PBF osadzony w świecie komiksów DC.
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Batcave

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Batcave   Czw Lut 27, 2014 12:59 am


Sieć jaskiń pod rezydencją skrywa w sobie Batcave - czyli główną siedzibę Batmana. Składają się na nią hangary i garaże z poszczególnymi pojazdami, zbrojownia, wystawa z trofeami, laboratoria i pracownie - a wszystko to wyposażone w najnowocześniejszą technologię i superkomputery.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Batcave   Czw Lut 27, 2014 9:53 pm

Dick jakże rozsądnie odstąpił od komentowania odpowiedzi Red Hooda - a przynajmniej na głos, bo co sobie pomyślał... To już zupełnie inna historia. Och, bo cóż to była za radość z jego strony! Jasonowi jednak zależało na jego tyłku! To w zasadzie urocze. Wiedział, po prostu wiedział, że Todd mimo wszystko nie był aż tak do końca kompletnie obojętny na los członków rodziny.
Taak.
Rzecz jasna kwestia imienia również została przez Graysona w pełni zignorowana. Jakby na to nie patrzeć - między innymi po to użył właśnie zdrobnienia, żeby zbadać reakcję brata... I po fakcie musiał stwierdzić, że wcale nie była ona tak zła, jak początkowo to przewidywał. W związku z tym miał zamiar w przyszłości w dalszym ciągu sprawdzać teren i szukać granic tego, jak daleko i pod jakim względem mógł się bezpiecznie posunąć, aby nie wywołać jeszcze piekła.
Nightwing zdecydował się również nie wypowiadać na temat organizowania z Batcave podglądu na miasto... Przede wszystkim dlatego, że i tak był przekonany, iż Bruce musi w ten czy inny sposób stale mieć je na oku. Niczego innego by się po nim nie spodziewał. Co jak co, ale akurat w tej rodzinie śledzenie i podglądanie "krewniaków" stanowiło po prostu oznakę miłości; zdążył się do tego przyzwyczaić, choć oczywiście nie do końca mu to pasowało... Inna sprawa, że czasem sam się do tego uciekał. Trudno. W dobrej wierze.
Tak czy siak, przekonywanie Todda poszło zdecydowanie łatwiej, niż Dick myślał. Dobrze, że Tim od razu go poparł; na niego zawsze można było liczyć, szczególnie przy podsuwaniu technicznych argumentów... Akrobata obdarzył najmłodszego z obecnych braci pełnym wdzięczności uśmiechem. Jedna rzecz z głowy.
Na kolejną wypowiedź - a zarazem decyzję - Red Hooda Graysonowi już trudniej było nie zareagować. Od razu rzucił mężczyźnie długie spojrzenie, unosząc przy tym brew, co oczywiście z powodu maski tak czy siak praktycznie nie było widoczne - i w ostatniej chwili ugryzł się w język. Skoro już wszyscy zgodzili się na współpracę, to nie chciał tego zbyt szybko zepsuć... Ale to była czysta prowokacja! W jego naturze leżało odcięcie się własną. Z drugiej strony... Zgoda, może i sam to zaczął - wspominając wtedy o "uroczej twarzyczce" - ale skoro Jason odpowiadał tym samym, to chyba takie drażnienie się powinno być w porządku...
Wybory, wybory.
Nie chcąc tracić niepotrzebnie czasu, Nightwing kiwnął krótko głową Timowi w ramach - chwilowego, ale zawsze - pożegnania, po czym szybko podążył za Jasonem, pozwalając mu się zaprowadzić do miejsca, w którym pozostawił on motor. Wpakował się na maszynę tuż za bratem, a następnie bez najmniejszego oporu oplótł go ramionami w pasie, tym samym praktycznie przytulając się do jego pleców; jakoś nie miał większej ochoty zlecieć, a akurat dobrze wiedział jak prowadzi Todd... Poza tym - czym miałby się niby przejmować? W tej chwili nie byli do siebie wrogo nastawieni, więc wszystko było raczej w porządku.
Po drodze do Batcave Dick zgodnie z życzeniem brata udzielił mu w miarę możliwości dodatkowych odpowiedzi na wszelkie jego pytania; między innymi opisał z większymi szczegółami mutanty, które udało mu się spotkać w Bludhaven. Pod koniec trasy zapanowało już jednak między nimi milczenie, które dało Nightwingowi czas do namysłu.
Przede wszystkim akrobata przyznał sam przed sobą, że dobrze się stało, iż Bruce'a nie było obecnie na miejscu. Pewnie, stanowiłby on wielką pomoc, jednakże jego obecność wykluczyłaby zarazem udział w akcji Red Hooda... A Grayson jakoś czuł się swobodniej prosząc o wsparcie braci, aniżeli samego Batmana. Mniejsza presja? Coś w tym stylu. Skoro już jednak o tym mowa - to zastanawiał się co działo się w tej chwili z pozostałymi członkami rodziny; z tymi, którzy nie zareagowali na jego wezwanie. Żałował głównie tego, że nie spotkał Damiana. Tęsknił za nim.
Po dotarciu do Jaskini i zatrzymaniu się motoru, Dick zawahał się na moment - krótki, bo może na dosłownie sekundę czy dwie - po czym uznał, że w zasadzie - generalnie - raz kozie śmierć. Następnie zaś z uśmiechem na ustach nachylił się lekko, oczywiście siłą rzeczy przylegając wówczas ściślej do pleców Jasona i przemówił cichym tonem - takim, który właściwie można by było spokojnie uznać za zwykłe droczenie się:
-Wiesz, mógłbym się do tego przyzwyczaić- z tymi słowami z wrodzoną gracją zsunął się z maszyny, przy okazji obowiązkowo i rzecz jasna kompletnie "przypadkowo" przebiegając palcami po brzuchu brata... Po czym - nie tracąc już więcej czasu - ruszył ku komputerom, przy których to zaraz zajął miejsce. Doszedł do wniosku, że skoro Timmy ma się skupić na zawartości probówki, to on może równie dobrze zabrać się w tym czasie za uruchamianie podglądu na Bludhaven. Obrazy satelitarne czy z kamer dostępnych na obszarze miasta, no i... Tak, z tych "własnych" Bruce'a też. Oczywiście, że je miał; jakże by inaczej? Tak czy siak, to nie powinno zająć zbyt długo.
-Wybierz do wzięcia co uznasz za stosowne- rzucił jeszcze do Red Hooda, nawet na niego przy tym nie patrząc, póki co zajęty obranym przez siebie zadaniem. Zgodnie z jego przewidywaniami wyświetlenie na dostępnych ekranach ostatecznych wyników jego pracy nastąpiło szybko i bezproblemowo. Kłopoty zaczęły się dopiero przy ich oglądaniu.
Część kamer musiała zostać uszkodzona, gdyż nie dostarczały żadnego obrazu; te oczywiście szybko ustąpiły miejsca przekazom ze sprawnych urządzeń, aby nie zajmować bez powodu przestrzeni na monitorach. Dodatkowo zielonkawa mgła pokrywała większość lokacji, tym samym utrudniając obserwację. Nawet przy tych niedogodnościach Grayson łatwo mógł stwierdzić, że miasto wyglądało zdecydowanie gorzej, aniżeli w momencie, gdy je opuszczał. Akurat ruinę nietrudno było rozpoznać... Zburzone budynki, gdzieniegdzie snujący się bez celu ludzie - tak, mimo późnej godziny - a do tego najwyraźniej ciała leżące na ulicach i... Ach, tak. Jedna z kamer zapewniała akurat podgląd na sporych rozmiarów stworzenie - większe i masywniejsze od człowieka, a w dodatku pokryte łuskami i wyposażone w jaszczurkowaty ogon. Gdy się przemieściło, w skąpym świetle pobliskiej latarni zauważyć można było również coś na kształt rogów wystających z łba mutanta... I żarzące się czerwienią ślepia. Bestia kręciła się przy czymś spoczywającym w cieniu, co mogło - lecz nie musiało - być nadjedzonymi zwłokami.
Nightwing przyglądał się temu wszystkiemu w praktycznie idealnym bezruchu; tylko jego spojrzenie wędrowało od ekranu do ekranu. Sprawiał wrażenie spokojnego, oddychał miarowo, a wyraz jego twarzy pozostawał mniej więcej neutralny... I prawdę mówiąc to właśnie zdradzało go najbardziej - w porównaniu z jego naturalnym zachowaniem.
Zastanawiał się czy mógł to jakoś powstrzymać. Być może gdyby zauważył coś wcześniej... Albo nie opuścił miasta, by szukać pomocy z zewnątrz, tylko został na miejscu i sam dążył do rozwiązania sprawy... Ugh. Nie wierzył, że nic nie dałoby się zrobić, aby temu przeciwdziałać - to zaś ponownie wiodło go ku myśli, że zawiódł. Och, jak bardzo zawiódł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tim Drake
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 63
Data dołączenia : 02/02/2014

PisanieTemat: Re: Batcave   Sob Mar 01, 2014 1:37 pm

Nawet jeśli to sam Timothy zaproponował przeniesienie się do Batcave oraz wiedział, że przecież w jakiś sposób będą musieli się tam dostać, raczej nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. To znaczy - nie skazałby przecież specjalnie Dicka na jazdę z Red Hoodem! Prawie poczuł się winny, nawet jeśli zaproponował to sam Jason, a Dick miał szansę odmówić i po prostu dołączyć do młodszego z braci. Prawdę mówiąc, właśnie tego wtedy się spodziewał. Tego, że z właściwą dla siebie elegancją i kulturą grzecznie odmówi i koniec końców Jason pojedzie bez dodatkowego towarzystwa. A tutaj... takie zaskoczenie. Nie mając więc nic więcej do powiedzenia ledwo dostrzegalnie wzruszył tylko ramionami i skierował się w stronę własnego pojazdu.
I tak właściwie, jaki niby romans z fiolką? Aż prychnął cicho pod nosem. Tak, on fiolka, a Jason porywa sobie Di... Timmy aż zatrzymał się w pół kroku orientując jakim dziwnym torem zaczęły dążyć jego myśli. No dobra. To było zdecydowanie dziwne. Pokręcił głową i ruszył dalej, przeskakując na niższy z budynków.
Sama jazda przebiegła szybko i bez problemów. Jechał blisko Jasona, choć raczej nie równolegle. Ot, miał go na wypadek cały czas w zasięgu wzroku. To czy wybierał tę samą trasę czy nie było mu obojętne - wiedział gdzie jest Batcave. Jedyne o co mógł ewentualnie martwić się Timmy, to o Nightwinga siedzącego zaraz za Red Hoodem. Ale ufał, że ten w razie czego sobie poradzi, pozostawało mu więc po prostu trzymać się w miarę blisko.
Do samej jaskini dotarli mniej więcej w tym samym czasie. Timothy zgasił silnik i zerknął w stronę swoich towarzyszy... akurat idealnie by zobaczyć jak Dick schodzi z motoru (czy on właśnie się o Jasona...otarł?) oraz usłyszeć jego jakże zabawny komentarz. Ha-ha. Timmy naprawdę mógł zrozumieć stres, martwienie się o Bludhaven i jego mieszkańców. Naprawdę. Ale myśli samobójcze? Już drugi raz tego wieczoru Nightwing prowokował "Jay'a" i to w taki, no cóż, specyficzny sposób. Chociaż, po chwili namysłu Red Robin doszedł do wniosku, że najdziwniejszy z tego wszystkiego jest brak śmierci. Albo innego rodzaju rękoczynu. Czegokolwiek ze strony Jasona.
Ostatecznie Tim postanowił nie komentować tylko dość szybko przeniósł się razem ze swoją uroczą, szklaną towarzyszką do części, w której znajdowało się więcej specjalistycznego sprzętu. Ponownie zsunął z twarzy swoją maskę połączoną z kapturem, w następnej kolejności wyciągając fiolkę z paska. Przyglądnął się jeszcze raz mazi, zanim umieścił ją w odpowiednim miejscu. Będzie musiał sprawdzić na jej temat ile się dało - a nuż czegoś istotnego się dowiedzą.
W międzyczasie, czekając na pierwsze wyniki, Timothy przeniósł spojrzenie na Dicka. Mężczyzna zajął miejsce przy tych wszystkich ekranach i widok ten był dla Tima taki... znajomy. Teraz nieco dziwny, ale znajomy oraz dość miły. Może i było to nieco sentymentalne z jego strony, lecz nic nie mógł na to poradzić. W sumie, nawet nie bardzo chciał coś na to "poradzić".
Timmy przesunął wzrok z Dicka na Jasoma. No cóż. Jeśli obecność Nightwinga tutaj była znajoma, to Jasona już mniej. Dopiero teraz też tknęło go, że właśnie znajduje się w Batcave z dwoma swoimi poprzednikami. To było... kolejne dziwne uczucie, z którym nie był pewien jak się ustosunkować. O tyle dobrze, że nie było tu Damiana. Nie, żeby aż tak za nim nie przepadał. Och nie. Po prostu jego... styl bycia, w połączeniu z charakterem Jasona na ten konkretny moment mógłby być mieszanką zbyt wybuchową. Prawie dosłownie.
Nastolatek zerknął ma powoli pojawiające się na ekranie wyniki, ale widząc pojawiające się na ekranach widoki z Bludhaven postanowił najpierw przyjrzeć się nieco temu co dzieje się w mieście. Podszedł do Dicka i obrazów, które udało mu się zdobyć z kamer.
- Och. To... wygląda gorzej niż się spodziewałem - przyznał cicho, spoglądając na ekrany ze zmarszczonymi brwiami. Oczywiście, jako Red Robin, a wcześniej Robin - pomocnik Batmana, widział dużo. Również i większe masakry. Wciąż jednak każde kolejne śmierci bolały prawie tak samo bardzo i robiły podobne wrażenie na chłopaku. A tak wiele, w jednym miejscu...
Potwory same w sobie również były niczego sobie. Co więcej, faktycznie pasowały do opisu Dicka związanego z horrorami, choć Timmy nieco inaczej sobie je wyobrażał. Mniej... jaszczurzo? Albo bez rogów? Nie potrafił tego do niczego racjonalnie przyporządkować. Frustrujące.
Timmy zerknął kontrolnie na Jasona. Wspominał już, że Red Hood znajdujący się tak blisko całych zestawów broni był widokiem raczej niepokojącym?
Odłożył szybko niepokojące myśli, wracając do ekranów i problemu z Bludhaven.
- Jak bardzo to się różni od tego, co ostatnio widziałeś? Jak szybko to się rozwija? Och... i mógłbyś spróbować sprawdzić, czy okolice miasta są skażone w podobny sposób? - odezwał się, spoglądając na Dicka. Nie zadał tego pytania na głos, ale - czy ta dziwna mutacja rozprzestrzenia się też poza miasto? A jeśli tak... to jak szybko?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Batcave   Nie Mar 02, 2014 2:02 pm

Gdy Dick dosiadł się do niego na motorze, Jason poczuł się nieco... nieswojo. Nie była to kwestia konkretnej osoby, a raczej samej obecności. Zdecydowanie nie zdażało mu się zbyt często tak z kimś podróżować. Mimo wszystko zignorował to apsurdalne uczucie, skupiając się już w pełni na drodze. W międzyczasie wyciągnął z Dicka jeszcze kilka informacji, które w tym momencie wydały mu się dość istotne, głównie jednak pytając - w żaden sposób nie komentując.
Będąc już na miejscu rozejrzał się po jaskini, ot ze zwykłej ciekawości... Ile to już czasu minęło? Chyba z dziesięć lat jak był tu ostatni raz. Tyle wspomnień, na swój sposób dobrych, ale i dość...W tej chwili z rozmyślań wyrwał go Nightwing, który zamiast zsunąć się z maszyny, przylgnął ściślej do Todd'a. Odruchowo spiął mięśnie, gotów do odepchnięcia Dicka jeżeli będzie to konieczne. Można powiedzieć, że w tym miejscu jego instynkty działały nieco inaczej niż poza rezydencją Wayne'a. Dlatego ten drobny gest bardziej go... zdenerwował niż rozbawił.
Za pewne w innych warunkach chętnie by się odgryzł, tak jednak pozostawił to bez komentarza samemu zsiadając z motoru.
Przez chwilę jeszcze stał w miejscu, rozglądając się po pomieszczeniu i starając się w głowie odtworzyć własne obrazy związane z tym miejscem. Po prostu ciekaw był czy coś się zmieniło, albo raczej ile się zmieniło. I czy Bays zainwestował w jakieś lepsze środki ostrożności. Super alarmy, czy cokolwiek zrodziło się w tym jego łbie.
Ruszył w stronę "arsenału" Batsa; jak już wcześniej podejrzewał raczej nie ujrzeć tu zbyt ciekawego zestawu broni, tak nastawił się na gadżety, które oczywiście znalazł. Przyglądał się róznym zestawom, testując je w dłoniach i upewniając czy mają takie zastosowania o jekie je posądzał. Co prawda nie był do końca pewien z czym przyjdzie im się zmierzyć, jednakże powinni się przygotować na praktycznie wszystko. I z tego co zrozumiał, jak najlepiej unikać kontaktu z wrogiem.
Podczas swojego kalkulowania co i w jakim stopniu im się przyda w oczy rzuciło mu się jeszcze jedno. Skierował swój wzrok w tamtą stronę, by zaraz za nim podążyło całe ciało. Gablota. Jasne, zdawał sobie sprawę, że strój w niej zamieszczony nosił również Grayson - w tym wypadku jednak traktował to nad wyraz osobiście. Przyjrzał się kostiumowi, tym cholernym szortom. Niemalże automatycznie przed oczami zaczęły mu się przewijać obrazy ze swojej współpracy z Batmanem. Liczne sprawy, które razem rozwiązali, aż do momentu konfrontacji z Jokerem. Jason zacisnął dłonie w pięści, mając niesamowitą ochotę w tej chwili rozbić szkło i wyciągnąć stamtąd strój Robina. I jak najszybciej się go pozbyć. Nie rozumiał po co Bruce go trzyma. Przeicież miał i Tima i Damiana po nim, więc po jaką cholerę trzymał jego kostium.
Słysząc słowa Tima, odwrócił się w kierunku monitorów by samemu się przekonać jak to wygląda. Wrócił do braci, przyglądając się uważniej każdemu z monitorów, tak by mniej więcej ustalić na jaką skalę są zniszczenia. I właśnie wtedy przstał się dziwić, że Dick postanowił wezwać wsparcie. To co widział, już chyba nawet nie można było nazwać miastem, wyglądało jak po wybuchu jakiejś bomby, broń biologiczna - zważając na próbkę, również by przeszła. Chociaż wtedy istniały nikłe szanse, by Grayson również się nie zaraził. Nie ważne jak odporny by był jego organizm, tego typu wirusy są dość natrętne i wytrzymałe.
W końcu jego wzrok padł na monstrum. Pozwolił sobie nieznacznie cofnąć nagranie i zatrzymać w momencie gdy słabe, ale jednak, światło latarni padało na to coś. Red Hood zmrużył oczy, wgapiając się w ogniste ślepia jednego z ich przeciwników. Coś go dręczyło, że to wyglądało znajomo. Że miał już z czymś takim do czynienia.
I wtedy do niego dotarło. A i owszem, miał kontakt z czymś podobnym, nie podobnym, tamto przybrało zupełnie inną powłokę, ale kilka rzeczy się zgadzało. Drobnych elementów, które jednak zapadały w pamięć.
- Jeżeli to jest to co myślę, to mam dla ciebie dobre i złe wieści. Dobre, to raczej nie mutacja... no, wirus. - W tym momencie Jason wzruszył lekko ramionami, swobodnie, jakby właśnie mówił, że obiadek u babci nie był taki zły. - Złe, cholernie ciężko to ubić i zabaweczki Batsa dużo nam nie dadzą. - Dokończył. Nie był jeszcze pewien, ba równie dobrze coś mogło mu się pomylić, lub ubzdurać. Jednakże jakaś jego część, instynkt podpowiadał mu, że to jest dokładnie to o czym myśli, i że jednak wizyta we własnej kryjówce będzie jak najbardziej konieczna. Czas odkurzyć swoje maleństwa.
- Drake, sprawdź odczyty dotyczące fiolki. - Bardziej rozkazał niż "poprosił"; po prostu uznał, że to nie czas na kulturkę i miłe słówka. Mieli na głowie coś w cholerę niebezpiecznego, więc im prędzej Jason zbierze jakieś dodatkowe informacje popierające jego teorię, tym prędzej będą mogli wyruszyć do miasta. I na własne oczy sprawdzić jak jest źle.
Samego Todd'a jednak w tej chwili nie ruszała sytuacja mieszkańców, czy ruin, które zostały z Bludhaven. Ofiary były czymś całkowicie normalnym, a śmierci też się zdążył naoglądać. Lub też sam nią niósł. W tym momencie chciał się jednak upewnić, własnymi rękoma, czy znów to ujstrojstwo się przypałętało na Ziemię.
Todd założył ręce na piersi, dalej wpatrując się w oblicze monstrum, czasem doszukując się innego poruszenia w pozostałych lokalizacjach.
Czekał na dane od Red Robina.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Batcave   Nie Mar 02, 2014 6:30 pm

Wpatrując się tak nieruchomo w monitory, w pewnym momencie Nightwing poczuł przy sobie obecność drugiej osoby; kątem oka zauważył, iż to właśnie Tim się do niego zbliżył, lecz w żaden sposób na to nie zareagował, wciąż w głównej mierze pogrążony we własnych ponurych rozmyślaniach. Właściwie chociażby nawet chciał, to i tak trudno byłoby mu się teraz oderwać od wyświetlanych obrazów z Bludhaven. Pewnie, widział już gorsze rzeczy - wielokrotnie i z bliska - ale za te konkretne wydarzenia czuł się dodatkowo wybitnie odpowiedzialny... I zarazem winny. Nad czymś takim ciężko było przejść do porządku dziennego.
W związku z powyższym na słowa - i bądź co bądź polecenie - Red Robina Grayson zareagował z pewnym opóźnieniem; nie jakimś bardzo dużym, ale tak czy siak zauważalnym. Przede wszystkim kiwnął powoli głową, w końcu zmuszając się do wyrwania z tego stanu niemalże zawieszenia, aby przenieść wzrok na młodszego z braci. Dobrze, wyrzuty sumienia będzie trzeba zostawić sobie na później; teraz muszą działać i to w miarę możliwości jak najprędzej.
-Bardzo się różni, po pierwsze skalą zniszczeń. Jeszcze godzinę temu miasto było w jednym kawałku, więc w tym czasie musiały powstać wszystkie te uszkodzenia budynków i ulic. Kiedy opuszczałem Bludhaven nie było nawet w połowie tak źle, w innym wypadku...- i nagle przerwał, zawahał się wyraźnie - by ostatecznie tylko pokręcić lekko głową. Bo właściwie co by było "w innym wypadku"? Przecież sam dobrze wiedział, że najprawdopodobniej pozostanie na miejscu nic by nie dało. Może nawet pogorszyło sytuację - bo inni dowiedzieliby się o wszystkim później, a wyglądało na to, że dosłownie każda chwila miała tu znaczenie.
Podczas gdy Dick wyjaśniał co i jak, Jason również zbliżył się do komputerów, a nawet cofnął jeden z obrazów i zatrzymał go na ujęciu potwora - dzięki czemu można go było sobie teraz lepiej obejrzeć. Obraz nie był może idealnie wyraźny, jednakże wyobraźnia bez problemu uzupełniała wszelkie braki; Nightwing na chwilę zawiesił wzrok na owym stworze, a jego umysł jakże usłużnie podsunął mu wizję niedawnego spotkania z podobnym delikwentem. Ugh, dzięki, mózgu.
Grayson zabrał się już za organizowanie szerszego podglądu - na tereny otaczające miasto - gdy Red Hood przemówił, tym samym natychmiast zaskarbiając sobie jego uwagę. Akrobata nie przerwał swej pracy, na szczęście akurat takie zadania bez problemu mógł wykonywać automatycznie, lecz jednak skupił się na przekazie płynącym ze słów brata.
-To znaczy? Co to według ciebie jest? I... Co można z tym zrobić?- zapytał w końcu, gdy Todd zamilkł już na dobre. Bo... Właśnie, jeśli nie z mutacją, to z czym innym mieli do czynienia? Ze specjalnie wyhodowanymi istotami? Ewentualnie z jakimiś kosmicznymi bytami? Miał tylko nadzieję, że rozwiązaniem nie okaże się czasem coś mistycznego... I że jednak "zabaweczki Batsa", jak to uroczo ujął Jason, nie będą tak bezużyteczne, jak właśnie to zasugerował.
Mimo wszystko opcja "to nie wirus" sprawiła, że Dick wewnętrznie odetchnął z ulgą. Co prawda nie czuł na sobie żadnych podejrzanych efektów, a trochę czasu rzeczywiście już minęło, więc zakażenie było stosunkowo mało prawdopodobne, lecz w głębi duszy tak czy siak podświadomie nieco się tym martwił. Gdyby przypadkowo przytargał to do Gotham, to już na pewno by sobie tego nie wybaczył...
W międzyczasie do wyświetlanych już obrazów dołączyły kolejne - a konkretniej satelitarne ujęcia obszarów położonych dookoła Bludhaven. Wyglądało na to, że nie występowała na nich ta charakterystyczna toksycznie zielona substancja... A to ona zdawała się być wyznacznikiem skażenia terenu. Jeżeli w istocie tak było, to samo miasto stanowiło póki co jedyne skupisko... Nazwijmy to: zarazy.
Jako że na monitorach wciąż przesuwały się widoki z ulic, bracia mogli zaobserwować kolejne mające na nich miejsce wydarzenia. Od czasu do czasu przed kamerami przesuwały się mniejsze lub większe cienie, a momentami udało się wręcz wychwycić przemykające tu i ówdzie potworki. Żadne dwa nie wyglądały identycznie; można to było stwierdzić nawet na podstawie samych fragmentów ich ciał. Na jednym z ekranów nagle zaczęło przybywać dymu, lecz już naturalnego w kolorze; szybko okazało się, że ma to związek z prędko rozprzestrzeniającymi się płomieniami. Niespodziewanie jeden z obrazów zniknął; coś musiało uszkodzić kamerę. Dick odruchowo cofnął nagranie, jednakże nawet w zwolnionym tempie nie można było na nim zauważyć przyczyny zaistnienia takiego stanu rzeczy.
Czekając na wyniki badań mazi, Grayson przez dłuższy czas wpatrywał się po prostu w ekrany, jednakże w pewnym momencie przyłapał się na tym, że jego wzrok coraz częściej ucieka ku braciom - zwłaszcza ku Timowi... Któremu Jason kazał wrócić do zajmowania się zawartością probówki. Słowo klucz stanowiło tutaj "kazał"; inaczej po prostu nie można by tego było określić. Ech, ta współpraca to dopiero będzie ciekawa... Pewnie będą mieli szczęście, jeśli każdy z nich nie spróbuje pociągnąć tego w swoją stronę. Trzech - naturalnych bądź przeszkolonych - leaderów w trzyosobowej drużynie mimo wszystko nie zwiastowało najlepiej...
-Timmy? Wiesz gdzie jest Damian?- spytał w końcu, chcąc pozbyć się z głowy czarnych myśli. Ta kwestia i tak ciekawiła go już ładną chwilę. Pomijając wszystko inne - po prostu tęsknił do chłopaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tim Drake
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 63
Data dołączenia : 02/02/2014

PisanieTemat: Re: Batcave   Sro Mar 05, 2014 9:05 am

Kiedy Jason zdecydował się podejść do nich bliżej aby również móc przyglądnąć się z bliska wyświetlanym obrazom, Timmy nic nie mógł poradzić na to, że zrobił dyskretny kroczek w bok. Nic specjalnego i niby to tylko po to, aby zerknąć na jeden z dalszych widoków z kamery... ale jednak wewnętrzna potrzeba zwiększenia konfortu utraconego przez zbliżenie się Jasona do jego, hm, przestrzeni osobistej, okazała się być po prostu silniejsza. Nie, żeby stanie obok starszego brata Tim traktował od razu jako jakieś zagrożenie. Po prostu... wolał móc myśleć w spokoju bez zerkania na swojego robinowego poprzednika.
Kiedy zaś "wielki brat" postanowił się wypowiedzieć, Tim tak czy inaczej musiał spojrzeć na niego nieco uważniej. Nie wirus... co w takim razie? I dlaczego właśnie to miała być dobra wiadomość? No dobrze, z jednej strony gdyby to był właśnie wirus czy coś podobnego, zagrożenie rozprzestrzenienia się takiej epidemii było naprawdę straszną wizją. A i Dick mógł być już zarażony, nawet jeśli nie było w tej chwili widać żadnych objawów wskazujących na to, że coś jest nie tak. Ale z drugiej, wirus dawał możliwość znalezienia czegoś, co by mu zapobiegało, czy nawet w jakimś stopniu odwracało skutki. Szczepionka, antywirusy, działające przeciw zarazie bakterie, środki... cokolwiek co udałoby się wynaleźć. Skoro to jednak było coś innego - kto wie, jak się będzie zachowywać? I czym właściwie jest? Sposób "postępowania", rozprzestrzeniania się chorób można było przewidzieć. Czegoś obcego - trudniej. Czyli to ma być ta "dobra" wiadomość? Jeśli tak, Timothy bał się złej.
Nawiasem mówiąc, czy to nie jest kolejny dowód na to, że Jason ma dość... dziwny sposób na postrzeganie dobra i zła? Na pewno zbyt różny od tego posiadanego przez Tima.
No tak. "Zabaweczki dużo nam nie dadzą"... cudownie. To faktycznie były złe wieści. Bardzo złe. Być może Jason miał jednak nieco zbyt... przestarzałą wizję tego jak wyglądają i działają nowe "zabaweczki", o których to wspominał tak, jakby mówił o zwykłych rzutkach, czy pistoletach na wodę? Timmy poczuł się nawet w pewnym stopniu nieco urażony - sam modyfikował, pomagał, lub tworzył część z nich! Nie są bezwartościowe, tego był pewien i już kilkukrotnie nawet zdążył się o tym przekonać w terenie... Chyba - że faktycznie Jason domysłał się nawet nowych możliwość "batmanowych zabawek" i wciąż uważał je za niewystarczające w obliczu tego... czegoś. To była dosyć... straszna wizja. Nawet bardzo. Bo jak inaczej walczyć z tymi mutantami?
Chłopak przeniósł spojrzenie na Dicka i... zmarszczył lekko brwi. Może i na pierwszy rzut oka, szczególnie dla osób nieznających go osobiście, Nightwing wyglądał na wręcz idealnie spokojnego. Timmy jednak już nawet po sposobie jego zadawania pytań widział, że się martwi. Nie dziwił mu się. Sam też obserwował to wszystko z niepokojem, a Dick jeszcze w dodatku zapewne czuł się za Bludhaven odpowiedzialny.
Przy okazji Tim odnotował w pamięci brak zarazy w okolicy miasta. Dziwne. Jakby całość była zamknięta w jego granicach. Zdecydowanie nie naturalnie. Co oznacza, że prawdopodobnie ktoś steruje tą całą masakrą i trzeba będzie odkryć kto.
Słysząc polecenie od Jasona, Timothy nie mogąc się powstrzymać zerknął na niego z uniesioną brwią. Przez krótki moment miał ochotę wręcz odruchowo poprawić go "Wayne, nie Drake, jeśli już" ale po szybkim namyśle zrezygnował z tej opcji. Drażnienie Red Hooda w samym środku Batcave i to w takich tematach nie byloby rozsądnym posunięciem. Nie mieli ani na to czasu, ani możliwości. Utrata dodatkowego sojusznika z tak głupiego powodu byłaby za dużą stratą. Teoretycznie nie powinien się dziwić, bo raczej na tak kruchym poziomie zaawansowania ich znajomości (bo krwawe walki, po których nastąpił tak delikatny spojusz, raczej trwałą relacją nazwać nie można, prawda?) Tim nie spodziewał się usłyszeć z jego ust żadnego rodzaju prośby...
Timowi nie pozostało więc nic innego, jak po prostu stłumić chęć rzucenia jakiegoś uszczypliwego komentarza i ruszyć w stronę sprzętów, na których już powinny pojawić się wyniki.
Nzwiasem mówiąc - Jason patrząc na te wszystkie widoki na miasto, zwłoki czy potwory, nie wydawał się być zbytnio poruszony. Przynajmniej tyle Tim potrafił stwierdzić z postawy, a w to, że pod tym swoim hełmem łzy płyną mu z przejęcia po policzkach szczerze wątpił. Kolejny dowód na to, że miał zdecydowanie dziwny system wartości. Dosyć martwiący z resztą. Oby tylko faktyczne coś wiedział na temat tej mutacji albo był w stanie pomóc im w walce. Inaczej mogą żałować zaproszenia go do tej małej... współpracy. Nawet jeśli sam Tim był zwolennikiem dawania wszystkim dodatkowej szansy, bo prawie każdy zasługuje na możliwość poprawy oraz z prawie każdym można zbudować nić porozumienia... to jednak był Jason. A z nim nic tak właściwie nie było wiadomo. No i mimo wszystko uraza wciąż jeszcze pozostała, chyba nikt nie bedzie o to Tima winić, prawda?
Timothy zaczął sprawdzać odczyty ze sprzętu. Otworzył szczegółowy rozpis tego z czego składa się maź... i na jego twarzy odmalowało się najpierw lekkie zdziwienie, a potem skupienie świadczące o próbie dokładniejszego zanalizowania tego, co zobaczył.
- Dużo siarki i żelaza, to raz. A poza tym, wykryto sporo obcych, całkowicie nieznanych substacji, a w tym promieniowania. Nie o jakiejś dużej sile i nie szkodliwe, ale jest - odezwał się, wciąż jeszcze przeglądając wyniki i sprawdzając kilka rzeczy z lekko zmarszczonymi brwiami.
Sięgnął do maszyny w której zamknął fiolkę z mazią aby ja wyciągnąć... i sapnął zaskoczony odruchowo zabierając rękę jak oparzony oraz robiąc krok w tył.
- Co do... - wciąż jeszcze zaskoczony patrzył jak jeszcze niedawno w 1/4 pusta fiolka teraz była pełna dziwnej mazi. Co więcej - ta zdążyła zacząć się z niej wylewać, powoli zalewając część maszyny.
- Dick, nie wspominałeś, że to coś rośnie... - mruknął. Nie uśmiechało mu się tego czyścić, naprawdę. Tyb bardziej, że wciąż jeszcze dotykanie tego uważał za niepotrzebne ryzyko.
- A Damian... Pojechał na jakąś misję z Brucem. Dawno go nie widziałem, a i tak zwykle raczej tylko się mijamy - wzruszył nieznacznie ramionami, zerkając na Nightwinga. Wiedział, że mu zależy na najmłodszym Robinie, ale nic nie mógł poradzić na to, że wciąż jeszcze dogadanie się szło im dosyć opornie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Batcave   Pon Mar 10, 2014 7:53 pm

Z jednej strony, nie bardzo mu się podobało to, że zniszczenia dokonały się tak szybko, z drugiej - poniekąd mógł się tego spodziewać. Jeżeli to było to co mu się wydawało, nie miał wątpliwości, że z reguły działało szybko i skutecznie. Co prawda, nie miał okazji spotkać się z działaniem na aż tak szeroką skalę, z reguły ograniczała się do mniejszych miasteczek, o których praktycznie nikt nie słyszał poza ich mieszkańcami. Ewentualnie jadąc szosami dostrzegłeś ich nazwę na znaku, zaraz wymazując ją z pamięci. Jednym słowem, były bardziej dyskretne. Wciąż pamiętał ile problemu sprawiło mu odnalezienie właściwego miejsca i osoby. No właśnie, osoby. Kolejna rzecz przemawiająca za jego podejrzeniem. W końcu Dick wspominał, że nie wszyscy mieszkańcy "zmutowali". Nie, lepiej póki co mu nie mówić, że wiele z jego ukochanych mieszkańców nie zostało. Zasadniczo rzecz ujmując - nic. Póki co wolał się upewnić i zostawić Graysonowi tę nutkę nadziei. Póki co.
Słysząc pytanie, nie zareagował na nie w pierwszej chwili, wciąż wpatrując się w monitory i próbując przypomnieć sobie jak najwięcej szczegółów ze starcia z czymś podobnym. O ile nie tym samym. Szczerze? Miał nadzieję, że to nie to samo. Niby wiedziałby jak się za to zabrać, ale z jednym tym cholerstwem męczył się sporo czasu, co tu mówić o całym mieście.
- Jeszcze nie mam pewności... Więc powiem wam na miejscu. Ale lepiej zepnijcie tyłki. I nie miejcie oporów przed... cóż, czymś więcej niż nawalanie pałkami i machanie nóżkami. - Rzucił, odwracając się od nich i wracając do zabawek Batsa. Cóż, musiał jeszcze raz je przejrzeć, aby upewnić się, że na pewno nie ma w nich nic nadającego się do tego starcia. Znaczy, jasne, pewne rzeczy mogą im kupić minutkę czy dwie bardziej wprowadzając w szok niż raniąc przeciwnika. No, ewentualnie bardziej go wkurzając. Tak czy inaczej odwiedziny własnej kryjówki będą nieuniknione. Nie ważne za jak szalonego Jason by uchodził, nie pójdzie na misję samobójczą bez swoich zabawek. Jeżeli ma umrzeć to z klasą.
Tym samym kiedy Drake zajmował się mazią, zaś Dick dalej wpatrywał się w ekrany Todd przystąpił do ponownego przeglądu dostępnego sprzętu, dość szybko eliminując to co im się kompletnie nie przyda. Pozostałe rzeczy odłożył na metalowy stół obok. Gdy wstępna selekcja się skończyła, rozpoczął kolejną jeszcze bardziej zawężając listę. Osobiście uważał, że w tym wypadku nadmiar sprzętu może ich jedynie spowolnić. Och, niesamowicie żałował, że i spora część jego maleństw będzie bezużyteczna. Ale cóż, nie można mieć wszystkiego.
Słysząc pytanie Dicka o najmłodszego Robina, Jason mimowolnie zmarszczył brwi. Ich ostatnie spotkanie nie skończyło się najlepiej. Na dobrą sprawę spotkanie z żadnym z nich nie skończyło się najlepiej. I zważając na to - wciąż nie był pewien co tu robił i dlaczego odpowiedział na wezwanie Nightwinga. Nie posądzałby się o dobre serce, zwłaszcza, że walka na dachu pociągu nie skończyła się najlepiej dla Todd'a; głównie dlatego, że to on był tym, który z niego spadł. Ale chęć pomocy Graysona była wręcz wzruszająca, zważywszy na to, że jego głównym zamiarem było wsadzenie Red Hood'a do więzienia... lub pomszczenie Damiana. Chociaż wątpił, by w tym wypadku Dick posunął się do zabicia Jasona.
W każdym razie, Todd cieszył się, że Damiana nie ma. Akurat towarzystwa miał już nadmiar i ciut, ciut. Zwłaszcza TAKIEGO towarzystwa.
Na szczęście Tim szybko oderwał do od tych rozmyślań. No, może nie sam Drake, jak raczej to co powiedział odnośnie wyników. Red Hood oparł się o stół, spoglądając w stronę swojego następcy. Siarka i żelazo aż tak wiele mu nie dały. Oglądając czasem głupie horrory czy seriale ustawiane na podobnych zasadach siarka często się pojawiała, ale na ile można temu ufać? Najlepiej wcale. Za to "nieznane substancje" już o wiele bardziej przemawiały do chłopaka. Niewiele było rzeczy, których Batmanowy komputer nie mógł rozpoznać. Zawsze mogło być to coś kosmicznego, cholera wie co znowu mogło się dobrać do Ziemi. Mimo wszystko, mężczyznę wciąż męczyły te stwory. Zwłaszcza, że wszystko powoli układało się w miarę logiczną całość. "W miarę", ponieważ skala rozprzestrzenienia była dla niego zupełną nowością. No, i substancje nieznanego pochodzenia. To również nie dawało, żadnej pewności, jednak przekonywało go. Tak, wystarczająco.
Zignorował fakt rośnięcia mazi. Było to na tyle do przewidzenia, zważywszy na prędkość obejmowania miasta. Poza tym... to nie był jego problem.
Dlatego też ruszył ku swojemu motorowi, zgrabnie go dosiadając. Wolał już teraz jechać do swojej kryjówki, niż potem zostawać w tyle. Im prędzej to załatwi, tym lepiej dla nich wszystkich.
- Wybacz Dickie, ale tym razem twój tyłeczek musi sobie znaleźć inną karocę. Spotkamy się na miejscu, panienki. Jesteśmy w kontakcie. - Po tych słowach odpalił silnik, wyjeżdżając z Batjaskini. Oczywiście na chwilę zatrzymał się na uboczu, ustawiając wszystko tak, by tamci nie byli w stanie go namierzyć, przynajmniej dopóki Jason będzie w swoim safe hous'ie. A potem kierunek Bludhaven.


/zt

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Batcave   Wto Mar 11, 2014 1:36 am

Nightwing kompletnie nie rozumiał dlaczego Todd robił ze swoich podejrzeń taką wielką tajemnicę - naprawdę, jak gdyby nie był w stanie im wszystkiego wyjaśnić już teraz, żeby mogli wspólnie zastanowić się nad jego teorią... Przecież między innymi dlatego pracowali tym razem w grupie, a nie na własną rękę. Ktoś tu chyba nigdy nie słyszał pojęcia "burza mózgów"... A szkoda, przydatna rzecz. Może później wyjaśni Jasonowi jak to działa?
Mimo wszystko Grayson wyjątkowo zatrzymał dla siebie te komentarze - i zachował milczenie, głównie ze względu na ostatnie zdanie wypowiedziane przez Red Hooda. "Nie miejcie oporów"... Odniesienie do zabijania - lub chociaż zadawania naprawdę ciężkich obrażeń - było tu nad wyraz jasne, nawet jeśli mężczyzna ujął to "grzeczniej"... Dick aż się lekko spiął. Cudownie, nie ma co. Już miał nadzieję, że chociaż ten jeden raz uda im się współpracować bez większych kłótni, a tu na samym wstępie znów na wierzch wypływała kwestia różnic w ich działaniu.
Szczęśliwie akrobata nie mógł zbyt długo nad tym rozmyślać, gdyż jego uwagę zwróciły słowa Tima. Siarka, żelazo, w porządku - ale dalej? Niedobrze. Och, nawet bardzo niedobrze. Nierozpoznawalne składniki wróżyły coś pozaziemskiego albo przynajmniej na tyle rzadkiego i niekonwencjonalnego, że samo ich istnienie umknęło Batmanowi... No nic, może niedługo jego baza danych się o nie wzbogaci. Zawsze to jakiś plus. Promieniowanie również nie brzmiało jakoś wyjątkowo zachęcająco, nawet jeżeli Timmy twierdził, że nie powinno być dla nich szkodliwe. Może nie było teraz, ale jak będzie na miejscu? Dobre pytanie.
Dick już miał się odezwać, gdy najmłodszy z obecnych braci wydał z siebie odgłos pełen zaskoczenia i odsunął się od swojego miejsca pracy. Tyle wystarczyło, aby Grayson znalazł się już na nogach - i od razu ku niemu ruszył, po drodze wysłuchując jego słów. Prawdę mówiąc rośnięcie mazi było całkiem logiczne i w zasadzie do przewidzenia. Teraz przynajmniej wiedzieli, że rozprzestrzeniała się ona na własną rękę, a więc nie musiała być dodatkowo podsycana czy pomnażana przez osoby trzecie... To już coś. Każda informacja mogła się okazać przydatna.
-Nie wiedziałem, wybacz. Może póki co... Umieść to po prostu w czymś większym? I wytrzymałym, żeby nie dało się rozsadzić od środka- być może i było to tylko tymczasowe rozwiązanie, ale spójrzmy prawdzie w oczy: mieli teraz na głowie o wiele poważniejsze zmartwienia. Tym zawsze mogli się zająć po powrocie.
Jeżeli zaś chodziło o Damiana... Może to i lepiej, że nie było go obecnie w mieście? Nightwing zdecydowanie cieszył się z tego, iż jego najmłodszy brat nie zostanie narażony na, cóż, na to, co spotkało Bludhaven i jego mieszkańców... No i w dodatku podejrzewał, że Jason tym bardziej miałby ochotę zwiać, gdyby zaangażowali w tę sprawę więcej osób z rodziny. Z drugiej strony jednak Dick po prostu chciałby mieć go obok - a na uczucia akurat nic nie był w stanie poradzić i tyle, kropka. Poza tym oczywiście Grayson był zadowolony z tego, że Damian spędzał czas z ojcem - nawet jeżeli na misji - ale... Ale... No, po prostu ale. Nie był pewien co dokładnie "ale" - lecz mimo wszystko czuł, że jakieś go kłuje i nie daje mu spokoju.
Kiedy Red Hood bez ostrzeżenia ruszył ku swojemu motorowi, na którym zaraz potem zasiadł, Nightwing natychmiast skierował ku niemu wzrok. Jego pierwsza - i automatyczna - myśl brzmiała: "chyba nas teraz nie zostawiasz?" Czyżby Todd zaspokoił ciekawość i zdecydował się tak po prostu zmyć? Pewnie, nie byłoby to nic dziwnego, jednakże gorzkie uczucie zawodu i tak objawiło się w formie ucisku w klatce piersiowej akrobaty... A to wszystko nastąpiło zanim jeszcze w ogóle odezwał się jego zdrowy rozsądek.
Wraz ze słowami Jasona zawód natychmiast ustąpił miejsca nagłej uldze, niemalże radości - i na ustach Dicka odruchowo wykwitł piękny uśmiech. Mężczyzna kiwnął bratu głową w ramach pożegnania, a zarazem na potwierdzenie, iż przyjął jego wypowiedź do wiadomości. Jednocześnie jego myśli same z siebie podryfowały ku wodom irracjonalności, podsuwając mu refleksję, iż Todd coś ostatnio polubił odniesienia do jego tyłka. Po wszystkim trzeba go będzie trochę o to pozaczepiać. Och, rzecz jasna niegroźnie - ale przecież takich okazji się nie przepuszcza, prawda?
-Zbieramy się?- zagadnął Tima, obracając ku niemu twarz; widniejący na niej uśmiech zdążył już nieco przygasnąć, lecz wciąż jeszcze się utrzymywał. Zaraz potem Nightwing skierował swe kroki ku sprzętowi, który przed chwilą przeglądał Red Hood. Musiał w miarę możliwości uzupełnić swoje zapasy, w końcu tej nocy zdążył już zużyć trochę standardowego ekwipunku... A chętnie zaopatrzyłby się także i w coś dodatkowego.
No dobrze, to pozostawiało tylko jedną kwestię... Transportu mianowicie. Wyglądało na to, że i pod tym względem Grayson będzie się musiał zapożyczyć u głowy rodziny. Wybór sam w sobie był akurat prosty; właściwie w grę wchodził tylko motor - najpraktyczniejsza z dostępnych opcji. Dick szybko odnalazł odpowiednią maszynę - i już po chwili był gotów do drogi.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tim Drake
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 63
Data dołączenia : 02/02/2014

PisanieTemat: Re: Batcave   Wto Mar 11, 2014 6:46 pm

Timmy ze zmarszczonymi brwiami naciągnął na rekę ochronną rękawiczkę. Sięgnął po zniszczoną fiolkę zastanawiając się co by tu zrobić z resztą mazi. Nie zostawi jej przecież przy sprzęcie ot tak, żeby wszystko zniszczyła...
Zerknął na Dicka, kiedy ten podszedł bliżej.
- Nie ma problemu, to przecież nie twoja wina. Zaraz coś z tym wymyślę - odparł uspokajająco. I wtedy odezwał się trzeci z braci, nieco zbijając z tropu Tima.
Uniósł brwi, przenosząc wzrok na Jasona. "Zepnijcie tyłki", huh? Naprawdę? Timothy nie miał pojęcia dlaczego właśnie dzisiaj jakoś tak wzięło jego braci na rzucanie komentarzy dotyczących tej szlachetnej części ciała, ale to zdecydowanie było dziwne. Ostatecznie jednak chłopak zrezygnował z komentowania tego na głos, tylko ograniczając się do przewrócenia oczami.
Udało mu się znaleźć spory, odpowiednio szczelny i wytrzymały pojemnik, do którego włożył pozostałość fiolki. Z zebraniem mazi było więcej zabawy, ale końcowy efekt był całkiem zafowalający. Przynajmniej sprzęt był czysty, a reszta substancji trafiła do zamknięcia. Tim przez chwilę rozważał zostawienie jakiejś wiadomości dla Bruce' a gdyby ten ewentualnie wrócił... ale szybko zrezygnował z pomysłu. Raczej nie było takiej potrzeby. Jeśli Batman pojawi się w swojej siedzibie, raczej nie będzie otwierać na własną rękę nieznanych mu rzeczy, albo ewentualnie wcześniej z nim się skontaktuje.
Red Robin pozbył się rękawiczek ochronnych i na wypadek zrobił kopię wyników badań mazi. Kątem oka obserwował też Jasona... który najwyraźniej zdecydował się ewakuować z Batcave na własną rękę. Uniósł lekko jedną brew. Nie no, naprawdę, Jasonowi spodobało się rozprawianie o tylnej części ciała Nightwinga, czy coś? O co mu chodzi?
Odprowadził wzrokiem wyjeżdżającego z jaskini Red Hooda z dość... sceptycznym nastawieniem. Aż kusiło go zapytać Dicka w co oni grają, bo chyba jeszcze nie do końca zrozumiał zarady. Może potem, jeśli będzie okazja.
- Tak, chodźmy już - skinął mu głową. Sam też wziął nieco dodatkowego sprzetu, doczepiając do swojego stroju. Resztę zapasowej broni będzie miał w razie potrzeby przy swoim motorze i powinno starczyć. Cóż. Musi.
Chwilę później był już gotowy do drogi i razem z Dickiem wyjechali z batcave w stronę Bludhaven.

[z.t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Batcave   Pon Kwi 27, 2015 12:51 am

Korzystając z okazji, iż tym razem podróżował zupełnie sam, po drodze do rezydencji Nightwing podjął próbę nawiązania kontaktu z Red Robinem - jednakże wszystko wskazywało na to, że jego brat w dalszym ciągu przebywał na terenie Bludhaven, gdyż najwyraźniej był nieosiągalny... Ta opcja wydawała się zaś najbardziej prawdopodobna. Grayson miał tylko nadzieję, że Tim znajdował się wystarczająco daleko eksplozji, aby za bardzo nie oberwać... Zresztą nie tylko Tim - ale i pozostali Tytani również.
W następnej kolejności mężczyzna podpiął się pod systemy Ligi - czego tak na dobrą sprawę oficjalnie już nie powinien robić, skoro nie był jej członkiem, jednakże w tych okolicznościach mimo wszystko czuł się praktycznie w pełni usprawiedliwiony. W końcu chciał tylko przekazać im informacje - dla dobra ogółu. Raczej nikt nie będzie miał do niego o to pretensji.
-Mówi Nightwing. Zgaduję, że słyszeliście już o problemach w Bludhaven. Tytani są na miejscu - wymieniam na wypadek, gdyby zaszła konieczność niesienia im wsparcia: Red Robin, Superboy, Kid Flash, Miss Martian i Blue Beetle. Na terenie miasta łączność mocno szwankuje, więc przydadzą się alternatywne sposoby komunikacji - jak telepatia. Wygląda na to, że zagrożenie jest demonicznego pochodzenia; jeżeli ktoś jest w stanie namierzyć Constantine'a, to dobrze byłoby sprowadzić go jak najszybciej. Raven i Zatanna też mogą się przydać. Kilkanaście minut temu w centrum Bludhaven miał miejsce potężny wybuch; pojawił się w wiadomościach, więc zakładam, że niedługo z Gotham może zostać wysłana pomoc. Spróbuję coś na to poradzić. Kiedy opuszczałem miasto, na jego granicy czuwało stado bestii przypominających wielkie psy - na nie też uważajcie. Dam znać, gdy dowiem się czegoś więcej.
Do Batcave było już coraz bliżej, więc Dick zakończył połączenie i zadecydował, że resztą zajmie się już na miejscu. Skontaktowanie się z Gordonem zdawało się być logicznym następnym krokiem; istniała całkiem spora szansa, że byłby on w stanie przynajmniej opóźnić wysłanie do Bludhaven mundurowych... Którym pewnie uratowałoby to życia.
Dobry plan.
Kiedy tylko Grayson wjechał w końcu na teren kryjówki i zaparkował swój samochód wśród innych pojazdów, po opuszczeniu go od razu ruszył ku Batkomputerowi. Zajął miejsce tuż przed nim i natychmiast przykazał maszynie uzyskać obraz satelitarny Bludhaven. Nie chciał tracić czasu czekając na Jasona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Batcave   Sob Maj 02, 2015 2:51 pm

Jason zahaczył o jedną ze swoich podziemnych kryjówek, zgarniając z niej przede wszystkim nowy strój, cały i nie podarty, bo chyba jedyną częścią jego kostiumu, która nie oberwała poważniej były buty. Więc gdy już wszystko było zastąpione, nowymi pięknymi częściami, nadszedł czas na uzupełnienie ekwipunku. Broń, naboje, bomby, fiolki z kwasami, w zasadzie wszystko co najistotniejsze by jakoś przetrwać i sobie poradzić z różnego rodzaju przeciwnikiem. W końcu nauczył się by być gotowym na wszystko. Zawsze. Nawet jeśli nie znał wszystkiego...
Jeszcze tylko nowy kask i był gotów do drogi. Wskoczył z powrotem na swój motor, opuszczając kryjówkę i wyjeżdżając na główną drogę, póki jeszcze była w miarę pusta. Musiał obrać jak najszybszą drogę do Rezydencji, zwłaszcza, że robiło się coraz widniej, więc za jakieś... może pół godziny, ludzie zaczną się zbierać do pracy. Dlatego też porządnie docisnął gazu, w szaleńczym tempie opuszczając granice miasta samego w sobie i szczęściem nie spotykając nikogo ciekawskiego w międzyczasie. Gwałtownie zjechał w jedną z mało widocznych dróg, prowadzącą do jaskini. Tym samym po upływie kilku minut parkował swój pojazd obok samochodu Dicka.
Podszedł do starszego mężczyzny, stając obok niego i zakładając ręce na piersi. Przesunął wzrokiem po ekranach komputera, nieznacznie marszcząc brwi; sam był ciekaw jakie wyniki uzyskają, zwłaszcza, że w telewizji nie wyglądało to dość obiecująco i był gotów zgodzić się z Graysonem, że demony faktycznie zamierzają zmieść miasto z powierzchni ziemi, jednakże z drugiej strony...Coś mu w tym wszystkim nie pasowało. Nigdy nie twierdził, że demony działa w pełni logicznie i sensowne, ale potrafiły osiągać swoje cele i mimo całego ich absurdu nie wierzył by przejęły Bludhaven tylko po to aby je zniszczyć. W tym wyjątkowo musiał tkwić jakiś głębszy sens. Pytanie jaki? I czy obejmował swoim zasięgiem także Gotham.
- Już coś wykryłeś? Póki co nie widać by ogień się rozprzestrzeniał... - Mruknął, nie zdejmując jednak kasku z głowy. Póki istniała możliwość, że mogą wkrótce opuścić to miejsce, nie miał zamiaru go ściągać. Z resztą, nie było też sensu się w to bawić, w końcu Dick i tak dobrze go rozumiał.
- Drake ci odpowiedział? - Cóż, strzelał. Ale jakoś nie wierzył by Dick przy pierwszej okazji nie próbował się z nim kontaktować. Lub z kimkolwiek innym... Jednak tę kwestię wolał zostawić, nie było sensu psuć sobie i jemu bardziej humoru, doprowadzając do sprzeczek. Poza tym, to były jedynie głupie domysły, niczym nie poparte... Prawie. Poza znajomością Dicka na wylot. Ale lepiej skupić się na głównym wątku ich sprawy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Batcave   Sob Maj 02, 2015 5:00 pm

O dziwo Nightwing nie musiał czekać na brata tak długo, jak się tego początkowo obawiał. Może i nie powinien być tym zaskoczony, bo w końcu doskonale wiedział jak Jason prowadzi, ale tak czy siak... Spodziewał się, że przebranie się i dobranie brakującego sprzętu zajmie mu jednak chwilę. No, ale najważniejsze, że szybko dotarł na miejsce - że w ogóle dotarł - i mógł pomóc.
Dick nie odwrócił się od razu, gdy tylko usłyszał dźwięki motoru; właściwie spojrzał na Red Hooda dopiero w momencie, gdy ten znalazł się już tuż obok niego i prawdę mówiąc w pierwszej chwili poczuł nawet lekkie ukłucie zawodu na widok kasku obecnego na głowie drugiego mężczyzny. Owszem, był do niego przyzwyczajony, co nie oznaczało od razu, że go lubił... Choć zdecydowanie bywał przydatny, temu nie mógł zaprzeczyć.
Na pierwsze słowa brata Grayson potrząsnął jedynie przecząco głową - i na drugie pytanie zareagował zresztą podobnie, choć o wiele wolniej, jak gdyby lekko się zawahał... Ale ostatecznie uznał, że i tak nie ma sensu próbować tego ukrywać. Jakby na to nie patrzeć - za dobrze się wzajemnie znali, aby Jason miał uwierzyć, że nie sprawdził co i jak u pozostałych.
-... W Bludhaven coś wciąż wpływa na komunikatory, tak sądzę. Poinformowałem też Ligę o wszystkim, czego udało nam się do tej pory dowiedzieć albo domyślić, choć prawdę mówiąc podejrzewam, że i tak sporo z tego nie będzie dla nich żadną nowością... Musieli już coś słyszeć. Jeśli dobrze pójdzie, to może ktoś sprowadzi do pomocy Constantine'a albo Raven - albo chociaż Zatannę- to powiedziawszy, vigilante westchnął cicho, po czym odwrócił w końcu spojrzenie od brata, aby zaraz potem ponownie skierować je na wyświetlane przez Batkomputer obrazy.
Ujęcia z satelity mocno zmieniły się od czasu, gdy przyglądali się im przed wyruszeniem do Bludhaven - te kilka godzin temu i jeszcze w towarzystwie Tima. Teraz sporą część miasta pokrywała ta zielona... Mgła? Chmura? Dym? Cokolwiek by to nie było - blokowało widok. W okolicy mostu z kolei duża połać terenu sprawiała wrażenie solidnie zamrożonej. Inny obszar najwyraźniej płonął - w centrum; to chyba właśnie tam znajdował się ten słup ognia.
Obrazów było sporo, a jednak w pewnym momencie coś innego przyciągnęło uwagę Nightwinga... I mężczyzna zmarszczył czoło, po czym przechylił głowę lekko na bok w wyraźnym zastanowieniu. Wątpił, aby się mylił - i w zasadzie nie byłoby to najdziwniejsze, co go ostatnio spotkało, lecz mimo wszystko... Mimo wszystko...
-Nie było nas parę godzin, prawda?- zagadnął brata, lecz w zasadzie nawet nie czekał na jego odpowiedź, bo przecież dobrze wiedział, że będzie ona twierdząca; jakże by inaczej? Zamiast tego więc od razu kontynuował:
-Bo wygląda na to, że minęły dwie doby- ruchem głowy wskazał na wyświetlaną na uboczu godzinę wraz z aktualną datą. Czyli... Najwyraźniej od pojawienia się demonów w Bludhaven czas zaczął płynąć inaczej. W porządku. To tylko kolejna rzecz, którą trzeba będzie naprawić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Batcave   Pon Maj 04, 2015 1:31 pm

Jason przemilczał kwestię informowania Ligi. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że było to rozsądne posunięcie i sprawa była na tyle poważna i... szeroka, zważywszy na to, że obejmowała całe Bludhaven i najpewniej właśnie rozprzestrzeniała się dalej jak jakaś cholerna zaraza. Liga była potrzebna, była liczniejsza i miała różne osobowości i zdolności do zaprezentowania, co nie zmieniało faktu, że wciąż Jason za nią nie przepadał. Zgadywał z resztą, że ze wzajemnością. Przywykł, że mało kto za nim przepadał i większość 'bohaterów' chętnie dobrałaby mu się do tyłka, chociaż wcale nie byli lepsi od niego.
Dlatego gdy Dick o tym mówił Red Hood, nawet się nie poruszył, wpatrując się w obrazy z satelity i analizując co działo się w mieście. Można powiedzieć, że wręcz emanowało od niego niechęcią, jeżeli szło o ten konkretny temat. Tak długo jak nie był zaplątany we współpracę ze Sprawiedliwymi i nie musiał ich oglądać na żywo, po prostu był niechętny, a nie nienawistny.
- Wygląda jakby podzieliły miasto na sektory, w zależności od rodzaju. Przynajmniej jeśli idzie o lód i ogień... A to zielone, nie jestem pewien. Może po prostu chcą ukryć co kombinują. - Oparł się lekko o panel, aby nic nie przycisnąć, i nachylił, próbując dostrzec coś jeszcze na obrazach. W zasadzie cokolwiek... Prychnął cicho pod nosem, co dodatkowo stłumiła maska, prostując się i znów zakładając ręce na torsie.
Aktualnie wchodzenie do miasta bez wsparcia byłoby samobójstwem, zbyt szalonym nawet jak na niego. Wsparcia póki co nie było, a i on nie był chętny się wtedy w to angażować, więc pewnie zostawiłby Dicka z tym samego... No, nie samego... Samego z bandą zadufanych kretynów. Tak, to już oddaje lepiej sytuację. Ewentualnie nadzorowałby wszystko z pewnej odległości nawet nie zdradzając Graysonowi, że jest w pobliżu.
Z rozmyślań nad całą sytuacją wyrwały go kolejne słowa Dicka. Oczywiście, nie miał okazji odpowiedzieć, więc tylko skinął głową.
- Cudownie, jednak zmarnowałem z wami dwa dni swojego cennego życia. Co za strata. - Odparł, z wielkim niezadowoleniem w głosie, oczywiście udawanym - jednocześnie już sięgając do kieszeni po komórkę, by sprawdzić czy ktoś za bardzo nie narozrabiał pod ich nieobecność. I czy nie musiał zająć się jakimś gangiem, który napastuje jego 'klientów'. Tyle do nadrobienia, nie dobrze, nie dobrze.
Przebiegł wzrokiem po informacjach, oczywiście podłączając się również do baz policyjnych, gdyby oni odmeldowali coś, co nie było zbytni nagłaśniane w mediach. I.... bingo.
Odwrócił się przodem do Nightwinga, podsuwając mu swoją komórkę pod nos.
- Scarecrow rozpylił gaz w parku. Kilkanaście godzin temu. Boję się, że policjantom nie udało się zamknąć najbliższego terenu i ewakuować ludzi, jeśli to była faktycznie tak spora dawka... Przydałoby się antidotum. I dorwanie Crane'a. - Odruchowo położył jedną dłoń na kaburze z bronią. Sam doskonale zdawał sobie sprawę, że strach był okropną siłą napędową i często uwalniał w ludziach to co najgorsze... Sam nie chciałby się znaleźć pod wpływem środków Stracha. Nie skończyłoby się to dobrze dla nikogo, pomijając też fakt, że serce może nie znieść takiego obciążenia...Cholerny Crane.
Schował telefon do kieszeni, zaraz jeden z obrazów z satelity kierując na główny Park Gotham.
- Poza tym, nie znalazłem nic z czym nie poradziłaby sobie policja. - Dodał po chwili, wracając spojrzeniem do Graysona.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Batcave   Wto Maj 05, 2015 9:14 am

Nightwing kiwnął tylko lekko głową na uwagę brata dotyczącą dzielenia miasta na sektory; sam dochodził mniej więcej do podobnych wniosków, nawet jeśli mógłby dyskutować na temat przeznaczenia tej zielonej mgły. Nie był pewien czy demonom chodziło jedynie o jej właściwości kryjące - czy też posiadała jeszcze jakieś inne przydatne dla nich cechy. Jeżeli wziąć pod uwagę jej skład... Być może potwory odtwarzały w Bludhaven bardziej odpowiadające im środowisko? Starały się osiągnąć swoje naturalne warunki życia? Tyle że w takim wypadku oznaczałoby to, że planowały tam już pozostać - a jednak podejmowały działania, które coraz bardziej wyniszczały okolicę. Może więc... Planowały odbudować wszystko od zera? Jednakże w takim wypadku mogły sobie na to wybrać dowolny inny teren. Czyżby zaważyła kwestia obecności budulca ze zburzonych zabudowań? Może.
Jak na jego gust - za dużo tych wszystkich "może".
Narzekanie Jasona na utratę dwóch dni z życia akrobata skwitował jedynie przewróceniem oczami, zresztą wcale się z tym nie kryjąc - nawet jeśli twarz pozostawił zwróconą w głównej mierze ku obrazom wyświetlanym przez Batkomputer i tylko lekko ku bratu; soczewki w masce miał aktualnie schowane.
Kiedy jednak Red Hood zaczął coś kombinować z komórką - Dick przyglądał mu się kątem oka, czekając na jakieś wyjaśnienie... Choć domyślał się o co chodziło. Dwa dni w takiej sytuacji mogły wiele zmienić, szczególnie w Gotham City, w którym tak czy siak dzień bez rozróby był dniem straconym - a przynajmniej tak zdawali się sądzić miejscowi przestępcy... Zwłaszcza "super" przestępcy oraz osoby dopiero aspirujące do tej roli.
Nightwing odruchowo obrócił krzesło w stronę brata, gdy ten stanął do niego przodem - i siłą rzeczy zerknął na komórkę, która została mu podetknięta tuż przed twarz. Przebiegł wzrokiem po treści wyświetlanego na jej ekranie newsa, wyłapując w nim najistotniejsze informacje i marszcząc przy tym nieznacznie czoło. Scarecrow; cudownie, jeszcze tego im brakowało.
-I właśnie dlatego policja powinna trzymać na takie okazje zapasy antidotum - na jego gaz, na trucizny Ivy i wszystkie te najczęściej używane substancje. Nawet przy modyfikacjach składu stare antidota łagodzą objawy...- westchnął cicho, posyłając jeszcze jedno spojrzenie ku satelitarnym obrazom zmieniającym się na ekranie. Doskonale rozumiał dlaczego takie leki nie są łatwo dostępne - w końcu ktoś mógłby je dopaść i równie dobrze na ich podstawie przygotować coś jeszcze gorszego... A jednak w takich momentach żałował, że właśnie tak to wyglądało.
-W środku dnia w parku musiały być tłumy. Nawet MY nie mamy w tej chwili takiej ilości odtrutki. Spróbuję dowiedzieć się od Gordona jak aktualnie wygląda sytuacja... I wyjaśnię co się dzieje w Bludhaven. Może będzie w stanie powstrzymać zapędy tutejszych służb do niesienia pomocy- policjanci, strażacy czy sanitariusze z Gotham City tylko by sobie zaszkodzili wybierając się do sąsiedniego miasta. Bardziej przydadzą się tutaj; jeśli zaczną teraz, być może uda się przygotować Gotham do obrony - jeżeli zajdzie taka konieczność i ta zaraza rzeczywiście się rozprzestrzeni.
-Porozmawiaj z Alfredem. Niech zajmie się antidotum... I pilnuje podglądu satelitarnego, bo my nie możemy tutaj zostać na długo. Trzeba sprawdzić kto z rodziny jest w mieście lub na tyle blisko, by szybko do niego dotrzeć. Catwoman, Huntress, każdy sojusznik się przyda... Może Selina byłaby w stanie przekonać do pomocy Harley i Ivy, w końcu też tutaj żyją- uciekanie się do angażowania w sprawę przestępców nie brzmiało najlepiej, ale niektórzy z nich - o ile ciągle patrzyło się im na ręce - bywali przydatni. Poza tym przejmowanie kontroli nad Gotham nie miałoby raczej większego sensu, gdyby zniszczyły je demony; to akurat może ich nieźle zmotywować.
Dick przerwał to snucie planów - zresztą dość nagle - gdy dotarło do niego, że wydawanie przez niego poleceń może źle wpłynąć na ten kruchy sojusz zawarty z Jasonem. Przesunął wzrok na... No, nie na twarz, ale na kask brata, po raz kolejny żałując, iż ten ma go na sobie.
-... Przepraszam. To... Odruch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Batcave   Sro Maj 06, 2015 1:31 pm

Jason przeniósł spojrzenie na ekran z coraz większą irytacją wsłuchując się w słowa Dicka. Rozumiał powagę sytuacji i, że powinni rozegrać to jak najlepiej na pierwszym miejscu stawiając bezpieczeństwo cywili. Rozumiał również, że w tym wypadku każda para rąk się przyda, by jak najprędzej uporać się z problemem... Jednak ton jakim to mówił, to JAK to mówił. Za bardzo przypomniało mu to Nietoperza, momenty gdy on wydawał rozkazy, a to... To mu się nie podobało. Ani trochę.
Nigdy nie lubił gdy Bruce mu rozkazywał, byli partnerami, przynajmniej zawsze tak myślał, ale to rządzenie się - zdecydowanie nie należało do ulubionych części współpracy Jasona. Bycie pod kimś mu przeszkadzało, chyba zawsze był niezależny. Jako dzieciak jednak szybciej potrafił się z tym pogodzić,był Robinem, sidekickiem, nazbyt zafascynowany i zajęty łapaniem przestępców, teraz jednak działał na własną rękę, od tylu lat. Dlatego wrócenie do stania pod kimś, było dla niego ciężkie i niewygodne. A teraz jeszcze wracały negatywne wspomnienia.
Nie odezwał się przez ten cały czas, ba, nawet się nie poruszył, stopniowo zamykając na całą tę ich współpracę.
Ciekawe czemu miał wrażenie, że to nie wypali... Nie na dłuższą metę.
Puścił jego przeprosiny mimo uszu, odwracając się i kierując w stronę wyjścia do rezydencji. Nie było go kilka minut, może kilkanaście. Znalezienie Alfreda i wyjaśnienie mu całej sytuacji chwilę zajęło, zwłaszcza, że dawno nie widział staruszka... Który wciąż był cudowny i niezastąpiony, jak zawsze. Nie sądził go, nie oceniał, po prostu przywitał i zaoferował domowy posiłek... Naprawdę korciło na to przystać, ale nie mieli wystarczająco dużo czasu. Może skorzysta kiedy indziej.
Zaczął rozważać swoje opcje, których zasadniczo nie było zbyt wiele. Mógł zostać, posłusznie pozwolić dalej sobą rządzić, pałając tym samym do Dicka coraz większą niechęcią, aż w końcu ich relacje kompletnie się rozpadną, nim chociażby dostaną szansę a odbudowę.
Druga opcja - zostanie na własnych zasadach, robiąc to co sam uważa za słuszne, jedynie sugerując się tym co powie Dick. Nie było złe, mógł uznać to za współpracę, tymczasową, bo pewnie zaraz po tym by szybko się stamtąd zabrał i nie nawiązywał z nim więcej kontaktu.
Ostatnia opcja - Jeśli tylko Dickowi uda się zebrać swoje sojuszniczki, pójdzie swoją drogą. Nie będzie mu potrzebny, w końcu nie ma co przesadzać, prawda? Poza tym wciąż średnio widział swoją współpracę z Ivy, a tym bardziej Harley...
Zobaczy jak potoczą się sprawy i zdecyduje, ewentualnie znajdzie nową alternatywę, która będzie mniej krzywdząca dla... Nich. Nie było to podobne do Todda, jednak myśl, że choć na trochę wróci do tego co było dawniej... Może to mu pomoże? Odcięcie się od przeszłości pewnie byłoby najlepszą metodą na to, by ruszyć dalej, a mimo to - to było tak trudne. Czasem wręcz niemożliwe. Może trochę przerażało go kim stanie się bez swojej przeszłości, jaką osobą się stanie i jakie cele sobie wytyczy...
Wrócił do jaskini, rzucając jeszcze spojrzeniem na gablotę, w której znajdował się jego strój. Jego, nie Dicka, nie Tima, ani nawet Damiana. Jego. Nie tylko on żył przeszłością, bo przeszłość go tworzyła i nauczył się trwać w niej.
Stanął na mostku, pomiędzy ich pojazdami, a BatKomputerem, czekając na kolejne "polecenia" lub najzwyczajniejsze posunięcia Graysona.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Batcave   Czw Maj 07, 2015 8:25 pm

Dick odprowadził brata wzrokiem, gdy ten tak bez słowa odwrócił się i opuścił pomieszczenie - na szczęście kierując się w górę, ku rezydencji, nie zaś w stronę swojego motoru, aby odjechać... A to samo w sobie stanowiło już jakieś pocieszenie, bo w pierwszej chwili akrobata bał się, że zepsuł wszystko na dobre. Wyglądało jednak na to, że przynajmniej chwilowo Jason - choć otwarcie niezadowolony - zamierzał po prostu wykonać swoje zadanie... Chociaż tyle dobrego.
Och, Grayson czuł się winny, jasne. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie powinien był wydawać poleceń, gdy ich relacje znajdowały się w tak skomplikowanym i delikatnym stanie - a sam Red Hood zdawał się mieć fioła na punkcie kontroli... Co zresztą Dick mógł nawet zrozumieć. Tak czy siak, akurat w tym wypadku nie zamierzał brać na siebie całej odpowiedzialności - bo żałował i szczerze przeprosił, a w dodatku nie miał przecież złych intencji. Rzecz jasna dla Jasona niczego to nie znaczyło. Typowe.
Tak więc może oprócz poczucia winy figurowała również powracająca irytacja.
Mimo wszystko Nightwing przez dłuższą chwilę po prostu wpatrywał się w punkt, w którym stracił brata z oczu, a wyraz jego twarzy pozostawał przy tym mniej więcej neutralny. W końcu jednak mężczyzna połączył się z Gordonem, aby załatwić z nim sprawę wstrzymania ekip ratunkowych, które Gotham City mogło chcieć wysłać do Bludhaven. Komisarz nie był zachwycony całą tą sytuacją - i nic dziwnego - ale przynajmniej po latach współpracy wiedział już, że Nietoperzom... No, że większości Nietoperzy może spokojnie zaufać. Jeden problem tymczasowo z głowy.
Niestety złapanie kontaktu z miejscowymi bohaterami stanowiło już większy kłopot. Niektórzy z nich nawet nie posiadali komunikatorów, więc należałoby ich odszukać osobiście. Inni nie odpowiadali na próby nawiązania połączenia. Za to na przykład taka Huntress - a i owszem - odebrała, jednakże aktualnie przebywała zbyt daleko i najwyraźniej była za bardzo zajęta, aby rzucić wszystko i wrócić do Gotham City... A przynajmniej tak twierdziła, gdyż nie chciała wyjaśnić cóż takiego dokładnie robiła.
Grayson pozwolił sobie również ponownie odwiedzić częstotliwość, której zazwyczaj używała Liga, lecz nie wyłapał na niej żadnych wiadomości - dosłownie żadnych, ani jednej. Wbrew pozorom taka cisza wcale nie wróżyła dobrze. Może tyle osób udało się do Bludhaven i w ten sposób straciło zasięg...
Słysząc ponownie zbliżające się kroki Jasona, akrobata obrócił się na krześle w jego stronę, a po krótkiej chwili wahania wstał ze swojego miejsca. Co prawda jego zirytowanie nie minęło, lecz teraz znalazło sobie nowe cele - zresztą bardzo liczne - i właśnie dlatego mógł sobie pozwolić na kolejną próbę przeprosin.
-Nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało. Wiesz, że nie. I wiesz też, że szczerze tego żałuję, prawda?- wykonał kilka kroków w stronę brata, tym samym stopniowo zmniejszając znajdujący się między nimi dystans i jednocześnie starając się póki co kompletnie ignorować fakt, iż Todd zbliżył się do swojego motoru, choć nie bezpośrednio.
-Jesteśmy równi. Teraz już jesteśmy, nawet jeśli doskonale pamiętam, jak kiedyś się ode mnie uczyłeś, jak się we mnie wtedy wpatrywałeś... Więc nie odjeżdżaj? Proszę?- dodał cicho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Batcave   Pon Maj 11, 2015 3:00 pm

Jason ciężko westchnął, niemo, jedynie po ruchu ramion dało się to rozpoznać.Jasne, rozumiał przeprosiny i wiedział, że Dick nie chciał by to tak zabrzmiało, ale Jason nie mógł nic na to poradzić. To po prostu budziło w nim ukrytą złość i ból, chociaż nie był w pełni świadom ich źródła. Nawet nie drgnął, kiedy Dick się do niego zbliżył, po prostu zaakceptował to jako coś, naturalnego. Grayson nie cierpiał budowania dystansu, nie między sojusznikami, przyjaciółmi czy rodziną. Więc Jay to jakoś zaakceptował. Chyba się z tym po prostu oswajał.
Przeprosiny były... Zaskakujące, chociaż miło go połechtały, poniekąd były świadectwem tego, że Dickowi nadal na nim zależy, w jakimś stopniu i chce go zatrzymać przy sobie niezależnie od sytuacji.
Jednak tym co bardziej zwróciło jego uwagę, były słowa o wpatrywaniu. Po pierwsze - wcale się nie wpatrywał, w końcu nie miał w co... Po prostu podziwiał Dicka za jego sztuczki, wpatrywanie to zbyt duże słowo. Zdecydowanie. I nie zamierza się z nim zgadzać w jakimkolwiek stopniu. Nie ma mowy. A po drugie... Skąd wiedział? Przecież zawsze dyskretnie na niego zerkał, nie dając po sobie czegokolwiek poznać. Zwłaszcza w masce, pilnował by soczewki były opuszczone, więc jak...? Kiedy? To mu się nie spodobało, jego mały sekret jednak nie był sekretem. Czemu Dick wcześniej mu tego nie wytknął... Podobało mu się, czy chciał to zostawić na specjalną okazję do męczenia młodszego braciszka jeszcze przed... wypadkiem.
Zdjął kask z głowy, spoglądając na Dicka.
- Bez przesady z tym wpatrywaniem. Po prostu musiałem się nauczyć akrobacji. - Burknął, zerkając gdzieś w bok i nieznacznie bawiąc się kaskiem w dłoniach.
- Ale jasne, zero urazy, po prostu... Odwykłem od tego, że ktoś wydaje mi rozkazy. - Opuścił soczewki w masce, by móc spojrzeć Dickowi bezpośrednio w oczy. Chcąc pokazać, że nie ma mu tego za złe, w zasadzie wybaczył mu już przy pierwszych przeprosinach, jedyne co musiał zrobić to ochłonąć i uporządkować własne myśli... I złość. Ale to nic nowego, że łatwo się wkurzał. Dla żadnego z nich.
Przygryzł na moment dolną wargę, wsadzając Dickowi w dłonie swój kask.
- Masz, do kolekcji. Mówiłeś, że to jedyny brakujący element. - Kąciki jego ust lekko zadrgały, chwilowo i praktycznie niezauważalnie, więc jego twarz nie zmieniła się za bardzo. Wciąż była... zaskakująco neutralna. Sięgnął jeszcze do kieszeni kurtki, kładąc na kasku czerwoną maskę domino, do kompletu.
Odczekał chwilę, nie odzywając się, można powiedzieć, że zbierał siły? Coś takiego.
- Niech będzie symbolem naszego tymczasowego sojuszu. Znaczy, możesz go zachować też potem, ale to jednak jest coś bardziej... Materialnego. Na znak, że między nami wszystko w porządku. - Odsunął się od niego o krok, zaraz odwracając na pięcie i podchodząc do motocykla. Usiadł na nim luźno, póki co jeszcze nawet nie łapiąc za kierownicę.
Skierował wzrok na Dicka.
- Więc co teraz, szefie? - Posłał mu lekki uśmiech.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Batcave   Pon Maj 11, 2015 5:43 pm

Prawdę mówiąc Dick odprężył się już w momencie, gdy Jason zaczął zdejmować z siebie kask; w końcu gdyby jednak zamierzał odjechać, to przecież by tego nie robił, prawda? Poza tym... W przypadku kłótni pewnie również wolałby go mieć na sobie, aby zamaskować wyraz twarzy i wszystkie emocje, które mogłyby się odbić na jego obliczu. Owszem, akrobata zdążył już zauważyć, iż jego brat zaskakująco często ucieka się do takiego rozwiązania.
Spodziewał się też, że Red Hood może skomentować akurat ten fragment o wpatrywaniu się. Fakt, umyślnie się do tego odniósł - licząc na to, że Todd nie będzie mógł odpuścić i zostanie chociażby po to, aby kontynuować dyskusję na ten temat. Najwyraźniej nie musiał jednak wykorzystywać tego zabiegu, ale z drugiej strony: lepiej zmarnować zagranie, gdy nie jest ono potrzebne - niż odpuścić sobie używanie go i przegrać z powodu braku amunicji, prawda?
A akurat pod tym względem Grayson nie mógł przegrać.
Tak czy siak, słowa brata w połączeniu z wyrazem jego twarzy i całokształtem jego zachowania sprawiły, że na usta Dicka powrócił delikatny uśmiech, póki co może jeszcze nieco... Z braku lepszego słowa: nieśmiały. Wyglądało na to, że sprawy między nimi powoli się układały, a to wystarczyło, aby poprawić mu trochę humor.
Prezent pod postacią kasku - no i maski rzecz jasna - tylko dokończył dzieła, właściwie na moment sprawiając wręcz, że vigilante aż zabrakło słów, a serce zabiło mu mocniej w klatce piersiowej... Oczywiście przede wszystkim dlatego, że doceniał ten gest - i rozumiał jego znaczenie. Och, doskonale je rozumiał, nawet bez tego wyjaśnienia, które zaserwował mu Jason.
W pierwszej chwili Dick ułożył dłoń na kasku i masce, ostrożnie, może nawet odrobinę niepewnie, ale nie chcąc ich czasem upuścić... Na przykład w przypływie emocji, bo w tym momencie żywił wielką ochotę, aby przytulić do siebie brata. Jason miał niezwykłe szczęście, że odsunął się na czas i usiadł na swoim motocyklu, bo inaczej pewnie nie udałoby mu się uniknąć tej czułości, a Nightwing nie był pewien dokąd by to ich zaprowadziło.
-... Dziękuję- rzucił cicho i wręcz uderzająco szczerze, jednocześnie opuszczając wzrok na trzymane w rękach przedmioty - lecz tylko na kilka sekund, gdyż zaraz potem ponownie podniósł już spojrzenie ku Toddowi.
-A co ty sądzisz, że powinniśmy teraz zrobić? Gordon ma uczynić co w jego mocy, by nikt nie pojechał do Bludhaven, choć podejrzewam, że reporterów to nie powstrzyma... A przynajmniej nie wszystkich. Mało kto z rodziny i sojuszników w ogóle odpowiedział na wezwanie- wyjaśnił, w dalszym ciągu nie spuszczając brata z oczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Batcave   Nie Maj 24, 2015 1:53 pm

Jason musiał przyznać, że reakcja Dicka go nieźle zdziwiła. Już niemalże zapomniał jak to jest gdy Dickowi brakuje słów. Zwłaszcza, że to bardzo rzadka anomalia, Grayson, któremu zabrakło słów. Był w stanie to poniekąd zrozumieć, w końcu też nieczęsto się zdarzało, że zachowywali się tak jak teraz... Jak przyjaciele albo chociaż partnerzy. Niemalże jak za dawnych czasów... Czasem tęsknił za tymi konkretnymi momentami, gdy współpracowali razem. Co prawda Jason często czuł się jak dodatek albo dzieciak do pomiatania, ale i tak wtedy było to najcudowniejsze uczucie w całym jego żałosnym życiu.
Przez chwilę jeszcze przyglądał się Dickowi, gdy ten po prostu stał, wpatrując się w swoje prezenty. Może wciąż nie czuł się komfortowo z myślą, że Dick posiada jego kostium, chociaż sam uwielbiał się przebierać za innych, bo było to częścią jego planu, mimo wszystko nie żałował, że to zrobił. Mężczyzna na swój sposób zasługiwał na to by Jason okazał mu nieco, cóż, z braku lepszego słowa, serca. Zwłaszcza, że do tej pory był dość oschły i zdystansowany. Zakładał, że szybko się to nie zmieni, bo zbyt długo był sam - z dala od ludzi, którym mógłby zaufać, którym kiedyś ufał. Nie nauczy się tego nagle, to wymaga czasu... Ale chyba mieli niezły start. Znaczy, start mieli beznadziejny, ale teraz było coraz lepiej. Na to liczył przynajmniej.
Czując jak Dick znów na niego spojrzał, zadrżał lekko, nie dając jednak po sobie poznać jak wpłynęło na niego to błękitne spojrzenie w połączeniu z wspomnieniami. Grayson zawsze był pociągający, a jego oczy wręcz hipnotyzujące. Chyba więc nic dziwnego, że Jason jako Robin się w niego wpatrywał... Cóż, nie tylko po to by uczyć się jego ruchów. Ale o tym nie zamierzał wspominać, ani przyznawać się do tego. Ograniczenia płciowe nigdy go nie dotyczyły, podobnie jak miłość, więc raczej trzymał tego typu myśli zamknięte na klucz. Tak było lepiej, bezpieczniej.
Wracając jednak do głównego wątku, odwzajemnił spojrzenie Dicka, opierając jedną z dłoni na potężnej maszynie i lekko przesunął po niej palcami.
- Sądzę, że powinniśmy jechać i pomóc komu się da w parku i okolicach, dopóki Al nie przyleci i nie rozpyli antidotum z góry. Powstrzymanie dziennikarzy może być czasochłonne i mniej istotne niż pomoc większej grupie ludzi. Poza tym, zakładam, że szybko zawrócą gdy zobaczą te piekielne psy.- W trakcie rozmowy opuścił wzrok, skupiając go na metalicznych częściach, by nie skupiać się w pełni na Dicku. Aktualnie czuł się znów mały, jakby miał te czternaście, piętnaście lat. Dopiero po chwili się odważył by znów na niego spojrzeć.
Westchnął cicho, domyślając się, że Dick może średnio pozytywnie zareagować na ten pomysł...Albo go poprzeć. W zasadzie, aktualnie wydawał się on Jasonowi nieprzewidywalny.
Potrząsnął gwałtownie głową, chcąc w całości się uwolnić od myśli, które osaczyły wręcz jego głowę. Zbyt wiele psuły, musiał pozostać twardy i obojętny, jak zawsze do tej pory. Kryjąc się za wybitnie wspaniałym poczuciem humoru. Dokładnie tak.
- Więc... co robimy?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Batcave   Pon Maj 25, 2015 1:54 pm

O dziwo kąciki ust Dicka drgnęły lekko podczas wypowiedzi jego brata - choć reszta jego twarzy nie wyrażała przy tym ani śladu rozbawienia. W takiej sytuacji? Nie, na pewno nie. Po prostu... On sam naprawdę nie miał problemów z wyobrażeniem sobie przynajmniej kilku desperatów, którzy tak czy siak spróbują wyminąć pieski - chyba pieski, bo kiedy je sobie przypominał, to wcale nie był tego taki pewien - i najpewniej będą potrzebowali ratunku. Niektórzy reporterzy bez namysłu narażali swoje - i cudze - życia, by zdobyć dobrą historię... Rzecz jasna częściej robili to po prostu dla sławy, aniżeli dla dobra społeczeństwa, ale fakt pozostawał faktem. Bardzo kłopotliwym faktem zresztą, skoro już o tym mowa.
-To było parę godzin temu. Do tej pory policja powinna przynajmniej zdążyć przetransportować poszkodowanych w bezpieczniejsze miejsce... Bezpieczniejsze dla nich i dla otoczenia, mam na myśli. Ale... Park to początek równie dobry, jak i każdy inny, jeśli mamy poinformować pozostałych co się dzieje, więc zgoda, tam jedźmy najpierw- wzruszył lekko ramionami, po czym w końcu się przemieścił, przechodząc w pobliże swojego samochodu i otwierając go. Póki co włożył do środka prezenty, które dopiero co otrzymał od Jasona - a następnie wyprostował się i oparł rękę o rozchylone drzwi, spoglądając przy tym z namysłem na Red Hooda.
-Nawet jeżeli nie będziemy z nikim bezpośrednio współpracować, to powinni wiedzieć jak najwięcej. Na ich miejscu nie chciałbym, żeby nagle zaskoczyło mnie pojawienie się wielkiego i krwiożerczego demona. Wolałbym już dostać chwilę, aby się na to jakoś przygotować... Na tyle, na ile to w ogóle możliwe- to powiedziawszy, Nightwing zamilkł na sekundę czy dwie, jednocześnie odruchowo przechylając głowę lekko na bok w geście wskazującym na to, iż nad czymś się właśnie zastanawiał.
-Złapiemy kogo się da, a oni przekażą wiadomość dalej, co ty na to? Przy odrobinie szczęścia w takim gronie będziemy mieli szansę obronić Gotham, gdy ta zaraza się rozprzestrzeni. Poza tym...- akrobata nagle się uśmiechnął, nawet jeżeli w dalszym ciągu nie było w tym zbyt wiele dobrego humoru.
-Spójrz na pozytywne strony: tym razem nie muszę już nigdzie jechać praktycznie przytulony do twoich pleców. Psułem ci tym trochę image, co?- ton jego głosu wyraźnie zdradzał, że akurat z tego był wręcz dumny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Batcave   Czw Maj 28, 2015 8:17 pm

On osobiście uważał, że tak czy inaczej próba pomocy przy parku będzie aktualnie bardziej efektowna niż stanie przy granicach miast i próba powstrzymania ciekawskich. Pomijając fakt, że sami mogli skończyć jako karma dla tych demonicznych psiaczków. Może gdyby nie fakt, że najpewniej rozszarpałyby go w pierwszej sekundzie, przygarnąłby sobie jednego. Taki towarzysz zawsze wydaje się ciekawy i nieźle osłaniałby mu tyłek.
Tak czy inaczej, on osobiście wolał to niż siedzenie bezsensu. A znając tutejszą policję znajdą jeszcze kilka ofiar gazu, którym nie została udzielona pomoc z takich czy innych powodów.
I, on raczej nie myślał o kontaktowaniu się z innymi. Akurat na tym absolutnie mu nie zależało, jak zawsze z resztą. Kontakt uważał za zbędny, osobiście by go unikał ale przy Dicku to raczej mało prawdopodobne...
Westchnął ciężko, zaraz jednak spoglądając na niego uważnie, przede wszystkim słuchając tego co miał do powiedzenia Dick. Chciał odpowiedzieć na wcześniejszą część wywodu, jednak przerwa pomiędzy zeznaniami starszego mężczyzny była zbyt krótka, by mógł wtrącić swoje trzy grosze; zatem grzecznie poczekał do końca opuszczając jednak wzrok na swój motocykl. Czasami wciąż miewał problemy z utrzymaniem kontaktu wzrokowego, przynajmniej bezpośredniego. A maska to wciąż było za mało.
- Pewnie masz rację, lepiej ich ostrzec. Chociaż wątpię by na mnie dobrze zareagowali i sam wolałbym unikać kontaktu, raczej nie jestem najlepszy w kontaktach interpersonalnych i wolę ograniczyć takowe. Ale jasne, rozumiem, wszystko dla Gotham... Tak długo jak jeszcze jest szansa je ocalić. - Sięgnął do jednej ze skórzanych sakw, wyciągając nowy kask. Popukał w niego delikatnie, zamierzając go założyć gdy Dick znów się odezwał. O pozytywach ich wyjazdu.
Kąciki ust młodszego mężczyzny lekko zadrżały, jednak nie uśmiechnął się, nie chcą nic zdradzać swoim wyrazem twarzy. Chwilowo wolał pozostać neutralny, na tyle na ile było to możliwe.
- Nie było tak źle. Przynajmniej w razie wypadku zamortyzowałbyś mój upadek swoim jędrnym zadkiem. - Wyszczerzył się do niego w swój typowo złośliwy sposób, zaraz zakładając hełm na głowę.
Faktycznie, nie było tak źle, może kiedyś nawet by do tego przywykł, jednak chwilowo nie było większego sensu by się nad tym rozwodzić.
- Lepiej się pospiesz, bo nic dla ciebie nie zostanie. - Złapał już pewniej kierownicę, odpalając swój sprzęt i wykręcając tak, by łatwiej mu było wyjechać z jaskini. Wrzucił największy bieg, kierując się już do wyjścia. Z tego co słyszał Dick podążał tuż za nim w swoim samochodzie. Wygodne, jednak on wciąż wolał mniejsze i zwinniejsze pojazdy.


[zt x2]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Batcave   Wto Lip 14, 2015 10:13 pm

Dick nie był tak do końca pewien czy robił dobrze opuszczając park. Jasne, stawało się już jasno, więc wiele by tam nie zdziałał, ale w dalszym ciągu męczyło go przeczucie, że jeszcze jakieś butle z gazem Scarecrowa mogły pozostać w miejscach, gdzie natknąłby się na nie bezbronny cywil - albo umyślnie szukający ich przestępca. Bardzo nieprzyjemna wizja, która sprawiała, że Nightwing obiecywał sobie powrócić do parku po zmroku - i ponownie go przeszukać. Może będzie miał wtedy więcej szczęścia...
Tak czy siak, już zasiadając w samochodzie Grayson zdjął z twarzy rebreather i schował go na jego miejsce, a następnie zjechał na ulicę - zamierzając zrobić małą rundkę po mieście, ot, tak na wszelki wypadek, nawet jeśli dzięki sprytnemu maskowaniu jego wóz niespecjalnie wyróżniał się na tle pozostałych - wciąż nielicznych o tej porze - aut. Po drodze natomiast Nightwing jeszcze raz skontaktował się z komisarzem Gordonem, aby wymienić się z nim najnowszymi informacjami. Zasugerował między innymi, aby policja dla pewności znów przejrzała park.
W końcu jednak akrobata dotarł do Batcave; zaparkował swój samochód wśród reszty pojazdów, a następnie otworzył bagażnik, aby móc wyjąć z niego pojemnik z toksyną strachu. Już przenosząc go w bezpieczne miejsce zdążył się zorientować, że jaskinia jest pusta - oczywiście nie licząc całej masy nietoperzy. Ani śladu Red Hooda. Czyżby jednak zmienił zdanie...? Albo coś go zatrzymało, jedno z dwojga. Tak czy siak, powinien już tutaj czekać. Może po prostu wybrał się na górę, aby się przespać? Przecież on również był na nogach od zbyt długiego czasu...
Grayson westchnął głęboko, zasiadając przed komputerem, aby przyjrzeć się obrazom satelitarnym - a podczas gdy się aktualizowały, zabrał się za ostrożne zdejmowanie maski z twarzy. Kiedy już zeszła, potarł krótko oczy, a następnie schował ją do jednego z przedziałów w rękawicy. Coraz bardziej dawało mu się we znaki zmęczenie.
Zdjęcia, które wyświetliły się na ekranach komputera, od razu go rozbudziły. Bludhaven zniknęło - a przynajmniej tak właśnie zdawało mu się w pierwszej chwili, nim dotarło do niego, iż coś je... Zakryło. Coś wielkiego. Dick zmarszczył czoło, a przez jego głowę przebiegały dziesiątki myśli; co to było, jak powstało, dlaczego...? Mężczyzna postanowił póki co pozostawić obrazy na widoku; teraz powinny już automatycznie się odświeżać.
Interesowała go jeszcze jedna kwestia. Nightwing wstał z miejsca i zlokalizował pojemnik, w którym wcześniej pozostawili próbkę mazi pobranej w Bludhaven. Zgodnie z jego przewidywaniami, był on już pełen - a więc substancja rozrosła się... Ale najwyraźniej nie potrafiła sama przebić się na zewnątrz przez wzmocnione ścianki zbiornika. Chociaż tyle dobrego.
Akrobata ponownie zbliżył się do komputera, lecz tym razem przy nim nie usiadł - a jedynie się nad nim pochylił, dla równowagi i wygody opierając na nim dłonie. Połączył się z komunikatorem brata, aby zostawić mu krótką wiadomość; nie chciał przesadnie się narzucać, bo jeśli poprzednim razem Jason nie odpowiedział umyślnie i znowu był o coś zły, to Dick nie miał teraz ani siły, ani tym bardziej ochoty, aby się kłócić.
-Czekam w Batcave. Pospiesz się, naprawdę musisz zobaczyć parę rzeczy... Bez odbioru.
To uczyniwszy, Grayson odsunął się od komputera i skierował swe kroki ku medycznej części bazy. Och, pewnie bardziej komfortowo byłoby mu wybrać się na górę i przespać w normalnym łóżku, ale tutaj prędzej dowie się o powrocie Red Hooda - albo kogokolwiek innego z rodziny... Lub po prostu odbierze ewentualny alarm. W dodatku i tak nie planował spać długo; w grę wchodziła raczej krótka drzemka na kozetce...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Batman



Liczba postów : 68
Data dołączenia : 04/10/2014

PisanieTemat: Re: Batcave   Nie Lip 19, 2015 10:05 pm

Po długiej nieobecności w końcu Batman zmierzał do batcave. Trochę zmęczony ale nadal zawzięty i nie do zatrzymania jak to na niego przystało. W batmobilu mógł na spokojnie zebrać myśli i przeanalizować co właściwie udało mu się zdobyć. Kilka autentycznych ksiąg o demonach i ich przywoływaniu, oraz dziwną szkatułkę która mogła być bardzo istotna lub po prostu strzałem w stopę. Gdy odtwarzał pbo kolei zdarzenia zorientował się, że na samym końcu misji jakiś gaz go osłabił. Nie mógł ryzykować, więc sięgnął do jednej z szufladek i wyjął urządzenie do szybkiego pobierania krwi. Przytrzymał je przy szyi na parę sekund by pobrało krew, a następnie polecił komputerowi by ten dokładnie ją zbadał. Kiedy komputer ustali czy jest zdrowy powiadomi go o tym.
Gdy już dojechał do batcave wysiadł z batmobilu i szybkim ruchem ręki zgarnął torbę w której trzymał znalezione książki i artefakt. Nie zwrócił uwagi czy w ogóle ktoś jest tutaj oprócz niego, jedynie co go interesowało to by jak najszybciej ustalić i dowiedzieć się co zdobył. Podszedł do komputera i zeskanował pozostałe książki. Usiadł na krześle i wyjął ostatnią rzecz z torby, czyli tajemniczą szkatułkę – Czym jesteś? – Pomyślał sobie gdy odgarnął z niej kurz. Położył szkatułkę na trzy wymiarowym skanerze a następnie polecił komputerowi by pokazać obraz powiększony. Zaraz za nim pojawił się hologram w skali pięćdziesięciu do jednego (50:1). Wpatrywał się i myślał... Co skrywa ta szkatułka? Do jakiego kultu należy? Skąd Riddler ją wziął? Te wszystkie pytania zadawał sobie Mroczny Rycerz. Niestety teraz nie zna odpowiedzi nawet na jedno pytanie. Jedyne co pozostaje mu zrobić to zaczekać aż komputer przetłumaczy i znajdzie coś o tych księgach które znalazł. Usiadł i pomyślał sobie że może ktoś z ligi pokroju Wonder Women może coś wiedzieć o szkatułce. Niestety na razie po prostu czekał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 26

PisanieTemat: Re: Batcave   Pon Lip 20, 2015 12:48 am

Badanie krwi przebiegło dość szybko i Batman otrzymał wyniki jeszcze będąc w drodze. Komputer doniósł mu o obecności w próbce karboksyhemoglobiny - powstającej przy wystawieniu się na działanie tlenku węgla i prowadzącej do niedotlenienia komórek. Stężenie substancji w krwi wynosiło osiem procent, czyli stosunkowo niewiele, lecz już wystarczająco, aby mieć pewne problemy z koncentracją i popełniać błędy.
Już po dotarciu do Batcave natomiast Wayne zabrał się za skanowanie książek, tyle że akurat na to potrzeba było czasu. Tomy nie należały do cienkich, wręcz przeciwnie, w dodatku z powodu swojego wieku wymagały delikatnego traktowania - żeby się po prostu nie rozpadły. Jeżeli wierzyć zawartym w nich zapiskom, księgi musiały mieć przynajmniej po kilkaset lat każda...
Oczywiście zostawała jeszcze kwestia szkatułki, która w dalszym ciągu emanowała chłodem. Raczej wątpliwe, aby zawierała w sobie jakiś gadżet Freeze'a, więc co było źródłem takiego stanu rzeczy? Dobre pytanie. Pojemniczek ten mierzył sobie piętnaście centymetrów długości i po dziesięć szerokości oraz wysokości, a jego boki i pokrywkę zdobiły kwieciste rzeźbienia. Wyryte na szkatule rośliny już wcześniej zostały zidentyfikowane jako maki, zaś jej powiększony hologram dowodził, iż wykonano je z wyjątkową precyzją - wyglądały dosłownie tak, jak gdyby ktoś obrócił w srebro prawdziwe, żywe kwiaty. Nawet w takiej skali próżno byłoby się doszukiwać zamka.
Co ciekawe, jeszcze kiedy Batman wkroczył do swojej kryjówki - na ekranach komputera znajdowały się już aktualizujące się co chwilę obrazy satelitarne Bludhaven... A przynajmniej na to wskazywałyby współrzędne, lecz samego miasta nie było na nich widać. Wyglądało to tak, jak gdyby coś wielkiego po prostu je zakryło.
Wyświetlana przez komputer godzina wskazywała na wczesny poranek; jako że Nietoperze generalnie uaktywniały się w nocy, Wayne miał trochę czasu na zadecydowanie co dalej i rozgryzienie co tak w ogóle się działo... Oraz na ewentualne skontaktowanie się z Ligą lub członkami swojej rodziny, gdyby tak zadecydował.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Batcave   Pon Lip 20, 2015 12:50 am

Dickowi nie dane było długo pospać. Och, tak czy siak nie zamierzał spędzić w łóżku - a raczej na kozetce w części medycznej jaskini - sugerowanych przez lekarzy i naukowców ośmiu godzin. W takich okolicznościach choćby nawet chciał, to po prostu nie dałby rady, bo jego organizm tak czy siak by go wybudził, aby mógł wrócić do działania. Nie; z góry wiedział, że to będzie tylko drzemka... Ale nie spodziewał się, że aż tak krótka - ani tym bardziej nie podejrzewał, że wybudzi go z niej przybycie Bruce'a. Zakładał raczej, że to Jason w końcu stawi się w Batcave... Och.
OCH.
Takie skojarzenie faktów w zupełności wystarczyło, aby akrobata od razu poderwał się do pozycji siedzącej, natychmiastowo rozbudzony i trzeźwo myślący. Bruce i Jason jednocześnie w Batcave - a on przy nich, zresztą zapewne w roli mediatora, bo jakże by mogło być inaczej? Ciekawe tylko czy uda mu się cokolwiek zdziałać. Byle nie doszło do poważnej kłótni, a uzna to za sukces...
Grayson westchnął krótko, jednocześnie pochylając lekko głowę i unosząc dłoń, aby palcami przetrzeć oczy. Zaraz potem podniósł się całkiem z miejsca i skierował swe kroki w stronę Nietoperza. Jako że do snu zdjął maskę, twarz miał kompletnie odsłoniętą, nawet jeśli resztę jego ciała w dalszym ciągu pokrywał kostium.
-Trochę cię nie było. Nie uwierzysz ile się działo przez ten czas- rzucił w ramach powitania, zatrzymując się tuż przy krześle, które zajmował Bruce. To uczyniwszy, Nightwing oparł dłonie na biodrach i przeniósł spojrzenie na zawartość ekranów. W pierwszej kolejności zerknął kontrolnie na obrazy satelitarne, jednakże w Bludhaven sytuacja zdawała się być stabilna... Owszem, bardzo negatywna, ale przecież zawsze mogło być jeszcze gorzej, prawda? Na uboczu natomiast skanowały się jakieś stare tomiszcza - ale im póki co Dick nie poświęcił większej uwagi; zamierzał za chwilę o nie zagadnąć, lecz najpierw skierował swoje zainteresowanie ku powiększonemu hologramowi szkatułki... Powiedzmy sobie szczerze, rzucał się w oczy.
-Co to i skąd się wzięło?- spytał, przechodząc od razu do rzeczy. Jego własne opowieści mogły poczekać jeszcze parę minut, jeśli istniała szansa, że Batman tak czy siak pracował już nad problemem tej demonicznej zarazy. Dzięki temu Grayson oszczędziłby sobie pewnie część własnych relacji - i wiedziałby na czym stoi... A i tak miał przecież sporo do opisania. No i oprócz tego musiał jeszcze jakoś przygotować Bruce'a na przybycie Jasona - o ile w ogóle ono nastąpi, co w tym momencie wcale nie było już takie pewne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Batcave   

Powrót do góry Go down
 
Batcave
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Justice League :: Rezydencja Wayne'a-
Skocz do: