PBF osadzony w świecie komiksów DC.
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Amusement Mile

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 26

PisanieTemat: Amusement Mile   Wto Lut 04, 2014 11:09 pm


Wesołe miasteczko zbudowane wiele lat temu przez Carlo Geroldy'ego, z czasem popadło w bankructwo i upadło. Chodzą słuchy, iż obecnie należy do Jokera.
Więcej ujęć:
1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9.

W centrum parku znajduje się Dom Strachów Jokera.
Wnętrze:
1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Amusement Mile   Wto Cze 03, 2014 5:15 pm

Ucieczka przed "gościem w zielonym wdzianku aka. ekolog", jak to określił Kyle'a zajęła Blackwatchowi dużo czasu. Przemykał się między budynkami, uciekając po klatkach schodowych oraz kryjąc się po śmietnikach. To była ujma na honorze najemnika, ale raz że nie miał sprzętu, żeby mierzyć się z takim herosem, dwa i tak już na amunicji dzisiaj był stratny przez strzelaninę na Crime Alley. Na dodatek musiał uciekać, bo w końcu ktoś jeszcze za nim wtedy przyszedł. Tamta kobieta nie dość, że miała lepszą pozycję strzelecką to jeszcze na dodatek Dan był całkowicie odsłonięty, chociaż korzystając z jej pomocy w postaci odwrócenia części uwagi ekologa udało się Blackwatchowi wymigać za pomocą paru grantów dymnych.
To było to co stało się w ostatnim odcinku, a obecnie nasz najemnik znajduje się w Amusement Mile. Trafił tutaj zupełnym przypadkiem, gdyż po prostu... wstyd się przyznać, ale się zgubił podczas całej ucieczki. Tutaj było na szczęście mało miejsc, z których można kogoś ustrzelić, a herosa nie było widać, ale było to terytorium jokersów i samego Jokera, więc musiał być ostrożny.
Stary park rozrywki, który kiedyś tętnił życiem, a teraz popada w ruiny będąc przy okazji wylęgarnią przestępców. Nie ma to jak trafić do rynsztoka drugi raz w ciągu jednego dnia. Dan szedł ostrożnie stawiając kroki i kryjąc się od osłony do osłony. W ręku dzierżył swój ulubiony karabin, który był ładnie wypolerowany i gotowy do akcji. W iście wojskowym stylu przemykał się alejkami między dawnymi atrakcjami.
Było tu jednak dziwnie pusto i cicho... za cicho, o tak wasz narrator zawsze chciał to napisać, ale wróćmy do historii. Blackwatch nie widział tu zagrożenia (w tym momencie oczywiście), dlatego odetchnął z ulgą i poprawił kamizelkę, a potem plecak. Wyglądał w tym miejscu jak dawno opuszczony żołnierz penetrujący kwaterę wroga. Białe spodnie w czarne moro, czarna kamizelka wojskowa, 2 kabury z pistoletami przy udach, na nogach buty wojskowe, a na twarzy maska do połowy twarzy o wzorze szczęki czaszki. W sumie parę razy tutaj był, załatwiając sprawy dla gangów okolicznych. Parę rzeczy tutaj też kiedyś wysadził, kiedy było trzeba. Ale z grubsza pamięta to miejsce po niezadowolonych pracodawcach.
- No... to teraz znaleźć drogę do domu. O ile mam jeszcze gdzie wracać, bo pewnie zielony już dał cynk policji - mówił do siebie - chociaż wyglądał w miarę na równego gościa, z którym można opróżnić nie jeden kufel - dalszy monolog. W sumie lubił gadać do siebie, bo w końcu to była rozmowa na poziomie i rozmówca się nie nudził - Ciekawe jak wyglądała ta laseczka, co nas obserwowała? Jakaś ponętna zabójczyni, a może po prostu bez potrzeby uciekłem, bo ktoś wyszedł sobie na dach zaczerpnąć powietrza... albo sobie skoczyć? Nie wiem - machnął ręką - może jakaś młoda dziewczyna z problemami, bo w końcu tak cisną w edukację i inne duperele albo zawody miłosne... ooo takimi to zająłbym się w pierwszej kolejności dając nieodpłatne korepetycje i pomoce... naukowe - zaśmiał się do własnych myśli. Jakby ktoś tutaj przechodził, pewnie uznałby go za jokersa albo wariata. W sumie te 2 rzeczy się pokrywały, więc jedno i drugie - Ja to mam jednak szczęście szkoda, że nie do pieniędzy - westchnął - ale nie łam się Black! Kto nie ma szczęścia w hazardzie ma w miłości! - ooo jakiż on naiwny...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Amusement Mile   Wto Cze 03, 2014 6:30 pm

Cass zatrzymała się na linii granicy między centrum miasta, a terenem Jokera, zatrzymując motor z poprzek jezdni, podparła się stopami. Rozglądają się uważnie czy nikt nie patrzy ściągnęła maskę. Wiedziała, że tych okolicach nie ma co się przyznawać do drużyny Batmana. Wsunęła ją do kieszeni kurtki i zamknęła zamek. Naciągnęła bandaże mocniej na dłonie i przepchnęła motor, ukrywając go gdzieś za śmietnikiem.
Dziewczyna bardzo dokładnie znała te tereny, ponieważ lubiła tu przychodzić. Pomimo scenerii jak z horroru i niebezpieczeństwa czychającego na każdym kroku, Cass właśnie lubiła tą ciszę. Dzięki niej potrafiła skupić się na własnych myślach, a nie było to łatwe gdy miała ich co i rusz natłok. Było to spowodowane głównie wybudzeniem przez jej przyjaciół empatii, która od dziecka była tłumiona, w końcu miała być wyszkolonym mordercą, a nie przyjaciółką od pogawędek.
Wspięła się standardowo na dach i zaczęła rozglądać po okolicy. Założyła kaptur na głowę, bo nieco powiewało i rozpędzając się skoczyła na kolejny obok. Dopiero tu dosłyszała jakieś głosy. Czyżby ktoś rozmawiał? Nie. Cały czas do jej uszu dochodził ten sam ton. Ktoś gadał do siebie. Uśmięchnęła się pod nosem, bo ktoś okazał się być większym wariatem niż ona. Przygryzła dolną wargę i w pół pochylona ruszyła w kierunku dobiegającego głosu, a gdy już była blisko, wyjrzała zza dachu, podpierając się kolanem o rynne.
Co zobaczyła? Jakiegoś faceta, który szedł, gestykulował i gadał do siebie. Co lepsze, pomimo tego, iż śledziła go od dobrych 15 minut, był na tyle zajęty monologiem, że wcale jej nie dostrzegł. Gdyby to był komiks, Cass siedziała by na każdym obrazku prawie nad głową Blackwatcha. Raz nawet zwisała do góry nogami, będąc zaczepiona stopami o tory jednej z powyginanych kolejek. Nie żeby mu się dziwiła, w końcu najwyraźniej się zgubił, a było tu przeraźliwie ciemno. Black Bat natomiast znała tu każdy fragment.
Nie chciała go atakować, przynajmniej nie teraz. Zresztą śmiesznie gadał. Nigdy nie poznała kogoś kto gadał jak najęty, byle co. Gdy w końcu się jej znudziło, wyszła mu na przeciw i zasiadła na drzwiczkach od Diabelskiego Młyna. Dan nadchodząc z na przeciwka mógł ją dostrzeć albo kolejny raz minąć
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Amusement Mile   Wto Cze 03, 2014 6:45 pm

- Heh kogo ja oszukuję, przecie one i tak lecą tylko na tych kasiastych, a bidny najemnik raczej sobie nie przygrucha od tak laseczki... - na chwilę urwał bo wydawało mu się, że coś słyszał. Stał się bardzo nieostrożny, przez swój monolog co często mu się zdarzało. Dlatego dowódca kiedyś powiedział, o tym iż byłby dobrym żołnierzem... jakby od czasu do czasu zamknął gębę. Chwilowo udawał, że niby nic się nie dzieje. Szedł lekko pochylony z bronią w ręku wyrównując oddech i nasłuchując. Po jakimś czasie w sumie zauważył postać siedzącą na drzwiczkach Diabelskiego Młyna. Nie byle jaką postać, bo dziewoję w miarę młodą, z figury zgrabną, tylko te bandaże i troszkę strój był dziwny w takim miejscu, ale chyba do dziwactw przywyknie dzisiaj. Chociaż... mógł to być podstęp, bo w końcu co taka dziewczyna o pięknych długich kruczoczarnych włosach robiła na takim wygwizdowie, gdzie nawet szczury boją się kręcić? Warto zapytać, bo w końcu to była okazja zagadać z kimś, a nie tylko z sobą. Gadanie z sobą jest złe, ale co zrobić jak nie ma się z kim? Gadać do karabinu Travor Tar 21? To byłoby jeszcze głupsze niż monolog, chociaż pewnie było go całkiem nieźle słychać. Blackwatch szedł ostrożnym wyrobionym wojskowym krokiem obserwując dokładnie otoczenie.
- No proszę, proszę co, a raczej kogo moje piękne oczy widzą! Równie piękną istotkę jak moje oczy ha! - powiedział to żartobliwym tonem - Maleńka, wiesz że tutaj jest niebezpiecznie zwłaszcza w nocy? Pełno zboczeńców, jokersów, gangsterów i innych tego typu typków z pod ciemnej gwiazdy? Znaczy wiesz, ja tutaj w tym grajdołku jestem jakby nie patrzeć tą jaśniejszą gwiazdą, bo któż inny niż jedyny w swoim rodzaju Blackwatch mógł tutaj zawitać nie lękając się konsekwencji? W skrócie ucinając wywodowi łeb, jak masz na imię? - zapytał, opuszczając karabin, jednak będąc w gotowości, żeby go użyć. W jego postawie widać sporo odruchów typowego żołnierza, ale jednak ma też pewną nutkę takiego własnego freestyle'u. W końcu on jest ponad przeciętnego żołnierza i woli inaczej rozwiązywać sprawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Amusement Mile   Wto Cze 03, 2014 7:22 pm

Ta biedny najemnik. Szczerze mówiąc z tego co wiedziała to wcale nie zarabiali, AŻ takiej małej kasy. Skąd wie? Cóż, podróżując po świecie dostała wiele różnych poropozycji, między innymi i taką. Na początku nawet nie wiedziała ile to kasy, dopiero ktoś bardziej znający przetłumaczył jej na Black Batowy język, a mianowicie powiedział ile gier na konsole mogła by sobie kupić. Zdziwiła się. Od zawsze wiedziała, że w Gotham jest ogromna bieda, a tu taka propozycja? Od tamtego momentu po części rozumiała złe występki zwykłych obywateli chociażby po to by móc zjeść kawałek chleba. Może to był kolejny powód dla którego wróciła do tego miasta. Przyjaciele i tęsknota za nimi szła swoją drogą, a chęć czynienia dobra i zapobiegania korupcji, która była bezpośrednią przyczyną podupadania niegdyś pięknego Gotham, szło kolejną drogą. Wszystkie te cele gdzieś tam się spotkały i wspólnie podjęły decyzję o powrocie.
- Blackwatch. - Powtórzyła po nim i kiwnęła głową potakująco. Nie ufała mu. Nie po tym co zrobił podczas spotkania z Green Lanternem. Troszkę żałowała, że go tak zostawiła, ale nie miała wyboru, musiała ścigać tego, który narobił najwięcej zamieszania. Blackwatch'a. Nie wiedziała kim dokładnie jest, ani czy jest bezpieczny dla otoczenia.. a nuż właśnie jechał obrabować bank, lub zabić kogoś z rady miasta... a on przyszedł tu. Czyżby pracował dla Jokera? Musiała zdobyć te informację zanim podejmie decyzje co z tym zamasakowanym mężczyzną.
- Może być. - Roześmiała się cicho gdy znowu usłyszała to zabawne słowo, a potem wyciągnęła coś na kształt batarangu, ale nie do końca będące batarangiem choć  ciężar i materiał z którego został zrobiony był identyczny, kształt natomiast troszeczkę inny. Rzuciła nim w panel sterujący. Blackwatch mógł usłyszeć skrzypienie i rzężenie maszyny. Zaraz potem kołowrotek z którego składał się Diabelski Młyn zaczął się obracać, bardzo ociężale i ospale. Cass natomiast nie ruszyła się z miejsca, cały czas siedząc na barierce. Pierwsza lepsza osoba chwyciła by jakiejkolwiek rurki by umocnić swoje stanowisko. Black Bat natomiast była mistrzem utrzymywania równowagi. Można to nazwać zwieńczeniem katorżniczej pracy jaką zgotował jej ojciec.
- Blackwatch to nie jest twoje imię. Czemu więc chcesz poznać moje. - Odparła, chcąc wytknąć mu niekonsekwencję. Cały czas uważnie wpatrywała się w zamaskowaną postać.
Trzeba również dodać, iż Cassie zupełnie nie rozumiała o co mu chodzi z tymi komplementami. Sama nie postrzegała siebie jako piękną i już dojrzałą kobietę. Te komentarze odebrała jako szyderdczość albo wręcz naśmiewanie się, ale już dawno nauczyła się je puszczać mimo uszu, a przynajmniej tego uczył ją ojciec. Przede wszystkim skupienie, a to co o Tobie mówią, jest mało ważne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Amusement Mile   Wto Cze 03, 2014 7:42 pm

- Heh może być? No cóż na oryginalne nie zajęty przydomek nie było mnie stać... sorry - wzruszył ramionami - a poza tym na wizytówkach mieści się dużo lepiej niż chociażby Kapitan Unicestwiacz, czy inny oblegany shit. Na tym grajdołku przestępczo-sprawiedliwym trzeba zachować markę  - dorzucił żartobliwym, a właściwie można by rzecz, że normalnym dla siebie tonem. Dziwne, że dziewczynę bawiło to co mówił, co lepsze w sumie musiała być nieźle wygimnastykowana, skoro nie traci równowagi. Znaczy Blackwatch też ćwiczył gimnastykę, więc równowaga to pikuś dla niego. Jakby chciał żyć uczciwie to może nawet by został jakimś sportowcem?
Dziewczyna rzuciła czymś w panel, po czym młyn się uruchomił. Zapewne zaczęły się zapalać też na nim światła i pękać żarówki, które były już na skraju wytrzymałości. No cóż, na moment Black miał odruch, żeby ją zastrzelić, ale że kawałek metalu poleciał gdzieś indziej to jednak zaniechał tego. Wolał pogadać, poflirtować, a potem ewentualnie jeśli nie będzie miał wyboru zostawić z wielkim bólem serca... kulkę w głowie.
- Widzę, żeś wygimnastykowana... no no, rzucać też umiesz, ale uważaj ostrymi przedmiotami można się zaciąć! No chyba, że umiesz przyrządzać sushi metodą japońskich mistrzów, to wtedy absolutnie niczym się nie zatniesz... - z wygimnastykowaniem pojawiła mu się wizja w głowie, która raczej na kanale dziennym by nie przeszła. Taka treść raczej po 24 na kanale prywatnym przystosowanym dla panów, chociaż czasami panie też znajdowały w tym frajdę.
- Dla rodziny Blackwatch, dla przyjaciół Black, dla klientów "Najemnik z niewyparzoną gębą", a dla Ciebie kwiatuszku kim mam być? - zapytał i się uśmiechnął pod maską - W końcu dama powinna przedstawić się pierwsza, jeśli wiesz co mam na myśli. Savoir vivre i takie tam bzdety, a to mogłoby popchnąć konwersację do przodu. Znaczy ja wiem, że wyglądam tutaj podejrzanie i takie tam, noszę broń, kamizelkę wojskową, czuć ode mnie prochem, trochę krwią - powąchał sobie rękę na której niedawno był zapach ryby z kontenera, w którym się ukrywał - no i może trochę restauracją rybną, ale poza tymi aspektami to ja nie gryzę. Możesz zejść, bo wchodzić mi się tam nie chce, a głupio się tak rozmawia na odległość większą niż 4 metry. Znaczy wiesz, ja tam bym wszedł ale po co się męczyć, skoro można stać na solidnym gruncie i w pewnym sensie zrzec się wyższej pozycji, aby rozmówca nabrał zaufania i otworzył się? - w sumie to byłoby dla niego komfortowe, bo nie musiałby celować wysoko, a Młyn się obracał. Dan raczej nie miał wobec niej złych intencji, konfrontacji na dzisiaj miał dosyć tak jak strat w amunicji - No chodź, chodź i tak dzisiaj jestem stratny w amunicji i tak, więc nie opłacałoby mi się strzelać - zaśmiał się i przykucnął sobie obserwując dziewczynę. Oparł się o karabin.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Amusement Mile   Wto Cze 03, 2014 8:14 pm

Roześmiała się pod nosem na słowa o Kapitanie Unicestwiaczu. Czy było to nawiązanie do Kapitana Gordona? A może do Ameryki. Dziewczyna nie czytała książek prawie wcale. Starała się, ale za długo to trwało, a ona nie miała cierpliwości. Była wściekła i pozazdrościła tym, którym przychodziło to z taką łatwością. To był powód dla którego Cassie pokochała komiksy. Mało trudnych słów, zwięzłość wypowiedzi i.... wspaniałe obrazki. Dlatego kupił ją tym tekstem o Kapitanie Unicestwiaczu. Mimo to cały czas zachowywała uwagę.
Przy 'grajdołku' znowu się roześmiała tym bardziej głośniej. Oparła się bokiem o rurkę, która była również łącznikiem budki z okręgiem. Olała zupełnie tekst o tym, iż mogła się zaciąć i o Japonii, bo szczerze mówiąc nigdy tam nie była, chociaż wiedziała gdzie jest i czym mniej więcej charakteryzuje się ich kultura. Ah ten internet, potrafi zdziałać cuda. Zresztą wiele gier, w które grała również stamtąd pochodziły. Na myśl o sushi natomiast poczuła głód. Ścisnęło ją w żołądku, więc wyciągnęła z kieszeni batona i zaczęła go powoli jeść. Chciała zaproponować temu tam na dole, bo akurat była na najwyższej półce, jednak stwierdziła, że nie chce się jej krzyczeć, zresztą... to był ostatni.
Zjeżdżając na dół baton był w pełni skonsumowany, a pusty papier schowała do kieszeni.
- Chyba sobie ze mnie kpisz. Może od razu podejdę i przycisnę sobie lufe do czoła, huh? - Używała słów, które nawet były dość charakterystyczne do komiksowego dialogu, ale nie zawsze było to słychać.
- Czyli zabijasz za kasę. Świętnie. - Mruknęła niepocieszona, ponieważ to oznaczało, iż będzie musiała go złapać i zawlec na komisariat. Z drugiej strony czego się spodziewała? Że ten zamaskowany jegomość pomylił zwykły dzień z Halloween?
Cass nie znała zasad savoir..coś tam, więc postanowiła ich nie podważać. Mimo to całe to świergolenie Blackwatcha było nawet zabawne. Dzięki temu sama nie musiała dużo mówić. Czasami jej brak komentarza spowodowany był niezrozumieniem słów oraz kontekstu jaki poruszał zamaskowany chłopak, mimo to swoje chęci i wątpliwości potrafiła przedstawić w jednym zdaniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Amusement Mile   Wto Cze 03, 2014 8:41 pm

- Ha, to by było szczytem głupoty. Znaczy mnie pewnie by się przyfarciło i pewnie bym to jakoś przeżył, ale próbować nie radzę. Głupio się na tym wychodzi, a poza tym... potem masz w głowie pustkę - przystawił sobie do głowy dłoń w geście pistoletu i dmuchnął w geście strzału lekko się odchylając w bok, a potem się roześmiał z własnego żartu. No cóż, trafił na dosyć sztywne, aczkolwiek zuchwałe i... zaradne dziewczę. Głupia nie była, bo zejść nie chciała.
- W sumie to nie do końca, bo nie ograniczam się tylko do tego. Prace domowe, sprzątanie, gotowanie, podkładanie ładunków, ale... - wzniósł palec - nie kradnę, ani nie ściągam czegoś tak głupiego jak haracz, nie rabuje banków, nie gwałcę jak to robią byle jakie wymoczki z ulicy. No wiesz takie gangsterzyny pokroju ludzi Jokera albo Two Face'a - spojrzał na panel, w którym tkwił przedmiot - wiesz, że zaraz się tutaj zlecą typki mieszkające tutaj? W końcu kółko wydaje sporo dźwięku? - rozejrzał się teatralnie, nie tracąc czujności - Ale wiesz skarbeczku, możemy zawsze skoczyć na jakiś lunch i pogadać troszkę dłużej, jeśli tylko zechcesz, a nóż znajdzie się coś w czym mogę pomóc? Znaczy wiesz, najbardziej to lubię wysadzać coś Jokersom albo inny tego typu i ogólnie psuć im szyki. Mmmm takie tam spaczenie zawodowe, jeśli wiesz co mam na myśli - wstał i wyciągnął z kieszeni ostatni kawałek suszonego mięska, który zarąbał gangsterom zanim wysadził połowę ich kryjówki - To co zejdziesz czy nie? - zapytał przeżuwając kawałek mięska - jak chcesz to się podzielę dobrą suszoną wołowinką - z mowy ciała widać było, że stoi w miarę luźno ale na tyle, żeby wykonywać niezbędne manewry obronne. Napięcie mięśni mogło też sugerować czujność. Po chwili wyciągnął z karabinu magazynek i pocisk, który był już w komorze. Włożył sobie amunicję do kieszonek kamizelki, a karabin odłożył gdzieś pod ścianę. Pistolety włożył sobie do plecaka. Taki tam znak, że w sumie jej nic nie zrobi. Ale noża w bucie to już nie schował, no bez żartów aż tak się nie rozbroi... albo był w cholerę zuchwały... albo miał jakiś plan. Albo był zwyczajnie głupi.
- A w sumie to co tutaj robisz o tej porze? A drugie pytanie - dziab kawałek mięska - Gdzie się tego uczyłaś? Nie powiesz mi, że w szkółce atletycznej
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Amusement Mile   Wto Cze 03, 2014 9:21 pm

Na początku pomyślała, że ją obraża, no bo co? Niby miała pustą głowę? Wcale nie, ciągle czuła kołatanie myśli o czaszkę. Może nie wszystko chwytała w mig, ale jak na swoje wykształcenia była w miare lotna. Dopiero po tym teatralnym zagraniu zorientowała się o co dokładnie chodzi. No tak. Rozwalona głowa = pusta głowa. Zaśmiała się, zbyt głośno ponieważ nie zdążyła tego powstrzymać.
- W takim razie dla kogo pracujesz? Przecież dobrzy ludzie nie zatrudniają najemników. - Odparła z prostotą konstrukcji cepa. Cass była dość prostą osobą, przynajmniej na pierwszy rzut oka, więc o dziwo ciężko było ją zagiąć na takich zawiłych rozważaniach. Nieraz ratowała się umiejętnością wyciągania meritum ze zbyt długiej wypowiedzi drugiej osoby. Ta cecha idealnie sprawdzała się w kontaktach z Blackwatchem. Co do jednego miał racje - hałas zaraz przyciągnie co poniektórych, a i tak zbyt długo pozwoliła sobie na tą przyjemność jaką niewątpliwie dla niej było wesołe miasteczko, które było spełnieniem jej utraconego dzieciństwa. Tak, tak. Cass potrafiła się zachwycić nawet czymś w tak fatalnym stanie jak to miejsce. Ona po prostu miała dar widzenia 'ponad'. Tak samo jak zobaczyła piękno w kwiatku od Angela Farco, który zgubiła na dachu.
O dziwo, zrobiło się jej lżej na sercu gdy przyznał jakimi pracami się parał, no i faktem szykowania planów Jokera i Two Face'a i innych miłych panów, którzy ewidentnie nie mieli co robić z własnym życiem. Oczywiście nie do końca mu wierzyła, bo przecież mógł kłamać. Będąc blisko ziemi, zeskoczyła na nią i zręcznymi ruchami, usuwając się z drogi metalowym przęsłom młyna, podeszła do panelu sterującego. Wyciągnęła a'la batarang i walnęła pięścią w metalową puszkę, cały czas stojąc bokiem do Blackwatch'a. Nie mogła sobie pozwolić na spuszczenie go choćby z kąta oka. Zresztą on po postawie, chociaż chciał pokazać, iż jest inaczej, również nie wydawał się być w pełni zrelaksowany. Po chwili maszyna się zatrzymała, a światła zgasły. Cassie była przyzwyczajona do ciemności, więc bez problemu, intuicyjnie przedostała się na zewnątrz.
Co ją przekonało do zejścia? Raczej to niepełne rozbrojenie. Oprychów wcale się nie bała, ponieważ w większości to słabeusze, więc mogła położyć nawet z 4 czy 5 na raz. Cass wiedziała jak boli rana po postrzale i nie chciała ponownie tego przeżywać.
- Jestem głodna. - Odparła podchodząc do mężczyzny, ale nie za blisko, niech mu będzie..4 metry. Ręce wsunęła do kieszeni kurtki, gdzie miała swoje zabawki. Zresztą również była uzbrojona. Zerknęła na wołowinę i się skrzywiła. Cass była do bólu szczera, więc odparła.
- To wygląda nieładnie.. i nieładnie pachniesz. - Dodała. Miała iść z nim na lunch kiedy ekhm, ewidentnie wymagał prysznica? Zresztą poszła by tylko po to by móc wycisnąć od niego więcej informacji, ewentualnie zawezwać policję. Sama już się gubiła... Czy Blackwatch był kimś podobnym do niej? Sama też różnie traktowała wrogów.. I wiecie co? Zdarzyło jej się zabić.
- A co to szkółka atletyczna? - Zapytała z rozbrajającą szczerością, która biła z jej ogromnych oczu, chyba teraz najbardziej widocznych w tej ciemnicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Amusement Mile   Wto Cze 03, 2014 9:43 pm

Rozbawił ją, no cóż to było coś. Pytanie tylko czy śmiała się z niego, czy może z żartu. Żart w skali suchości był na poziomie pustyni, ale no cóż Blackwatch lubił taki humor, jak i humor czarny. Żarty o czarnych, żydach, żarty z nutką rasizmu i niepoprawności politycznej to było to co uwielbiał.
- Och dla różnych ludzi i nie ludzi, zależy kto płaci. Nie wybrzydzam, chociaż najbardziej upodobałem sobie wkurwianie tych tak zwanych czarnych charakterów - powiedział bez skrępowania najmniejszego spojrzał na nią jak na naiwną osobę pełną ideałów. Nie raz i nie dwa ci "dobrzy" też mu płacili i nie raz i nie dwa nie koniecznie to były szczytne pobudki - oj nie wiesz zbyt dużo o życiu. Wiesz co Ci powiem? Dobrzy goście nie zawsze są tacy bez skazy. Uwierz, nawet największe ideały są opłacane krwią innych i nie zawsze możesz użyć tylko czystych sztuczek - W sumie to z Two facem i Jokerem walnął tak losowo, bo lepsza fraza mu nie przyszła akurat do głowy. Wyciągnęła z panelu coś co wyglądało jak batarang i uderzyła w panel sterowania. Maszyneria się zatrzymała. W sumie tego triku Dan używał czasem na starym telewizorze. Oczywiście bez wbijania w niego czegokolwiek. Nadal była czujna poprzez boczną pozycję i obserwację. Blackwatch powoli podszedł po karabin nie spuszczając jej z oczu. Założył go sobie na plecy o przypiął specjalną sprzączką do kamizelki. Dziewczyna podeszła na te 4 metry, a ręce wsunęła do kieszeni. Czyżby mogła tam mieć paralizator albo więcej zabawek? No cóż kiedyś się może przekonamy. Wołowinka jej chyba nie podpasowała, więc Dan po prostu dokończył ją na raz i przełknął.
- No to masz farta tym razem za ostatnie pieniądze ja stawiam - włożył ręce do kieszeni  - No cóż... powiedzmy, że miałem nieprzyjemny incydent i trzeba się było ukrywać... A mogłem zabrać im tą wodę kolońską i zrobić ruski prysznic... No cóż do mieszkania Cię raczej nie zaprowadzę, bo wiadomo jak to się skończy. Być może niebezpiecznie dla nas obojga, ale kto wie, kto wie... - zaśmiał się i zaczął iść. Zatrzymał się na moment jak usłyszał o tych szkółkach. Stracił na moment wiarę w ludzkość, ale no dobra... mogła się uczyć sama. Odwrócił się do niej przodem
- Dobra... a wiesz co  to normalna szkoła? Wiesz taka publiczna, do której chodzą dzieci, potem dzieci idą do gimnazjum, a potem do liceum, z liceum na studia itp. No więc to taka szkoła sportowa bardziej i tam uczą Cię różnych rzeczy związanych ze sportem. Lekkoatletyki, dbania o ciało i o jego prawidłowy rozwój etc. etc. No wiesz... - szuka porównania. Pstryknął palcami - O coś jak wojsko no, tylko bez strzelania, wysadzania i zabijania ludzi - dorzucił. W sumie zaczął się kierować na czuja w taki sposób, aby stąd wyjść. Nawet tym razem szczęście mu dopisało i Bat mogła dostrzec, że faktycznie zmierzają do wyjścia.
- To może zacznijmy od początku... - wyciągnął z kieszeni wizytówkę i podał jej. Obrazek wizytówki widnieje w podpisie. Na jej tyle napisane jest "Blackwatch - bohater lub antybohater do wynajęcia" wraz z numerem telefonu 000-321-000. Telefon pewnie i tak na kartę - Czasem mówią na mnie Dan, takie bliższe osoby, ale pewnie i tak o tym zapomnisz - w sumie co mu szkodziło. Danów jest od cholery i więcej w mieście i małe prawdopodobieństwo że na Blackwatcha trafi. Jedynie w rejestrach kryminalnych, że ktoś taki w masce był. Poza tym nie widnieje nigdzie w rejestrach, gdyż po prostu pochodził z ulicy i nie był rejestrowany w jakimkolwiek urzędzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Amusement Mile   Wto Cze 03, 2014 10:13 pm

Cass natomiast znała same suchary, dlatego przestała opowiadać żarty. Nie dość, że w trakcie z czymś się wysypała i paliła żart, albo śmiała się tak bardzo, że ciężko było cokolwiek zrozumieć. Tak, Cassie również miała chwile słabości i totalnej beztroski. Nieczęsto, ale miała.
Widząc jego spojrzenie jak na naiwną osobę, Cass zamknęła się w sobie. Nie ma co się oszukiwać, iż 'pełnia ideałów', nie była widoczna we wzroku Dana. Troszkę przykro, ale przełknie tą gorzką pigułkę prawdy.
- Może nie wiem, może wiem, nie Twoja sprawa. - Odparła bez złości, po prostu chciała się jakoś odgryźć. Zaraz jednak zganiła się w myślach za pokazywanie większych emocji. Zresztą nie chciała by mieszał jej w głowie i tak wiele osób cholernie się natrudziło by było w niej 'jak należy'. Prawda była prosta, zbił ją z pantałyku i potrzebowała chwili by sobie to wszystko na nowo poukładać.
- Przecież Cie nie pobiję. - Skomentowała jego tekst o mieszkaniu, którego zupełnie nie zrozumiała. No bo niby co mogło się tam stać? Co mogło być niebezpieczne.
- I nie kradnę. - Dodała cały czas się namyślając o co temu czarnemu łepkowi chodzi. Zerknęła na niego badawczo, a gdy zdała sobie sprawę, że mogło to zabrzmieć jakby go przekonywała do wizyty w mieszkaniu, zaraz dopowiedziała.
- Ale masz racje to nie jest dobry pomysł. - I znowu zaczęła się zastanawiać o co mogło mu chodzić. Cass nie była również asem w TAKICH sprawach..właściwie nigdy nie miała okazji. Szła obok niego, nie wyjmując rąk z kieszeni kurtki. Nawet kaptur spoczywał na plecach, a nie jak zwykle na głowie dziewczyny. Musiała cały czas panować nad sytuacją. Co prawda jej czarne włosy przed ramiona, troszkę utrudniały zadanie, ponieważ wiatr był dziś niespokojny, ale i w takich warunkach nauczyła się bronić.
- Ah. Ok. - Tak skwitowała obszerne wyjaśnienia Dana na temat szkoły atletycznej. Nie potrzebnie pytała, bo gdy tak tłumaczył to zdała sobie sprawę, że na spokojnie sama mogła się tego wszystkiego domyśleć. Wzięła wizytówkę, którą podał dziewczynie i trochę zbyt długo (tak z 15 sekund) czytała co tam jest napisane, a potem mu ją oddała. Nie wiedziała czy ma ją sobie zachować czy co... w ogóle to było dziwne, nie mógł sam tego powiedzieć? Ano tak, numer, nie każdy potrafi zapamiętać. Cass już pamiętała.
- Czemu mówisz, że zapomnę? - Znowu się zdziwiła.
- Mam na imię Cassandra, ale zaczniesz mówić na mnie Cass, bo pełne imię jest za długie. - Odparła nawet na niego nie patrząc. Ot, takie tam spostrzeżenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Amusement Mile   Wto Cze 03, 2014 10:30 pm

W myślach starał się zganić za to, w sumie dostrzegł, że dziewczynę mogło urazić to iż troszkę przesadził z tym, że nie zna życia. Nikt go nie zna na dobrą sprawę, ale to też nie powód, żeby kogoś też przytepiać. Westchnął głęboko i poklepał ją po głowie. Delikatnie, jak to zazwyczaj brat by poklepał młodszą siostrę, żeby podniosła głowę do góry.
- Będą z Ciebie ludzie nie martw się - nawet się spodziewał jakiejś reakcji obronnej w stylu ciosu albo chwytu, bo skoro łaziła po kolejkach i sama była w takiej dzielnicy to pewnie jakoś umie się bronić. Najemnik znał za to co nie co CQC i sztuk walki, chociaż CQC, czyli wojskowa sztuka walki z kilkoma przeciwnikami na raz i ich rozbrajania najbardziej mu przypadła do gustu - W sumie żadne z nas nie zna, życia bo po to się żyje nie?
Na wzmiankę o pobiciu parsknął śmiechem. Chwilę się uspokajał i zganiał w myślach, żeby znowu jej przykrości nie zrobić, ale potem nastąpił punkt kulminacyjny. Wybuchnął śmiechem. Okraść? Jego? Niby z czego? Otarł łzy.
- Sorry maleńka, po prostu nie masz mnie z czego okraść, a tanio skóry nie sprzedam. Gdybym miał zostać załatwiony przez dziewczynę w twoim wieku to już bym dawno gryzł glebę. Znaczy jeśli Ci to przeszkadza to niby mógłbym na moment Cię zaprosić, wcześniej by się kupiło jakieś przekąski, pożyczyło jakiś film... lub po prostu obejrzało się go w internecie - Blackwatch ewidentnie lubił ryzykować, zwłaszcza takimi propozycjami. W końcu mogła go w sumie zadźgać, zabić, cokolwiek zrobić - Oczywiście, jeśli masz plany to w porządku. - wiatr targał włosami dziewczyny, co w sumie mogło utrudniać lekko widoczność jej, ale Blackwatchowi raczej nie zależało na konfrontacji. Wolał sobie pogadać, tak samo jak w przypadku Kyle'a.
- Wizytówkę możesz sobie zatrzymać. Mam takich sporo - miał jeszcze z 4 takie w domu, więc nie tak sporo, ale zwyczaj nakazuje zatrzymanie wizytówki. Oddał jej ją.
- Ludzie mają słabą pamięć zazwyczaj, ale jeśli sądzisz że to wystarczy to uwierzę na słowo - powiedział. W sumie nie wykluczał takiej możliwości. Dan tylko zgrywał kretyna, ale wbrew temu pozorowi kryło się w środku coś innego. No i też zyskał dane na temat imienia dziewczyny. Cassandra, skracane do Cass. Całkiem ładne imię.
- Całkiem ładnie imię. Takie... - szuka słowa - dostojne. Hmmm.... chce Ci się lecieć dalej, czy po prostu otworzymy sobie jedną budkę licząc na szczęście, że trochę dobrych rzeczy znajdziemy? - zapytał zerkając w stronę miasteczka. W sumie to było bliżej, ale jeśli będzie chciała to się nadłoży drogi
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Amusement Mile   Wto Cze 03, 2014 11:06 pm

Teraz zaczęła się wkurzać, że zaczął ją traktować protekcjonalnie. Poklepywanie po głowie odebrała nijak. Ni pozytywnie ni negatywnie. Zerknęła tylko na Dana badawczo, marszcząc przy tym brwi. Tak, gdyby chciała mogła by mu zadać kilkanaście ciosów. Właściwie Bat już to widziała oczami wyobraźni. Lubiła czasami w ten sposób analizować sytuacje, by uzyskać spokój wewnętrzny, iż ucieczka i ratunek jest zawsze możliwy. Wiedziała, że nie ma do czynienia z byle jakim laikiem.
- Nie mów tak. Nie znasz mnie. Może wcale nie chce, by były ze mnie 'ludzie' - Uniosła dwa palce robiąc tym samym coś na miarę cudzysłowia. Cass mogła sprawiać wrażenie osoby dobrej i naiwnej, ale jak każdy z nas, miała swoje demony. Jej akurat były wywołane przez ataki złości, które miewała podczas walki. Wpadała w szał niczym berserk, a miała chęć na tylko jedno.
- Skoro nie mam czego ukraść to co dokładnie miałeś na myśli? - Zapytała i posłała mu delikatny i zachęcający uśmiech. Film? Lubiła oglądać filmy nawet bardzo! Zanim jednak zdecyduję się na jakiś krok, wolała by wysłuchać wyjaśnień. Schowała wizytówkę do kieszeni. Nie wiedziała również co znaczy 'dostojnie', więc skwitowała to ponownym uśmiechem. Na samą myśl otwarcia budki w spojrzeniu Cass pojawił się zawadiacki błysk. Miasteczko od dawien dawna było opuszczone, więc to nie był włam zresztą...
- Jeżeli lubisz watę cukrową, to zapraszam... - Zaśmiała się cicho i zatrzymała. Tak jak już zostało wspomniane wcześnie, Cass bardzo dobrze znała te tereny i bardzo lubiła tu przesiadywać. Spojrzała na Dana wyczekująco.
- A Twoje imię to też skrót? Brzmi jakby czegoś mu brakowało.. - Dodała po chwilowym zastanowieniu. Cass uwielbiała powracać do tematów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Amusement Mile   Wto Cze 03, 2014 11:33 pm

Och mamy tutaj panienkę, która nie lubi jak traktuje się ją w sposób pokazujący, że może być słabsza? Heh, dosyć typowe bo w końcu żadna z kobiet nie lubi kiedy daje się im wrażenie płci słabej, więc i tak pewnie było w tym wypadku. Cudzysłów, dosyć typowy zabieg podkreślający słowo w taki sposób aby określić je mianem drwiny.
- Nie znam Cię to fakt. Ty nie znasz mnie to też fakt, ale zawsze masz wybór. Ponoć tym co wychodzą na ludzi żyje się lepiej... ja tam osobiście w to nie wierzę i mam własną definicję człowieka. Człowieka silnego i odpornego na krzywdy jakie wyrządza społeczeństwo. A uwierz, troszkę przeżyłem z rąk ludzi, którzy chcieli to społeczeństwo "ulepszyć". Placówki rządowe zgarniają biedne dzieciaki z ulicy, eksperymentują na nich, sprawiają im niewypowiedziany ból i tylko najsilniejsi przeżyją - opowiadał to w taki sposób jakby to była zasłyszana historyjka - prawie jak w przyrodzie - dla odmiany w walce Dan był spokojny niczym mnich podczas medytacji. Analizował każdy ruch przeciwnika oraz dobierał strategie do tych walk. W końcu przeciwnika nie pokonuje się brutalną siłą, a intelektem.
- Wiesz... - zastanawiał się jak to ubrać w słowa, bo przecież nie powie prosto z mostu że mogą razem skończyć w łóżku jakimś cudem. Chociaż ta wizja nawet mu się podobała, bo tragicznego wyglądu dziewczyna nie miała, a nawet troszkę ponad przeciętną - Trudno to określić, ale jest możliwość, że pewnie byśmy skończyli w jednym łóżku w wiadomo jakiej sytuacji jeśli mam być szczery. Nie, nie w celu drzemki - dodał szybko naprowadzając mniej więcej o co może chodzić - Po prostu mam na uwadze twoje sumienie i to, że mogłabyś aktu pod wpływem emocji czy czegoś tam żałować. Znaczy wiesz, jeśli byś tego chciała to ja nie mam nic przeciwko - szykował się na oberwanie za ten komentarz - ale to nie oto tutaj chodzi tak naprawdę. Raczej chodzi tutaj o jakieś spędzenie czasu z kimś, bo w końcu ile można gadać do siebie samego, albo do broni, którą się poleruje. Wiesz samotność i takie tam, także tego z mojej strony nie musisz się niczego obawiać - powiedział szczerze, bo to nie jest typ człowieka, który rzuca się na kobietę jak na mięso. W sumie to nawet widać po nim troszkę w tej sytuacji. Sposób mówienia, spokojny, bez przekłamania w głosie.
- Od waty można zacząć, a potem jest wybór. Iść do baru i zapłacić za 2 kotlety, albo pójść do mnie na chińszczyznę, której mam jeszcze połowę garnka i jestem skory się podzielić. Wiesz taką całkiem niezłą, ze świeżego kurczaka - dorzucił. W sumie Dan tragicznie nie gotował, bo żył sam no i czasem w wojsku musiał gotować. Dan rozejrzał się. W sumie przy wyjściu stała taka budka, jak to w wesołych miasteczkach stoją. Okienko było zabite dechami, więc w środku nic nie było widać. Podszedł do niej, zamek wyglądał na cały, lecz po jednej kuli ten stan się zmienił. Po solidnym kopnięciu drzwi opadły. Miał na tyle szczęścia, że w środku nadal była sprawna maszyna i jedna paczka cukru. Pogmerał przy bezpiecznikach chwilę i maszyna zaczęła działać. Wiele razy widział w różnych parkach rozrywki jak ta maszynka działa. Nic trudnego, umieszcza się cukier w odpowiednim pojemniku, odpalasz maszynę i nawijasz na patyczek. Tak też postąpił. Kiedy Dan wykonywał watę przypomniał sobie o tamtym pytaniu.
- Jedna z możliwości pełnego imienia to Daniel, ale na mnie zawsze mówili Dan jak byłem mały, więc być może to skrót właśnie od tego, albo całe imię bo taka wariacja też jest - Nadal uważał na dziewczynę. Była za plecami, więc miała okazję do ataku z zaskoczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Amusement Mile   Sro Cze 04, 2014 9:47 am

Tu nie chodzi o to, że ktoś jest słabszy, ponieważ Cass na spokojnie potrafiła wyliczyć czy ma szanse zmierzyć się i przede wszystkim wygrać z danym przeciwnikiem. Dziewczyna po prostu nie lubiła momentów gdy traktowano ją z góry ze względu chociażby na wiek czy na wygląd. Sama starała się również tego nie robić, ale czasami ... czasami było ciężko. Nie do końca rozumiała konflikt między kobietami i mężczyznami, bo sama na codzień obracała się w towarzystwie kobiet silnych i bardzo zaradnych. Szczerze? Nawet od czasu do czasu lubiła poudawać tą słabą, bo zauważała, że wtedy mężczyźni bardziej się starają i czują się bardziej ...męsko? Na początku nie było łatwo dostosować się do tej roli, ale widząc radość i przyjemny uśmiech na twarzy mężczyzny, który w czymś jej pomógł stwierdziła, że to nawet fajne.
Jak oceniała Dana? Hm, cieżko powiedzieć, poniewaz pół twarzy miał zasłonięte chustką czy czymś w rodzaju szkieletowej bandamy. Była ciekawa co jest pod maską, ponieważ zielone oczy Dana zapowiadały całkiem interesującą twarz. Nieładną, nie przystojną, ale przyciągającą wzrok.
Gdy zaczął opowiadać o biednych dzieciach, które zostały ściągane z ulicy tylko po to by móc na nich eksperymentować i prawdopodobnie sprawić by stali się super żołnierzami, to aż poczuła ścisk w żołądku. To nie musieli być wcale obcy ludzie, ponieważ taki los zgotował jej rodzony ojciec. Źrenice Cass uległy zmniejszeniu i znowu poczuła złość. Złapała za bandaż na dłoni i zaczeła go nerwowo miętosić w palcach. Poprawiała, zawijała, nawet na to nie patrząc.
Powiedział, że 'przeżył to' więc jednoznacznie zasugerował, iż równiez jest tworem takiej organizacji.
- Ściągneli Cie z ulicy? - Zapytała, może mało taktowanie, ale w tej kwestii jeszcze nie zdążyła się wyszkolić, tak samo jako savoir vivre. Zresztą Dan nie był lepszy.
Myślała, że go strzeli w z piąchy w nos gdy tak bezpośrednio mówił o sprawach łóżkowych. Wytrzeszczyła na niego wzrok robiąc urażoną minę, dając mu do zrozumienia, że nie ma mowy, że co on w ogóle sobie mysli. I to nie tak, że był mało atrakcyjny, no bo facet był o wiele wyższy, włosy miał fajne, postura też niczego sobie, ale yyyy... Cass nigdy nic.. no. Po prostu nie miała doświadczenia w TAK intymnych relacjach, a jedyne zbliżenie na które kiedykolwiek sobie pozwoliła to proste przytulenie. Fakt był to bardzo przyjemny proces, bo i ciało człowieka przestało być dla niej takie obce i rytm serca się zmieniał, ale na samą myśl o .. tym akcie, miała bardzo mieszane uczucia. Zreszta nie czuła się pewnie w czymś o czym nie miała pojęcia.
Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej wskazując na postawe zamkniętą i stwierdziła, że nie będzie komentować tego co powiedział Dan.
- Film okay. - Odparła prawie przez zaciśnięte zęby. Tak jej nagadał, że nawet nie rozesmiała się na myśl o rozmawianiu do broniu, po prostu kolejnej cześci zdania nie usłyszała.
Ruszyła za nim gdy podszedł do budki. Nawet nie mrugneła okiem gdy odstrzelił zamek, tylko rece ponownie powędrowały do kieszeni skórzanej kurtki, którą tak uwielbiała. Uśmięchnęła się pod nosem gdy wział z kopa drzwi... nie ma jak to wejście z rozmachem. Z zaciekawieniem natomiast przyglądała się co robi bezpiecznikami. Cass bardzo szybko się uczyła, więc będzie wiedziała co zrobić gdy los postawi ją w takiej samej sytuacji.
- Okay, zobaczymy, narazie chce wate. - Powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu, bo już czuła zapach waty, który tak uwielbiała, eh tyle rzeczy musiała jeszcze nadrobić..
Nie zamierzała go atakować, więc przysiadła obok Dana na blacie.
- Wole Daniel, niż Dan. Nie widziałeś swojej metryki? - Nie zrozumiała czemu nie wiedział jak dokładnie ma na imię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Amusement Mile   Sro Cze 04, 2014 2:18 pm

- W sumie to tak, ściągnęli mnie z ulicy. Potem coś mi podali, pobolało, a potem się obudziłem w klatce. Jak zwierzę - zaśmiał się. O pięknej niewieście o krągłych kształtach nie wspomniał, bo przecież po co ma opowiadać o nieznaczącym śnie? Znaczy tak kilka lat temu zastanawiał się nad tym i wyszło na to, że śniła mu się sama Fortuna, ale to co mówiła to inna sprawa. Nie pamiętał nic a nic. Dostrzegł ten nerwowy tik, jakim było miętoszenie bandaża. Może poruszył strunę, która go naprowadziła na właściwy kierunek? Czyżby dziewczyna też miała jakieś przejścia? A może po prostu sama krzywda ją wprawiała w złość? No cóż, dowiemy się potem.
No i trafił na grząski grunt. Raczej nie powinien o tym mówić, ale jak to Blackwatchowi, po prostu się wyrwało jak wszelakie niepoprawności polityczne i inne rzeczy o których się nie mówi. Savoir vivre znał tylko z teorii, bo mógł być chamski i prostacki, ale czasem najemnik mógł okazać się dżentelmenem lub mieć w sobie coś z dżentelmena... albo na sobie, chociażby garnitur.  Dla niego nie istnieje coś takiego jak temat tabu. Wszystko jakoś określi i skomentuje, oraz porozmawia o tym. Cass, jednak troszkę była przez to speszona jako kobieta i widać było to urażenie. No cóż, naturalna reakcja, a potem pozycja zamknięta na focha.
- Sorry jeśli Cie uraziłem, ale jak zauważyłaś mówię to co myślę i raczej ciężko to zmienić - odpowiedział. Przeprosiny u Blackwatcha... to jest coś nowego. Co lepsze przeprosiny wobec czegoś, z czego normalnie się śmiał. Tak, oto działanie płci przeciwnej na najemnika.
Ukręcił już jedną watę i podał siedzącej na blacie Cass.
- Proszę, jedna wata dla uroczej panienki, na koszt firmy bez odpowiedzialności Blackwatch and company - podał z uśmiechając się. To można raczej było wyczytać z brwi niż z samej twarzy, bo w końcu miał maskę. Dał jej taki wielki kawał waty cukrowej. Wrócił do maszyny i zaczął kręcić dla siebie. Może mógłby się nawet w takim miasteczku zatrudnić bo nie było to trudne. Gdyby oczywiście chciał zejść z najemniczej ścieżki, na co się nie zapowiadało. Obracając patyk w maszynie patrzył na dziewczynę.
- A jakie filmy lubisz? Horror, thriller, romanse, czy jakiś inny gatunek? - zapytał kończąc kręcić patykiem i wyciągając średniej wielkości watę. Lekko zsunął maskę i zaczął ją jeść. Pod maską można było dostrzec parudniowy zarost oraz lekko haczykowaty nos. Wąsów nie miał, bo golił je bez litości, ale jakiś tam lekki zarost był, w końcu parę dni chodził sobie od tak po mieście bez potrzeby wyjścia na randkę czy coś. Teraz żałował, że rano się nie golił. Ano i odkryło to jego bliznę na policzku. Takie 4 ślady po pazurach po ninja wariacie, który go kiedyś zaatakował. No i jeszcze taka rzecz jak usta, które były normalnego koloru, bo przecież facet się nie maluje, no chyba że to pedał. Podbródek do jakiś mega pięknych nie należał, zwykły przeciętny nie wyróżniający się.
Dziabnął kawałek waty i mówił dalej - Wiesz nie widziałem swojej metryki, bo tych z biednych warstw się nie rejestruje. Jest ich na tyle dużo, że nie ma to sensu a i tak nie będzie to potrzebne, bo przecież podatków z nich nie ściągniesz. Zazwyczaj kończą takie osoby albo zagłodzone na ulicy, albo stają się ofiarami handlarzy organów, albo jak w moim przypadku eksperymentu wojskowego... - ugryzł kolejny kawałek - tylko tutaj ja miałem szczęście bo udało mi się uciec, a potem jakoś się zaciągnąłem do woja i mnie szkolili. Wiesz często potrzebują mięsa armatniego, które idzie w pierwszej linii, więc przyjęli mnie bez niczego - powiedział naciskając wyłącznik maszyny, bo po co marnować energię i cukier?
- Dlatego po prostu zostało Dan, bo jakoś nikt pełnego imienia nie wymawiał. Jak chcesz możesz mnie nazywać Daniel. Mnie to nie przeszkadza Cass - powiedział opierając się o blat. Zastanawiał się jakie wydatki pójdą na same przekąski. Na pewno jakieś piwo bo się kończy, a zakupy trzeba zrobić, na pewno jakieś słodycze więc z tych 50$ może zostać z 30. No i trzeba będzie zakupy zrobić potem, więc będzie -20$. Super. Kupi sobie za to - chleb i - masło. Zaśmiał się do własnych myśli co mogło się wydać dziwne.
- Swoją drogą powinnaś się częściej uśmiechać, bo z uśmiechem Ci do twarzy. Znaczy, ponoć uśmiech to najlepszy makijaż dla kobiety i takie tam niskobudżetowe tekściki na podryw, ale urody faktycznie to dodaje - zaczął swój wywód co jakiś czas jedząc watę. W sumie lubił takie słodycze, chociaż jak pomyślał, że ten cukier mógł tu leżeć długo to troszkę go odepchnęło. No ale cóż, nadal dobrze smakuje więc się nie otruje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Amusement Mile   Sro Cze 04, 2014 4:59 pm

Cass nie rozumiała z czego Daniel się śmieje, przecież to co opowiadał było wręcz.. masakryczne. Pare lat wcześniej by tak nie uważała, ale pewni dobrzy ludzie wytłumaczyli dziewczynie, że nie tak powinno wyglądać jej dzieciństwo, że rodzice tulą swoje dzieci, a nie karzą, za zbyt długie wykonywania zadania. Jedni dostawali klocki lego, a ona? Kolejną broń, którą zamkniętymi oczami musiała jak najszybciej uzbroić. Gdyby przymknęła oczy i skupiła się na tamtej chwili, na pewni by usłyszała tykanie stopera.
- To straszne. - Skrzywiła się i szczerze chciała go pocieszyć, ale ten śmiech zbił ją z pantałyku oraz na myśl przywiódł o Jokerze, ponieważ reakcja była nieadekwatna do charakteru historii jaką jej opowiedział. Krótkiej historii, ale dziewczynie wystarczyło by stworzyć sobie mały rys psychologiczny. Czyżby Daniel w tym swoim rozgadaniu był mimo wszystko do Cass podobny? Hm.
Zdziwiła się również gdy przeprosił i nastała krępująca cisza. Daniel zajął się watą, a jej było głupio, że tak zareagowała... przecież nie chciał być dla niej niemiły, po prostu napomknął o jakiś opcjach. Siedząc na blacie cały czas analizowała sytuację, a gdy Dan podał watę, puściła się blatu i wyciągnęła rączkę. Złapała za patyk i trzymając watę przed sobą, która była większa niż głowa dziewczyny i zasłaniała jej cały horyzont, zaczyła powoli skubać. Parsknęła śmiechem, gdy ponownie zażartował, więc po zabitej dechami budce mógł usłyszeć ten sam ton, który przykuł uwagę mężczyzn, gdy siedziała na dachu.
- Wiesz, lubie jak jesteś szczery. - Powiedziała mając nadzieje, że te słowa sprawią, by było między nimi ok. No cóż, póki co tylko na tyle było ją stać.
- Lubie fantastyke i thrillery. Romanse mnie nudzą, zresztą nigdy ich nie czaje. Horrory mnie przerażają... - Pokusiła się o dłuższą wypowiedź cały czas skubiąc watę, której raz po raz ubywało. Po upływie dosłownie pół minuty, nie miała już powołowy, a Daniel mógł spostrzec jej już bardziej pogodną twarz. Najwyraźniej wata cukrowa poprawiała humor. Po drugie z taką ilością smakołyku mogła dostrzec delikatny zarost oraz spiczasty nos, który wywołał u Cass uśmiech, zaraz potem zmarszczyła brwi, bo chyba dostrzegła bliznę.
Gdy oparł się o blat, zahaczyła palcem o chustę, ale nie odgięła jej całkowicie, tylko dosłownie na sekundę, by troszkę bardziej się przyjrzeć. Nie chciała również naruszać jego prywatności, ponieważ bardzo dobrze wiedziała jak ważne jest ukrywanie twarzy, w końcu sama to robiła. Może nie na co dzień tak jak teraz... ale podczas misji.
- Masz bliznę. To kolejny powód dlaczego się zasłaniasz? - Zmarszczyła brwi i znowu zajęła się watą. A gdy skończyła oblizała palce, zatrzymując się dłużej na kciuku. Gdy zaczął mówić o uśmiechu Cass znowu uciekła wzrokiem. Nie przywykła do takich tekstów.
- Podrywasz mnie? - Zapytała nie ukrywając swojego zdumienia, a potem parsknęła śmiechem, ponieważ odebrała to jako żart. Bardzo dobry żart.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Amusement Mile   Sro Cze 04, 2014 5:14 pm

Może coś w tym było, może Dan był troszkę podobny w pewnym aspekcie do Jokera. Jednak w tym aspekcie, że na zło świata raczej się znieczulił i nie ruszało go to, a po prostu bawiło. Najemnik nigdy nie miał łatwego życia. Biedny dzieciak wychowywany na ulicach Brooklynu, walczący każdego dnia o przetrwanie. Sam, samiuteńki, poza jego "kolegami", którzy przy pierwszej klęsce spieprzyli jak najgorsi tchórze. Tego im nie wybaczył i dokonał już na nich zemsty. Wyszli z tego bagna i byli bogaci, jednak jak najlepiej zemścić się na kimś kto się czegoś dorobił? Zniszczyć to czego się dorobił. Kilka ładunków załatwiło sprawę, a Dan miał czyste sumienie. W końcu zdrada to najgorsze co może zrobić "przyjaciel". Może mu coś z tego zostało i dlatego wysadzał magazyny z bronią pracodawców? Może było to jakieś poczucie sprawiedliwości? Kto wie... kto wie...
- Straszne, ale takie rzeczy dzieją się na porządku dziennym mimo że tego nie widzimy. Przywykłem do takiej rzeczywistości, bo stojąc w półmroku widzę najwięcej. No wiesz, nie jestem ani jakimś złoczyńcą, ani jakimś wielkim bohaterem. Stoję po środku i z tego miejsca widzę więcej niż każda ze stron - wytłumaczył swoim filozoficznym wywodem, dlaczego tak podchodzi do życia. Może byli do siebie podobni, ale czas to pokaże. Dan bardzo lubił rozmyślać o swojej pozycji i tym jaką rolę pełni we wszechświecie. Wszystko ma jakiś swój cel i wszystko dzieje się w określonej sekwencji. Skoro tak się dzieje to jaka jest jego rola? Ma zostać zbawcą świata? Doprowadzić go do ruiny? A może żyć jak zwykły człowiek?
Troszkę go zaskoczyło jak szybko dziewczyna zjada watę cukrową. Musiała bardzo lubić słodkie rzeczy, a potem spojrzała się na jego twarz i zmarszczyła brwi. Coś miał na twarzy? Pomacał się ręką po niej... a no tak blizny, przecież normalni ludzie tego nie mają. Jej ciekawość wzrosła do tego stopnia, że nawet ruszyła chustę, żeby zerknąć. Gdyby uważał to za jakąś prywatność to pewnie coś by odpowiedział, ale jego to nie ruszyło. Od tak zwykłe ruszenie kawałkiem materiału. Blizn się nie wstydził, a raczej traktował je jak coś co nadaje twarzy charakteru. Widywał już na ulicach chłopaczków o gładziutkiej skórze w obcisłych rurkach i koszulach, w krótkich włosach przystrzyżonych jak jakaś gwiazda popu. Jedyne co czuł do nich to niechęć i lekkie obrzydzenie. Nasuwało mu się wiele razy na taki widok słowo: pedał, albo łagodniej i poprawnie politycznie gej. W końcu nie raz i nie dwa widział takie pary męsko męskie obściskujące się w parku ubrane dokładnie tak samo. Ehhh co się stało z wojskiem i obowiązkiem poboru? Nad tym rozpaczał.
- Hmmm... w sumie to nie, po prostu mam swój styl. Wiesz każdy ma jakąś maskę, a takie coś mi przypadło akurat do gustu. Nie bawię się w jakiegoś Scarecrow'a albo innego tego typu wariata. Wolę taką maskę, ze względu że fajnie to wygląda no i można ją potem wykorzystać jako opaskę uciskową, albo chociażby do tego, żeby jednocześnie być rozpoznawalną personą. - zdjął przez głowę tą chustę, bo w końcu była zrobiona na zasadzie takiego worka materiałowego bez dna, a następnie schował ją do kieszeni kamizelki.
- Być może, a co dobrze mi idzie? - zapytał i się uśmiechnął, a potem ugryzł ostatni kawałek waty - chcesz jeszcze trochę? - wskazał patykiem na maszynę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Amusement Mile   Sro Cze 04, 2014 6:02 pm

Nie no Cass była by naiwna gdyby myślała, że takie rzeczy to tylko w głowie jej ojca. Chociaż bardziej okrutne wspomnienia był wtedy gdy rzecz działa sie z ręki rodzica, osoby najbardziej zaufanej i najbardziej bliskiej sercu.
- To niedobrze, że przywykłeś, a najlepiej widać z dachu. - Odłożyła patyk na blat, a gdy zdjął chustę przyjrzała się jego twarzy. Niestety nie potrafiła wywnioskować od czego mogą być, dlatego pochyliła się nad chłopakiem tak jakby co najmniej chciała go pocałować. Uświadomiwszy sobie, iż blizny są po pazurach ninja wyprostowała i zaśmiała. Rozpięła czarną bluzę, ale nie do końca, tyle tylko by ją poluzować i uwolniła swoje ramię, na którym była taka sama blizna. Kit z tym, że odsłoniła również blizne postrzałową na barku oraz jedną znikającą pod bluzką.
- Chyba mamy tych samych 'przyjaciół'. - Tym razem ona się roześmiała. Naciągnęła bluzę z powrotem na ramię i zapięła pod szyję.
I już miała mu opowiedzieć o swojej masce, i już sięgała do kieszeni kurtki by móc ją pokazać, kiedy przypomniała sobie, że jej nie wolno, że to ściśle tajne, dlatego pozostawiła dłoń we wnętrzu i zaczęła powoli majtać nogami. Posłała mu kolejny uśmiech gdy opowiadał o kamuflażu, a gdy ściągnął chustę .. zrobiło jej się głupio i znowu poczuła skrępowanie. Przyzwyczaiła się do poprzedniego wyglądu, więc teraz jedziemy z przyzwyczajaniem od nowa...
O dziwo było prościej niż wcześniej. Teraz widziała jego uśmiech, który dopełniał rozbawione spojrzenie Daniela. Jego przystojna twarz okalana zarostem oraz haczykowaty nos dodawał mu uroku.
- Szczerze mówiąc nie wiem, nikt mnie jeszcze nie podrywał.. ponieważ dopiero od niedawna zaczęłam... no wiesz, wychodzić na 'zewnątrz'. - Spuściła wzrok. Nie lubiła o tym gadać, więc ucięła temat i odparła.
- Nie, dzięki.. już mi wystarczy. - Zsunęła się z blatu dając mu do zrozumienia, że jest gotowa do opuszczenia budki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Amusement Mile   Sro Cze 04, 2014 6:26 pm

Słowo dach zadziałało jak klucz i przypomniał sobie, że w sumie jego obserwował ktoś wtedy na dachu. Chwilę później też przypomniał sobie tamten śmiech, który pasował tonem i dźwiękiem do Cass. Czyżby to był jej śmiech? Być może, ale głos był łudząco podobny. Postanowił jednak nie wyskakiwać przed szereg, ze swoimi spostrzeżeniami, bo może się to w niechciany sposób skończyć.
- Po co patrzeć z góry, skoro największe skazy widzisz, kiedy spojrzysz bezpośrednio z czyjejś perspektywy? Znaczy nie to, że coś ja też lubię skakać po dachach i te sprawy... prawie jak Batman - zaśmiał się i zrobił teatralny gest unosząc dłonie jakby latał, po czym się roześmiał - ale wolę stąpać twardo po ziemi. Wiesz na dachu masz po prostu mało osłon. Taki tam żołnierski punkt widzenia - przeciągnął się, aż chrupnęły mu kości. Kamizelka powoli zaczęła go uciskać, ale tak musiała być założona, aby być efektywną.
Cass zbliżyła się na bardzo bliską odległość, jak do pocałunku, ale raczej się do tego nie przymierzała. Inaczej zamknęłaby oczy i takie tam, żeby nadać nutkę romantyczności scenie. Mógł ją sobie obejrzeć z bliska. Twarzyczka całkiem urocza, ciało zgrabne i młode, ale potem pokazała swoją bliznę na ramieniu. Też jakieś pazury i jakaś rana postrzałowa, plus jakaś blizna która idzie pod bluzę no i ciało dalej było zgrabne, młode ale miało w pakiecie dodatkowo blizny co dodawało troszkę straszności oraz uroku Cass. Czyżby w przeszłości miała jakieś porachunki z mafią? W każdym razie takiej młodej dziewczynie nie powinno się czegoś takiego robić, co zdegustowało Blackwatcha i troszkę go lekko mówiąc zdenerwowało. Zacisnął rękę, a skóra z rękawiczek zaskrzypiała. Dopiero po chwili zorientował się, że ten gest po nim widać i doprowadził się momentalnie do porządku.
- O tak, tacy przyjaciele, że zrobiłbym im jeszcze jedną dziurę aby mózg się dotleniał właściwie. Znaczy tamten co mi to zrobił już zarobił kulkę - przypomniał sobie scenę, kiedy ninja chciał wykonać jakieś kopnięcie ale pechowo drewniana podłoga pękła i poleciało ono niżej niż powinno, przez co uderzył w kamizelkę Blackwatcha. Obrót spraw był szybki. Jeden przeciwnik, jeden pocisk z magnuma zakoszonego jakiemuś yakuzie.
Czyżby po zdjęciu maski dziewczyna poczuła się nieswojo? Aż tak źle bez niej wyglądał? No to Blackwatch nabawi się chyba kompleksów, ale jednak teraz ona patrzyła na niego inaczej. Na mimikę całej twarzy oraz to, że widać było zupełnie inne odczucia niż wtedy kiedy miał maskę. Może nawet lepsze odczucia, więc był jako tako do przodu na tym dealu.
- No to teraz wiesz jak wygląda mniej więcej podryw. Gdyby to miejsce nie było siedliskiem tej zarazy Jokera, to pewnie można by to uznać za randkę, albo taki lepszy podryw - dostrzegł, że dziewczyna spuściła wzrok, więc pewnie coś ją trapi. Odstawił patyczek i usiadł na blacie, który zaskrzypiał pod jego ciężarem. Chwilę popatrzył na nią, potem westchnął.
- Chcesz o tym pogadać? Wiesz mam wrażenie, że mógłbym Ci pomóc troszkę. No wiesz, przeszłość to nie jest coś czego się trzeba bać - potem wstał i podszedł do wyjścia opierając się o ramę drzwi - No chyba, że nie chcesz ale ze mną możesz o tym pogadać, wiesz wyżalić się, wypłakać i takie tam. Spokojnie maleńka nikomu i tak nie wygadam, z resztą 99% moich rozmówców nie wytrzymuje mojego gadania i się wyłącza - dorzucił żartobliwie. Warto spróbować, więc wyciągnął w jej stronę rękę. Pewnie ona zignoruje ten gest, albo nie będzie wiedziała o co chodzi, ale warto spróbować. Miał plan w każdym razie - Poza tym... drogą do pokonania słabości jest jej akceptacja, jak to mawiał jakiś tam mnich azjata czy coś. Jeny dobry towar mają, muszę sobie takie kadzidełka sprawić - zaczął myśleć na głos.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Amusement Mile   Sro Cze 04, 2014 9:48 pm

- Czyli mało wiesz o dachach. - Uśmiechnęła się wręcz zuchwale, o który mogła ją posądzić tylko osoba z bliskiego kręgu dziewczyny. Nie do końca się z nim zgadzała. Mało który ze złoczyńców chodził po dachach i uważała, że to ona miała przewagę. Zresztą na dachu mogła się łatwo schować, albo atakować w taki sposób by zmylić napastnika. Cass wystarczyło jedno spojrzenie by móc znaleźć odpowiednią pozycję do walki. Czasami nawet śmiała się pod nosem, gdy wróg dał się zrobić w bambuko. Zawsze o krok przed nimi.
Zmierzyła go gdy robił te teatralne ruchy i uniosła brwi z powagą. Przyzwyczaiła się do żartów przyjaciół, ale nie wiedziała, że można sobie tak kpić nie znając zupełnie człowieka, tym bardziej w stosunku do kogoś kto tak wiele zrobił dla tego miasta. Mina zaskoczenia przerodziła się w wyrzut.
- Batman tak wcale nie lata. - Mruknęła niezadowolona i znowu tego pożałowała. Stwierdziła, że czas nauczyć się panować nad emocjami, ponieważ zbyt łatwo ją urazić. Było to cholernie ciężkie, ponieważ tak wiele uczuć zostało zbyt nagle uwolnionych, więc tym bardziej miała z tym trudność. Przeczesała palcami swoje kruczoczarne włosy przygryzając przy tym, tak nieporadnie dolną wargę, sprawiając wrażenie osoby, która właśnie powiedziała za.dużo.
Słysząc skrzypienie rękawiczek spojrzała w dół, a gdy podniosła wzrok, był on wiele bystrzejszy, wręcz wołający o bycie bardziej ostrożnym. Cass od razu reagowała na takie niuanse i spięła się w sobie. Jedno spojrzenie na drzwi, potem na rurkę , która gdzieś leżała odłogiem,  a potem szybkie wsunięcie dłoni do kieszeni kurtki. Batarang był w pogotowiu, ale ten ostrzejszy, ten prawdziwy.
Odetchnęła dopiero gdy zaczął gadać o mężczyźnie, który najwyraźniej dał się i Cass i mu we znaki. Uśmiechnęła się pod nosem słysząc, że facet wącha kwiatki od spodu. Należało mu się. Może to nie było uczucie godne bohaterki, ale szczerze mówiąc sama miała ataki furii, które musiały być powstrzymywane przez Bat Team. Dzięki temu złoczyńca trafiał do więzienia, a nie na cmentarz.
- Mi chyba nie da się pomóc. - Posłała mu smutny uśmiech, który zaraz przemienił się w delikatny świadczący o akceptacji swojego losu.
Gdy wyciągnął do niej rękę znowu zmarszczyła brwi, zaraz jednak podała swoją. Znała ten gest, w końcu nieraz widziała pary kręcące się po centrum handlowym, także mniej więcej wiedziała jak wygląda okazywanie czułości czy przekazywanie ciepła i uczucia drugiej osobie. Cass natomiast miała blokadę. Wstydziła się tego, wręcz odrzucała tego typu ciągoty.
- Masz jakiś przyjaciół? - Zapytała ot tak zmieniając temat i ruszyła za nim w stronę wyjścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Amusement Mile   Sro Cze 04, 2014 10:05 pm

Istotnie mało wiedział o dachach. Wolał raczej kryć się w okopach, albo prowadzić starcia wewnątrz zamkniętych przestrzeni. O tak, zapach prochu, dym, odbijający się huk pocisków, to było to co lubił w swojej robocie. No i jeszcze ten wrzask przeciwnika kiedy granat lądował pod jego stopami, a potem bum. Teatralne ruchy były raczej w celu rozbawienia dziewczyny, ale odebrała to dosyć poważnie. W sumie może jest jakąś fanką mrocznego mściciela albo coś takiego.
- Hej wyluzuj, żartowałem tylko. Przecież wiem, że skacze po dachach i jeździ w wypasionym autku - rozgryzał ją coraz bardziej i coraz bardziej był pewien tego, że ona chyba też lubi skakać po dachach i to chyba ona faktycznie go wtedy obserwowała.
Coś łatwo się też godziła ze swoim losem, co Blackwatchowi raczej nie przypadało do gustu. Znaczy nigdy nie mógł być mięczakiem i walczył wszystkim co miał o przetrwanie, więc to było sprzeczne z jego poglądem na tą sprawę - Wiesz malutka... każdemu da się pomóc. Nie ma problemu nie do rozwiązania, tak jak w matematyce chociaż jej akurat nie lubiłem nigdy - powiedział wzruszając ramionami. To nie tak, że jej nie lubił bo był słaby w niej. On jej nie lubił bo był zbyt leniwy żeby liczyć.
Kiedy podała rękę ujął ją delikatnie i zaczął prowadzić do wyjścia z tego miejsca. Na moment się wrócił i odłączył bezpieczniki. Tak coby oszczędności stało się zadość.
- Przyjaciół? Raczej nie, bo zwykle uciekali kiedy dowiadywali się co robię. Wiesz strach o własny tyłek i takie tam - powiedział idąc - a ty masz jakiś? - zapytał i na moment się zatrzymał jeszcze raz zerkając na panoramę miasteczka, a potem na Cass. Wydawała się po ruchach lekko spięta - Hej rozluźnij się, przecież nie prowadzę Cię na egzekucję.  - nachylił się, aby oczy mieć na wysokości jej oczu. Uśmiechnął się do niej - to co zahaczamy o markecik i potem idziemy do mnie? W końcu nie można filmu oglądać o suchym pysku, jeśli chcesz to możemy sobie strzelić po browarku podczas filmu bo chyba jeszcze mam w lodówce ze 2, ale tak to trzeba dokupić troszkę takich słodszych rzeczy. To na co masz ochotę Cass?- w sumie to też była dobra okazja, żeby zrobić zakupy na kilka następnych dni, bo po co łazić 2 razy do sklepu? Ekonomicznie i oszczędnie... no i leniwie. Też wypadałoby dziś wziąć prysznic, żeby zapachem nie zabić towarzyszki, bo w końcu do zapachu ryby doszedł też zapach prochu, dymu po granacie oraz potu, ale jej zmysł węchu i jego zmysł chyba sie do tego przyzwyczaiły i ignorowały to - Możesz sobie też zostać na noc jak chcesz, rozłożę sobie kanapę, a ty kimniesz się na wyrku - dorzucił. Jako żołnierz miał dosyć lekki sen i spał jak zając. Najmniejszy szmer go budził momentalnie, a przed spaniem rozłoży się parę skrzypiących linek przy drzwiach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Black Bat

avatar

Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Amusement Mile   Sro Cze 04, 2014 10:46 pm

Gdy wspomniał o wypasionym autku, kąciki ust drgnęły w uśmiechu. Od razu sobie przypomniała pewną sytuacje. Chyba każdą z bat girl kusiło to auto. Pod nieobecność Batmana wybrała się na przejażdżkę po Gotham by postraszyć złoczyńców. Zrobiła sobie coś na zasadzie patrolu. Prędkość jaką rozwinęła unowocześnionym batmobilem była zbyt ogromna i niestety nie wyrobiła wchodząc w zakręt. Straty dla miasta: jeden hydrant + zamknięta budka z hot dogami. Strata dla Batmana: na szczęście tylko zdrapany lakier, ale i tak się przestraszyła. Za pomocą Alfreda zamazała uszkodzenie tak by nie było widoczne. Dosłownie cały dzień ślęczała w batcave, by zniwelować wszelkie ślady.
Cass pogodziła się ze swoim losem, ponieważ go zaakceptowała. Postanowiła wyciągnąć wnioski, nadrobić ogromną ilość informacji i po prostu iść dalej. Niestety niektóre rany nie tak łatwo się goiły, a blizny sprawiały ból przy każdym dotknięciu. Szkołę przetrwania natomiast dostała taką z najwyższej półki, dlatego tak ciężko było ją zagiąć. Zawsze czujna i zawsze nieufna, stąd to ogromne zaskoczenie, gdy tak łatwo przychodziło dziewczynie nawiązać kontakt z Danielem. Duża zasługa w jego charakterze. Chłopak nie wydawał się osobą, którą łatwo było urazić, wręcz przeciwnie. Był cholernie uparty i cały czas jakby starał się przekonać Cass, że diabeł nie jest taki zły jak go malują. Chciał ją rozśmieszyć kiedy była niemrawa, a na jej twarzy malował się smutek. Chciał ją nakarmić gdy była głodna i chciał jej dać coś czego nie miała, jakąś dozę normalności, która ewidentnie w tym momencie ukazywała się pod postacią chociażby pójścia do sklepu czy obejrzenia filmu. Niby nic, a jednak coś.
Nie znała się za bardzo na matematyce, więc nawet tego nie skomentowała.
- Mam paru przyjaciół, ale dawno się z nimi nie widziałam. Nawet nie wiem czy wiedzą, że wróciłam.. - Uśmiechnęła się i poczuła coś co chyba było tęsknotą. Gdy zatrzymał się by spojrzeć w oczy Cass, dziewczyna zadarła głowę, w końcu Daniel był od niej wyższy o dobre 15 cm. i wytrzymała jego spojrzenie. Może była trochę spięta fakt, ale nie pamiętała kiedy nie była, więc jak dla niej - normalny stan rzeczy.
Piwo? Lubiła piwo, pomimo tego, iż jeszcze nie była pełnoletnia, zdążyła się już parokrotnie upić. Śmiała się wtedy wniebogłosy, albo zamykała w sobie siedząc na parapecie opuszczonego budynku. To wszystko zależało od lokalizacji oraz towarzystwa.
- Skoro zapraszasz mnie do swojego domu tzn. że mi ufasz? - Zapytała patrząc mu prosto w oczy. Tym razem nie uciekała wzrokiem, ponieważ ciekawość pokonywała uczucie wstydu.

/zt/


Ostatnio zmieniony przez Black Bat dnia Czw Cze 05, 2014 9:30 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blackwatch

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 25/05/2014

PisanieTemat: Re: Amusement Mile   Sro Cze 04, 2014 10:56 pm

Dan  istotnie był cholernie uparty, a nawet można rzec bardziej niż stado mułów. Jak coś postanowił to robił to, tak samo jak postanowił kiedyś napsuć krwi swojemu pracodawcy, to mimo przewagi 40 gangsterów do 1 blackwatcha nadal to zrobił. Widział, też że Cass odczuwa coś na kształt wytchnienia, kiedy on zachowuje się wobec niej normalnie. Jak człowiek wobec człowieka. Niewiele miał, ale podzielić się mógł, bo w końcu jaki sens mieć coś jeśli nie można się tym dzielić albo pokazać tego?
- No widzisz, to masz szczęście. Jak to prawdziwi przyjaciele, to pewnie z Tobą pogadają mimo długiej nieobecności - powiedział i poklepał ją po ramieniu. W sumie nie był już taki spięty i gotowy do obrony, bo już raz takie coś przeszło to i drugi przejdzie.
Dan po piwie natomiast wpadał w stany głębokiej filozofii, ale takiej filozofii która podważała wszystkie prawa świata, chociaż była sensowna w miarę ta teoria.
- Wiem, że mi nic nie zrobisz to raz, dwa... powiedzmy, że tak ufam, a poza tym przecież widzę, że potrzebujesz się trochę rozchmurzyć. Nie można przecież całe życie iść jak na pogrzebie - powiedział jej to prosto w oczy. W sumie jej się nie bał, bo wiedział że na swoim terenie da radę się spokojnie wybronić. Niezależnie jak jest wyszkolona, czy umie latać czy cholera wie co, Dan da radę jej coś zrobić jeśli będzie stwarzać zagrożenie. Jednak on czuł, że nie będzie to potrzebne, bo w końcu byli na troszkę lepszych relacjach teraz. Westchnął i pokręcił głową, mając pod nosem uśmiech. Na chwilę spojrzał jej w oczy, a potem pogłaskał delikatnie po głowie, aby potem lekko poczochrać włosy w geście żartu, uważając żeby ich przypadkiem nie wyrwać. Uśmiechnął się i po prostu przeczesał ręką te włosy, aby wróciły do dawnego stanu. Może troszkę ją to rozluźni, a potem wstał i skierował się ku wyjściu - Bądź grzeczną dziewczynką, uśmiech na twarz i chodź - powiedział idąc w stronę najbliższego sklepu, aby zrobić zakupy. Na liście znalazł się popcorn, zgrzewka piwa, jakieś słodycze i to co chciała Cass, oczywiście całość w przedziale cenowym do 30$. Potem skierował się do swojego mieszkania i to oczywiście on dźwigał większość siatek.
Z/T
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://duelworld.forumpolish.com
Fokus

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 19/10/2014

PisanieTemat: Re: Amusement Mile   Pon Paź 20, 2014 9:00 pm

Takie piękne, przytulne, przemiłe miejsce! Wprost stworzone dla takich jak ona. Pojawiła się z nicości, stopniowo tworząc swoje ciało. Gdy proces dobiegł końca, znieruchomiała i na chwilę wyłożyła swoje cielsko w zacisznym miejscu. Czuła, jak kolejne partie jej mięśni rozluźniają się - to jest właśnie prawdziwy odpoczynek! Bez trosk, bez lęku o życie. Mogła sobie na to pozwolić.
Postawiła długie uszy na sztorc, leżąc jeszcze w tej pozycji przez kilkanaście sekund. Cisza. Naturalna cisza sprawiła, że Askarte straciła czujność, pozwalając odpłynąć myślami gdzieś daleko... również i na Axis, gdzie w snach codziennie zarzucała kotwicę.
Po chwili z ociągnięciem wstała, ziewając donośnie. Otrzepała swoje czarne futro i z błyskiem w oczach ruszyła powolnym krokiem w stronę dziwnych, zabawnie prezentujących się budynków. Zatrzymała się przy dziwnej budowli z wejściem przypominającym twarz klauna i z wielkim, na wpół oświetlonym napisem "fun house", starając się złapać jakiś dźwięk, poczuć zapach. Zobaczyć coś.
To zapewne królestwo przeróżnych stworzeń. Poruszała się miękkim chodem, więc podziemne drapieżniki-mutanty obejdą się smakiem.
Już wtedy zmysł powonienia ostrzegł upiorzycę, że nie są tu same. Cały czas trwając w spokoju, skierowała swoje uszy ku tyłowi. Coś jej mówiło, że to tam znajduje się KTOŚ JESZCZE. Przeszkolona przez życie w tym świecie wiedziała, że nawet rozumni są tu nieobliczalni, a ich poczynaniami kieruje głód. Askarte nie należała może do najtłustszych kawałków mięcha, ale na trofeum czy skórę nada się znakomicie! Ale kto powiedział, że komukolwiek się da?~
Odwróciła się gwałtownie i ze zdziwieniem stwierdziła, że nic takiego się nie stało. Nikt nie chował się w pobliskich krzakach, nikt nie napierał na nią z wielkim sztyletem w ręku. Żaden głupiec nie próbował wypatroszyć śmierci.
Fokus, opanuj się. Wrzuć na luz, to nie dzikie puszcze Axis. To Ziemia, jedynym twoim wrogiem może być człowiek. A ich bardzo łatwo zauważyć i wyczuć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Amusement Mile   

Powrót do góry Go down
 
Amusement Mile
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Justice League :: Stany Zjednoczone :: Gotham City-
Skocz do: