PBF osadzony w świecie komiksów DC.
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ogród Botaniczny Giordano

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 25

PisanieTemat: Ogród Botaniczny Giordano   Wto Lut 04, 2014 10:40 pm

First topic message reminder :


Wielki ogród położony w Burnley.
Więcej ujęć:
1, 2, 3, 4,

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Black Adam

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 16/02/2014
Wiek gracza : 28

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Wto Gru 09, 2014 1:02 pm

Długie miesiące zajęły mu poszukiwania złodzieja, który miał czelność okraść świątynię Sachmet. Profanacja i świętokradztwo były zbrodniami, których nie dało się wybaczyć, kiedy ktoś bezczelnie kradł święty symbol poświęcony Bogini Lwicy. Złoty Ankh będący jej boskim insygnium zniknął niepostrzeżenie i nikt, ani strażnicy, ani nawet kapłani nie byli w stanie wyjaśnić tego stanu rzeczy. Teth Adam w swym gniewie zabił strażników mających odpowiadać za bezpieczeństwo posągu symbolizującego Sachmet, albowiem ci głupcy nie zasługiwali w jego mniemaniu na życie, skoro pozwolili złodziejowi niepostrzeżenie ukraść symbol mający magiczną moc.
Dopiero kiedy emocje opadły, a jego furia ostygła, Black Adam zaczął dokładnie analizować całą zaistniałą sytuację. Nawet odwołując się do mądrości Zehuti, nie odnalazł odpowiedzi na nurtujące go pytania, a mianowicie jakim cudem złodziej dostał się do poświęconego budynku, jak gdyby wchodził do własnego domu. Wszystkie ślady oraz zebrane wskazówki mówiły bowiem, jakoby sama Sachmet zabrała Ankh, choć pozostawiła swą suknię, naszyjnik i bransolety, które stanowiły przecież jej własność. Jedyne co miał, to koci zapach niewątpliwie należący do kobiety, jaki unosił się w pobliżu posągu.

Sytuacja stawała się coraz dziwniejsza, gdyż pomimo faktu, że nie potrzebował spać, pić, ani jeść, nawiedzały go krótkie, senne wizje na jawie, w których widział szmaragdowe, kocie oczy kobiety, alabastrową skórę jej twarzy oraz burzę czarnych włosów. Bohater Kahndaq nie był w stanie odpędzić się od tych wizji, które nawiedzały go, ilekroć pozostawał sam. Część z nich była wyjątkowo intymna, gdyż z perspektywy osoby trzeciej widział siebie oraz nieznajomą kotkę. Dopiero w chwili, gdy uzmysłowił sobie, że wszystkie wizje jakie miał działy się w Gotham, postanowił opuścić swój kraj i odnaleźć kobietę.


Rozmowę dwóch kobiet przerwało pojawienie się kogoś, kogo z pewnością żadna z nich nie spodziewała się ujrzeć. Teth Adam, złoczyńca którego zła sława dorównywała jego potędze, nie był personą o jakiej można było rzec, iż była mile widziana. Jego obecność zwiastowała kłopoty, co zresztą idealnie oddawało mroczne spojrzenie jego oczu, które omiotło pomieszczenie, w jakim znajdowała się cała trójka. Spiczastouchy mężczyzna o przystojnej twarzy i godnej boga, muskularnej sylwetce, unosił się kilkanaście centymetrów nad ziemią, sunąc powoli ku Catwoman. Wyglądało na to, że Poison Ivy jest mu całkowicie obojętna i faktycznie ignorował ją kompletnie, gdyż w jego mniemaniu była zagrożeniem równie wielkim, co natrętny komar bzyczący koło ucha, którego mógł znieść w palcach bez większego wysiłku.
- Wzięłaś coś, co nie należy do ciebie, kobieto.
Zwrócił się do Seliny, kiedy znajdował się zaledwie kilkadziesiąt centymetrów od niej. Górował nad złodziejką fizycznie pod każdym względem, a otaczająca go aura mocy i władczości sprawiała, że tylko największy głupiec lub ktoś o ogromnej potędze postanowiłby sprzeciwić się jego woli.
- Oddasz mi Ankh i pójdziesz ze mną.
Zawyrokował, splatając muskularne ramiona na piersi, podczas gdy patrzył na nią butnym, pełnym wyższości wzrokiem. Kotka wpadła w nie lada tarapaty, a wszystko przez sny, które kilka miesięcy temu niemal nakazywały jej wycieczkę do Kahndaq po bardzo specyficzny, złoty symbol.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Catwoman

avatar

Liczba postów : 47
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Wto Gru 09, 2014 3:40 pm

Selina wpatrywała się w rudowłosa piękność skupiając się na jej twarzy, bardziej niż na ukazanych walorach. Wysłuchała tego co miała do powiedzenia na temat Gotham. Zniosła również zasugerowanie, że w całym tym pytaniu chodzi tylko i wyłącznie o Batmana. Po części była to prawda, aczkolwiek to nie Bruce był powodem tego spotkania. Musiała jednak przyznać, że Ivy jak zwykle wykazała się konkretnym podejściem do sytuacji i za to ją lubiła. Ciężko było jej również omamić kobietę, stąd też nawet nie zamierzała bawić się z nią w kotka i myszkę.
Ucieszona, że i piękny rudzielec zaczął ją traktować poważnie, a przynajmniej tak odebrała podzielenie się  informacjami na temat zebrania się Ligii. A gdy już chciała podpytać o szczegóły, ktoś bezczelnie przerwał ich tajemne spotkanie.

Kotka w pierwszym momencie zmrużyła zielone oczęta i skupiła się na muskularnym mężczyźnie, który jak gdyby nigdy nic sunął w powietrzu. Kobieta zadarła łepek by przyjrzeć się uważnie jego twarzy i po części móc wyczytać jakie ma intencję. Cóż, nie trzeba być mistrzem w odczytywaniu mowy ciała, by zgadnąć, że Czarny Adaś nie był w najlepszym nastroju. Kotka spięła się wewnętrznie i zjeżyła na samą myśl, że będzie miała do czynienia z kimś, kto najwyraźniej ma nadludzkie moce.
Kobieta wysłuchała słów tajemniczego mężczyzny zachowując względny spokój. Przechyliła łepek w bok, tak jak to robią zaciekawione kocurki, a potem przesłała ni to rozbawione, ni to wzruszone spojrzenie w kierunku Ivy.
Faktycznie jakiś czas temu wróciła z wakacji w Egipcie. I faktycznie jej złodziejski zmysł sprowadził kobietę do jednej z świątyń w której zagrała na nosie strażnikom, okradając posążek z jednej rzeczy... ale..
- Żeby takie larum z powodu jednego, złotego krzyżyka? Poważnie? Nawet nie mam go przy sobie. Trzeba było dać znać. Wysłałabym go. Poleconym. - Udała zdziwioną całą tą sytuacja, na dodatek zbagatelizowała wartość przedmiotu, choć bardzo dobrze wiedziała, że ten mistyczny krzyż. Ankh miał w sobie tajemniczą moc. Niestety Kociak bardzo szybko znudził się tematem, złoty krzyż wylądował z innymi świecidełkami w kryjówce Seliny. Mimo to, nie zamierzała się ugiąć przed Adamem, ani przed jego złowrogim spojrzeniem, ani przed jego mocą. Nie byłaby sobą, gdyby czegoś zaraz nie wymyśliła. Kotka mimo wszystko czuła, że może nie mieć szans z tym tajemniczym mężczyzną, więc grając na zwłokę mówiła dalej, robiąc dobrą minę do złej gry. Nie chciała dać mu odczuć, że jego obecność w jakikolwiek sposób ją obruszyła.

- A teraz musisz nam wybaczyć, ale jesteśmy w trakcie ważnej konwersacji. - Mina kobiety stężała i stała się równie poważna co przystojna twarz Adama. - Niegrzecznie tak przeszkadzać. - Dodała pouczając go jak małego chłopca i zaraz chwyciła za rączkę bicza. Zamachnęła nim w powietrzu tak, że końcówka zawinęła się na gałęzi jabłoni, pod którą obie stały. Selina spojrzała wymownie i zarazem przepraszająco na kobietę, tak by wiedziała, że to co zaraz zrobi, będzie wymagało przeprosin i zarazem ucieczki, a potem z impetem pociągnęła ku sobie, wywołując tym samym drganie gałęzi oraz grad niedojrzałych, acz dorodnych jabłek. Wiedziała, że tym go nie pokona, ale chociaż odwróci uwagę. Na dodatek chciała go odciągnąć daleko od Ivy, wszak czemu miałaby płacić za błędy przyjaciółki? Rozhuśtała się na tyle by wskoczyć na pobliski dach 3 metrowego budynku. Stojąc już na twardej powierzchni umiejętnie pociągnęła za bicz, by móc go zwinąć z powrotem przy pasie. Gdy już miała go przy sobie ruszyła w długą skacząc po dachach. Zatrzymała się na siódmym i czy ósmym i przycupneła za kominem, mając nadzieje, że zgubiła Adama.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Adam

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 16/02/2014
Wiek gracza : 28

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Wto Gru 09, 2014 10:17 pm

Postawa, tembr głosu oraz samo zachowanie mężczyzny jawnie wskazywało na lekceważący stosunek wobec osoby Catwoman. Wciąż było to jednak o niebo lepsze traktowanie, niż całkowite ignorowanie Poison Ivy, którą traktował na równi z powietrzem mimo, iż większość samców na jego miejscu zaczęłaby się ślinić widząc tak apetycznie oraz egzotycznie wyglądającą kobietę. Black Adam nie był jednak każdym. Był bohaterem Kahndaq, jego monarchą i obrońcą, a błogosławieństwa od sześciu egipskich bogów w jego mniemaniu czyniły go równym tymże bogom. Antycznemu herosowi brakowało jednak wyraźnie poczucia humoru, gdyż chłodny, surowy wyraz jego twarzy oraz lodowate spojrzenie oczu wyrażały jedynie otwartą pogardę spowodowaną marnymi żartami Seliny. Adam nie żartował. Jedynie łamał kości, rzucał setki metrów w powietrze lub wgniatał w glebę każdego, kto choćby odrobinę go zirytował. Dlatego właśnie Kotka mogła mówić o nie lada szczęściu, albowiem w każdej innej sytuacji do tej pory byłaby już jedynie kupką pyłu spopieloną przez magiczną błyskawicę, bądź bezkształtnym workiem potrzaskanych kości.
Uratowało ją spojrzenie szmaragdowozielonych oczu, które obudziło wspomnienia sennych wizji, a zwłaszcza tych najbardziej intymnych, jakie teraz jako żywe stanęły mu przed oczyma. Nie znaczyło to jednak, że zamierzał darować pannie Kyle jej przewiny. Kara była nieunikniona, a swoim zachowaniem z każdą mijającą sekundą przybliżała się do wyroku śmierci. Teth Adam nie miał bowiem ani czasu, ani ochoty, ani cierpliwości do zabawy w kotka i myszkę. Tedy wszystkie słowa czarnowłosej zbył milczeniem, trwając niewzruszenie niczym posąg. Z kolei dalsze działania Catwoman sprawiły jedynie, że na twarzy Black Marvela uwidocznił się grymas dezaprobaty oraz jeszcze silniejszej pogardy. Dla niego ruchy Kotki były tak powolne, że mógł ją powstrzymać w każdym momencie. Mimo to pozwolił, aby ta oddaliła się w przeświadczeniu o powodzeniu swej ucieczki, zanim z oszałamiającą prędkością poleciał za nią.
Selina poczuła, jak maska zostaje zerwana z jej twarzy, a ona sama unosi się w górę w momencie, gdy już miała nadzieję na zgubienie Black Adama. Niestety ten był o wiele szybszy od niej, a ponadto za sprawą wyostrzonych zmysłów nie miał większych problemów z namierzeniem kobiety po zapachu oraz wydawanych przez nią odgłosach. Teraz zaś trzymając ją za kombinezon pomiędzy łopatkami, utrzymywał Catwoman kilkanaście centymetrów nad ziemią, jak gdyby ta nie ważyła nawet kilograma.
- Wiem, że nie masz go ze sobą. W innym przypadku wyczułbym jego magię.
Powiedział jedynie, zanim puścił pannę Kyle, by ta mogła patrzeć na niego, kiedy do niej przemawiał.
- Zaprowadzisz mnie do krzyża życia albo zacznę łamać każdą kość w twoim kruchym, pięknym ciele. Potem zaś wyjaśnimy tajemnicę twojego wejścia niepostrzeżenie do świątyni Sechmet.
Obwieścił swą wolę kobiecie, która nie miała w gruncie rzeczy innego wyjścia, jak przyjąć wszystko do wiadomości. Oczywiście mogła się stawiać, lecz opór byłby wskazany tylko wtedy, gdyby pragnęła rozstać się z życiem. Selina nie była głupia i wiedziała z brutalną wręcz pewnością, że postawienie się temu mężczyźnie skończy się dla niej bardzo, bardzo tragicznie i nawet pozostałe życia nie zapewnią jej żadnego ratunku. Wszak o metodach działania oraz potędze Teth Adama krążyły legendy.

Dlaczego Ty piszesz za innego gracza, bo już przynajmniej drugi raz to u Ciebie widzę? Próbujesz decydować co ktoś myśli, co wie - i tak dalej. Tak to nie działa; pilnuj się, żeby więcej tak nie robić.
~ Lucifer Morningstar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Catwoman

avatar

Liczba postów : 47
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Sro Gru 10, 2014 10:53 am

Zanim zdążyła odetchnąć Black Adam z zatrważającą prędkością znalazł się na tym samym dachu, po którym ona tak zręcznie skakała. Gdy zerwał jej maskę, rozzłoszczona nawet nie zasłoniła swojej twarzy. Nie chciała oprawcy pokazać, że się boi, zresztą było i tak za późno.

Zanim zdążyła się obejrzeć tajemniczy mężczyzna chwycił ją w ten sam sposób jak się łapie za kark kota i przytrzymał ku górze. Zdziwiona aczkolwiek bardziej rozzłoszczona machnęła pazurami przed twarzą mężczyzny. Następnie wbiła je w jego ramię, a potem odepchnęła się nogami od jego torsu. Co prawda cześć materiału z jej stroju została w ogromnej dłoni Adama, tym samym ujawniając kawałek alabastrowych pleców, ale była chociaż uwolniona. Na szczęście mężczyzna trzymał ją kilkanaście centymetrów nad ziemią, więc upadku wcale nie odczuła. Ustała na dwóch nogach, stuknąwszy obcasami o metalowy dach.

- Wystawie Ci rachunek. Za maskę i za strój. A wiedz, że nie jest zrobiony z byle jakiego materiału. - Syknęła patrząc na niego z przymrużonych powiek. Ok. Oceniając sytuacje, mniej więcej na trzeźwo, ponieważ cały czas targała nią złość, w końcu Adam położył na niej swoje brudne łapska bez pytania o zgodę, stwierdziła, że faktycznie szanse na wybronienie się z tej sytuacji są bardzo nikłe. Facet był o wiele od niej szybszy i najwyraźniej nie miał problemów z tropieniem. Nie wiedziała jakie dokładnie ma moce, ale z tego co zdążyła oszacować, był niebywale silny, w końcu trzymał ją tak jak trzyma się prawdziwego kota, z lekkością. No chyba, że kicia drapie i się wyrywa. Ruchy Kotki były natomiast bardzo płynne, ociekające pewnością siebie. Wycofała się parę kroków by móc bez krępacji spoglądać w twarz okradzionego oprawcy. Włosy Seliny uwolnione z pod maski, powiewały na wietrze ukazując ich miękkość i sprężystość. I choć na pierwszy rzut oka, wydawała się być krucha, i choć była świadoma, że Adam jest istotą o nadludzkich zdolnościach, zaciętość oraz brak strachu nie opuszczały jej spojrzenia.
- Skoro tak Tobie na nim zależy. Mi już się znudził. - Burknęła niezadowolona, że do czegokolwiek jest zmuszana. Na dodatek coś tam zaczęło jej świtać z kim dokładnie ma do czynienia. Nie żeby mieli okazję się poznać, ale sam fakt, że przyciągnęła uwagę kogoś tak potężnego sprawił jej czystą satysfakcję. Dodatkowo sam ciężar bycia w niebezpieczeństwie, bo tak mogła określić towarzystwo Adama, sprawiał jej masochistyczną przyjemność. Mogła zginąć, boleśnie. Owszem. Ale czy Kotka nie była świetnym negocjatorem? A może dzięki tej znajomości uzyska coś dla siebie? Albo chociaż odpędzi Adama z dala od Gotham, gdzie bez problemu mógł siać zniszczenie.

- Chodź za mną. - Rzuciła ruszając przed siebie, tym rzem bez pośpiechu. - Swoją drogą mógłby Pan się chociaż przedstawić. - Odparła chcąc się tylko upewnić z kim ma wątpliwą przyjemność rozmawiać. Co do kryjówki.. i tak miała ją zmienić, więc nie miała problemu z wizytą w niej Blacka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Adam

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 16/02/2014
Wiek gracza : 28

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Sro Gru 10, 2014 1:21 pm

Gdyby nie próbowała się wyrywać siłą, jej kostium pozostałby nienaruszony. Sama jednak swoim działaniem doprowadziła do jego uszkodzenia i winą za ten stan rzeczy mogła obarczać wyłącznie samą siebie. Dlatego ani oskarżycielski ton kobiety nie wywarł na nim najmniejszego wrażenia, ani słowa jakie wydobyły się z jej ust nie przedstawiały dla niego żadnej wartości. Liczyło się jedynie odnalezienie krzyża Ankh i rozwiązanie zagadki dotyczącej Kocicy.
Black Adam nie tylko potrafił latać i dysponował ogromną siłą, lecz jak przekonała się na własnej skórze, nie była w stanie uczynić mu żadnej krzywdy. Mogła wręcz odnieść wrażenie, jakby kopała i próbowała zadrapać betonową ścianę, gdyż czarnowłosy mężczyzna o spiczastych uszach stał niewzruszony, czy też raczej wciąż unosił się kilkanaście centymetrów nad ziemią. W każdym razie niezbyt przejęty wzmianką o wyjątkowości materiału, z którego wykonano strój Seliny, jakby od niechcenia odrzucił w bok wydarty kawałek materiału, który natychmiast porwał wiatr podobnie, jak stało się to z jej maską. Co za tym idzie, na oporze względem tajemniczego mężczyzny straciła do tej pory bardzo wiele i wciąż mogła stracić więcej, jeśli nie zmieni postępowania. Władca Kahndaq nie słynął bowiem ani z cierpliwości, ani z wyrozumiałości, a jego brutalne metody postępowania okryły go złą sławą mimo, iż dla swych rodaków był bohaterem.
- Teth Adam, książę i władca Kahndaq.
Rzucił krótko i zwięźle dumnym tonem, gdyż strzępienie języka irytowało go i sprawiało, że miał coraz mniejszą cierpliwość do stojącej naprzeciw kobiety. Poza tym nie miał najmniejszego zamiaru iść za nią, gdyż liczył się czas, a ona była po prostu zbyt wolna. Tedy podleciał do niej i otoczywszy w pasie muskularnym ramieniem, przyciągnął do siebie Catwoman stanowczym gestem, przyciskając ją mocno do siebie. Biła od niego władczość godna monarchy i prawdziwego przywódcy. Miał charyzmę, która pomimo jego pełnego wyższości zachowania względem niej, była nie do zignorowania zwłaszcza przez przedstawicielki płci przeciwnej. W każdym razie Selina poczuła, jak unoszą się wyżej, a kiedy zawisnęli dobrych kilka metrów ponad dachem, Adam odezwał się do niej ponownie.
- Wskaż kierunek.
Mruknął tylko, patrząc przy tym Kocicy prosto w oczy, która za moment miała się przekonać, co to znaczy frunąć w powietrzu z prędkością przekraczającą tę, jaką osiągały najszybsze samochody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Catwoman

avatar

Liczba postów : 47
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Sro Gru 10, 2014 2:42 pm

Gdyby jej bezczelnie nie złapał, to nie podarłaby stroju. Nie mogła sobie pozwolić na takie zniewolenie, zresztą jej kocia natura pchała do innego zachowania niż do uległości i bycie grzeczną oraz ułożoną. W przeciwnym wypadku nigdy by nie doszło do tego spotkania, bo w końcu to ciekawość i pełna niesubordynacja pchnęła ją w ramiona przepastnej świątyni skąd skradła Ankh.
Gdzieś tam w głębi duszy imponowało jej zachowanie Adama. Był władczy, pewny siebie i taki poważny, że aż miała chęć wykręcić mu jakiegoś psikusa. Czy się go bała? Z jednej strony bardzo, dlatego gdy tak ją chwycił, jej wątłe, w stosunku do muskularnego mężczyzny, ciało, poczuła przyjemny dreszczyk emocji. O dziwo taki, który nie idzie w parze ze strachem.

Nie zdziwiła się jakoś bardzo, gdy po ciosie jaki mu zadała nawet nie drgnął. Ją łapka zabolała, ale ponownie nie zamierzała się zdradzać ze swoją kruchością, choć Adam zapewne był tego świadomy. Z tą powagą nawet zaczął jej po części przypominać Bruce'a, chociaż przy nim czuła się bezpiecznie, a przy Adamie... jakby była w ogromnym niebezpieczeństwie.

Oparła się o jego wyrzeźbiony niczym posąg, tors, powtarzając sobie w myślach imię oraz pochodzenie Adama potwierdziła swoje obawy. Wiedząc z kim dokładnie ma do czynienia, minka troszkę jej zrzedła. Mimo to nie traciła na żartobliwości, więc zwisając w ramionach mężczyzny spojrzała w dół i zaraz wróciła do niego swoim szmaragdowym spojrzeniem.

- Już mnie nosisz na rękach? A pomyśleć, że poznaliśmy się dobre 15 minut temu. - Wymruczała mu prawie do ucha. Tonu głosu kobiety był pół na pół sarkastyczny i żartobliwy. Wiedziała też, że oscyluje na granicy życia i śmierci, jednak kocia duma nie pozwalała na inne zachowanie. Musiała mu dopiec, jak nie fizycznie, to chociaż w ten sposób. Czując, że czeka ją baaardzo mało przyjemna podróż, wszak jak na kocią naturę przystało, wolała spędzać czas na ziemi, złapała za jego pelerynę i zarzuciła materiał na swoje ramiona. Na plecach miała dziurę, więc będzie duże prawdopodobieństwo, że poczuje chłód - To niedaleko stąd. - Kotka wskazała palcem blok mieszkalny, w którym miała swoją kryjówkę. - Ostatnie piętro. - Dodała, a potem polecieli prosto do jej mieszkania.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 25

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Czw Kwi 30, 2015 6:06 am

Podróż trwała dłuższą chwilę, jednakże Fawn - nie mając raczej zbyt wielkiego porównania odnośnie czasu, jaki zajmowało przemieszczanie się po mieście samochodem - ciężko byłoby określić jaką mniej więcej odległość przebyli. Grunt, że przez większość podróży na zewnątrz dało się słyszeć stłumiony ruch uliczny, lecz pod koniec trasy dźwięki te jakby przycichły.
Leżąc tak w ciemnościach w ciasnym bagażniku - już po zatrzymaniu się samochodu - nastolatka mogła za to wyłapać inne odgłosy... Układające się w słowa, które stopniowo przybrały na głośności, jak gdyby rozmawiający zbliżyli się do tyłu auta.
-... Chyba że wolisz jechać na bagna i szukać aligatorów. Tak będzie szybciej i też jej nikt nie znajdzie, mówię ci- twierdził jeden z tych głosów, na co drugi od razu mu odpowiedział:
-I jesteś pewien, że to w ogóle tutaj?
-Jasne. Kuzyn mojej żony pracował kiedyś dla Two-Face'a, gwarantuję, że to tutaj. Zabierzemy ją trochę głębiej - a resztę zrobią te chwasty.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fawn Archer

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 03/04/2015
Wiek gracza : 22

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Czw Kwi 30, 2015 10:16 am

Fawn boleśnie odczuwała każdą nierówność na drodze, każde jedno bardziej gwałtowne hamowanie. W bagażniku samochodu było ciemno, ciasno i niezwykle duszno (albo takie miała wrażenie). Mimo tak ograniczonej przestrzeni spróbowała ponownie sięgnąć po telefon komórkowy, który jak wcześniej ustaliła znajdował się w przedniej kieszeni jej nowych spodni. Na tyle, na ile była w stanie, sięgnęła w tym kierunku i odrętwiałymi palcami starała się wyjąć urządzenie. Dobre wieści, udało się. Złe, samochód akurat podskoczył na wybojach i przedmiot wysunął się z dłoni szarookiej, upadając poza jej zasięgiem.

Wkrótce hałasy na zewnątrz ucichły i do uszu Archer docierały jedynie zbliżające się głosy dwójki złodziei. Serce biło jej w piersi jak oszalałe, bała się zarówno śmierci jak i tego co przed nią jeszcze doświadczy. Zamarła, oczekując na nieuniknione otwarcie klapy bagażnika. Nie rozumiała za wiele z rozmowy porywaczy, ale wątpiła by zawieźli ją do szpitala.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 25

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Pią Maj 01, 2015 6:37 pm

Coś kliknęło cicho w pobliżu Fawn - i już po chwili klapa została podniesiona, odsłaniając przed dziewczyną... No, pod tym kątem głównie ciemne niebo, ale i obu jej oprawców; kominiarka jednego z nich powróciła na miejsce, znów zakrywając jego twarz. Mężczyźni z pewnymi problemami wyciągnęli nastolatkę z bagażnika - i tym razem było im o tyle łatwiej ją nieść, że przynajmniej nie posiadali dodatkowego obciążenia pod postacią plecaków z pieniędzmi, które grzecznie czekały na nich na tylnych siedzeniach auta. Zakrwawioną już do tej pory kurtkę również zabrali, trzymając ją częściowo pod Fawn... Choć na trawie krew i tak byłaby mniej widoczna. Owszem - na trawie, zresztą dość rzadkiej w Gotham City. Znajdowali się na obrzeżach jednego z parków, choć w ciemnościach tak czy siak ciężko byłoby go rozpoznać.
Ruchy mężczyzn nie były zbyt zgrane, przez co od czasu do czasu zdarzyło im się szarpnąć Fawn - jednakże stopniowo przesuwali się coraz bliżej miejsca, w którym postawiono szklarnie... Oczywiście nie od strony drogi, choć ta i tak była aktualnie pusta. Wreszcie zdecydowali się, że tyle wystarczy - i opuścili nastolatkę na ziemię, niezbyt delikatnie, ale i nie rzucając nią jak workiem ziemniaków. Zaraz potem sturlali ją z kurtki i jeden z nich zabrał ów element ubioru.
Przez cały ten czas obaj pilnowali, aby nie patrzeć na twarz dziewczyny... A najlepiej w ogóle omijać ją całą wzrokiem. Na siebie również rzadko zerkali i praktycznie ze sobą nie rozmawiali. Prawdę mówiąc... Głównie przyglądali się otoczeniu.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fawn Archer

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 03/04/2015
Wiek gracza : 22

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Pią Maj 01, 2015 10:35 pm

Bol nasilal sie gdy wyjmowali ja z bagaznika, szarpali jej cialem, gdy porzucili ja w ciemnym parku, a nawet kiedy lapala powietrze w pluca i wypuszczala je, charczac przy tym i swiszczac. Nie miala nawet sily by jeknac, lzy tez przestaly cisnac sie do oczu. Bezskutecznie brazowowlosa poszukiwala wzrokiem spojrzenia ktoregokolwiek z bandytow, bo akurat w skupianiu uwagi na czym innym byli zawodowcami. Jesli jednak ktorykolwiek z nich choc przelotnie zerknal w jej kierunku, to poza malujacym sie na jej twarzy cierpieniem dostrzec mogli dzieciece wrecz niezrozumienie wydarzen, ktorych doswiadczala. Po cichu liczyla, ze jakims cudem Jacob znajdzie jej telefon, ale jakie mialoby to znaczenie, skoro wowczas prawdopodobnie od kilku tygodni lezalaby martwa.

Chociaz lezac na trawie nie bardzo mogla sie poruszyc i zakres jej widzenia obejmowal tylko rozmazujace sie sylwetki mezczyzn w kominiarkach, nocne niebo i pobliska roslinnosc wyrastajaca ponad nia, byla niemalze pewna ze nigdy przedtem tu nie przyszla. Napawalo to Archer dodatkowym strachem, bo co jesli wywiezli ja gdzies bardzo, bardzo daleko? Nie chciala umierac i ludzila sie, ze moze jednak w Gotham ktos by ja znalazl. Czula sie zagubiona, jak nigdy przedtem.

Sily brakowalo jej juz nie tylko, by poruszyc chociazby palcami u reki, walczyla rowniez o kazda chwile z podniesionymi powiekami. Miala przeczucie, ze jesli by je zamknela, nigdy wiecej nie udaloby jej sie ich otworzyc. Pokusa byla silna, uczucie sennosci wzbieralo w niej podbnie jak chlod. Nie czula juz nog i choc lezala w parku tylko kilka chwil, to zdawalo jej sie jakby minely godziny. Byla odwazna, zwinna i sprytna, ale zaden z tych przymiotow nie pomogl jej, gdy wkrotce potem zemdlala, straciwszy zbyt wiele krwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 25

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Sob Maj 02, 2015 3:32 pm

Złodzieje - a aktualnie zresztą już prawie mordercy - na odchodnym nawet nie spojrzeli na Fawn. Jeden z nich wsunął dłonie w kieszenie, drugi zaczął się już obracać, aby skierować się z powrotem do samochodu... Tyle że akurat wtedy coś pochwyciło ich obu za kostki u nóg i mocno pociągnęło - tym samym przewracając ich na podłoże. Ich usta opuściły pełne zaskoczenia okrzyki, jednakże w tym momencie nastolatce i tak nie robiło to żadnej różnicy, bo w końcu była nieprzytomna.
Zaskoczenie szybko przerodziło się w przerażenie, gdy do delikwentów dotarło co się dzieje. Silne pnącza pociągnęły ich kilka metrów dalej... Aż do wnętrza pobliskiej szklarni, z której wkrótce potem zaczęły się rozlegać kolejne wrzaski, o wiele bardziej paniczne - i trwające dość krótko. Potem zaś okolica znów ucichła i wyraźnie się uspokoiła. Ot, właśnie tak powinno być w parku.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Poison Ivy

avatar

Liczba postów : 74
Data dołączenia : 07/05/2013

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Wto Maj 05, 2015 10:02 pm

Ten dzień zapowiadał się tak przyjemnie - a jednak Ivy kończyła go zmęczona i niezadowolona, o czym świadczyło głównie ułożenie jej ust: z kącikami skierowanymi lekko w dół. Poza nimi jej twarz wyrażała jedynie obojętność, jak to zresztą często miała w zwyczaju. Mimo wszystko lepiej byłoby, gdyby nikt nie wchodził jej w tym momencie w drogę... Choć z drugiej strony - przynajmniej by odreagowała. Może nawet powinna?
Och, przeklęty Crane! Tak zepsuć jej wizytę u jej drogich dzieciątek... Pamela obiecała sobie, że Strach na Wróble jeszcze jej za to zapłaci. Po jego ucieczce z parku rudowłosa cały wieczór spędziła starając się go odnaleźć, jednakże najwyraźniej wpełzł pod jakiś kamień - bo innego wyjaśnienia po prostu nie widziała. Jej podopiecznym nie udało się go namierzyć, a to samo w sobie wiele już mówiło. Nikt nie podrzucił jej też żadnych interesujących informacji w Iceberg Lounge, choć zastosowała swoje typowe metody uzyskiwania danych... Aby upewnić się o prawdomówności rozmówców i zwiększyć ich otwartość. W końcu jednak zmuszona była odpuścić - i wrócić do domu.
Wkraczając na teren Ogrodu Botanicznego Giordano - który stanowił jej mniej więcej stałe lokum, o czym wiadomo było w pewnych kręgach - doktor Isley od razu przywitana została przez bujną roślinność, nachylającą się ku niej i domagającą się pieszczot. Pamela nigdy nie skąpiła swym skarbom uwagi, dlatego też przemieszczając się w stronę swojej szklarni gładziła mijane pnącza i gałązki, jednocześnie przemawiając do nich cicho i z czułością zarezerwowanną tylko dla jej dzieci.
Nagle coś zwróciło jej uwagę. Plama czerwieni na zielonym tle, a obok niej jeszcze jedna i kolejna... Czyżby jej oczka w głowie dopadły pod jej nieobecność jakichś intruzów? A może to hieny Harley robiły rundkę po okolicy, gdy akurat napatoczył im się taki czy inny pechowiec? Oby, bo w końcu w takim wypadku przynajmniej nie musiałaby ich już tej nocy karmić...
Ivy powiodła wzrokiem za krwistymi śladami, po czym powoli ruszyła ich tropem, kołysząc przy tym lekko - wręcz hipnotyzująco - biodrami. Plamy kończyły się przy niedomkniętym wejściu do szklarni, za którym w ciemnościach coś się poruszało... Ach, tak. Pnącza jednego z jej zmutowanych ulubieńców. Czyli pewnie jednak będzie musiała zorganizować coś dla hien.
Zielonoskóra westchnęła ze zrezygnowaniem, jednocześnie krzyżując ramiona na klatce piersiowej i odchylając głowę lekko na bok... I właśnie w tym momencie kątem oka dostrzegła coś jeszcze - leżącą na trawie postać, którą jej podopieczni najwyraźniej zostawili we względnym spokoju, skoro wciąż była w jednym kawałku. Sądząc po jej rozmiarach... Nic dziwnego. Generalnie roślinność w parku nie ruszała dzieci, które czasem nawet pomieszkiwały w pobliżu Ivy, żywiąc się darami drzew owocowych. Pameli to nie przeszkadzało.
Hm, w takim razie skąd ta krew?
Rudowłosa podeszła do dziewczęcia, przyglądając mu się z zaintrygowaniem - które dominowało teraz na jej twarzy. Na jej obliczu nie było widać żalu, zaskoczenia, ani niczego innego, co zapewne zaprezentowałby zwykły człowiek... Chociaż nie, nie w Gotham City. Mieszkańcy tego miasta byli w końcu bardzo specyficzni.
Poison Ivy przyklękła na moment na trawie i powiodła dłonią nad ciałem nieznajomej, niemalże go nie dotykając - ot, muskając je jedynie samymi opuszkami palców tu czy tam... Szczególnie w pobliżu ran, których to znalazła tylko dwie. Jedna zdawała się powierzchowna, druga zaś - najwyraźniej poważna.
Kobieta podniosła się powoli z kolan, a w tym samym momencie do akcji wkroczyły wijące się do tej pory dookoła niej pnącza - oplatając nastolatkę w kilku miejscach i unosząc ją w powietrze, by zaraz potem przemieścić ją do najbliższej szklarni, oczywiście podążając przy tym w krok za swą panią. Na miejscu ułożyły dziewczynę na jednym ze stołów - wśród donic z kwiatami.
Doktor Isley z kolei wzięła się do roboty. Nie był to pierwszy raz, gdy robiła coś takiego, choć efektów nigdy nie mogła być do końca pewna - a przynajmniej nie na sto procent. W przypadku Harley dopisało jej szczęście i nie wywołała żadnych niepożądanych skutków ubocznych. Jak będzie teraz? Cóż... Nie miała bladego pojęcia. Grunt, że wiedziała jak poradzić sobie z raną - najwyraźniej postrzałową - przy pomocy wytwarzanych przez siebie substancji biochemicznych... I nie tylko. Jej dzieci również przydawały się w tym procesie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fawn Archer

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 03/04/2015
Wiek gracza : 22

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Sob Maj 09, 2015 10:38 pm

Stala w dzikim ogrodzie na tylach sierocinca. Dookola pelno kwiatow, glownie tulipanow, choc nikt nigdy nie zainteresowal sie sadzeniem czegokolwiek na tym otoczonym chybotliwym plotkiem skrawku ziemi. Wiedziala ze to musi byc sen, nawet jesli spiac na ulicy, przytulona do smietnika czy kulaca sie pod mostem, za wielu w swoim zyciu nie doswiadczyla. Budynek, podobnie jak tereny do niego przylegajace, dawno temu strawil pozar i od tamtej poryz tego co wiedziala nikt sie nim nie zainteresowal - nie probowano go ani odnowic, ani zburzyc, po prostu stal w jednej z mniej zamoznych dzielnic Gotham i szpecil krajobraz ktory i bez niego wolal o pomste do nieba. Fawn nie przeszkalo to, usmiechnela sie i cieszyla widokiem. Moze wlasnie tak wygladalo 'niebo' o ktorym opowiadaly katechetki, bo raczej nie pieklo, obrazowo i wyjatkowo czesto przez nie opisywane jako kraina pelna bolu, cierpienia i kadzi ze smola z niegrzecznymi dziecmi.

Postapiwszy kilka krokow naprzod, zauwazyla ze nie boli ja ani przestrzelona noga ani plecy, moze swobodnie oddychac. Kwiaty kolysaly sie do rytmu w jakim poruszala sie, zachecajac by pochylic sie i cieszyc ich slodkawym zapachem. Szarooka uklekla posrod nich. Delikatnie muskaly jej skore liscmi, platkami, galazkami, a ona odwzajemniala czulosci, ostroznie gladzac je samymi opuszkami palcow. Nie mialaby nic przeciwko tak spedzonej wiecznosci, lecz czula, ze szybko dopada ja znuzenie. Dziwna, nienaturalnie wrecz silna pokusa by polozyc sie i po prostu usnac. Nie zauwazyla nawet w ktorym momencie patrzyla na blekitne, czyste niebo ponad swoja glowa, przeslaniane jedynie pakami kwiatow. Od ziemi ciagnelo chlodem, powieki stawaly sie coraz ciezsze. Trudno bylo dziewczynie dluzej walczyc z nieuniknionym, zamknela wiec oczy tylko na momencik....

Gdy otworzyla je ponownie, znajdowala sie w miejscu, ktorego nie znala. Mogla to stwierdzic pomimo ze widok na nie miala chwilowo utrudniony. Wszystko bylo rozmazane, niewyrazne. Kiedy sprobowala poruszyc reka i przetrzec oczy odkryla, ze brak jej sily by to uczynic. Stracila duzo krwi po postrzale, o ktorym wlasnie sobie przypomniala bo nawet jesli osoba ktora uratowala jej zycie zadbala o podanie srodkow przeciwbolowych, te wlasnie przestawaly dzialac. Sprobowala odezwac sie ale to rowniez sie nie powiodlo. Oddech miala ciezki, a w ustach sucho, pozostawalo Archer tylko oczekiwanie az ktos sie nia zainteresuje. Serce walilo w piersi mlodej dziewczyny, ktora probowala poskladac ostatnie wydarzenia w zrozumiala calosc. Nikt nie powiedzial ze jej klopoty skonczyly sie, kto wie co sie z nia teraz stanie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Poison Ivy

avatar

Liczba postów : 74
Data dołączenia : 07/05/2013

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Pon Maj 11, 2015 3:28 pm

Pamela pracowała w ciszy, od czasu do czasu głaszcząc przesuwające się wokół niej rośliny - mniej lub bardziej natrętnie domagające się jej uwagi. Niestety daleko jej było do prawdziwego lekarza, choć siłą rzeczy liznęła co nieco z zakresu medycyny - która jednak nigdy nie była jej jakoś specjalnie potrzebna, a już na pewno nie po tym, jak została Poison Ivy. Własne ciało w razie czego potrafiła doprowadzić do idealnego stanu, lecz z drugiej strony doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że w przypadku czystej krwi ludzi sprawy miały się inaczej... Cóż, po prostu trudniej. Szczęśliwie zdążyła już nabrać pod tym kątem pewnego doświadczenia.
Wyższością opieki medycznej w wykonaniu rudowłosej było to, że nie wymagała zdobywania lekarstw z zewnątrz. Jej własny organizm wytwarzał większość potrzebnych jej podczas procesu leczenia substancji - choć trzeba tu uczciwie przyznać, że zazwyczaj kobieta produkowała w ten sposób szkodliwe dla ludzi specyfiki... Nie była jednak do nich ograniczona, o czym niewiele osób wiedziało. W dodatku również jej podopieczni dostarczali spore ilości dóbr - naturalnych leków.
Po wstępnym oczyszczeniu obu ran swojego - jakby na to nie patrzeć - nieproszonego gościa, a także po usunięciu z jednej z nich pocisku, zresztą przy pomocy drobnych, acz silnych pnączy - doktor Isley mogła sobie wreszcie pozwolić na dokładniejsze ocenienie stanu dziewczyny. Na wszelki wypadek tuż przed wyciąganiem kuli potraktowała ją pyłkiem usypiającym, głównie po to, aby samej sobie oszczędzić ewentualnych wrzasków i problemów, lecz jednocześnie zadbała o to, aby był on dość słaby - i nie działał nazbyt długo. W innym wypadku w tych okolicznościach mógłby się okazać naprawdę niebezpieczny, a Ivy przecież nie po to pomagała nastolatce, aby miał ją wykończyć źle odmierzony środek nasenny.
No właśnie... Dlaczego jej pomagała? W końcu powszechnie wiadomo było, że ekoterrorystka - delikatnie mówiąc - nie lubiła ludzi. Nigdy się z tym nie kryła, ba, wręcz przeciwnie, podkreślała to na każdym kroku - to oraz swoją oczywistą wyższość nad nimi. Nie, nie zmieniła nagle zdania. Po prostu... Od zawsze nieco przychylniejszym okiem spoglądała na dzieci. W pewnym sensie kojarzyły jej się z jej własnymi skarbami - szczególnie te, które cierpiały z powodu działań dorosłych.
Kula z pistoletu świadczyła o tym dobitnie.
Tak czy siak, aktualnie głównym problemem wydawał jej się być znaczy ubytek krwi w organizmie potrzelonej dziewczyny. Na to akurat mogła coś poradzić - dlatego też przystąpiła do uzupełniania braków substancją produkowaną przez jedną z jej ukochanych hybryd: olbrzymią rosiczkę, w której wnętrzu płynęły soki przypominające ludzką krew. Nie było to może idealne rozwiązanie, ale Ivy uznała je za wystarczająco dobry substytut. Jej dzieciątko wypuściło pnącza z ssawkami, które uczepiły się skóry nastolatki, pozwalając na wymianę życiodajnych płynów.
Uznawszy, że wypadałoby też zamknąć tę poważniejszą, głębszą ranę - Pamela użyła takiej "nici", jaką miała pod ręką, czyli innymi słowy pozwoliła na to, aby nad uszkodzoną tkanką rozwijać się zaczął niewysoki mech. Chodziło jej w głównej mierze o jego chwytniki, które nie sięgały głęboko, więc nie powinny wyrządzić dziewczynie żadnej krzywdy - ale za to były na tyle wytrzymałe, aby zachować ranę zamkniętą do czasu, aż sama się nie zagoi.
Po tym wszystkim nie pozostawało jej już wiele więcej, jak tylko czekać na pojawienie się efektów jej działań, dlatego też Ivy wycofała się na drugi koniec szklarni - ku roślinie, która pożarła niedawnych intruzów. Pozostało po nich całkiem sporo resztek, w tym między innymi leżące teraz na ziemi portfele, które jednak kobieta zignorowała. Zamiast tego przykazała pobliskim pnączom, aby zabrały kawałki kości i mięsa do hien, które pewnie czekały na posiłek. Wyszła wraz z nimi na zewnątrz, lecz jej spojrzenie szybko przykuło teraz coś innego... Zaparkowany w pobliżu parku samochód. Ba, właściwie już na jego terenie - a mało kto był na tyle odważny. Hmm...
Jeden ruch dłonią później pojazd został już podniesiony przez rosnące nieopodal drzewo, które przechyliło go tak, że z wnętrza wypadło parę rzeczy... W tym dwa spore plecaki. Podczas gdy jej dzieciątko usuwało auto poza zasięg jej terytorium, sama Pamela zbliżyła się do tych małych "prezentów", aby przejrzeć ich zawartość. Lekki uśmiech wykwitł na jej obliczu, lecz nie objął zielonych oczu kobiety. Kiedy wracała do szklarni - oba plecaki podążały tuż za nią w objęciach kolejnych pnączy.
Od razu po wkroczeniu do środka Ivy zorientowała się, że coś uległo zmianie. W sekundę czy dwie później dotarło do niej o cóż takiego chodziło; jej gość odzyskał przytomność... W dodatku nastąpiło to szybciej, niż początkowo podejrzewała. Co prawda nie miało to większego znaczenia, ale doktor Isley nie lubiła być nieprecyzyjna.
Szybkie przesunięcie wzrokiem po ciele dziewczyny dowiodło, iż rosiczka już się od niego odczepiła - czyli proces transfuzji został najwyraźniej zakończony. Czy przyniósł pozytywne efekty? Możliwe, to przynajmniej negatywnych nie było póki co widać.
Plecaki z pieniędzmi wylądowały na uboczu, a Ivy wykonała kilka kroków w stronę stołu, na którym leżała nastolatka, tym samym wkraczając w pole jej widzenia. Wyraz jej twarzy pozostawał obojętny, delikatny uśmiech zdążył już zniknąć z jej oblicza... Zresztą spójrzmy prawdzie w oczy: i tak nie był zbyt uspokajający.
-Przeżyjesz- poinformowała dziewczynę krótko na wypadek, gdyby ta posiadała jeszcze na tym polu jakieś wątpliwości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fawn Archer

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 03/04/2015
Wiek gracza : 22

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Sro Maj 27, 2015 7:57 pm

Ujrzala nad soba czyjas twarz, jednak jeszcze przez kilka chwil nie byla w stanie stwierdzic niczego wiecej, nawet plci osoby ktora stala u jej boku - dopoki ta nie odezwala sie, dosc nieprzyjemnym tonem glosu. Stan wzroku Fawn ulegal stopniowej poprawie, jednak jesli chodzi o sily to te juz tak chetnie powracac do mlodego ciala nie chcialy, nawet pomimo dosc nietypowej transfuzji. Moze to sprawa psychologiczna. Powoli docieralo do niej, ze stoi przed nia ponadprzecietnej urody kobieta, o szkarlatnych wlosach i dosc niezdrowym odcieniu skory. Jej spojrzenie, podobnie jak wczesniej slowa, nie wykazywalo zadnych glebszych uczuc. Dziewczyna odruchowo przestala na nia patrzec i odrobine skulila sie, jak karcone dziecko za rozbity wazon. Nieznajoma wyciagnela ja z objec smierci, ale przynajmniej tyle byla w stanie zrozumiec, ze zapewne bedzie oczekiwac czegos w zamian. Slyszala pare razy okreslenie.... dlug wdzieczonsci. Na ulicach Gotham, opanowanych przez mafie zwykle towarzyszylo przymuszaniu wierzycieli do wykonania jakiejs pracy po ktorejtamci albo zostawali aresztowani przez policje, albo znikali w niewyjasnionych okolicznosciach.

Gdy sie denerwowala, Archer wykazywala tik polegajacy na delikatnym szarpaniu lancuszkiem od bransoletki. Tak tez robila teraz, niepewna czego mogla sie spodziewac i jeszcze zbyt wystraszona by wstac, odejsc i dluzej nie zawracac swoja osoba niczyjej glowy. Chcialaby wrocic gdzies, gdzie byloby bezpiecznie. Moze bunkier? Jacob powinien byl juz wrocic z misji.

Poczula, jak pod palcami kruszy sie tani metal a identyfikator zsuwa sie z jej nadgarstka by upasc z cichym stukiem, chyba na podloge albo odbil sie od czegos innego.

- Nie... - z bladych, lekko suchych ust brazowowlosej wyrwal sie szept, ledwie westchnienie, gdy sprobowala pochwycic uciekajacy przedmiot. Troche zbyt gwaltownie poruszyla sie, wyciagajac rece w kierunku ziemi i zmuszajac sie do obrocenia na plecy. W oczach pociemnialo na kilka chwil, zas w uszach rozlegal sie niemilosierny pisk. Zamarla, nie wiedzac czy przypadkiem nie rozgniewala tym samym Ivy. W sierocincu obrywalo sie srogo za mniejsze przewinienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Poison Ivy

avatar

Liczba postów : 74
Data dołączenia : 07/05/2013

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Czw Maj 28, 2015 9:55 am

Wbrew pozorom Ivy nie przyglądała się intensywnie poczynaniom dziewczyny. Dała jej chwilę, aby na własną rękę względnie doszła do siebie; głównie dlatego, że na jej miejscu sama tak wolałaby zostać potraktowana... Ale i po części po to, by móc przez ten czas sięgnąć po wciąż zalegające na podłodze portfele. Wyjęła z nich pieniądze - zresztą niewiele - które póki co po prostu odrzuciła na bok; lekkie papierki siłą rzeczy nie odleciały zbyt daleko i opadły na podłoże akurat w pobliżu plecaków.
Pamela rzuciła jeszcze okiem na dowody osobiste obu dań z kolacji jej dzieciątka, jednakże przekonawszy się, że nie kojarzy żadnego z mężczyzn - dokumenty również upuściła. Długie pnącze przejęło je w locie i zaczęło się z nimi wycofywać... Poza szklarnię. Nikt nie powie, że doktor Isley nie była na tyle miła, by poinformować świat i ewentualnych zainteresowanych o idiotach, którzy wkroczyli na jej teren - i przypłacili to życiem.
Dopiero to ciche słówko ze strony nastolatki ponownie zwróciło jej uwagę. Ivy obróciła ku niej głowę, a jedna z jej brwi powędrowała przy tym w górę... Ale kobieta stosunkowo szybko zorientowała się w czym rzecz. Powolnym krokiem zbliżyła się do stołu, który aktualnie robił za improwizowane łóżko, a następnie na moment osunęła się na jedno kolano, aby wziąć do ręki tę niewielką płytkę. Podnosząc się, odczytywała już zapisane na niej słowa... Imię i nazwisko. Tej dziewczyny? Najprawdopodobniej, choć z drugiej strony - niekoniecznie. Równie dobrze identyfikator mógł kiedyś należeć do kogoś, kto był jej bliski i stanowić coś w rodzaju pamiątki. Pamela obróciła go lekko w palcach, a następnie zerknęła jeszcze na jego drugą stronę, ot, tak na wszelki wypadek.
-Fawn to ty?- spytała w dalszym ciągu beznamiętnym tonem, lecz - jakby mu przecząc - ułożyła płytkę przy nadgarstku nastolatki, a drobne, lecz silne pnącza przeplotły się przez znajdujący się w blaszce otwór, żeby utrzymywać go na miejscu do czasu wybrania nowego łańcuszka.
-Delikatne imię- skomentowała jeszcze... Choć oczywiście jej własne również tłumaczyło się bardzo niepozornie i potrafiłoby pewnie nieźle zmylić kogoś, kto sugerowałby się tylko i wyłącznie jego znaczeniem. Poison Ivy zdecydowanie pasowało do niej o wiele lepiej.
Doktor Isley powoli przesunęła wzrokiem po sylwetce dziewczyny, jednocześnie przechylając głowę lekko na bok. Nawet pomimo jej pomocy nastolatka nie wyglądała zbyt dobrze, ale w tej chwili Pamela niewiele już mogła na to poradzić. Choć może pożywienie się poprawiłoby jej stan? I odpoczynek... Tak, zdecydowanie odpoczynek.
Z tą myślą Ivy uniosła dłoń, wytwarzając po jej wewnętrznej stronie niewielką ilość usypiającego pyłku o bladym kolorze - przechodzącym z fioletu w róż. Dmuchnęła w niego, w ten sposób posyłając go ku twarzy Fawn, aby sprowadzić na nią sen. Powinno jej to zafundować parę godzin spokoju.
Pamela przykazała jeszcze pobliskiemu drzewku, aby zabrało się za produkcję owoców; były to dość drobne, lecz za to słodkie jabłka, które powinny być gotowe w ciągu paru minut, o ile tylko roślina się postara. Gdyby nastolatka przebudziła się przed powrotem Ivy, miałaby czym zaspokoić głód. Jeżeli zaś chodziło o wodę - z nią nie było akurat żadnego problemu, bo znajdowała się w wielu pojemnikach w szklarni: w kanistrach i butelkach. Na uboczu zamontowany został nawet zlew z działającym kranem.
Po dokonaniu wszystkich tych przygotowań, doktor Isley zabrała jeszcze ze sobą część świeżo zdobytych pieniędzy - bo w końcu nie w każdej sytuacji mogła sobie pozwolić na kradzież czy czarowanie feromonami - i opuściła szklarnię.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fawn Archer

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 03/04/2015
Wiek gracza : 22

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Wto Sie 04, 2015 10:39 pm

Fawn była skołowana - to chyba najbardziej adekwatne określenie, choć nie oddające w całości tego jak szybko biło jej serce i jak bardzo nie rozumiała co się działo wokół niej. Niczym spłoszone zwierzę patrzyła na kobietę, która wolnym krokiem zbliżała się w jej stronę. Spodziewała się 'kary', choć przecież niczego jeszcze nie zrobiła. Może Archer nie wychowywała się tak jak powinna i nie rozumiała wielu rzeczy dla innych kompletnie zwyczajnych, błahych, lecz jak niczego innego pewna była okrutności ulicy. Coś, czego trzymane pod kloszem rozpieszczone i roszczeniowe nastolatki nie doświadczają na co dzień. Praktycznie nikt nie był dla niej miły, jeśli nie miał do niej później jakiegoś interesu, a każde najdrobniejsze nieposłuszeństwo było srogo piętnowane przez oprychów, którym wydawało się że mają w rękach cały świat, nie jedną brudną dzielnicę.

Bacznie obserwowała każdy, nawet najdrobniejszy ruch swojej wybawicielki, gdy ta podnosiła z podłogi jej identyfikator. Trochę niewdzięcznie z jej strony. Skinęła głową, potwierdzając tym samym jak się nazywa, bo przez suche i dodatkowo ściśnięte za sprawą stresu gardło przeszłyby chyba tylko jakieś bliżej nieokreślone dźwięki. Zadrżała, gdy dotknęła jej nadgarstka. Ku zdumieniu młodej dziewczyny rudowłosa szybko naprawiła łańcuszek. Kiedy spojrzała na niego, dostrzegła coś drobnego lecz wystarczającego by utrzymać tani metal na miejscu; przypominało to korzeń albo łodyżkę.

- Dziękuję... - Szepnęła pod nosem, dość cicho więc Ivy mogła po prostu jej nie usłyszeć po czym spróbowała usiąść na stole. Nie zdążyła jednak, w kierunku twarzy Fawn poleciał bladoróżowy obłok pyłku. Mimowolnie wciągnęła go do płuc, bo nie pomyślała nawet przez chwilę by coś o tak delikatnym i pięknym zapachu mogło być szkodliwe. W ten oto sposób po raz drugi usnęła...


Tym razem nic jej się nie śniło. Otworzyła oczy i gdy doszła do siebie, rozejrzała się po tym jakże nietypowym ogrodzie. Nie znała nazw większości roślin, jeżeli nie wszystkich, a dodatkowo niektórych nigdy nie widziała na oczy. Najważniejsze jednak, że gdzieś przepadła kobieta, której zawdzięczała życie. Z cichym stukotem nowych butów, które teraz umazane były błotem, trawą i po części krwią. Szklarnia była sporych rozmiarów, przynajmniej dla niej, wypełniona wielobarwnymi kwiatami, pachnącymi owocami, delikatnie kołyszącymi się niczym w transie, mimo braku wiatru, zielonymi liśćmi. Odkąd pamiętała lubiła przebywać na łonie natury, było więc to jak ziszczenie się snu który miała nim się obudziła w tym dziwnym miejscu. Powoli, wraz z przemijającym bólem, wracała jej pewność siebie. Nie jej było oceniać czy rany po postrzale zawsze goiły się tak prędko, z zadowoleniem stwierdziła jednak, że gdy sięgnęła beztrosko po kilka jabłek nie doświadczyła przeszywającego bólu ani w nodze, ani w plecach. Wgryzła się w soczysty owoc i aż przez stalowoszare tęczówki przebiegł radosny błysk gdy z zaskoczeniem stwierdziła, że jest to najsmaczniejsza rzecz jaką udało jej się zjeść od miesięcy! Przebijały nawet kanapki Jacoba, a gdy je pochłaniała była wyjątkowo głodna, więc równie dobrze tektura smakowałaby jak wyszukane danie. Zachęcona tym jakże wspaniałym odkryciem pewnym krokiem przemierzała szklarnię, zabierając 'na drogę' jeszcze dwa owocki, z czasem zjadając je wraz z nasionami. Starała się nie deptać drobnych roślin ani nie łamać gałązek, z dziecięcą dozą ciekawości po prostu podziwiając kolekcję doktor Isley. Od czasu do czasu gładziła liście i szeptała sama do siebie - a może do nich - jak bardzo są piękne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 25

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Czw Sie 13, 2015 3:46 pm

O dziwo roślinki zachowywały się dość spokojnie - jak gdyby obecność Fawn w szklarni zupełnie im nie przeszkadzała. Może rzeczywiście znały się na ludziach, a może po prostu dostosowywały się do życzeń swojej pani, trudno orzec; grunt, że nie atakowały tak, jak to miały w zwyczaju, gdy na teren ogrodu wkraczali intruzi. Pnącza i łodyżki wiły się delikatnie, liście i kwiaty powoli się obracały - jak gdyby obserwowały dziewczynę i podążały za nią "wzrokiem". Dotyczyło to również tych wyraźnie podrasowanych roślin - mocno wyrośniętych, obdarzonych ostrymi kolcami czy innymi bonusami... I zapewne mięsożernych. Fawn mogłoby się nawet wydawać, że od czasu do czasu w zakamarkach szklarni słyszy jakieś szepty - ale przecież była w niej sama.
A skoro już mowa o mięsożercach, to w pomieszczeniu rozległy się właśnie piski i tupot łap o podłoże, najpierw dochodzące z zewnątrz... A potem rozbrzmiewające coraz bliżej, gdy do szklarni wpadły dwie hieny - w obrożach na szyjach. Oba zwierzaki w pierwszej kolejności szybko skierowały się ku stojącej na uboczu sporej misie z wodą, ale dopiero co zaczęły z niej pić - i już się od niej oderwały, by zamiast tego zacząć węszyć i kręcić łbami.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fawn Archer

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 03/04/2015
Wiek gracza : 22

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Sob Sie 15, 2015 7:19 pm

Od zawsze lubiła przebywać na łonie natury i pod tym względem życie na ulicy w pewien sposób ją satysfakcjonowało. W letnie wieczory przyjemnie było przenieść się z brudnych zaułków do parku, pod drzewa i niebo pełne gwiazd. Często dozorcy przeganiali bezdomnych, ale jeśli miało się szczęście i dobrą kryjówkę, widoki były niezapomniane a i przyjemność ze snu niemała. Nastolatka przyglądała się więc z niemałym zaciekawieniem przeróżnym gatunkom roślin jakie Ivy trzymała w swoim azylu. Większości nie znała, a tych które chociażby przelotnie kojarzyła nie potrafiła nazwać. Fascynowało ją wszystko, począwszy od barwy liści i płatków, na sposobie w jaki kołysały się delikatnie w rytm jej kroków skończywszy. Nigdy w swoim życiu nie widziała, by jakiekolwiek inne rośliny były do tego zdolne ale skoro właśnie miała je przed sobą nie dało się kwestionować faktu ich istnienia. Również dlatego, że Fawn nie znała takiego słowa. Słyszała ciche głosy, pewnie ktoś spacerował w okolicy, a może rudowłosa kobieta, która uratowała jej życie wracała do domu?

W przyjemnym spacerku przeszkodziło jej jednak pojawienie się hien. Odruchowo wszystkie mięśnie w ciele dziewczyny spięły się, bo kilkakrotnie poszczuto ją psami. Te wydawały się wyjątkowo nieprzyjazne, więc zamarła w bezruchu i obserwowała ich zachowanie. Liczyła, że przy odrobinie szczęścia gdy skończą pić wybiegną ze szklarni i nie będzie musiała się więcej nimi martwić. Kompletnie przerażona wodziła za nimi wzrokiem przez kilka chwil, zaraz jednak dał o sobie znać instynkt przetrwania, całkiem nieźle rozwinięty u szatynki i ta zaczęła szukać desperacko jakiejś wysokiej półki, na którą mogłaby wejść i przeczekać zagrożenie. Psy potrafiły skakać bardzo wysoko, stąd stołu na którym leżała wcześniej nawet nie brała pod uwagę. Może jakieś drzewo, z odpowiednio mocną gałęzią? Jeśli coś takiego rzuciło jej się w oczy, natychmiast pobiegła w jego kierunku i wspięła się, najwyżej jak zdołała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 25

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Nie Sie 16, 2015 10:16 pm

W szklarni znajdowało się całkiem sporo drzew, lecz w większości nie były one bardzo wyrośnięte - głównie z tego względu, że ograniczała je po prostu wielkość, a raczej: wysokość pomieszczenia, w którym się znajdowały. Mimo to wyglądały na silne i zdrowe, więc powinny utrzymać ciężar Fawn, o czym dziewczyna miała przekonać się już za chwilę...
... Lecz kiedy ruszyła biegiem z miejsca, hieny także poderwały się sprintem w jej kierunku - być może sprowokowane do łowów, a może jedynie do zabawy, trudno orzec. Przemieszczały się szybko, ale szczęśliwie nastolatce udało się chwycić dość niskiej gałęzi pobliskiego drzewa i dzięki niej wspiąć się trochę wyżej - na tyle, że podskakujące zwierzaki zatrzymywały się niemalże przy jej stopach. Nie wyglądało na to, aby je to zniechęcało; może nawet zrobiły sobie z tego rozrywkę?

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fawn Archer

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 03/04/2015
Wiek gracza : 22

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Sro Sie 19, 2015 4:57 pm

Każde psy, duże czy małe, dzikie czy udomowione, lubiły gonić za tym co im uciekało. Nie zawsze w przyjaznych intencjach, Fawn nie miała zamiaru ryzykować i zgadywać czy chciały się bawić, czy rzucić jej do gardła. Patrzyła na nie z najwyższego punktu szklarni jaki udało jej się osiągnąć, ale mimo to zwierzęta były bardzo bliskie pochwycenia jej nóg pazurami.
Gdyby nie zjadła jabłek, teraz mogłaby nimi rzucić w otwarte, cuchnące pyski. Albo by się zatkały, albo zniechęciły, w najgorszym wypadku rozzłościły jeszcze bardziej i w końcu sięgnęły te kilka centymetrów wyżej. Dziewczyna skuliła się, jak najbliżej pnia czy też sąsiadujących gałęzi i zamknęła oczy. Bała się, niemal równie mocno co jeszcze kilka godzin temu leżąc z ranami postrzałowymi w bagażniku samochodu. I zupełnie tak jak wówczas, tak i teraz nie mogła nic zrobić by polepszyć swoją sytuację. Zamknęła oczy i z całej siły, desperacko prosiła by wydarzyło się cokolwiek, co sprawiłoby że hieny opuściłyby szklarnię, najpierw w myślach później zaś cicho szepcząc, niemalże łkając. W sierocińcu kazano modlić się do Boga, mówiono, że wysłuchuje próśb grzecznych dzieci. Archer wątpiła jednak czy wedle wpajanych jej standardów mogła zaliczać się do ich grona, zresztą gdzie On był kiedy budynek domu dziecka zajął się ogniem i doszczętnie spłonął?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Poison Ivy

avatar

Liczba postów : 74
Data dołączenia : 07/05/2013

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Czw Sie 20, 2015 12:33 am

Po zakończonym spotkaniu w tunelu Pamela powróciła na teren swojego ogrodu botanicznego, lecz nie od razu skierowała się do miejsca, w którym pozostawiła swojego gościa. W pierwszej kolejności odesłała jeszcze swą świadomość na obrzeża miasta, aby tam rozmówić się z jednym z miejscowych vigilante. Dyskusja nie potrwała długo, w związku z czym teraz Ivy mogła już udać się z powrotem do szklarni... W końcu. Jej dzieciątka na pewno tęskniły.
Teraz nie była już na to odpowiednia pora - bo kobieta chciała zażyć co nieco promieni słonecznych i po prostu sobie odpocząć - ale w głębi ducha planowała już zobaczenie się z Killer Frost. Miały sporo rzeczy do omówienia, a doktor Isley zamierzała wtajemniczyć ją w szczegóły planu, który pchnęła już w ruch. Co prawda na przestępcach tego miasta nigdy nie można było polegać i już zdążyli trochę zepsuć jej wspaniały pomysł - rozpadając się jeszcze przed zawiązaniem grupy - ale Pamela ani przez chwilę nie wątpiła w to, że tak czy siak utworzą dla niej odpowiednią dywersję... Świadomie czy nie.
Pewnie nie.
Wkraczając w końcu do swojej głównej szklarni, Ivy od razu zwróciła uwagę na hieny... Które słyszała jeszcze na zewnątrz. Tak czy siak spodziewała się zastać je w środku, bo drzwi były uchylone - a przymykała je wychodząc... Watpiła zaś, że jej gość tak po prostu by sobie zwiał. Nie wierzyła również w przybycie kolejnych intruzów, chociażby dlatego, że roślinność szybko by sobie z nimi poradziła.
Pupile Harley istotnie znajdowały się we wnętrzu szklarni i aktualnie uparcie podskakiwały pod jednym z drzew... Na którego gałęzi siedziała - ach, tak, Fawn. Jelonek. Jedna z brwi Pameli powędrowała w górę, lecz była to jedyna zmiana na twarzy kobiety, która ruszyła w stronę jednego ze stołów i jeszcze po drodze zagwizdała na zwierzaki. Tyle wystarczyło, aby zwrócić ich uwagę; od razu wystrzeliły w jej kierunku, domagając się pieszczot, które Ivy automatycznie im przydzieliła. Może i nie były to roślinki, jednakże w hierarchii rudowłosej i tak znajdowały się wyżej od ludzi.
-Możesz stamtąd zejść- przykazała nastolatce, póki co skupiając się jeszcze na szalejących wokół niej hienach. Kiedyś zachowywały się przy niej o wiele gorzej, jak gdyby sądziły, że mogą sobie pozwolić na to samo, co przy swojej nadaktywnej właścicielce. Szybko zrozumiały, że Ivy naprawdę woli nie być przewracana - i że opłaca im się to uszanować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fawn Archer

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 03/04/2015
Wiek gracza : 22

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Czw Sie 20, 2015 7:48 pm

Otworzyła oczy dopiero gdy usłyszała że hieny odpuściły sobie skakanie w jej kierunku i oddaliły się od drzewa. Wciąż siedziała na gałęzi z podkulonymi nogami, obserwując zachowanie zarówno zwierząt jak i kobiety, która pojawiła się w szklarni. A była to ta sama rudowłosa piękność dzięki której jeszcze żyła. W szarych oczach odbijał się paniczny strach przed zejściem na ziemię w obecności ‘przyjaciół’ doktor Isley, ale w jej głosie pobrzmiewało coś takiego że nie sposób było się przeciwstawić. Ostrożnie, lecz z pewną gracją nabytą podczas licznego wdrapywania się na dachy budynków Gotham, zeskoczyła z gałęzi. Przylgnęła plecami do pnia, spodziewając się że z powrotem skupi na sobie uwagę i będzie musiała czym prędzej wracać na w miarę bezpieczną wysokość. Przecież to, że łasiły się do Poison Ivy nie oznaczało od razu, że mają równie przyjazne zamiary w stosunku do niej, przybłędy z ulicy której nie znają.

- Czy…. Czy może pani…. – Odchrząknęła i odezwała się cichym, łamiącym się głosem, ale nie była w stanie dokończyć swojej wypowiedzi. Gdyby jednak to zrobiła, to nie było pewności że kobieta usłyszałaby jej prośbę o zabranie hien, przynajmniej trochę dalej. Ciche szepty, które słyszała nie ustawały, dlatego też nie było opcji by zaproponowała puszczenie ich wolno. Spacerujący w okolicy ludzie mogliby zacząć uciekać na ich widok, lub co gorsza przyciągnąć zainteresowanie władz. Wówczas z pewnością złapaliby ją i zmusili by wróciła do sierocińca. Po stokroć wolała żyć na ulicy niż ze znęcającymi się i krzyczącymi opiekunkami. Z napięciem i niepokojem oczekiwała dalszego rozwoju wydarzeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Poison Ivy

avatar

Liczba postów : 74
Data dołączenia : 07/05/2013

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Czw Sie 20, 2015 8:50 pm

Ivy nawet nie spojrzała w stronę dziewczyny, aby upewnić się, że ta spełnia jej... Sugestię. I tak słyszała jej ruchy, a poza tym drzewo powinno samo ją złapać w sytuacji, gdyby podwinęła jej się noga, w związku z czym zainteresowanie Pameli nie było jej potrzebne. Spojrzała na nastolatkę dopiero w momencie, gdy ta się odezwała - cicho i niepewnie, nie kończąc nawet zdania.
Przez krótką chwilę doktor Isley rozważała zwykłe czekanie. Trochę kusiło ją sprawdzenie tego, czy dziewczyna w końcu się wysłowi, czy też okaże się na tyle nieśmiała, że zwyczajnie nie będzie w stanie tego uczynić. Doświadczenie pewnie powiedziałoby jej co nieco o naturze jej gościa, ale z drugiej strony Ivy nie lubiła marnować czasu... Nawet jeśli momentami potrafiła wykazać się wręcz zaskakującą cierpliwością.
-Nie zrobią ci krzywdy, gdy jestem obok. Są najedzone- wyjaśniła mimo wszystko, po raz ostatni klepiąc oba zwierzaki po łbach, nim w końcu ruszyła powoli w kierunku Fawn. Hieny podążyły za nią wzrokiem i zaczęły kręcić się blisko stołu, ale nie pomknęły za nią. Ivy natomiast odpuściła sobie dodawanie czym dokładniej posiliły się pupilki Harleen. W końcu świeże mięso nie mogło się marnować, a intruzi przecież i tak zasługiwali na odpowiednią karę, prawda?
-Bud i Lou. Ulubieńcy mojej przyjaciółki- dodała, choć ta informacja dla nastolatki pewnie wydawała się kompletnie zbędna. Hieny jednak reagowały na swoje imiona; może nie słuchały każdego, ba, w zasadzie ledwo podporządkowały się Pameli, a i Selinie udało się raz je uspokoić - tylko i wyłącznie przez ich pokrewieństwo z kotami... Lecz mimo to istniało pewne prawdopodobieństwo, że zastanowią się dwa razy, jeśli ktoś krzynie na nie po imieniu.
-Zgaduję, że czujesz się już dobrze, skoro najwyraźniej masz siłę wspinać się po drzewach- może i zdanie to zabrzmiało na twierdzące, ale Ivy tak czy siak oczekiwała od dziewczęcia jakiejś odpowiedzi... Najlepiej przytaknięcia jej słowom. Po części wynikało to z faktu, że doktor Isley od zawsze lubiła, gdy jej praca przynosiła zamierzone efekty - ale i po prostu dlatego, iż zgadzanie się z nią najczęściej wychodziło ludziom na dobre.
Chyba że i tak zamierzała ich skrzywdzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fawn Archer

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 03/04/2015
Wiek gracza : 22

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Czw Sie 20, 2015 11:49 pm

Pomimo wszelkich zapewnień Fawn nadal była sceptycznie nastawiona do hien, te na szczęście odeszły na bezpieczną odległość i zajęły się sobą nawzajem. Ucieszyła się trochę, że nie tylko została usłyszana, zrozumiana, ale jeszcze uzyskana odpowiedź nie brzmiała 'powtórz głośniej'. Właśnie takimi małymi drobnostkami budowała na nowo swoją pewność siebie, która rozmyła się z chwilą postrzału a następnie przebudzenia w kompletnie nieznanym miejscu. Rozluźniła się też nieco i stopniowo uspokajała, docierało do niej że zagrożenie minęło.

Spod burzy ciemnobrązowych loków odważyła się spojrzeć prosto w oczy kobiecie, kiedy ta podeszła do niej o kilka kroków. Czternastolatka przypominała tym samym uparte dziecko chcące udowodnić dorosłym, że nie boi się już ciemności i może spać przy zgaszonym świetle. Osoba Poison Ivy budziła w niej sprzeczne uczucia. Doświadczenie ulicy podpowiadało jej, że może być niebezpieczna, z drugiej strony na razie nie wykazywała złej woli. Uratowała ją, nakarmiła, nawet złożyła pęknięty łańcuszek który teraz znowu w tiku nerwowym obracała pod palcami drugiej ręki. Pamiętała, że Jacob także nie sprawiał wrażenia najprzyjemniejszej osoby na świecie gdy gonił ją po wesołym miasteczku, uśpił i przewiózł do swojej kryjówki, aby ostatecznie nakarmić ją, ubrać i zaproponować schronienie. W ciągu jednego tygodnia spotkała dwie osoby, które zechciały jej pomóc - chyba właśnie wyrobiła limit cudów na aktualne półrocze.

W odpowiedzi na dziwnie sformułowane pytanie skinęła głową, być może trochę zbyt energicznie. Czuła się dobrze, w zasadzie nic jej już nie bolało, nie była też głodna ani spragniona bo poczęstowała się kilkoma jabłkami. Gdyby lepiej ją wychowano, pewnie teraz przyznałaby się do tego przed właścicielką jabłoni, ale kradła jedzenie od sześciu lat i wiedziała że jeśli za każdym razem przychodziłaby do właściciela piekarni i przyznawała się że zabrała bułki, czekałaby ją kara.

- Mogę jakoś... podziękować za opiekę? Czy powinnam sobie iść? - widać, że z trudnością dobierała odpowiednie słowa. Głownie dlatego, że jej zasób słownictwa był dość ograniczony i bała się posługiwać wyrażeniami które tylko słyszała nie wiedząc czy nie obrazi swojej wybawicielki. Szepty nie ustawały, ale też nie były głośniejsze, mimo to Fawn zmarszczyła delikatnie brwi i uciekła wzrokiem w bok, próbując znaleźć ich źródło. Irytowało ją głównie to, że choć słyszała je ciągle, nie była w stanie rozróżnić słów. - Shhh... - wyrwało się dziewczynie, która tak naprawdę nie wiedziała kogo próbuje 'uciszyć'.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   

Powrót do góry Go down
 
Ogród Botaniczny Giordano
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Kwiecisty Ogród
» Hamaki na drzewach
» Wiśniowy ogród
» Ogródek różany
» Ogród Królowej

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Justice League :: Stany Zjednoczone :: Gotham City-
Skocz do: