PBF osadzony w świecie komiksów DC.
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ogród Botaniczny Giordano

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Lucifer Morningstar
Admin


Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 25

PisanieTemat: Ogród Botaniczny Giordano   Wto Lut 04, 2014 10:40 pm

First topic message reminder :


Wielki ogród położony w Burnley.
Więcej ujęć:
1, 2, 3, 4,

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Angelo Farco



Liczba postów : 28
Data dołączenia : 20/04/2014
Wiek gracza : 17

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Czw Kwi 24, 2014 9:03 pm

O mało nie wpadł na Cass, gdy ta jakimś cudem pojawiła się przed nim. Nie wzbudziła w nim jednak podejrzeń, za dobrze się teraz bawił. W ostatniej chwili wyhamował i wyprostował się.
Uśmiechnął się nieco psychicznie, ale nie agresywnie czy coś. Cały czas nieznacznie się śmiał. Dopiero po chwili dostrzegł, że spojrzenie Cass jest jakieś dziwnie... podejrzliwe. Tym samym przestał się śmiać i uśmiechać.
- Coś nie tak? - spytał zupełnie poważnie. Potem podążył za wzrokiem towarzyszki i spojrzał na swoje dłonie. - Och.- nie zauważył, kiedy jego pazury się wysunęły, a wyglądały naprawdę groźnie. Schował je niemal natychmiast, martwiąc się, że wystraszył dziewczynę. - Przepraszam, przestraszyłem cię? Nie wysunąłem ich specjalnie, naprawdę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Bat



Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Czw Kwi 24, 2014 9:29 pm

Cass zmrużyła oczka wpatrując się w Kota z uwagą. Pewnie chciała wyczytać tym samym jego intencję. Przez parę sekund cała sytuacja, przynajmniej jak dla niej, wyglądała groźnie. Cóż umysł dziewczyny był nieco spaczony. Zbyt dużo walk, bólu i krwi w jej życiu by móc odebrać pozytywnie moment w którym ktoś biegnie na Ciebie z ostrym narzędziem. I nieważne czy to nóż, piła mechaniczna, widelec czy kocie pazury, ot po prostu jej mózg wtedy przełączał się na inny program.
Gdy schował pazury Cass spuściła z tonu. Przykucnęła gdzieś na kamieniu, ruchem świadczącym, że gdyby nie było tam skały to usiadła by na ziemi. Krzyżując ręce na piersiach przesunęła dłońmi po swoich ramionach. Musiała się trochę uspokoić. To było niesamowite w jaki szybki sposób potrafiła się wyłączyć z programu 'zabawa' na 'atak' czy 'obrona'. Martwiło ją to. Przecież nie była maszyna prawda?
Posłała Kotkowi niepewny uśmiech, a potem kiwnęła głową.
- wierze Ci - odparła pewnym acz cichym głosem.
- nie przestraszyłam się - dodała już nieco weselej, ale widać, że myślami była gdzieś indziej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Angelo Farco



Liczba postów : 28
Data dołączenia : 20/04/2014
Wiek gracza : 17

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Czw Kwi 24, 2014 10:12 pm

Zmartwił się, widząc nagłą zmianę nastawienia dziewczyny. Nie chciał jej wystraszyć ani zasmucić. Usiadł obok dziewczyny i chciał położyć jej rękę na ramieniu, ale nie zrobił tego. *Nie. Możesz ją wystraszyć*- szepnął głos w jego głowie. Schował dłonie skrzyżnie pod pachy, jakby pazury wciąż mogły zrobić komuś krzywdę i przechylił długi tułów nieco w przód. Nie wiedział, kto teraz bardziej się boi: on, czy jego towarzyszka. Angelo wiedział bowiem, że jego instynkty często biorą górę, a ludzki umysł nie zawsze potrafi je okiełznać. Czasem zdarzało się, że zupełnie nie panował nad agresją, tak jak wtedy, gdy rozpruł gardło człowieka, który ukradł jakiejś babci torebkę. Bał się, że niedługo i Cass zaatakuje, a że nie znał zbyt dobrze swojej towarzyszki, to był niemal pewien, że nie poradziłaby sobie z obroną. Za dobrze znał swoją siłę, a gdyby trafił dziewczynę pazurami, ona na pewno jeśli nawet nie zginęła by na miejscu, z całą pewnością wykrwawiła by się. A tego naprawdę nie chciał.
- Wiem, co teraz o mnie myślisz. Niestety nie jestem kotem, na jakiego wyglądam. - powiedział, patrząc w ziemię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Bat



Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Czw Kwi 24, 2014 10:50 pm

Spodobało się jej gdy usiadł obok. Lubiła ciepło drugiej osoby, ale nie każdej. Zresztą nigdy by się nie przyznała, że lubi być przytulana. Z Cass to tak ukryty pieszczoch. Tak to jest gdy tak mało czułości i dotyku nie dostajesz wtedy kiedy tego najbardziej potrzebujesz. Cass swoje dzieciństwo spędziła na naukach walki, składania broni mają zasłonięte oczy, na czas no i odczytywanie mowy ciała. Gdzieś tam w głębi duszy czuła, że Angelo nie chciał jej zaatakować, ale tak jak miał on i ona miała. Instynkt brał górę.
- niee.. to nie tak - jęknęła cicho widząc jego zwieszone spojrzenie i smutną minę. Bała się, że popsuła cała zabawę, że już nie będzie tak cudownie i tak beztrosko.
- po prostu jak ktoś.. coś... - zaczęła się jąkać. To było u niej częste gdy się denerwowała. Wzięła w końcu parę wdechów i powiedziała już na spokojnie.
- po prostu tak funkcjonuję, jak widzę atak to zaraz chcę się bronić, to pewne instynkty biorą górę - mówiła zawile, prawie takimi samymi słowami, jakie zostały nieraz wypowiedziane w umyślę Kota. Złapała go za nadgarstek, ale ostrożnie, wręcz czule i odwróciła tak by wewnętrzna część dłonio-łapki była widoczna.
- pokażesz je jeszcze raz? - zapytała z nieśmiałym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Angelo Farco



Liczba postów : 28
Data dołączenia : 20/04/2014
Wiek gracza : 17

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Czw Kwi 24, 2014 11:47 pm

Zdziwił się, gdy dziewczyna powiedziała, że tak reaguje. Ale jeszcze większym zaskoczeniem dla niego było to, że Cass złapała go za rękę. Nie spodziewał się również tego, że poprosi go o ponowne pokazanie pazurów. Przecież jeszcze przed chwilą myślał, że to ich się wystraszyła. Jednak tak beztroska ciekawość młodej kobiety dodawała kotu otuchy i dziwnego ciepła, którego tak bardzo potrzebował.
- Dobrze... ale bądź ostrożna. - powiedział, po czym wysunął długie, wykrzywione, czarne niczym węgiel pazury z brzdękiem uderzania metalu o metal. Sama czynność była automatyczna i tak szybka, że gdyby towarzyszka położyła dłoń na palcach Angelo, pazury przebiłyby ją na wylot. Ta broń, która była niezwykle groźna, bowiem mogła przeciąć każdą rzecz na Ziemi ze względu na swoją twardość, czasem wzbudzała przerażenie nawet u pana Farco. Gdy jeszcze był człowiekiem, noży używał wyłącznie do celów kuchennych, a teraz posiadał 20 zakrzywionych ostrzy, które już nie raz zatopiły się w czyimś ciele.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Bat



Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Pią Kwi 25, 2014 7:17 am

Widząc jego zdziwienie uśmiechnęła się spokojnie, by dać mu do zrozumienia, że ona wie co robi. Gdy się zgodził jej usmiech się nieco poszerzył, jak dziecku, któremu rodzic obiecał kupić wspaniałą zabawkę. Może noże dla dzieci nie były odpowiednimi przyżądami do zabawy, ale dla Cass? Jak najbardziej były!
- one są zmetalu? - zdziwiła się słysząc brzdęk. Trzymając łapkę Kota cały czas w nadgarsku, podniosła ją bliżej by móc się bardziej przyjrzeć. Wyglądał fascynująco. Battie nigdy nie miała do czynienia z Kobietą Kotem, ale i tak stwierdziła, że przy tych pazurach na bank by wysiadła. Błysk nikłego światła odbijał się w ostrzach raz po raz, gdy Cass obracałą łapką - ale delikatnie! Z należytą czcią, w końcu każde ostrze było dla niej jak rodzina.
W pewnym momencie rozłożyła palce i przyłożyła je do ostrzy. Nie musiała robić tego mocno, gdy podniosła dłoń z powrotem, na każdym z jej dobrnych paluszków ujawniła się po chwili czerwona kropka krwi. Uśmięchneła się pod nosem i spojrzała na Kota zachwyconym wzrokiem.
- są bardzo ostre... pozazdrościć, w takim mieście jak Gotham każda broń na wagę złota - odparła cichym tonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Angelo Farco



Liczba postów : 28
Data dołączenia : 20/04/2014
Wiek gracza : 17

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Pią Kwi 25, 2014 8:31 am

- Wiesz, zadziwia mnie twój optymizm. - powiedział cicho, marszcząc nieco brwi, gdy dziewczyna jakby celowo pokuła się o pazury. -Nie... nie są metalowe. Znaczy tak sądzę. Właściwie nigdy się nad tym nie zastanawiałem. - powiedział i spojrzał na zafascynowaną towarzyszkę. Pazury drugiej dłoni również wysunął, po czym zaczął rysować nimi po kostce brukowej. Ostrza cięły ją jak plastelinę czy też ciecz. Wydrapał w kostce mały kwiatek, który później wyjął. Wyglądał ślicznie i uroczo, taka od, ozdoba z kostki. Podał ją z uśmiechem Cass. - Proszę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Bat



Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Pią Kwi 25, 2014 6:13 pm

Optymizm, optymizm.. hmm skąd ona znała to słowo? I co oznaczało? Cass nie wszystko pamiętała. Nie wiedziała czy to dobre słowo czy złe, więc zapytała:
- to na plus czy na minus ? - uśmiechnęła się bardzo ładnie, najładniej jak potrafiła, tak promiennie, tak jak powinny uśmiechać się osoby szczęśliwe. Czy była szczęśliwa? Teraz tak. Znaczy tak myślała, ale to za chwilę.
- czy to Cie boli jak wychodzą? - zapytała, a potem zdała sobie sprawę z głupoty tego pytania.
- znaczy... wiem, że koty tak mają - zaśmiała się niepewnie, mając nadzieje, że nie weźmie ją za głupią. Cass czuła się pod tym kątem bardzo niedowartościowana. Ale to BARDZO.
- ale Ty nie jesteś kotem.. tak zupełnie.. - mówiła coraz bardziej cichym i mniej pewnym głosem.
Gdy podał jej pięknego kwiatka, dziewczyna nie mogła uwierzyć, że to dla niej. Wzięła go aż nazbyt delikatnie w dłonie i spojrzała na niego bardzo zaskoczonym wzorkiem.
- t..to to miłe... - zaśmiała się krótko, a potem mocno przytuliła. Oczywiście zrobiła to mega nieporadnie, więc chwila nieuwagi, a pazurki, które były wstawione przez Angela mogły by się wbić w jej plecy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Angelo Farco



Liczba postów : 28
Data dołączenia : 20/04/2014
Wiek gracza : 17

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Pią Kwi 25, 2014 7:12 pm

- Na plus. Znaczy tak sądzę. Optymizm jest raczej pozytywną cechą. - powiedział, marszcząc nieco brwi. Nie wiedział, czy właściwie dobrze mówił, bo on sam nie był optymistą. Gdy natomiast spytała, czy "to boli, jak pazury wychodzą", spojrzał na nią wesołym wzrokiem.
- Nie. Tutaj mam luźną skórę, której pazury nie kaleczą. Tylko tyle, że moje paliczki są krótsze i powyginane, a żeby pazury się wysunęły, muszę je rozprostować. Ale to też nie boli. - odparł spokojnie, oglądając swoją śmiesznie puchatą dłoń. Końce palców faktycznie były szersze, gdy chował pazury, bo kości składały się w palcach jak pręty składanej parasolki. Ale największym zaskoczeniem dla kocura było to, że dziewczyna tak nagle, zdawać by się mogło, w podziękowaniach, przytuliła go. Jeszcze chwila i instynkt obronny uruchomiłby się, ale Angelo w porę go powstrzymał. Dostrzegł, a raczej poczuł, że Cass o mało nie nadziewa się na jego pazury, toteż schował je, by tego uniknąć.
- Cieszę się. - powiedział, nieco skrępowany. Od ponad dwóch lat nikt go nie przytulił, ba, nikt go nie dotknął, chyba, że w celu ataku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Bat



Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Sob Kwi 26, 2014 10:21 am

Uścisk nie trwał długo, aczkolwiek jak na Cass, która bardzo rzadko kogoś przytulała, był bardzo długi. Odkleiła się od mężczyzny, żeby ponownie przyjrzeć się kwiatkowi. Zaraz jednak delikatnie zmarszczyła brwi jakby coś jej nie pasowało.
- dlaczego mi go dałeś? - podniosła wzrok na Angelo. Uśmiechnęła się pół gębkiem, gdy stwierdziła, że mogło to źle zabrzmieć. A może nie powinno się pytać czemu ktoś dał tobie prezent? Cass jeszcze nie ogarnęła wszystkich zasad, którymi ludzie kierowali się we współczesnym świecie. Mogło to być urocze, ale również i głupie.
Widząc jego skrępowaną minę po przytuleniu zaraz szybko dodała.
- czasami tak mam, to nie kontrolowane... mam nadzieje, że Cie nie uraziłam... - przygryzła delikatnie dolną wargę i czekała na to co powie Angelo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Angelo Farco



Liczba postów : 28
Data dołączenia : 20/04/2014
Wiek gracza : 17

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Sob Kwi 26, 2014 2:07 pm

-Nie wiem... chyba dlatego, że cię lubię. - powiedział, samemu zastanawiając się nad tym, czemu dał prezent dziewczynie. Gdy tak go beztrosko przytuliła, był nie tylko spięty, ale i ciepło przepełniło go od środka. Ciepło, o którym zapomniał już dawno. - Oczywiście, że mnie nie uraziłaś. To było bardzo przyjemne. Dawno nikt mnie nie przytulił. - powiedział, a ostatnie zdanie wypowiedział cicho, niemal mamrocząc. - Wiadomo zresztą, dlaczego. Ludzie się mnie boją... ty jesteś miłym wyjątkiem. - rzekł i uśmiechnął się, a podczas rozmowy jego ogon ciągle drgał. Może z napięcia, a może z nowej sytuacji? Mężczyzna jednak rzadko kiedy bywał w jednym miejscu tak długo. Nie chciał opuszczać Cass, ale jego instynkt podróżnika domagał się ruchu w przód. Ta siła odrywała go od tego miejsca, ale wątpił, czy gdzieś jeszcze spotka kogoś, kto zdobędzie się na odwagę i zechce się zaprzyjaźnić. Po dłuższej chwili milczenia Angelo wstał powoli.
- Cassandro... muszę ci coś powiedzieć. Spójrz. - powiedział i zdjął z głowy kapelusz. Potem zamachnął się i wycelowawszy w pobliskie, potężne drzewo rzucił z rozmachem. Rondo kapelusza przecięło pień i wrócił do dłoni kota jak bumerang. Roślina upadła tuż przed nosem Angelo, który machnął łapą, siekając gruby na pół metra konar jak marchew, pazurami. - bo widzisz... Nie chciałem ci tego mówić, ale jestem tutaj tylko po to, żeby się zemścić. Od tamtej pory, gdy mężczyzna w czarno-białej masce zabił mojego przyjaciela, ścigam i likwiduję każdego, kto uchodzi za super bohatera. Może dlatego, że niemal zawsze noszą maski? Sam starałem się pomagać ludziom, ale zrezygnowałem, ponieważ kiedyś, gdy dorwałem złodzieja, bardzo drobnego, który ukradł jakiejś babci torebkę, rozprułem mu gardło. Nie przeżył. Właśnie dlatego nie mogę tu zostać. Ja... boję się, że mogę zrobić ci krzywdę. Przepraszam. Żegnaj, pogromczyni kotów. - powiedział i raz jeszcze uściskał Cass. Potem opadł na łapy i popędził prosto, przed siebie, kontynuując swoją krwawą podróż.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Bat



Liczba postów : 265
Data dołączenia : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Czw Maj 01, 2014 12:01 pm

Cassie bardzo się zdziwiła, gdy ot tak stwierdził, że ją lubi. Spodziewała się raczej owijania w bawełnę i inne tego typu słowa wytrychy. A tu, miła niespodzianka. Uśmiechnęła się uroczo i bardzo szczerze, cały czas oglądając kwiatka w swojej dłoni.
- Wiesz, mi też to się za często nie zdarza. - westchnęła komentując jego odpowiedź na przytulenie Cassie. Dziewczyna tylko kiwnęła głową, dając mu do zrozumienia, że wie o czym mówi. Faktycznie Angelo nie wyglądał jak zwykły człowiek. Battie nie raz spotkała się odrzuceniem przez drugiego człowieka tylko dlatego, że była odmieńcem. Socjalnym odmieńcem. Nie potrafiła się odnaleźć w tłumie, bardzo szybko się denerwowała, nie zawsze potrafiła pierwsza zagadać, a gdy miała ponury nastrój po prostu potrafiła komuś przywalić. Dlatego obiecała sobie nigdy, ale to przenigdy nie oceniać kogoś ot tak. Po okładce. Cass miała o tyle prościej, że bardzo często po ruchach i mimice twarzy potrafiła wywnioskować jakie plany ma w stosunku do niej rozmówca.
Gdy mówił jej imię z taką powagą, podniosła wzrok i spojrzała na Angelo z wymalowanym pytaniem na twarzy. Gdy machnął kapeluszem, a konar drzewa padł do ich stóp, Cass tylko się uśmiechnęła i zaczęła rozkminiać czy coś podobnego by się jej nie przydało. Nie wiedziała jak będzie wyglądać w kapeluszu, ale może zrobiła by sobie taka czapkę?
Zaraz jednak poczuła ścisk w brzuszku, gdy tak się jej uzewnętrznił. Wszystkich, którzy noszą maski? Wypisz wymaluj Cass w akcji. Przygryzła dolną wargę, żeby czegoś nie palnąć i z uprzejmym uśmiechem wysłuchała tego co miał do powiedzenia. Gdy ją uściskał, odwzajemniła się tym samym, a gdy zaczął odchodzić, wstała i krzyknęła.
- Pamiętaj, że nie wszyscy za maską są odpowiedzialni za śmierć Twojego przyjaciela. Lepiej wcześniej się upewnić, bo może być tak jak w przypadku tej babci i złodzieja... uważaj na siebie - szepnęła już do siebie, a potem pomknęła gdzieś przed siebie. Ahhh jak ona uwielbiała biegać.

//zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Catwoman



Liczba postów : 47
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Sob Paź 11, 2014 11:12 pm

Noc zapowiadała się całkiem rozkosznie. Piękny duży księżyc unosił się na prawie bezchmurnym niebie Gotham. Selina przybrana w swój koci kombinezon stała gdzieś na jednym z budynków mieszczącym się w ogrodzie botanicznym. Może miała nadzieje, na spotkanie pewnej osóbki? Prawdopodobnie tak. Selina rzadko kiedy kręciła się po mieście bez celu, na dodatek w stroju Catwoman. Fakt faktem, ostatnio zdarzało się to częściej niż zwykle, ponieważ wspomagała Batfamily w patrolowaniu miasta, jednak dzisiejszy wieczór był zaplanowany.

Kobieta przykucnęła gdzieś w cieniu i obserwowała uliczki. Po chwili coś przykuło jej uwagę, a mianowicie krzyk i szarpanina gdzieś nieopodal. Kocia bohaterka nie zastanawiała się zbyt długo. Miękko, jak to zwykle bywa, na 'cztery łapy' zeskoczyła z dachu i mając za sojusznika cień drzew ruszyła w kierunku rozróby. To co zastała nie przeszło jej najśmielszych oczekiwań... właściwie klasyk. Jakiś średniej jakości złoczyńca mierzył bronią do pary młodych osób, karząc im w tempie natychmiastowym wyskakiwać z pieniędzy. Mężczyzna tulący dziewczynę, drżącą dłonią wyciągał portfel w stronę zbira. Selina chwyciła za przypięty do boku pejcz i machnęła nim z gracją wbijając tym samym pistolet z ręki rosłego mężczyzny. Naprawdę rosłego. Było od niej o wiele wyższy i silniejszy, a mimo to nie bała się zainterweniować. Nie takiego gagatka nieraz załatwiła swoją zwinnością i pewnością siebie. W powietrzu można było usłyszeć świst i trzask, a potem metaliczny dźwięk upadającej broni. Złodziej był bardzo zaskoczony takim obrotem sprawy ponieważ w ogóle nie zdawała sobie sprawy w którym momencie do niego podeszła. Zrobiła to cichcem z boku tak by mieć dostęp do wyciągniętej ręki.

- Hopsasa! Widzę, że lubisz niegrzeczne zabawy. Może takim razie zmierzysz się ze mną? - Odparła dźwięcznym głosem i posłała mu złośliwy uśmiech. W ostatniej chwili odskoczyła gdy zbir zamachnął się na nią nożem. Okay, tego nie przewidziała... ale po ostatnich zajściach fakt faktem była nieco słabsza niż zwykle i wymagała ostrego treningu by wrócić do kondycji jaką miała przed 'wypadkiem'.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kyle Rayner



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 01/04/2014

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Nie Paź 12, 2014 9:17 am

Kyle postanowił polecieć na Ziemię zobaczyć wszystko ze swojej perspektywy niż na monitorach w Watch Tower. A może po prostu prawda była taka, że wiedział, iż do nich zbliża się Batman i nie zamierzał dostać po tyłku od niego? W końcu Batman to Batman jego trener i w ogóle czasem Kyle miał wrażenie, że mimo tego jakim szacunkiem go dążył uważał go za trochę przerażającego. Dlatego teraz szybował w stronę rodzimej planety zobaczyć wszystko. Wiatr miło czesał mu włosy, a na warzy pojawił się lekki uśmiech. Zawsze tak było jak spotykał się z członkami Ligi, w końcu od kiedy Hal przyszedł i uważał się za jedynego obrońce sektora 2814. Zdaniem Kyle'a jak i zapewne reszty Ziemskich Latarni, powinien po prostu przejść na emeryturę i zostawić wszystko w rękach młodszych. Tak na pewno by było wygodniej. Tylko gorzej było wyjaśnić temu pierdzielowi by zaprzestał walki, w sumie bycie Latarnią to było ich życie, ich praca ich wybór.

Nie wiedział czemu zwolnił przelatując przy Gotham, może wróciły niedawne wspomnienia. Ta chwila, która się niedaleko odbyła, którą wciąż pamięta i ma przy sobie? Przystanął w powietrzu i westchnął. Może wypadałoby przeskanować teren, zobaczyć czy Gotham jest tak samo zarażone jak Bludhaven? Przecież znajdowały się niedaleko siebie. Z komunikatów wie, że nie ma tutaj głównych obrońców miasta. Zatem czyżby miasto zostało bez ochrony? Zagryzł wargi i rozejrzał się wokół. Usłyszał za to jakąś szamotaninę. Po prostu poczuł się magnesem na zbirów i przestępców, jednak co go to mogło dziwić. Był w Gotham, tutaj złodziejaszki są na każdej ulicy.

Przybliżył się ostrożnie widząc akurat jak Kocia dziewczyna odskakuje od noża. Nie myśląc za wiele złapał w bańkę opryszka i przyjrzał się dziewczynie. Znal ją, w końcu kto by sławetnej Catwomen nie znał. Skoro jednak łapała złodziejaszka znaczyło, że tym razem jest po ich stronie, chociaż wiedział, ze kobieta miała różne kaprysy i szybko potrafiła kota ogonem odwrócić. Może Kyle nie znał jej tak dobrze jak ci co pracowali w Gotham, jednak sporo zapisów na jej temat czytał.
- Nie ma za co dziękować ślicznotko. - zleciał na dół stając na ziemię stopami i dalej trzymając zdezorientowanego i walącego w kulę opryszka. Kyle wydawał się jednak nie wzruszony jego zachowaniem - Więc łapiesz bandziorów by Bats mógł się zabawiać? - powiedział żartem
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Catwoman



Liczba postów : 47
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Nie Paź 12, 2014 12:26 pm

W ostatniej chwili odskoczyła i zrobiła salto do tyłu nogą wybijając nóż z ręki oprawcy. Ostry przyrząd wbił się w pulchną ziemie. Kobieta miała kontynuować monolog, ponieważ zbir okazał się być nierozmowny, gdy dosłownie sekundę później złodziejaszek został uwięziony w wielkiej zielonej bańce. Skonsternowana Selina zmarszczyła brwi i kiwnęła głową na przestraszoną parkę, dając im do zrozumienia, że mają stąd uciekać. Ci jednak ani drgnęli, więc tupnęła w ich stronę i prychnęła rozczapierzając pazury. Dopiero wtedy wzięli nogi za pas i biegiem pomknęli w stronę wyjścia z parku, bo po chwili zniknąć z pola widzenia.

- Well, well. Kogo moje piękne oczy widzą. Sam Green Lantern rzucił mi się na pomoc. - - Posłała mu miły, acz raczej nie zwiastujący nic dobrego uśmiech, a potem powolutku ruszyła w stronę Kyle'a. - Szkoda, że troszeczkę po czasie, więc nie wiem czy jest tak do końca za co dziękować. - Dodała już poważnym tonem i zatrzymała się z pięć kroków przed nim. Nigdy nie poznała na żywo Zielonej Latarenki, jakoś nie mieli okazji. Chociaż nie mogła powiedzieć, że nie była zafascynowana ich mocą. W głowie Seliny pojawiła się cała gama pomysłów do czego mogłaby wykorzystać taką znajomość, dlatego postanowiła nie traktować go z góry... a przynajmniej do kolejnego zdania, które wypowiedział.

Mina jej wyraźnie zrzedła gdy Kyle wspomniał o Batsie. Uchyliła usta chcąc coś powiedzieć, ale zaraz je zamknęła i przymknęła oczy. - C-co? - W końcu wykrztusiła w siebie i rzuciła mu mrożące krew w żyłach spojrzenie. To Batman żyje? I ona nic o tym nie wiedziała? Krew Seliny wręcz zapłonęła i czuła, że zaraz chyba będzie musiała się na kimś wyżyć. A zbir w bańce już przestał dla niej istnieć. Kobieta poczuła się oszukana. Totalnie wystawiona do wiatru. Wykorzystana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kyle Rayner



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 01/04/2014

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Nie Paź 12, 2014 2:12 pm

Co prawda Zielona Latarnia zauważył, że Kotka dawała sobie rade, jednak kto by się nie pokusił na wtargniecie jak tu już był. Z reszta było to warte minie jaką zobaczył. Zarejestrował również cywili, którzy bieli odstraszeni jej pazurkami. Nie dziwił się, ze byli zafascynowani, w końcu był kim był. To się nazywała sława, jednak Kylowi było daleko do obnoszenia się z tym jak Guy'owi. Należał do bardziej skromnych osób, jednak może nie aż tak bardzo, zależało wszystko oczywiście od sytuacji.

- A wydawało mi się, że prawie straciłaś refleks, Koteczku. - postanowił pobawić się w jej gierkę, przyglądając się jej kobiecym wdziękom.
Oj tak Catwoman miała naprawdę imponująca figurę i te ruchy jakie wykonywała naprawdę działały na wyobraźnię nieco mocniej niż wszystko jedne. Jednak musiał stłumić swojego faceta w głowie, wiedząc jakie niebezpieczeństwo może teraz ich dopaść. Nie był pewny czy Gotham niedługo nie zarazi się tym samym czym sąsiednie miasto. Był w pracy przecież, jednak nie zostawi cywili na pastwę losu. To nie było w jego stylu, mimo tego, ze były teraz walniejsze rzeczy do robienia niż opanowana sytuacja przez niego i Kotkę.

Po wypowiedzeniu zdania z Batsem, a raczej żartu widział jej nietęga minę. Z ust wyrwało mu się tylko "Ups", nie zdając sobie sprawy, ze własnie obudził demona spoczywającego w kotce i nasyła ją na samego Bruce'a. No przecież to nie jego wina, że inni wszyscy wiedzieli, że Bats był, żył... Skąd miał wiedzieć o czymś innym... Nie tak dawno był jeszcze jego uczniem.
- Co, co? - zapytał lekko zdziwiony - Przecież sobie żartuje z tym, więc może trochę uśmiechu, bo koteczek na gracji traci. - zamienił kółko w wielkie kajdanki u złodziejaszka.
Po chwili wykonał telefon do policji, przecież było trzeba się pozbyć złodziejaszka, by dostał swoje i trafił w odpowiednie miejsce. Mógł również sam go tam zaprowadzić, jednak nie było mu to za bardzo po drodze, zwłaszcza, ze teraz ciekawość go zjadała. Nie spodziewał się takiego zachowania kociaka.
- Jeśli nie będziesz chciała być złapana, to czmychaj na drzewo czy dach jak wolisz. - uśmiechnął się pewny siebie do niej - Chyba jednak nie wiesz wszystkiego, mądre to ze strony Ligi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Catwoman



Liczba postów : 47
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Nie Paź 12, 2014 8:49 pm

Nie żeby Kotka narzekała na towarzystwo Kyle'a, wręcz przeciwnie. Tak jak zostało wspomniane już wcześniej może będzie miała w stosunku do niego jakieś plany. Może swoim urokiem osobistym wymusi opowiedzenia paru plotek prosto z siedziby Justice League? Znaczy taki był plan zanim zupełnie przez przypadek dowiedziała się, że Batman żyje, ale do tego dojdą później.
Selina z uśmiechem pełnym satysfakcji odprowadziła wzrokiem dwójkę cywili, którzy czym prędzej udali się do wyjścia z parczku. Nie dziwiła się gdy wpatrywali się z podziwem to w Green Lanterna to w swoją wybawczynie (bo uważała, że tak może się określać, skoro ona ich uratowała przed oprychem). Jednak po paru sekundach karpik jaki malował się na ich twarzach był dla niej zbyt irytujący, więc przepędziła ich całkiem w swoim stylu.

- Po czym wnosisz? - Udała smuteczek, a potem poruszyła prowokująco brwiami. Nono Kyle wydawał się być bardzo interesującym mężczyzną, nie mogła mu tego ująć, jednak znała wiele męskich gierek... i nie zamierzała się poddać ot tak, bez walki. Nie byłaby sobą. Chciała mu udowodnić co nieco, jednak na razie postanowiła się wstrzymać. Zwinęła długi bicz w okrąg cały czas uważnie przyglądając się mężczyźnie. Cóż jego kombinezon ukazujący wyrobione mięśnie oraz maska, która zasłaniała, sądząc po rysach, przystojną twarz nie była czymś jej obcym, w końcu w takim typie mężczyzn się rozsmakowała. I możliwe, że na początku chętnie by się nim zajęła, po swojemu, jednak kolejne słowa zaraz miały popsuć nastrój, więc i plan odejdzie w niepamięć.
- I co Ciebie sprowadza do Gotham? - Zapytała, bo coś ją tknęło. W końcu Latarenka nie był byle kim...

Dosłownie kilka minut później Selina stała wpatrując się w Lanterna ze srogą miną. Gdy usłyszała 'ups' zacisnęła mocno piąstkę na biczu, będąc gotowa do ataku w przypadku gdy zielony bohater nie chciał jej udzielić odpowiedzi. Żart Selinie baaardzo się nie spodobał tak czy siak. - Nie wiem co ma gracja to uśmiechu Zielony. Batman żyje? - Odparła hardym i nieznoszącym sprzeciwu tonem. No jeszcze chwile a Kyle dostanie strzała. Selina była bardzo zdenerwowana i jej mina wskazywała na to, że nie jest wcale zainteresowana żarcikami i dowcipkowaniem. Na dodatek miała w dupie policje i tego oprycha, który teraz zamiast bańki miał na sobie kajdany. Ostatnie słowa prawię ją ubodły. Może kocia natura kobiety była czasami zbyt zmienna i zbyt nieprzewidywalna, ale nie widziała powodu dlaczego Liga miała ukrywać przed nią takie informacje.... a przede wszystkim dlaczego Bruce podjął taką decyzję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kyle Rayner



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 01/04/2014

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Wto Paź 14, 2014 10:04 am

Kyle taki szybki domówienia sekretów Ligi raczej nie był, fakt faktem był trochę wkurzony tym, że już w niej się nie znajduje, bo emeryt rościł sobie do tego prawo, a jak nie on to John, ale cóż był bohaterem. Miał przyjemność na krótko działać w Lidze i musiało mu to przynajmniej na razie wystarczyć. Z reszta inne planety też miały swoje własne problemy, której dotyczyły chcąc czy nie chcąc także jego samego.

- To zawahanie, jakbyś straciła trochę swojej zwinności. Czyżbyś źle oceniła sytuację? - na jej brwi, tylko dalej lekko się uśmiechał.
Tak zdawał sobie z tego jak wygląda i zdawał sobie fakt z tego, że jako jedyna Ziemska Latarnia zakrywa sobie prawie całą twarz maską, wymyśloną na swój własny sposób. To tak jakby miał skorupę na niej, jednak w żadnym razie nie przeszkadzało mu to. Kotka zwinęła swój długi bicz, co nie uszło uwadze Zielonemu. Czyli przynajmniej mógł uznać to za chwilowe zawieszenie broni, skoro nie zaatakowała go. Jej wdzięki kusiły. Naprawdę Kocica miała kuszące kobiece wdzięki, a jeszcze bardziej ten namiętny pełen seksu głosu. Niestety Rayner musiał się skupić na Ziemi niż na panienkach, chociaż aktualnie był stanu wolnego i mógł się zbawić czy tez poflirtować. Jednak nie wypadało po tym co zobaczył na ekranach w wieży, to jak zostawił swoich kumpli z Ligi... Trochę go to gryzło, ale chciał być pierwszy i wcale seryjnie nie dawał dyla przed Batsem... Zawsze Liga mogła się z nim skontaktować, ale wiedział, że woleli teraz Hala. To jest tak zwane zejście na drugi plener bo emeryt wrócił. Z jednej strony gryzło to Raynra, a z drugiej dawało w jakiś sposób swobodę działania.
- A co może Zieloną Latarnie sprowadzać do Gotham. Oczywiście pomoc takim słodziutkim Koteczkom. - miało się wrażenie, że puścił do niej oczko.
Nie wytrzymał jednak bez jakiegokolwiek flirty. Z resztą nikomu krzywdy nie robił w tym wypadku.

Och jak ona słodko się wściekała. No przecież kto by nie chciał w takim wypadku jeszcze bardziej psocić, a może na kompromis powinien jej rzucić kłębuszek włóczki?
- Czy ja wiem, kiedyś go widziałem, ale kiedy to było niech to ja się zastanowię. Dzisiaj, nie.. Parę tygodni temu może.. Chyba tez nie.. Jakiś dłuższy czas, może, może. - jawnie dalej się z niej nabijał.
Bawiła go ta sytuacja, z resztą Kotka nie wiedziała o tej istotnej sprawie, a Kyle o mało się nie wygadał, z resztą nikt mu nie mówił o tym, by nie mówić, że Bats żyje. Nawet jeśli by się wygadał to cóż byłaby tylko i wyłącznie wina Ligii, że go nie doinformowała. A może to był chwilowy kaprys Basa, nie wiedział...
- Nie masz co się spinać, jak kocha to wróci. Z resztą miłości na dystans czy tam romans, nie wnikam - zaśmiał się - Są jeszcze bardziej pobudzające po rozłące, nie sadzisz?
Uznał, ze jednak Kotka chce zostać z nim. Cóż jej wybór. Nie zamierzał zatem wnikać w to jak policja zareaguje, chociaż miał wrażenie, że i tak Kicia na moment mu zniknie wtedy z oczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Catwoman



Liczba postów : 47
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Wto Paź 14, 2014 8:14 pm

Oj tam. Każdy tak mówił, a potem wyśpiewywał wszystko niczym paciorek! Oczywiście Catwoman zdawała sobie sprawę, że nie na wszystkich działał jej urok, ale na spokojnie... na takich delikwentów też miała swoje sposoby.

- Nie wiem o jakim zawahaniu mówisz. Może czas się przejść do okulisty Latarenko? - Posłała mu kpiący uśmieszek. Albo Kyle nie miał pojęcia o kobietach (w co szczerze wątpiła z taką aparycją i takim ciałem, zresztą... nie od dziś wiadomo, że baby lecą na superbohaterów) albo faktycznie ją prowokował. Problem w tym, że jeszcze jeden taki tekst, a zielony będzie miał okazję sprawdzić gorzki smak pejcza, który szybciej się rozwijał niż zwijał... więc może nie mieć szansy na obronę. Póki co zachowywała powagę i zimną krew, ale z nią nigdy nie wiadomo kiedy wybuchnie.
Uniosła brew gdy nazwał ją słodkim koteczkiem i przełożyła sobie zwinięty bacik przez szyje. Jedną ręką złapała po jednej stronie, drugą po drugiej i stała w delikatnym rozkroku wpatrując się w Kyle'a, bez ani krzty krępacji czy wstydu.

- Oh. W takim razie od dziś będę czuła się o wiele bezpiecznie. - Posłała mu słodki uśmieszek i ruszyła na wędrówkę dookoła Kyle'a, stąpając po niewidocznym okręgu niczym kot na krawędzi daszyska. W ten sposób również chciała ukoić nerwy, w które bezczelnie wpędził ją Latarenka. Jednak im więcej Kyle mówił tym bardziej czuła się skonsternowana. Najpierw daje jej do zrozumienia, że Batman żyje.... potem wycofuję się z tego raczkiem raczkiem... potem mówi coś, co w przypadku śmierci Bruce'a by było całkiem nie na miejscu, no bo jak inaczej odebrać tekst 'jak kocha to wróci'. Przy ostatnich słowach zatrzymała się i przechyliła głowę w bok cały czas uważnie wpatrując się w mężczyznę.

- Gubisz się w zeznaniach. Jeżeli on żyje to jestem jedną z tych osób, które powinny o tym wiedzieć Latarnio. Nie drażnij się ze mną w tej kwestii. - Odparła z nutką determinacji i może smutku? No mogło się jej wymsknąć w końcu była bardzo emocjonalną kobietą... wbrew temu co mówili inni. Jedno było pewne, Selina przestała mieć ochotę na żarty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kyle Rayner



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 01/04/2014

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Czw Paź 16, 2014 2:47 pm

- Oh jaka ostra, lubię takie. - zaśmiał się - Jednak muszę rozczarować cię Kotko, z moim wzrokiem wszystko jak najbardziej w porządku.
No kto by nie chciał po prowokować takiej kotki. Z resztą Kyle nie ba się jej, to znaczy wiedziałby, że jeśli straci za mocno swoją gardę, to jego nowa towarzyszka mogła bardzo łatwo go okiełznać. Jednak był pewien swojej siły, a zwłaszcza temu, ze jego pierścień wykazywał jeszcze 97,44% mocy. Był zdolny do walki, nie po to go ładował przed samym przybyciem do członków Ligi. Teraz jednak Rayner istnie pogrywał sobie z Kotką, prosząc się o dostanie pejczykiem w swoją opiętą dupcie. Zapewne nie jedna dama by chciała to zrobić, jednak nie tym razem.
Och Catwoman przybrała bojowa pozę, a pejczyk na jej szyi nie jednemu zawrócił by w głowie. Jednak nie Kylowi, chociaż przyznał, ze ta jej pozycja i ten wzrok i wszystko było kuszące, jednak był na misji, chcąc nie chcąc. I tak zabawia tutaj wystarczająco dużo czasu, zamiast pomagać reszcie. Może po prostu zgonił wszystko na Hala Jordana. Jeśli będą chcieć jednak pomoc to albo Liga albo przecież Hal mógł się skontaktować przez pierścień.

- No jasne, w końcu Zielona Latarnia czuwa. - przyglądał się jej.
Tak Rayner wiódł za nią zaciekawionym spojrzeniem. Koteczek okrążał go z tą swoją gracja. A może to był jej jakiś ukryty plan. Może na wszelki wypadek powinien ochronną kopulę zrobić? Skoro była taka niespokojna. Wprowadził w jej życie trochę zamętu to nie była jego wina przecież. A, ze koteczka fajnie się podpuszczało...

- Nie gubie się, bo może sam nie wiem. Z reszta kto każe ci się złościć. Złość piękności szkodzi, ale przy takiej figurze to ja nie wiem czy aż tak zaszkodzi. - znów zbagatelizował jej słowa
Naprawdę zdawał sobie sprawę, że stąpa po kruchym lodzie, zwłaszcza, że wyglądała jakby powoli szykowała się do jakiegoś ataku. Może własnie Bruce był jej piętą achillesową i działała na nią jak płachta na byka?
- Nie musisz się tak o niego zamartwiać, wiesz, że Batman potrafi wrócić. - tutaj miał na myśli prawdopodobnie to, ze któryś z Robinów mógłby przybrać postać Batsa, w końcu był on jakby niezniszczalny.

Po chwili dało się dźwięki policyjnego radiowozu usłyszeć. Wyszli z niego dwaj panowie, jeden młodszy prawdopodobnie asystent, a drugi z lekkim brzuszkiem. Rozejrzeli się po zgromadzonych ściskając dłoń Latarenki i dziękując. Kyle w tym momencie spostrzegł, ze coś jest nie tak. Odwrócił się i nie zobaczył już Seliny obok siebie. Była szybsza niż się spodziewał i z pewnością jednak wziewa jego słowa o zniknięciu do serca.
Panowie zabrali zbira, zakuwając w prawdziwe kajdanki, po chwili odjechali. Kyle czuł, ze wykonał słuszną robotę. Chciał odlecieć, jednak tylko trochę uniósł się w powietrzu jakby rozglądając. Ciekaw był, czy kotka wyjdzie teraz z ukrycia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Catwoman



Liczba postów : 47
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Sob Paź 18, 2014 3:10 pm

- Hmmm, skoro z wzrokiem wszystko w porządku, to znaczy, że masz problem z osądem, ale dość o mnie... bo się zawstydzę. - Posłała mu złośliwy uśmieszek. Miała dość dywagacji na temat nie tak doskonałej jak kiedyś kondycji Kotki. Potrzebowała treningu i to jak najszybciej. Cały czas jednak robiła dobrą minę do złej gry, zresztą nie było jej trudno z takimi zdolnościami aktorskimi. Udała znudzoną tym tematem, zresztą jak się potem okazało, inne były o wiele ciekawsze.

Na początku była rozbawiona tym, że taki ktoś jak Zielona Latarenka ją chce sprowokować (no bo inaczej nie mogła odebrać jego tonu, czy pół uśmieszku oraz słów jakie dobierał w trakcie rozmowy) i w jakimś sensie przypadło to kobiecie do gustu. Nie znała nikogo z korpusu Zielonych Latarni, ale raczej postrzegała ich jako poważnych i nudnych bohaterów. Cóż najwyraźniej się pomyliła. Uśmieszek, który był oznaką zadowolenia wypłynął na jej piękną zamaskowaną twarz gdy Kyle błądził za nim wzrokiem. Spojrzenie Kotki było wręcz hipnotyzujące, ale nawet się nie łudziła, że bohater nabierze się na te gierki, co nie było dla niej powodem by z nich nie korzystać, w końcu póki co bardzo dobrze się bawiła. Oprych poszedł w niepamięć i w jej mniemaniu stali tutaj tylko we dwójkę... Zresztą mniej więcej znała możliwości Latarenek i zdawała sobie, że każdy fałszywy ruch złodziejaszka spotka się z odpowiednią reakcją. Kotka jednak miała nadzieje, że zobaczy Kyle'a w prawdziwej akcji, a nie pomoc w łapaniu zwykłego złodziejaszka, na dodatek gdy jest już po sprawie.

Okrążała go powolutku mierząc z każdej strony jego umięśnione ciało. Nie wiedziała, że czuł się w jakimś tam sposób zagrożony, ponieważ ciężko to było wywnioskować po chociażby mowie ciała, a uśmiech wskazywał raczej na intrygę niż na strach, jednak kobieca intuicja rzadko bywała zawodna, przynajmniej w kocim przypadku, więc wyczuła coś w rodzaju niepewności. Gdyby w tym momencie Kyle ochronił się zieloną kopułą, zapewne uśmiechnęłaby się złośliwie i zniknęła w pierwszym lepszym cieniu, ponieważ w tym momencie postawiłaby na swoim, powodując, że nawet taki Latarenka chciałby zawczasu się przed nią bronić... ahhh, bo Zielonego tak fajnie się podpuszczało.

No nic. Gdyby nie wspomniał o Batsie byłoby wszystko dobrze, a ich spotkanie prawdopodobnie rozeszłoby się po kościach. Latarenka by sobie poleciał gdzieś tam w przestworza, a Selina skupiłaby się na poszukiwaniach Ivy, jednak los NAJWYRAŹNIEJ chciał inaczej.
- Latarnio, nie próbuj mnie omamić ładnymi słówkami i nie bagatelizuj moich słów. Czyli ktoś z Robinów przebrał się za Batmana tak? To masz na myśli? - Odparła poważnym tonem stojąc około pięciu metrów od niego. To, że nie traktował jej poważnie było wręcz uwłaczające i już chciała potraktować go bacikiem, gdy nieopodal zajechał radiowóz policyjny. Selina jednym ruchem rozwinęła pejczyk, który zawinął się na większej gałęzi nieopodal stojącego drzewa. Korzystając z okazji, że Kyle patrzył w stronę policjantów, wdrapała się prawie na samą gorę. Usiadła na gałęzi i oparła się o konar, by się schować, a potem zaczęła przysłuchiwać się rozmowie, która była raczej z tych standardowych. Drzewko okazało się jabłonką, więc zerwała sobie dwa jabłka i jedno zaczęła chrupać, a gdy Kyle wzleciał nad ziemią, rzuciła w niego drugim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kyle Rayner



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 01/04/2014

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Pią Paź 24, 2014 10:45 am

"Poważny i nudny bohater", to raczej nie tyczyło się w ogóle Zielonych Latarni, znaczy były takie wyjątki, ale te Ziemskie były dość specyficzne, z resztą jak sam człowiek, bo co się oszukiwać ludzkość choć prymitywna, zawsze potrafiła zaskakiwać wszystkim. Niech się zatem Selina cieszy, ze nie poznała Guy'a czy też Hala, bo zapewne oberwałaby lepszymi tekstami i całkiem by się zawiodła na swoim wymyślonym wizerunku Korpusu Zielonych Latarni. Mimo jej hipnotyzującego spojrzenia serio na Kyle'u to nie robiło takiego wrażenie, może po cywilnemu byłoby zupełnie inaczej, jednak teraz naprawdę musiał trzymać fason i być tym kim kochał być. Niczym Thor, Captain Ameryka czy też Iron man, po prostu był bohaterem i czuł się z tym dobrze. No może Iron Man nie był, aż takim bohaterem bo miał swoje momenty, a Thor był bogiem, ale jednak. Mógł poczuć się jak ktoś kogo cenił w dzieciństwie. I może Selina miała rację, że złodziejaszek nie miał w ogóle szans z mocą Latarenki, jednak w tym momencie na takiego zwykłego opryszka nie pokazałby swojej prawdziwej mocy. Musiałaby jeszcze poczekać trochę.

To, że Kyle był niepewny nie znaczyło, ze się bał, pod względem opanowania strachu był po prostu mistrzem. Dlatego na niego nigdy nie działał korpus Sinestro, dlatego bez problemu stał się oczkiem w głowie strażników. Po prostu nie bał się, a niepewność wynikała po prostu z tego, ze kotka była zła, osaczała go i sam prawdopodobnie sprawdzała na ile może sobie pozwolić.

- No wiesz Kotko, skąd mam to wiedzieć. Batman to Batman. Możliwe, ze któryś się przebrał, a może po prostu sam wielki pan strachu powrócił. Nie pytaj się mnie bo serio nie odpowiem wprost na to pytanie. - dodał stanowczo, wpatrując się w nią.
Nie mógł uwierzyć, że aż tak bardzo chciała wiedzieć o Batsie, że prawdopodobnie zrezygnowała ze wszystkiego innego. Poza tym Kyle też się zapomniał po części. Powinien komuś polecieć pomóc, jednak dalej tutaj był.
Gdy zbir został oddany, a Rayner uniósł się jeszcze lekko nad powierzchnia ziemi, nagle usłyszał jakiś szelest odwrócił się i spojrzał na drzewo, a potem na jabłuszko lecące w jego kierunku. Złapał je przetarł o kostium i ni wiedział czy się wgryźć czy nie. Uznał, ze głupio by było powiedzieć do pierścienia by skanował owoc, zapewne by usłyszał rechot kotki z drzewa. Jednak podleciał do góry i widząc, iż Koteczek się zajada sam zapuścił zęby w owoc. Może jednak póki nie powiedział jej prawdy, nie będzie miała jakiegoś dwojakiego planu ukrzyżowania go?
- Dzięki. - mruknął i lekko uśmiechnął się do niej. - A teraz wybacz mam ważniejsze sprawy na głowie. - machnął jej dwoma palcami na pożegnanie
Takim sposobem Kyle poleciał przed siebie, zostawiając Koteczka z wielką zagwozdką odnośnie samego Batmana. Był jednak ciekaw, czy ktoś naprawdę potrzebuje jego pomocy, był gotów gdzieś się udać byleby rozwikłać to dziwne zjawisko panujące na jego rodzimej Ziemi. Jest Zielona Latarnią musiał bronić ludzkość i galaktykę.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Poison Ivy



Liczba postów : 74
Data dołączenia : 07/05/2013

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Sob Lis 01, 2014 9:03 pm

Podczas gdy Catwoman ucięła sobie niezobowiązującą pogawędkę z jedną z Latarni, jej wysokość Pamela Isley skryta w cieniu krzewów obserwowała tą dwójkę, zastanawiając się nad sensem ich słów. Jako, że pora już nie wczesna, a korony drzew niezwykle gęste, to Ivy praktycznie była nie do wykrycia. Znajdowała się na swoim terenie, pośród swych przyjaciół, o których dbała jak o nikogo innego, aczkolwiek z superbohaterami nigdy nie wiadomo. Dlatego też kobieta wstrzymała oddech, wsłuchując się uważnie w rozmowę dwóch znanych jej osób. Kotkę znała nie od dziś, wiedziała na co ją stać i jak blisko była z Wayne’m, aczkolwiek złego słowa nie mogła na nią powiedzieć. Czasem różniły się mocno w swych osądach, jednak jeżeli przychodziło co do czego to mogła liczyć na jej pomoc – zarówno w kwestii czysto fizycznej jak i ten informacyjnej. Co do Latarni – cóż, częściej miała przyjemność widywać się z Halem, jednak jedna Zielona Latarnia, a druga… Praktycznie niczym się nie różnią. Te same cudne tyłki, opięte stroje i szczere uśmiechy. Gdyby Pamela była zwykłą kobietą, to mogłaby żałować, że znajduje się po drugiej stronie lustra, tęczy czy po prostu po stronie zła.
Wiadomo jednak jak jest, z czego płomiennowłosa była niezwykle dumna. Wiedziała bowiem, że nikt inny jak tylko ona dba o rośliny w odpowiedni sposób. Gardziła osobami, które myśląc, że przywiązując się do drzewa walczą w dobrej sprawie. Tutaj trzeba było działać, a nie wykonywać idiotyczne czynności, które nie mają nic wspólnego z ochroną środowiska. Podbudowawszy się odrobinę nasza pani doktor zerkała tylko na bohaterów z ukrycia, zastanawiając się także co się dzieje ze słynnym Batmanem, na którego Poison od jakiegoś czasu polowała. Gdyby tak więc zbliżyć się do Kotki, która wszak także nic nie wiedziała o aktualnym położeniu pana B, aczkolwiek miała lepszy kontakt z nim niż ona. Zawsze jakiś plus.
Pamela odczekała jeszcze kilka minut po tym jak Kyle odleciał w siną dal, by zaraz też odczepić się od swych przyjaciół i bezszelestnie skierować się do Cat, która to zajęła jedno z jej ulubionych jabłoni. Idąc w jej stronę nie zależało jej na tym, że ta ją zauważy, czy co gorsza, ucieknie. Nie bała się ewentualnej potyczki, bo wiedziała, że ma pewną przewagę nad Kyle, która mimo, że zwinna i szybka to nie uchroni się od jej specyfików. Poza tym zawsze można jej umiejętności wykorzystać do walki z innymi.
Kobieta zmrużyła oczy, by już z oddal atakować ją zielonym spojrzeniem. Czując wiatr we włosach, w których osadzone były kwiaty nie bała się, a wręcz przeciwnie – była jakby dziwnie rozluźniona, zupełnie jakby szła powitać dawno niewidzianą przyjaciółkę, co po części było prawdą. Zatrzymała się nagle, około dwóch metrów przed kryjówką Kotki. Ona, wysoka, dobrze zbudowana, z delikatnie zaznaczonymi wdziękami okryta tylko i wyłącznie listowiem – po co miałaby okrywać się jakimiś ciuchami, które i tak nie oddadzą jej prawdziwego charakteru? Uniosła nieco głowę, by zahaczyć wzrokiem o jabłka zerwane z gałęzi.
- Są jeszcze niedojrzałe. – Powiedziała nieco zachrypłym, acz miłym dla ucha głosem, który zarówno mógł omamiać, jak i czarować. Nie powiedziała nic w stylu Jak miło Cię widzieć., czy chociażby zwykłego Cześć. . Jak widać Poison znała inne sposoby na zagadnienie drugiej osoby.
Wykorzystała krótką pauzę, na zlustrowanie niezrzeszonej i kontynuowała.
- Jak widzę żadna pora Ci nie straszna, Selino. – Ruda piękność nie sprecyzowała jednak swojego słowa dokładnie, bo zarówno mogło jej chodzić o nocne schadzki z Latarnią, jak i o zwykły spacer, podczas którego ta uratowała komuś życie. Ot, typowa zagrywka Isley.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Catwoman



Liczba postów : 47
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Nie Lis 02, 2014 10:31 am

Kotka wysłuchała wątpliwej jakości wyjaśnień Latarenki. Czy mu uwierzyła? Raczej nie. To było typowe zachowanie osoby, która palnęła gafę i teraz stara się jakoś to zatuszować. Dlatego spojrzenie Seliny coraz mniej przypominało to hipnotyzujące, a było coraz bardziej zawiedzione. Nie spodziewała się, że Kyle będzie sypał informacjami jak z rękawa, jednak miała nadzieje, że potraktuje ją bardziej poważnie. No ale nic to, jak to mówią 'umiesz liczyć, licz na siebie', dlatego postanowiła sama się dowiedzieć co działo się w Gotham pod jej nieobecność. Gdy stwierdził, że nie odpowie wprost, chciała od razu syknąć, że w takim razie jest bezużyteczny, ale zamiast tego, posłała mu uśmiech, albo grymas, który miał imitować uśmiech. Był to zaraz przed tym jak zjawili się policjanci. Chwile później Kotka beztrosko siedziała na gałęzi i machając nóżkami chrupała jabłko.

- Na zdrowie. - Odparła beznamiętnym tonem gdy Kyle wgryzł się w owoc, a gdy odlatywał odprowadziła go wzrokiem. Selina bardzo dobrze wiedziała, że bez poważnej przyczyny Korpus Zielonej Latarni nie zagląda na ziemie. Coś musiało się dziać. Coś było na rzecz. Czuła to w kościach. Jednak z drugiej strony, gdyby faktycznie ludność Gotham byłaby w niebezpieczeństwie, czy Kyle nie powinien ostrzec i jej? Zapewne znał ją na tyle, a właściwie z tego co tam zasłyszał mógł się domyśleć, że może fakt, Ivy była po drugiej stronie lustra czy tęczy, Selina natomiast stała gdzieś tam po środku, nie mogąc się zdecydować, która strona jest lepsza, z której będzie mogła czerpać lepsze korzyści. I z jednej strony rozumiała Kyle'a, ponieważ właśnie ten brak dookreślenia siebie w pewnych kwestiach sprowadzał na manowce opinie o Kotce, a z drugiej strony, czy to nie było w jego obowiązku przestrzec ją przed kimś? Bądź czymś?

Siedziała sobie tak beztrosko na gałęzi i chrupała jabłko, gdy nagle usłyszała kroki. Zarzuciła nogi na gałąź by nie zwisały i oparła się o konar drzewa. Widok Ivy o dziwo uspokoił jej ducha. Zresztą zawsze tak było gdy zjawiała się osoba, na którą bardzo się oczekiwało, bo w końcu po to tu przyszła. - Lubie niedojrzałe. - Rzuciła dwuznacznie, rozbawionym, lecz nieprześmiewczym tonem i usiadła wygodniej na gałęzi tak by móc wpatrywać się w rudowłosą piękność. Kobieta jak zwykle wyglądała dość... nietypowo, aczkolwiek bardzo ponętnie i zachęcająco. Kotka nie omieszkała, wręcz bezpruderyjnie zmierzyć wzrokiem krągłości Ivy i wrócić do jej zielonego spojrzenia. No co? Chciała wiedzieć czy przyjaciółka jest cała i zdrowa.
- Wiesz, że kotki wolą polować nocą. - Zaśmiała się dźwięcznie, acz krótko i siedząc na gałęzi celnie rzuciła ogryzkiem do śmietnika. Z gracją zeskoczyła z gałęzi i stojąc cztery metry przed Ivy odparła już poważniejszym tonem. - Dobrze Cie widzieć. Musisz mi opowiedzieć co się działo w Gotham... albo co się dzieje. Widziałaś? Sam Zielony tu zawitał i wątpię, że bez przyczyny... - Kotka przeszła od razu do konkretów fakt, jednak nie zamierzała mamić oczu Ivy głupimi gadkami... może zrobi to później, w końcu kotki lubił nie tylko polowania, ale i dobrą zabawę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Poison Ivy



Liczba postów : 74
Data dołączenia : 07/05/2013

PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   Pon Lis 03, 2014 12:16 pm

Rudowłosa nie skomentowała w nijaki sposób wypowiedzi zahaczającej o dwuznaczność, bo i po co. Nie odczuwała potrzeby dzielenia się z drugą kobietą jej spostrzeżeniami, które zapewne i tak nie spodobałyby się Kotce. Bo jak wiadomo Pamela osobą była szczerą i to co jej się nie podobało, mówiła od razu, bez ogródek. Nie lubiła także niejasnych sytuacji, dlatego też nie miała aż tak wielkiego parcia na to by z kimś współpracować. Do wszystkiego podchodziła na spokojnie, chłodno kalkulując daną sytuację i sprawdzając czy ewentualny duet czy grupa mieści się w jej oczekiwaniach.
Teraz jedynie wykrzywiła pełne wargi na coś na kształt uśmiechu, który jednocześnie można było odebrać jako grymas niezadowolenia, ale kto zna Isley ten wie, że ta nie jest zbyt wylewna. W międzyczasie jej wzrok pomknął ku ścieżce jaką obrał sobie ogryzek, który to chwilę potem trafił w sam środek śmietnika – Cat miała szczęście, że wykonała celny rzut. Przynajmniej teraz.
Poison nie powiedziała dosłownie nic, do momentu aż ciemnowłosa nie ucichła. Pozwoliła jej na zgrabne i miękkie lądowanie, nie poruszywszy się dosłownie o milimetr, kiedy ta z cichym tąpnięciem wylądowała nieopodal. Tęczówki kobiety zajarzyły się zielonym blaskiem, a delikatny wiatr przeczesywał jej rude loki, podczas gdy ta wpatrywała się w towarzyszkę spokojnie, bez nerwów. Dokładnie przeanalizowała jej wypowiedź, doszukując się jednocześnie jakiegoś podstępu, jednak szczere słowa Kotki jak widać nie wywarły na niej złego wrażenia, co dobrze wróżyło na początek konwersacji.
- Cóż. W Gotham dzieją się różne rzeczy. Od rozbojów w biały dzień, do napadów i gwałtów w nocy. Śmiem sądzić, że Ciebie interesuje jeden osobnik, skryty w cieniu tego miasta, nie cała reszta. Czy się mylę? – Spytała, sugerując jej jednoznaczną odpowiedź. Pamela dobrze wiedziała co łączyło Kotkę z Batmanem, więc teraz na co się jedyne zdobyła to na lekki przytyk w stronę przyjaciółki. Chwilę potrwało zanim odezwała się po raz kolejny, tym razem już nie tak nieczule jak poprzednim razem.
- Wiem tylko tyle, że Liga się zebrała, co nie wróży nic dobrego. - Krótka odpowiedź jaka padła z ust Ivy mogła dać do myślenia kobiecie w czerni. Jednak niekoniecznie. Na świecie działo się wiele niewytłumaczalnych rzeczy, jednak jak widać nasza Ogrodniczka nie zawsze się na nich skupiała, co mogło być błędem, na dłuższą metę. Jednak nic nie jest do stracenia, zawsze taką wiedzę można pozyskać.
To tylko kwestia czasu.

// Na tym poście postać została porzucona przez poprzedniego autora, dlatego ze sporym opóźnieniem daję jej z/t, żeby mogła się już na spokojnie pojawić w innym miejscu. Amen.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ogród Botaniczny Giordano   

Powrót do góry Go down
 
Ogród Botaniczny Giordano
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Kwiecisty Ogród
» Hamaki na drzewach
» Wiśniowy ogród
» Ogródek różany
» Ogród Królowej

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Justice League :: Stany Zjednoczone :: Gotham City-
Skocz do: