PBF osadzony w świecie komiksów DC.
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Old Soder Cola Plant

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 26

PisanieTemat: Old Soder Cola Plant   Sro Lut 05, 2014 12:15 am

First topic message reminder :


Porzucona fabryka napojów gazowanych na East Endzie. Chodzą słuchy, że ma z nią coś wspólnego Bane - być może wytwarzający tutaj swój Jad?

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Killer Frost

avatar

Liczba postów : 133
Data dołączenia : 11/05/2014

PisanieTemat: Re: Old Soder Cola Plant   Czw Cze 26, 2014 1:38 am

Jeszcze trochę tych czułości i naprawdę Killer Frost zrobi się niedobrze. Niech lepiej uważają bo białowłosa nie jest przyzwyczajona do mdłości ostatnio. Killer Frost nie ufa mężczyźnie i nie zdziwiłaby się również gdyby skrzywdził Cassie jednym z takich swoich błyskotliwych tekstów. Ona potrafiła sobie z nimi poradzić, ale wrażliwy umysł Black Bat już nie do końca.
-Zero klasy. Ale w porządku wciąż uważam, że obejrzenie filmu we trzy to doskonały pomysł. Nie musi być horror, choć wtedy mogłabyś się bardziej w niego wtulić oczywiście udawała, że zupełnie nie zrozumiała sugestii mężczyzny, ani tego, że zaproszenie jej nie obejmowało najprawdopodobniej. Killer Frost miała szczęście do małomównych przyjaciół. Najpierw Deathstroke, teraz Black Bat. Co się dzieje z tym światem, przecież od mówienia się nie umiera! I oj tak Killer Frost będzie musiała bardzo poważnie pomyśleć nad jakimś miejscem gdzie naprawdę nikt im nie przeszkodzi, przypadkiem czy też nie. Cóż dla Killer Frost więcej niż trzy sztuki broni naraz to już było dużo bo ona nie nosiła najczęściej nic. Wydawała się taka bezbronna przez co wielu wpadało w pułapkę.
-Snajper, szturmowiec i saper naraz? Może dyrygent orkiestry dętej też? Prawdziwa złota rączka. Godne podziwu powiedziała uśmiechając się kącikami ust. Słysząc o "daniu pyska" jedynie uniosła brew do góry i zmrużyła oczy.
-Nie wiedziałbyś i jak się ze mną obejść. I bardzo słusznie. Bądź wierny Cass odpowiedziała patrząc znacząco w oczy mężczyzny. Wolała odpowiedzieć w ten sposób bo inaczej na usta cisnęły się jej same zaczepki.
Cóż to było do przewidzenia, że w obecnej sytuacji Cass nie będzie zdolna do dalszej lekcji. Obserwowała jak składa skoroszyt.
-Musimy innym razem nadrobić materiał. To co z tym filmem? zapytała z dziecinnym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Old Soder Cola Plant   Czw Cze 26, 2014 2:34 am

- E tam klasy, w końcu liczy się ten no... atmosfera, a w kinie zawsze się znajdzie jakiś burak co np. gada przez telefon i zagłusza większość filmu. Są inne gatunki, które mogą doprowadzić do tego samego, więc coś zawsze można wykombinować - No widać, że Śnieżynka ma w tych trochę doświadczenia, bo łapie sygnały. W sumie ciężko by było znaleźć takie miejsce, żeby "przypadkiem" na nie nie wpadł, bo w końcu miał ogromne szczęście. Co potrzebował to znajdował, jednak ta zasada nie tyczyła się gotówki, ale jak to mówią kto nie ma szczęścia w finansach ma w miłości... Czy może to był hazard? BW nie pamięta, w każdym razie coś związane z gotówką.
- Raczej mi to nie robi czy będzie wiedzieć gdzie mieszkam czy nie, bo to już... - liczył coś w głowie. Właściwie to liczył wszystkie kryjówki, które ktoś mu puścił z dymem. Było ich jak do tej pory 15 i każda była zazwyczaj rozwalona przez ładunki, albo spalona, albo w stanie nie do użytku - 16 kryjówka, którą by mi zniszczyli. Wiesz moi starzy znajomi z mafii lubią też się czasem odgryźć za robienie z nich idiotów. No i poza tym dogadujecie się jakoś więc sądzę, że będzie się grzecznie zachowywała. Prawda Śnieżynko? - spojrzał na nią. W sumie wyglądało jakby się dogadywały, więc może Cass ją ogarnie jakoś.
W wojsku uczyli go praktycznie wszystkiego po trochu, jednak najbardziej przypadły mu te 3 szkolenia do gustu. No i może troszkę lubił walkę wręcz, ale jednak wolał siedzieć z lunetą i karabinem wypatrując celu lub... burząc bunkry.
- Żołnierze muszą być wszechstronni, bo w końcu na co komu snajper, który nie umie pójść na szpicę kiedy zajdzie taka potrzeba, albo po co komu szturmowiec, który nie umie rozbroić najprostszego ładunku kiedy obok nie ma sapera? Umiem też całkiem nieźle tropić i wyszukiwać różne rzeczy albo ludzi - uważał że umie, ale to tylko zwykłe szczęście, że trafiał na określone osoby/przedmioty.
- Oczywiście, że najlepszy sposób na królową lodu to roztopić jej serce, a co najlepiej topi lód? Płonący napalm, więc potrzebny byłby ktoś gorący, ale jednocześnie z ogniem kontrolowanym. Jak kuchenka polowa chociażby - zażartował. Chyba nie doceniała upartości Blackwatcha, albo nie znała tej upartości. Jednak miał Cass i to mu wystarczyło, bo po co mu królowa lodu? Ciało faktycznie mogła mieć niezłe, ale opcja zostania soplem raczej mu się nie uśmiechała - No i Śnieżynko po prostu nie jesteś w moim typie - dorzucił na koniec jako gwóźdź do trumny.
- Dam jeszcze zleceniodawcy 10 minut. Jeśli się nie pojawi wracam do domu, jak chcecie możecie się zabrać ze mną mam jeszcze trochę żarełka, więc na 3 głowy starczy - powiedział zakładając maskę, potem stanął pod ścianą nasłuchując. Nie słyszał, żeby ktoś się zbliżał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Old Soder Cola Plant   Czw Cze 26, 2014 10:06 am

Cass zmarszczyła brwi patrząc na Frost. Ewidentnie dziewczynie coś nie podpasowało. Z nieco urażoną, aczkolwiek zabawną dla obecnych minką odparła.
- To nie o to chodzi, że się boję. Po prostu nie lubie horrorów. - Mrukneła z delikatnym foszkiem. Co ta Panna Frost sobie o niej myśli? Że lęka się jakiś tam wymyślonych postaci? Pfi. Przecież jest nieustraszoną Black Bat, która potrafi w walce wybrnąć nawet z najgorszej sytuacji, w końcu pokusiła się na atak wobec Caitlin, wiedząc, iż ta jest obdarzona nadnaturalną mocą. Z horrorami chodziło o coś zupełnie innego. Cass po obejrzeniu dreszczowca miała koszmary, w których powracała do wydarzeń z przed jedenastu lat. To właśnie wtedy pierwszy raz zabiła człowieka. Była małą, ale niestety nie niewinną dziewczynką. Już mając te kilkanaście lat potrafiła się świetnie posługiwać się sztukami walki, więc była śmiercionośną bronią.
Małomówność dziewczyny nie wynikała z tego, że nie miała nic do powiedzenia, wręcz przeciwnie. Przez wiele lat nie mówiła nic, ponieważ nie potrafiła. Dopiero po walce z hipnozyterem potrafiła mniej więcej posługiwać się językiem angielskim. Z roku na rok szło jej coraz lepiej, gorzej z emocjami. Cass bardzo długo ich w ogóle nie odczuwała, więc potrafiła być bezwzględna. Gdyby Frost wtedy ją poznała... oj była by z niej bardzo dumna! Oczywiście będąc po dziewczyny stronie. W przeciwnym wypadku spotkanie obu kobiet mogło by się skończyć tragicznie. Przynajmniej dla jednej.
Zresztą ciężko było się przebić przez lawine słów jaką zasypywał się BW z Frost.
Cass zupełnie nie zaczaiła motywu z 'obejściem sie z kobietą' więc zmrużyła oczęta i spoglądała to na jedno to na drugie. Trochę się wkurzała, bo rozmawiali językiem, którego nie rozumiała, a który był najwyraźniej czymś naturalnym. Nie dla niej.
Pokiwała głową z dezaprobatą, gdy wspomniał o napalmie i przewróciła oczętami.
- Najpierw będziesz musiał pokonać mnie. - Wytknęła jezor i posłała mu słodki uśmieszek, kończąc pakować książki. Kolejne słowa BW przeważyły szale humorków dziewczyny na jego strone. Była bardzo zadowolona, że zaprosił również Frostie do swojego domu, zresztą mógł się tego domyśleć po spojrzeniu Cass. Było wesołe, wręcz tryskające radością.
Zamknęła plecak i zawiesiła je na ramieniu. Nie był lekki, a mimo to ciężar nie sprawiał jej problemu. Zacisnęła na nich mocniej łapke, co by BW nie wpadł na pomysł, by nosić dziewczyny plecak. Chyba spaliła by się przed Frost ze wstydu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Killer Frost

avatar

Liczba postów : 133
Data dołączenia : 11/05/2014

PisanieTemat: Re: Old Soder Cola Plant   Czw Cze 26, 2014 11:33 am

-Tyle w Tobie pesymizmu, że zadziwiasz nawet mnie. Co do innych gatunków to zapewne znasz się na tym bardzo dobrze. odpowiedziała odnośnie jego uwagi co do kina i filmów. Jeżeli chodzi o miłość to po pierwsze Killer Frost się na niej nie skupiała, po drugie nie sądziła, że znajdzie jakiegoś faceta odpowiadającego jej standardom. Blackwatch na pewno był przeciwieństwem wymarzonego mężczyzny.
-16 kryjówka? Musisz mieć bardzo serdecznych przyjaciół. I tak dla Cass nawet się opanuje i Ci jej nie zdemoluje powiedziała z zadziorną miną. Potem przeniosła spojrzenie na Black Bat. Delikatny foszek był wybitnie wyczuwalny w głosie dziewczyny, na tyle już ją znała.
-Oj spokojnie Cass. Nie powiedziałam, że się boisz tylko właśnie możesz nie lubić. Sama ich nie lubię odparła. Ale zastanawiała się właśnie czy obrazy w telewizorze nie wpłyną z jakiegoś powodu negatywnie na najwyraźniej bardzo chwiejny umysł Black Bat. Swoją drogą Cassie musi kiedyś opowiedzieć jej o nauce angielskiego, bo białowłosej nie mieści się to w głowie. I pewnie byłaby wtedy dumna z postawy dziewczyny, niemniej nie porozmawiałyby tak szczerze zapewne i nie doszłoby do ich spotkań.  Potem znowu przeniosła spojrzenie na mężczyznę.
-Po raz drugi wymieniasz napalm. Jakaś fiksacja na punkcie tej szczególnej broni? zapytała ironicznie. Słysząc kolejne słowa Black Bat uśmiechnęła się i przytuliła lekko dziewczynę.
-Skoro Cassie jest już gotowa to chyba możemy ruszać na nasz seans filmowy? zapytała po czym ruszyła powoli przed siebie.

zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Old Soder Cola Plant   Czw Cze 26, 2014 2:37 pm

- Nie tyle pesymizmu co nie lubię takich sytuacji, a może też to, że idąc sobie na film zdarzyło mi się spotkać paru znajomych. Gangsterzy też lubią chodzić do kina, zwłaszcza jak chcą się pochwalić nową kochanką - w sumie tak często bywało, że ilekroć gangster miał jakąś nową kochankę, której uroda był troszkę powyżej 6/10 to lansował się z nią w miejscach gdzie była możliwość spotkania reszty ekipy. Często kina były też przykrywką dla grubszego interesu, ale czasem zdarzały się też takie, które nie miały z tym nic wspólnego. No, ale jak to szczęście BW zawsze go prowadziło w takie miejsca, gdzie akurat będzie miał z kimś zgrzyty, nawet podczas oglądania głupiej komedii.
- Wow dla Cass się opanujesz, a dla gospodarza? - w sumie liczył się z odpowiedzią, że dla gospodarza puszczę to miejsce z dymem... albo z lodem.
- Dzisiejsze horrory są zwyczajnie nudne, chociaż zdarzają się w nich perełki, które potrafią od czasu do czasu wystraszyć. Wybierzemy coś innego, albo każdy wybierze po jednym gatunku i takim sposobem można obejrzeć parę filmów.
Z tym językiem Black Bat wyglądała tak uroczo, prawie jak typowa nastolatka, która nie miała problemów. Zastanawiało go tylko to, skąd ma te siniaki na policzkach, ale pewnie się z kimś zwyczajnie pobiła, albo przewróciła niefortunnie.
- Zwyczajnie lubię go używać kiedy palę magazyny Jokersom albo zbirom Two-face'a. Takie tam spaczenie zawodowe. Spokojnie Cass Śnieżynki nie będę tym topił, bo to byłoby marnotrawstwo w sumie.
Jak dżentelmen otworzył kobietom drzwi. Nawet nie przyszło mu do głowy brać plecak od Cass bo to mogło zaważyć na tym jak chce być postrzegana w towarzystwie Śnieżynki. Przecież to by była oznaka słabości, chociaż wiele tych oznak jakby się uprzeć to możnaby wyłapać u obojga kiedy ostatnio oglądali film. Kiedy wyszli zaprowadził ich do siebie.
Z/T
//zapraszam do mieszkanka :3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Poison Ivy

avatar

Liczba postów : 74
Data dołączenia : 07/05/2013

PisanieTemat: Re: Old Soder Cola Plant   Wto Lut 16, 2016 1:14 am

Ivy miała ostatnio ręce pełne roboty - dosłownie. Przez te parę dni intensywnie zajmowała się swoimi dzieciątkami, czerpiąc z energii życiowej planety i przywołując dawne wcielenia roślin, aby wykorzystać ich cechy podczas mutowania nowych gatunków: silnych, wytrzymałych i przede wszystkim bardzo, ale to bardzo drapieżnych. Przygotowywała je do walki, bo przecież sama również szykowała się na wojnę. Małymi kroczkami zamierzała w końcu zacząć wprowadzać w życie swoje piękne plany... Z pomocą Killer Frost lub bez niej.
Pierwszy krok był akurat prosty - bo obejmował zwyczajnie zebranie i uzbrojenie armii wiernych i potężnych roślin. Odporne na wiele czynników, nieźle radzące sobie ze skażeniem i chemikaliami... Ba, przystosowane nawet do skrajnych warunków środowiska. Część z nich zamieszkiwała już ogród botaniczny Ivy, ale cała masa nasion czekała na swój moment...
Ten zaś nadszedł prędko. Bane od dłuższego czasu nie dawał żadnych znaków życia, a jego terytorium w końcu zaczęło być rozrywane przez pozostałych graczy - wreszcie, bo chwilę to trwało, nim ktoś zrobił pierwszy krok... To z kolei przerwało tamę. Prawdę mówiąc początkowo Pamela nie zamierzała brać w tym udziału, lecz ostatecznie uznała, iż to całkiem niezły moment na wypróbowanie jej nowych arcydzieł.
Za cel obrała sobie dawną fabrykę Soder Coli na East Endzie. Przejęcie jej okazało się być wręcz dziecinnie proste - gigantyczne rośliny wybijające się z podłoża w najbardziej nieoczekiwanych miejscach odwaliły za nią większość roboty, a wynajmowane przez Bane'a zbiry zwiały gdzie pieprz rośnie... No, większość z nich. Niedobitki łatwo dały się oczarować feromonami i teraz grzecznie służyły samej Ivy, zajmując się głównie dbaniem o jej skarby i produkowaniem dla nich pożywki. Stara maszyneria okazała się być do tego całkiem przydatna... Choć oczywiście najpierw trzeba było pozbyć się całego tego ohydnego Jadu.
Wreszcie jednak fabryka została z niego oczyszczona, wypełniona roślinnością i oczywiście - równie stale - feromonami. Ivy pozwoliła swoim dzieciątkom rosnąć tak, aby były widoczne z zewnątrz, w paru miejscach wręcz oplatając budynek. Nie martwiła się ingerencją bohaterów; zwykle zostawiali ją w spokoju tak długo, jak nie robiła niczego szkodliwego dla miasta... A ta budowla i tak od dawna była oficjalnie opuszczona.
Mimo wszystko jednak sama Pam nie przebywała w fabryce osobiście. O wiele lepiej czuła się na świeżym powietrzu - w swoim ogrodzie. W każdej chwili mogła za to zamanifestować się w jednej ze swoich roślin... A kilka z nich przygotowała specjalnie na taką okoliczność, aby w dodatku nie trwało to zbyt długo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roscoe Bill

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 18/04/2016

PisanieTemat: Re: Old Soder Cola Plant   Czw Kwi 21, 2016 8:05 pm

Spokój panujący w fabryce został zakłócony, przez stukot ciężkich butów na betonowej rampie prowadzącej wprost do czeluści budynku. Przed otwartymi drzwiami stał ubrany w czarny płaszcz mężczyzna. W jednym ręku trzymał futerał z gitarą, w drugim zaś pistolet. Jego zmęczone oczy patrzyły na wnętrze budynku, w którym pełno było dziwnych roślin oraz maszyn. Jeździec znikąd uśmiechną się cynicznie, schował pistolet do kabury przyczepionej na pasku spodni, a następnie wyciągną z kieszeni kawałek starej gazety. Powolnym ruchem sięgną do drugiej z przepastnych kieszeni swojego odzienia, w niej zaś znajdował się worek z tytoniem. Nie wyciągając ręki, otworzył go, wyciągną odpowiedzią ilość do zrobienia skręta i wysypał ją na bibułkę. Polizał końcówkę papierka i zakręcił go, po czym włożył do ust. Kolejną jego czynnością było wyciągnięcie zapałek, odpalił jedną, następnie podpalając trzymanego w ustach skręta, a następnie podpalił nią stojącą najbliżej drzwi roślinę. Uśmiechną się lekko, widząc jak chwast staje w płomieniach. Wziąwszy kilka głębszych buchów sięgną pod swój płaszcz i wyciągną napoczętą już butelkę z Whisky. Odkorkował ją, wziął dwa solidne łyki, a następnie schował ją na miejsce. W końcu ruszył w głąb budowli.
- Co za syf. - skomentował krótko stan panujący w hali głównej. - Jest to ktoś? Zadałem pytanie, jeżeli ktoś tu jest, ma pięć sekund na wyjście, inaczej spalę te chwasty. - skończył mówić, po czym wbił peta w jedną z roślin, przepalając jej korzeń.
- Raz.. Dwa.. - Cleaner rozpoczął odliczanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Poison Ivy

avatar

Liczba postów : 74
Data dołączenia : 07/05/2013

PisanieTemat: Re: Old Soder Cola Plant   Czw Kwi 21, 2016 9:21 pm

Przybysz wielce przeliczył się myśląc, że będzie mu dane tak po prostu podpalić biedną roślinkę, a potem zrobić cokolwiek innego bez żadnych konsekwencji. Wszystkie dzieciątka Ivy przebywające na terenie budynku były ze sobą mentalnie połączone, a co najważniejsze - również i ze swoją matką. Co prawda natychmiast zawiadomiły ją o intruzie, jednakże nie czekały na jej rozkazy czy chociażby na pozwolenie na podjęcie działania. Musiały się bronić, taka była naturalna kolej rzeczy.
W związku z powyższym mężczyzna nie zdążył ani się zaciągnąć, ani sięgnąć po butelkę - ani uczynić dosłownie niczego innego, wliczając w to więc również przemówienie i skrzywdzenie następnej rośliny. Wykorzystując przewagę płynącą z elementu zaskoczenia, pnącza prędko, lecz zarazem bezszelestnie i dyskretnie pochwyciły go za nogi i natychmiast przewróciły go w taki sposób, aby wylądował akurat na płonącym biedactwie, tym samym skutecznie tłumiąc języki ognia. Największe zagrożenie zostało usunięte - a ciężar mężczyzny na szczęście nie wyrządził większej krzywdy odpowiednio wzmocnionej roślinie.
Nie oznaczało to, że sprawa została zamknięta - co to, to nie. Przede wszystkim w najbliższym otoczeniu od razu wzmogła się produkcja feromonów, które i tak przez cały czas utrzymywały się w powietrzu. Otępiały zmysły i wpływały na postrzeganie świata... To właśnie one w głównej mierze odpowiadały za to, że dawni podwładni Bane'a teraz bez słowa protestu wykonywali wszelkie rozkazy Ivy, wielbiąc ją i czcząc.
Skoro zaś już o nich mowa, to wszyscy ci mężczyźni również kręcili się gdzieś w pobliżu, a zamieszanie w każdej chwili mogło ich zaalarmować. Może i w większości byli to zwykli ludzie, lecz jednak dobrze przyuczeni do swojego "zawodu" - silni, wytrzymali, a do tego uzbrojeni... I aktualnie wręcz szaleńczo zapatrzeni w Matkę Naturę, gotowi bronić jej dzieci kosztem własnego zdrowia oraz życia.
Pnącza nie czekały jednak na to, aż ktoś przybędzie im z pomocą. W pierwszej kolejności zabrały się za trwalsze i ściślejsze oplatanie nóg intruza, lecz nie zapominały również o jego rękach, nie tylko starając się je unieruchomić, ale i odciąć mu dostęp do zapałek... Kupując feromonom czas na działanie - co nie powinno zająć zbyt długo.
Wszystko to nie trwało łącznie nawet kilku sekund - a jednak w zupełności wystarczyło, aby Ivy po części przeniosła swoją świadomość poprzez Zieleń do tego miejsca, manifestując się w jednej z roślin. Ta konkretna zaczęła swój żywot jako rosiczka, lecz z czasem urosła do nienaturalnych rozmiarów, wzmocniła się, uodporniła na czynniki zewnętrzne... I stała się krwiożercza. Teraz chętnie odstąpiła swej matce swoje ciało, pozwalając ponownie się odmienić. Ivy wykształciła się z niej od pasa w górę, utrzymując się na dość giętkiej, lecz jednak twardej "łodydze"... A może bardziej korzeniu? Grunt, że odnoga ta była wystarczająco długa, aby kobieta mogła się swobodnie poruszać po tym piętrze.
Nie była zadowolona. Właściwie stwierdzenie to nie oddawało tak naprawdę jej nastroju - który lepiej określałby zwrot "zimna wściekłość", nawet jeśli Pamela jeszcze względnie nad sobą panowała. Przybyła z zamiarem zabicia, oczywiście, lecz najpierw chciała dowiedzieć się kto w ogóle ośmielił się skrzywdzić jej niewinne dzieciątko. W końcu istniała opcja, że powinna mścić się nie na jednej osobie, ale na całej grupie, prawda? Jeżeli ktoś jeszcze był w to zamieszany - choć nie pojawił się na miejscu osobiście - to też powinien ucierpieć.
Z tą myślą Ivy pokierowała swoim tymczasowym ciałem w taki sposób, aby znaleźć się jakieś pięć, może sześć metrów od intruza, utrzymując się mniej więcej na takiej wysokości, jak gdyby stała na własnych nogach, nie zaś na domniemanej łodydze... No, może trochę wyżej. Nie przesuwała się sama; wokół niej kłębiły się inne pnącza i korzenie, gotowe w każdej chwili stanąć w jej obronie, gdyby akurat zaszła taka potrzeba.
- Co my tu mamy... - zaczęła, a choć jej głos na pozór wydawał się spokojny, dość niski, wręcz aksamitny - czyli standardowo uwodzicielski i ponętny - to jednak dało się w nim wyczuć nadciągające zagrożenie... Jak gdyby cały jej wygląd ze szponami na czele nie stanowił w tym momencie wystarczającego ostrzeżenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roscoe Bill

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 18/04/2016

PisanieTemat: Re: Old Soder Cola Plant   Czw Kwi 21, 2016 10:31 pm

Sytuacja nie była potoczyła się nie do końca po myśli sprzątacza - podczas, gdy on zajął się wypalaniem chwastów, te brutalnie go zniewoliły utrudniając dalszą pracę. To, co działo się w tej fabryce przekraczało ludzie pojęcie, bo to nie jest normalne, że rośliny od tak sobie żyją. Mniejsza z tym, najgorsze było jednak to, że Cleaner nie mógł dostać się ani do ciężkiego pistoletu, ani do noża. Jedyne co mu pozostało, to ukryte w rękawach Drylingery i kastet założony na jedną z rąk. No właśnie, z rękoma też był problem ponieważ były spętane przez pnącza. Jedynym wyjściem z sytuacji było przegryzienie ich, co mogło się udać, gdyby tylko dosięgną głową do pędów. Wtem jednak z górnego piętra fabryki zeszła na dół dziwna istota, wyglądała jak całkiem nie brzydka kobieta, lecz tylko do połowy, ja drugie pół stanowiła łodyga. Bill patrzył na nią lekko zirytowanym wzrokiem, usiłował zajrzeć w jej umysł, lecz to, co tam zobaczył nie było czymś szczególnie dziwnym, nawet jak dla niego - widywał już bardziej chore rzeczy w swoim życiu. Dziwna istota stanęła prze nim prezentując się w całej okazałości. Elias spluną w jej kierunku flegmą wyciągniętą wprost z płuc.
- No cóż, myślałem że trafię na Bane, a trafiam na ciebie. Więc, jeżeli nie masz nic przeciwko to pragnę cię przeprosić za szkody. - wpatrywał się w twarz stwora, która z sekundy na sekundę wydawał mu się coraz bardzie pociąganą. Cleaner zaczął brzydzić się swoich myśli, jednak plany w głowie. Musiał jednak coś wymyślić, opuścić to dziwne miejsce. - Więc, stworze czy czym ty tam jesteś, widzę że nie jesteś istotą piekielną, więc jeżeli jesteś tak dobra, to może wyjdziemy na zewnątrz? - Simson miał plan, chciał wywabić stwora na zewnątrz, ponieważ czytając w jej głowie domyślił się już, że ten jej smród, czy gaz będzie miał tam ograniczone pole działania. Jedyne co mu pozostało to zachować silną wolę i zimną krew. Jednak miał też inne zmatowienie, musiał pilnować swojej gitary, jedynej cennej pamiątki po swoim wychowawcy. Wtem do głowy wpadł inny świetny plan. - Ty, tak do ciebie mówię ee.... Pamela? Czy jakoś tak masz imię chwaście. Jesteś całkiem nie brzydka, wiesz, może gram coś tobie na gitarze? Co ty na to, czymkolwiek jesteś? - To była jedyna szansa, aby jakoś uciec temu pokrakowi, a najlepiej uciąć jej głowę i zatknąć na ratuszu tego zawszonego miasta. - Cholera, daj mi fajkę! Muszę zapalić.- Wykrzykną do kobiety aby zmusić ją do reakcji. Elias nie był pewien czy stwór go puści go wolno, jednak wiedział jedno, któryś z jego planów musi zadziałać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Felicity Smoak

avatar

Liczba postów : 4
Data dołączenia : 09/01/2016

PisanieTemat: Re: Old Soder Cola Plant   Pią Kwi 22, 2016 3:12 pm

Wiedziała po co przyszła w to miejsce. Miała tutaj konkretny cel, który nosił nazwę Jad. Tak, proszę państwa, chodzi o tę substancję, którą niejaki Bane wykorzystuje do swoich niesławnych celów.
A po co to naszej Felicity?
Ona jako ciekawska osóbka, która stara się działać dla dobra innych postanowiła, iż spróbuje przekształcić to w laboratorium na coś... Coś dobrego?
A co Fel robiła w Gotham?
Postanowiła powrócić do Star City, ale nie sama. Zamierzała z paru miast zebrać wiele ciekawych rzeczy, z których słyną bohaterzy oraz złoczyńcy w USA.
Miała na sobie czarne getry oraz fioletową koszulkę, na którą założyła czarną bluzę. Buty były sportowe, które ułatwiały jej przemieszczanie się. Do tego w tym samym kolorze co getry, więc dziewczyna była dziś ucieleśnieniem koloru czarnego. Miała na sobie plecak (zgadnijcie w jakim kolorze?), gdzie znajdowało się kilka potrzebnych rzeczy oraz na jej bladej twarzyczce widniała niewielka maska gazowa, na wypadek gdyby w fabryce unosiły się toksyczne opary związane z owym Jadem.
Szła powoli, swoje auto zaparkowała w odległości dziesięciu minut od fabryki. Pierwsze co ujrzały jej oczy było dziwne. Niemal cały budynek był porośnięty roślinami?
Z szoku wyszła po kilku minutach. Instynkt samozachowawczy krzyczał niemal, aby uciekała, ale ona... Ona się nie posłuchała. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła- powinna o tym pamiętać, a nie robić to co teraz.
Poprawiła okulary, które spoczywały na jej zadartym nosku, by cicho westchnąć. Powoli, robiąc najmniej hałasu, podążyła do środka fabryki. W pewnym momencie potknęła się o jeden z wystających korzeni i bąknęła coś pod nosem, a propos swojego szczęścia.
Upadek był na tyle głośny, że mógł zostać przez Ivy i Billa wyłapany, lecz niekoniecznie jeśli w tamtym momencie mężczyzna mówił do Pameli.
Nie leżała długo na podłodze tylko wstała i szła dalej. Nie zamierzała się zatrzymywać, była ciekawa co się znajdowało, gdy jeszcze bardziej zagłębi się w mrok budynku.
- Co to...- powiedziała, gdy ujrzała całą tą sytuację.
Była w wielkim szoku, gdy zobaczyła mężczyznę spętanego pnączami i istotę, która na swój sposób wyglądała przerażająco, ale również... pięknie?
Smoak lubiła przyrodę, a kwiaty zawsze były dla niej pięknym zjawiskiem, lecz teraz... Teraz się bała. Gdy zdała sobie sprawę, że właśnie zwróciła na siebie uwagę rozmówców, przełknęła ślinę, a potem cofała się powoli, kroczek po kroku, w stronę wyjścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Poison Ivy

avatar

Liczba postów : 74
Data dołączenia : 07/05/2013

PisanieTemat: Re: Old Soder Cola Plant   Pią Kwi 22, 2016 5:26 pm

Nienaturalnie zabarwione - bo jadowicie zielone na czerwonym tle - oczy Ivy na moment powędrowały za splunięciem mężczyzny, lecz wyraz jej twarzy nie zmienił się przy tym ani na jotę. Tak czy siak gardziła niemalże wszystkimi ludźmi, w związku z czym ten gest nie sprawiał jej dosłownie żadnej różnicy... Miał ją obrazić? Zapewne, choć dałby pewnie lepszy efekt, gdyby w ogóle jej dosięgnął, a tak... Ślina wylądowała po prostu wśród splotów pnączy i korzeni, które z każdą chwilą coraz gęściej pokrywały podłogę. Wilgoć i tak mogła zostać przez nie wykorzystana; w naturze nic się nie marnowało.
Mimo to takie zachowanie delikwenta jasno świadczyło o tym, iż jego przeprosiny nie były szczere - i właściwie tyle wystarczyło Ivy. Nie to, że prawdziwie płynący z serca żal za wyrządzone jej dziecku szkody cokolwiek by zmienił, gdyż kara tak czy siak musiała nastąpić, ale przynajmniej doktor Isley wiedziała już, że ma do czynienia z kłamcą... W związku z czym jego dalszych wypowiedzi nawet nie słuchała, a raczej: nie wsłuchiwała się w nie, jedynie mimochodem wyłapując ten czy inny zwrot.
Wzmianka o istotach piekielnych odrobinę ją zainteresowała, bo w końcu temat ten był ostatnio... Z braku lepszego słowa, gorący, szczególnie w niektórych kręgach. Mimo to Ivy osobiście nie czuła się z nim związana i jak do tej pory trzymała się od niego z daleka, co prawdę mówiąc wychodziło jej raczej na dobre. Uwaga ta przyniosła jej zresztą ciekawszą informację: mężczyzna najwyraźniej nie miał pojęcia kim była...
... A jednak wymienił jej dawne, nieaktualne imię? Jego dźwięk sprawił, iż kąciki ust Matki Natury powędrowały lekko w dół, odzwierciedlając jej rosnące niezadowolenie. Och, zdawała sobie sprawę z tego, że niektórzy ludzie wciąż uparcie odnosili się do niej jak do jednej z nich - głupcy, doprawdy - ale bardzo, bardzo jej się to nie podobało. Tylko Harley cieszyła się pod tym względem szczególnymi względami, jednakże wyjątek, jak to zwykle bywało, zaledwie potwierdzał regułę.
W innych okolicznościach Ivy zapewne przerwałaby mężczyźnie ten monolog, najpewniej po prostu każąc swoim dzieciom go udusić lub dosłownie złamać... Ale tym razem postawiła na coś innego. Pnącza zaciskały się stopniowo, a z czasem dołączały do nich kolejne - za każdym razem, gdy intruz palnął coś, co wyjątkowo nie przypadło do gustu ich matce. Innymi słowy... Często. Ot, chciała zobaczyć jak bardzo delikwent się pogrąży.
Mimo to uwadze Ivy nie umknęło pojawienie się w budynku kolejnej osoby. Jej roślinki pilnowały przybyszki, kłębiły się wokół niej cicho i dyskretnie, w związku z czym sama May Queen początkowo nie widziała potrzeby, aby interweniować osobiście, ale kiedy poczuła szarpnięcie związane z upadkiem nieznajomej - oczywiście przez swoje mentalne połączenie z Zielenią - odruchowo lekko drgnęła. To nie było miłe, nawet jeśli przypadkowe...
Przez swoje dzieci wyraźnie czuła, jak kobieta się zbliża, a kiedy znalazła się już wystarczająco niedaleko - Ivy przykazała roślinom zamknąć jej drogę powrotną. Pnącza i korzenie splotły się razem w pionową sieć - wystarczająco gęstą i ścisłą, aby nie dało się przez nie wyjrzeć na drugą stronę.
- Więc jednak nie byłeś na tyle głupi, aby przyjść tutaj sam - skomentowała, obdarzając przy tym mężczyznę obojętnym spojrzeniem, a następnie uniosła się nieco wyżej na swojej łodydze i obróciła tak, aby znajdować się teraz bokiem do obojga nieznajomych. Może i nie miała żadnych dowodów na to, że rzeczywiście działali razem, ale taki zbieg okoliczności i tak dawał do myślenia... A Ivy naprawdę nie potrzebowała więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roscoe Bill

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 18/04/2016

PisanieTemat: Re: Old Soder Cola Plant   Wto Maj 31, 2016 9:54 pm

Obraz w głowie czyściciela coraz bardziej rozmywał się - wszystko zachodziło dziwną, zieloną mgłą. Roscoe Bill starał się z tym walczyć, lecz czół, że słabnie. Nie miał wiele czasu, do tego wszystkie drogi ucieczki zdawały się odcięte, lecz czy na pewno? Jego przymglony już umysł wyłapał w pomieszczeniu drugi węzeł myślowy. Clener postanowił szukać pomocy właśnie w tej drugiej osobie, jeżeli oczywiście Posion Ivy można było nazwać jakąkolwiek osobą. Elias skupił się maksymalnie na kobiecie, która - jak miał nadzieję - mogła mu pomóc. Niestety, dziewczyna nie miała zamiaru ruszyć na odsiecz, lecz skutecznie odwróciła uwagę stwora. Bill przeczuwał, że jeżeli czegoś nie wykombinuje to potwór złapie również tę nieznajomą dziewczyną.
- Zostaw.... ją. Słyszysz? Masz........ mnie, po...co...ci...ona? Rider from Nothing z niemałym trudem cedził słowa przez zęby. Miał nadzieję, że stwór znów zwróci uwagę na niego, a nieznajoma wykaże się zdrowym rozsadkiem i ucieknie i tej "zielonej pułapki"  
- UCIEKAJ! - ostatkiem sił wykrzyczał Czyściciel, po czym jego umysł został zalany falą zielni pozbawiając go świadomości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Felicity Smoak

avatar

Liczba postów : 4
Data dołączenia : 09/01/2016

PisanieTemat: Re: Old Soder Cola Plant   Czw Cze 02, 2016 1:27 pm

Kroczek po kroczku w tył. Była niezbyt pewna czy uda jej się wydostać, zwłaszcza, że zaobserwowała, iż droga do wyjścia z fabryki została zagrodzona. Po prostu świetnie, jak zwykle prosta misja zamieniała się w wyprawę z najtrudniejszym poziomem ever!- pomyślała zdezorientowana Felicity patrząc na mężczyznę, który był w jeszcze gorszej sytuacji niż ona.
Słysząc słowa kwiecistej kreatury chciała odpowiedzieć, lecz w ostatnim momencie ugryzła się w język. Trzeba wiedzieć kiedy można zabrać głos, a kiedy nie. Poza tym, gdyby teraz zaczęła plątać się w swoich zdaniach (jak zwykła robić) to mogłaby za takie coś przypłacić swoją egzystencją, a to jej się z pewnością nie opłaca.
Miała nadzieję, że to owy mężczyzna posiada jakiś plan na ucieczkę. W pierwszej chwili wyglądał na nieco... nieobecnego, ale później, gdy zaczął krzyczeć, Fel była pewna, że odbiera jakieś bodźce z otoczenia. Ciekawe dlaczego został w taki sposób pochwycony.
Pomimo tego, że Bill nalegał, aby ona uciekała to... Smoak zrobiła zupełnie przeciwną rzecz do jego oczekiwań.
Czyżby znowu pokazywała jak bardzo jej instynkt samozachowawczy jest upośledzony?
Nie.
Wiedziała, że gdy zacznie biec w stronę innego wyjścia to może go albo nie znaleźć, albo zostać bardzo szybko schwytana przez (już) zdenerwowaną istotę, która swoje rośliny ma praktycznie... wszędzie?
Dlatego też ściągnęła plecak, rzuciła go daleko na ziemię od swojej osoby, a potem podniosła ręce w geście poddania się. Nie zamierzała walczyć, nie umiała walczyć. Pozostało jej tylko zdanie się na łaskę Ivy, która posądzała ją o współpracę ze swoją zdobyczą.
Spojrzała na Roscoe'a przepraszającym wzrokiem, lecz gdy jej oczy napotkały jego osobę zobaczyła, że ma inny wyraz twarzy niż wcześniej. Zdecydowanie mniej przejęty, wręcz obojętny. Wydawał się być innym człowiekiem. Nie wyglądał na tego gościa, który przed momentem krzyczał w jej obronie i kazał uciekać.
Ten fakt przeraził Felicity jeszcze bardziej, bo nie wiedziała jak ma się zachować. Czy ta humanoidalna istota mu coś zrobiła? Wstrzyknęła jakąś substancję?
Póki co Fel mogła się tylko domyślać, bo przecież jej twarzyczka ciągle była w masce, nie mogła wiedzieć, że w powietrzu rozprzestrzeniają się feromony Poison Ivy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Poison Ivy

avatar

Liczba postów : 74
Data dołączenia : 07/05/2013

PisanieTemat: Re: Old Soder Cola Plant   Nie Cze 05, 2016 6:15 pm

Co do jednego mężczyzna miał rację: kiedy odezwał się do nowo przybyłej, Ivy rzeczywiście zwróciła ku niemu wzrok, jednocześnie unosząc lekko jedną brew. Jego słowa zaledwie utwierdziły May Queen w przekonaniu, iż ta parka musiała znać się już wcześniej - i przybyła w to miejsce razem, gdyż w innym wypadku czemu ten delikwent miałby się niby przejmować kimś obcym? Ludzie w ten sposób nie funkcjonowali. Ich jakże piękny i godny podziwu altruizm - o którym trąbili wszem i wobec - kończył się dokładnie w momencie, gdy groziła im faktyczna krzywda... A teraz tak właśnie było.
Rudowłosa nie oderwała od mężczyzny spojrzenia aż do chwili, kiedy ten stracił przytomność; wówczas natomiast straciła nim zainteresowanie i jedynie przykazała pnączom odpowiednio go przemieścić. Rośliny uniosły swoją zdobycz tak, aby zawiesić ją w powietrzu w zielonym kokonie, przyciskając jej ręce do tułowia, aby nie mogła ich używać... Bo kto wie? Być może w innym wypadku ofiara byłaby w stanie jakoś się uwolnić? Lepiej dmuchać na zimne.
Inna sprawa, że feromony Ivy i tak musiały już zdążyć wywrzeć wystarczający wpływ na umysł jej gościa - który mimo wszystko stawił im całkiem niezły opór... Jak na człowieka. Jeszcze trochę się w nich pomarynuje i może nawet się do czegoś przyda - nie odkupi tym co prawda swoich win, nie do końca, lecz jeżeli mu się powiedzie, to Matka Natura na drodze wyjątku zapewne okaże mu łaskę. Chyba miała nawet pomysł na zadanie, które i tak wymagało wykonania po ostatnich wydarzeniach...
Długie, lecz wąskie pnącze zaczęło owijać się powoli wokół ramienia Ivy, delikatnie ciągnąc za nie w stronę intruza numer dwa... Który miał przynajmniej na tyle rozumu w głowie, by nie próbować atakować. Rudowłosa przeniosła wzrok ku nieznajomej, przez krótką chwilę przyglądając się z namysłem jej postawie. Sama przechyliła przy tym głowę lekko na bok, co sprawiło, iż zdobiące ją duże i barwne płatki zafalowały nieznacznie.
- Bane'a nie ma w domu. I już go raczej nie będzie - poinformowała kobietę wręcz aksamitnym tonem, w ten sposób odnosząc się rzecz jasna do wcześniejszych słów jej domniemanego towarzysza, który przecież oznajmił wprost, że liczył na spotkanie z eks-właścicielem tej miejscówki. Cóż takiego mogli od niego chcieć? Ivy interesowało to jedynie o tyle, że zakłócało to jej własny spokój.

Wygląda na to, że żadna z tych postaci już mi nie odpisze, więc uznaję, że po wypytaniu Felicity o szczegóły jej "wizyty" Ivy wypuściła ją na zewnątrz - bo nie miała żadnego interesu w robieniu jej krzywdy. Z kolei swojego drugiego gościa Pamela omamiła feromonami i wysłała go na polowanie na Scarecrowa. Efekt powinien się utrzymywać przez przynajmniej kilkanaście godzin, więc jeżeli gracz wróci, to będzie mógł zarówno spróbować wykonać to zadanie, jak i po prostu uznać, że otrzeźwiał, a na Stracha się nie natknął.

Manifestacji Ivy w tutejszej roślinie daję z/t. Jej świadomość powróciła do ciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Old Soder Cola Plant   

Powrót do góry Go down
 
Old Soder Cola Plant
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Justice League :: Stany Zjednoczone :: Gotham City-
Skocz do: