PBF osadzony w świecie komiksów DC.
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Crime Alley

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 25

PisanieTemat: Crime Alley   Wto Lut 04, 2014 11:33 pm


Niewielka ulica w East Endzie, znana wcześniej jako Park Row. Dawniej znaleźć przy niej można było popularny teatr i modne kawiarnie, ale z czasem została zainfekowana przestępczością - stąd też zmiana nazwy. To tutaj właśnie zginęli Thomas i Martha Wayne.
Inne ujęcia:
1, 2.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Crime Alley   Nie Maj 25, 2014 3:06 pm

Crime Alley, kiedyś centrum rozrywki oraz piękne miejsce, dzisiaj rynsztok i wylęgarnia przestępczości. To właśnie tutaj Blackwatch był posłany przez swojego dawnego pracodawcę, aby się rozliczyć i to właśnie tutaj był przywiązany do krzesła w piwnicy, z której uciekł. Zgarnął oczywiście ze sobą swoje ciuszki z dyspozytorni, do której trafił czystym szczęściem. Teraz goniło go 15 panów w czarnych garniakach oraz kapeluszach, którzy strzelali do niego. Wymiana ognia trwała bardzo długo w budynku. Blackwatch krył się za dostępnymi osłonami oddając co jakiś czas kilka strzałów zza osłony. Kilku nawet trafił i dodatkowo kilkoma granatami zrobił im z tyłków jesień średniowiecza utrudniając dzięki pyłowi celowanie. Budynek był wewnątrz w opłakanym stanie. Teraz tkwił za grubym drewnianym stołem, który przewrócił i rozmyślał co zrobić dalej. Co lepsze z tej całej strzelaniny szczęśliwe jak na razie był bez żadnej rany postrzałowej. Fortuna uśmiecha się dziś do niego.
- No żeż jak ja tego nie lubię, teraz jeszcze będę musiał wydać więcej na kule i dodatkowy granat - po czym odbezpieczył zawleczkę i rzucił granat za osłonę. Zatkał uszy, a potem poczuł charakterystyczne szarpnięcie przesuwającej się osłony za jaką służyły mu grube drewniane stoły. Po chwili usłyszał dalsze strzały, ale teraz chyba kierowane na ślepo. Podbiegł do okna, które było blisko niego i wyskoczył. Słychać było trzask tłuczonego szkła, a lądując z gracją na zewnątrz słyszał dalsze serie z karabinu. Zaczął biec chowając się za kontenerem na śmieci. Jacy oni byli głupi, skoro zaczęli wyłazić przez to okno. Jeden dostał na miejscu kulkę w łeb i wypadł przez nie, a Dan patrzył na to z satysfakcją. Poprawił sobie maskę i zaczął biec dalej przywierając do ściany końca zaułka, aby upewnić się czy z budynku nie wychodzą frontowymi drzwiami. Istotnie taka możliwość była i to się właśnie działo. Rozejrzał się, w końcu nie miał drogi ucieczki, a potem zwrócił uwagę na kontener za którym się schował.
- Raz się żyje - wskoczył do niego i zamknął cicho klapę. Słychać było wściekłych gangsterów, którzy go gonili. Ich frustracja, że ich ofiara zniknęła z oczu była niedopisania. W kontenerze śmierdziało rybą niemiłosiernie. Pewnie to była jakaś restauracja i tutaj składowało się odpadki, ale cóż trzeba przeżyć, byle żeby go nie znaleźli. Po 20 minutach jego węch przestał już wyczuwać ten smród, a hałas na zewnątrz ustał. Blackwatch delikatnie uchylił wieko. Plecami do niego w zaułku stał jakiś podrzędny gangster, który dopalał papierosa. Dan powoli i po cichu wyszedł z kontenera zakradając sie za nieświadomą ofiarę. Niestety zapach dał sygnał ofierze, która zdążyła się odwrócić tylko po to, aby oberwać nożem w gardło.
- No brachu to nie miało się tak skończyć, a chciałem Cię tylko ogłuszyć - powiedział wycierając nóż o jego garnitur - Myślę, że narobiłem wam sporo problemów na dziś - powiedział odchodząc w stronę ulicy. W sumie wypadałoby się gdzieś na noc zatrzymać, bo do domu nie chciało mu się wracać taki kawał drogi. Jednak na razie spacerował uważając na ewentualne niebezpieczeństwa jakie mogą się tu czaić, chociaż on sam wyglądał nietypowo. Czarna maska oraz plecak z wizerunkiem czaszki. Do tego kamizelka kevlarowa oraz 2 pistolety przy udach. No i dodajmy jeszcze ten wiszący na plecach karabin szturmowy.
- Ciekawe co mnie dzisiaj jeszcze czeka...? - zaczął rozmyślać nad tym co może się stać. To miejsce i tak było opuszczone przez policję. Żadnej jurysdykcji poza regularnymi nalotami na okoliczne gangi. Jedyne do czego mógłby mieć pecha to natknąć się na jakiegoś bohatera, który go będzie chciał zgarnąć za to, że puścił z dymem połowę budynku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Kyle Rayner

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 01/04/2014

PisanieTemat: Re: Crime Alley   Czw Maj 29, 2014 1:29 pm

Co sprowadziło bohatera z Nowego Jorku do jednej z niebezpieczniejszych dzielnic w Gotham. Ciekawość, a może zupełnie co innego. Kyle miał dziwne przeczucie, co do Gotham. Intuicja podpowiadała mu, że dziś coś się tam dzieje. Nie pomylił się przelatując nad Crime Alley, jego uwagę przykuły różnego rodzaju wybuchy, krzyki, strzały, a przede wszystkim wszechobecny zapach śmierci. Dzielnica ta zapomniana przez społeczeństwo, panująca swoimi regułami, potrzebowała strażnika. Był nim przecież na pewno Batman. Nie widział go jednak nigdzie.

Podlatując do budynku przeskanował go. Spodziewał się zbirów, bandytów, morderców i jeszcze innych bandziorów. Wszechogarniający dym i smród palących się ciał wcale nie zachęcał do wejścia.
- Świetnie, tego mi było trzeba. - rzucił sam do siebie, przewracając oczami
Był bohaterem i musiał interweniować, poczuć się tym, który sprowadza sprawiedliwość na ludność i czyści zło ze świata. Zajął się tym chwile później. Niektóre bandziory, które przeżyły w niedługiej chwili były związane zielonymi wężami. Kyle zdawał sobie sprawę, iż nie wszystkich złapał, części udało się zbiec. Nie zamierzał za nimi biec. Teraz po prostu musiał zadzwonić po policję by zabrali tych, którym szczęście nie dopisało. Policja zapomniała o tym psim tyłku, nie raz. Ale może tym razem skuszą się na tak atrakcyjnych łotrzyków. Poinformowanie władz to był nawet dobry wybór, chociaż równie dobrze mógłby po prostu wziąć ich ze sobą i dać pod drzwi policji.

Zielona Latarnia miał dziwne wrażenie, gdyż powinien tutaj zostać jeszcze trochę. Rozejrzał się po okolicy. Nie była ona naprawdę zachęcająca, na pewno nie chciałby zabrać jakiejś dziewczyny tutaj na randkę.
- A to kto? - zerknął z daleka na mężczyznę na okół wyglądającego na jego wiek.
Maska zakrywająca jego twarz nie rokowała za wysokie wyniki, a trup pod nogami przybijał gwóźdź do tego, że prawdopodobnie był przestępcą. Rayner przyglądał mu się z góry, obserwując jak mężczyzna spaceruje ulicą jakby nic się nie stało. Brak sumienia czy coś innego? Uwierzcie chciał wierzyć, że zrobił to wszystko w samoobronie. Bycie dobrym czasem miało swoje minusy, jednak sprawiedliwości powinna stać się zadość, musiał z nim porozmawiać. Wyglądał na tajemniczego mężczyznę i może zabłądził w swoich przekonaniach niczym Ollie kiedyś, będąc bojownikiem na swój własny zakichany sposób.

Po niecałej chwili Kyle podleciał do mężczyzny. Nie wiedział czy widział go wcześniej, ale czy by wtedy tak spokojnie spacerował? Na wszelki wypadek postawił na ostrożność.
- Zatrzymaj się! - przed nim wykonał wielką zieloną dłoń, która robiła znak zatrzymania. - Ale coś tu śmierdzi. - dodał po chwili kręcąc nosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Crime Alley   Czw Maj 29, 2014 3:04 pm

Blackwatch chwilę szedł po drodze rozmyślając co można kupić za ostatnie 50$ na koncie, aby móc coś wrzucić do garnka w tym miesiącu. Reszta funduszy poszła oczywiście na amunicję, czynsz oraz inne opłaty. Myślał o przyrządzeniu garnka chińszczyzny na tydzień z nadzieją, że może coś się znajdzie w tym czasie. Tania pierś z kurczaka, ze 2-3 kg, trochę ryżu, torebka z sosem i będzie prawie jak żółtek w jakiejś fabryce. Jednak to może nie styknąć do końca miesiąca, a kraść nie będzie. Nie ma mowy, swoją dumę ma i kraść nie będzie. Od tego były nędzne gangsterzyny gotham, które napadały na banki. Idąc rozmyślanie przerwała mu głos, a potem pojawiający się gościu w zielonym kostiumie, który zatrzymał go zieloną dłonią z energii. Hipis jakiś czy coś? W każdym razie obcisły kostium typowo superbohaterski chyba zdradzał jego profesję. Gdyby, ale hipotetycznie gdyby, Blackwatch był kobietą to pewnie by to go zainteresowało, jednak obcisłe wdzianka to nie jego gust. Woli coś luźnego, co nie uciska tego i owego. Nie chwilę, on ma maskę typową dla pewnego zawodu, tyle że zieloną. A nóż to jakiś pan do towarzystwa... i wtem zorientował się jak bardzo w dupie... nie to złe określenie, jak bardzo źle może być. Położył ręce na pasku, niepozornie opierając je na zawleczkach granatów dymnych, które odpali w krytycznej sytuacji w razie czego. Może mu się nawet poszczęści i da radę czmychnąć w zaułek przy pomocy zasłony dymnej. Tyle opcji, jednak jeśli zostanie zamknięty w jakiejś klatce czy czymś to będzie musiał walczyć nieczysto. W sumie granaty też były nieczystym zagraniem, jedynie walka wręcz byłaby czystym zagraniem, ale miał pewne przeczucie że źle się to skończy. Jeszcze raz się przyjrzał zielonemu kostiumowi, którego zdobiło godło zielonej latarni czy innego oświetlenia. Jak można nosić element oświetlenia jako swoje godło? Znaczy na pewno jest to ciekawszy pomysł niż mieć mainstreamową czaszkę. Hmmm chyba czas pomyśleć nad nowym znakiem rozpoznawczym. Może szkielet fretki? Coś nietypowego w końcu, ale wróćmy do pana w zielonym.
- Eee... pan zielony... Obrońca zieleni? Przecież płacę za recykling. Chyba, że pan z elektrowni za niezapłacony rachunek za światło, to wtedy inna sprawa. To nie ja, to sąsiad który urządził sobie imprezkę u mnie - powąchał swoje ubranie na komentarz, że coś śmierdzi - Jakby rybą, albo czymś. Łeeee nie spiorę tego shitu przez tydzień z kamizelki - marudził - fuj - mimo całej komedii najemnik był gotowy sięgnąć po pistolety lub karabin i walczyć o swoje życie. W końcu każdy dobry najemnik musiał w takiej sytuacji stworzyć jakieś pozory i zasłonę dymną. Nie ma bata gościu może być albo potencjalnym klientem, albo potencjalnym katem. Blackwatch był mało znany, poza określonymi kręgami. Specjalizował się raczej w infiltracji, a potem rozróbie. Może coś tam parę razy wysadził w Gotham, ale otwarcie się do tego nigdy nie przyznał. To nie jego wina, że pracował dla jakiś gangsterów, którzy ukradli masę broni..., a potem ta broń jakimś cudem eksplodowała. Nie był do końca złą osobą, ale nie był też do końca dobry. Pojęcie dobra i zła warunkowała jego dziwna moralność oraz to ile kto zapłaci. Lubił psuć szyki i dobrym i złym. Nie wybrzydzał w tej kwestii. Nigdy nie kręciła go perspektywa bycia jak Deathstroke czy bycia jak Batman. Oba stroje mu się nie podobały i oba style nie były jego stylem. On tylko prowadził własną wojnę na świecie i tyle. Nic więcej, a jedynie dreszczyk emocji oraz chęć zarobienia na chleb. Mimo wszystko z większości opałów wychodził obronną ręką dzięki swojemu niebotycznemu szczęściu. Może i tym razem sie wywinie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Kyle Rayner

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 01/04/2014

PisanieTemat: Re: Crime Alley   Pią Maj 30, 2014 1:10 pm

Kyle przyglądał się z zainteresowaniem owemu "przestępcy". Nie był do końca pewny czy to aby   na pewno on wykonał zbrodnię koło śmietnika. Widział przecież tylko jak stał/przechodził obok niego. Wszystkie jednak za wskazywały na jedno. Czy zatem miał by czelność w takim wypadku z nim tak otwarcie rozmawiać? A może to była gierka, którą podjął by bronić swoje własne cztery litery przed ręką sprawiedliwości. Dłoń wykonana jego siłą woli zniknęła, skoro mężczyzna zatrzymał się.
- Dowcipny pan śmieciarz jest, nie powiem. - obejrzał go od stóp do głów.
Teraz maił bliższy obraz jego osoby, widział wszystko bliżej. Wyglądał jak koleżka z ulicy, który próbuje się utrzymać z wykonywania kiepsko płatnej roboty. Snajper, zabójca, a może drobny złodziejaszek, to były pierwsze jego myśli. Broń, którą miał przy sobie nie wróżyła bycia świętym cywilem i usprawiedliwienia bycia ubezpieczonym przed innymi (tymi złymi).

Kyle poczuł dziwną chęć poznania bardziej jego osoby. A może to ciekawość sprawdzenia co to za cwaniaczek tym razem mu się trafił.
- Widocznie za mało płacisz za recykling, skoro jestem tutaj. Powiedz mi co tutaj robisz o tej godzinie? - założył ręce na krzyż i mu się przyjrzał - Skoro jesteś takim dobrym obywatelem, powinieneś być w domku i popijać leniwie piwko przed telewizorem.
Znów swoje spojrzenie skierował w niego, na wszelki wypadek trzymając bezpieczną odległość. Gościu nie pachniał za ładnie, nie zachęcał do tego by podejść bliżej. Chociaż Kyle nie raz bywał przecież w jeszcze gorszych śmierdzących warunkach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Crime Alley   Pią Maj 30, 2014 3:16 pm

- Oj tam zaraz dowcipny, po prostu wiem, że gorzej dzisiaj już nie będzie. Tyle pieniędzy w błoto... - pokiwał smutnie głową. W sumie nie powinien tego mówić, bo mogło to skierować na niego podejrzenia, ale skoro bariera zniknęła to znaczy, że być może w ostateczności da radę postrzelić tego gościa i uciec. Może nawet przy odrobinie szczęścia go nie złapie. Blackwatch mógł wyglądać troszkę jak taki opryszek do wynajęcia albo po prostu drobny najemnik lub zwyczajnie ktoś z wojska. W sumie każda z tych opcji miała w sobie ziarenko prawdy, bo po części był każdym z tych wyżej wymienionych. Dosyć kosztowne i zadbane pistolety przy jego boku mogły nasunąć wniosek, że tak źle mu się nie żyje skoro stać go na takie zabawki. No i jeszcze ten karabin szturmowy TAR 21, który ewidentnie był sprzętem wojskowym i raczej cywil by tego przy sobie nie miał. Pół biedy kamizelka kevlarowa, ale takiego wyposażenia biedacy nie mają. Zielony miał poczucie humoru, więc chyba nie był aż taki sztywny albo czuł się pewny siebie. No cóż, to ułatwia zadanie.
- Spaceruje sobie, wracam z rozmowy z dawnym przyjacielem - powiedział teatralnie rozkładając ręce. W sumie kiedyś tego gościa uznawał za przyjaciela... dopóki płacił oczywiście - Jakby jeszcze było za co popijać to piwo, w końcu pieniądze na ulicy nie leżą... No może nie licząc grubych portfeli tamtych gangsterów to wtedy można uznać, że leżą - dopowiedział najspokojniej w świecie, jakby rozmawiał o wczorajszej pogodzie. - Aaa pan ekolog co robi o tej godzinie w najbardziej zapadłej dziurze jaką można znaleźć w Gotham?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Kyle Rayner

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 01/04/2014

PisanieTemat: Re: Crime Alley   Pią Maj 30, 2014 4:35 pm

Może to i była racja, że Kyle z aż takiej odległości nie zauważył dokładnie różnych markowych i drogich rzeczy, ale może ma bogatych pracodawców co ubezpieczają w broń? Zawsze zbiry nosiły bronie przy sobie, a skąd wzięte, to nie było już takie istotne. Bardziej jednak interesowała go mentalność mężczyzny i to jak prawdopodobnie ślizgo i biegle kłamał. "Przyjaciel" to była chyba najgłupsza zagrywka jaką słyszał. Nie ukrywał rozpatrzenia opcji, byłych przyjaciół, którzy zgubili swoją drogę i zeszli na stan wojny.

Rayner przysłuchiwał mu się w milczeniu mając przy tym poważną minę, jakby starał się łączyć fakty. Po jego zdaniu na temat gangsterów, wiedział już, iż jest wpakowany w to wszystko co przed chwilą działo się w niedalekim budynku. Na jego ustach pojawił się mały cwany uśmiech. Postanowił trzymać pierścień bliżej siebie. Skoro gadał o grubych portfelach tamtych, to najwidoczniej on musiał pozabijać innych. Może miał wspólników? Prawdopodobieństwo, że był teraz osaczony przez zbirów wzrosło. Ale czemu chodził tak sam na ulicy i tak śmiał mu kłamać w oczy i dowcipem się kierować? Zbyt dużo pytań, a tylko część odpowiedzi na nie.
- Pan ekolog pilnuje porządku i to chyba twój nieszczęśliwy dzień, skoro trafiłeś na mnie. - podszedł bliżej o dwa kroki - Nie różnisz się nic od tamtych gangsterów, panie Piwko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Crime Alley   Pią Maj 30, 2014 4:59 pm

Oho, zacznie się chyba zaraz zabawa - pomyślał sobie Blackwatch. W sumie chyba za dużo mu się wymknęło, a bohater w obcisłych zielonych ciuszkach zaczął podchodzić bliżej. Jeśli teraz rozlegnie się tutaj walka, to adwersarze pokroju tamtych opryszków zbiegną się tutaj jak muchy do zepsutego mleka. A niewielu tam miał przyjaciół. W sumie pan ekolog też pewnie nie miał tutaj zbyt wielu.
- Jaka szkoda, a ja tu byłem tylko pogadać o starych czasach i długach, ale skoro taki obrót miały objąć sprawy... Nie zabiję Cię, bo nie mam interesu w tym, a poza tym nikt mi nie płacił za to. Drugi argument jest taki, że całkiem spoko się gada. Nie przyciasno w tym kostiumie rodem ze sklepu hallowenowego? - przetworzył teraz tamto stwierdzenie, że jest taki jak tamci gangsterzy. No to już była plama na honorze, jednak postąpił 2 kroki do tyłu - Niestety ja nie okradam banków, nie wyłudzam haraczy i nie zajmuje się praniem brudnych pieniędzy. Nie myl najemnika za zwykłym ulicznym wymoczkiem - powiedział strzelając kośćmi z karku - Poza tym nie mam ochoty na konfrontacje dziś, kiedy już i tak na amunicji jestem stratny. Załatwmy to jak mężczyźni, pójdziemy na piwo i pogadamy o byle czym. Można nawet o ładnych dupeczkach w telewizji lub gazetach - powiedział obserwując zielonego. W razie gwałtowniejszego ruchu był gotów pociągnąć za zawleczki uwalniając zasłonę dymną. Gotów był też, żeby na moment wstrzymać oddech aby nie zadławić się dymem. W razie czego oprócz zasłony dymnej miał jeszcze plan użyć błyskowego i uciec w zaułek oddając kilka strzałów, ale czy nieznajomy zielony będzie na tyle nieroztropny by rzucić się na kogoś kto właśnie sam wysadził połowę kryjówki gangsterów? Może bardziej opłacalne będzie wysłuchanie tego co ma do powiedzenia - No panie ekologu to co powiesz na taki układ?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Kyle Rayner

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 01/04/2014

PisanieTemat: Re: Crime Alley   Sob Maj 31, 2014 9:12 pm

Trafił mu się nadzwyczajnie dziwny typ. Typ, którego po części nie rozumiał. Najemnik... Czemu mu to nie wpadło szybciej do głowy. Tylko z tego co mu wiadomo, to najemnicy szybko załatwiają swoje i znikają. A on cóż maszerował sobie spacerkiem niczym nieprzejęty, zostawiając zwłoki za sobą. Widać, że gościu oszczędny, może ma w sobie domieszkę Szkockiej krwi, w końcu to oni maja syndrom skąpstwa, a on najwidoczniej żałował paru pocisków by nie być stratnym. A może to bardziej myślenie ekonomiczne.

Kyle jednak nie chciał tego zostawiać od tak. Nie był typem, który komuś odpuści i nabierze się na jakieś piwko. Mężczyzna mógł obrać inną prace w życiu, jakąś "normalną". Skoro wziął się za bycie najemnikiem powinien liczyć się z konsekwencjami tych czynów, miał szczęście w nieszczęściu. Gdyby jednak natrafił na Batsa, pewnie by z niego wszystko wycisnął, prawdopodobnie. Kyle jednak starał się wszystko przemyśleć, mógł podejść do tego w inny sposób. A może po prostu "najemnik" zgubił drogę w życiu i uda mu się go namówić na odpokutowanie tego wszystkiego w więzieniu a potem do normalnej pracy. Czy podjąć takie ryzyko czy też nie. Rayner naprawdę gryzł się ze swoim sumieniem. Nie był do końca pewny co postanowić. Był Zieloną Latarnią powinien sprowadzać dobro we Wszechświecie, pilnować, a teraz miał dziwny dylemat. Nie zamierzał pierwszy atakować, skoro mężczyzna stwierdził, że nikt mu nie zapłaci za zabicie. Mógł blefować i dawać cynk tym innym co mogli być w pobliżu.
- Idealnie dopasowany to nie uciska. Chcesz to sprawię ci identyczny. - na jego twarzy zagościł lekki uśmiech - Więc widzisz, mówiłeś, że tak spacerujesz sobie, a okazujesz się tym co zbiera śmieci z ogródka tego kto zapłaci więcej. Podoba ci się takie życie? Nie chciałbyś go zmienić? - podszedł kolejne dwa kroki bliżej niego - Wiesz nie pamiętam od kiedy przeszliśmy na "koleżeństwo" od piwka?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Crime Alley   Sob Maj 31, 2014 9:47 pm

W sumie Blackwatch ze wszystkich najemników był jednym z najbardziej specyficznych. Kiedyś usłyszał od swojego dowódcy na szkoleniu coś takiego: "Byłby idealnym materiałem na żołnierza... gdyby tylko mniej gadał". Gadanie, gadanie i gadanie to jego taka jakby wizytówka, no bo który najemnik ucina sobie pogawędkę z bohaterem zaraz po tym jak wysadził w powietrze kawał siedziby jakiejś organizacji przestępczej? Chyba tylko ten, bo reszta oddała by kilka strzałów i uciekła gdzieś w kąt. Inna sprawa, że ten najemnik lubił też ryzykować i czuć ten dreszczyk adrenaliny jakim jest sytuacja kryzysowa. Co do skąpstwa to w miarę zrozumiałe dla niego. Zazwyczaj jak zły gość go wynajmuje to mu parę rzeczy w magazynie wysadzi, co to by bohaterowie mieli lżej, dlatego wypłata... ma się troszkę inaczej do faktycznego stanu wykonanej pracy. Sprzęt, który ma najczęściej po prostu podpierdziela gangsterom z magazynów lub kupuje jeśli już ktoś dobry go wynajmie i zapłaci za to. Oczywiście nie mógł zdradzić imion kontrahentów, w tej wypowiedzi ani żadnej innej nie zostaną umieszczone.
Widać, że zielony nad czymś się moment zastanawiał, jakby chciał podjąć jakąś decyzje i rozważał za i przeciw. Ciekawe co chodziło mu po głowie?
- Nie, dzięki. Wolę to co mam - poklepał się jedną ręką po kamizelce. Raczej to nie jego typ stroju - Chyba, że masz czarno-biały z czachą to wtedy bym się zastanowił nad tym - postąpił dwa kroki w tył.
- Z grubsza tak, tu ukradnie się coś dla jockersów, a potem w dziwnych okolicznościach zapłonie ich magazyn z bronią, tutaj wpadnie się na kolację do szefa mafii i zabierze się kilku jego chłopaczków na pogawędkę. Powiedzmy, że mimo braku jakiś fenomenalnych dochodów pokroju Deathstroke'a czy kogoś innego to nie są zbyt duże... - wzniósł palec w górę, nadając podniosłości następnemu zdaniu - Ale pracuję nie tylko dla tych ciemnych, trochę im potem psując szyki, ale też czasem nawet taki dobry gościu znajdzie moją wizytówkę - powiedział, wracając ręką na swój pasek.
- Powiedzmy, że już do czegoś takiego przywykłem i jakoś ciężko by się było przestawić na inny tryb życia, a po co skoro można zrobić tyle neutralnego w całym tym grajdołku zwanym Gotham... Tak, lubię tą robotę - powiedział w sposób taki, jakby czuł dumę z tego że jest tym kim jest. W sumie czuł dumę z bycia najemnikiem. Miał swoje zasady, swój honor no i swój w pewnym sensie prestiż.
Najwyraźniej zignorował uwagę o koleżeństwie, no bo przecie cały świat był za pan brat z nim. Szacunek u Blackwatcha nie istniał. Nawet jeśli zwracał się do swojego szefa to i tak brak szacunku był widoczny. Szef, czyli per "pan kierownik" nie miał z nim łatwego życia, ale szefostwo zmieniało się na całe szczęście dla nich non stop. Cóż, nadal obserwował zieloną latarnię i mimo pogawędki jaka się toczyła nie tracił czujności będąc gotowym pociągnąć za zawleczki w każdej chwili i ulotnić się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Crime Alley   Pon Cze 02, 2014 7:25 pm

Właściwie Cass była od początku tego zajścia. Również chciała interweniować, ale ktoś ją ubiegł. Na dodatek ktoś nie byle jaki, tylko sam Green Lantern, a przynajmniej tak się jej wydawało, w końcu nigdy nie miała okazji spotkać zielonego bohatera.
Drugi natomiast, zamaskowany i bardzo rozgadany jak na złoczyńce mężczyzna, nie wydawał się być w żadnym stopniu znajomy, a trzeba przyznać, iż z oprychami miała do czynienia praktycznie na co dzień. Czyżby jakieś pominięcie? A może to ktoś z innego miasta? Zafrapowała się biedaczka i zarazem zaciekawiła, ponieważ rozmowa mężczyzn była coraz bardziej interesująca i wciągająca. Dlatego postanowiła póki co nie ingerować i przycupnąć na dachu budynku. Tak dachy to bezsprzecznie była ulubiona miejscówka Cass. Każde mniejsze pomieszczenie było dla niej klaustrofobiczne i straszne. Te odczucia wiązały się z dość mroczną przeszłością dziewczyny i na pewno teraz do tego nie wracała. Przykucnęła gdzieś w cieniu, bez maski, którą zdjęła wcześniej i sprawiając wrażenie normalnej dziewczyny, no może dziewczyny z lekkimi skłonnościami samobójczymi, skoro już siedzi na tym dachu, przysłuchiwała się i wpatrywała swoimi wielkimi, sowimi oczami w dwóch panów.
 
Nogi zaczęły w końcu cierpnąć, więc oparła plecy o murek, a kolana podciągnęła pod samą szyje, tak by móc złożyć na nich swój zakapturzony łepek, który przysłaniał jej bladą i okrągłą jak księżyc twarz.
Cass raz po raz zaśmiewała się pod nosem, słysząc ich wymianę zdań, a słówka używane przez Blackwatcha rozbrajały, pomimo iż nie do końca je rozumiała. Np. taki 'grajdołek'. Nie miała zielonego pojęcia co to dokładnie znaczy, a mimo to parsknęła pod nosem. Dopiero po sekundce uświadomiła sobie, że mogło to być o ton za głośno. Zasłoniła dłonią usta i chciała się cofnąć, niestety murek uniemożliwił ucieczkę. Spojrzała z pod kaptura gdzieś w bok i już opracowywała drogę powrotną gdy...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kyle Rayner

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 01/04/2014

PisanieTemat: Re: Crime Alley   Wto Cze 03, 2014 2:38 pm

Kyle bacznie obserwował swojego nowego „kumpla”. Dalej nie był co do tego wszystkiego pewny. Wiedział jak niektóre organizację działają, zdawał sobie również sprawę z istnienia osób takich jak ten tutaj. Wiedział, że robią to tylko dla pieniędzy, a nie by się pobawić czyimś kosztem. Czy aby na pewno można zrobić wszystko by chronić własny tyłek i zarobić? Cięgle przeżywał to, że mężczyzna był tak inny. Nie chciał dać się podejść, gotów był by w razie czego ruszyć do ataku.

Paplanina młodego gościa, spowodowała u niego lekki wywrót oczami. Nie było tego jednak widać dzięki masce, która skutecznie to ukrywała. Czuł się jak podczas rozmowy z Wally'm albo Guy'em. Tak zdecydowanie to było bardziej to drugie, chociaż obaj przecież mieli zbyt nadymane ego.
- Czyli uważasz siebie za neutralnego gościa, który ma taką pracę by zarobić na życie? - wtrącił po sporej chwili.
Po tej wypowiedzi doszedł do niego jakiś śmiech, prawdopodobnie z góry budynku. Czyżby jednak miał rację, iż mężczyzna miał posiłki? I mógł być teraz otoczony? Kobiecy głos przez chwile dudnił mu w uszach, myślał nad szybkim wykonaniem ruchu i ściągnięciem tego kogoś na dół, jednak nieprzewidywalny i dziwny mężczyzna dalej pozostawał tam, na własnym miejscu. Dalej posuwający się o te same dwa kroki, co Kyle wykonywał w przód. Momentalnie lekko zagryzł wargę, nie chciał walczyć, ale jeśli będzie musiał to zrobić to to zrobi. Na wszelki wypadek podleciał w górę, otaczając się zieloną energią, podlatując do budynku, gdzie przed chwilą słyszał śmiech. Dalej jednak obserwował pana „najemnika”, jakby nie chciał by uciekł mu z oczu. Chwile zajęło mu dotarcie na tamten dach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Crime Alley   Wto Cze 03, 2014 4:08 pm

Paplanina Blackwatcha nie jednego mogła doprowadzić do białej gorączki, lub chociażby do pociągnięcia za spust. Zielony nadal się trzymał i nadal mu nie przywalił, a raczej zainteresował się jego osobą. Wow, ktoś kto wysłuchał jego monologu dostatecznie długo.
- Można to tak ująć, ani dobry, ani zły. W końcu żadna praca nie hańbi co nie? A równowaga musi być zachowana. Jest dobro to musi być i zło, bo jeśli nie ma zła to dobro traci swoją wartość i tym samym nie ma dobra. Zanika możliwość określenia tożsamości z powodu braku przeciwieństwa- zielony całkiem nieźle to określił, bo z grubsza taki był Dan. Oczywiście wywód filozoficzny dorzucony przez Blackwatcha na poczekaniu. Raczej nie liczył się z tym, czy pracuje dla dobrych, czy złych, lecz koniec końców i bohaterowie oraz antybohaterowie dostawali bęcki, albo chociażby pas granatów z odczepioną zawleczką. Black też słyszał ten śmiech, kobiecy śmiech może nawet przyjemny dla ucha. No i przy okazji mogło to znaczyć, że heros mógł mieć wsparcie albo... ktoś przyszedł go zgarnąć z zabójców płatnych. Warto się dopytać, bo można coś ustalić. Najemnik wzmógł czujność, bo w końcu teraz były 2 zagrożenia. Jedno na dachu, drugie przed nim. Był na odsłoniętej pozycji i jedyne co go uratować mogło to dobra zasłona dymna. W razie czego, był zawsze gotów pociągnąć za zawleczki, odczepić pas i uciec do kanałów, bo w końcu klapa była całkiem niedaleko. Wystarczyło by tylko rzucić ostatni granat i wystrzelić ją w powietrze. Na razie jednak obserwował rozwój wypadków.
- Latasz, stawiasz bariery a na jednego najemnika potrzebujesz wsparcia? - zapytał z drwiną w głosie - No panienko, wyjdź z ukrycia, chyba że chcesz przetestować moje zdolności strzelnicze. Zejdziesz grzecznie, obiecuję że nie będę strzelał, a może nawet na jakąś kolację się skoczy albo do baru  - położył teatralnie rękę na miejscu gdzie ma się serce przy pierwszej części. Przy drugiej natomiast wykonał krótki teatralny ukłon, jakby kogoś prosił do tańca, lecz nie opuszczał wzroku z dachu. Zielony podleciał wyżej w stronę dachu, nadal obserwując blackwatcha.
- Bardzo mądrze, tylko zanim zlecisz do mnie na dół to już ucieknę - wymamrotał sobie pod nosem. Rękę z serca zdjął i położył ją na kaburze z berettą, którą w iście kowbojskim stylu gotów był dobyć. Lubił taki filmy, chociaż taki strzelanie było średnio realne biorąc pod uwagę konstrukcje broni oraz szybkostrzelność jaka była pokazana w filmach. Jednak mimo to wolał nie ryzykować zostania sam przeciwko 2 bohaterom lub bohaterowi i zabójcy. Wolał zastosować środek bezpieczeństwa. Pociągnął za zawleczki, a z granatów zaczął uwalniać się gaz. Pasek z granatami dymnymi odczepił na szybko, w końcu granaty ręczne i błyskowe były w kieszonkach spodni. Odczepił 2 granaty na raz, więc dym szybko się wytworzył. Skorzystał z okazji i krzyknął jeszcze: "Do następnego razu panie ekologu, nie zapomnij Blackwatcha!", po czym czmychnął w zaułek rzucając za siebie granat błyskowy. Biegł wąskimi uliczkami, aż w końcu zaszył się w jakiejś klatce schodowej budynku.

ZT/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Crime Alley   Wto Cze 03, 2014 5:56 pm

Dziewczyna zorientowała się, że coś jest nie tak gdy głosy ucichły. Kocimi ruchami ruszyła w stronę zejścia z dachu. Nie potrzebowała drabiny by znaleźć się na ziemi, jednak wolała zrobić to po innej stronie, niż po tej gdzie rozmawiali mężczyźni.
Gdy Kyle wzleciał na wysokość dachu, Cass stała już na skraju dachu i wpatrywała się w postać w zielonej poświacie. Parę sekund wcześniej zdążyła założyć maskę, więc bohater nie mógł dostrzec dokładnych rysów twarzy. Krótkie czarne włosy powiewały na niespokojnym wietrze, tak jak i bandaże wokół dłoni i nadgarstków. Czemu jeszcze tu stała? Była cholernie ciekawa. Nigdy nie widziała Green Lanterna w akcji i miała nadzieje na mały pokaz. Cóż pech chciał, że nie zawsze umiała usiedzieć cicho. Było w nim coś fascynującego, jakaś cecha, którą również mogła na spokojnie przypisać Batmanowi. Nie potrafiła tylko wyjaśnić jaka.
I szczerze mówiąc miała ochotę do niego podejść i przyjrzeć się z bliska, sprawdzić czy ta poświata parzy, czy jest to pewnego rodzaju dodatek do zbroi? Cass była istnie ciekawskim stworzeniem. Stojąc tak posłała Kyle'owi uśmiech. Delikatny, mało inwazyjny, tajemniczy oraz spokojny, tak jakby to ostanie odczucie chciała mu właśnie przekazać.
A potem usłyszała szybkie kroki, wybuchy i syczący gaz. Gdy Kyle spojrzał w dół by spradzić co się stało, nie zastanawiając się zbyt długo, skoczyła z budynku. Oczywiście wszystko było zorganizowane bardzo bezpiecznie. Lina zaczepiona o budynek z naprzeciwka bardzo się przydała. Black Bat ją naciągnęła zawijając wokół nadgarstka, a gdy była już po drugiej stronie, złapała się barierek wyjścia przeciw pożarowego. Stąd droga na dół była już krótka, ponieważ wystarczyło zeskoczyć. I tak też zrobiła.
Po tej stronie stał jej motor, więc wskoczyła na niego i śmignęła w stronę ucieczki zamaskowanego oprawcy, który od początku wydawał się dziewczynie podejrzany.

Niestety na owym dachu zostawiła coś bardzo cennego. Cass nie zauważyła, że z kieszeni kurtki wypadł jej betonowy kwiatek, który swoim ostrym pazurem wydrapał w betonie dla niej Angelo Farco.

//zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kyle Rayner

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 01/04/2014

PisanieTemat: Re: Crime Alley   Sro Cze 04, 2014 2:24 pm

Mężczyzna usłyszał coś na temat wsparcia, czyli źle ocenił sytuację i najemnik był sam niczym palec. Jak mógł się tak pomylić. GL nie miał wsparcia, chociaż samozwańczy superherosi potrafili znaleźć się w najmniej oczekiwanych miejscach. Zła analiza trochę go dobiła, ale wolał być zabezpieczony na wszystko. Jednak nie przewidział dalszego ciągu zdarzeń. Skupił się na tym by zobaczyć kto znajduje się na dachu. Szczupła dziewczyna o kruczoczarnych włosach przykuła jego spojrzenie. Wpatrywała się w niego, jakby analizowała sytuację, a może to była czysta ciekawość. Latarni nie spodobał się fakt, że prawdopodobnie chciała z dachu skoczyć. Wywnioskował to po tym jak stała na skraju, a bandaże na nadgarstkach, mogły świadczyć o cięciu się. Może miała depresję i samookaleczenie pomagało jej zapomnieć na chwilę o wszystkim? Jednak jeszcze jedna rzecz rzuciła mu się w oczy... Maska. Zazwyczaj świadczy o tajemniczości postaci. W większości takie maski zakładali superbohaterowie, więc może ona była... Kyle chciał złapać ją zielonym sznurem i wypytać. Może by mu się udało i dopytałby się jej, lecz usłyszał z dołu gadaninę o ucieczce. Zawahał się przez moment. Kiedy jednak chciał powstrzymać mężczyznę, on rozprzestrzenił gaz, a potem oślepił na moment. Tak Kyle jesteś po prostu zajebisty. Z tego wszystkiego zapamiętał tylko „Blackwatch”. To zdecydowanie musiała być jego ksywka. Coś czuł, że jeszcze kiedyś z nim się spotka, a wtedy nie zamierzał tak łatwo odpuścić i dać mu uciec. Zaintrygował go ten gość.

Po tym wszystkim, spojrzał na dach, niestety owa tajemnicza dziewczyna rozpłynęła się niczym ninja z Naruto. Obleciał budynek, mając złe przeczucia. Dziewczyna mogła przecież chcieć się zabić, jednak... Ciała nie znalazł na dole. Przegryzł wargę i poczuł się dziwnie. Złość na siebie oraz radość, że jednak dziewczyna przeżyła mieszały się ze sobą. Miał dziś zdecydowanego pecha i poczuł się niczym frajer, wykiwany przez wszystkich. Postanowił wrócić na dach, starając się znaleźć jakąkolwiek poszlakę o tajemniczej dziewczynie. Po chwili przyglądania się znalazł betonowy kwiatek. Przyjrzał mu się i zabrał ze sobą. Może kiedyś spotka ją i będzie mógł oddać jej tą rzecz. Nie wiedział czy może to talizman, a może coś więcej. Po chwili na niebie dało się zobaczyć zieloną smugę. Tak Zielona Latarnia wyruszył w dalszą podróż.

// ZT
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deathstroke
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 65
Data dołączenia : 24/05/2013
Wiek gracza : 18

PisanieTemat: Re: Crime Alley   Sro Cze 11, 2014 10:13 pm

Noc to była jego pora, kiedy czuł się najlepiej. O takich własnie porach mógł czaić się na swoją ofiarę by bez ostrzeżenia zadać śmiertelne uderzenie. Był samotnym wilkiem, więc jedyne na czym mógł polegać to własna intuicja. Przeczucia oraz zmysł taktyczny. W gruncie rzeczy wolał pracować sam. Od zawsze twierdził, że tak jest lepiej. W jego mniemaniu inni po prostu go spowalniali. O dziwo jednak bywały takie momenty kiedy musiał współpracować z innymi osobnikami po fachu. Dzisiejszej nocy jednak przyszło mu wykonać zlecenie samemu, co sprawiało mu satysfakcję. Oczywiście nic takiego nie okazywał gdy kontaktował się ze swoim pracodawcą. Deathstroke w ogóle uchodził za złoczyńcę wypranego ze wszelkich emocji. To była w pewnym sensie prawda. Bez wątpienia jest zimnym mordercą. Nigdy jednak nie zabił nikogo bez powodu. Dla czystej zabawy. Jeśli zlecenie wyraźnie mówi "zabić" to zabija. Jeśli ma to być zrobione szybko tak tez jest. Jeśli ma jedynie nastraszyć cel bez poważniejszego uszczerbku na jego zdrowiu - załatwione. W tym przypadku jego zadaniem była eliminacja celu. Dostał cały profil oraz zdjęcia, więc doskonale wiedział kogo ma sprzątnąć. Zdanie było z pozoru trudniejsze, ponieważ miał być z obstawą. Kim w ogóle był ten gość? Jakimś chińskim biznesmenem, który głównie robił w handlu narkotykami i ostatnio zamierzał rozszerzyć swoją działalność. Oczywiście pewnym ludziom się to nie spodobało gdyż jego metody były dość... ekspansywne. Chcieli by zniknął. W ten sposób mogliby podzielić jego małe, lecz rosnące imperium między sobą. Zagrożenie zostałoby wyeliminowane, a tzw. balans przywrócony. Przynajmniej do czasu aż ktoś inny nie zechce się wybić. Deathstroke cierpliwie obserwował okolicę z dachu jednego z budynków. Bezksiężycowa noc ukrywała go w ciemnościach, więc miał pewność, że nie zostanie wypatrzony. On natomiast miał dobry widok na alejkę w której według podanych mu informacji miało się odbyć spotkanie jego celu z jednym z jego sojuszników. Czy jego też miał zabić? Tak, jeśli będzie ku temu okazja. Jego zwierzchnicy uważali, że ten człowiek sam nie zaszkodzi im. Raczej będzie uległy. Wreszcie cała impreza zaczęła się. W ciągu paru minut alejka zapełniła się dwoma samochodami, które nadjechały z przeciwnych stron. Z każdego wysiadły po cztery osoby. Powinno być łatwo. Radził sobie z większymi grupami oprychów, w dodatku lepiej uzbrojonymi. Ci mieli jedynie pistolety. Najwyraźniej nie spodziewali się żadnych komplikacji. To był błąd. Rozejrzał się po ich otoczeniu chcąc określić jakie czynniki mogą zadziałać na jego korzyść. Miał zabić chińczyka, lecz w taki sposób aby przynieść jakikolwiek dowód jego śmierci. Musiał udowodnić zleceniodawcom, że wykonał zadanie. Dostrzegł, że mężczyzna nosi na dłoni charakterystyczny sygnet.
-"Idealnie."- pomyślał sobie najemnik. Teraz jedynie musiał wyjść z jakimś planem. Nie zajęło mu to długo gdyż potrafił w miarę szybko myśleć. Okolicę alejki w której się znajdowali jego przeciwnicy oświetlała tylko jedna latarnia uliczna. Druga była chyba zepsuta. Wziął cegłę, którą znalazł niedaleko siebie i zeskoczył na platformę niżej. Znajdowała się przy ścianie budynku. Starał się zachowywać ciszę by zbyt wcześnie nie zaalarmować o swojej obecności. Kiedy był gotów rzucił cegłą w latarnię rozbijając ją całkowicie. Ta część alejki pogrążyła się w ciemnościach co rzecz jasna Deathstroke zamierzał wykorzystać. Zwinnym ruchem zeskoczył po kolei na dół wyciągając po drodze swoją katanę. W międzyczasie grupa mężczyzn była zdezorientowana faktem, że niemal nic nie widziała poza światłami gdzieś w oddali. W pewnej chwili usłyszeli krótkie jęki tuż obok siebie. Potem kolejne i następne. Towarzyszyły im dziwne odgłosy jakby świstu klingi. W rzeczywistości jeden po drugim oprychy padały jak muchy kiedy Deathstroke szybkim ruchem doskakiwał do każdego i zadawał śmiertelne ciosy swoją kataną. Ich szefowie zaczęli w międzyczasie uciekać, co jednak przewidział. Zdziwiłby się gdyby zostali. Niestety obaj wybrali się w przeciwnych kierunkach, więc musiał porzucić swój drugorzędny cel. Nie był on kluczowy. Najważniejszy był ten chińczyk. Nawet nie pamiętał jego imienia. Było trudne do wypowiedzenia. Ruszył za nim w pogoń. Nim ten się obejrzał a już leżał na ziemi powalony kopniakiem w plecy. Facet oczywiście zaczął błagać o litość, czysty standard. Mówił, że ma rodzinę i nie chce umierać. Niestety trafił na zawodowca, którego tego typu rzeczy nie obchodzą. Jego zmartwieniem jest wykonanie zadania. Kiedy jego cel zdał sobie z tego sprawę podjął ostatnią próbę ratowania życia. Rzucił się na Deathstroke'a jakby myślał, że ma szansę. Był odważny czy głupi? To nie miało znaczenia. W parę sekund zabójca oddzielił jego głowę od reszty ciała, które padło bezwładnie na ziemię. W milczeniu przyglądał się martwemu facetowi. O dziwo jak zwykle nie czuł żadnych wyrzutów sumienia. Dla niego była to po prostu kolejna robota za którą dostanie sowita nagrodę. Ściągnął z palca nieboszczyka jego charakterystyczny sygnet. Przyjrzał mu się i schował go. Po chwili to samo zrobił z kataną chowając ją w pochwie na plecach. Skoro zadanie było wykonane to postanowił zabrać się z tego miejsca. Ruszył powoli w swoją stronę, ponieważ niedaleko w okolicy zostawił sobie podwózkę. Czymś w końcu musiał tu przyjechać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Killer Frost

avatar

Liczba postów : 133
Data dołączenia : 11/05/2014

PisanieTemat: Re: Crime Alley   Czw Cze 12, 2014 1:52 am

Killer Frost uwielbiała pozornie bezcelowe spacery po Crime Alley. Nie były jednak takie jakie mogłyby się wydawać na pierwszy rzut oka. Napawała się ona atmosferą tego miejsca. Był to dla niej rodzaj odpoczynku, relaksu między kolejnymi zleceniami zabójstwa od chińskich triad, a długich, długich godzinach spędzonych w laboratorium nad udoskonaleniem siebie samej. W końcu każdemu należy się chwila przerwy prawda?
Nieraz podczas spacerów po Crime Alley zdarzało jej się zabić jakiegoś bandytę, albo włóczęgę tak po prostu z nudów. Killer Frost odnajdywała w tym przyjemność. W końcu ostatnim etapem jej wizji był zmrożony świat, na którym żyją naprawdę nieliczni. Zabijała więc pojedyncze osoby bez zmrużenia oka, z przyjemnością za to.
Tak było właśnie tego dnia, a raczej nocy. Wybrała się na taki właśnie cudowny, relaksujący spacer. Co było naprawdę ciekawe, to fakt że po przejściu dosyć sporego dystansu wyczuła wiele źródeł ciepła szybko przemieszczających się i wchodzących w kontakt ze sobą. Nie widziała jeszcze kto, ale z doświadczenia potrafiła powiedzieć, że rozgrywała się tam sporych rozmiarów bójka. Do tego w pewnej części było ciemno, co tylko utwierdziło ją w tym przekonaniu. Ktoś przyszykował na kogoś jakąś zasadzkę. Nareszcie coś ciekawego!
Killer Frost przyśpieszyła nieco kroku by napotkać uciekającego Chińczyka. Zmarszczyła brwi. Opowiedział jej o zasadzce jakiegoś zabójcy i że ktoś morduje triady. Zapewniła mężczyznę po chińsku, że pomoże, na co on zareagował wyraźną ulgą. Podeszła razem z nim bliżej i zobaczyła zarys zabójcy w bardzo oryginalnym kostiumie. Zainteresował ją swoim ubiorem, a po chwili także stylem i klasą kiedy była na tyle blisko, żeby zobaczyć jak urywa głowę jakiemuś Chińczykowi. Ruchy, precyzja, pewność siebie wszystko bez zarzutu. Wiedziała, że ciekawie będzie go poznać i w tej chwili jej plany uległy pewnej zmianie. Zaczęła klaskać.
-Brawo. Masz styl i klasę. Chyba jednak coś zgubiłeś powiedziała i nad jej ręką pojawił się pokaźny szpikulec lodowy, który bez wahania wbiła Chinczykowi w serce przebijając go na wylot.
-A mówią, że zimno konserwuje narządy powiedziała i zaśmiała się lekko. Potem nagle urwała i spojrzała na mężczyznę.
-Podobasz mi się. Jesteś profesjonalistą, widzę to po ruchach. Poznajmy się bliżej. Obiecuję potraktować Cię nieco cieplej niż tego jegomościa wskazała na Chińczyka i zrobiła minę smutnego dziecka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deathstroke
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 65
Data dołączenia : 24/05/2013
Wiek gracza : 18

PisanieTemat: Re: Crime Alley   Czw Cze 12, 2014 5:52 am

Dla niego mało było czasu na przyjemności takie jak zwyczajne spacery po jakimś parku czy po takiej okolicy jak ta dla odmiany, choć to już zależy od punktu widzenia co dla kogo jest czymś relaksującym. Jemu przyjemność sprawiała praca. Można powiedzieć, że należy do pracoholików. Tym się głównie zajmował, a jeśli tak nie było to przesiadywał w różnych miejscach. Pewno w barach, bo podobno jest człowiekiem pijącym alkohol. Nikt jednak tego nie widział, bo praktycznie nigdy nie zdejmuje swojego hełmu. Dlatego w barach zazwyczaj jak już się chciał napić do przesiadywał w najciemniejszym kącie gdzie miał pewność, że nikt nie będzie mu przeszkadzał. Nawet jednak wtedy nie potrafił się do końca zluzować. Jego fach sprawił, że narobił sobie nieco wrogów. W końcu kto jak kto, lecz on był znany w świecie przestępczym jako jeden z najlepszych najemników na świecie. Jeśli nie najlepszy. Był z pewnością sławny, przez wrogów szanowany, lecz zarazem byli pewno też tacy, którzy chętnie pozbyliby się takiego zagrożenia nim obróci się je przeciw nim. Deathstroke w gruncie rzeczy był bezstronny, pozbawiony jakichkolwiek poglądów politycznych, lecz nigdy nie zostawiał żadnej sprawy bez rozwiązania. Gdyby ktoś mu się naraził to ścigałby go tak długo jak byłoby to konieczne. Idąc w przeciwnym kierunku niż kobieta w pewnej chwili usłyszał czyjeś kroki. Nieważne było nawet czy szli powoli, cicho, czy się skradali. Mało było na świecie istot, które byłyby w stanie go zajść niepostrzeżenie. Zatrzymał się w miejscu nim kobieta do niego przemówiła. Usłyszał dziwny hałas, po czym bardzo znajomy jęk kiedy ktoś odbiera komuś tą iskierkę życia po chwili ulatującą z ciała. Po tym jak kobieta się zaśmiała Deathstroke wreszcie postanowił się odwrócić, dzięki czemu mógł dokładnie przyjrzeć się nieproszonemu gościowi. Zauważył chińczyka, który wcześniej zdążył mu uciec. Jego zleceniodawcom wszystko jedno było czy przeżyje, czy nie. Mimo wszystko nie miał zamiaru wziąć Tego zabójstwa za swoje. To by było nieprofesjonalne. Pozwolił nieznajomej mówić sam pozostając cicho. Przez to mogła ona zauważyć, że jest dość małomównym człowiekiem. Przemawiał tylko wtedy kiedy naprawdę musiał i zawsze miał w tym jakiś określony cel.
-Spróbujesz zadać mi szybszą śmierć?- nawiązał oczywiście do jej stwierdzenia, że postanowiła potraktować go łagodniej od tego tu nieszczęśnika. Na razie nie był do końca pewien jej intencji. Twierdziła, że mu się przyjrzała jak walczył i spodobało jej się to. Chciała go poznać, lecz czy tak jest naprawdę? Deathstroke z natury nie należy do ufnych. Tak go życie nauczyło. Jedyna osoba, której w pełni ufał to on sam. Reszta była już dawno martwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Killer Frost

avatar

Liczba postów : 133
Data dołączenia : 11/05/2014

PisanieTemat: Re: Crime Alley   Czw Cze 12, 2014 2:20 pm

Killer Frost nie zależało na sławie zabójcy, traktowała to bardziej jako swoje hobby, za które czasem jeszcze płacą, głównie chińskie triady. W końcu byłą Chinką i całkiem uzdolnionym zabójcą, do tego nie musiała nosić żadnej broni. Była głównie naukowcem i za swoją pracę traktowała badania, przede wszystkim te dotyczące polepszenia swoich własnych zdolności. Jeżeli by zapytać jej wrogów o opinię, choć niewielu z nich żyje, bo ich eliminowała dosyć szybko i skutecznie, to zapewne powiedzieli by, że jest niezrównoważona psychicznie i to w stopniu znacznym. Choć na co dzień kontrolowała się bardzo dobrze, zapewne dzięki swojemu matematycznemu umysłowi.
Nie starała się jakoś specjalnie skradać, szła powoli, aby mężczyzna nie myślał, że ktoś biegnie, żeby go zaatakować. Może zleceniodawcom zabójcy było wszystko jedno czy Chińczyk przeżyje, jednak Killer Frost bardzo nie lubiła zostawiać przy życiu jakichkolwiek świadków. Taki miała styl po prostu. Honorowy zabójca, nie przypisuje sobie zasług innych! To naprawdę duży plus w oczach pani naukowiec.
Faktycznie dało się zauważyć, że mężczyzna milczy, jednak na dobrą sprawę nie spodziewała się, że zawodowy i profesjonalny płatny morderca będzie praktycznie w trakcie wykonywania zlecenia jakoś szczególnie rozgadany. Co innego ona.
Zrobiła smutną jak dziecko minę na jego słowa.
-Ouch, to bolało. Poważnie. Spójrz nie mam broni i... podniosła dłoń na wysokość swojej piersi i pojawiła się na niej lodowa bryła w kształcie serca.
-...mam serce na dłoni. Jestem całkiem bezbronną kobietą przechyliła głowę na bok jakby przyglądała się zupełnie nowemu i nieznanemu zjawisku. Wyciągnęła dłoń z lodową bryłą w kierunku Deathstroke.  
-Poza tym mam bardzo ścisły umysł, który mówi mi, że próba zabicia Cię nie otwiera przed nami tylu możliwości co rozmowa. Chyba się zgadzasz? powiedziała uśmiechając się w swoim przekonaniu bardzo przyjaźnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deathstroke
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 65
Data dołączenia : 24/05/2013
Wiek gracza : 18

PisanieTemat: Re: Crime Alley   Czw Cze 12, 2014 2:36 pm

Czy jemu natomiast zależało na sławie? Cóż ciężko odgadnąć ten jego zawiły umysł. Robił po prostu to w czym był najlepszy. Nie miał nic przeciwko temu, że może być znany w świecie jako Deathstroke, płatny najemnik, który jest zabójczo skuteczny, lecz nic poza tym. Skrupulatnie skrywał o sobie jakiekolwiek inne fakty, ponieważ doskonale zdawał sobie sprawę, że każda informacja mogłaby zostać wykorzystana w przyszłości przeciwko niemu. W tym przypadku nie obawiał się świadków. Co w ogóle ten chińczyk by powiedział? Wspomniałby jedynie o ataku zamachowca i co więcej? Było ciemno, najemnika nie było widać kiedy zabijał swoich przeciwników pojedynczo. W skrócie - uciekający mężczyzna nawet nie widział kto w ogóle ich atakował. Nie był więc dla niego żadnym zagrożeniem. Obserwował kobietę uważnie kiedy ta robiła te swoje dziwne miny. Nawet gdyby on był do takich zdolny to i tak nie można było po nim tego poznać skoro krył się pod tą zbroją. W gruncie rzeczy Deathstroke był jednak typem poważnego profesjonalisty, który prawie nigdy nie był w stanie zluzować. Zawsze brał wszystko na poważnie. No... prawie. Można się domyślać, że pod wpływem alkoholu, który rzekomo lubi pić, potrafi zachowywać się zupełnie jak nie on, lecz kto tam wie. Może jego zdolności superżołnierza w rzeczywistości uniemożliwiają mu upicie się na umór? Taka możliwość też była. Przyglądał się jak białowłosa ponownie zrobiła tą sztuczkę z lodem tym razem tworząc go w kształcie serca. Na razie nie zrobiła na nim zbyt wielkiego wrażenia. Może dlatego, że nie widział jej jeszcze w akcji. Nadnaturalne moce dla niego nie były niczym nadzwyczajnym, więc nie musiał nikogo szanować przez sam fakt ich posiadania. Usłyszał nagle pytanie z jej strony i musiała minąć chwila nim ten się odezwał.
-Powiedzmy. Zależy o czym chciałabyś rozmawiać.- odezwał się do niej pozbawionym emocji głosem. Nie okazywał w tej chwili ani strachu, ani złości. W gruncie rzeczy zachowywał spokój. Wiedział, że niekontrolowane emocje potrafią zasłonić zdrowy rozsądek i trzeźwość myślenia. Nie wziął tez na poważnie stwierdzenia Chinki, że jest bezbronna. Miała niezwykłą zdolność i zabiła człowieka bez wahania. Deathstroke był profesjonalista i po tych wskazówkach wiedział, że dziewczyna już wcześniej zasmakowała w odbieraniu życia. Mogła stanowić pewne zagrożenie, lecz skoro chciała rozmawiać to na razie postanowił udzielić jej taką możliwość. Cały czas jednak pozostawał czujny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Killer Frost

avatar

Liczba postów : 133
Data dołączenia : 11/05/2014

PisanieTemat: Re: Crime Alley   Czw Cze 12, 2014 3:20 pm

No tak zapewne taka sława i renoma dla kogoś trudniącego się zabijaniem na zlecenie była podstawą. W końcu najemników jest wielu na tym świecie jeden gorszy drugi lepszy i no czymś się trzeba wyróżniać. A doprowadzanie zleceń do końca jak i skuteczność jest niewątpliwie jednym z lepszych sposobów pomiaru wartości zabójcy.
Niby ten Chińczyk nie zapamiętał nic takiego. Ale na dobrą sprawę kto wie ile tak naprawdę zapamiętał, może styl działania Deathstroke. Jako naukowiec Killer Frost wierzyła, że lepiej nie zostawiać niczemu przypadkowi i czynnikom niekontrolowanym. Zresztą największych morderców w historii zdradziły drobne rzeczy. Killer Frost przeczytała wiele książek na ten temat, książek które teraz mają już nawet dwieście lat. Lubiła kolekcjonować książki o największych mordercach w historii. Współczuła im, że zostali złapani, gdyby żyli teraz to byliby ujęci w jej garstce ludzi, którzy powinni przeżyć.
I tak zdecydowanie dało się zauważyć, że Deathstroke jest nad wyraz poważny. No cóż ludzie są różni, nie każdy może być tak wyluzowany jak Killer Frost prawda? Jeśli chodzi o picie alkoholu to mogła wypić praktycznie każdą ilość. Dlaczego? Otóż po asymilacji z lodem w jej ciele nie płynęła krew która by mogła rozprzestrzenić go po całym organizmie, jej organy też nie reagowały. Mogła więc założyć się z każdym mężczyzną, że wypije więcej.
Rzuciła serce na ziemię i przyjrzała się mężczyźnie.
-Zawsze jesteś taki konkretny? Zero słodkich słówek? Jak Ty podrywasz? powiedziała puszczając do niego oko. Stwierdziła, że drobny pokaz jej umiejętności może być bardzo na miejscu. Podeszła bliżej do Deathstroke.
-Nie denerwuj się skarbie. powiedziała po czym wyjęła jeden z jego pistoletów i złapała go za samą końcówkę lufy, która pokryła się grubym lodem. Potem podeszła do jakichś drzwi obok, złapała za klamkę którą też zmroziło, tak, że wyłamało zamek. Potem obróciła się twarzą do Deathstroke, wróciła na miejsce gdzie była wcześniej i wskazała na jakieś ciemne miejsce na budynku ponad ich głowami.
-Tam jest nietoperz. Jestem pewna, że go nie widziałeś. Potrafię też otwierać drzwi bez ładunków wybuchowych, cicho. Oddaję pistolet, gwarantuję, że nie zadziała chwilowo powiedziała, po czym ściągnęła przymarznięty lód z broni.
-Teraz będzie dobrze. Ale gdzie moje maniery! Jestem Killer Frost. Po tej małej demonstracji chciałabym porozmawiać o współpracy. Nie uważasz, że byłaby z nas dobra drużyna? Nie mam problemów z zabijaniem. powiedziała uśmiechając się słodko i unosząc brew do góry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deathstroke
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 65
Data dołączenia : 24/05/2013
Wiek gracza : 18

PisanieTemat: Re: Crime Alley   Czw Cze 12, 2014 3:49 pm

Prawdopodobnie gdyby założyli się nawzajem o to kto wypije najwięcej mocnego trunku to bitwa mogłaby trwać nawet kilka dni... albo całą wieczność, skoro oboje mogli pić bez martwienia się o to, że jakoś na nich wpłynie. Mimo to Deathstroke nie przybył tu na żadne zawody. Sprawiał przed swoją rozmówczynię pozory dość poważnego profesjonalisty. Takim w gruncie rzeczy był. Zabójczym najemnikiem. Możliwe, że nie zawsze był takim oschłym sztywniakiem. Może tylko czasami taki wciąż nie jest. Nikt jednak dotąd nie widział u niego tego typu zachowań, więc ciężko spodziewać się po nim czegoś innego. Nie zareagował w żaden sposób na jej uwagi odnośnie tego jak podrywa inne dziewczyny. Czy on w ogóle posiadał teraz coś takiego jak życie prywatne? Dziewczynę? Odpowiedź była prosta i zarazem krótka - nie. Od lat był poświęcony całkowicie swojej pracy. Kiedy nie wykonywał żadnej płatnej roboty dla kogoś to... no właśnie, co on takiego robił? Zazwyczaj znikał z pola widzenia innych i nie był widywany nawet przez długie tygodnie. Najprawdopodobniej ukrywał się w jednej ze swoich kryjówek lub po prostu podróżował po świecie. Nie wiadomo. W pewnym momencie podeszła do niego bliżej. Ktoś mógłby pomyśleć, że powinien w nią wymierzyć broń aby trzymała się z daleka, jednak Deathstroke nie potrzebował swojego arsenału by zabić. Wystarczyły mu do tego gołe ręce. Nie tylko znał się na walce z użyciem katany czy strzelaniu z broni palnej. Akurat to drugie jest w stanie nauczyć się każdy kto posiada w ogóle palce. Slade jednak znał też nie jedną, a kilka sztuk walki. Dodatkowo był w wojsku, więc byłby w stanie powalić wcześniejszą grupkę nawet bez katany. Robota jednak miała być szybka. Uznał, że ostrzem będzie szybciej i tyle. Tak czy siak kiedy tylko dziewczyna podeszła nic nie zrobił. Na razie nie widział z jej strony żadnych oznak agresji. Kiedy jednak wyciągnęła jego pistolet w odruchu złapał jej rękę. Zauważył jednak, że kontakt z jej ciałem sprawił, że część zbroi na jego ręce zaczęła pokazywać oznaki nagłego spadku temperatury. W końcu więc puścił jej rękę nie spuszczając jednak z kobiety swojego wzroku. Nie dlatego, że była ładna i atrakcyjna. Po prostu wolał mieć ją na oku by nie zrobiła czegoś głupiego. Obserwował jej poczynania, a po chwili zerknął we wskazane przez nią miejsce gdzieś ponad ich głowami słuchając jednocześnie tego co miała do powiedzenia. Wreszcie odebrał od niej swój pistolet i przyjrzał mu się uważnie. Miała rację co do tego, że nie będzie przez jakiś czas sprawny. Schował go z powrotem do kabury przy pasie i dalej wysłuchiwał słów tej Killer Frost. Tak się przynajmniej przedstawiła. Dodatkowo złożyła mu intrygującą propozycję współpracy.
-To że ktoś nie ma problemu z odebraniem cudzego życia jeszcze nic nie znaczy.- stwierdził z nutką ironii w swoim głosie. To akurat wiedziała, bo bez problemu zabiła tamtego Chińczyka. No a swoim małym pokazem uświadczyła go świadomością, że posiada dość ciekawe zdolności. Była w stanie z niczego stworzyć lodową bryłę jak i zamienić w mrożonkę dosłownie wszystko czego dotknęła. Z pewnością tyczyło się tego też istot ludzkich i tu powstawało pewne pytanie.
-Jestem Deathstroke. Ze swoimi zdolnościami z pewnością jesteś w stanie sobie poradzić na własną rękę. Dlaczego więc chcesz współpracować?- w końcu zadał wspomniane pytanie. Bądź co bądź możliwe jest nawet, że z takimi lodowymi mocami byłaby w stanie unieruchomić nawet jego samego. Poza tym kto wie jakie jeszcze ma umiejętności. Czemu więc miała nadzieję na owocną współpracę między nimi? Nie licząc faktu, że zwykle był typem samotnego wilka czyhającego na ofiarę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Killer Frost

avatar

Liczba postów : 133
Data dołączenia : 11/05/2014

PisanieTemat: Re: Crime Alley   Czw Cze 12, 2014 4:39 pm

Taki zimny profesjonalizm i skupienie na pracy zapewne było cenione w jego, a raczej ich fachu. Zapewne w znacznej mierze dzięki temu dziś Deathstroke ma renomę taką jaką ma. Również utrzymanie swojej tożsamości i zwyczajów w tajemnicy ma olbrzymie znaczenie. Jednak poświęcać całe życie i to dosłownie pracy to było nieco zbyt wiele dla Killer Frost, jakąś rozrywkę, albo hobby trzeba było mieć. Killer Frost liczyła się z tym, że może wyjąć broń jednak była zdeterminowana by zrobić to co zamierzała. Liczyła, że nieco zaintrygowała mężczyznę, a jeżeli miałaby go zaatakować to już by to zrobiła bez tej całej rozmowy. Wiedziała, też że mężczyzna zna zapewne sztuki walki i to doskonale, to było akurat niezbędne, żeby być dobrym najemnikiem i mordercą. Co do tego więc nie było najmniejszych nawet wątpliwości. Uśmiechnęła się kącikami ust kiedy wypuścił jej dłoń. Tego się zapewne nie spodziewał.
-Nic nie znaczy? To podstawa. Nasza wola, nasz umysł jest podstawą rzuciła rzeczowo jak na naukowca przystało. Uśmiechnęła się słysząc jak się przedstawia.
-Deathstroke...podoba mi się. Sam wymyśliłeś? Poznanie imion to dobry początek konwersacji Przez chwilę nie odpowiedziała na jego słowa. Podeszła do niego tak blisko, że niemal się stykali.
-Właśnie...poradzisz sobie...to za mało. Nikt z nas nie jest doskonały. Każdy ma jakieś słabości, nawet w walce. I Ty i ja. Ale razem, mam wrażenie, że pokrywamy swoje słabości dosyć dobrze. Na przykład ze mną dowiesz się o potencjalnych snajperach na długo zanim dojdziemy na miejsce. Będziemy bliżej doskonałości. Oferuję też swój umysł i laboratorium. Nie chciałbyś być bliżej doskonałości Deathstroke? Nie chciałbyś być niezniszczalny? Bo to właśnie oferujemy sobie nawzajem powiedziała znowu uśmiechając się lekko i przekrzywiając głowę na bok w oczekiwaniu na odpowiedź. Odwróciła się i wystrzeliła lodowy pocisk prosto w nietoperza w ciemnościach, który spadł martwy.
-Wyczucie ciepła plus obliczenie trajektorii lotu w kilka sekund powiedziała i puściła oko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deathstroke
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 65
Data dołączenia : 24/05/2013
Wiek gracza : 18

PisanieTemat: Re: Crime Alley   Czw Cze 12, 2014 5:09 pm

Możliwe, że gdyby jego życie potoczyło się zupełnie inaczej to mógłby być taki jak Killer Frost. Bardziej wyluzowany, żywiołowy, z taką większa ilością życia w sobie. Niestety przeszłość zrobiła swoje i w pewnym momencie człowiek, którym kiedyś był przestał istnieć. Na zawsze. Teraz to był bardziej automat. Maszyna do zabijania, która posiadała jednak wolną wolę. Można więc rzec bez żadnej pomyłki, że był człowiekiem skrzywionym psychicznie. Przełożyło się to jednak na korzyść w przypadku jego pracy. Był bezwzględny i perfekcyjny. Nie miał żadnych hamulców w zabijaniu innych oraz był w tym naprawdę dobry. Ceną za to wszystko był brak jakiegokolwiek życia towarzyskiego czy nawet przyjaciół. Współpracownikom nie ufał. Byliby gotowi sprzedać własne matki za odpowiednią kwotę. W pracy jak i w życiu był typem samotnika.
-Trzeba się jeszcze na tym znać.- dodał swoje trzy grosze odnośnie zdolności odebrania drugiej osobie życia. Można było kogoś zabić z byle gnata i co z tego? Zawodowca go tym nie czyniło. To była podstawa, lecz najważniejsze było to jak dobrym się w tym było. Nie zareagował w żaden sposób na uwagi białowłosej odnośnie jego pseudonimu. Po tylu latach już nawet nie był pewien jak dokładnie było z tym. Zresztą nigdy nawet nie przejmował się aby te fakty zapamiętać. Po prostu się stało i tyle. W pewnej chwili KF podeszła do niego bardzo blisko, lecz ten stał twardo i obserwował ją. Argument ze snajperami, który wymieniła był dobry, lecz on nie musiał się o to martwić. W hełmie w miejscu zakrytego oka posiadał taktyczny wizjer, którym mógł przybliżać i oddalać obraz wedle własnego upodobania. Był więc w stanie wypatrzyć dowolną rzecz z daleka. Musiał jednak przyznać, że wszystko co wspomniała było sensowne. Wiedział, że jest dobry, lecz zawsze można być jeszcze lepszym. Mimo to miał wątpliwości. Tak po prostu się tu pojawiła, przyjrzała się jego dość krótkiej walce ze zwykłym mięsem armatnim i już proponowała współpracę?
-Snajperów to sam jestem w stanie dostrzec z daleka.- wtrącił pewną uwagę, lecz nie zamierzał wyjaśniać w jaki sposób jest do tego zdolny. Z drugiej strony można się tego było łatwo domyślić. Druga para dość dobrych oczu była jednak dodatkowo lepszym rozeznaniem w terenie. Dalej jednak pozostawało tylko jeszcze jedno pytanie.
-Nie zaatakowałaś mnie. Mógłby to być twój ostatni błąd w życiu lub też wręcz przeciwnie. Załóżmy, że zgodziłbym  się... dlaczego jednak miałbym ci zaufać?- było to w sumie pytanie retoryczne, bo Deathstroke nie ufał nikomu. Współpracownikom ufał jedynie na polu zawodowym i nic więcej. No i trwało to tak długo dopóki mieli zlecenie do wykonania. Białowłosa dziewczyna proponowała jednak trwałą współpracę, która wymagała takowego zaufania przez cały czasy. Jeśli mieli sobie nie ufać przynajmniej po fachu to nic by z tego nie wyszło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Killer Frost

avatar

Liczba postów : 133
Data dołączenia : 11/05/2014

PisanieTemat: Re: Crime Alley   Czw Cze 12, 2014 5:42 pm

A niby to Killer Frost powinna być zimna i wyrachowana. Co więcej była nawet martwa przez kilka sekund, a więc dosłownie zimna we wszystkich znaczeniach tego słowa. Jednak jej psychopatyczny umysł przejął kontrolę i to właśnie on powodował, że nieraz miała dosyć dzikie lub dziwaczne pomysły. Trzeba było jednak przyznać, że była pełna życia i to o wiele bardziej niż wcześniej. Również nie miała żadnych hamulców w zabijaniu, co więcej czerpała z tego prawdziwą przyjemność. Ktoś mógłby pokusić się o stwierdzenie, że była od tego uzależniona.
-Zgadzam się. Niemniej jednak bez woli i najlepsze umiejętności są do niczego można kogoś szkolić, a jeżeli ten ktoś i tak nie ma zamiaru zabijać, jak na przykład różnego rodzaju komandosi. Taka strata talentu w czasie pokoju.
Podobało się jej, że mężczyzna nie jest nerwowy tylko w spokoju obserwuje jej reakcje i poczynania. Pokiwała głową i przejechała dłonią po jego hełmie nie robiąc jednak nic. Uśmiechnęła się.
-Oczywiście. Polegasz na technice. Czuję dodatkowe ciepło w Twoim hełmie. Są jednak sposoby, żeby ją unieszkodliwić i co wtedy? powiedziała spoglądając na własną dłoń i na pistolet, który wzięła przed chwilą a teraz nie działał.
-Oczywiście, że nie zaatakowałam, nie mam nic przeciwko odrobinie przemocy, ale nie mam w zwyczaju atakować swoich rozmówców rzuciła z bardzo udawanym oburzeniem.
-Dlaczego? Bo potrzebujemy siebie nawzajem. Nie przyszłam do Ciebie z konkretnym zleceniem, gdzie mogłabym chcieć zabrać Twoją część kasy prawda? Pieniądze w ogóle mnie nie interesują. Przyszłam z długotrwałą propozycją, więc bez sensu abym Cię zdradzała. Co powiesz na ulepszenie Twojego uzbrojenia w moim laboratorium? Potraktuj to jako gest dobrej woli z mojej strony. I rozumiem Cię, też nie lubię pracować z kretynami. Ale Ty jesteś wybitny powiedziała pochylając lekko głowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Crime Alley   

Powrót do góry Go down
 
Crime Alley
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Justice League :: Stany Zjednoczone :: Gotham City-
Skocz do: