a sił brakowało żeby cokolwiek zrobić. Dziewczynie pewnie też, sądząc po tym jak bezwładnie wtedy na niego opadła. Jej okrzyk kończący oraz jęki dały Danowi wielką satysfakcję jako mężczyźnie, gdyż nie każdy umie obejść się z kobietą w taki sposób żeby było jej przyjemnie. Pomińmy fakt, że sam podczas całego stosunku mruczał i pojękiwał kiedy mu było dobrze, a zwłaszcza kiedy skończył.
- Co zrobimy kotku? Nie mam siły wstać, ani ochoty żeby się stąd ruszyć. Możemy spróbować się doczołgać do ręcznika i na nim uciąć sobie krótką drzemkę. Jak na kacu po ostrej imprezie - zażartował na koniec. Chociaż to był całkiem niezły pomysł, jednak sił brak i chęci żeby się ruszać z takiej pozycji w jakiej był.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Sob Lip 19, 2014 11:13 pm

Rany Cass były dość głębokie, jednak upartość popłaciła, ponieważ dziewczyna wydawała się być nieco odmieniona. Bardziej szczęśliwa, albo po prostu szczęśliwa. Częściej się uśmiechała. Była skora do otrzymywania pieszczot i nie miała problemu z ich odwzajemnianiem. Ba! Nawet stała się ich zagorzałą fanką. Dan wiele rzeczy jej pokazał, wielu nauczył. Wiele jeszcze nie rozumiała, ale w końcu mieli sporo czasu, prawda? Całe życie stało otworem przed tą uroczą parą. Dzięki miłości, którą ją obdarzył czuła się o dziwo.. czuła się wolna. Nie tłamsiła w sobie tak wiele emocji i była bardziej swobodna. Zmieniała się. Co prawda w stosunku do osób obcych znowu będzie mało wylewna i będzie do nich bardzo nieufnie podchodzić, jednak to mogło być tylko na plus dla Dana. Mógł dzięki temu poczuć się wyjątkowy, ponieważ Cass chciała być tylko jego. Tylko mu dała prawo do zajrzenia w głąb poranionej duszy, tylko jemu dała pozwolenie na jej naprawienie. Pozwolenia dotyczyły również chociażby przytulenia czy dotknięcia w inny sposób niż chociażby przyjacielski. Nie wliczała w to walki, bo to była zupełnie inna bajka.
Drżała ze zmęczenia. Podniecenie odchodziło zostawiając zmęczenie i chęć leniuchowania. Ciężko było zebrać myśli po tej intensywności doznań, które zgotował Dan. Oparła się plecami o ścianę i przymknęła oczka. Po wyznaniu miłości uśmiechnęła się słodko i uchyliła powieki. Odwzajemniła spojrzenie Dana swoim leniwym, nadal nieobecnym. Przesunęła łapka po jego umięśnionym ramieniu do góry, po czym z wędrówką przeniosła się na szyje. Kciukiem wyczuła cały czas przyspieszony puls.
- Też Cie kocham. - Szepnęła i wplotła palce w jego włosy gdy wtulił się w biust. Drugą łapkę przesuwała po rozdrapanych do czerwoności plecach. Biednych plecach. Smyrała go czule, troszkę od niechcenia, ale to wynikało z braku sił. Zorientowała się, że Dan sobie przysnął po jego spokojnym oddechu. Wyglądał tak słodko i tak niewinnie. Dziewczyna ponownie mogła się przyjrzeć tej przystojnej twarzy. Co prawda w tej pozycji było dość ciężko, ale widziała kawałek nieogolonej brody, po której zaraz przesunęła palcami. Lubiła ten szorstki zarost. Paluszkiem przesunęła po bliznach na policzku. Cass czuła, że na prawdę go kocha. Uczucie dość przytłaczające, bo pierwszy raz w życiu chciała mieć kogoś tak bardzo dla siebie. Pierwszy raz chciała z kimś uciec. Z kimś, a nie jak zwykle sama zostawiając za sobą często spalone już mosty, bo końcu w tym była specjalistką. Najlepiej się nie odwracać i uciec przed siebie, by poszukać nowego miejsca z nowymi ludźmi. I tak zwykle dochodziło do etapu, gdy ktoś chciał się do niej zbliżyć. Dziewczyna brała nogi za pas i zmieniała lokalizację. To było niesamowite z jaką łatwością wyszarpał sobie drogę do jej wnętrza. Cass czuła się odkryta, czuła się przytłoczona nadmiarem emocji, ale była cholernie szczęśliwa, wręcz wyzwolona.
Nie wiedziała, że Dan śni, jednak swoimi pieszczotami starała się go nie zbudzić. Po dłuższej chwili podniósł wzrok i uraczył pocałunkami bladą szyje oraz usta. Cass odwzajemniła pocałunek bardzo leniwie, ale mimo to z pasją i z miłością.
Cass nie myślała o tym, że za pierwszym razem mogli wpaść. W sumie nawet przez myśl jej nie przeszło, że może być taka ewentualność. Była zbyt zszokowana tym co się stało i zaskoczona, że pozwoliła na taki obrót wydarzeń. Do pewnego etapu nawet mogła nie spostrzec, że jest w ciąży, ponieważ ten zakres tematów był dość dla niej obcy. Na początku była by panika. Cass była za młoda by móc udźwignąć opiekę nad dzieckiem, ale nie ma co się oszukiwać, życie czasami przedwcześnie zmusza do wprowadzenia zmiany w życie. Gdyby Dan ją uspokoił i wykorzystał swoje negocjatorskie umiejętności pewnie by i taki temat udźwignęła i byłaby wspaniałą matką. Tak jak i Dan ojcem. Cass jednak bardziej by wierzyła w niego niż w siebie, chociaż obydwoje nie mieli świetnego dzieciństwa Dan spędził więcej czasu wśród ludzi z różnych grup społecznych, spełniających przeróżne role. Cass natomiast spędzała czas na unikanie kontaktów oraz w późniejszym okresie na walce ze złoczyńcami. Batfamily była jej jednym łącznikiem ze światem.
- Przecież muszę iść. - Szepnęła bez przekonania i chyba tylko tak... żeby podtrzymać poczucie obowiązku, które cały czas alarmowało, że czas wizyty powinien się skończyć. Cass natomiast marzyła, by ułożyć się na tym ręczniku i zasnąć w miłosnym uścisku ze swoim ukochanym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Nie Lip 20, 2014 12:30 am

Wtórne wyznanie miłości rozgrzało jego zmęczone już wrażeniami serce. Był to miód oraz słodycz, która po nim spływała i dawała mu wielką satysfakcję oraz szczęście. Nie szczęście w hazardzie, ale zwyczajne spełnienie. Od dawna wiedział, że z tą dziewczyną będzie wiązał swoją przyszłość, a ona na każdym kroku to potwierdzała swoim zachowaniem. Piekły go plecy po ich miłosnych harcach i zadrapaniach, ale to był miły ból. Ból, który zrodził się z pożądania i pasji oraz aktu, którego dokonali pod prysznicem. Zwyczajnie po tym wiedział, że dziewczynie było dobrze, bo drapała go i traciła panowanie nad sobą. On nie był lepszy, bo też tracił nad sobą kontrolę i robił to w taki sposób, w jaki sposób normalnie dzieje się akt reprodukcji człowieka. Nie działała świadomość podczas ich scalenia, a zwyczajnie instynkt podtrzymania gatunku oraz miłość.
Gdy wplotła palce w jego włosy znowu poczuł bezpieczeństwo i spokój oraz tą błogość, którą uwielbiał kiedy odpoczywał z nią. Fakt zdarzyło mu się przysnąć, a sen był jednym z tych bardzo dobrych i relaksujących. Nawet nie czuł, że ona go smyra lub mizia w jakikolwiek sposób, zwyczajnie był padnięty. Wyszarpał sobie w ciągu ostatnich 2 dni całkiem sporo jej wnętrza, no i serca dla siebie. Nie pozwolił jej uciec, kiedy się pokłócili oraz załagodził tamtą sytuację. Udomowił Cass u siebie na dobrą sprawę, a właściwie takie miał wrażenie. Leniwe ruchy mimo, że były powolne i z brakiem sił to pewne emocje dały radę przekazać, takie jak miłość czy czułość oraz troskę.
Gdyby Cass kiedykolwiek zwątpiła w to, że byłaby dobrą matką to BW by ją zwyczajnie ustawił do pionu przekonując przy okazji, że racji nie ma i będzie dobrą matką. Byłby jej wsparciem, wyręczał ją w trudnych pracach mogących zagrozić jej stanowi, opiekowałby się nią oraz ich przyszłym potomkiem. Uwiłby im ciepłe i bezpieczne gniazdko, najprościej można rzec.
Zamarudził kiedy stwierdziła, że musi iść - Nie jesteś do tego przekonana sama - a potem uśmiechnął się pod nosem. Dan zebrał w sobie resztkę sił, która mu pozostała, przytulił ją i jakoś spróbował się z nią doczołgać do tego ręcznika. Zanim jednak to zrobił, zwyczajnie sięgnął po gałkę i przykręcił wodę. W końcu nic nie może się marnować. Kiedy doczołgał się z nią, przytulił się do niej i delikatnie ucałował jej usta, po czym spojrzał jeszcze raz zmęczonym wzrokiem na nią. Wtulił się w nią i zasnął. Tym razem na dłużej. Trzymał się jej tak jakby miała mu zaraz uciec, albo miał ją ktoś zabrać. Nie chciał tego, a jej obowiązki mogą poczekać. Z resztą w tym stanie się nie nada do niczego. Był w nią wtulony, czuł ciepło jej ciała, zapach jej mokrych włosów, jej ciepły oddech oraz to głębokie uczucie jakie do niego żywiła. Co jakiś czas przez sen powtarzał: "zostań jeszcze trochę". Był wyczerpany, a uścisk nie był mocny, więc zwyczajnie mogła się z niego wysunąć. Wyraz jego twarzy był naznaczony dużą dozą szczęścia oraz spełnienia. Chciał, żeby ta chwila trwała wiecznie, lecz czy Cass przełoży jego nad obowiązki i zostanie z nim? Chociażby do momentu kiedy się razem obudzą. Wtedy Dan dałby jej jeść i puścił do pracy, no i miał jeszcze jej dać zapasowe klucze do mieszkania. Chwilowo jednak koncentrował się na chłonięciu tej chwili. Przez sen obejmował ją jak coś najdroższego, coś co zawsze będzie chciał chronić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Nie Lip 20, 2014 11:39 am

Cass pomogła mu gdy się przenosili, w końcu na pewno nie miałby siły by ją podnieść. Ułożyła się na rozłożonym wcześniej ręczniku i wtuliło w rozgrzane ciało Dana. Powiew chłodu uderzył od razu przy wyjściu kabiny, przez co Cass troszkę się ocknęła. Lenistwo jednak zwyciężyło, ponieważ postanowiła chociaż chwile z nim poleżeć. Wtuliła twarz w tors Dana i wsłuchiwała się w bicie jego serca. Napawała się jego zapachem ile tylko mogła, ponieważ moment rozstania zbliżał się nieuchronnie. Na samą myśl zaciskało się biedaczce serce. Pocieszała się, że to przecież nie jest ich ostatnie spotkanie, ale nawet ta myśl nie pocieszała. Wtuliła się w niego jeszcze mocniej tak jakby chciała się w nim schować. Żałowała, że nie jest to możliwe, ponieważ wtedy mógłby ją nosić cały czas przy sercu.
Leżeli tak z dobre 20 minut gdy Cass resztkami silnej woli wysunęła się z uścisku. Rozczulił ją prośbami wypowiedzianymi przez sen. Musiała przygryźć dolną wargę żeby się nie rozpłakać. Pochyliła się i złożyła na ustach Dana delikatny pocałunek. Pocałunek pełen czułości i miłości, która aż kipiała z jej spojrzenia. Przesunęła łapką po jego silnych ramionach przypatrując się spokojnej twarzy ukochanego. Uśmiechnęła się pod noskiem i sięgnęła po jeszcze dwa ręczniki. Jednym przykryła jego nagie ciało co by nie było mu zimno, a drugim zaczęła wycierać włosy. Naga poszła do salonu gdzie odnalazła swój plecak. Wyciągnęła wszystkie książki na stół, ponieważ na samym dnie znajdował się strój BB. Stwierdziła, że plecak może zostawić u Dana, co było kolejnym krokiem w przód, ponieważ zawsze zabierała swoje rzeczy ze sobą, w końcu nigdy nie wiadomo czy ponownie zjawi się w tym samym miejscu. Tu miała zamiar wrócić. Wrócić do swojego ukochanego. Przysiadła na kanapie gdzie wcześniej się kochali i spojrzała na porozwalaną pościel. Przesunęła łapką w miejscu gdzie wcześniej leżał Dan i uśmiechnęła się delikatnie, bo jeszcze można było wyczuć ciepło. Ciepło jego ciała. Założyła sportową bieliznę, a potem wciągnęła na siebie strój. Nie zakładała jeszcze maski ani butów. Maska leżała na górze pleców tak samo jak zwykły kaptur od bluzy. Wróciła do łazienki, ponieważ nie potrafiła tak po prostu zniknąć, co również było ogromnym zaskoczeniem, w końcu Cass była w tym świetna. Przykucnęła obok chłopaka. Objęła zgięte nogi i ułożyła główkę na kolanach. Tak bardzo chciała go dotknąć, tak bardzo tego pragnęła, jednak je masochistyczna dusza zabraniała ponownemu popuszczeniu wodzy. Chciała czuć ból i tęsknotę, chciała za nim przeokrutnie tęsknić, ponieważ dzięki temu czuła, że jej serce bije właśnie dla niego, a to była kwintesencja jej szczęścia i sensu życia samego w sobie. Wpatrywała się w spokojną twarz chłopaka i poprawiła ręcznik, który zsunął się z jego umięśnionych ramion i torsu. Westchnęła sobie pod noskiem widząc te seksowne blizny i widoczny zarys mięśni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Nie Lip 20, 2014 10:32 pm

Dan nawet nie poczuł jak się wysunęła z jego uścisku. Spał twardo bo był zmęczony ich akcją pod prysznicem. Mimo to, zanim usnął pamiętał ten moment kiedy się w niego mocno wtuliła oraz to, kiedy znaleźli się na ręczniku. W tym momencie dalej śnił mu się tamten sen ze wspólnym domkiem oraz rodziną. Sen, który ciągle chodził mu po głowie oraz coś do czego zawsze będzie chciał dążyć i osiągnąć.
Obudził się dopiero w momencie kiedy Cass wróciła już przebrana w strój Black Bat. Zwyczajny zbieg okoliczności, właściwie to wybudził się w momencie kiedy od 10-20 minut sobie patrzyła na jego umięśnione ciało. Coś koło tego zapewne.
Delikatnie uniósł głowę i się do niej uśmiechnął. Wiedział, że zbliża się czas, kiedy to Cass musi wyruszyć do pracy. Będzie za nią tęsknił, ale wiedział że ona do niego wróci i znów będą razem. Spojrzał w jej smutne oczęta, a potem lekko się uniósł i ją objął.
- Seksownie wyglądasz w tym stroju kotku - powiedział i dał jej całusa w usta. Delikatnego, takiego czułego jakby żegnał żonę idącą do pracy, ale taki zwiastujący kolejne spotkanie i kolejnego całusa - Obowiązki? - przykucnął przy niej i wtulił ją w swój tors. Głos miał przyjemny i pełen zrozumienia - Niedługo wrócisz do mnie skarbie, bo przecież i tak będziesz miała klucze i no jesteśmy umówieni na romantyczny wypad nad jezioro - spojrzał jej w oczka i delikatnie wygiął palcami jej kąciki ust - no uśmiech, bo teraz powinienem usłyszeć od Ciebie "Kochanie wychodzę do pracy. Wrócę niedługo, szykuj dobry obiadek i gorącą kąpiel, a potem wygodną pościel" - zażartował mając na celu poprawienie jej humorku. Owinął się w pasie ręcznikiem i wstał - poczekaj tu chwilkę - przykazał jej i na moment poszedł do salonu. Ze skrzynki wyciągnął swoją starą maskę oraz klucz do mieszkania, po czym wrócił do Cass.
- Zamknij oczy i nie podglądaj - poprosił. Kiedy się posłuchała, wcisnął jej w łapkę swoją starą maskę oraz zawinięty w nią klucz. Maska była jego pierwszą i miała sporo łat wewnątrz, jednak służyła mu bardzo długo. Teraz była pamiątką dla Cass - możesz otworzyć- Usiadł za nią i ją objął jeszcze raz na pożegnanie - To dla Ciebie skarbie, żebyś miała coś mojego zawsze przy sobie. Używałem tej maski przez długi czas, ale że zamówiłem nową pod którą będę robił nowy strój postanowiłem Ci ją dać. Postanowiłem dać Ci kawałek starego mnie - powiedział i dłońmi wędrował sobie po jej brzuszku wyczuwając wytrzymały materiał kombinezonu. Hmm kevlar z domieszką czegoś? No chociaż będzie bezpieczna, gorzej chroni przed nożami, ale na pewno nie da się tak łatwo.
- Czas ruszać skarbie - pomógł jej wstać i klepnął ją w tyłek, a potem przyciągnął do siebie i złożył na jej ustach namiętny gorący pocałunek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Pon Lip 21, 2014 9:03 am

Gdy podniósł głowę Cass wydawała się być bardzo zamyślona, wręcz nieobecna. Uśmiechnęła się delikatnie gdy Dan zaczął mówić, jednak jej spojrzenie mogło sugerować, że zaczęła go słuchać dopiero po chwili. Dlatego pierwszy raz się nie zawstydziła przy komplemencie. Najwyraźniej strój BB był nie tylko ochroną przed ciosami, ale również maską za którą chowała wszelkie emocje tylko po to by osąd podczas walki był logiczny i trafny. Dopiero gdy ucałował jej usta nieco złagodniała. Nie była w stanie odwzajemnić pocałunku, ponieważ tęsknota była zbyt intensywna i przytłaczająca w związku z tym Cass musiała troszkę zagłuszyć emocje. Tak wyglądało jej przygotowanie do pracy.
Gdy wtulił ją w tors, prawie nie drgnęła. Było jej fatalnie. Objęła go w pasie i utuliła na chwilę przymykając przy tym oczka. Leniwa Cass pojawiła się tylko na chwilę, to ona przygryłza wargę czując jeszcze raz ciepło Daniela oraz jego ciepły oddech na szyi. Zaraz jednak się otrząsnęła i uśmiechnęła delikatnie. Cały czas wyglądała tak jakby chciała coś powiedzieć, coś ekstremalnie ważnego i istotnego, ale zabrakło jej słów by to wyrazić. Tym razem się poddała. Kiwnęła głową potakująco na pytanie o obowiązki, może nawet zbyt żywo. Gdy przypomniał jej o wypadzie nad jezioro serce podjechało do gardła i się delikatnie zestresowała, ale zaraz ogarnęła emocję ponownie je tłamsząc i chowając. Zdziwiła się gdy rzekł co powinna była powiedzieć, więc zaraz przewróciła oczętami. Dan znowu zaskakiwał swoim pozytywnym podejściem, które póki co było dla niej nie do końca zrozumiałe, acz zaraźliwe. W rezultacie zaśmiała się cicho i kiwnęła łepkiem z większym przekonaniem. Ściągnęła brwi dopiero gdy poprosił, by chwilę poczekała. Cass odprowadziła go wzrokiem do samych drzwi, a potem z powrotem wróciła spojrzeniem do wnętrza łazienki, po której się rozejrzała. Już chciała wstać gdy usłyszała głos Dana za plecami. Niechętnie zamknęła oczy, ale w końcu mu ufała, więc na chwile przymknęła powieki. Gdy w dłoniach poczuła coś materiałowego otworzyła oczy. Spojrzała zaskoczona na czarną maskę, którą zaraz rozwinęła w powietrzu. Zręcznie złapała kluczy, który gdyby nie ponad normalny refleks upadłby na kafelki. Przyjrzała się uważnie masce przesuwając palcami po łatkach, jakby to były blizny. Wzruszyła się biedna i nawet kostium BB nie mógł jej przed tym ustrzec. Westchnęła sobie pod noskiem i oparła się plecami o Dana. Co prawda informacja o nowym stroju troszkę ją zaniepokoiła, ponieważ Cass nie zamierzała z nim pracować, ale nie było czasu na poruszanie tak ciężkich tematów. Nie miała na to siły.
- Dziękuję. - Szepnęła, bo tylko to potrafiła z siebie wydusić. Odwróciła się do Dana przodem i objęła go za szyję. Przytuliła mocno i ucałowała gorąco w usta. Nadal było jej źle, że nic nie ma w zamian, ale trudno. Może przy kolejnej okazji się postara. Ostrożnie zwinęła maskę i schowała do jednej z wielu kieszonek na pasku.
- Kim jest nowy Dan w takim razie? - Spojrzała mu głeboko w oczy zastanawiając się nad ta metaforą.
A potem pomógł jej wstać. Nie dał rady klepnąć pośladek, ponieważ Cass zatrzymała rękę trzymając mocno za nadgarstek. Po jej lodowatym spojrzeniu mógł się domyśleć, że to nie są żarty. Przylgnęła do niego gdy złożył na jej ustach namiętny pocałunek. Odwzajemniła z pasją przyciągają ukochanego do siebie. Drugą rączką wyciągnęła batarang i rzuciła w kierunku zapalnika światła, w końcu było ciemno, a Dan musiał je zapalić by móc odszukać maski i klucza. Cass wcześniej również wyliczyła w którą strone powinna rzucić przedmiot i jak to zrobić, by nie wbił się w instalacje. Nie było to łatwę, w końcu jej batarangi były bardziej zaostrzone, tak jak jej poszarpana pelerynka. Dziewczyna zręcznym ruchem wymineła Dana i założyła maskę. Będąc w salonie przycupneła na parapecie i otworzyła okno. Wystrzeliła armatką w stronę przeciwnego budynku, a gdy usłyszała charkaterstyczny dźwięk świadczący o wbiciu się ostrego zakończenia w twardy materiał, spojrzała jeszcze raz w kierunku wnętrza mieszkania. Dosłownie po sekundzie już jej nie było, a po minucie mógł usłyszeć odgłos nadjężdżającego motora. Cass zwolniła pod oknami Dana, prawię się zatrzymując. Zerknęła w okno i się uśmiechnęła, a potem z piskiem opon ruszyła przed siebie.

//zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Sro Lip 23, 2014 4:02 am

Strój Black Bat wyglądał dosyć specyficznie oraz bardzo pociągająco jeśli się przyjrzeć miejscom, które uwydatniał. Zwłaszcza najlepiej ten obcisły strój wyglądał na pośladkach, łydkach oraz na piersiach, które bardzo uwydatniał i usztywniał zarazem. No przez bardzo długi czas Dan nie pozbędzie się nocnych fantazji o Cass w tym stroju. Podczas całej akcji dziewczyna prawie nie drgnęła, jednak po chwili ocknęła się z transu i objęła go. Może rozmyślała i przygotowywała się mentalnie do pracy? W końcu pewnie teraz w głowie miała spory mętlik po tym co razem robili w ciągu tych 2 dni oraz po tym co jej obiecał. Każda dziewczyna by miała taki problem, kiedy chłopak którego zna krótki czasie oferuje coś takiego. Ona jednak w głębi serca tego pragnęła tak samo jak on. Z resztą czuł to, że jego uczucia są odwzajemniane, zwłaszcza po jej reakcjach na jego dotyk i czułości, którymi na każdym kroku ją obdarzał.
W ramach pamiątki po sobie dał jej swoją starą maskę. Pełną dziur, które były pozaszywane oraz pobrudzoną jego własną krwią w miejscach które nie chciały się doprać. Coś co miał przy sobie w ciężkich chwilach i przez długi czas.
- Nowy Dan jest tym, który nie jest najemnikiem. To co zostało ze starego Dana trzymasz w ręce - oddanie maski było ostatnim co postanowił zrobić, żeby ostatecznie zerwać z przeszłością i rozpocząć z nią zażartą walkę o przyszłość swoją i jej. Maska też miała być pewnego rodzaju talizmanem dla dziewczyny, żeby przeszłość jej nie dopadła. Jednak jest to też symbol tego, że nie można zapomnieć tego kim się było. Gdy nadejdzie odpowiedni moment i oboje się wyzwolą z łańcuchów spalą tą maskę razem. Działa to prawie jak przysięga darumy w japońskim zabobonie (dla niewtajemniczonych jest to pewien rodzaj lalki, której maluje się jedno oko i wypowiada życzenie. Kiedy ono się spełni domalowuje się drugie oko, aby utrwalić je). Nie to, żeby jakoś specjalnie był obeznany w kwestii japońszczyzny, zwyczajnie kojarzył jakieś nieistotne ciekawostki, które zasłyszał na Discovery albo jakimś innym programie z dokumentami. W końcu nasz były najemnik lubił je oglądać.
No cóż, klepnąć się w tyłek nie dała ale dała się przytulić i złożyła na jego ustach namiętny pocałunek. Tak pełen uczuć, aby mu starczyło na dłuższą nieobecność. Dan wkładał w ten pocałunek całe swoje serce, aby dziewczynie nie brakowało go przez długi czas. W pewnym momencie zgasło światło, ona się wysunęła z uścisku i przycupnęła na parapecie. Użyła potem wyrzutni z kotwiczką. Skąd Dan wiedział pomimo ciemności? Bo podobny gadżet miał na wyposażeniu, tylko rzadko go używał, jednak do broni jak i reszty rzeczy miał słuch i pamiętał pewne charakterystyczne dźwięki. Mógłby zadziwić niejednego eksperta w dziedzinie broni swoją wiedzą praktyczną na ten temat. Zniknęła, a potem słychać było dźwięk silnika motocykla. Dźwięk podobny do dźwięku motocykla, który ich mijał kiedy z Frost szli do niego. Czyli to Cass wtedy ich minęła? W każdym razie wstał, wyciągnął batarang ostrożnie z przełącznika i obejrzał go w ręce. Ostre, ale zarazem celnie rzucone nie zniszczyło instalacji. Zauważył też, że zostawiła część swoich rzeczy tutaj. To dobry znak, w końcu był pewien że wróci kiedyś do niego.
Stanął przy oknie i westchnął - Ehhh kobiety. Dan co one z tobą robią? - zamknął okno i rzucił batarangiem jak nożem w biurko. Wbiło się - Hmm mógłbym się takimi zabaweczkami bawić. Ciekawe co jeszcze tam ma - powiedział i glebnął się na łóżku. Wtedy zadzwonił telefon, który leżał na biurku. Dan podszedł niechętnie, wcześniej klnąc pod nosem i odebrał.
- Halo tutaj Blackwatch.
- Dzień dobry panu, jestem z sieci... - i tutaj zaczął się napływ ofert i różnego badziewia, które telekomunikacja próbuje wcisnąć ludziom. Rany boskie, ciągle do niego dzwonią i ciągle im mówi, że nie chce ich nowej oferty z Isronem czy innym Igównem w zestawie.
- Proszę pani... dzwoni do mnie pani 3 raz w tym tygodniu i 3 raz wciska tą samą ofertę. Nie obchodzi mnie żaden dziadowy Iphone, czy inny badziew. Jestem zadowolony z tego co mam. Dziękuję dobranoc - rozłączył się. No był nie miły, ale w tym momencie szlag jasny już go trafił. Każdy ma swoje granice, nawet Blackwatch. Jego HTC wskazywał na to, że w pamięci telefonu został dodany jakiś plik. Przejrzał go i dostrzegł wtedy to urokliwe zdjęcie, które Cass sobie zrobiła. Usiadł na łóżku i pod nosem się uśmiechnął. Chociaż w takiej formie będzie ją miał na razie każdego wieczora. Urocza Cass leżąca na boku, tak jakby leżała obok niego. Pomyślała o nim, co bardzo go uradowało. Postanowił dzisiejszy wieczór spędzić jakoś pożytecznie. Na razie jednak musiał odpocząć, bo bardzo był zmęczony dzisiejszymi harcami najpierw w łóżku, a potem pod prysznicem. Bardzo szybko i tak do siebie doszedł po tym wszystkim, jednak nie czarujmy się to tylko zwykły mężczyzna i takie rzeczy go męczą, chociaż sprawiają niewypowiedzianą rozkosz. Uwielbiał to robić z Cass i uwielbiał przyglądać się jej nieśmiałej mince, która zaraz potem zmieniała się w drapieżną kocicę żądną rozkoszy i dobrego seksu. Oczywiście on to jej zapewniał jako przyzwoity samiec. Z każdym razem dziewczyna była coraz śmielsza i coraz bardziej chyba skupiała się na doznaniu niż na wstydzie. Może rozumiała, że nie należy się tego wstydzić? Pewnie tak, bo w końcu Dan się przed nią obnażył i się nie wstydził. Znaczy się jakby miał się wstydzić takiego ciała, które on miał? Jak miałby się wstydzić ciała, do którego kulturyści dążą latami i im nie wychodzi? Cass też nie miała jakiegoś marnego ciałka, tylko miała ładnie zarysowane mięśnie a ciało pokryte bliznami, które nadawało mu tylko charakteru i dzikości. Dzikości, którą Blackwatch starał się okiełznać za każdym razem i w sumie jako tako mu to wychodziło, ale dużo lepiej radził sobie z odganianiem jej złych nastrojów i rozweselaniem jej. W tym był akurat bardzo dobry i każdy jej foch, każdą jej wątpliwość potrafił obrócić w żart i zetrzeć go w proch.
Na razie uciął sobie drzemkę w ciepłym łóżku, które było już rozłożone. Właściwie to nie w łóżku a na kanapie, na której się kochali a teraz było czuć na niej zapach Cass oraz jej ciepło. Położył się na stronie, po której spała i zaciągał się nim. Zaciągał się zapachem, który po sobie zostawiła i starał się wyczuć to ciepło, które już powoli znikało. Wkrótce potem zasnął, lecz tym razem nawiedził go troszkę inny sen. Zaczął się jednak podobnie jak ten sen z Alaską, bo razem z Cass mieszkał sobie tam i mieli dziecko, a właściwie syna, którego nazwali Nathaniel. Nazwisko Cain, bo oczywiście po matce. Może nie dał rady zaciągnąć dziewczyny przed ołtarz? Kto wie, ale ważne że się kochali i mieli razem dziecko w tym śnie. Dan pracował jako drwal i w międzyczasie uczył chłopca swojego fachu. To samo czyniła matka, lecz pewnego dnia świat został najechany przez ogromną ilość demonów. Słyszał o tym co się dzieje w Bludheaven, jednak nigdy nie wierzył, że takie coś będzie się działo na masową skalę. Demony wyrżnęły lokalną ludność i powoli posuwały się dalej. Wkrótce, bo w ciągu kilku lat wybiły 90% ludzkości. Cass i Dan ukrywali się razem w swoim domku w górach, żyjąc w ekstremalnych warunkach oraz chroniąc swoją pociechę, która już wtedy miała 13 lat. Był już całkiem nieźle wyszkolony i pewnie dałby radę już walczyć z osobami pokroju Deathstroke'a. Problem był tylko jeden, Blackwatch nie czuł już tego, że ma szczęście. Normalnie jak coś leciało to go nie miało jak trafić za bardzo, tym razem jednak musiał wszystkiego unikać. To było dziwne, tak jakby Fortuna stwierdziła, że jej praca się skończyła i zmienia stanowisko. Wracając do wątku głównego, pewnego dnia zostali w domu zaatakowani przez masę demonów. Bronili się dzielnie, matka i ojciec odparli już praktycznie atak kiedy ostatni demon zaatakował swoim długaśnym szponem Nathaniela. Rodzice jak jeden mąż rzucili się, żeby dziecko zasłonić. Udało im się to, jednak za cenę narządów wewnętrznych oraz śmierć w krótkim czasie. Zdążyli jednak za pomocą kilku pocisków oraz granatu wepchniętego w usta demona go zabić. W ten sposób osierocili swoje dziecko i wtedy sen się skończył.
Dan obudził się zlany potem. Miał przyśpieszony puls, a ręce mu drżały. Usiadł szybko na łóżku i spojrzał w dół, powoli uspokajając oddech - To nie skończy się tak. To niemożliwe - uspokajał sam siebie. Dobrze, że Cass o tym nie wiedziała bo jakby sie dowiedziała to sama by się jeszcze zmartwiła. Wziął komórkę i jeszcze raz zobaczył tamto zdjęcie - Nie stanie się to skarbie. Obiecuję - powiedział pewnie. Wstał z kanapy i poszedł pod prysznic się umyć. Stał tam dłuższy czas rozmyślając nad swoim snem. Czy to była wizja? Czy zwyczajny strach przed utratą bliskiej osoby? Może jedno i drugie, albo żadne z tych. Po wyjściu z prysznica, przetarł lustro i spojrzał w nie. Miał rozszerzone źrenice, a strach nadal był widoczny na jego twarzy.
- Kurwa weź się w garść chłopie. To był tylko sen. Głupi zły sen. Przecież demony nie zniszczą ludzkości, a ty nie zginiesz ze swoją żoną i nie osierocisz syna - walnął się 2 razy z liścia po twarzy i trochę się uspokoił. Nałożył na rękę piankę do golenia i zaczął się golić. Raz na jakiś czas to robił, żeby odgarnąć wątpliwości jakie go otaczały. Kiedy skończył obmył twarz i przetarł ją ręcznikiem - No jakie sexy ciacho jesteś... nah brzmi narcystycznie i gejowsko. Wolę jak ona to mówi - zaśmiał się sam z siebie, a potem zdjął bieliznę z suszarki, parę spodni oraz koszulkę. Ubrał się w nie. Potem poszedł do swojej "ruskiej skrzyni" i wyciągnął z niej kaburę na 2 pistolety przypinaną do klatki piersiowej. Założył ją i włożył do niej 2 beretty cutlass. Wyciągnął też pasek z magazynkami i przyczepił go sobie. Następnie podszedł po buty i dokładnie je sznurując założył je. W końcu nadszedł moment kiedy zakładał kamizelkę i maskę. Kamizelki jednak nie zapinał, tylko założył luźno. Wyciągnął też jego gadżet z kotwiczką i przypiął go do pasa. Otworzył okno i wychylił się rozglądając uważnie, czy pod budynkiem nikt nie stoi. Oczywiście nikogo tam nie było, a dach naprzeciwko był niedaleko więc wystarczyło się rozbiec i skoczyć dobrze, aby znaleźć się na następnym. Postanowił sobie teraz urządzić patrol, tak żeby odegnać jakoś złe myśli. Wyskoczył z budynku i znalazł się na następnym dachu. Kiedy wylądował rozejrzał się uważnie, jednak nikogo ani nic nie dostrzegł, ale czuł czyjąś obecność. Pobiegł zatem dalej przez kolejne dachy, aż w końcu skręcił i ukrył się za jednym wentylatorem. Słyszał kroki, które się zbliżały powoli i niemal bezszelestnie. Blackwatch wyciągnął nóż i szykował się do dźgnięcia. Kiedy osoba potencjalny napastnik była w zasięgu ataku wychylił się i chciał dźgnąć. W ostatniej chwili na szczęście się powstrzymał bo zabiłby jakiegoś dzieciaka, który miał na sobie jakiś dziwny strój jakby podróbkę stroju Robina. Na plecach miał pelerynę z ręcznika, a na twarzy nieudolnie uszytą maskę. Dzieciak stał i trząsł się ze strachu, kiedy miał nóż przy gardle.
- e..eee....eee - zaciął się.
- Heh, dzieciaku nie rób tak więcej - schował nóż - czemu za mną biegłeś? Zadał mu pytanie Blackwatch, bo w końcu to nie jest normalne, żeby dzieciak biegał po dachach w nocy. Był ciekaw jego odpowiedzi.
- Bo... bo... bo pana widuję czasem w nocy przez okno i myślałem, że jest pan jakimś bohaterem - wyjąkał - i czy nie potrzebowałby pan pomocnika może? - zapytał pełen nadziei. Nadziei, którą Dan zaraz zgasi, bo nie pozwoli byle dzieciakowi szwędać się za nim. Jeszcze tego brakowało, żeby ktoś mu się nawinął podczas ognia krzyżowego. No cóż musiał go nastraszyć zatem.
- Nie dziecko. Nie jestem bohaterem, jestem płatnym zabójcą który poluje na mafię i mam obowiązek zabić każdego kto mnie widział. Dam Ci 10 sekund na ucieczkę - wyciągnął broń - 1,2,3... 9 - zaczął odliczać i dzieciak migiem zniknął z pola widzenia - dobry chłopiec - mruknął pod nosem i zaczął dalej biec. Mógł zniszczyć w ten sposób chłopakowi troszkę mentalność i wiarę w bohaterów, no ale co miał zrobić? Dzieciak miał może z 13 lat i nie powinien w takie rzeczy sie babrać, kiedy ma wybór poprowadzić życie w inny sposób. Biegł dalej. W zaułku BW zobaczył pewną urokliwą scenkę typową dla Gotham. Dziewczyna, która była gwałcona przez 2 mężczyzn, z czego jeden przystawiał jej nóż do gardła.
- Bułka z masłem - wyciągnął pistolety i jednocześnie oddał dwa strzały. Jeden w rękę trzymającą nóż, a drugi strzał poleciał w nogę drugiego napastnika. Potem strzelił z pistoletu z linką i zsunął się niżej - Ruszcie tylko dupę o milimetr a zrobię z was ser szwajcarski - powiedział opuszczając się i gdy jeden z nich chciał uciekać Dan postrzelił go w łydkę. Rozległo się głośniejsze wycie i zawodzenie - Ja nie pudłuję i jeśli tobie koleżko przyjdzie coś głupiego do głowy to nie zawaham się strzelić. Oczywiście nie posłuchali i próbowali kobietę wziąć na zakładnika. Źle się to dla tamtego skończyło bo zarobił kulkę w łeb i zsunął się po ścianie. Kobieta zaczęła płakać i trząść się, drugi natomiast położył się na ziemi i trzymał ręce na głowie.
- Dzwoń po policję, a ja się panami zajmę - rzucił do kobiety i podszedł do tego leżącego. Walnął go mocniej w głowę, żeby ogłuszyć, aż do momentu przyjazdu policji. Kobieta wpatrywała się w niego jak w swojego bohatera. Niestety on był już zajęty.
- Kim jesteś? - zapytała.
- Ja? Blackwatch i tyle. Obrońca Crime Alley- powiedział i szybkim ruchem pomknął w górę za pomocą pistoletu z linką i kotwiczką. Znał tą kobietę, a raczej kojarzył ją bo często tu przechodziła. Warto napomknąć, że znał tez jej zawód. Bardzo niechlubny zawód zresztą. Może jacyś klienci, którzy byli zbyt natarczywi? No cóż dziwka, czy nie zwyczajnie jej pomógł. Nie obchodziło go czy się po tym będzie kurwić, czy pójdzie do zakonu. Jej życie, jej wybór.
Zapowiadała się bardzo długa noc, w ciągu której Dan aby się zabawić i wprawić w przyszłej roli bohatera oczyszczał Crime Alley z przestępczości. Była to noc sprawiedliwości Blackwatcha. Zbiry z Crime mieli zbyt dużo swobody, którą dawała im policja. BW nie miał tych skrupułów i jeśli komuś zagrażało życie to eliminował napastników, chyba że dało się jakoś osobę obronić bez tego. W ciągu jednej nocy udało mu się zneutralizować jedną siedzibę gangu narkotykowego i 20 członków tegoż gangu, 5 prób kradzieży, 2 złodziei samochodów oraz 2 gwałcicieli... poprawka jednego, bo drugiego zabił no ale musiał inaczej ofiara by zginęła. Powoli nastawał świt, a Dan okrężną drogą w końcu wrócił do swojego gniazda. Zdjął przepocone ciuchy i walnął się na kanapie rozmyślając o tym co dzisiaj zrobił. Zauważył, że ma nową bliznę do kolekcji pod żebrem.
- Cass mnie chyba zabije -zaśmiał się i poszedł po apteczkę i igły... oraz butelkę wódki. Odkaził ranę a potem łyknął sobie wódki dla uśmierzenia bólu, nawinął igłę i zaczął się szyć zaciskając przy tym zęby i sycząc z bólu od czasu do czasu. Potem założył sobie profesjonalny opatrunek i delikatnie położył się, aby szwy mu nie poszły. Opróżnił butelkę do połowy i poszedł spać, przed snem jeszcze raz zerkając na zdjęcie swojej ukochanej.
Następnego dnia wyruszył na miasto, zasięgnąć języka na temat tego jak się mają jego starzy znajomi. W końcu mafię trzeba wyeliminować zanim urośnie w siłę, a żeby ułożyć plan potrzebował znać stan liczebny wroga, jego uzbrojenie i wszelkie możliwe kryjówki. Ogólnie rzecz biorąc udało mu się dowiedzieć, że zaczęto produkować nowy narkotyk, który stanowi dla nich całkiem solidny dochód. Dowiedział się też, gdzie znajdują się ich dziuple oraz kluczowe interesy i pralnie brudnych pieniędzy. Najpierw trzeba będzie się tym zająć. Odetniemy wroga od jego zapasów i zaplecza finansowego. Pierwsze pójdą pralnie, a potem handlarze bronią. Miał tylko nadzieję, że nie spotka tamtej kobiety która chciała go sobie usidlić podczas transakcji. Wieczorem kiedy Dan był gotowy zadzwonił na policję. Oczywiście szyfrowane połączenie oraz modulator głosu zostały zastosowane.
- Witam, czy mogę z komisarzem? - zapytał.
- A w jakiej pan sprawie i kto mówi? - zapytała leniwie policjantka.
- Mam sporo informacji o mafii, wliczając w to ich dziuple, pralnie brudnych pieniędzy itp. Jeśli chcecie pomoc anonimowego bohatera, który poprowadzi szturm to daj mnie komisarzowi - powiedział spokojnie, acz spokoju czuć po modulatorze nie było.
- Jakieś dowody? - zapytała
- Wczoraj w nocy została zlikwidowana siedziba gangu narkotykowego na rogu 34 i 35 alei. Magazyn został doszczętnie spalony, a członkowie gangu związani na zewnątrz. To moja robota - przyznał się dumnie do tego co zrobił. Tak to była jego robota. Na szczęście teczkę z dokumentacją zabrał ze sobą, co to by mieć kartę przetargową.
- Już daję - powiedziała i słychać były kroki. W tym momencie zaczynało się nowe życie Blackwatcha. Nie jako najemnika, a raczej jako bohatera na pół etatu. Planował z cichego miejsca pomagać tym dobrym gościom i przy okazji zamknąć swoje wszystkie pozostałe biznesy. Rozmowa z komisarzem potoczyła się nader gładko, bo przedstawione przez niego dowody w postaci akt i pisma, które potem podrzucił pod komisariat sprawiły że glina mu zaufał. Oczywiście mógł to być podstęp okolicznych gangów, żeby wywabić policję na otwarte pole i rozstrzelać ich, jednak każdy dobrze wie że w Crime Alley zwyczajnie by im na komisariat wbili. Blackwatch z jego wiedzą stanowił nieocenioną pomoc dla każdego gliny w tym wypadku. W tym rejonie Gotham, każda pomoc była na wagę złota, gdyż ludzie byli niechętni do współpracy z policją która często była skorumpowana. Komisarza jednak wcześniej sprawdził i nie ma żadnych koneksji z mafią, czy też nie brał żadnych łapówek. Czysty jak łza, a mafia wiele razy chciała go sprzątnąć, bez skutecznie z resztą bo głupi człowiek to nie był. Był bardzo roztropny i doskonale dobierał słowa nie pozostawiając Danielowi żadnej luki, ani żadnego niedomówienia. Deal był prosty, Dan miał poprowadzić grupę szturmową i zlikwidować jedną siedzibę. Tak na próbę czy w ogóle się do tego nadaje. Akcja zakończyła się sukcesem i chociaż oddział początkowo był niezbyt skory do współpracy to taktyczna myśl Daniela jako dawnego wojskowego oraz niekonwencjonalne metody jakie zastosowali zadziałały piorunującym zwycięstwem nad adwersarzem jakim była grupa gangsterów. Jedna pralnia pieniędzy mniej i dzięki temu BW stał się celem dla wielu osób. Jednak tym się nie przejmował bo właśnie walczył o swoje marzenia i przyszłość. Koniec końców pożegnał się ładnie z oddziałem. Poszło na to kilka granatów dymnych, a sam Dan się ulotnił błyskawicznie w stronę Crime Alley. Swój ciężki sprzęt pozostawił w domu, a wzbogacił go o parę gadżetów S.W.A.T.'u, które im podpierdzielił. Dzień zapowiadał się naprawdę pięknie dla naszego najemnika.

//ZT
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Yorhan Maelic

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 30/09/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Czw Paź 02, 2014 6:22 pm

Blackwatch. Najemnik którego imię dotarło we wszystkie zakątki stanów zjednoczonych, znany ze swojej skuteczności. On właśnie miał teraz stać się narzędziem losu w ściganiu wrogów Lyrii. Oczywiście, nagroda którą dostanie za wykonanie zadania będzie dość duża - biorąc pod uwagę technologię Lyrian, która często wcale nie była znana na Ziemi. Teraz właśnie bowiem ktoś postanowił złożyć mu wizytę. I to nie byle kto był zainteresowany usługami najemnika.....
Kiedy tego nie było w domu, wysoko nad Gotham poteżny latający pojazd zawisł wysoko w powietrzu nad jego domem. W środku, siedmiu dziwnie wyglądających żołnierzy zapięło potężne plecaki, z czymś co przypominało silniki zamontowanymi na nich. Tuż obok nich, na żółtym, ogromnym krześle, siedział dobrej budowy mężczyzna, o białych włosach i pomarszczonej skórze. Jego mechaniczny implant kciuka rytmicznie uderzał o siedzenie, a mężczyzna wyraźnie był zamyślony. W jego umyśle wspominał ogromne lasy i pola Lyrii, kiedy jeszcze żył na Vetarii. Lyria była jego ojczyzną, ale teraz nie było możliwości nawet myśleć o powrocie - raz że portal został zniszczony, dwa, że nie miał kto wracać. Lyrian było teraz zaledwie kilkanaście tysięcy, a on sam wolał się skupić na ratowaniu tego co z dawniej dumnego narodu zostało. Jego piwne oczy obróciły się i spojrzały na to co znajdowało się w dole. Wstał on i sam zapiął plecak z równie dużym silnikiem. Uśmiechnął się niemal niezauważalnie kiedy mechaniczny głos powiedział:
"Pozwolenie do skoku udzielone"
Jego żołnierze skoczyli najpierw, gdyż oni ważyli najwięcej. Wtem i on wziął niewielki rozbieg i skoczył. Leciał jak ptak przez kilkanaście sekund, widząc Gotham - miasto, którego nie rozumiał - zbliżające się do niego. Wtem rozbłysł silnik zamontowany na jego plecaku. Komputery dokładnie wyliczyły gdzie mają wylądować aby pojawić się dokładnie na dachu siedziby najemnika. I wkrótce wylądowali dokładnie na dachu. Cała siódemka uformowała tak zwanego "jeża" zabezpieczając trzysta sześćdziesiąt stopni dookoła siebie, upewniając się że w okolicy nie ma wrogów. Przyklękli. Ich czerwone, święcące się oczy szybko zlustrowały okolicę. Brak kontaktów. Wtedy i ów białowłosy mężczyzna dał rozkaz do zajęcia pozycji. Zaczęła się najtrudniejsza część operacji.
Jego imię było Yorhan Maelic. Obecny Lyriański stratokrata, przywódca Lyriańskiego narodu, który robił wszystko, aby swój naród ocalić. I właśnie po to tu przyszedł. Miał misję dla owego najemnika, której nie mógł wykonać żaden Lyrianin. Pewien rasistowski polityk odpowiedzialny za podżeganie do przemocy wobec Lyrian musiał zginąć, a Yorhan dokładnie sprawdził akta ziemskich najemników przed wybraniem właśnie Blackwatcha. Yorhan bowiem miał dość czasowych wypadów jakiś młodych chuliganów którzy próbowali przekroczyć mur oddzielający Lyriantown - jak miejsce gdzie uchodźcy z Lyrii się osiedlili po otrzymaniu zgody od rządu USA - co pewien czas dostających łomot lub kulkę - albo jedno i drugie - od Lyriańskich żołnierzy. I właśnie po to tu był.
Rozejrzeli się po okolicy. Maelic spojrzał dokładnie na klapę która była wejściem do pomieszczenia.
"Dwójka, Skanuj" rzekł do jednego ze swoich żołnierzy. Ten wysunął długą sondę która przejechała czerwonym światłem po klapie.
"Zaminowanie" odparł mechanicznym głosem Lyriański żołnierz, pokazując odczyty "pewnie zaminował też okno".
Yorhan jednak miał gotowy plan B. Spojrzał na klimatyzację która znajdowała się niedaleko. Jego twarz nawet się nie poruszyła, lecz spojrzał on na nią dokładnie i w tej samej chwili implant kciuka rozłożył się niczym kwiat lotosu. Błysnęło światło, kiedy Yorhan za pomocą systemu celowania zamontowanego w oczach namierzył klimatyzację. Jeden ruch ręką i siłą magnesu zatrzymał wiatrak. Drugi ruch ręką.... i cała klima powoli uniosła się do góry, po czym spokojnie poleciała na bok. Wtem powoli jeden za drugim Lyrianie rozpoczęli ładować się do kuchni, bo tam klimatyzacja prowadziła. Yorhan wszedł jako przedostatni, i kiedy wszyscy byli w środku, niedziałający wentylator powędrował na swoje miejsce. Dowódca Lyrian uśmiechnął się.
"Wyczyszczenie" zajęło elementowi niewiele czasu. Maelic usadowił się wygodnie w kuchni na stole, obserwowany przez dwóch komandosów - jednego z lekkim KM'em na wszelki wypadek - a pozostali wzięli się za zabezpieczenie ładunków wybuchowych. Kiedy zostały one rozbrojone, Lyrianie zajęli pozycje w każdym pokoju. Pozostawało czekać i sprawdzić czy najemnik jest tak dobry jak o nim mówią....
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ghost

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 17/09/2014

PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   Czw Paź 02, 2014 7:13 pm

Ghost wędrował chodnikiem rozmawiając z ostatnim żyjącym przyjacielem ojca pozyskując plany Star Labs. Rozmówca mówił mu o żołnierzach, zabezpieczeniach, rozmieszczeniu kamer i tym podobnych rzeczach. Oczywiście specjalne urządzenie nagrywało rozmowę aby później móc to spokojnie spisać  na komputerze i wyuczyć się go na pamięć. Przyjaciel Jamesa wysłał mu również plany budynku aby mógł z jego słów cokolwiek zrozumieć. Prawdopodobnie szedł by sobie tak beztrosko do domku gdyby nie widok skaczących z jakiegoś samoloto-podobnego ustrojstwa żołnierzy na strych starej kamienicy. Nie jedno w życiu widział, dlatego chętnie ominął by to z szerokim łukiem, jednakże wiedział, iż jest to kwatera niejakiego Blackwatcha - jednego z najlepszych najemników i ogarniętych znajomych Ghosta. W co on to się znowu wpakował?
Założył maskę i odparł do mikrofonu:
- Słuchaj stary muszę kończyć. Zadzwonię później..
Wdrapał się na dach i przysiadł na jedynym oknie w jego mieszkaniu i zaglądnął do środka. Nigdzie go nie było za to w pomieszczeniu gdzie znajdowało się owe okno całkiem dobrze uzbrojony żołnierz. Wnioskując, że jest tam żywa dusza inna niż BW wszelkie pułapki został rozbrojone. To lepiej dla niego. Używając swojej mocy stał się niewidzialny a dzięki paroma sprawnymi ruchami nożem otworzył okno. Żołnierz zaciekawiony dziwnym zjawiskiem podszedł do obiektu zainteresowania, a William tylko na to czekał. Kiedy tylko nieznajomy wychylił się aby spojrzeć co jest przyczyną zaistniałej sytuacji do jego płuc dostał się dziwny dym. Takowy dym wydostał się z grantu dymnego który to właśnie zawierał środek nasenny. Dzięki temu na ucieczkę dostawało się kilka dodatkowych godzin a w tym przypadku usypiało wroga. Ghosta to oczywiście nie dotknęło ponieważ specyfiku z grantu uszło tyle co na jednego osobnika. Will wskoczył do środka zgrabnie omijając śpiocha. Będąc cały czas niewidzialny udał się do kuchni takiego centrum całego odnowionego strychu.
Jaki był zaskoczony kiedy na kuchennym krześle usadowił się mężczyzna który wyglądał całkiem.. Dziwnie. Trochę staro, otoczony przez modnie wyglądających ochroniarzy. Widoczne było, że na kogoś czekał. Oparł się o ścianę i uśmiechnął. A może by tak przerwać tą nie zręczną chwilę ciszy?
- Posiedzenie rządu? - Zagadnął. - Prawdopodobnie Pan do Blackwatcha? - Dodał zaraz będąc w całkowitym skupieniu. Bóg wie jaką ma technologię i jakie ma zamiary.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley   

Powrót do góry Go down
 
Kwatera Blackwatch'a - strych starej kamienicy w pobliżu Crime Alley
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 12 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Next
 Similar topics
-
» Kwiatki Starej Whiskey
» Kwatera Główna Aurorów
» Kwatera Amelii
» Nabrzeże w pobliżu Hart Island
» Kwatera główna aurorów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Justice League :: Mieszkania-
Skocz do: