PBF osadzony w świecie komiksów DC.
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Gotham Mercy Hospital

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Lucifer Morningstar
Admin


Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 25

PisanieTemat: Gotham Mercy Hospital   Wto Lut 04, 2014 10:49 pm


Główny publiczny szpital miasta, umiejscowiony w dystrykcie Burnley.
Wnętrze i inne ujęcia:
1, 2, 3.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing



Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   Sob Lut 08, 2014 5:46 pm

Sytuacja w Bludhaven nie prezentowała się najpiękniej.
Choć nie, to stwierdzenie byłoby akurat prawdziwe w praktycznie każdych i dowolnych okolicznościach. W tym przypadku wypadałoby raczej rzec, że sprawy miały się o wiele gorzej, aniżeli zazwyczaj - a to już z kolei całkiem nieźle oddawało powagę sprawy... Przynajmniej tak na dobry początek - i od tego można by się dopiero posuwać dalej.
Nightwing nie był tak naprawdę pewien co właściwie stało się w "jego" mieście - jednakże efekty jednoznacznie podpowiadały mu, iż miał do czynienia z czymś przeprowadzanym na masową skalę. Modus operandi nie pasował mu tak do końca do nikogo z miejscowych przestępców, co wcale nie poprawiało mu nastroju. Z dwojga złego lepszy już znany diabeł od obcego, prawda? Wówczas miało się pojęcie jak to wszystko ugryźć, a teraz... No, teraz Grayson był w zasadzie w kropce.
Dosłownie z dnia na dzień coś dziwnego rozprzestrzeniło się po Bludhaven. Zielona substancja - miejscami w formie płynu lub mazi, innym razem zaś oparów - rozciągnęła się praktycznie na całym obszarze centrum i najwyraźniej nie planowała na tym poprzestać... Więc kto wie dokąd sięgała w tej chwili. Być może Dick by to sprawdził, gdyby tylko na tym kończyły się problemy... Ale przecież nie mogło być tak dobrze, czyż nie? To był akurat najdrobniejszy z kłopotów.
W tym samym czasie bowiem drastycznie wzrosła liczba popełnianych przestępstw. Nie chodziło tu nawet o kradzieże i podobne, nazwijmy to, stosunkowo logiczne akty nieprawości. Nie; przybyło głównie pobić i wszelkich innych przejawów czystej agresji. Po prostu nie sposób było ogarnąć je wszystkie - a już na pewno nie w pojedynkę. Policja? Sama wcale nie była pod tym względem lepsza... A to wciąż nie był koniec.
Prawdziwa zabawa rozpoczęła się w momencie, gdy na ulice wyległy liczne stworzenia, które z ludźmi w najlepszym wypadku miały wspólną aż ilość kończyn. Mniej więcej wtedy Nightwing doszedł do wniosku, że najprawdopodobniej przydałaby mu się mała pomoc. Konkretnie zaś miało to miejsce w chwili, kiedy jeden z takich potworków próbował go przebić przez całkiem solidną ścianę siłą własnych mięśni.
Błogosławione niech będą granaty błyskowe.
Podsumowując, ewakuowanie się z miasta i szukanie wsparcia w Gotham wydawało się być najlepszą z dostępnych opcji - dlatego też Grayson na wszelki wypadek pobrał próbkę zielonej mazi, a następnie opuścił Bludhaven. Pewnie, że mu się to nie podobało. Zdecydowanie wolałby nie zostawiać mieszkańców na pastwę... Cóż, tego, co ich zaatakowało... Ale jaki miał tak naprawdę wybór?
To właśnie doprowadziło go na szczyt jednego ze szpitali w Gotham City. Zdecydował się na najwyższy z przynależących do niego budynków - ten obdarzony charakterystycznym symbolem białego krzyża greckiego na błękitnym tle. Stąd miał bardzo dobry widok na całą okolicę; dokładnie to zaważyło oczywiście na wyborze.
Nie zwlekając ani chwili dłużej, Nightwing nastawił swój komunikator na częstotliwość, której powinni używać członkowie jego rodziny. O tej godzinie najlogiczniejszym rozwiązaniem było spotkanie na mieście - pozostali musieli być akurat w trakcie patrolowania. Neutralny grunt rzecz jasna też pomagał...
-Nightwing do każdego, kto mnie słyszy. Potrzebuję pomocy. Czekam na dachu Szpitala Miłosierdzia- to mówiąc, mężczyzna przysiadł na krawędzi, przesuwając spojrzeniem po znajdujących się poniżej budowlach. Oczekiwał na reakcję: czy to odpowiedź, czy też pojawienie się w zasięgu wzroku znajomej postaci... Jeżeli miał szczęście i ktoś był wystarczająco blisko obranego przez niego punktu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry


Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   Sob Lut 08, 2014 8:22 pm

Wciąż miał żal do nich wszystkich, bo czemu nie? Powody ku temu się znalazły, a on sam nie należał do osób, które prędko wybaczają. O ile w ogóle. Nie zamierzał odpuszczać, zmieniać swoich metod. Uważał je za skuteczne, bardziej niż zabawy pozostałych w kotka i myszkę - wersja Tom i Jerry. Im łagodniej tym lepiej. Czasem miał wrażenie, że być może zabicie przestępcy jest zbyt litościwe, że zamknięcie go w ciężkich warunkach z jemu podobnymi byłoby większą karą... Z drugiej strony, ten ktoś już nigdy więcej nie skrzywdzi drugiego człowieka. Poczuje zaś ból swoich poprzednich ofiar. Nikt nie mówił, że Jason musi się z kimś uporać szybko i bezboleśnie. Wszystko zależało od sytuacji i popełnionej zbrodni. Zdecydowanie. Dodatkowo taki sposób działań zapewniał mu stały dopływ gotówki, której nie zdobyłby w żaden inny sposób. A nie był dłużej Waynem. Nie polegał na jego majątku. Musiał działać na własną rękę. Tak, rodzina nigdy cię nie zawiedzie...
Od pewnego czasu obserwował niewielką szajkę handlarzy broni, powiedzmy, że stali się jego tymczasowym celem, z powodu braku lepszego zajęcia. Ostatnio w Gotham było dość spokojnie, co go nieco niepokoiło swoją drogą. Wszystko w swoim czasie, a nawet jeżeli złoczyńcy coś planują, on już zadba by długo nie podziałali.
Przez jakiś czas przyglądał się domniemanemu miejscu wymiany, będąc gotowym w każdej chwili do akcji. Na szczęście robota nie zajęła mu wiele czasu, dziś nie miał nastroju na babranie się. Szybko i gładko, tak jak powinno się to załatwiać. Oczywiście, oszczędził znaczną część, wzywając policję. Niektórzy byli... powiedzmy, bardziej niewinny. Z braku lepszego słowa, bo nic nie tłumaczyło ich współpracy. Mieli dobry dzień. ON miał dobry dzień.
Wracając nie omieszkał obrać trasy naokoło, by w międzyczasie przeprowadzić drobny patrol. Musiał uważać, by nie trafić na nikogo z Batrodzinki. Niespecjalnie zależało mu na rodzinnym spotkaniu, dlatego też ustawił radio w hełmie na odpowiedni kanał, by w razie czego wiedzieć, które partie Gotham unikać. Już miał powoli zbierać się do swojej kryjówki, gdy usłyszał znajomy głos. W dodatku taki, który nie powinien przebywać w tym mieście. Zmarszczył nieznacznie brwi, przysłuchując się komunikatowi. no proszę, proszę. Problemy w raju? Chyba większe niż mógłby się spodziewać skoro Dick prosił o pomoc kogokolwiek z Nietoperzy. Wrócił do motory i udał się w stronę szpitala. Mimo początkowych wątpliwości, postanowił jednak się z nim spotkać. Czemu? Sam nie wiedział. Może jakaś wewnętrzna potrzeba sprawiedliwości, mimo nie akceptacji z ich strony. W końcu musiało być źle. Nawet on to wiedział. Z drugiej strony mógł mieć własne powódki. Jakie? To już inna sprawa, z resztą sam nie był pewien. Coś go skierowało do szpitala, i tej wersji się trzymajmy.
Zatrzymał się kilka ulic wcześniej, by nie zdradzić zbyt wcześnie swojej obecności rykiem silnika. Nie o to chodziło. Jeżeli ktoś poza nim przybył na wezwanie Nightwing'a wycofa się. Nie miał zamiaru na spotkanie z większą ilością osób, poza tym, wtedy już nie będą go potrzebować. Powiedzmy, że uznał się za pewnego rodzaju "plan B".
Korzystając z pobliskich budynków dostał się na dach szpitala. Cóż, dokładniej mówiąc na dach budynku, tuż obok szpitala i korzystając z hełmu, przyjrzał się bliżej "sytuacji". Jedna postać. Upewnił się, czy nigdzie w pobliżu nikt w kilku saltach nie zbliża się do szpitala. Nie widząc jednak żadnego takiego zjawiska, westchnął cicho. Wygląda na to, że jednak on stanie się jego pomocą. Mimo mieszanych uczuć, za późno by się wycofać.
Wszedł na szpital od tyłu, tak by pozostać niezauważonym przez Dicka. Zbliżył się niespiesznie do jego postaci, skupiając wzrok na jego plecach. Zupełnie jakby chcąc umknąć, gdy ten tylko się poruszy.
Założył ręce na piersi, nieznacznie zadzierając głowę. Uśmiechał się, delikatnie, ale uśmiechał. Na szczęście Dick nie mógł tego dostrzec. Ten uśmiech nie byłby dobrze odebrany. Na pewno nie.
- Potrzebujesz pomocy, księżniczko, hm? - Odezwał się dość cicho, chociaż i tak w ciszy nocy zabrzmiało to wystarczająco donośnie. Chciał zobaczyć jego reakcję.
Tak bardzo chciał.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing



Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   Sob Lut 08, 2014 10:26 pm

Chwila spędzona na oczekiwaniu na przybycie któregokolwiek z członków rodziny nie pozwoliła co prawda Dickowi na pełne zregenerowanie sił - lecz z drugiej strony każda minuta odpoczynku miała teraz dla niego spore znaczenie. Mężczyzna umyślnie pozostawał w niemalże idealnym bezruchu - co zresztą wcale nie było dla niego stanem naturalnym, skoro już o tym mowa - uważnie obserwując okolicę, a przynajmniej ten jej fragment, na który wyglądała zaklepana przez niego strona dachu.
Bezczynne czekanie oznaczało czas na rozważania.
Myśli Nightwinga szybko i łatwo podryfowały ku sytuacji, którą zostawił za sobą w Bludhaven. Początkowo obwiniał za nią toksyny lub innego rodzaju szkodliwą substancję - na to właśnie wskazywałaby obecność mazi, która najwyraźniej pojawiła się na miejscu jako pierwsza... I być może mogłaby nawet wyjaśniać zachowanie mieszkańców... Ale nie to, co stało się później. Raczej. Z drugiej strony - być może doszło do mutacji i to w ten sposób powstały potwory, na które się natknął? Mógł w to uwierzyć. Jakby na to nie patrzeć, miewał już w swojej długiej karierze styczność z dziwniejszymi rzeczami.
Z całą pewnością Graysonowi byłoby o wiele łatwiej kombinować, gdyby nie przeszkadzały mu w tym wyrzuty sumienia - uparcie wypełniające jego umysł i zarazem zalegające uczuciem ciężkości w klatce piersiowej. Och, oczywiście racjonalnie rzecz biorąc wiedział, iż sam nic by tam nie zdziałał - i że podjął właściwą decyzję wyruszając po wsparcie. To było logiczne. Mimo to jednak... Miał wrażenie, że właśnie zawiódł - i to poważnie. Nic przyjemnego.
To nie żaden widok wyrwał go z rozmyślań. Nie był to nawet dźwięk czy jakikolwiek inny wytłumaczalny bodziec. Nie; nie potrzebował takich wskaźników, aby poznać, że ma towarzystwo. Batman dobrze go wyszkolił.
W dodatku nie trudno było zgadnąć kto dokładnie do niego dołączył. Zdecydowana większość rodziny raczej dałaby mu znać o swojej obecności - czy to jeszcze w drodze, przez komunikator, czy też już po przybyciu na miejsce. Kogoś spoza Bat-Family nawet nie brał pod uwagę; potrafił rozpoznać te umiejętności. Innymi słowy - był przygotowany... Choć jak najbardziej zaskoczony. Szczerze powiedziawszy spodziewał się kogoś innego. Och, właściwie każdego - tylko nie jego. Niespodzianka.
W związku z powyższym to rzecz jasna nie brzmienie znajomego głosu, lecz konkretny dobór słownictwa sprawił, że plecy Nightwinga odruchowo wyprostowały się nieco bardziej; pod stosunkowo cienkim materiałem jego stroju drgnięcie mięśni musiało być widoczne całkiem wyraźnie.
No tak. Czego on oczekiwał...
-Trochę ci brakuje do księcia z bajki, ale w tej sytuacji chyba nie mogę być zbyt wybredny- rzucił na pozór lekkim tonem, pod którym jednak kryło się coś więcej. Ostrożność. Może nawet pewne napięcie. Komuś obcemu trudno byłoby to wyłapać, ale osobie, która dobrze go znała? To już zupełnie inna sprawa.
Grayson płynnym ruchem podniósł się z miejsca i od razu się obrócił, aby stanąć przodem do swojego przyszywanego brata. Zmierzył go długim spojrzeniem - oceniając, rozważając... Zastanawiając się czy aby na pewno może mu z tym zaufać. Nikt nie mógłby mu zarzucić, że tego nie chciał - tylko że odpowiadał teraz nie tylko za samego siebie, swój los, ale i za mieszkańców "swojego" miasta. Tyle wystarczyło, aby pomyślał nie dwa, ale pięć razy przed podjęciem ostatecznej decyzji.
-Kłopoty w Bludhaven, większe niż zwykle. Sam sobie z nimi nie poradzę. Skoro tu jesteś - mogę liczyć na pomoc?- teraz jego głos zabrzmiał już poważnie i rzeczowo. To przemawiał Nightwing, a nie Dick - pewnie tak najprościej można byłoby określić tę zmianę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tim Drake
Mistrz Gry


Liczba postów : 63
Data dołączenia : 02/02/2014

PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   Nie Lut 09, 2014 10:32 am

Nocne patrole zdecydowanie były jedną z najbardziej lubianych przez Tima części „pracy”. A już chyba szczególnie wtedy, kiedy ogólnie pojęci złoczyńcy postanawiają sobie wziąć chwilowe wolne, a pora jest na tyle późna, że ulice Gotham prawie całkiem pustoszeją. Wtedy to też miasto pracowało swoim najspokojniejszym rytmem, śpiąc wraz ze swoimi mieszkańcami. Nie ważne którą drogą się poruszał, powietrzną, czy naziemną, mógł spokojnie przemierzać dzielnicę po dzielnicy nie martwiąc się, że zwróci czyjąś uwagę.
Tak też było i dzisiaj. Ulice Gotham były wyjątkowo ciche, nawet jeśli jeszcze nie całkiem wyludnione. Samochody oraz inne pojazdy pojawiały się na nich sporadycznie, pozostawiając betonowe drogi prawie całkiem puste, tym samym poprawiając Timowi jeszcze bardziej humor. Choć slalomy między autami nie są złe, wolne kilometry i raczej nieprzepisowa prędkość na liczniku to jest jednak coś co Red Robin mógł spokojnie dodać do rzeczy ulubionych.
Tim był właśnie w trakcie patrolowania ostatnich dwóch dzielnic, ale już teraz raczej nie spodziewał się niczego niezwykłego. Nawet nie liczył na jakiegoś drobnego rabusia, bo mieszkańcy albo dawno już powracali do domów, albo nawet sami bandyci już zrezygnowali ze swoich napadów. Timmy przez lata swojej pracy zdążył zauważyć, że i oni często śpią – a przynajmniej to wywnioskował ze spadków ich aktywności o różnych porach. Choć i tak odkąd Batrodzinka pilnuje miasta, zostało tego faktycznie niewiele…
Red Robin rozważał właśnie zrobienie jeszcze dodatkowej rundy po tak spokojnym mieście, kiedy dotarł do niego komunikat. I to… dość niespodziewany komunikat. Oraz zdecydowanie niepokojący.
Chłopak zmarszczył brwi. Sekundę później czerwono-czarny motor już zawracał w dość nieprzepisowy sposób by w następnej chwili skierować się w stronę Szpitala. Dick. Dick, nie ważne czy jako Nightwing, czy jako członek rodziny, zdecydowanie nie często prosił o pomoc. Słysząc więc tego typu wezwanie, nieprzyjemne uczucie ścisnęło go gdzieś w środku. I to by było na tyle jeśli chodzi o miły wieczorek przy świetle latarni, tylko on, motor i trasa. Niepokój zagnieździł się w nim na stałe i prawdopodobnie dopóki nie sprawdzi co dokładnie się dzieje, szybko się go nie pozbędzie.
Bo co mogło się stać? I dlaczego Nightwing był w Gotham?
Pozostawiając motor w jednej z mniejszych uliczek niedaleko szpitala, zdecydował się wybrać jedną z najszybszych tras prowadzących na dach budynku – powietrzną, oczywiście. Te okolicę znał na tyle dobrze, żeby nawet nie zastanawiać się zbytnio którędy będzie mu najwygodniej dostać na górę.
I kiedy stanął na dachu szpitala… zamarł. W pierwszej chwili nawet przez myśl mu przeszło, że to może być właśnie powód wezwania tu innych członków Batrodziny. W końcu, widok Jasona, ich kochanego braciszka, był rzeczą dość, no cóż, niezwykłą. I jeśli Tima zapytać o zdanie, raczej niepokojącą. Nic dziwnego z resztą – siedemnastolatek przy spotkaniach ze swoim starszym, przyszywanym bratem zwykle nie mógł cieszyć się spokojną rozmową przy herbatce. Zwykle. Kolejny batarang w klatce piersiowej był o wiele bardziej prawdopodobną wersją wydarzeń.
Kiedy pierwsze zaskoczenie minęło i nastolatek przywołał tę mniej emocjonalne a bardziej racjonalne części myślenia doszedł do wniosku, że jednak to raczej nie o obecność Jasone tu chodzi. Co więcej – że ten prawdopodobnie również był tutaj w odpowiedzi na wezwanie. Nieco sztywna postawa Nightwinga i prawie od razu widoczna ostrożność w stosunku do drugiego mężczyzny nie była zbyt pocieszająca, ale skoro nie walczyli i jeszcze nie odnosili się do siebie zbyt wrogo… no zobaczymy.
Zsuwając z głowy własną maskę i odsłaniając tym samym twarz, zbliżył się do nich. Jego obecność oczywiście prawie na pewno została zauważona jeszcze za nim pojawił się na samym szpitalu, ale nie o ukrywanie się teraz tu chodzi, prawda?
- Dick, Jason – przywitał się, spoglądając na nich z namysłem i lekkim zaciekawieniem. W przypadku tego drugiego również z ostrożnością podobną do tej, którą okazywał sam Nightwing. Nauczył się już nie lekceważyć tego człowieka i raczej nie szybko obdarzy go zaufaniem. Ostatecznie jednak przeniósł wzrok na swojego najstarszego brata, dla którego znalazł się w tym miejscu.
- Jakiej pomocy potrzebujesz? – zapytał po prostu, bo praktycznie od razu mógł założyć, że owej pomocy mu udzieli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry


Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   Pią Lut 21, 2014 1:55 pm

Widząc jak ten się nieznacznie naprężył, poczuł wewnątrz pewne drgnięcie. Zadowolenie? Złość? Sam nie był pewien. Może nutka triumfu. Wiedział, że większość ludzi podchodzi do niego z dystansem, a jeżeli na początku go lekceważą, szybko się uczą, że zdecydowanie nie powinny tego robić. Nie był osobą, która lubi się bawić czy owijać w bawełnę.
Może nigdy nie był zbyt blisko Dicka, jednakże spędził z nim wystarczająco dużo czasu, by wyczuć tę ostrożność. Napięcie. Przypominając sobie ich poprzednie starcia, nie podejrzewałby, że Nightwing aż tak się zdystansuje. Doskonale wiedział, że w tej „rodzinie” uchodził za kogoś agresywnego i nieobliczalnego. Mimo wszystko starszy mężczyzna miał szczęście, i o mało co nie odesłał Jasona do świata umarłych. Na pewno się za nim tam stęsknili…
Mimo wszystko, cicho prychnął na jego słowa, niby to z rozbawieniem. Osobiście uważał się za bardzo bliskiego księciu. Gorzej z partią o bajce – prędzej zakładałby koszmar.
Kiedy wyczuł obecność kolejnej osoby, nieznacznie spiął mięśnie, puszczając ręce luzem by w razie czego mieć łatwiejszy dostęp do broni zamieszczonej w kaburach na jego udach. Przezorny zawsze ubezpieczony. W końcu – kto wie, czy to na pewno ktoś z Batfamily. Poza tym zgadywał, że jeżeli to Batman to powitanie Red Hood’a nie byłoby zbyt ciepłe. Sam Todd również nie pałałby entuzjazmem do tego spotkania… cóż, może entuzjazm by był ale zdecydowanie inaczej skierowany. Bardziej… wybuchowo? A nie o to w tym momencie chodziło. Mógł się domyślać, że walka Jasona z Brucem zdecydowanie nie spodobałaby się Dickowi, zwłaszcza, że przyszedł prosić o pomoc a nie interweniować, w razie starcia. Jason uznał, że poniekąd był mu coś winny. Poniekąd.
No proszę, czyżby raz w życiu panicz Todd odsunął swój egoizm na bok? Możliwe.
Co prawda postanowił, że odejdzie jeżeli zgłosi się ktokolwiek inny z Bat rodzinki. Jakby nie patrzeć uznał się za ostateczne koło ratunkowe, bo zapewne Dick, ani nikt inny nie spodziewałby się go tutaj. Tak, niespodzianka.
Widząc Tima, zmarszczył nieznacznie brwi, mimo wszystko nie ruszając się z miejsca. Ręce wciąż zwisały wzdłuż ciała, w każdej chwili gotowe do reakcji. Z tym członkiem rodzinki również nie miał szczególnie dobrych kontaktów. Jak się nad tym zastanowić… z żadnym. Taaak, czarna owca i te sprawy. Każda rodzina potrzebuje kogoś takiego. Ponoć.
Zastanawiało go czy Drake wciąż ma do niego żal o te drobne potyczki. I czy będzie mu je wypominał. „Geniusz” czy nie – wciąż był człowiekiem i nastolatkiem.
Pozwolił sobie zignorować powitanie młodego, wracając wzrokiem do Dicka. Już od nich obu wyczuwał ten dystans, który powoli dawał mu się we znaki. Sam nie był zbyt ufny, jednakże ich podejście niemalże gęstą mgłą unosiło się w powietrzu. Był w stanie to zrozumi9eć, jednak zrozumcie – irytacja w nim narastała.
- Liczyć możesz, chociaż zgaduję, że nie będę ci już specjalnie potrzebny. – Skinął głową, skrytą w hełmie, na Red Robina.
Przybyła bardziej „godna” odsiecz. Nie było sensu pakować się we współpracę z nimi. Z jednym, jeszcze do przyjęcia, jednak większa grupka mogłaby być ciężkostrawna. No i Jay mógłby się w niej mimo wszystko nie odnaleźć. Odkąd pamiętał wszystko załatwiał solo, ewentualnie nawiązując tymczasowe sojusze, jeżeli sprawa tego wymagała.
Chociaż narastały w nim wątpliwości i był bliższy odejściu niż zostaniu, nie drgnął z miejsca, ciekaw co odpowie Dick. Może rzuci czymś ciekawym co zainteresuje Todd’a? Zwłaszcza, że faktycznie sytuacja musiała prezentować się źle. Nawet jeżeli w grupce, kto wie czy Red Hood nie odwiedziłby Bludhaven solo, by się nieco rozejrzeć. Przyda mu się drobne rozruszanie kości, zwłaszcza jeżeli od jakiegoś czasu pozostawały mu jedynie drobne robótki, które go w pełni nie satysfakcjonowały. Jeszcze trochę, i zapomni jak strzelać.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing



Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   Pią Lut 21, 2014 5:49 pm

Przybycie na dach Tima było już o wiele bardziej spodziewane - nie tylko dlatego, że stosunki panujące między nim i Dickiem zaliczały się do zdecydowanie znacznie przyjaźniejszych, lecz i po prostu z tego powodu, iż młodszy chłopak zwyczajnie nie skradał się jak kot i nie krył za ich plecami - zamiast tego praktycznie od razu ujawniając swoją obecność. Taka miła odmiana.
-Timmy- w tym słowie zawarło się zarazem powitanie, jak i podziękowanie za stawienie się na wezwanie; łatwo było to wyczytać z towarzyszącego mu szczerego uśmiechu oraz z użytego tonu samego w sobie.
Zaraz potem spojrzenie Nightwinga na sekundę czy dwie powędrowało ku Jasonowi - odnotowując jego świeżo przyjętą postawę; nagle gotową, by w każdej chwili przystąpić do ataku. Przez myśl przeszło mu jeszcze, iż reakcję tę wywołało dopiero pojawienie się Tima, wcześniej zaś Red Hood zdawał się nie być nastawiony na walkę. Nie był pewien czy wynikało to z poczucia, iż Grayson nie stanowi zagrożenia - czy też Todd miał jakieś inne powody... Ale teraz i tak nie był to ani czas, ani miejsce, aby się nad tym dłużej zastanawiać. Miał ważniejsze sprawy na głowie.
Skoro dwaj jego bracia odpowiedzieli na prośbę o pomoc, to priorytet zyskało obecnie zatrzymanie ich obu, co - jak wiedział już z doświadczenia - wcale nie należało do najprostszych zadań. Prawda, Timowi wystarczyło jedynie wyjaśnić okoliczności i zwykle wszystko było w porządku, ale z drugiej strony układanie się z Jasonem... To już była zupełnie inna historia.
-Przeciwnie. Będę potrzebował was obu - co najmniej- dyplomatycznie nie dodał już tego, iż najchętniej zorganizowałby jeszcze dodatkowo pomoc pozostałych członków rodziny; jakoś miał wrażenie, że nie zostałoby to przyjęte z wyjątkowym entuzjazmem... Ciekawe skąd mu się to wzięło?
A, tak; również z eksperiencji.
Tak czy siak, biorąc pod uwagę rozmiary zagrożenia, które pozostawił za sobą w Bludhaven, Nightwing rzeczywiście uważał, że sprawa wymagała zaangażowania jak największej ilości osób. Samo dostanie się z powrotem do miasta mogło już teraz stanowić niezłe wyzwanie - bo Dick szczerze wątpił, by po jego wyjeździe rozwój wydarzeń miał się tak po prostu zatrzymać i czekać na dalsze zainteresowanie ze strony ewentualnych obrońców sprawiedliwości.
Wcale nie miało to nic wspólnego z jego osobistym pragnieniem naprawienia stosunków panujących w Bat-Family, skądże znowu. Współpraca naprawdę nie była brana pod uwagę jako pierwszy krok w tym kierunku.
-Podejrzewam użycie jakiejś substancji chemicznej, która wpłynęła na zachowanie mieszkańców... I być może wywołała zmiany genetyczne, o ile ich źródło nie leży gdzieś indziej. Zadziałała bardzo szybko, to była kwestia godzin. W jednej chwili pobicia w biały dzień, a w następnej mutanty na ulicach- dla podkreślenia swych słów Grayson wyciągnął z ukrytej w rękawicy kieszeni fiolkę z próbką toksycznie zielonej mazi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tim Drake
Mistrz Gry


Liczba postów : 63
Data dołączenia : 02/02/2014

PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   Pią Lut 21, 2014 9:52 pm

Stojąc tu na dachu ze swoimi przyszywanymi braćmi Tim musiał przyznać, że czuł się nieco rozdarty. Z jednej strony nawet cieszył się z ponownego spotkania z Dickiem i trochę martwił, w końcu ten nie bez powody ich tutaj wezwał. Z drugiej zaś miał Jasona. Tak. Chyba nie trzeba tu nic więcej dodawać, prawda?
A jeśli już o Jasonie mowa – jego wycofanie się z oferowanej pomocy nie było dla Red Robina zbyt dużym zaskoczeniem. Przeciwnie wręcz. W końcu, dlaczego miałby im pomagać? Komuś z rodziny? Dodatkowe pojawienie się jego osoby również na pewno nie pomogło w podjęciu „pozytywnej decyzji”. Cóż, Jason od samego początku jego robinowej działalności nie pałał do niego zbyt dużą sympatią. Tim nawet potrafił zrozumieć dlaczego. Och, tak. Co nie znaczyło, że uważał takie postępowanie za słuszne, a złość, rozgoryczenie, czy jakiekolwiek inne emocje za usprawiedliwienie jego postępowania. Ich pierwsza walka dosyć wyraźnie powiedziała mu co Jason o nim myśli i mimo kolejnych spotkań Timothy nie był pewien, czy nastawienie drugiego Robina w jakiś szczególny sposób się zmieniło.
Na szczęście przed natychmiastowym wycofaniem się powstrzymał go sam „organizator” tego małego rodzinnego spotkania. W końcu nie stawił się tu dla Jasona, tylko dla Dicka – przyjaciela, który potrzebował pomocy. Dla niego może tolerować nawet towarzystwo Red Hooda. Może nawet i kilku innych nieprzyjemnych typków, a co. Czego się w końcu nie zrobi dla przyszywanego brata w potrzebie?
Szybko okazało się, że chyba faktycznie będzie musiał spędzić trochę czasu zarówno z jednym, jak i drugim bratem. A przynajmniej według Dicka, skoro ten uważał obecność ich obu za niezbędną. Tim zerknął na niego z nieukrywaną ciekawością.
Bo do czego mógłby potrzebować ich obu? Czyżby w Bludhaven działo się aż tak źle? A może Dick miał problem z jakimś konkretnym przestępcą, który postanowił rozpocząć swoją działalność akurat w jego okolicy? To mogłoby być prawdopodobne, tylko był jeden dosyć istotny szczegół – gdyby było to coś tak oficjalnego, czy informacje o rosnącej, przestępczej aktywności nie powinny pojawić się w gazetach, wiadomościach i na stronach internetowych? Cokolwiek? Tim raz na jakiś czas sprawdzał co się dzieje na świecie, nie tylko w Gotham, a Bludhaven wydawało się mu ostatnio wyjątkowo spokojne. Może nawet zbyt spokojne, ale zajęty własnymi sprawami nie zwrócił na to jakiejś szczególnej uwagi. Tym bardziej, że do nie dawna wszystko wyglądało całkowicie zwyczajnie. Może akceptując tę przesadną ciszę właśnie popełnił błąd?
W końcu Dick zaczął wyjaśniać w czym leżał problem. I… cóż, nie tego się spodziewał.
- Ale… na zachowanie wszystkich mieszkańców? I – mutanty? Jak bardzo zaczęli się zmieniać? – Tim zmarszczył brwi. To brzmiało… źle. Zdecydowanie źle. Nic dziwnego, że Dick zdecydował się zwrócić do nich po pomoc. Cholera, jeden człowiek na pewno nie podołałby przeciwko przeobrażającym się w mutantów mieszkańcom miasta. Nie wiadomo jak głęboko sięgała przemiana, jak bardzo leżała w ich psychice, jak zmieniała ich zachowanie i samą budowę ciała… I czy można było to w jakiś sposób odwrócić.
Spojrzał uważnie na wyciągniętą przez Nightwinga fiolkę.
- Badałeś już ją? I sam również mógłbym ją sprawdzić? Najlepiej gdzieś, gdzie miałbym więcej sprzętu poza tym, co teraz jest pod ręką..? – zapytał Dicka. Zerknął też kątem oka na Jasona. Niby nie miał problemu z tym, żeby razem z nim udali się do rezydencji Waynów, czy Batcave. Mieszkał tam, więc logicznym jest, iż wie jak tam się dostać. Ciekawe tylko co on sam na to powie. Niby Batmana nie było w okolicy, więc o to żaden z nich nie musiał się martwić (choć każdy z nieco innych powodów), ale jednak nigdy nie wiadomo jak nastawiony do tego pomysłu będzie były Robin.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry


Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   Sob Lut 22, 2014 6:33 pm

Jason już dawno przywykł do swojej wyjątkowej wrażliwości na punkcie ostrożności. Przez tyle lat stało się to dla niego codziennością, więc zwyczajnie przestał zwracać uwagę na takie szczegóły jak zmieniona pozycja. Niezależnie od tego, czy uważał kogoś za zagrożenie czy nie, jeżeli już stanął z nim twarzą w twarz, był przygotowany. Powiedzmy, że na wszystko. Gorzej kiedy docierał ktoś nowy, lub gdy wyczuł, że ktoś jest w pobliżu. W końcu, nigdy nie wiadomo, kto zjawi się w pobliżu i jakie będzie miał zamiary. Zdecydowanie bardziej wolał być przygotowany na każdą możliwość, niż pozwolić się zajść. I nawet jeżeli Tim zdradził swoją obecność, od samego początku nie można było do końca stwierdzi kto to. Zwłaszcza, że równie dobrze Wayne mógłby odpowiedzieć na wezwanie, co już kompletnie mu się nie uśmiechało.
Na słowa Dicka, że będzie potrzebował ich obu, Jason również jakoś specjalnie nie zareagował. A nawet jeżeli, to w żaden sposób tego nie okazał poprzez zmianę pozycji ciała, czy mimikę twarzy - głównie dlatego, że to drugie wciąż było skryte za hełmem.
Todd jeszcze przez jakiś czas stał w pozycji gotowej do ataku, w niemalże każdej chwili - lub do ucieczki. Na różne sposoby można to było interpretować. Sam Jay stawiałby dzisiaj na drugą opcję. Głównie dlatego, że faktycznie wyglądało na to, że Grayson miał problemy. I mimo ich nieciekawych stosunków, niespecjalnie zależało mu na odciąganiu innych od tego, na rzecz własnych uprzedzeń. Nie tym razem. Z tego co zdążył się zorientować najprawdopodobniej ofiarami padali również zwykli cywile. Nie, żeby AŻ tak mu na nich zależało, jednak jakby nie patrzeć sam stawał w ich obronie. Miał inne metody niż pozostali członkowie tej walniętej rodziny, jednakże cel ten sam. Ochrona ludzi i miasta. Tak było zawsze, jednakże nie zawsze okoliczności mu pozwalały na rozwijaniu się tę "dobrą" stronę.
Doskonale zdawał sobie sprawę, że obaj nie są chętni na współpracę z nim, on zresztą czuł podobnie. Aczkolwiek, poczynania i Dicka i przyjęcie jego pomocy, coraz bardziej utwierdzały Jasona w myśli, że słowo "źle" jest zbyt słabe. Cokolwiek działo się w jego wesołym miasteczku, musiało nieźle nim sponiewierać. Chociażby psychicznie. No, zdarza się.
Kiedy w dłoni Dicka pojawiła się fiolka, Todd zdjął z głowy kask, by móc lepiej się przyjrzeć zawartości. Zwłaszcza z odległości, w której stał, bo niespecjalnie uśmiechało mu się podchodzenie bliżej. Z natury wolał pozostawić pewien dystans, ot łatwiej reagować w razie czego. Zmarszczył nieznacznie brwi, zaraz podnosząc wzrok na Graysona. Musiał przyznać, że zaciekawiła go kwestia tych mutantów. Jakby nie patrzeć, to zawsze jakaś dodatkowa próba. Poza tym - osobiście miałby pewne wątpliwości czy wszystkie te kreatury to mieszkańcy miasta. Zwłaszcza, biorąc pod uwagę tempo z jakim wszystko się zmieniło. Jasne, to było Gotham...czy nawet Bludhaven, wylęgarnia psycholi i przestępców różnej maści. Co gorsza często genialnych psycholii zamkniętych w swoim własnym szaleństwie, mimo wszystko nie był pewien czy ktokolwiek byłby w stanie stworzyć produkt rozprzestrzeniający się z taką szybkością. Miał sporą wiedzę biologiczną, a zgadywał, że do czegoś takiego potrzeba było eksperta. Zwłaszcza, że mu osobiście do głowy w tym momencie nie przychodziło nic, co mogłoby mutować tak szybko.
- Czy wszystkie potwory... mutanty wyglądają tak samo, lub chociaż mają wspólną cechę? I czy możesz je jakoś opisać... z wizualizować? - Rzucił w stronę Dicka, trochę od niechcenia. Zastanawiał się czy z jego opisu przypomni mu się coś znajomego. No, i jeżeli znajdzie się pewna cecha wspólna to chociaż zwiększy się procent prawdopodobieństwa teorii o wirusie, czy broni biologicznej samej w sobie. Mutacje mają to do siebie, że u większości osobników występują podobne objawy czy deformacje.
Słysząc pytanie Tima, skierował swój wzrok na niego. Zimny i dość obojętny, a mimo to chłopak powinien doskonale w nim wyczuć niechęć, czy nawet złość. Jason doskonale zdawał sobie sprawę, że Timothy aktualnie stacjonuje u Batsa, co wcale go nie pocieszało. Nie chciał się z nim widzieć, nie chciał przypadkiem na niego wpaść, nie chciał nawet wracać w tamto miejsce. Wywoływało w nim zbyt dużo negatywnych emocji. Był potrzebny Dickowi, ponoć, mimo wszystko... Nie pałał entuzjazmem, i jak na razie wolał unikać rezydencji. Jeżeli Drake chce, to niech się bawi w małego chemika. To chyba jego największa zaleta. I umiejętność. Ale przypominając sobie starego Wayne'a... dobrze, że wciąż ma kogoś kto za niego myśli.
- Ja w tym czasie najchętniej rozejrzałbym się po mieście.- Powiedział, nakładając swój hełm i odwracając się w stronę Nightwinga. Cóż, albo pójdzie z nim, albo będzie badał maź. Todd nie miał zamiaru w żaden sposób zaciągać go ze sobą, nawet wolałby iść sam. Jednak - jako osoba zwołująca miał coś do powiedzenia.... Taaa.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightwing



Liczba postów : 129
Data dołączenia : 02/04/2013

PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   Nie Lut 23, 2014 1:15 am

Wciąż trzymając w jednej ręce fiolkę z pobraną w Bludhaven substancją, Grayson oparł wolną dłoń na swym biodrze, równocześnie przesuwając wzrokiem od jednego brata do drugiego - akurat gdy zadawali oni swoje pytania, zresztą sprowadzające się w praktyce niemalże do tego samego... I nic dziwnego, gdyż on na ich miejscu również skupiłby się początkowo właśnie na tym aspekcie sprawy.
Nightwing miał już do tej pory wystarczająco dużo czasu, aby uporządkować sobie w głowie wszystko to, co zapamiętał na temat ostatnich wydarzeń. Po drodze do Gotham i czekając na przybycie wsparcia zdążył przeanalizować te informacje wiele razy, starając się spojrzeć na nie z różnych punktów widzenia czy wyciągnąć z nich coś nowego. Dzięki temu mógł teraz przedstawić poprawny i w miarę możliwości kompletny opis sytuacji.
-Nie jestem w stanie stwierdzić czy zmiany dosięgły wszystkich mieszkańców miasta, ale z całą pewnością większość tych z nich, których miałem okazję zobaczyć... Wliczając w to służby mundurowe, które nie tylko nie próbują powstrzymać tego zamieszania, ale i same się do niego jeszcze dokładają- wytłumaczył w pierwszej kolejności, a następnie przymknął na moment oczy, starając się przywołać pod powiekami obrazy napotkanych stworów. Rzecz jasna jego rozmówcy nie mogli tego dojrzeć; ot, po prostu zalety posiadania właśnie takiej, a nie innej maski.
-Jeśli zaś chodzi o te... Mutanty... Nie zauważyłem w ich wyglądzie żadnego konkretnego wzorca. Nic charakterystycznego, wspólnego dla nich i jednocześnie dobrze widocznego z zewnątrz. Część w dalszym ciągu mniej więcej przypominała ludzi, ale inne... Prawdę mówiąc bardziej fikcyjne potwory. Takie z horrorów- och, świetnie zdawał sobie sprawę z tego, jak zabrzmiały jego słowa. Naprawdę wolałby trzymać się racjonalnych rozwiązań i w żadnym stopniu nie nawiązywać do kwestii paranormalnych, ale z drugiej strony... Nie takie rzeczy już przecież widzieli. A porównanie faktycznie pasowało.
Gdy zainteresowanie przeniosło się na probówkę, Dick przede wszystkim wyciągnął ją ku Timowi - prezentując ją na skierowanej wnętrzem ku górze dłoni, gestem tym zapraszając chłopaka, aby zbliżył się i przejął od niego ową tajemniczą substancję.
-Nie miałem czasu się tym zająć, więc jest twoja. Trochę ciężko było znaleźć wolny moment między rozdzielaniem cywilów i nie dawaniem się zabić. Te potworki bywały zaskakująco silne i wytrzymałe- komentarz ten rzucony został dość lekkim tonem, jak gdyby miało to odjąć nieco powagi od faktu, iż zagrożenie istotnie było realne i zarazem niemałe. Zabieg niekoniecznie zadziałał.
Oczywiście Nightwing domyślał się, że "gdzieś, gdzie miałbym więcej sprzętu" najprawdopodobniej tłumaczyło się w języku Tima na "Batcave", choć z drugiej strony na upartego pewnie znalazłoby się parę alternatyw... Tylko niestety gorzej zaopatrzonych. Wzrok Dicka odruchowo powędrował w kierunku Jasona, który również musiał dobrze to rozumieć - co tylko podkreślała jego ostatnia wypowiedź.
Cudownie, nie ma co.
Chęć odłączenia się od grupy nie stanowiła w przypadku Todda niczego zaskakującego nawet bez wiszącej nad nim groźby natknięcia się na Bruce'a. W innych warunkach można by jednak było z nim dyskutować, a tak...? Marne szanse - i to delikatnie rzecz ujmując. Nie; Batcave niemalże na pewno przekładało się na rozdzielenie tego jeszcze nie do końca zawiązanego team-upu... To zaś wiązało się z dylematem: komu towarzyszyć?
Pierwsza myśl Graysona zabrzmiała: "powinienem jak najszybciej wrócić do miasta". Pomijając już wyrzuty sumienia i poczucie obowiązku względem mieszkańców Bludhaven, Nightwing po prostu niespecjalnie miał ochotę wpuszczać tam Red Hooda samego... I - nie, wbrew pozorom nie dlatego, że mu nie ufał. Akurat pod tym względem wierzył w dobre intencje Jasona. Naprawdę nie chciał wystawiać go w pojedynkę na to, z czym sam dopiero co się zmierzył; to wszystko.
Z drugiej strony natomiast zbadanie zawartości probówki dostarczyć im mogło kluczowych informacji na temat zaistniałej sytuacji, dlatego też - logicznie rzecz biorąc - wypadałoby od tego właśnie zacząć. Kto wie, być może będą nawet w stanie odnaleźć antidotum? Albo przynajmniej odkryją... Och.
Och.
-To nie jest najlepszy pomysł, Jay- rzucił nagle, skupiając teraz całą swą uwagę właśnie na Jasonie. Doszedł do wniosku, że warto byłoby wykorzystać każdy i dowolny argument, jaki tylko przyjdzie mu do głowy... A ten był w dodatku całkiem niezły. Logiczny.
-Miasto zostało skażone. Nie mamy pojęcia czym i w jaki sposób - ani jak się przed tym bronić. Typowe metody mogą równie dobrze nie zadziałać, a naprawdę wolałbym, abyś zachował tę uroczą twarzyczkę- Nightwing wolał dyplomatycznie przemilczeć kwestię bardziej prawdopodobnego efektu pod postacią napadu agresji. Akurat tej jego brat tak czy siak miał pod dostatkiem już w naturalnym stanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tim Drake
Mistrz Gry


Liczba postów : 63
Data dołączenia : 02/02/2014

PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   Pon Lut 24, 2014 3:42 pm

Timmy myślami był już w Batcave i rozważał w jaki sposób najlepiej oraz najbezpieczniej byłoby zbadać przyniesioną przez Dicka maź, kiedy kątem oka zarejestrował dosyć istotny szczegół. A mianowicie – zdjęcie hełmu przez Jasona. Och, nie żeby nie widział już jego twarzy. Widział. Nie raz nawet. Tak czy inaczej był to jednak element warty uwagi choćby i dlatego, ze Timothy mógł teraz dostrzec coś więcej poza niewyrażającą żadnych emocji czerwoną powłoką. Oczywiście, nie spodziewał się ujrzeć otwartej księgi, nie miał zamiaru spoglądać mu głęboko w oczy lub cokolwiek innego w tym stylu. Kto jak kto, ale choć Todd należał do osób o dość… wybuchowych emocjach, nie musiał od razu pokazywać wszystkich uczuć na twarzy, prawda?
Tak czy inaczej, już nawet pomijając emocje same w sobie, Timmy musiał przyznać, że twarz Jasona zmieniła się raczej niewiele od ich ostatniego spotkania. Nawet jeśli zdobył zmarszczkę lub dwie więcej, nie wpłynęło to jakoś szczególnie na jego ogólny wygląd. Wciąż był widocznie negatywnie nastawiony do świata ogólnie pojętego lub też sprawiał takie wrażenie. Miał również te swoje charakterystyczne, siwe pasma, które w opinii Tima dodawały mu dodatkowe 6 lat do wieku, oraz przeszywające spojrzenie informujące otaczających go ludzi, że powinni się jak najszybciej usunąć z drogi. Cały Jason Todd.
Timothy musiał powstrzymać prychnięcie, kiedy Jason zadał pytanie Dickowi. Jakby przed chwilą sam nie pytał dokładnie o to samo… a przynajmniej w bardzo zbliżony sposób. Przez chwilę miał ochotę zwrócił mu uwagę, że się powtarza, ale ostatecznie zrezygnował z drażnienia mężczyzny. Jeszcze nie była na to pora. Czy raczej – nie był to aktualnie odpowiedni moment na tego typu ryzykowne posunięcia.
Zabijające spojrzenie Red Hooda posłane mu po propozycji przyjrzenia się fiolce w jakimś innym miejscu tylko utwierdziło Tima w przekonaniu, że wcześniejsza rezygnacja ze słownego drażnienia przyszywanego brata to zdecydowanie była dobra decyzja.
Red Robin postanowił zignorować ten wyrażający niezadowolenie wzrok i skupić się na czymś ważniejszym. Chociażby – na opisie mieszkańców Bludhaven, który aktualnie był zdecydowanie ważniejszy niż humorki Jaysona. Dobrze, co w takim razie już wiedzą? Być może nie wszyscy zostali zmienieni, ale na pewno większości dosięgła ta dziwna transformacja. Mamy również potwory rodem z horrorów… co akurat dla Tima było nieco trudniejsze do pojęcia. Och, oczywiście, potrafił sobie wyobrazić co ma na myśli Dick. Nie zmieniało to jednak tego, że sam raczej fanem strasznych filmów nie był, a przynajmniej nie obejrzał ich szczególnie dużo. Nie miał tak solidnej podstawy jaką zapewnie posiadł przeciętny nastolatek w jego wieku. Wracając jednak do wymieniania – czyli mutacja tworzyła potwory o kształtach prawie nieludzkich, ale poza tym pozostawali również zwykli tacy o zachowanych ludzkich kształtach. Może to jakieś wcześniejsze fazy przemiany? Przejaw jakiegoś uodpornienia, który ów przemianę spowalniał? Tak czy inaczej, całość brzmiała niezbyt zachęcająco. W końcu ich przeciwnik wydaje się być… chorobą. A nie przeciwnikiem jako takim. Tak, odwiedziny w batcave były tu niezbędne.
Timothy sięgnął ostrożnie po oferowaną przez Nightwinga fiolkę. Przez chwilę rozważał zdjęcie do tego rękawiczek, ale szybko odrzucił ten pomysł. Kto wie, czy szkło było dla tej mazi wystarczającym zabezpieczeniem, a powłoka jego stroju oferowała dodatkowe.
Przyglądał się przez moment zawartości szklanego, dopiero po chwili chowając ją do jednego z wolnych miejsc w swoim pasku upewniając się, że jest bezpieczna. Zerknął na Dicka. Ach, jeszcze mutanty są silne i wytrzymałe? Cudownie. Chociaż tego akurat mógł się spodziewać.
I wtedy to, panie i panowie, Jason zaproponował odwiedzenie Bludhaven. Tim uniósł brwi i spojrzał na niego z nieukrywanym zaskoczeniem i, no cóż, wyraźną dezaprobatą. Bo, może nie zabrzmi to zbyt delikatnie, czy temu facetowi naprawdę całkiem coś już się pomieszało w głowie? Pomysł wybrania się na takie małe „zwiedzanie miasta”, kiedy wszędzie szalała jakaś dziwna epidemia był… BBB. Bezmózgi, Bezużyteczny i Bezsensowny.
Na szczęście Dick szybko przeskoczył na podobny tok rozumowania i prawie od razu zaczął przekonywać Red Hooda w dyplomatyczny sposób do zmiany decyzji. Timmy kiwnął głową popierając go.
- Nie mamy pojęcia w jaki sposób ta mutacja się przenosi . A naprawdę, zdecydowanie lepiej byłoby mieć w tobie sojusznika, niż dodatkowego przeciwnika – i to w dodatku przechodzącego mutację, której skutki są nam nieznane. Być może nie do odwrócenia, bo tego wykluczyć nie możemy.
Och i znowu ten hełm na głowie. Brat znowu się od nich odcina, hm? To trochę irytujące – jeśli będą mieli ze sobą współpracować, oby tylko nie nosił go cały czas. Nieco dziwnie patrzy się na tę czerwoną, imitującą twarz powłokę. Chwilowo nie przeszkadza, ale na dłuższą metę…
- Jeśli ustawię odpowiednio widok satelity, pewnie uda nam się w bezpieczny sposób podglądnąć co się dzieje obecnie w mieście. Włamanie się do miejskiego monitoring też nie zajmie zbyt wiele czasu, tym bardziej teraz, kiedy zapewne nikt go nie pilnuje. To będzie bardziej skuteczne niż przyglądanie się z bezpiecznej odległości tym… mutantom. Przy okazji też sprawdzić mogę, czy ta maź faktycznie na nas jakoś wpływa i czy reaguje w kontakcie ze skórą oraz naszymi strojami – spojrzał najpierw na Dicka prawie jakby szukając u niego poparcia, a potem na Jasona. U Jasona już niczego nie szukał. Może poza ewentualną zgodą. – Możemy też zaopatrzyć się w dodatkową broń, jeśli na miejscu zdecydujemy, że potrzeba nam czegoś bardziej nietypowego – dodał jeszcze po chwili namysłu. Zawsze jakiś dodatkowy argument dla Jasona, czyż nie?
Właściwie, Timmy nie był pewien dlaczego tak bardzo starał się przekonać Red Hooda do współpracy. Tym bardziej po tych ich uroczych spotkaniach… które najlepiej się nie kończyły. Może mimo wszystko naprawdę chciałby, żeby ten przestał podchodzić do nich tak wrogo? Też kiedyś był Robinem. Powinni się nieco lepiej dogadywać.
Po chwili namysłu jeszcze jedna rzecz go tknęła… Od kiedy Dick mówił na Jasona „Jay”? I czy czasem takie zwracanie się do Red Hooda nie powinno skończyć się natychmiastową, krwawą egzekucją?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jason Todd
Mistrz Gry


Liczba postów : 111
Data dołączenia : 05/07/2013

PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   Sro Lut 26, 2014 10:47 pm

Jason wysłuchał opisu Dicka, który swoją drogą nie był szczególnie... zadowalający. Wiele nie wnosił i niestety w żaden sposób nie przypominał mu żadnego znanego wirusa. Nawet zmutowanego z czymś innym... Wiadomo, skutki mogły być różne, aczkolwiek jego umysł w tym momencie nie mógł skojarzyć niczego konkretnego. Nawet doszukując się cech, które w domyśle mogłyby dać jakiś efekt. Przeanalizował w głowie wiele opcji, próbując chociaż wytworzyć coś jak "potwór z horroru". Niestety, nie był aż takim specjalistą lub szaleńcem, by znaleźć...coś. Cokolwiek. Dlatego też darował sobie chwilowe męczenie pamięci. Za pewne jeszcze przyjdzie na to czas.
Poprawił na dłoniach rękawiczki, gotowy do jak najszybszego oddalenia się od braci, gdy ci postanowili go powstrzymać. Oczywiście jego uwadze nie umknęło wcześniejsze spojrzenie Drake'a pełne dezaprobaty. Mógł również dostrzec w nich coś w stylu "Jesteś idiotą", pozwolił sobie jednak i to zignorować. Zwłaszcza, że chłopak nie powiedział nic w tym tonie. Na szczęście... ich wszystkich.
"Jay". Zdecydowanie nie był przyzwyczajony do tego typu zdrobnienia. mało kto je stosował. Pozwalał przyjaciołom, choć wielu ich nie miał. Pewnie przez całe jego życie... cóż, włączając w to zmartwychwstanie, mógłby ich policzyć na palcach jednej ręki i jeszcze by zostało, kilka paluszków w zapasie. Tak. A jeżeli tymczasowy partner tak się do niego zwrócił, różnie się to kończył. Jeżeli był mu potrzebny, zwykłym pobiciem. Mógł go spokojnie zastraszać, zdarzał się odcięty język, czasem dochodziło do śmierci. Ale bywały też momenty kiedy Jason odchodził bez słowa. Miał dobry humor, czy coś. Z resztą, nie warto w to wnikać. Co do Dicka. Z jednej strony, nie bardzo mu się podobało, że tak się do niego zwrócił. jakby nie patrzeć nie byli ze sobą blisko. Z drugiej, znali się dość długo. tak więc przemilczy to, tak wyjątkowo... może wręcz dobrodusznie.
Drugi jego komentarz nieco bardziej go zbił z tropu. Może gdzieś tam bardzo głęboko, w jego ciemnej duszyczce, coś go miło połechtało. Ale to coś ledwo wyczuwalnego, więc nawet nie poświęcił temu ułamka sekundy.
- A ty swój zgrabny tyłek, więc uważaj w co się pakujesz. I nie nazywaj mnie więcej "Jay". - Rzucił zakładając ręce na torsie.
Co do wypowiedzi Tima. Po opisie Dicka, nie dziwił się, że wolał mieć go za sojusznika. Jason cechował się swoją... bezwzględnością. może wręcz brutalnością. Nie mówiąc o tym, że w przeciwieństwie do braci nie miał najmniejszych oporów przed zabijaniem. Zwłaszcza gdy było to konieczne i działało w obronie własnej. Tak, mógł im się przydać. oni jemu poniekąd też. Nie lubił pracy zespołowej. Stop. Nienawidził. Ale po ich twarzach mógł poznać, że w tym wypadku może być konieczne zgranie się.
Na słowa o broni jedynie cicho prychnął, zaś na jego wargach pojawił się kpiący uśmieszek. Jeżeli chodziło o ten aspekt, nie wierzył, by Batman posiadał broń, która przyda się Jasonowi. Mógł mieć gadżety, które chłopak ewentualnie zastosuje lub przemontuje na śmiercionośne zabawki, nie wierzył jednak by choć część z nich miała takie zastosowanie w domyśle. Poza tym Jay miał własną, pokazową z resztą, kolekcję zabaweczek.I zdecydowanie wolał się ich trzymać. Były sprawdzone. Były jego. Ufał im, o.
Po chwili zastanowienia, i ich argumentach przystał na podróż do Batcave. Oczywiście, nie był zadowolony i cała jego postawa to zdradzała. Oczywiście, nadal zostawał przy swoim, i wolałby wszystko obejrzeć z bliska, na własne oczy, nie z satelity, ale niech im będzie. Skażenia i tak dalej. Co prawda Dick jakoś się uratował, jednak on nie był Dickiem. Zmrużył nieco oczy na tę myśl. Nieco za bardzo skojarzoną ze starymi czasami. Z Batmanem. Nieistotne.
- Śliczny jedzie ze mną. Opowie mi coś jeszcze. Ty masz randkę z fiolką. - Zwrócił się do Tima, bardziej od niechcenia, zupełnie jakby to co powiedział było kompletną oczywistością. Lepiej niech sam bawi się z tą mazią, zwłaszcza, jeżeli będzie miała na niego jakiś wpływ, bo akurat wycieknie... nieważne.
Jason czym prędzej zwinął się z dachu, kierując do swojego motoru.


zt - dla wszystkich.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Killer Frost



Liczba postów : 133
Data dołączenia : 11/05/2014

PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   Wto Cze 17, 2014 5:56 pm

Wiele godzin spędziła Killer Frost nad laptopem doktora Andersona. Nad wyraz godziwa to była zapłata. Wiedziała już jakie są najbardziej obiecujące kierunki dla jej badań mających na celu ulepszenie siebie samej. Wiele obliczeń, dopisków i uwag się pojawiło na masie wydruków. Jak to dobrze, że Killer Frost nie musi tracić masy czasu na jedzenie, picie czy mycie się. Mogła dosłownie zamknąć się w laboratorium i pracować bez żadnych przeszkód ze strony czynników zewnętrznych czy też jej własnego ciała.
Nadszedł jednak ten moment kiedy to przydałoby się wykonać jakieś testy na własnych komórkach, a więc spróbować przynajmniej wcielić teorię w praktykę. A potrzebowała do tego pojemnika z helem, na razie nie musiał być zbyt duży. Spodziewała się, że w głównym szpitalu Gotham powinien być pojemnik odpowiednich rozmiarów, w końcu niektóre leki przed podaniem wymagają niskiej temperatury lecz nie mogą być zamrożone aby zachować stabilność, jako naukowiec dobrze o tym wiedziała. Cóż przydałoby się więc wykraść jeden z takich pojemników. Killer Frost nałożyła więc makijaż taki jak na zdjęciu, oraz nieco aktorskiego aby upodobnić swój wygląd bardziej do ludzkiego. Wzięła tym razem ze sobą katanę, którą ukryła w plastikowym pojemniku, który wzięła na plecy. Weszła do szpitala machając podstarzałemu strażnikowi starą plakietką z laboratorium, tak aby wydać się ważną i zeszła na dół. Tam nie bawiąc się już w uprzejmości odcięła głowy dwóm strażnikom i ruszyła do magazynu leków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Bat



Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   Wto Cze 17, 2014 6:55 pm

Cass niedługo po całym zajściu dostała wezwanie. Była akurat podczas obchodu, więc to ją kopnął zaszczyt sprawdzenia co stało się w szpitalu. Wezwanie dość pilne, więc spodziewała się masakry i szczerze mówiąc, nie bardzo się pomyliła.
Wystrzeliła z armatki linowej, która wbiła się gdzieś nad drzwiami wejściowymi do szpitala. Motor zaparkowała dwie ulice stąd, ponieważ przy szybkim zniknięciu łatwiej było zmylić przeciwnika. Zsunęła się po linie przed drzwi szpitala. Wcześniej chciała wejść otwartym oknem, ale plamy krwi, które spostrzegła sprawiły, że zmieniła nieco plany. Postrzępiona peleryna opadła na ziemie wraz z całą Cass, która jednym zręcznym ruchem wstała z przysiadu i wtargnęła do szpitala. Słodka twarz dziewczyny była schowana za dość makabryczną maską. Część dolna była pozszywana tak by skrywały nawet usta, a oczy dziewczyny chowały się za siatką, na masce wyglądającą jak złowrogie spojrzenie. Na klatce piersiowej dumnie dzierżyła logo batmana, a biodra były przyozdobione w pas z wszelakimi bat-zabawkami. Końcówki bandaży zawiniętych na dłoniach i nadgarstku dziewczyny w celu ich usztywnienia, majtały raz po raz przy każdym, nawet nieznacznym ruchu rękoma. Katana przytwierdzona do pleców dodawała jej otuchy.
To co zobaczyła na wstępie wcale jej nie zszokowało. Makówki ochroniarz leżały sobie beztrosko gdzieś nieopodal ciała. Cass musiała przyznać, że cięcie było całkiem płynne. Wywnioskowała również jaką bronią posługuję się oprawca, bo brała pod uwagę płeć męską oraz jego wzrost. Tu pojawił się pierwszy zgrzyt, ponieważ jak na faceta musiał być dość niski. Zdawała sobie sprawę, że ktoś dla kogo ochroniarze stracili głowę musiał być bardzo silny, w końcu niełatwo za jednym ruchem, a na to wskazywał stan skóry na szyi ofiar, ukrócić kogoś o ładnych kilkanaście centymetrów. Cass chwile podumała, w końcu nie po to głowa by na niej czapkę nosić i ruszyła dalej.
Na szczęście była noc, więc i gapiów nie było prawie wcale. Jeden zaufany lekarz, który wiedział do kogo ma się odezwać w takiej sytuacji. Niestety w tym wypadku nie sprawdziło się przysłowie co dwie głowy to nie jedna, ponieważ mężczyzna wydawał się zbyt zdezorientowany by cokolwiek jej wyjaśnić. Cass ruszyła cichaczem po krwawych śladach zostawionych na kafelkach. Była bardzo ostrożna, ale póki co nie wiedziała z kim ma do czynienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Killer Frost



Liczba postów : 133
Data dołączenia : 11/05/2014

PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   Wto Cze 17, 2014 7:17 pm

Killer Frost skierowała się cicho po schodach na dół szpitala. Nie spotykała ludzi po drodze, wszak nie było tutaj oddziałów dla chory a i nie były to super nowoczesne laboratoria, żeby i ochroniarzy było tutaj nie wiadomo ilu. Niezwykłą pomocą był również fakt, że szpital na każdym zakręcie było dobrze oznaczony, a poszczególne sale dobrze ponumerowane. Wiedziała, że magazyn znajduje się za drzwiami numer 0227 i tam właśnie powinna podążyć. Większość drzwi była zamknięta na klucz a korytarze opustoszałe, w końcu w nocy pracują w szpitalu jedynie niezbędni do funkcjonowania placówki pracownicy. Po drodze minęła pokój dozorcy tego piętra. Zanim jednak zdążył zareagować jego gardło zostało podcięte, a on sam wpadł w stos mioteł i mopów, który stał za nim. Piętro było puste. W końcu znalazła pokój, który planowała. Chwyciła za klamkę zamrażając cały zamek, który pękł, a drzwi ustąpił. Oczom Killer Frost ukazał się rząd szafek z lekami. Nie to jednak ją interesowało, a dwa pojemniki z helem stojące na stole, których niewątpliwie ukryte były lekarstwa. Jeden duży, a drugi mniejszy. Nie potrzebowała ich więc zaczęła je wyjmować, w końcu po co nosić niepotrzebne nikomu ciężary. Kiedy była w trakcie tej czynności poczuła, że ktoś się zbliża, jakieś źródło ciepła niewątpliwie było coraz bliżej. Wyciągnęła katanę i czekała na intruza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Bat



Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   Wto Cze 17, 2014 7:49 pm

Cass idąc po śladach w dół usłyszała jakiś hałas. Przywarła do ściany i szybkim ruchem spojrzała w kierunku korytarza. Znowu było cicho, tylko ten dziwny chrzęst gdzieś w połowie drogi do końca piętra. Najwyraźniej ktoś włamał się do pomieszczenia w dość nietypowy sposób, który Cass zupełnie nie rozpoznawała. Zmarszczyła brwi i powolnym krokiem ruszyła idąc już środkiem korytarza. Cały czas była w gotowości.
Po prawej stronie zastał ją kolejny ponury widok. Biedny strażnik wykrwawił się na śmierć. Wyglądał tak tragicznie, że dziewczyna żachnęła się w duchu o swoją zbyt powolną reakcję, a nuż udało by się uratować to niewinne życie. Zacisnęła mocno pięści i ruszyła w kierunku pomieszczenia, z którego dobywały się dźwięki.
Będąc już w progu dostrzegła białowłosą kobietę, tą samą, którą miała okazje poznać w restauracji u Wanga oraz przy samotnej misji Batmana, do której została niepotrzebnie zaciągnięta, ponieważ nic w rezultacie się tam nie wydarzyło. Dziewczyna bardzo się zdziwiła, ale to nie ujęło jej czujności. Wręcz przeciwnie. Dostrzegła butle, którymi zainteresowała się kobieta i mierząc odległość, rzuciła batarangiem tak, by obie zostały przedziurawione. Dziewczyna nie wiedziała co było w butlach, ani jaka będzie ich reakcja na takie uszkodzenie, ale jak zwykle szła na żywioł. Jednym gładkim ruchem wyciągnęła katanę i kierując ją w stronę kobiety, przechyliła głowę lekko w bok, w geście zapytania, a może małej prowokacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Killer Frost



Liczba postów : 133
Data dołączenia : 11/05/2014

PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   Wto Cze 17, 2014 8:13 pm

Killer Frost czekała na przybysza z lekkim uśmiechem na ustach. Chciała już odciąć kolejną głowę i zająć się tym co zostało jej przerwane. Była pewna, że zaraz kolejny strażnik lub ewentualnie lekarz skończy swój marny żywot. Ale nikt go nie zmuszał żeby tu przychodził. W końcu mądrzy ludzie mawiają, że ciekawość bywa zabójcza prawda?
Kiedy jednak zobaczyła zamaskowaną kobiecą postać ze znakiem Batmana uniosła lekko brew do góry. Nie spodziewała się tutaj spotkać nikogo takiego. No i czy nie powinno się ich wzywać do naprawdę poważnych przestępstw, a nie do szpitala? Co za marnowanie zasobów ludzkich! Już chciała coś powiedzieć, kiedy dwa pojemniki z helem zostały przedziurawione i biała piana zaczęła się z nich wydobywać. Podeszła szybkim krokiem do mniejszego pojemnika i położyła rękę na zrobionej wyrwie, która została zaklejona, a właściwie zamrożona. Potem przeniosła wzrok na Black Bat i przechyliła głowę na bok z miną zaciekawionego dziecka.
-Ahh rodzina Batmana. Nareszcie się spotykamy, jak miło. Nikt Cię nie nauczył, że nie niszczy się czyichś zabawek na wejściu? To takie niekulturalne. Kiedy zobaczyła wyciągniętą katanę przechyliła głowę na drugą stronę.
-[b]To będzie za proste
rzuciła i podniosła drugi większy pojemnik, z którego wciąż wyciekał hel, teraz po jej ręce. Popatrzyła na Black Bat z lekkim uśmiechem.
-Ciekły hel. Przetrzymywany w temperaturze -268 stopni. W sam raz na chłodne powitanie. powiedziała po czym rzuciła cieknącym pojemnikiem w stronę Black Bat, wyliczając gdzie dokładnie powinna rzucić. Nawet jeżeli chybi, przeciwniczce ciężko będzie stać tam gdzie ciecz się rozleje. Dopiero wtedy wyjęła katanę i obserwowała ruchy swojej rywalki, gotowa na każdy atak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Bat



Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   Wto Cze 17, 2014 8:31 pm

Już przy pierwszym spotkaniu Cass wyczuła w tej kobiecie coś bardzo złowrogiego. Dałaby sobie rękę uciąć, iż Pani Frostie stoi raczej po tej ciemnej stronie mocy. Złowrogi uśmiech przyozdabiał jej alabastrową twarz, nawet wtedy gdy starała się uśmiechnąć przyjaźnie. Dziewczyna nie wiedziała kim jest ta bardzo nietypowa kobieta, ale stwierdziła, że to nie czas i nie miejsce na takie pytania. Tym bardziej, iż zamiary Frost nie wskazywały na zaproszenie na mrożoną herbatę, wręcz przeciwnie. Cass czuła, że pomiędzy nimi musi wywiązać się walka.
- Jesteś pewna, że te zabawki są Twoje? Z tego co widać należą do szpitala. - Mruknęła zniekształconym głosem, ponieważ miała wmątowane w maskę urządzenie, które miało na celu zamaskować prawdziwy ton głosu dziewczyny.
Uskoczyła do tyłu gdy kobieta rzuciła w nią pojemnikiem, uchylając się przed wyciekającą cieczą, która fakt zdążyła się wylać, ale przed stopami Cass. Jednym zręcznym ruchem kopnęła pojemnik w stronę Frost, tworząc lodową ścieżkę w kierunku kobiety. Miała nadzieje, że pojemnik uderzy kobietę kolana co zachwieje jej równowagę. Cały czas trzymała katanę wymierzoną w przeciwnika. Była ostrożna i czujna. Bacznie się przyglądała reakcji kobiety. Cass była już na 100% pewna, iż Frost jest obdarzona jakąś nadprzyrodzoną siłą. Dreszcz emocji przeszedł wzdłuż kręgosłupa ponieważ nie do końca wiedziała, czego może się spodziewać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Killer Frost



Liczba postów : 133
Data dołączenia : 11/05/2014

PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   Wto Cze 17, 2014 9:02 pm

Alabastrowa twarz, to bardzo ładne określenie! A uśmiech miała przynajmniej taki, że się go zapamiętywało. Przed przemianą to był taki bardzo bez wyrazu, jak setki czy tysiące innych. Teraz przynajmniej był wyryty w pamięci ludzi. Dla wielu z nich był to ostatni widok przed odejściem z tego padołu płaczu. A może gdyby Black Bat zaczęła od zaproszenia na mrożoną herbatę to wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej! Taka wtopa na wejściu! Teraz zapewne bez walki się nie obędzie.
-Wiesz, że jedna z koncepcji sprawiedliwości mówi każdemu według potrzeb? A ja też tego potrzebuję rzuciła urażonym dziecięcym głosem, jakby właśnie odmówiono jej cukierka. Bo tak właśnie się czuła!
Widząc nadlatujący pojemnik uskoczyła przed nim w bok. Uśmiechnęła się lekko i skinęła głową okazując uznanie.
-Gratuluję refleksu. Ale wolałabym byś nie przeszkadzała mi teraz. Nie możemy umówić się na inny termin? uniosła swoją katanę do góry i przez chwilę patrzyła na nią jakby faktycznie czekała na odpowiedź. Potem zamachnęła się w nią swoim mieczem, jednocześnie tworząc i rzucając w Black Bat lodową kulę obliczoną na trafienie w ręce tak aby ją rozbroić. Skoro już doszło do takiej sytuacji to równie dobrze można się trochę pobawić prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Bat



Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   Wto Cze 17, 2014 9:41 pm

O, nie, nie, nie. Proszę tu nie odwracać kota ogonem. To Frost zaczęła masakrę kataną na dodatek na bogu ducha winnych ochroniarzach, którzy wykonywali tylko i wyłącznie swoją robotę. Zresztą skoro Frost miała magiczną plakietkę, dzięki której stawała się ważna i miała wstęp w zakątki szpitala, to po co w tak drastyczny sposób potraktowała cywilów.
Gdyby nie jej brutalne zachowanie, Black Bat mogła by w spokoju patrolować inną cześć miasta i ewentualnie sprawić manto jakimś zwykłym chłystkom, którzy by podpadli swoim skandalicznym zachowaniem.
- Potrzebujesz tego jak śmierci niewinnych osób? - Rzuciła buńczucznym tonem, ale szczerze mówiąc panna Frost zasiała malutkie ziarno zwątpienia. Czyżby kobieta faktycznie tego potrzebowała? Ale do czego? Do życia? Z drugiej jednak strony nie musiała pozbywać życia niewinnych ludzi. Ziarenko wątpliwości zaraz zostało stłamszone przez nędzy i rozpaczy jaki reprezentowali bezgłowi ochroniarze, no i ten z poderżniętym gardłem.
Uchyliła się przed lodowym pociskiem, który ją zaskoczył, więc fakt, Frost może nie trafiła w dłonie, ale w ramie. Cass poczuła się tak jak osoba, która przed chwilą oberwała śnieżkiem. Zerknęła na ośnieżone ramię, ale zaraz powróciła wzrokiem do kobiety. Zabolało, ale bez przesady, zresztą chłód łagodził obrzęk więc..
Nie mogła na nią ruszyć, ponieważ lodowa ścieżka utrudniła by skoordynowane poruszanie. Musiała czymś zająć kobietę, by było prościej ją obezwładnić. Wystrzeliła armatkę prosto w nogę szklanej szafy z lekami i z impetem pociągnęła linę tak by zwalić mebel na kobietę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Killer Frost



Liczba postów : 133
Data dołączenia : 11/05/2014

PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   Wto Cze 17, 2014 10:59 pm

Ochroniarze stali na drodze do jej upragnionego celu, a przecież dzieci od urodzenia uczy się, żeby pokonywać przeszkody na drodze do realizacji własnych marzeń. To przecież było tak bardzo amerykańskie. A tutaj obraca się to w zarzut przeciwko Miss Frostie. A Black Bat zapewne dobrze by zrobiła gdyby zajęła się patrolowaniem innej części miasta i uprzykrzaniem życia jakimś nic nie wartym bandziorom bez klasy.
-Śmierć tych ludzi to naprawdę bardzo wielkie nieszczęście, ale nikt ich przecież nie zmuszał, żeby przychodzili do pracy prawda? rzuciła z miną smutnego dziecka, tak jakby rzeczywiście tego żałowała. I Black Bat z pewnością powinna trzymać w sobie to uczucie żalu dla Killer Frost, na pewno by dobrze na tym wyszła! Trzeba słuchać co serce mówi!
Widziała, że kobieta ma dobry refleks, Batman niewątpliwie dobrze ją wyszkolił. Uśmiechnęła się kiedy zobaczyła jak wystrzela armatkę i ciągnie na nią szafkę. Złączyła obydwie dłonie i wystrzeliła dużą lodową kulę w środek szafy, tak że potłukła się i przechyliła w drugą stronę. Złapała za linę przymocowaną do nogi szafy i przymroziła ją tam, co więcej lód szedł po długości liny w kierunku Black Bat. Killer Frost dmuchnęła również zimnym powiewem pełnym ostrych drobinek lodu. I co teraz zrobisz dziewczynko?

/Sorry za opoznienie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Bat



Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   Sro Cze 18, 2014 8:16 pm

Ale nie po trupach! Zresztą przedzierając się przez lodowate spojrzenie panny Frost, Cass była prawie pewna, że kiedyś była zupełnie inną kobietą. Kobieca intuicja? Prawdopodobnie tak. Niestety atmosfera nie sprzyjała pogawędką o przeszłości.
- Umowa o pracę? - Odparła wpatrując się zaskoczona w lodowe akrobację Frost. Dziewczyna zaraz puściła linę i korzystając z okazji, iż białowłosa zajęła się mrożeniem szafy, schowała katanę do pokrowca na plecach. Szybkim ruchem złapała rękoma za framugę drzwi. Odchyliła się do tyłu i korzystając z lodowej powierzchni prześlizgnęła się niczym saneczkarze, prosto pod nogi Frost, uchylając się tym samym przed mroźnym podmuchem.
Black Bat sunęła nogami do przodu, a gdy była już przy kobiecie podcięła ją tak by poleciała do tyłu. Podczas upadku wytrąciła kopniakiem katanę z dłoni Frost, a potem odepchnęła ostre narzędzie by znalazło się w sporej odległości od przeciwniczki. Ślizgając się nieco, zręcznym ruchem pozbierała się tak by usiąść na kobiecie. Złapała ją za nadgarstki i przycisnęła je nad głową Frost. Cass poznała już na co stać tą królową lodu, więc wzięła ją z dyńki, co by trochę otumanić, z nadzieją, że znowu nie dmuchnie jej powiewem w twarz. Co prawda maska chroniła Cass, ale nie wiedziała jak bardzo, w końcu z takim ewenementem nie miała jeszcze do czynienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Killer Frost



Liczba postów : 133
Data dołączenia : 11/05/2014

PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   Sro Cze 18, 2014 8:46 pm

O tak Killer Frost kiedyś była zupełnie inną kobietą. Pracowitym naukowcem, który chciał rozwijać naukę i pokazać swój wynalazek światu. Była kobietą pełną ideałów, która chciała by ludziom żyło się lepiej? I co ją za to spotkało? Zdrada pracodawców, którzy chcieli przywłaszczyć sobie jej wynalazek, oraz zdrada przyjaciół, którzy próbowali ją zabić. Cóż nawet im się udało. Doktor Snow wtedy zginęła. Jako forma obrony jej ciała powstała Killer Frost. Od tej pory wiedziała, że to właśnie Killer Frost będzie jej siłą i obroną. Wiedziała, że już nigdy nie będzie słaba.
-Tyle mówią w telewizji, że pracoholizm jest zgubny dla zdrowia rzuciła i roześmiała się w telewizji. Nie było jej dane jednak nacieszyć się długo. Black Bat szybko znalazła się pod jej nogami podcinając ją. Straciła również katanę upadając, jednak nigdy nie polegała szczególnie na mieczu. Cios w głowę otumanił ją jednak tylko na kilka sekund. Może wtedy właśnie Black Bat zobaczyła przebłysk dawno już "nieżyjącej" doktor Snow. Kiedy jednak doszła do siebie jej tęczówki zrobiły się białe ze wściekłości. Złapała jedną dłonią za nadgarstek Black Bat i zamroziła swoją dłoń i jej razem, wyciągając jednocześnie drugą rękę. Wolna ręką pokryła się gruby lodem i uderzyła z całej siły w bok przeciwniczki. Podniosła zmrożoną rękę Black Bat i przerzuciła nią, tak że to teraz ona była na dole a Killer Frost usiadła na niej. Chwyciła za katanę Black Bat i wyrzuciła ją z pokrowca na przeciwną stronę pomieszczenia. Śmiejąc się odmroziła rękę przeciwniczki, tak, że ich uchwyt swojego rodzaju już nie istniał. A drugą zmrożoną ręką uderzyła w twarz Black Bat.
-Nie wiesz z kim zadarłaś. Nic o mnie nie wiesz, a powodujesz tylko kłopoty. Sprawia Ci to przyjemność? powiedziała lodowatym tonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Bat



Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   Sro Cze 18, 2014 10:05 pm

Każdy miał jakieś kiepskie momenty w życiu, BB np. miała mega kiepskich rodziców, którzy traktowali ją jako narzędzie do zabijania, dobrze rokujące na przyszłość, w końcu krew Cass była mieszanką krwi wojowniczki oraz zawodowego mordercy jakim był jej ojciec.
Siedząc na kobiecie dostrzegła białe i bardzo złowrogie tęczówki. Jedyne co w tym momencie pomyślała to było jakże błyskotliwe Ups?
Jakie było jej zaskoczenie, gdy ich dłonie zostały splecione w mrożącym uścisku. Cass pod maską zmarszczyła brwi. Ziąb był ogromny, a co gorsza to przestała czuć palce, więc Frost faktycznie miała większe pole do popisu. Zanim się obejrzała dostała pięścią w bok. Zdążyła się co prawda zorientować, że zostaje jej wymierzany cios, ale niestety nie miała odsunęła się na tyle by całkowicie go uniknąć. Skrzywiła się pod nosem, ale twardo siedziała na kobiecie.
A potem role się odwrócił. Cass została przytwierdzona do podłoża. Uśmiechnęła się pod nosem, bo szczerze mówiąc Frostie zaczęła coraz bardziej ją fascynować. I szczerze? Tak, ból sprawiał dziewczynie ogromną przyjemność, dzięki temu szybciej reagowała i wydawała się być bardziej rozjuszona, przynajmniej po tym ciosie w twarz. Cass odchyliła głowę w bok, bo tak nakazały prawa fizyki, zaraz jednak wróciła spojrzeniem do kobiety. Dziewczyna była twarda, nawet nie podążyła wzrokiem za swoją kataną, która tak brutalnie wylądowała gdzieś nieopodal.
- A gdybym wiedziała to co by to zmieniło? - Zapytała śmiejąc się pod nosem. Złapała Frost za nadgarstki, powoli odzyskując czucie w dłoni. Lecz to nie było najważniejsze. Uniosła biodra do góry tak by zachwiać stateczną pozycję białowłosej. Pociągnęła za nadgarstki kobiety i pomagając sobie nogami przerzuciła za głowę. Cass miała nadzieje, że huknęła chociażby o szafkę. Zebrała się z ziemi ponownie ślizgając, chociaż nie tak jak wcześniej, ponieważ lód zaczął topnieć. Stojąc zerknęła w stronę katany, jednak zawahała się nieco, nie wiedząc, czy zdąży dobiec. Nie mogła się odwrócić tyłem do kobiety. Mogło to być dla Cass zgubne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Killer Frost



Liczba postów : 133
Data dołączenia : 11/05/2014

PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   Sro Cze 18, 2014 10:32 pm

Przynajmniej rodzice Black Bat nie odwrócili się przeciwko niej i nie próbowali jej zamordować. Wręcz przeciwnie, zapewne szkolili ją, żeby była coraz lepsza. Tak właśnie jak rodzice powinni. Najbliżsi powinni stać za Tobą i liczyć, że Ci się uda, a nie próbować Cię zabić.
Killer Frost widziała, że ich zabawa zaczyna podobać się również Black Bat. Zabiła już tak wielu, że potrafiła powiedzieć niemalże instynktownie kiedy komuś ta szczególna zabawa przypada do gustu. Tak było właśnie w tym wypadku. Akurat dzięki temu Black Bat zyskała w jej oczach. Nie była jedynie nudnym stróżem prawa, który wypełnia swoje obowiązki. Czerpała radość z walki podobnie jak Killer Frost. Choć równa walka, tak jak ta teraz miała miejsce niezwykle rzadko. Uśmiechnęła się kiedy zobaczyła wściekłość czy też może rozjuszenie w oczach rywalki.
-Widzę, że podoba Ci się nasza zabawa. Cieszy mnie to niezmiernie. Nie jesteś tak nudna jak przypuszczałam potem jednak usłyszała pytanie, po którym zaraz poleciała na duży pojemnik z helem. Pozbierała się z niego i stanęła twarzą do przeciwniczki. Strzeliła lodowy pocisk w kierunku katany Black Bat, która została odrzucona jeszcze dalej do kąta. Killer Frost pomachała dłonią z wyciągniętym wskazującym palcem w geście zabraniania czegoś.
-Co by to zmieniło? Czyżbyś była taka jak ona? Czyżby wydawało Ci się, że znasz wszystkie odpowiedzi i rozwiązania? Oni też tak myśleli. Myśleli, że mają mnie z głowy. O jakże się zdziwili kiedy okazało się, że się mylą. I Ty też się mylisz. rzuciła i znienacka wyprowadziła cios w kostki przeciwniczki przewracając ją. Złapała ją za kolano i zaczęła je zamrażać. Drugą ręką na której pojawił się lód uderzyła w klatkę piersiową. Po tym ciosie lód zniknął, a Killer Frost złapała przeciwniczkę za włosy i uderzyła jej głową o podłogę.
-Podobasz mi się. Masz charakter. Przyłącz się do mnie, możemy zaprowadzić razem porządek w Gotham wyszeptała jej do ucha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gotham Mercy Hospital   

Powrót do góry Go down
 
Gotham Mercy Hospital
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» No mercy
» Kiki - sówka Mercy.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Justice League :: Stany Zjednoczone :: Gotham City-
Skocz do: