PBF osadzony w świecie komiksów DC.
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Central Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Lucifer Morningstar
Admin


Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 25

PisanieTemat: Central Park   Wto Lut 04, 2014 7:02 pm

First topic message reminder :



_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Zatanna Zatara



Liczba postów : 89
Data dołączenia : 07/05/2013
Wiek gracza : 23

PisanieTemat: Re: Central Park   Pią Cze 12, 2015 2:50 pm

Z pewnością.. Każdy z nas ma swój sposób na spędzanie wolnych chwil – jedni wolą wylegiwać się na pasmie zieleni w parku w obecności nieznajomych, a inni kochają się w smakowaniu drinków w obskurnych lokalach. Pamiętajmy jednak, że wszystko jest dla ludzi, więc niezależenie co robimy, ważne jest byśmy czuli się dobrze. I tak właśnie nasza Czarodziejka się czuła – najzwyczajniej. Ludzie mijali ją jak gdyby nigdy nic pospieszani przez natłok obowiązków, które musieli wykonać . Czy też odwrotnie – spokojnie sunęli po chodnikach przystając przy każdym krzaku róży, by rzucić na nie okiem, by dotknąć różowego płatka, który nęcił ich swym zapachem. Zatanna uśmiechnęła się na ten widok i wyciągnęła długie nogi przed siebie wystawiając przy tym twarz do słońca. Było niesamowicie gorąco, parno, a każdy oddech był walką o świeże powietrze. Czuła jak słońce przypieka jej odkrytą skórę, a promienie wchodzą pomiędzy ciemne włosy. Akurat spoglądała w niebo – tak jasne jak kartka papieru, bez krzty obłoków niszczących błękit gdy do jej uszu doszedł miarowy stukot męskich pantofli i charakterystyczny zapach papierosów. Zanim zdążyła odwrócić głowę by spojrzeć, a raczej by upewnić się kto też do niej dołączył zrozumiała, że imię zostało wypowiedziane przez niego.
Nie wiedziała czy się przesłyszała, czy też nie. Krótkie parsknięcie jednak uświadczyło ją w przekonaniu, że ma przyjemność z samym Constantinem, który jak zwykle smrodził papierosami akurat nad jej głową. Uprzejmie zerknęła na niego i uniosłszy dłoń do twarzy przesunęła ciemne okulary na łepetynę, tak by móc go lepiej widzieć. Zmrużyła błękitne ślepia, bo słońce ją oślepiało – jedyne co zdążyła zauważyć to nader bezczelny uśmiech i czerwony, dyndający krawat na wysokości klatki piersiowej mężczyzny. Mimowolnie na jej ustach zakwitł przyjemny choć zaskoczony grymas. Nie spodziewała się go tutaj spotkać, także wiedziała, że nic nie dzieje się przypadkiem. Spoglądała na niego przez dłuższą chwilę zanim odezwała się do niego – przesunęła się o kilka cali w bok, by zrobić Johnowi miejsce, na to by i on mógł wygodnie umościć się na ławce w parku.
- Zastanawiam się czy Ty mnie śledzisz, czy zwyczajnie mamy takie szczęście, że trafiamy na siebie nad wyraz często? – Odpowiedziała zamiast tego z charakterystycznym dla niej uśmieszkiem, który widniał na jej pełnych wargach. Odwróciła łepetynę w jego stronę, czekając aż ten usiądzie obok niej. Darowała sobie przekomarzanki bo sama nie wiedziała co dokładnie miałaby powiedzieć – czy tęskniła? Jakaś tam część jej duszy od zawsze pragnęła towarzystwa Hellblazera. Jak jednak było teraz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
John Constantine



Liczba postów : 46
Data dołączenia : 30/05/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Sob Cze 13, 2015 11:47 am

Pewnie, że tak. Każdy człowiek (czy też istoty pozaziemskie) ma własny ulubiony sposób na spędzanie czasu. A czasem kilka takich sposobów, ale...Trzeba pamiętać, że nie wolno z niczym przesadzić. Zarówno zbyt długie kąpiele słoneczne mogą skończyć się poparzeniami, jak i kilka szklanek whisky powrotem do domu na czworaka. Chociaż...John nie pamięta kiedy ostatnio wracał w ten sposób. Hmm..Może on już po prostu uodpornił się na ten alkohol? Mógłbym powiedzieć (i nie było by to kłamstwem), że bardziej upija się myślami, które przychodzą mu do głowy, gdy pije, niż tym co właściwie pije.
Mężczyzna - zanim jeszcze usiadł koło niej po prostu...na moment zawiesił się. Patrzył tak w jej oczy, uśmiech nie schodził mu z ust i uświadamiał sobie...że cholernie za nią tęsknił. Była jakby jego lepszą częścią duszy, ostatnim czasem naprawdę dużo o niej myślał...I może nawet by jej to powiedział, gdyby nie był takim cholernym dupkiem. W końcu usiadł koło niej na ławce, przewiesił płaszcz przez oparcie i odwrócił głowę w jej kierunku.
-Może po prostu my bardzo chcemy na siebie trafiać? - odpowiedział na to co powiedziała. Uniósł po raz kolejny papierosa do ust i zaciągnął się kilka razy, a następnie pozbył się go wyrzucając gdzieś daleko. Wiedział, że akurat zaśmiecanie parku jest czymś, czego czarodziejka może nie pochwalać, ale...Najbliższy śmietnik był kawał drogi stąd, musi to zrozumieć!
-Co u Ciebie? - spytał po krótkim namyśle. Właściwie...Tyle jej chciał powiedzieć, a gdy siedziała obok wszystkie zdania, które układał sobie tysiące razy w głowie wydały mu się takie...nieodpowiednie, niepotrzebne. Głupie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zatanna Zatara



Liczba postów : 89
Data dołączenia : 07/05/2013
Wiek gracza : 23

PisanieTemat: Re: Central Park   Sob Cze 13, 2015 12:18 pm

Chyba wiadomym było to, że nie zamierza spędzić całego dnia w parku - chociażby bardzo tego chciała musi zająć się swoimi sprawami czy chociażby teatrem, w którym pracowała. Siedziała tam ostatnio niemal non stop nie wyściubując nosa spomiędzy fałd kurtyny. Po ostatniej akcji z dziwnym demonem w kryjówce Roya zaszyła się w swoim atrium, w swojej ostoi i głównie skupiła się na wykonywaniu obowiązków nie super – bohaterki, ale swoich, Zatanny.
Nie znaczyło to jednak, że całkowicie odcięła się od przyjaciół z Ligi. Ciągle miała z nimi kontakt, w wyraźnych przypadkach użyczała im swej wiedzy czy unikatowych zdolności gdy zachodziła taka potrzeba. Nie działo się jednak to zbyt często bo i Nowy Jork miał swoich bohaterów, jednak i tak czarodziejka miała pełne ręce roboty, z czego niezwykle się cieszyła bo jak można było zauważyć była pewnego rodzaju pracoholikiem.
Zastanawiało ją skąd akurat tutaj wziął się Constantine – były kochanek wyglądał jak zwykle jakby był zadowolony z siebie, chociaż i jemu najpewniej dokuczał gorąc. Zdjął swój trencz co działo się niezwykle rzadko, biorąc pod uwagę jak często miała możliwość oglądać go w akcji. Spoglądała na niego dalej całkiem uprzejmie czekając zapewne na słowa, które zmrożą jej krew w żyłach. Obserwowała również jak popala papierosa – jak mięśnie jego szczęki pracują, jak drobne zmarszczki wokół oczu się zaciemniają, i jak sięga po fajkę. By koniec końców wyrzucić ów niedopałek hen za siebie. Zee Zee zmarszczyła brwi z namaszczeniem widząc dokładnie jak nikotynowa zagłada wiruje w locie i znika z jej pola widzenia. Odwróciła delikatnie głowę w bok i natrafiła wzrokiem kosz na śmieci – tak więc ten nie znajdował się aż tak daleko. Nie można było jej nazwać obrończynią przyrody – na pewno nie miała takiego hopla jak Poison Ivy, ale starała się nie śmiecić. Tak po prostu. Odchrząknęła znacząco i powróciła błękitnymi ślepiami do swojego rozmówcy, który najwyraźniej już się zadomowił.
- W domu też tak śmiecisz? – Spytała po dłuższej chwili milczenia ponownie pozostawiając jego słowa na wietrze. Zrobiła to celowo, by mężczyzna nie myślał, że po jego kolejnej ucieczce rzuci mu się na szyję. Musiała przyznać, że czuła delikatny dreszcz miłego zaskoczenia, gdy po raz kolejny usłyszała jego głos, ale czy to powinno przeważyć szalę na zapomnienie o jego uczynkach i kolejnych zniknięciach?
Gdy spytał już normalnie zmieniła pozycję na wygodniejszą. Oparła ramię o oparcie ławki i skierował swoją całą uwagę właśnie na niego. Lubiła patrzeć w oczy swoim rozmówcom więc i w tym przypadku również tak było. Błękitna tafla jego spojrzenia zdawała się ją wciągać, jednak ta jeszcze dzielnie trzymała się brzegu.
- Bardziej prawdopodobne wydaje się to, że mnie śledzisz, John. - Mruknęła wpierw uśmiechając się szelmowsko i kontynuowała.
- Jak zwykle dużo pracy. Ale nie narzekam, bo nie mam na co tak po prawdzie. Rozumiem, że Ty zrobiłeś sobie krótkie wakacje w NY? Jakaś knajpka, dużo alkoholu i hotel z przygodną panienką? – Ironia ironię poganiała. I chociaż słowa, które wypowiedziała nie były zbyt przyjemne to na jej licu nie odmalowała się ani krztyna zazdrości czy złości. Dalej patrzyła na niego niewzruszona, może ciut rozbawiona – jednak kto tak naprawdę wiedział co myśli Zatanna?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
John Constantine



Liczba postów : 46
Data dołączenia : 30/05/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Sob Cze 13, 2015 12:42 pm

Chyba wiadomym było również to, że John'owi akurat nie sprawiało problemu spędzenie całego dnia przy butelce (ewentualnie kilku..) whisky w jakiejś obskurnej knajpie. No dobra, ale w takich miejscach przynajmniej było tanio (zazwyczaj), a on nie mógł sobie pozwolić na popijanie martini w lokalu dla osób, którym od pieniędzy przewraca się w głowie. Tak, John Constantine był niekwestionowanym mistrzem wiązania końca z końcem! Och, a co do demonów...Serio, ostatnio miał z nimi do czynienia zbyt często. Dodatkowo ta wizyta Lilith w Molly's Pub...Będzie musiał o tym porozmawiać z czarodziejką, ale postanowił odłożyć to na później. Teraz mógł nacieszyć się jej towarzystwem, a przy okazji powysłuchiwać ciętych komentarzy. Och, uwielbiał nawet przekomarzać się z nią, u nich to było przecież normalne. Ale tak już jest, gdy spotykają się dwa tak silne charaktery, bo przecież oboje takie mieli, czyż nie?
I w sumie...Jak już mówiłem - jego pojawienie się tutaj zawdzięczamy temu, że ktoś z góry (może dla żartów) postanowił obdarować go umiejętnością pojawiania się zawsze w tym miejscu, w którym powinien (co nie znaczy, że zawsze chce) akurat być. No, ale akurat rozmowa z Zatanną należała do rzeczy całkiem przyjemnych, więc nie ma co narzekać. A Hellblazer zawsze wygląda jakby był z siebie zadowolony. I prawie zawsze jest. Były kochanek...Heh, to naprawdę brzmi kiepsko! Obecny brzmiał by dużo lepiej..hmm.
-W domu? W jakim domu? - roześmiał się. Faktycznie, jego domem było miejsce, gdzie akurat miał jakieś zadanie do wykonania. Jak to mówią...Dom jest tam, gdzie są bliscy Ci ludzie, ta? Czyli...chyba najbliższym mu miejscem był Nowy Jork, bo tutaj była ona. Wyciągnął z kieszeni benzynową zapalniczkę i zaczął się nią bawić, jak to miał w zwyczaju. Odwrócił od niej na moment wzrok i przez chwilę wpatrywał się w taniec płomienia...A potem schował ponownie zapalniczkę do kieszeni. Taki głupi odruch, musi kiedyś się go oduczyć!
I szczerze moja droga...właśnie tak myślał. Że rzuci mu się na szyję, jak tylko go zobaczy. A może..nie myślał tak, bo przecież znał ją na tyle dobrze by wiedzieć, iż tego nie zrobi, ale...chciał, żeby właśnie tak wyglądało ich spotkanie. Przecież wtedy wszystko było by prostsze! Usiadł tak jak ona, by również skupić całą swoją uwagę na jej osobie, przyjąć bardziej...Otwartą pozycję. I jeśli jej wydawało się, że tonęła w jego oczach, to on chyba przeżywał jakieś tsunami, gdy patrzył w jej tęczówki! To było nienormalne, nie powinien pozwalać sobie na takie rzeczy, przecież...Bał się. Ludzie wokół niego giną, a jeśli to samo przydarzy się jej, bo pozwoli jej się zbliżyć? Chyba głównie o to w tym wszystkim chodziło. Może dlatego ciągle uciekał...
Chociaż on ucieka całe życie.
-Dlaczego masz wrażenie, że mógłbym chcieć Cię śledzić? - odgryzł się obdarzając ją po raz kolejny tym typowym dla niego - cholernie bezczelnym - uśmiechu. Właściwie...Uśmiech rzadko schodził z jego ust, a przynajmniej w jej towarzystwie.
-Jakaś obskurna knajpka, i hektolitry alkoholu jeśli już. Ale żadnych panienek...Nie przyjechałem tu, by szukać księżniczek na jedną noc. Przyjechałem między innymi dlatego, że chciałem Cię zobaczyć, słońce. Nawiasem mówiąc pięknie dziś wyglądasz. - Postanowił w końcu wyłożyć karty na stół, ale...może gdyby powiedział to w mniej bezczelny sposób, oraz schował by na chwilę do kieszeni tą swoją pewność siebie, to zabrzmiało by to lepiej...Ale mówił prawdę.
Przyjechał tu dla niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zatanna Zatara



Liczba postów : 89
Data dołączenia : 07/05/2013
Wiek gracza : 23

PisanieTemat: Re: Central Park   Sob Cze 13, 2015 2:09 pm

Zatanna chyba nie chciała do końca wiedzieć jak spędza wolny czas od pracy John. Głównie dlatego, że znała go niemal od zawsze. Odkąd pamiętała Constantine lubował się w nikotynie, alkoholu i właśnie kobietach. Gdy nie konwersował z demonami to właśnie można było go znaleźć w otoczeniu ów trójcy, z którą najlepiej by się nie rozstawał. Nawet gdy wykonywał robotę to popalał, co tak po prawdzie jej nie przeszkadzało bo bardzo lubiła zapach papierosów na jego włosach, które mogłaby zmierzwić gdyby tylko miała na to ochotę. Trzymała dalej bezpieczny dystans, bo chociaż traktowała go lepiej niż przygodnych znajomych to wciąż nie miała pewności dlaczego mężczyzna zjawił się akurat teraz. Tam gdzie był John były i kłopoty. Dobrze to znała jeszcze z zamierzchłych czasów, gdy się przyjaźnili – ba, gdy byli parą, co przerwało jego jak zwykle pewne zagrania i chęć zdobycia, czego? Zattie dotąd nie wiedziała co chodzi po głowie egzorcyście, a im więcej razy pytała ten coraz bardziej ją zbywał co jej się zwyczajnie nie podobało.
Od zawsze byli ze sobą blisko, czuła tą więź, ten łańcuch ich łączący ale co poza tym? Gdy ta znowu przyzwyczajała się do jego obecności ten znikał kiedy ta się odwracała na sekundę. I tak przez wiele lat, co strasznie irytowało czarodziejkę, która nie lubiła być wykorzystywana.
Zmrużyła oczy obiecując sobie, że nie nabierze się na jego słodkie słówka ani puste gierki, które z biegiem lat coraz mniej ją bawiły. Byli dorośli, mieli swoje życie i przyzwyczajenia, dlaczego więc mieliby to zmieniać? Zat czuła się tak dobrze jak jest, a Constantine jak zwykle wpadał do jej życia z buciorami nie patrząc w przeszłość, a biorąc akurat to co się mu nawinie. Nie podobało się jej jego podejście, ale to nie ona jest tą, która ma mu mówić jak ma postępować.
- Och, John. - Westchnęła wciągając ciepłe powietrze i kierując na niego spojrzenie. Błysk światła tylko podsycił jej czujność.
- Jak zawsze uroczy. To zabawne jak bardzo potrafisz sobie owinąć kobietę wokół palca, by potem zostawić ją na kilka miesięcy. Ale dziękuję. Ty też wyglądasz nieźle. – Odparła z delikatnym uśmieszkiem rysującym się na jej jasnej twarzy. Nie spuszczała niebieskich oczu z jego facjaty pozwalając sobie na obserwację malujących się emocji. Z dziką satysfakcją stwierdziła, że jej ton, odpowiednio wyważony i słodki dawał jasno do zrozumienia co myśli o ich spotkaniu. I choć jej serce w pewnym stopniu rwało się do Constantine’a, nie mogła tego okazać, by zwyczajnie nie okazać słabości.
- To jak? Jakie plany na wieczór? Walki z demonami? Ktoś musiał Cię dziś wynająć. – Zagaiła chcąc dowiedzieć się czegoś więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
John Constantine



Liczba postów : 46
Data dołączenia : 30/05/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Sob Cze 13, 2015 2:34 pm

Faktycznie, trochę się znali...A Constantine palił już od 17 roku życia. Po jakieś 30 papierosów dziennie, papieros był pierwszą rzeczą po którą sięgał, gdy tylko otwierał oczy, po jedzeniu...Szlugi były nieodłącznym elementem jego wizerunku, ale to doskonale wiemy oboje. A co do reszty rzeczy w których się lubował...Czy może być coś lepszego niż szklanka dobrego alkoholu w towarzystwie pięknej kobiety? Sam nie wiedział co takiego w sobie miał, że podryw nie sprawiał mu żadnych problemów...Dziewczyny potrafiły ustawiać się w kolejce, ale były z reguły dla niego tylko chwilowym oderwaniem się od szarej rzeczywistości, chociaż...Nie mógł powiedzieć, że nigdy żadnej nie pokochał. To było by kłamstwem.
Dlaczego zjawił się akurat teraz? Sam nie wiem, a co do kłopotów...To działa trochę inaczej. Tam gdzie były kłopoty był John, to nie on je przyciągał, a one jego. Albo nie, masz rację. Jego pojawienie się zwiastowało problemy. W sumie żadna różnica.
Co chodzi po głowie John'owi? Myślę, że on sam nie ma pojęcia. Jak już mówiłem...Ucieka. Gdy postawić go przed sytuacją z której nie umie znaleźć wyjścia...Po prostu wyjeżdża. Tak jak teraz - to wszystko, to co do niej czuł...bo przecież coś na pewno czuł...zmusiło go do ucieczki. Jak już mówiłem - bał się dopuścić ją do siebie blisko, w jego towarzystwie nikt nie był bezpieczny, był z resztą typem samotnika...Nie wiem, czy między jednym egzorcyzmem a drugim nie wypadło mu gdzieś serce...Ale nie, musiał je mieć, bo teraz waliło jak szalone i pragnęło by wyrzucił z siebie to wszystko, co tak głęboko w nim siedziało. I czy Zat na pewno dobrze się czuła? Bo zdaje mi się, że podobnie jak on o niej - nie potrafiła przestać o nim myśleć. A przynajmniej tak myślał Constantine.
-Kilka miesięcy, ja...ech, skarbie...Musiałem uporządkować kilka spraw, wiesz jak to jest...Wcale nie chciałem wyjeżdżać. - powiedział, ale było oczywistym, że skłamał. Chciał wtedy po prostu uciec, ale teraz patrząc na to...To była głupota, nie powinien jej traktować w taki sposób i doskonale o tym wiedział, ale chyba nie potrafił się zmienić. Może tym razem uda mu się wytrzymać w jednym miejscu dłużej niż kilka miesięcy?
Jego ręka powędrowała do jej dłoni, na której zacisnął mocno palce, ale tylko przez moment, puścił po kilku chwilach. Uśmiechnął się lekko.
-Jeśli powiem, że przepraszam to coś zmieni? - spytał po chwili. Stawał się...chyba mniej dupkowaty. Albo po prostu mu na czymś zależało, to już pozostanie niestety jego tajemnicą. Możliwe też, że po prostu naprawdę zrozumiał jak się zachowywał i chciał coś naprawić? Przecież nie można wszystkiego w życiu tracić, to po pewnym czasie jest...męczące.
Ucieszył się, że zmieniła temat - a raczej nie zmieniła, bo tamtego na pewno nie odpuści. Słyszał w jej głosie, widział na jej pięknej buźce, że...Była zła. Znów ją zostawił i wcale jej się nie dziwił, oby tylko nad tymi uczuciami, którymi go przecież kiedyś obdarzała nie wygrała nienawiść. Jest teraz na przegranej pozycji, a ona ma rację we wszystkim co mówi. Doskonale o tym wiedział.
-Nie koniecznie dziś, ale...pamiętasz tą kobietę z Molly's Pub? Chciałbym zająć się tą sprawą. Muszę tylko rozejrzeć się jeszcze za kimś, kto mi pomoże. - oczywiście, że nie poprosi ją wprost o pomoc. To by było zbyt proste!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zatanna Zatara



Liczba postów : 89
Data dołączenia : 07/05/2013
Wiek gracza : 23

PisanieTemat: Re: Central Park   Sob Cze 13, 2015 6:09 pm

Mawia się, że każdy musi na coś umrzeć. John był na dobrej drodze, by tak się stało biorąc pod uwagę jego liczne nałogi. Nie był aniołkiem i wszyscy o tym wiedzieli – wystarczył jeden rzut oka na jego osobę i każdy mógł domyśleć się jaki styl życia ten prowadzi. Może dlatego tak często widywany był w towarzystwie kobiet – nie od dziś wiadomo, że te uwielbiają dreszczyk niebezpieczeństwa i złych chłopców, którzy nie zwracają uwagi na ich intelekt czy charakter, a zwyczajnie na ciało i zabawę. Sama Zee Zee wiedziała jak to jest być z takim facetem, ba – miała w tym większe doświadczenie niż niejedna panna, bo co i rusz się przyzwyczajała do obecności Hellblazera ten znikał bez zapowiedzi na kolejne miesiące, czym nie tylko denerwował czarodziejkę ale i zwyczajnie smucił. Ta na nowo odnajdywała się w swoich obowiązkach i im się podporządkowywała. Pomagała Lidze i Batmanowi, z którą już wcześniej łączyło ją coś skomplikowanego. Jak widać nie miała szczęście do facetów. Dlatego wolała skupić się na pracy, co wychodziło jej wyjątkowo dobrze.
John był jaki był i nic tego nie zmieni. Ani nikt. Na pewno nie ona, która powoli miała już dość tego wszystkiego, tych ciągłych ucieczek od obowiązków i zobowiązań. Ucieczek od prawdy i niedopowiedzianych słów. Była konkretna i można było na niej polegać, a on…?
- Wierzę. – Odpowiedziała zaraz po tym jak ten zaczął się beznadziejne tłumaczyć przed nią. Wiadomo, że tylko winny się tłumaczy, a ona nie kazała mu tego robić. Wniosek nasuwał się więc sam.
Uniosła brwi, kiedy poczuła znajome ciepło rozchodzące się po trzewiach gdy mężczyzna złapał ją za rękę. W pierwszym odruchu chciała ją wyrwać, jednak coś podświadomie ją powstrzymało – pozwoliła mu by sam puścił jej dłoń. Nie spuszczała z niego wzroku – samo jej spojrzenie nieco przygasło, widać było, że jest skołowana. Znowu grał na jej emocjach?
- Dobrze wiesz, że nie. Nie wystarczy. Tu trzeba czegoś więcej, John. - Mówiąc to pochyliła się nad blondynem tym samym zmniejszając znacznie dystans między nimi. Jej dolna warga zadrżała, a wyraz twarzy zmienił się gdy usłyszała o tej dziwnej kobiecie z pubu, w którym spotkali się kilka miesięcy temu. Również przypadkiem.
- Czy przez ten czas udało Ci się cokolwiek ustalić? – Spytała ciszej niż powinna – nie chciała by przypadkowi ludzie odkryli o czym rozmawiają. Zastanawiała się czy Constantine odkrył czym zajmowała się Lilith i do jakiego zgrupowania należała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
John Constantine



Liczba postów : 46
Data dołączenia : 30/05/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Sob Cze 13, 2015 7:06 pm

Och tak, a John zachowuje się przecież, jakby mu się do grobu spieszyło. Liczne nałogi, dodatkowo praca taka a nie inna. A mógłby przecież zostać na przykład...tancerzem? Dobra, jakoś nie widzę go w tej roli. Nie ważne, już zaczynam pisać głupoty. W każdym razie...Na pewno muszę zgodzić się ze stwierdzeniem, że kobiety uwielbiają tych niedobrych chłopców, na czym najczęściej tracą. Bo tacy niegrzeczni Panowie właśnie najczęściej chcą mieć takie dziewczęta na raz. Co innego, gdy mężczyzna jest zły dla wszystkich innych, a dobry dla swojej kobiety, prawda?
Najgorsze w tych zniknięciach Hellblazer'a było to, że...k***a, on doskonale wiedział, że nie powinien tego robić, ale po prostu nie potrafił inaczej. Stał przed walizką trzymając w ręku kilka koszul i zastanawiał się dlaczego znów ucieka, przypominał sobie o w takich chwilach o niej, wiedział, że ją to zaboli, a i tak pakował się do końca i opuszczał to miasto. Mimo, że tak naprawdę zawsze zostawiał tutaj część swojej duszy. John Constantine jest upośledzony emocjonalnie - oboje dobrze to wiemy. Podświadomie wykorzystywał ludzi, przez jego złe decyzje ginęli...Ech, był jest złym człowiekiem. Każdego ranka, gdy tylko otwierał oczy i sięgał po papierosa rozmyślał nad swoimi błędami. Nad wszystkim co zrobił nie tak, a potem i tak wstawał i...i cholera, robił to dalej. Takim był człowiekiem. Jedyne co potrafił robić dobrze to wypędzać demony.
Ale jeśli jest jeszcze ktoś, kto mógłby chociaż odrobinę zmienić jego postępowanie...to na pewno była to kobieta siedząca obok niego. Tylko czy zdawała sobie z tego sprawę?
-Cieszy mnie to... - odparł na jej zapewnienie, że mu wierzy, chociaż...Nie był do końca przekonany czy faktycznie tak było. Postanowił jednak olać ten temat, faktycznie...Beznadziejnie wychodziło mu tłumaczenie się przed nią. Ale ludzie czasem się zmieniają...A on czuł się ostatnio jakby był kimś innym. Dopadła go chyba w ogóle jakaś deprecha, ja nie wiem...
I tak - grał jej na emocjach. Robił to niestety nie do końca świadomie, ale jak zwykle to robił. Pragnął, by mu znów przebaczyła, mimo, że na to nie zasłużył. Znowu pragnął po prostu...Posiąść ją. Zarówno fizycznie jak i psychicznie, pragnął jej ciała i jej serca, jej duszy. Ale nie zasługiwał na żadną z tych pozycji.
Gdy pochyliła się, nagle znalazła się bliżej aż zadrżał. Na jego usta wypłynął delikatny uśmiech, ale chyba w końcu udało się zetrzeć tą bezczelność z jego twarzy, bo ten był bardziej...przepraszający? Bardziej spostrzegawczy dostrzegli by na jego buzi, nawet w jego oczach tęsknotę.
-Czego więcej? - spytał. Nie wiedział po prostu, nie znał się na przeprosinach...Nigdy nie potrafił przepraszać, taka prawda. To było dla niego właściwie obce słowo.
-Właściwie nic. - odparł krótko, a potem...Po prostu nie wytrzymał. Oparł jej dłoń na policzku i zbliżył się jeszcze bardziej delikatnie musnął wargami jej usta, jakby...Czekał na pozwolenie. Ale czy je uzyska?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zatanna Zatara



Liczba postów : 89
Data dołączenia : 07/05/2013
Wiek gracza : 23

PisanieTemat: Re: Central Park   Nie Cze 14, 2015 10:48 am

Każdy z nas był inny. Każdy z nas posiadał swoje przyzwyczajenia czy wady, których trudno było się pozbyć czy też ich zaakceptować. Wystarczyłoby się zdaję mieć odrobinę dystansu do wszystkiego. Odrobinę. Bo gdy wszystko widzimy jak w krzywym zwierciadle oznacza to, że albo mamy zbyt luźne podejście do życia albo to, że złoty strzał okazał się być zbyt mocny.
Zatanna dobrze znała Johna. Wiedziała jaki jest, jaki potrafi być i jaki nigdy nie będzie. Nie zobaczymy go jako ustatkowanego pana w pięknym domu ze stałą pracą i gromadką dzieci. Możemy natomiast wpaść na niego w obskurnej knajpie, gdzie będzie popalał swoje Silk Cuty i popijał jedno z rozwodnionych piw omawiając interesy. Zobaczymy go w nieciekawej dzielnicy w otoczeniu rzezimieszków i demonów, z którymi będzie rozprawiał przy herbacie. Ale nigdy ustatkowanego. Tak już chyba było. Każdy miał swoje przeznaczenie. On je doskonale znał i tylko okłamywał sam siebie, że się zmieni.
Spoglądała na niego wciąż, nie zwracając już uwagi na przechodniów, którzy ich mijali pogrążeni we własnych myślach i rozmowach, które toczyli. Ona jednak badała facjatę swojego kochanka nie wiedząc właściwie czego tam szuka. Tak zwanej skruchy? Wszyscy wiedzieli, że John Constantine nie jest skłonny do okazywania tego typu uczuć, które mogą być uznane za słabości. Rzecz inaczej się miała gdy chodziło o ich wyjątkowo pokręconą relację. Mimo, że chciałaby uwierzyć w jego zapewnienia, to zwyczajnie nie mogła oprzeć się wrażeniu, że coś takiego już przerabiali. Po raz kolejny i po raz kolejny wałkowali to wszystko.
Nie będzie mówiła mu co ma robić, bo wyszłoby to wszystko sztucznie. Miał swój rozum i swoje postanowienia więc niech przy nich trwa. Niech robi co do niego należy i niech nie mąci jej w głowie. Gdy dowiedziała się, że Hellblazer nie wykonał żadnego dodatkowego kroku do poznania tajemnicy dziwnej Lilith spięła się niewyobrażalnie – czym się zatem zajmował panicz Constantine kiedy teoretycznie powinien badać ścieżki zła? Nie zdążyła go o to zapytać bo już poczuła jego szorstką dłoń na policzku i jego usta na swoich wargach. Nie spodziewała się takiego obrotu spraw dlatego odruchowo przymknęła powieki, nie dając się jednak nacieszyć mu naciąganym pocałunkiem. Nie minęła chwila gdy chwyciła go za rękę i wykręciła mu ją dość brutalnie, po czym najzwyczajniej w świecie się odsunęła, kończąc to co ten dopiero zaczynał.
- Co zatem robiłeś przez cały ten czas kiedy powinieneś badać tą sprawę? – Spytała wyjątkowo cicho nie zmniejszając między nimi dystansu. Usta ją mrowiły od dobrze znanego dotyku, a i trzewia zalała znajoma fala ciepła, którą usilnie ignorowała. Wolała jednak skupić się teraz na pracy.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
John Constantine



Liczba postów : 46
Data dołączenia : 30/05/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Nie Cze 14, 2015 1:12 pm

Inny - to jak najbardziej słowo, które idealnie opisuje John'a. I tak, masz rację, wszyscy się od siebie różnili, ale moim zdaniem, on był wyjątkowo...INNY. No dobra nie ważne. He, odrobina dystansu? Jak można zauważyć na załączonym obrazku John ma dystans do wszystkiego, oraz wszystkich, oraz oczywiście do siebie.
John również znał dobrze Zatannę i wiedział doskonale, że zasługuje na coś lepszego, niż to co jej dawał. Bo szczerze..? Dawał jej sam ból, cierpienie, negatywne emocje. Wcześniej (na początku, gdy to wszystko między nimi się zaczęło) jak zwykle myślał tylko i wyłącznie o oderwaniu się od tych wszystkich złych emocji - z jej pomocą, z pomocą jej ciała, tego, że przy nim była...Ale teraz? Chyba po raz pierwszy zapragnął jej się odwdzięczyć, dać jej również coś dobrego. Tylko czy nie było już na to aby za późno? Hellblazer zawsze dostawał to czego chciał, a teraz...Pierwszy raz mógł się po prostu spóźnić i przegrać wszystko. Ta myśl była naprawdę bardzo nieprzyjemna, ale nie zamierzał oczywiście się poddać. W sumie...Czy on się kiedyś poddawał (nie odpowiadaj, proszę)?
I być może dziewczyna nie mogła uwierzyć w to wszystko co mówił, on w sumie sam nie był pewien czy mówi prawdę, czy dalej wszystko po to, by ponownie ją odzyskać? Cholera, naprawdę chciał się zmienić, ale czy tak po prostu będzie potrafił przestać być takim jakim był przez całe swoje życie? Jest tego warta, to fakt. Ale...Ech, to nie takie proste. John tkwił właśnie uwięziony między takimi myślami mnóstwo czasu, nawet teraz go dręczyły. Potrząsnął głową, jakby chcąc je wyrzucić, zaraz po tym, jak dziewczyna wykręciła mu dłoń i cofnęła się odrobinę. Przez moment wbił spojrzenie w jej wargi, a potem...Cóż, uśmiechnął się sam do siebie smutno. To była głupota, nie powinien tego robić, jednak...Nawet taki krótki pocałunek sprawił, że zalała go fala wspomnień. Tych dobrych wspomnień oczywiście, tych chwil, kiedy Zat była obok niego, wszystko wydawało się takie proste. Dobra, dość. Stanę się zaraz drugim Romeo, a Constantine przebije sobie serce z miłości, czy coś tam...Wait, on przecież chyba nie miał serca, ta? Przynajmniej tak mówią. Heh, ja im nie wierzę!
-Badałem inne sprawy. Z resztą to jest teraz mało ważne, jak widzisz teraz postanowiłem się nią zająć i teraz to zrobię. Skoro pracodawca jeszcze nie narzeka, to dlaczego Ty narzekasz? Nie minęło tak wiele czasu, spokojnie. - odparł, a potem sięgnął do kieszeni po raz kolejny po paczkę papierosów. Żeby to zrobić musiał zwiększyć dystans, ale zanim się od niej trochę odsunął westchnął zaglądając jej głęboko w oczy.
Może dziewczę zda sobie w końcu sprawę, że pierwszy raz jego skrucha nie jest udawana. Oby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin


Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 25

PisanieTemat: Re: Central Park   Pią Lip 03, 2015 5:42 pm

Nim Zatanna zdążyła cokolwiek odpowiedzieć na słowa swojego rozmówcy, zaczęło się z nim dziać coś bardzo dziwnego... Albo może raczej po prostu dość nietypowego, biorąc pod uwagę fakt, że w końcu mowa była o osobie parającej się magią. Prezentowało się to mniej więcej tak, jak gdyby wszystkie kontury Johna zaczęły się nagle zamazywać, kolory zmieniać, aż w końcu mężczyzna po prostu rozpłynął się w powietrzu - nie pozostawiając po swojej bytności dosłownie żadnego śladu, ot, może jedynie maźnięcie energii w powietrzu, które zresztą szybko zanikło. Całość trwała zaledwie parę sekund.

***

Constantine dostaje z/t.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin


Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 25

PisanieTemat: Re: Central Park   Sro Lip 08, 2015 8:27 pm

Odwrócony proces wyglądał w zasadzie dość podobnie do oryginalnego - Constantine zaczął się pojawiać stopniowo, najpierw jako plama rozmazanych kolorów, która dopiero zyskiwała coraz wyraźniejsze kontury... Aby wreszcie w pełni się zmaterializować. Tak jak i poprzednim razem, znów towarzyszyło temu pojawienie się śladu energetycznego, który szybko zaniknął, nie pozostawiając po sobie najmniejszego tropu. Jedyna różnica była w zasadzie taka, że teraz John trzymał w ręce sporą, pozłacaną strzykawkę z delikatnymi rzeźbieniami o kształcie splecionych ze sobą bluszczu i maków.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
John Constantine



Liczba postów : 46
Data dołączenia : 30/05/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Lip 13, 2015 5:54 pm

Wszystko to wydarzyło się niesamowicie szybko (nawet z perspektywy John'a, który przecież chwilę rozmawiał z kobietą w innym wyimarze), w ogóle to było jakieś takie...dziwne. Ale nie ważne. Gdy powoli zaczął się 'pojawiać' w miejscu, z którego brutalnie go zabrano spojrzał najpierw na swoje dłonie obserwując jak powoli nabierają 'kolorów', potem sprawdził, czy podczas tej podróży nie ubyło mu jakiejś części ciała (to było by nie fajne, nie), a wreszcie przeniósł wzrok na Zatannę, potem na strzykawkę, którą trzymał w dłoni, a potem znów na nią.
-Nie pytaj...długa historia. - schował przedmiot do kieszeni i wyciągnął paczkę papierosów, następnie rozpalił jednego za pomocą benzynowej zapalniczki i zaciągnął się kilka razy. Westchnął i odezwał się wstając z ławki:
-Słuchaj, skarbie..To nie jest tak, że znowu uciekam, ale...muszę po prostu iść. Kiedy indziej Ci to wszystko wyjaśnie. Znajdę Cię. - i tak po prostu (ZNOWU) odszedł...Cóż, miał trochę na głowie, chciał załatwić to jak najszybciej.
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zatanna Zatara



Liczba postów : 89
Data dołączenia : 07/05/2013
Wiek gracza : 23

PisanieTemat: Re: Central Park   Nie Lip 26, 2015 11:25 pm

Constantine zniknął z jej oczu tak szybko jak się pojawił. Gdyby nie efekty towarzyszące całemu zajściu prawdopodobnie pomyślałaby, że tylko mrugnęła oczami. Kiedy ponownie stanął przed nią trzymając rzeźbiony przedmiot w dłoniach Zatanna już wiedziała, że cała skrucha przedstawiona zaledwie kilka minut temu mogła się schować, John miał znowu coś na głowie i nawet jeśli to co mówił było szczere teraz nie miało to najmniejszego znaczenia.
- Tak, tak - powiedziała cicho przerywając jego dość nieporadne przeprosiny, o ile w ogóle miały to być przeprosiny - do kiedyś - dodała ale w prawdopodobnie już jej nie słyszał. Odwróciła się na pięcie i również odeszła.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Central Park   

Powrót do góry Go down
 
Central Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Justice League :: Stany Zjednoczone :: Nowy Jork-
Skocz do: