PBF osadzony w świecie komiksów DC.
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ogród Botaniczny Giordano

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 25

PisanieTemat: Ogród Botaniczny Giordano   Wto Lut 04, 2014 10:40 pm

First topic message reminder :


Wielki ogród położony w Burnley.
Więcej ujęć:
1, 2, 3, 4,

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Poison Ivy

avatar

Liczba postów : 74
Data dołączenia : 07/05/2013

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Pią Sie 21, 2015 1:30 am

Pameli nie przeszkadzało to spojrzenie, głównie dlatego, że generalnie dzieciom wybaczała na ogół o wiele więcej, niż przeciętnemu człowiekowi... Ale i dlatego, że taki wzrok po części przypominał jej Harley. Doprawdy, ona również potrafiła przecież zachowywać się jak nastolatka - albo i jeszcze młodsza istotka. Taka była część jej uroku, nawet jeżeli czasami Ivy dochodziła do wniosku, że nie miała bladego pojęcia dlaczego ją tak... Cóż, lubiła. Za co?
Samozwańcza Matka Natura oparła więc ciężar ciała w głównej mierze na jednej nodze, dłoń ułożyła na biodrze... I sama również przyglądała się dziewczynie, najzupełniej spokojnie i bez widocznych oznak jakiejkolwiek formy wrogości. Ze swoją nieludzką kolorystyką - przede wszystkim skóry - tak czy siak robiła wyjątkowe wrażenie, więc nie musiała się tak naprawdę starać o nic więcej.
Kiedy Fawn zadała jej swoje pytanie - a właściwie dwa pytania, choć w praktyce i tak dotyczyły tej samej kwestii - Ivy odczekała krótką chwilę, po czym w pierwszej kolejności przechyliła głowę lekko na bok, jak gdyby w milczeniu rozważając ten problem. Zaraz potem jednak wzruszyła już delikatnie ramionami, a następnie przemówiła:
-O ile spieszysz się gdzieś lub do kogoś- rzuciła, jednocześnie zaczynając się już powoli obracać z chęcią odsunięcia się od nastolatki... Gdy ta ponownie się odezwała, o ile w ogóle można to było w ten sposób określić. Wyrzuciła z siebie tylko krótki odgłos, nawet nie słowo, ot - dźwięk charakterystyczny dla osób, które starały się kogoś albo coś uciszyć.
Jako że w szklarni poza nimi znajdowały się w tym momencie jedynie hieny oraz liczne rośliny, a na terenie całego ogrodu nie powinno już być żadnych innych ludzi - jedynie garść zwierząt, która zazwyczaj w nim pomieszkiwała... To mocno zawężało krąg poszukiwań adresata tego "shh".
Rudowłosa ponownie zerknęła na swojego gościa, jednocześnie unosząc jedną z subtelnie zarysowanych brwi w niemym zapytaniu. Początkowo miała nawet zamiar na tym poprzestać - tyle zazwyczaj wystarczało - ale... To mimo wszystko tylko dziecko, nawet jeżeli ludzkie. Taryfa ulgowa i tak dalej.
-Kto ma być cicho?- spytała więc, a w jej głosie nie dało się dosłyszeć ani krzty irytacji, ani niczego podobnego. Przeciwnie, był nawet na swój sposób słodki, choć nie do przesady, nie do mdłości. Przez głowę przeszła jej teraz jeszcze jedna myśl; w końcu niedawno spotkała nastolatkę, która twierdziła, że rozmawiała z jakimś niematerialnym bytem... Być może teraz miała do czynienia z czymś podobnym? Pod kątem bytu lub przynajmniej samego twierdzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fawn Archer

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 03/04/2015
Wiek gracza : 22

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Pią Sie 21, 2015 7:45 pm

Dopiero gdy Poison Ivy odezwała się ponownie w jej kierunku, zaczęła się poważnie zastanawiać czy rzeczywiście ma dokąd iść. Czemu towarzyszyła stosowna, infantylna mina. Jacob nie dawał znaku życia, może znudził się niańczeniem bezdomnej i porzucił, ale nawet jeśli nie - bunkier byl daleko za miastem, w głuszy. Do dzisiejszego wieczora chyba nie do końca rozumiała jak niebezpieczne jest życie na ulicy, bała się wracać na piechotę przez całe miasto i do tego iść lasem, zwłaszcza o tej porze. Choć niechętnie, musiała przyznać że jedynym stosunkowo pewnym schronieniem byłaby stara miejscówka pod mostem, znacznie mniej komfortowa i barwna niż szklarnia. Prawdopodobnie ktoś inny już w niej siedział, a nie byłaby w stanie bić się z jakimś pijakiem czy narkomanem. Dlatego też po namyśle pokręciła głową. Chciała tu zostać, przynajmniej jeszcze jedną noc. Góra tydzień.

Zmarszczyła brwi i spojrzała niepewnie na kobietę, gdy ta postanowiła jednak nie oddalać się. Szczerze nie wiedziała co miała na myśli, zaraz jednak zarumieniła się delikatnie i odwróciła wzrok uświadamiając sobie że najpewniej głosy uciszała nie tylko w swojej głowie, ale też wyrwało jej się co nieco na głos.

- Ludzie na zewnątrz. – odparła jak najbardziej szczerze, ale brak jej było pewności skąd pochodzą szepty. Ciężko było wyjść na dziwaka przy doktor Isley, lecz słysząc głosy niewiadomego pochodzenia Fawn do najnormalniejszych zaliczyć się nie dało. Dziewczyna była przekonana, że właścicielka ogrodu botanicznego wiedziała o co chodzi, tylko po prostu nie wiedziała od razu o co konkretnego jej chodziło. Coś w sposobie w jaki odzywała się do niej sprawiało, że szarooka zabierała głos chętniej niż zazwyczaj, prawie że ufała kobiecie. – Chyba dużo osób… hm… spaceruje w okolicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Poison Ivy

avatar

Liczba postów : 74
Data dołączenia : 07/05/2013

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Sob Sie 22, 2015 12:27 pm

Ivy przechyliła głowę lekko na bok, jednocześnie ponownie ustawiając się przodem do Fawn. Oparła nawet dłonie na biodrach, przyglądając się dziewczynie z zaintrygowaniem i znów przez krótką chwilę milcząc... Rozważając to, co właśnie od niej usłyszała.
Opcje były tak naprawdę trzy, przy czym jedną z nich Pamela od razu ostrożnie odrzuciła - a mianowicie tę, że nastolatka z jakiegoś powodu po prostu ją oszukiwała, być może starając się zwrócić na siebie uwagę lub osiągnąć w ten sposób jeszcze coś innego. Może i rudowłosa była z natury osobą niezwykle podejrzliwą, ale zarazem racjonalnie myślącą - i potrafiła stosunkowo obiektywnie ocenić sytuację. Nie, to raczej nie było kłamstwo...
W takim wypadku Fawn albo rzeczywiście coś słyszała albo przynajmniej wydawało jej się, że tak właśnie jest. Drugą możliwość ciężko byłoby zbadać, więc póki co powinna pewnie skupić się na pierwszej. W końcu... Pomijając nawet "duchy" i inne bezcielesne twory, nie byłby to przecież pierwszy raz, gdy jej metody leczenia zaowocowały dodatkowymi zdolnościami. Jakby na to nie patrzeć, Harleen do tej pory wykazywała podwyższoną siłę fizyczną, szybkość oraz odporność na większość toksyn... W tym na własny dotyk Poison Ivy.
Stare, dobre czasy.
-Mmm, rzeczywiście mogłoby tak być, tyle że w całym ogrodzie nie ma innych ludzi. Jedynie ty. Poza tobą zaś... Bud i Lou, moje dzieci i ja, nikt więcej- wyjaśniła, oczywiście umyślnie nie wymieniając siebie jako, o zgrozo, człowieka. Pominęła też kwestię innych zwierząt pomieszkujących w okolicy, bo i tak wątpiła, aby były w tym wypadku istotne. Nie, podejrzewała... Coś innego.
Pamela oderwała w końcu spojrzenie od swojego gościa i powiodła wzrokiem po otoczeniu, na krótko zawieszając go na niektórych roślinach - tych szczególnie gadatliwych. Przykazała im milczenie, ot, tak na próbę... A następnie ponownie zwróciła się do dziewczyny:
-Wciąż słyszysz te głosy?- rzecz jasna rosnąca dalej roślinność tak czy siak kontynuowała swoje dyskusje, ale przynajmniej te najbliższe ucichły. Sama Ivy była do nich przyzwyczajona do tego stopnia, że w żadnym razie nie przeszkadzał jej nieustający szum szeptów. To raczej teraz - bez nich - czuła się... Po prostu dziwnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fawn Archer

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 03/04/2015
Wiek gracza : 22

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Pon Sie 31, 2015 10:37 pm

Fawn wpatrywała się w kobietę z niepokojem w oczach, prawie że strachem. Nie dlatego, że Ivy w swoich wypowiedziach nie nazwała się człowiekiem, byłyby to zbyt abstrakcyjne kategorie dla kogoś, kto połowę życia spędził na ulicy i nie rozumiał większości zjawisk normalnych dla dzieci w podobnym wieku. Ale rozumiała dość dobrze, że jeśli słyszy się głosy, a nikt dookoła się nie odzywa - można mieć spory problem. W Gotham pełno było narkomanów i ludzi z problemami psychicznymi, dla których sensem życia było siedzenie na ulicy i straszenie przechodniów. Prawdopodobnie nie byli w pełni świadomi swoich poczynań, ale dla niej byli po prostu przerażający. Parę razy została zaczepiona, kilku z nich posunęło się nawet do złapania jej za rękę czy ubranie. Archer postrzegała świat w prosty, dziecięcy sposób i tak jak dziecko bała się gdy nie wiedziała co się dzieje.

Właścicielka ogrodu botanicznego pobieżnie spojrzała na część roślin, głównie tych znajdujących się dość blisko nich. Równie niespodziewanie jak pojawiły się w głowie szarookiej, tak samo szybko niezrozumiałe szepty przycichły, może wręcz zniknęły całkowicie. Nie mogła stwierdzić, wspomnienie było zbyt świeże by w pełni stwierdzić że nie są wciąż obecne, tylko o wiele cichsze. Mimo wszystko różnica była znaczna i dziewczyna, ciągle oparta plecami o drzewo - tym razem dlatego, że cała drżała i nogi miała jak z waty - zaprzeczyła powoli ruchem głowy.

- Pani coś zrobiła, prawda? - Odezwała się po chwili namysłu. Jeśli doktor Isley była w stanie coś poradzić na szepty, z pewnością musiała wiedzieć co je powodowało. - Już sobie poszły..? - Spytała trochę śmielej i głośniej, ale wciąż bardzo wystraszona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Poison Ivy

avatar

Liczba postów : 74
Data dołączenia : 07/05/2013

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Wto Wrz 01, 2015 2:31 pm

Doktor Isley z wymalowanym w zielonych - nienaturalnie, nieludzko zielonych - oczach zainteresowaniem przyglądała się zmianom, które zachodziły w postawie oraz w wyrazie twarzy towarzyszącej jej nastolatki. W pewnym sensie traktowała to wszystko jak pewnego rodzaju badanie... Doświadczenie naukowe. Doszło do niego przypadkowo, owszem, ale czemu miałaby nie skorzystać z nadarzającej się okazji - i nie czerpać z niego wiedzy na przyszłość?
Oczywiście Pamela doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że dziewczynka się bała. Może jej samej, być może tego, co się właśnie działo... A może po prostu była z natury strachliwa - albo nawet każdy z tych punktów jednocześnie. Mimo wszystko jednak wyglądało na to, że Fawn przynajmniej starała się zachować spokój i jakoś się kontrolować, a to Ivy potrafiła docenić.
-Nie, nie poszły sobie, ale zamilkły. Przynajmniej część z nich... Chwilowo. Nie lubią być całkiem cicho, to dla nich nietypowe. Wolą rozmawiać, nucić, śpiewać- wyjaśniła, a jej głos od razu przybrał czuły, wręcz matczyny ton, gdy tylko zaczęła wypowiadać się na temat swoich ukochanych podopiecznych. Nawet w jej oczach wyraźnie odbiło się głębokie uczucie, którym je darzyła.
Rudowłosa wyciągnęła na bok prawą rękę, a z pobliskiego skupiska zieleni wyłoniło się kilka pnączy, które chętnie zbliżyły się do jej dłoni, początkowo tylko się o nią łasząc, by zaraz później zacząć ją luźno oplatać i piąć się wyżej. Za nimi podążyły następne, coraz więcej, stopniowo zbliżając się do kobiety i zajmując sporą część przejścia wokół niej.
-Nie musisz się ich bać. Nie zrobią ci krzywdy tak długo, jak długo ty nie zranisz ich. Ludzie ciągle szkodzą moim maleństwom, nawet nie myślą o ich cierpieniu, gdy je wykorzystują i zadają im ból. Dlaczego by mieli, prawda? To w końcu tylko rośliny. Nie odpowiedzą im tym samym...- w ten matczyny ton Ivy szybko wkradły się nutki złości i urazy, niezwykle łatwe do wychwycenia, a jednak jeszcze w głównej mierze utrzymywane pod kontrolą.
Podczas gdy Pamela przemawiała, wśród otaczających ją pnączy mignęło coś jeszcze. Przypominało ogromną muchołówkę - na tyle dużą, że spokojnie mogłaby zaatakować człowieka, a pożarłaby go pewnie na dwa kęsy. Roślina wyraźnie zmutowała nie tylko pod względem rozmiaru, jeżeli liczne kolce stanowiły jakąś wskazówkę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 25

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Wto Wrz 29, 2015 3:24 pm

Jako że Fawn zrezygnowała z gry, decyduję: postępujące zmiany w jej ciele - wywołane specyfikami Ivy - doprowadziły do pojawienia się gorączki i ogólnego osłabienia. Organizm dziewczyny okazał się być za słaby, aby poradzić sobie z transformacją, a kiedy nadarzyła się ku temu okazja - nastolatka zwiała z ogrodu botanicznego i słuch po niej zaginął. Najpewniej umarła, choć jeśli kiedyś zdecyduje się wrócić, to będziemy mogli na ten temat dyskutować.

Żeby uniknąć konieczności odgrywania tego wszystkiego, obie postaci dostają tutaj z/t.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   

Powrót do góry Go down
 
Ogród Botaniczny Giordano
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» Kwiecisty Ogród
» Hamaki na drzewach
» Wiśniowy ogród
» Ogródek różany
» Ogród Królowej

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Justice League :: Stany Zjednoczone :: Gotham City-
Skocz do: