PBF osadzony w świecie komiksów DC.
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Jubiler

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Catwoman

avatar

Liczba postów : 47
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Jubiler   Sro Cze 26, 2013 9:49 pm



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Joker
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 01/04/2013

PisanieTemat: Re: Jubiler   Czw Lut 13, 2014 12:22 am

Była godzina siedemnasta, słońce chyliło się już ku zachodowi.
- Dzisiaj mam dobry dzień. - pomyślał jubiler, obsługując młodego chłopaka, który chciał kupić pierścionek zaręczynowy. W jego sklepie był jeszcze ochroniarz i kobieta, która chciała nabyć bransoletkę. Nagle pod drzwi podjechał nieoznakowany van. Wysiadło z niego pięciu mężczyzn z maskami klaunów na głowie. Czterech z nich trzymało MP5, piąty zaś był uzbrojony w Magnum 44. Gdy tylko wysiedli z samochodu szybko weszli do sklepu.
- Na glebę! Niech nikt się nie rusza, jeśli chcecie pozostać przy życiu! - rzucił ten uzbrojony w rewolwer. Mężczyzna ruszył w kierunku gablot z kosztownościami, jednak zatrzymał się w połowie drogi i gwałtownie obrócił.
Wiecie co? Zmieniłem zdanie! - gdy to powiedział, wycelował w ochroniarza i strzelił do niego dwa razy, w klatkę piersiową i w szyję.
- Na co jeszcze czekacie? Zbierać fanty, a ja się zajmę naszymi przyjaciółmi. – powiedział, spoglądając na zakładników. W tym czasie jego ludzie zaczęli pakować łup do worków.
- Strasznie duszno w tej masce. – bandzior ściągnął nakrycie, a zakładnikom ukazała się twarz klauna z zielonymi włosami.
- Zapraszam tu, pod ścianę, cała trójka w jedno miejsce, pobawimy się! - uśmiechnął się paskudnie, a przerażeni ludzie posłusznie przeszli pod ścianę. Każdemu z nich dał do rąk odbezpieczony granat odłamkowy. Zatrzymał się przy kobiecie.
- Chcesz wiedzieć skąd mam te blizny? – zapytał, niemal przytykając oszpecenia na policzkach do twarzy kobiety.
- Kiedyś, jak byłem mały, miałem wypadek. Biegłem sobie, ale się potknąłem i przewróciłem. Na moje nieszczęście... Miałem otwartą buzię! Rozerwałem sobie prawy policzek o klamkę. Moja mama była chorobliwie pedantyczna. I miała nerwicę natręctw. Dla mniej wszystko musiało być symetryczne, wszystko! Gdy do niej pobiegłem i mnie zobaczyła, bez słowa wzięła nóż i poszerzyła mi uśmiech również na lewym policzku, tak aby rany były jak najbardziej podobne do siebie. To ci dopiero mamusia, no nie? HA-HA! - zaśmiał się.
- Panowie! Zbieramy się! - Czterech zamaskowanych mężczyzn i Joker wyszli od jubilera i odjechali vanem. Całe zdarzenie trwało około pięciu minut.
- A to był taki dobry dzień... - jęknął przerażony i zrozpaczony jubiler.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Joker
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 01/04/2013

PisanieTemat: Re: Jubiler   Sro Maj 27, 2015 8:02 pm

Wieczór nie zapowiadał się ani trochę ciekawie. Żadnych zleceń i w dodatku właśnie się rozpadało. Ciemne chmury zakryły niebo nad Gotham City. Jedynym pozostałym już światłem w mieście były reflektory poruszających się po jezdni samochodów, jak i przyjezdnych latarń, światła wydobywające się z okien okolicznych mieszkań, no i okazjonalne, lekkie pobłyskiwanie błyskawicy. Najwyraźniej zwykły deszcz miał zamiar za niedługo przeobrazić się w większą ulewę - burzę. Niby nic nadzwyczajnego, bo w końcu często można napotkać takiego typu zjawiska, jednak budzą one w jakimś stopniu grozę i często utrudniają poruszanie się tu i ówdzie. Co jak co, ale nawierzchnia po mniejszym czy większym opadzie robiła się w niektórych miejscach nieco śliska, więc trzeba było mieć to na uwadze.
Jako, że była już perfekcyjna pora na jakiś rabunek, niski i obrzydliwie gruby inwestor, którego kobiety chciały, tylko i wyłącznie z powodu grubego portfela, postanowił wysłać krótkiego i w miarę treściwego sms'a do Slade'a - Jubiler. Rubin. Dalsze informacje jak załatwisz część pierwszą. - Nie dało się ukryć, że mężczyzna nie był za bardzo rozgarnięty w takich sprawach, ale jak chciał zdobyć numer do takiej osoby jak Deathstroke to go najzwyczajniej w świecie zdobywał bez jakichkolwiek problemów. Wiadomość pisał na szybko przez nadmiar obowiązków, co spowodowało wypisanie tak mało szczegółów.. bo skąd niby Wilson mógł wiedzieć, który jubiler? Przecież w mieście jest ich od groma. Na szczęście jeszcze nie tak dawno było głośno na temat najnowszej przesyłki zza oceanu, a mianowicie krwistego rubinu, który doprowadziłby niejedną kobietę do białej gorączki.
Sklep jubilerski znajdował się niedaleko od umiejscowienia Slade'a, więc nie było żadnego problemu z dostaniem się tam. Większe wyzwanie sprawiały zabezpieczenia, chmara uzbrojonych ochroniarzy błąkających się po korytarzach i wszystko inne co blokowało dostęp do tak drogiego kamienia.
Lokum rubinu można by powiedzieć było nawet i wygodne dla najemnika. Centralnie nad jego lokalizacją był elegancki, szklany dach. Jednakże, jak na złość, kręciła się tam dwójka, ciężko uzbrojonych mundurowych. Niby zwykły kamień, a był tak przesadnie pilnowany.
Ogólnie kamień znajdował się pośrodku pomieszczenia, dostęp do niego utrudniały czujniki laserowe, strażnicy, kamery oraz szklane ścianki, które nie były wcale takie proste do potrzaskania.
Zlecenie prawie, że niewykonalne, ale dla Deathstroke'a kto wie? Tym bardziej, że nie spodziewał się kto za nim idzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deathstroke
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 65
Data dołączenia : 24/05/2013
Wiek gracza : 18

PisanieTemat: Re: Jubiler   Czw Maj 28, 2015 9:41 pm

Cóż, szczerze powiedziawszy, to nie spodziewał się, iż Kocica za nim ruszy. Ani tego, że rozpada się na dobre bądź tego, że dostanie wiadomość. Co prawda dość krótką, jednak dała mu ona wiele do myślenia. Ponownie zablokował telefon, po czym schował go na swoje miejsce, czyli do jakiejś kieszonki w jego pasie. Rozejrzał się, bez słowa. Czujnie badał wzrokiem otoczenie, pogodę, jak i kierunek, w którym powinni się udać. Najwyraźniej droga była taka sama, jak uprzednio – prosto. Spodziewał się, że Kotka jest ciekawa, jaką wiadomość dostał Deathstroke.
-Mam robotę. – odpowiedział bez jej pytania, chwili zastanowienia. – Albo mamy, jeżeli będziesz chętna mi do pomocy. Mianowicie chodzi o rubin, ten o którym było tak głośno jakiś czas temu w wiadomościach.
Miał nadzieję, że Selina dobrze zrozumiała krótki, acz pełen informacji przekaz. Owa akcja powinna ją zainteresować, ponieważ sam Slade spodziewał się wysokiej stawki za skradziony rubin. No i sam fakt, że ktoś ma do niego numer telefonu, co prawda „służbowy”, dało mu do zrozumienia iż owa persona ma kontakty. Bądź dużo pieniędzy.
-Kierunek jubiler. – rzucił do niej krótko, zrywając się ze swojego miejsca. Aktualna pogoda była wyśmienita do tego typu akcji – dzięki deszczowi, wkrótce grzmienia, nie będzie słychać ich kroków bądź szeptów. W innym przypadku zaś, odgłosów walki.
W milczeniu oraz skupieniu Wilson ze zwinnością godną akrobaty przemierzał dachy, tak jak poprzednio. Droga mijała mu dość... Przyjemnie, zważając na fakt, iż ktoś za nim podążał. Przyzwyczaił się już do tego, że działał sam – a tu proszę, taka miła niespodzianka po latach. Po około dziesięciu, góra piętnastu minutach dotarli na miejsce.
-Idealnie. – stwierdził, ujrzawszy przezroczysty dach. Skrzywił się nieco, kiedy dostrzegł „towarzystwo” w postaci dwóch uzbrojonych mężczyzn. Nie to, że DS będzie miał z nimi problem... jednak zdenerwował go fakt, iż będzie musiał się nieco z nimi zabawić. – Jeżeli wszystko dobrze pójdzie, dostaniesz 30% stawki. Umowa stoi? – zerknął na nią, chcąc nawiązać wzrokowy kontakt. – Słuchaj, plan jest taki. Musimy zrobić coś z tym światłem, mam nadzieję, że Ci chłopcy nie mają pieprzonej noktowizji w swoich hełmikach. Jak zauważyłem, jedynym ich czułym punktem jest... Cóż, tylna dolna część ciała. Będę mógł ich częściowo unieruchomić, jak chcesz, to lepiej nie patrz. Twoim zadaniem będzie dostanie się do Rubinu, zrozumiano? Jednak dobrze, że nie zostałaś na tamtym dachu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Catwoman

avatar

Liczba postów : 47
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Jubiler   Sob Maj 30, 2015 9:49 pm

Zrównała się z nim krokiem. Cóż, też się nie spodziewała, że pójdzie sobie z dachu, ostoi spokoju każdego kota, poza persami, krzyżówką ciężarówki i lisa. Takie bydle to by trzeba było najpierw wtoczyć na ten dach. Najwidoczniej Deathstrokę dostał jakieś zlecenie i, o dziwo, nawet ją wtajemniczył. W sumie, zarobek by się przydał... Przykucnęła, zacnie, po słowiańsku, na krawędzi dachu i przyjrzała się sytuacji.
- W takim razie strażników zostawię Tobie. Mogę odwrócić ich uwagę, żeby Ci ułatwić ich... unieruchomienie. Czujniki laserowe to akurat najmniejszy problem, gorzej może być z gablotką. Niezbyt wiadomo z czego jest zrobiona, jeśli mam ją stłuc, to wolę nie narobić bałaganu. Właściwie, to chyba mam pomysł, o ile nie zbijemy ramy okna. No i ten, będziesz musiał wejść pierwszy i znokautować straż. Względnie odwrócić uwagę ode mnie. A, Slade. Tzydzieści procent to ciut ubogo.
Uśmiechnęła się bezczelnie, a spod maski błysnęły zielone tęczówki kobiety. Catwoman przyszykowała bat, po chwili zwracając spojrzenie na Wilsona.
- A, żeby było jasne - wracamy tą samą drogą, którą weszliśmy. Jeżeli mają obstawę na zewnątrz, będzie kłopot. Ładny ten kamyk, chociaż chyba trochę przesadzają z zabezpieczeniami...
Przeciągnęła się i skinęła głową na znak, że jest gotowa. Złapała bat w dłoń, poruszając lekko palcami dla rozruszania, dla pewności sprawdziła, czy z maską w porządku. Spojrzała wyczekująco na Wilsona, unosząc lekko brew.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucifer Morningstar
Admin
avatar

Liczba postów : 749
Data dołączenia : 19/03/2013
Wiek gracza : 26

PisanieTemat: Re: Jubiler   Sro Cze 03, 2015 2:58 pm

Deathstroke słusznie sądził, że odgłosy spadających kropli i okazjonalnych grzmotów skutecznie zamaskują inne dźwięki - tyle że zapewne nie podejrzewał, iż przyda się to komuś jeszcze i to w dodatku zdecydowanie nie pod kątem włamania połączonego z kradzieżą...
Otóż na wyżej położonym dachu - ale na takim, który mimo wszystko nie wybijał się ponad wszystkie inne, przeciwnie, znajdował się w cieniu swojego sąsiada, tym samym stanowiąc idealne miejsce na potajemne posiedzenia - coś się poruszyło. Cokolwiek by to nie było, tak czy siak zaraz rozpłynęło się w ciemnościach, najpewniej niezauważone przez nikogo...

Możecie spokojnie nie zauważyć tego wydarzenia, po prostu kładę nim sobie podwaliny pod inną akcję w przyszłości.

_________________

"Lucifer's plague for he is older than the Angel of Death, and greater.
And when he comes in judgement he spares none."
- Meleos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Joker
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 01/04/2013

PisanieTemat: Re: Jubiler   Czw Cze 04, 2015 5:29 pm

Dwójka mundurowych stojąca na dachu i zajęta wspólną rozmową nawet nie pofatygowała się by w ogóle załączyć noktowizory. Najwyraźniej sądzili, że skoro od paru dni i nocy nic się nie wydarzyło to i teraz z pewnością tak będzie. Może i było ciemno, ale światła uliczne świeciły wystarczająco, aby rysy postaci były choć odrobinę widoczne, bo w końcu lepiej jest komunikować się z drugą osobą, gdy się ją widzi.
- Naaah.. Niech się już ta zmiana skończy. Najchętniej wróciłbym już do domu.. a dokładniej do wyra, gdzie czeka moja żonka. - Rzucił w pewnym momencie jeden z nich do drugiego.
- Tsaa.. na mnie czeka w domu jedynie pies. - Skrzywił nieco wargi, po czym dodał. - Nie rozumiem o co tyle zachodu. Przecież to tylko jakiś durny, czerwony kamień, który jedynie ładnie wygląda. - Zwrócił się ku swojemu towarzyszowi.
- Jestem pewien, że moja Kate wyśmiałaby się Cię dokładnie w tym momencie.. ale spoko, rozumiem Cię. Sam nie ogarniam co moja żona widzi w tych błyskotkach. - Parsknął pod nosem, a a następnie odszedł na parę kroków od kompana by rozejrzeć się tu i ówdzie, bo w końcu od tego tu był. Przystanął przy krawędzi dachu i zaczął rozglądać się na około. Mógł jedynie ujrzeć co dzieje się w dole, na ulicach.. no i w niektórych mieszkaniach, gdzie paliło się jeszcze światło.
Natomiast drugi z mundurowych dalej stał gdzie wcześniej patrząc za kolegą. Nawet w pewnym momencie podkusiło go by załączyć w końcu ten cholerny noktowizor.
- Zielono mi.. - Rzucił bez namysłu. - Ej! Tylko mi tam nie skacz!
- Co? Nie, nie.. tak tylko się rozglądam.. - Nawet się nie odwrócił. Dalej tkwił w tym samym miejscu.

Sytuacja w środku nie różniła się jakoś bardzo jak ta na górze. Po prostu najzwyczajniej w świecie nie padało. Jedynie było słychać stukanie kropel deszczu o dach. Szczególnie na tym szklanym.
Ogólnie po korytarzach i poszczególnych pomieszczeniach kręciło się około ośmiu strażników. W tym trzech w sali, w której znajdował się kamień o który wszystko się rozchodziło. Może i nie byli tak samo dobrze ubrani jak ta dwójka na zewnątrz, ale za to mieli w posiadaniu dobre karabiny oraz duże ilości amunicji. Dodatkowo krótkofalówki pozwalały im być w ciągłym kontakcie, więc nagłe "uciszenie" jednego z nich mogłoby po jakimś czasie zwrócić ich uwagę, niepokój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deathstroke
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 65
Data dołączenia : 24/05/2013
Wiek gracza : 18

PisanieTemat: Re: Jubiler   Czw Cze 04, 2015 8:31 pm

Strażnicy, którzy właśnie ucinali sobie jakże rozkoszną pogawędkę o powrocie do domu, mieli przeogromnego pecha, iż Deathstroke dostał zlecenie właśnie tego dnia. Slade tylko czekał na dogodny moment do ataku – nie musiał długo czekać, aż jeden z uzbrojonych po zęby mężczyzn zbliżył się do krawędzi budynku. Piorun przeciął granatowe dotąd sklepienie, nadając jakiś kształt sylwetce DS’a i Catwoman. Sekundę po blasku, przyczajony Wilson zwinnie zeskoczył z dachu wyższego budynku, dobywając jednocześnie katany przytwierdzonej do uchwytu na jego plecach. Kiedy upadł na podłoże, było to praktycznie niesłyszalne. Doskoczył do strażnika znajdującego się przy krawędzi, po czym kopnął go prawą nogą w sam środek ciała – mianowicie w plecy. Kopnięcie było na tyle mocne, aby mężczyzna odleciał kilka metrów do tyłu. W jego przypadku... cóż, poleciał w przestworza. Zostanie jedynie z niego mokra, szkarłatna plama na chodniku. Odwrócił się zaraz w stronę gościa numer dwa – człowieka z noktowizorem. Nie mógł on zrobić zbyt wiele, ponieważ Kotka już się nim zajęła. Poprzez łańcuch reakcji i akcji, jakie wywiązały się pomiędzy noktowizyjnym a Seliną, mężczyzna leżał na ziemi z obwiązaną kostką, próbując unieść się jak najszybciej. Jednak jego powstanie nigdy nie nastąpiło. Slade tak jak wcześniej, zwinnie doskoczył do leżącego faceta.
-Już raczej nie wrócisz do swojej żony. – rzucił do niego oschle; zamachnął się swoim mieczem, który trzymał w prawej dłoni i ostrym czubkiem wbił go w nieosłoniętą część stroju, jakim były, cóż... pośladki. Naprawdę, to musiało boleć. Z bliska zauważył kolejny słaby punkt innowacyjnej zbroi, którymi były kolana, jednak od drugiej strony. W ułamku sekundy wyszarpnął katanę z jego ciała, co na sto procent spowodowało krwawienie z dość mocno ukrwionej części ciała. Ból, który teraz zada, powinien w pewien sposób ogłuszyć przeciwnika i, przede wszystkim, obezwładnić. Wbicie nastąpiło tak szybko, że mężczyzna nie zdążył nawet błagać o litość czy coś w tym stylu.
-Myślę, że to by było na tyle. – stwierdził, oddychając miarowo. Nie zmęczył się zbytnio, była to raczej szybka akcja nie wymagająca zbyt wielkiego wysiłku bądź poświęcenia. Wyjął swój miecz z pogruchotanego kolana. Krew spływała z jej czubka o wiele szybciej niż normalnie – a to wszystko za sprawą deszczu, który automatycznie oczyszczał teren z czerwonych plam bądź innych śladów walki.
-Zbiłbym tą szybę, ale narobi to więcej hałasu, niż bym chciał. – wykonał szybki ruch, chowając katanę na swoje poprzednie miejsce. – Musimy znaleźć jakieś inne wejście. A co do Twojego udziału, to.. 40%. Nie więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Catwoman

avatar

Liczba postów : 47
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Jubiler   Nie Cze 07, 2015 7:01 pm

Selina przyjrzała się uważnie, włączając swoje gogle noktowizyjne, a dla poprawienia widoczności, włączyła również termowizję. Teraz sylwetki strażników wyraźnie różniły się od zielono-granatowego tła bloku. Odepchnęła się od krawędzi dachu niemal w tym samym momencie, w którym Slade zeskoczył z krawędzi. Nie sprawdzała jak sobie radzi Slade - nie było potrzeby, w końcu raczej nie musiała się martwić tym, czy najemnik da radę. Świsnęło, a Catwoman jeszcze zanim wylądowała, strzeliła batem prosto w nogi drugiego strażnika. Akcję dokończył Slade, wbijając katanę w dosyć... strategiczne miejsca, a Kotka aż się skrzywiła. Na szczęście nie leżał daleko od krawędzi, więc jednym, sprawnym kopniakiem kobieta zrzuciła go z dachu, nie patrząc, jak roztrzaskuje się o beton. Spojrzała na Slade'a z lekkim uśmiechem,nie zdejmując gogli z oczu. Dopiero po chwili uniosła je, mocując na masce. Jej spojrzenie padło na oszklony dach.
- Nie ma sensu go zbijać, pewnie uruchomi się alarm. Sam hałas ściągnie hordę strażników i zapewne policję.
Uniosła ramiona nad głowę, przeciągając się lekko i uniosła kąciki ust na wiadomość o wyższym wynagrodzeniu. Rubin wyglądał na wartościowy, i to bardzo. 40% z pewnieścią ukoi zakupoholizm Seliny, więc wolała się nie targować o więcej. Z resztą, Slade wyglądał, jakby to było jego ostatnie słowo.
- Stoi.
Bez dalszego wdawania się w dyskusje, obejrzała dach, by sprawdzić, czy nie ma słabych punktów. Następnie rozejrzała się za jakimś innym wejściem,uważając, by nie wywołać alarmu. Nie wiadomo, co było podpięte do systemu alarmowego jubilera - zwłaszcza, kiedy w środku znajdowała się taka błyskotka.
- Masz coś?
Zerknęła na Slade'a, spoglądając w dół z krawędzi. Może było jakieś tylne wejśćie...
- Tylne drzwi zapewne są słabiej obstawiane...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Joker
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 01/04/2013

PisanieTemat: Re: Jubiler   Wto Cze 23, 2015 7:24 pm

Pierwszy mundurowy padł niczym kłoda na chodnik. Gdyby tylko włączyć rentgen można było porównać to do sceny z Mortal Kombat. Roztrzaskana czaszka, połamane żebra, nogi i ręce, a w około kałuża krwi. Dość nieprzyjemny widok, ale mieszkańcy Gotham raczej mogliby już do tego przywyknąć, bo w końcu nie takie rzeczy już działy się na ulicach tego miasta.. nie wspominając już o wysadzeniu zabytkowego kościoła w centrum. Sprawca jak zwykle nie schwytany.. o ile w ogóle zidentyfikowany. Chociaż nawet dziecko zorientowałoby się czyja to sprawka.
Wracając do jubilera i drugiego strażnika z przedziurawionym pośladkiem. Mężczyzna jęknął przeraźliwie z bólu w tyłku, po czym natychmiastowo zemdlał, więc kolejne zadane rany przez Slade'a nawet go nie wzruszyły. Jedynie zaczęła wyciekać krew, która od razu była wymywana przez spore krople deszczu.
Selina jak na złość racji nie miała, bo tak naprawdę tylne drzwi były zabezpieczone tak, że aż za bardzo. Mianowicie w ich okolicy kręciło dwóch ochroniarzy z bronią palną. Dodatkowo były one zablokowane kodem szyfrującym, więc tylko upoważnieni mogli się przez nie przemieszczać. Jednakże.. gdyby się odrobinę przypatrzeć można było ujrzeć na dachu wejście do szybu wentylacyjnego, w którym nawet wielkie atuty Catwoman mogły się bez problemu przecisnąć.
Zostawało już tylko do wyjaśnienia gdzie znajduje się drugi koniec tego „tunelu”. Odpowiedzieć prosta i niektórym nieznana. Innymi słowy w pomieszczeniu z rubinem jak i trzema uzbrojonymi muszkieterami. Nie przypominając już o czujnikach i kamerach. Niby tak blisko, a tak daleko jak to mawiał jakiś tam poeta..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deathstroke
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 65
Data dołączenia : 24/05/2013
Wiek gracza : 18

PisanieTemat: Re: Jubiler   Pon Cze 29, 2015 1:17 pm

Odpowiedź na pytanie Seliny przyszła jakby sama z siebie, automatycznie. Slade, omiatając swoim czujnym i bacznym spojrzeniem otoczenie w poszukiwaniu wskazówek odnalazł to, czego szukał. Może i nie szło mu to na rękę, ale w takim szybie wentylacyjnym mało kto zakładałby jakiekolwiek zabezpieczenia, w szczególności, iż na dachu wystawieni byli mocno uzbrojeni i zwarci do działania strażnicy. Szkoda, że jeden z nich leżał na chodniku, raczej to, co z niego zostało, a drugi po prostu zemdlał. Cały jego plan stworzony na spontana spełniał się punkt po punkcie, jednak Slade nie leciał na oślep, przed siebie, tylko aby wypełnić zadanie. Planował na bieżąco, bo przecież wiadomo było, że na przykład przez małą omyłkę szala zwycięstwa może obrócić się przeciwko nim.
-Mam. Widzisz tamten szyb wentylacyjny? – wskazał podbródkiem w jego stronę – Myślę, że pojedynczo byśmy się przecisnęli. Gorzej, jak nie będziemy wiedzieli, gdzie nas wyprowadzi... Chociaż.
Przez oszklony dach było widać wszystko idealnie, z racji tego, że było ciemno – a pomieszczenie pod nimi było całkowicie oświetlone. Jego wzrok badał ściany przez jakąś minutę, a znalezienie kratki od typowej wentylacji wcale nie było trudne. I świetnie, powodzenie.
-Wyjście jest akurat przy naszym głównym celu. – podszedł do szybu, aby jeszcze raz sprawdzić średnicę, i wykalkulować, czy tym razem on się zmieści. Wyglądało na to, że tak. – Idę pierwszy. W razie czego, to ja dostanę, nie Ty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Joker
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 01/04/2013

PisanieTemat: Re: Jubiler   Czw Lip 09, 2015 8:48 pm

Rzeczywiście. Szyb wentylacyjny był wręcz dopasowany do postury Wilson'a, jednak nie do końca. Mógł się przez niego prześlizgnąć, ale w powolnym tempie, bo ciasnota nie pozwalała na większe ruchy czy triki. Nie mógł również spostrzec, że gdy tylko wsunął łeb z kadłubkiem do dziury jego pomocnica zmyła się z miejsca zdarzenia. W sumie to nie wiadomo czemu. Jej rozmyślenie było tak nagłe jak jej zniknięcie w mroku. Najwyraźniej zapomniała dokarmić swoje koty.
Wracając do naszego ostatniego odważnego. Póki co wszystko szło jak z płatka. Rozkojarzeni sobą i pewni siebie ochroniarze byli tak zagadani, że nawet nie zwracali najmniejszej uwagi na podejrzane szmery z okolicy otworu szybu. Cóż.. ich strata. Najwyżej stracą życie.
- Ugh.. niech już skończy się ta noc, bo mnie zaraz trzaśnie. Nic, tylko łazimy w kółko jak Ci idioci i czekamy na potencjalny napad. Nie mówię już nawet o śmierci. - Burknął jeden z głównej sali, który stał tuż pod szybem.
- Skończ marudzić. Taką sobie pracę wybrałeś, więc zamknij w końcu tę mordę, bo już nie da się Ciebie słuchać. Myślałeś, że co? Będziesz sobie spał smacznie na warcie, budził się nad ranem i wracał codziennie bezpiecznie do domku jakby nigdy nic? Jeśli tak.. to powiem Ci, że się mocno pomyliłeś, bo u mnie mój drogi nie ma spania. - Warknął drugi, ten najstarszy dowodzący z niezłym poirytowaniem w głosie. Miał nawet ogromną ochotę na przywalenie mu w pysk, ale po prostu nie wypadało.
- Blablabla.. - Burknął pod nosem z wielkim wyrzutem, po czym nie odezwał się ani słowem.
Natomiast trzeci z mundurowych w tym pomieszczeniu był cicho jak myszka stojąc przy progu w drzwiach, tyłem do swoich kolegów. Nie chciał się mieszać w ich kłótnie, więc wolał nałożyć po kryjomu słuchawki i włączyć sobie muzykę rock'ową.
Reszta ludzi w jubilerze kręciła się gdzieś po korytarzach, więc praktycznie rzecz biorąc Slade miał uproszczone zadanie. Jedyną przeszkodą był tylko dowodzący, który przechadzał się w tę i we w tę przy ekspozycji z rubinem. Na szczęście co jakiś czas odwracał się od naburmuszonego strażnika nie chcąc na niego patrzeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deathstroke
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 65
Data dołączenia : 24/05/2013
Wiek gracza : 18

PisanieTemat: Re: Jubiler   Pią Lip 10, 2015 4:06 pm

Ach, super. Tak myślał, że wspólny rozbój z Catwoman będzie zbyt piękny, aby był prawdziwy. Z dwojga złego, więcej pieniędzy dla niego, których i tak miał już zbyt wiele. Przynajmniej na nic mu nie zabraknie, i o to też chodziło.
Kiedy wgramolił się do szybu wentylacyjnego, idealnie słyszał lekko przytłumione głosy swoich przyszłych przeciwników – dzięki temu miał już całkowitą pewność, że idzie w dobrym kierunku. Starał się zbytnio nie hałasować, oraz nie poruszać zbyt gwałtownie. A to wiadomo, czy konstrukcja się nie zapadnie? No właśnie nie, no ale jak to mówią, ryzyk fizyk. Slade stwierdził w duszy, że od dnia dzisiejszego nienawidzi szybów. Nie był tu za bardzo mobilny, szczególnie w swoim opancerzeniu oraz całym ekwipunku, jakim były granaty, pistolety czy też miecz. Długo by tu wymieniać. Może po jakiś góra dziesięciu minutach czołgania się w półmroku i niewygodzie znalazł się przy kratce. Odczekał jakiś czas przyglądając się uważnie pomieszczeniu, kto gdzie stoi, tym samym układając w swojej głowie najprostszy plan na świecie. Dobrze... A więc tylko trójka. mruknął do siebie co było praktycznie niesłyszalne dla reszty przez maskę i zamieszanie na dole. Akurat jeden, kręcący się po pomieszczeniu mężczyzna w tę i wew tę zniknął z pola jego widzenia, czyli po prostu poszedł do innego pokoju. Wspaniale. Zdjął po cichu kratkę i odłożył obok siebie, i niczym dziki kot zeskoczył na swoją ofiarę która stała najbliżej. Rozprawił się z nim bez użycia jakiejkolwiek broni – sytuacja Slade’a była w tej chwili na plusie, bo po prostu zeskoczył, przygniótł strażnika cielskiem do podłogi i skręcił mu kark. Po czymś takim raczej nikt by się nie pozbierał, dodatkowo martwy już mężczyzna na sto procent był poobijany wewnętrznie – a to wszystko przez siłę i masę uderzenia z góry, podczas przygniecenia. Nie czekając długo na reakcję reszty żywych towarzyszy, a raczej jednego ze słuchawkami, Wilson jednym, zwinnym ruchem pochwycił Katanę z uchwytu na swoich plecach i ruszył wprost na chłopaka ze słuchawkami. Nie słyszał on zbyt wiele, toteż był bezbronny. Chwycił go od tyłu za twarz lewą dłonią, aby nie krzyczał, a ostrzem przejechał po jego szyi. Szkarłatna ciecz w zaskakującym tempie zaczęła sączyć się z rany, a mężczyzna który miło spędzał swoje ostatnie chwile życia z muzyką miarowo osunął się na ziemię. Slade i tak go przytrzymywał, aby nie narobił hałasu swoim upadkiem. Rozejrzał się jeszcze raz uważnie po pomieszczeniu, zapamiętując jak najwięcej szczegółów, aby podczas ucieczki nie mieć problemu z wybraniem drogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mysz

avatar

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 07/07/2015

PisanieTemat: Re: Jubiler   Nie Lip 12, 2015 12:27 am

Dla młodej złodziejki to była okazja. Sławny, niemalże bezcenny rubin trafił do Gotham. Nawiasem mówiąc, co za kretyn sprowadza taki klejnot do miasta wypełnionego po brzegi superprzestępcami? Ludzie pokładają za dużą wiarę w Mrocznego Rycerza. Tymczasem Michelle doskonale wiedziała, że Nietoperz mimo swojej sławy nie potrafi uratować wszystkich.
Poprawiła na twarzy kominiarkę biegnąc ulicami Gotham. Kluczyła w labiryncie alejek i zaułków - wbrew pozorom, tutaj często łatwiej było nie zwracać na siebie większej uwagi. Na dachach były dużo większe szanse pechowego trafienia na któregoś z niebezpieczniejszych rezydentów Gotham z Mrocznym Rycerzem u szczytu listy. Na poziomie ulic jednak szwędali się głównie cywile, pomniejsze zbiry, pijaczki i bezdomni. Wśród nich dużo łatwiej było wmieszać się w tłum. Mysz natomiast unikała niepotrzebnych spotkań z "przebierańcami", ci bowiem z zasady byli znacznie niebezpieczniejsi od zwykłych płotek.
Złodziejka zatrzymała się gwałtownie, przyciskając się plecami do granicy ostatniego zaułka, by ostrożnie wyjrzeć za niego i obrzucić okiem ochronę. I nie całkiem tego widoku się spodziewała. Na ulicy leżało ciało jednego ze strażników otoczone niewielką kałużą krwi która wypłynęła z rozbitej głowy. Ktoś ją wyprzedził. Ktoś, kto nie wahał się zabić każdego, kto wejdzie mu w drogę. Wynurzyła się gwałtownie zza rogu i podbiegła do strażnika, by przykucnąć przy nim i sprawdzić mu tętno i oddech. Niestety, mężczyzna okazał się być definitywnym trupem. Michelle łagodnym ruchem dłoni zamknęła mu oczy.
- Przykro mi. Przepraszam, ale muszę cię przeszukać. Może masz coś przydatnego. Mam nadzieję, że się nie gniewasz. - Wymamrotała zza czarnej kominiarki, obłapiając dłońmi kieszenie strażnika, by wreszcie odebrać mu dwie rzeczy - metalową zapalniczkę i radio, którym komunikował się z resztą drużyny. To drugie przyciszyła nieco, żeby nie huczało na wiele metrów, ale żeby przy zachowaniu absolutnej ciszy była w stanie podsłuchiwać rozmowy i komunikaty pozostałych przy życiu strażników. Przeszło jej przez myśl, żeby odezwać się do radia i ich ostrzec, ale uznała, że to mogłoby przynieść efekt odwrotny do zamierzonego.
Po odebraniu mu tych dwóch przedmiotów, radio wrzuciła do bocznej, łatwodostępnej kieszeni swojego plecaka, a zapalniczkę do kieszeni spodni. Po chwili obiegła szybko budynek, by upewnić się, czy czasem na zewnątrz nie ma skrzynki z bezpiecznikami. O ironio, jakże często bezpieczniki trzymało się poza budynkiem za który odpowiadały. Jeżeli jednak nie było jej na zewnątrz, to wzięła szybki rozbieg, by odbić się stopą od podłoża, następnie drugą podbić się wyżej korzystając z parapetu okna parterowego i... już zaczęła wdrapywać się na dach sklepu jubilerskiego. Gdy tylko tam się dostała, ujrzała drugiego trupa, którego koniec wyglądał na jeszcze bardziej przykry niż tego pierwszego. Nie trzeba było geniusza medycznego żeby umieć ocenić, iż tego strażnika zabito mieczem, a to nie zapowiadało niczego dobrego i wskazywało na robotę któregoś z superprzestępców.
W tym miejscu Mysz miała ochotę się wycofać, nie chcąc wchodzić w drogę któremuś z tych wyjątkowo niebezpiecznych zbirów... Jednak pomyślała o pozostałych strażnikach. Jeżeli staną na drodze włamywaczowi, najprawdopodobniej spotka ich podobny los co dwóch, których Michelle już spotkała. Trzeba było wywabić ich z budynku. Mogła skomunikować się z nimi przez skradzione radio, ale to było zbyt ryzykowne dla niej. Mogliby odebrać ją jako osobę odpowiedzialną za śmierć znalezionych strażników. Właśnie z myślą o tym Mysz zabrała zapalniczkę jednemu z trupów - istniał pewien niezawodny sposób na wywabienie ludzi z budynku. Alarm pożarowy. Dźwięk sygnału informującego o niebezpieczeństwie był definitywnie treningowo, prawnie, a także przez zdrowy instynkt samozachowawczy. Na dźwięk alarmu pożarowego wszyscy powinni opuścić budynek, przynajmniej na chwilę. Przeliczą się, znajdą przynajmniej jednego z trupów. Powinno to ich trzymać z dala od budynku na tyle długo, by Mysz mogła ulotnić się z rubinem, a złodziej który ją wyprzedził straciłby powód by ich uśmiercać.
Z tą myślą Mysz wyjęła nóż do cięcia szkła i zaczęła wycinać w dachu dziurę wystarczającej wielkości, by mogła przez nią dostać się do środka. Uważała przy tym, by wyciąć ją w takim miejscu, by wchodząc do środka nie znaleźć się w zasięgu kamer.
Cięcia wykonywała pod kątem, tak by stworzona "bryła" miała linie ograniczające węższe w stronie wewnętrznej niż zewnętrznej. To powinno zapobiec spadaniu szyby z miejsca do budynku, kiedy tylko Mysz skończy ją wycinać.

Edit:

Wtem złodziejka dostrzegła ruch wewnątrz pomieszczenia. Moment skupienia wzroku ujawnił osobę będącą odpowiedzialną za wyprzedzenie Myszy we włamaniu. Czarno-brązowa maska z dziurą na jedno oko, miecz na plecach... Nie sposób było nie rozpoznać tego osobnika, jeżeli miało się choć trochę wspólnego z półświatkiem. Wewnątrz budynku był przypuszczalnie najlepszy i najsławniejszy (a może naj-niesławniejszy?) zabójca i najemnik jakiego widziała Ziemia. Slade Wilson, a.k.a. Deathstroke. Mysz przygryzła dolną wargę pod maską. Deathstroke miał być jej oponentem w wyścigu o rubin? Czy miała jakiekolwiek szanse z najemnikiem? Ona - złodziejka, o której nikt nie słyszał?
Nie brzmiało to szczególnie optymistycznie. Michelle poczuła ogromną chęć zostawienia rubinu w spokoju i ucieczki z tego miejsca... Ale tutaj nie chodziło już tylko o rubin. Chodziło o życie ludzkie, które jest od klejnotu znacznie cenniejsze. Miała przewagę - Slade jeszcze jej nie zauważył, a co ważniejsze, nie znał jej. Nie była na tyle znana, żeby o niej słyszał. Nie nosiła też żadnego charakterystycznego stroju, wyglądała jak pierwszy lepszy włamywacz.
Dlatego nie przestała ciąć szyby. Poczuła tylko jak gorąco uderza jej do głowy na myśl o starciu z Deathstroke'iem. Wiedziała, że igra ze śmiercią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Joker
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 01/04/2013

PisanieTemat: Re: Jubiler   Nie Lip 12, 2015 4:42 pm

Pierwszy zabity nie wykrztusił z siebie nawet słowa, ani najcichszego jęku. Jego śmierć była wręcz natychmiastowa oraz w pewnym sensie bezbolesna. Nie musiał długo czekać, aż zabierze ostatni wdech w piersiach i zejdzie z tego świata. Dostał to od razu. Choć nawet jakby wydał z siebie jakikolwiek dźwięk to tak czy siak nie zostałby on usłyszany, bo w końcu jego kolega w drzwiach był za bardzo wsłuchany w muzykę by przejąć się tym, że on sam też zaraz umrze.
Deathstroke z muzykantem rozprawił się trochę gorzej. W tym przypadku ofiara dokładnie poczuła ostrze na własnej szyi jak i szybkie wykrwawianie się. Krew sączyła się prawie we wszystkie strony plamiąc szkarłatnym kolorem pobliskie ściany i spływając ze strażnika na białe kafelki z podłogi. Nie dało się ukryć, że Slade nie przemyślał dokładnie tego co właśnie zrobił. Dowodzący może i opuścił pomieszczenie, ale nie oznaczało to, że na długo, tudzież na stałe. W każdym momencie mógł się przejść po korytarzu obok i spostrzec dosyć rozległą kałużę krwi, która wciąż się rozprzestrzeniała. Póki co miał chwilę spokoju i nie musiał się tym zamartwiać, jednakże musiał się streszczać, jeśli dalej chciał zdobyć upragnioną sumę pieniędzy Cobblepot'a. Tak, jego. To on był tym całym niskim i grubiutkim inwestorem, który uwielbiał mieć coraz to nowsze rzeczy w swojej kolekcji. I tak.. tylko udawał w wiadomościach do Wilson'a nierozgarniętego, ale to tylko dlatego by się nie domyślił, że to on.. bo w końcu Slade mógł odrzucić propozycję podejrzewając go o kantowanie i nierozliczenie się za rubin.
Co do Myszy. Była ona kolejnym powodem, który zmuszał Stroke'a do dodania gazu w swoich ruchach. Nie wiedział o jej obecności, ani o jej planach, które kompletnie nie były po jego myśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mysz

avatar

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 07/07/2015

PisanieTemat: Re: Jubiler   Wto Lip 14, 2015 11:23 pm

Szyba została wycięta, a Mysz ostrożnie podwadziła ją nożem, by wyjąć ją ze szklanej konstrukcji dachu, bez upuszczania jej do środka. Deathstroke. Mysz dalej klęła w myślach, przeklinając swoją głupią brawurę. Gdyby chodziło tylko o sam rubin, to by się wyniosła. Nie mogła jednak pozwolić, żeby strażnicy dalej ginęli. A kto wie do czego dojdzie w dalszej części włamania Slade'a.
Pokręciła głową na boki, zdejmując plecak z pleców, by wyjąć z niego puszkę farby w sprayu. Światło w pomieszczeniu się paliło. Było to dodatkowe utrudnienie we włamaniu. Gdyby nie było tu Wilsona, to Mysz po prostu odcięłaby zasilanie do budynku, ale obecnie było ono potrzebne, by uruchomić alarm przeciwpożarowy.
Puszkę z farbą przymocowała sobie specjalnym uchwytem do paska, żeby mieć do niej łatwy dostęp, ale żeby też nie zajmowała jej niepotrzebnie dłoni.
Bardzo uważała, żeby nie wychylać się zbytnio, zwłaszcza, że Deathstroke obecnie rozglądał się po pomieszczeniu. Póki co maskowało ją czarne niebo nocy, ale gdy znajdzie się wewnątrz, to będą oświetlać ją lampy. Dlatego z wejściem do środka poczekała, aż Slade straci zainteresowanie rozglądaniem się po okolicy.
Wtedy dopiero wślizgnęłaby się ostrożnie do środka, chwytając się metalowego stelażu dachowego, by po dachu ostrożnie i jak najciszej przemieścić się do najbliższego czujnika dymu. Po drodze omijała wszystkie lampy, starając się wykorzystać każdy możliwy osiągalny półmrok, żeby nie rzucać się w oczy, czy też raczej jedno oko - w przypadku Deathstroke'a.
Znalazłszy się przy czujniku dymu, wyjęłaby zapalniczkę, po czym przystawiła ją wprost do czujnika, by zapalić ogień. Reakcja powinna być natychmiastowa. Wycie syreny alarmowej wypełniłoby cały budynek, wymuszając natychmiastową ewakuację personelu. Dodatkowo zraszacze powinny przykryć całe wnętrze gęstą chmurą wody, która nie dość, że ogranicza widzenie, to jeszcze ma dość negatywne działanie na wszelkiego rodzaju urządzenia elektryczne. Oczywiście taki alarm też momentalnie wezwie straż pożarną, więc Mysz nie kupiłaby tym sobie więcej niż kilka-kilkanaście minut. Ciągle jednak pozostawał największy problem - najemnik, który stał pomiędzy nią a rubinem. Oczywiście, rubin był w tym wszystkim sprawą drugorzędną. Rzeczywistą intencją było uratowanie żyć strażników, ale skoro już i tak była w środku, to dlaczegóż by nie spróbować go odbić? No, oczywiście poza koniecznością przedarcia się przez zasłonę najbardziej śmiercionośnego człowieka jakiego dane było Myszy spotkać...
Mając nadzieję, że wycie syreny alarmowej i ściana deszczu choć na moment zaskoczą najemnika, Mysz gwałtownie wybiła się w jego kierunku, nogami naprzód, z zamiarem powalenia Slade'a Wilsona, po czym psyknięcia farbą w sprayu w jego jedyne oko.
Oczywiście, były niewielkie, wręcz mikroskopijne szanse na to, że jej plan się powiedzie w starciu z kimś tak niebezpiecznym jak Deathstroke, ale i tak igrała ze śmiercią w ogóle podejmując się tego włamania.
Niezależnie od tego, czy atak jej się udał, czy nie, to jeżeli nie została zabita w ułamku sekundy, spróbowałaby wyciągnąć z kabury jedną z broni Slade'a, by przestrzelić z niej szkło gablotki w której był rubin. Jej dalszy plan polegał na jak najszybszym odskoczeniu od Wilsona w kierunku gablotki, porwaniu rubinu, po czym popędzeniu jak błyskawica w stronę wyjścia ewakuacyjnego które musiałoby być otwarte z racji alarmu pożarowego.

(Oczywiście, jest tutaj cała masa rzeczy, jakie mogły się nie udać, ale wolę napisać wszystko w jednym poście niż rozbijać na dziesięć. MG oceni co się udało a co nie.)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deathstroke
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 65
Data dołączenia : 24/05/2013
Wiek gracza : 18

PisanieTemat: Re: Jubiler   Sro Lip 15, 2015 4:20 pm

Dzięki swoim wyostrzonym zmysłom, Slade w porę zdążył zauważyć fakt iż ktoś uparcie skrobie bądź piłuje szybę. A gdzie? Ano na górze, bo właśnie stamtąd dochodził dźwięk. Przemieścił swoje spojrzenie w tamto miejsce, zauważając obrys postaci, jednak nie był w stanie stwierdzić, kto to jest. Jednak doskonale znał zamiary owej osoby, bo po co miałaby w środku nocy wycinać dziurę w szklanym dachu w okolicy wartościowego rubinu? Nie marnując więcej czasu na rozmyślania i knowania, Slade ruszył po wyznaczony cel, który znajdował się kilka kroków od niego. Ściągnął miecz do ciała, po czym uderzył w poziomie, aby czubkiem zbić gablotę, która osłaniała piękną “ozdobę”. Spodziewał się alarmu, jednak kto wie, skoro było tu tak wielu strażników, może go nie będzie? Jednak on, korzystając ze swojego doświadczenia zawsze był przygotowany na najgorsze. Mierz ponad cel, a wszystko pójdzie łatwiej. Zresztą, nie ważne czy poszłoby po jego myśli czy nie, Wilson wykona swoje zadanie za każdą cenę - nie zawaha się użyć broni, nawet na niewinnego cywila.
Szyba rozbita. Odłamki szkła poleciały na posadzkę, wydając z siebie charakterystyczny dźwięk, który zna praktycznie każdy, bez wyjątków. Rubin znalazł się w jego posiadaniu, a z tego co widział z Kotką na rozpoznaniu terenu, przy tylnym wejściu znajdowało się dwóch strażników - przy tym zwykłym zaś jeden. Nie czekając na swoją “towarzyszkę” która ewidentnie kombinowała coś na niekorzyść Slade’a, ruszył głównym korytarzem. Napotkał zaraz swojego oponenta, rozkojarzonego, bo przecież dosłownie pięć minut temu wszystko wydawało się całkiem normalne. Kolejna krzywda tego wieczora została wykonane ponownie za użyciem katany, z takie racji, że Wilson nie miał zamiaru marnować amunicji na ludzi, o których nawet nic nie wiedział. Cięcie przeszło przez cały tors zahaczając o brzuch, raniąc dość perfidnie i głęboko. Powinien on umrzeć, a w najlepszym dla niego przypadku - przeżyć, ale leczyłby się długo w szpitalu. Bardzo długo. Mężczyzna ten upadł tylko na ziemię, krzycząc z bólu. Co mu się dziwić. Przeszukał bruneta, sprawdzając skrupulatnie każdą kieszeń, bo drzwi mogły być przecież otwierane za pomocą karty czy też klucza.  Dwie minuty później Slade znalazł się przy wyjściu, a to wszystko dzięki sprintowaniu do wyjścia.
Gdyby wcześniej wspomniane czynności by wypaliły, Slade znajdowałby się już na dachu sąsiedniego budynku, aby wysłać sms’a z potwierdzeniem do swojego zleceniodawcy. Zdarzało się, że też ktoś go wystawił na wiatr, więc rzeczy po włamaniu zostawiał dla siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Joker
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 01/04/2013

PisanieTemat: Re: Jubiler   Sro Lip 15, 2015 7:03 pm

Pomimo nieprzyjemnej pogody, która panowała dzisiejszej nocy i mocnego stukania kropel deszczu o szybę, Slade wychwycił wydźwięk wycinanej szyby dzięki swoim wyczulonym zmysłom, jednakże z lekkim opóźnieniem. Choć nawet, gdyby w ogóle się nie zorientował to później i tak Mysz zdradziłoby lanie się deszczu przez wytworzoną dziurę, którą wdarła się do środka pomieszczenia.
W tym samym momencie, gdy Wilson rozbił szybę kataną, odpalił się alarm pożarowy, który świetnie zagłuszył hałas spadających odłamków szkła gabloty. Nie dało się ukryć, że alarm spowodował poruszenie w całym budynku, a jak zobowiązywały procedury.. podczas takich sytuacji należało opuścić jak najprędzej jubilera. Jednakże większość mundurowych, nie widząc większego problemu wolała nieco poszpanować odwagą i zlokalizować powód włączenia syreny. Na zewnątrz wyszło jedynie czterech strażników, którzy zaczęli węszyć wokół budynku co poskutkowało znalezieniem truchła leżącego na chodniku w plamie krwi. Jeden zaczął dzwonić po posiłki, reszta stała nad martwym ciałem zastanawiając się czy wracać do środka i ryzykować swoje życie, bo w końcu nie mieli żadnego pojęcia co na nich czyha.
Myszy nie powiódł się skok na Wilson'a, ponieważ ten w między czasie ruszył sprintem ku drzwi frontowych, więc zamiast Stroke'a, powitała jedynie ziemię i kawałki szkła leżące na kafelkach. Udało jej się jedynie pobrudzić tylną część zbroi mężczyzny spray'em, więc zresztą nie opłacało jej się sięgać do jego kabury, bo i tak nie zdołałaby wyciągnąć broni.
Dowódca pocięty przez Slade'a padł jak kłoda na ziemię z jękiem nie tracąc przy tym jednak przytomności. Szansa tego czy przeżyje zależała teraz tylko i wyłącznie od szybkości przyjazdu karetki wraz z policją i strażą pożarną wezwaną przez alarm i mundurowych z zewnątrz.
Kiedy Deathstroke dostał się już na dach pobliskiego budynku, przyjechały wcześniej wspomniane służby, które wysiadając ze swoich wozów ruszyły w stronę głównych drzwi budynku co powodowało, że Michelle miała coraz mniej czasu na ulotnienie się stamtąd.. o ile już wcześniej tego nie zrobiła.
Gdy cały teren został przeszukany przez policję i okazało się, że nie ma nigdzie sprawców zamieszania, ani błyskotki, wtem do akcji ruszyli lekarze wraz z noszami i zaczęli wynosić martwych oraz jednego nieźle pokiereszowanego. Niezależnie od całego zamieszania w okolicy, rozpoczęły się nie lada poszukiwania i przeczesywanie przez uzbrojonych po zęby mundurowych ulic, zaułków i innych miejsc. Do akcji dołączyły się również dwa helikoptery, które przyleciały zaledwie parę minut po straży, także Slade nie mógł długo pozostać na dachu. Nie oznaczało to jednak, że nie zdążył wysłać wiadomości do kolekcjonera, który zabierał się już za odpisanie.
Wrzuć rubin do śmietnika znajdującego się dwie przecznice od jubilera zaraz przed sklepem z amunicją. Potem prześlę Ci sowite wynagrodzenie za Twą fatygę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deathstroke
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 65
Data dołączenia : 24/05/2013
Wiek gracza : 18

PisanieTemat: Re: Jubiler   Pią Lip 17, 2015 3:43 pm

Nie pozostał on na dachu zbyt długo, tym bardziej w okolicy. Odczytał wiadomość od swojego zleceniodawcy, jednak… Naprawdę go to rozbawiło. Parsknął pod maską, kierując się do wyznaczonego punktu, układając plan w swojej głowie, jakby tu sprawdzić tego typa od Kamienia. Przecież nawet ten “ktoś” nie posiadał jego numeru konta, sam Slade wolał przyjąć zapłatę w piapierkach, a nie elektronicznych cyfrach.
Plan był prosty, znaleźć kamień zbliżony wielkością do tego, który ukradł i zawinąć go w gazetę. Tak też zrobił, wrzucając zawiniątko do śmietnika. Przyczaił się na dachu, tworząc czarny punkt na tle miasta Gotham, więc jedynie spostrzegawcze osoby mogły rozpoznać ten kształt. Poczeka sobie tutaj na człowieka zleceniodawcy, potem zeskoczy na dół, chcąc zaciągnąć go w uliczkę i co najlepsze - wypytać o położenie Anonima.
Wrzucone. Czekam na zapłatę, masz trzydzieści minut na dokonanie przelewu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mysz

avatar

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 07/07/2015

PisanieTemat: Re: Jubiler   Pią Lip 17, 2015 11:38 pm

Nie było możliwości, żeby złodziejka ot tak pokonała najemnika, który zwyczajnie grał w zupełnie innej lidze niż ona. Wilson uciekł z rubinem, ale Myszy udało się uruchomić alarm w budynku. Wraz ze strażą pożarną z pewnością przybędzie pogotowie, a to dawało szanse zaatakowanym przez Deathstroke'a.
W normalnej sytuacji Mysz goniłaby najemnika, nie zamierzając porzucać łupu tak łatwo i prosto, gdy ostrze zabójcy przeszyło kolejnego strażnika, włamywaczka zatrzymała się. Wyboru dokonała nawet podświadomie, a pod nosem przeklinała głupotę swojej decyzji - wiedziała bowiem, że lada moment przybędą tutaj właściwe służby, a ona nie miała żadnych opatrunków. Nie wiedziała nawet gdzie ich szukać, mimo, że z pewnością w budynku była apteczka. Pracujący tu z pewnością wiedzieli gdzie jej szukać. Przykucnęła, szybko zrywając z siebie bluzę, patrząc przez kominiarkę na rannego strażnika.
- Spokojnie, będzie dobrze. - Mówiła włamywaczka uspokajającym głosem, choć sama była cała rozdygotana. Zwinęła pospiesznie bluzę, żeby złożyć z niej coś na wzór długiej opaski uciskowej, a tą obwiązać mężczyznę bezpośrednio na wysokości rany od miecza. Używając jako końców "opatrunku" rękawów założyła jak najmocniejszy ucisk, zawiązując supeł, by się nie poluzował. - Patrz na mnie. Patrz, mówię! Nie zamykaj oczu! Mów, jak masz na imię?!
Mysz starała się ze wszystkich sił utrzymać mężczyznę przytomnego, wyciągając krótkofalówkę którą zabrała jednemu z ludzi zabitych przez Deathstroke'a. Gdy dowódca z trudem wyjęczał swoje imię, Mysz nacisnęła komunikator i odezwała się.
- Nie ma ognia! Na głównym korytarzu jest wasz dowódca, Johnatan! Jest ciężko ranny i poważnie krwawi! Nie ważne kim jestem, ruszcie się i przynieście tu apteczkę, zanim odleci! Potrzebuje natychmiastowej pomocy medycznej! Nie zatrzymujcie się przy reszcie, pozostali nie żyją, ale jego jeszcze można uratować! Ruchy, ruchy!
Wysapała jednym tchem, by zaraz pstryknąć kilka razy palcami przed oczami krwawiącego dowódcy.
- Patrz tutaj! Skup się! Masz obrączkę. Jak ma na imię twoja żona?! Myśl! - Przez kolejne pół minuty intensywnie zmuszała mężczyznę do wysilania umysłu i świadomości, nie zamierzając pozwolić na to, żeby odpłynął, aż usłyszała syreny przed budynkiem i biegnących w tym kierunku ludzi. Zaklęła pod nosem, po czym porywając swój plecak pobiegła w stronę gablotek stojących blisko ściany. Ucieczka poziomem ulicy nie wchodziła już w grę, ale dachem ciągle miała szansę. Jej bluza została na dowódcy, mając powstrzymać - lub choć spowolnić krwawienie, do czasu, aż nie otrzyma prawdziwej pomocy medycznej. Z rozpędu Mysz zabrała ze sobą krótkofalówkę i nie myśląc już nawet o tym co robi zawiesiła ją na swoim pasku obok puszki sprayu. A może miała nadzieję, że krótkofalówka jej podpowie, czy mężczyznę udało się uratować? Kto wie, niewykluczone, że strażnicy będą sobie przez sieć przekazywać jeszcze komunikaty, informując o stanie sytuacji.
Tymczasem jednak Mysz miała na głowie ucieczkę. Odbiła się od podłogi z rozpędu, następnie od stojącej blisko ściany gablotki wyżej, by znów odbić się jeszcze odrobinę wyżej od ściany w przeciwnym kierunku - akurat tak, żeby uchwycić palcami metalowy stelaż. I to było wszystko czego potrzebowała. Teraz już nawet się nie skradała, bo do pomieszczenia wchodziły już służby, od straży pożarnej, przez policję i strażników do ratowników medycznych. Zanim Mysz zgrabnie odbijając się w kierunku wypiłowanej wcześniej dziury wyskoczyła na zewnątrz zdążyła usłyszeć ostrzeżenie od policji: "Stój! Ręce do góry!".
Co to, to nie. Mysz nie zamierzała pozwolić się złapać. Już po dwóch sekundach zeskoczyła z dachu jubilera, chwytając się schodów pożarowych sąsiedniego bloku mieszkaniowego, stamtąd wdrapując się jak najszybciej na samą górę. Nie sądziła, żeby sprowadzili helikopter. A nawet jeśli, to zanim tu dotrze, Mysz zdąży już im uciec.
Pytanie na ile będą starali się ją ścigać.
[Jeżeli MG nie ma uwag, to z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Joker
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 01/04/2013

PisanieTemat: Re: Jubiler   Sro Sie 12, 2015 5:58 pm

Dowódca Johnatan ciężko krwawił i ledwo się trzymał. Na szczęście Mysz nie odstąpiła go o krok. Oczywiście, dopóki do środka nie wdarła się policja wraz z pomocą medyczną. Prawdę mówiąc jakoś więcej uwagi zwrócili na rannego mężczyznę, niż na na uciekinierkę. Pobiegli jedynie za nią do pomieszczenia, w którym jeszcze parę minut temu znajdował się drogocenny rubin, po czym poinformowali służby z zewnątrz by się nią zajęli. Lekarze szybko wynieśli mundurowego na noszach i  wsadzili do karetki, w której zaczęła się zawzięta walka o życie John'a. Pojazd popędził w stronę szpitala nie czekając dłużej. Całe szczęście droga nie była daleka, więc mężczyzna prędko trafił na stół operacyjny. Udało się zatamować krwotok, jakoś go pozszywać. Teraz tak naprawdę wszystko zależało od niego i drobnej opieki lekarek nad jego osobą. Nie dało się ukryć, że jego stan był krytyczny, ale stabilny.

Wracając do Slade'a. Nie dostał ani odpowiedzi zwrotnej, ani przelewu. Pojawił się tylko po paru minutach jakiś chudy, garbaty, młody chłopak, który rozejrzał się po okolicy i bez większego oporu sięgnął do śmietnika. Wydobył z niego kamień owinięty w gazetę myśląc, że to rubin, po czym wsadził go szybko do kieszeni i pobiegł w najbliższą uliczkę znikając w ciemnościach. Zapewne jego pan nie ucieszy się z dostarczonej przesyłki i zabije bezlitośnie "kuriera".
Także Wilson został bez pieniędzy, ale z rubinem. Kto wie? Może podaruje go córeczce?

Helikoptery jeszcze przez parę godzin latając nad miastem szukały uciekinierów. Bez skutku. Policjantom udało się zdobyć nagranie z monitoringu. Nawet mieli ogólny zarys postaci Deathstroke'a. Gorzej z Myszą, którą i tak jakoś wielce się nie interesowali ze względu na zeznania Johnatan'a w szpitalu parę dni później. Ogólnie rzecz biorąc można powiedzieć, że za Slade'em wysłano "listy gończe", dosyć niedokładne, bo nagranie było wręcz paskudne. Natomiast Mayd mogła żyć spokojnie, ponieważ mundurowi, a dokładniej dowódca, uznał ją za w pewnym rodzaju, małą bohaterkę, która w jakimś stopniu przyczyniła się do tego, że przeżył.

[Mysz już wcześniej wyszła, ale takie oficjalne z/t dla wszystkich]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Red X

avatar

Liczba postów : 100
Data dołączenia : 09/06/2014

PisanieTemat: Re: Jubiler   Wto Sie 23, 2016 4:32 pm

Noc, piękny okres w ciągu tych 24 godzin, z których składają się doby. Mawiają, że jest młoda i kusi swoimi wdziękami to kobiety, to mężczyzn. Jedni spacerują ze swoimi ukochanymi, udają się na randki do wystawnych lokali lub spędzają swój czas na uprawianiu hazardu bądź przy kuflu z piwem. Są też osoby, które spędzają wieczory w swoich mieszkaniach z drugą połówką bądź bez niej. Niektórzy wykorzystują ten czas by zregenerować siły przed następnym dniem. Red X nie należał do żadnej z powyższych grup. Należał do tej klasy pracującej jednak nie szedł podbijać karty do zakładu i robić do białego rana.
Gotham znane było ze swojego nocnego życia, które nagradzało przestępców wszelkiej maści. Można powiedzieć, że za dnia świeciło przykładem, było niemalże utopijne ze stosunkowo niskim wskaźnikiem bezrobocia. Noc zrywała tą maskę kiedy to wypływały na wierzch wszelkie brudy tego miasta. Męty społeczne, psychopaci, mordercy, gangsterzy. Do tej grupy także Red nie należał. Był po prostu człowiekiem, który szuka mocnych wrażeń, metody sprawdzenia swoich limitów, a nawet przekroczenia ich. Właśnie po to był mu potrzebny Red Robin, który wraz ze swoją grupką stanowił niezłe wyzwanie oraz zapas adrenalinki. Nie ma to jak grupa bohaterów goniąca jednego złodzieja w dopakowanym technologicznie kombinezonie. Siejąca przy okazji w biały dzień całkiem spore zniszczenia w mieście. Piękne czasy, zapewne jak Red X kiedyś będzie gnił w więzieniu to z łezką w oku będzie to wspominał. Nie mogli to jednak być byle jacy bohaterowi, a ci konkretni. Z Batmanem to nie byłoby to samo. On miał swojego Jokera i jak najbardziej Red X rozumiał pobudki tego błazna. Mroczny Rycerz z jakiegoś powodu zawsze był obierany za cel tego zwyrodnialca z makijażem. Dokładnie tak jak Robin był obierany za cel przez innego w czarnym kostiumie z czerwonym x’em na klatce piersiowej. Po co łapać królika skoro tak przyjemnie się go goni?
Nie interesowało go terytorium czy nawet przynależność do jakiejś grupy tak długo jak nie miałby z tego zabawy. Po nieudanej próbie uformowania grupy mającej włamać się do Blackgate, wrócił do swoich codziennych zadań. Zdobywanie informacji, sprzęt oraz xenothium trochę kosztują. Nie żeby X za cokolwiek miał zamiar płacić, bo o wiele lepiej jest coś ukraść rządowym sprzed nosa. Zakazany owoc po prostu smakuje najlepiej i tyle zaś pieniądze szczęścia nie dają, ale można za nie kupić parę fajnych rzeczy, których nie idzie ukraść tak łatwo. Zresztą kto Redowi zabroni odkładać na stare lata kiedy nie będzie mógł biegać w rajtuzach bo dorwie go reumatyzm albo inne cholerstwo? Zakładając, że dożyje tego wieku i nie przymkną go to odłoży sobie na tyle pieniędzy żeby za pielęgniarki mieć kobiety z urodą modelki. No a potem można zrobić jakiś własny reality show, gdzie robiłoby się uczestników w balona. Do papierków Czerwony nie przywiązywał zbyt wielkiej wagi ale nie lubił też jak ktoś go oszukuje. Jeśli jest ustalone, że klient płaci 30 tysięcy to zapłaci tą kwotę, a X nie odpuści. Po prostu w imię zasad, bo o reputację trzeba dbać. Była to jedyna rzecz, która tak naprawdę nigdy nie traci na wartości.
W pamięci nadal miał incydent z tamtą sektą, po której do teraz ma pamiątkę w postaci stworka w pasie. Przeszukiwał internet jednak nic ciekawego poza historiami o duchach nie znalazł. Musiałby pewnie udać się do jakiegoś specjalisty w tej dziedzinie by czegokolwiek się dowiedzieć, ale jak na razie ze stworkiem żyło mu się nie najgorzej. Owszem od czasu do czasu iskierki przechodziły po pasie, a czasami jakieś urządzenia odmawiały posłuszeństwa ale układ dla stworka był dosyć korzystny. Mógł sobie siedzieć w zaawansowanym technologicznie pasie, a w zamian za to pomagał X’owi z niektórymi zabezpieczeniami pozorując bardzo dobrze awarie sprzętu. Dzisiaj również Czerwony postanowił wypróbować ten patent.
Zadanie, które dostał nie należało do zbyt skomplikowanych. Miał dostać się do sklepu jubilerskiego, a następnie podmienić wszystkie błyskotki na podróbki. Zapłatą było wszystko to co zdoła ukraść. Nie było to nawet takie złe, bo klejnoty zawsze mogą się przydać do jakiegoś bajerowania panienki czy coś. Inwestycja przyszłościowa rzec można. Poza tym niewiele takich zleceń X otrzymywał więc będzie to jakaś odskocznia. Czerwony nawet specjalnie się nie dziwił, że zlecenie wyszło od konkurencji tej sieci sklepów. Czego to korporacje nie używają by pozbyć się potencjalnego zagrożenia? Prawo rynku przypominało w pewnych momentach prawo dżungli. Przetrwa najsprawniejszy i najsprytniejszy. On plasował się w swoim rynku jako raczej ten na górze łańcucha pokarmowego chociaż kto wie? Może kiedyś po niego też przyjdą? To byłoby naprawdę ciekawe gdyby ktoś chciał eliminować Czerwonego X’a.
Mężczyzna siedział na jednym z gargulców wieży kościelnej. Przy sobie miał niewielki worek ze sztucznymi kosztownościami. Przez wbudowany wizjer w masce obserwował jak sklep był zamykany przez pracownika. Standardowa procedura, czyli alarm wewnątrz, rolety oraz zapewne czujniki ciepła w gablotkach. X pogrzebał w jednej z przegródek paska i wyciągnął wytrych uniwersalny. Poczekał sobie tak z jakieś 30 minut, by mieć pewność że pracownik sobie pójdzie, a w tym czasie Czerwony raczył się spacerem po dachach w kierunku sklepu. Czarna sylwetka przemykała z jednego dachu na drugi, nie zostawiając śladu swojej obecności. Kiedy nadszedł odpowiedni czas, Red odszedł na tyły budynku. Jak każdy wynajęty budynek tak i jubiler miał skrzynkę z bezpiecznikami. Wpuścił do niej swojego towarzysza, którego nazwał Sparky. Jakoś musiał się do tego psotnego stworzonka zwracać. Skrzynka zaiskrzyła, a rzeczy wewnątrz doznawały zwarcia i wszelkiego rodzaju usterek. Po kilku chwilach stworek wrócił do pasa, a X mógł spokojnie wejść do środka od frontu. Wykorzystał kamuflaż i lekko rozsunął roletę za pomocą wytrycha. Przeczołgał się, a następnie podszedł do skrzynki z alarmem by upewnić się, że jest przepalona. Zgodnie z planem świeciła się na niej lampka z napisem „usterka”. Nie tracąc czasu X zabrał się za swoją robotę. Wszystko ustawiał dokładnie tak jak było. Każdy z klejnotów był dokładną repliką, by nie wzbudzić podejrzeń. Dopiero przy bliższych oględzinach wychodziło, że to podróbki. Zajęło mu to może z 10 minut, po czym podszedł do skrzynki z alarmem i zaczął w niej grzebać celem naprawienia usterki. Za pomocą swoich zdolności hakerskich włamał się do systemu i zwyczajnie ustawił alarm na aktywację w ciągu 4 minut w ramach restartu. Tak by wyglądało, że usterka sama się naprawiła, a przy okazji obraz kamer z ostatnich 10 minut był podmieniony. Potem przeczołgał się ponownie pod roletą, którą zamknął. Dzięki teleportacji błyskawicznie znalazł się na dachu, gdzie dokładniej mógł przyjrzeć się swojej zdobyczy.
- Całkiem ładne. Będzie na prezent bo raczej w tym się nie pokażę – akurat oglądał diamentową kolię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Borgoff

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 22/04/2016

PisanieTemat: Re: Jubiler   Nie Wrz 11, 2016 1:02 am

Ostatnie wydarzenia były dla Marcusa nieco dziwne - spotkał dziwnego przebierańca, który powiedział wyjawił mu sporo informacji o tym świecie. Jednak nie udało mu się dokończyć rozmowy z tamtym dziwadłem, mieli rozdzielić się i spotkać w jednym z barów, jednak, gdy Borgoff tam dotarł nie zastał przebierańca. Nie pozostało mu nic innego, jak tylko wybadać te miasto dokładniej. Najlepszym ku temu sposobem było zapuszczenie się w noc, ponieważ o tej właśnie porze wychodziły najróżniejsze dziwadła.
Przemierzając skąpane w blasku ciemności dachy, Markus czuł się jak za dawnych lat w swoim wymiarze - był na łowach. Nie miał jednak zamiaru polować na potwory, a raczej uzyskać pewne informacje, obserwować ludzi i poznać ich zwyczaje. Siedząc ukryty na jednym z dachów, Łowca obserwował ulice, po których sporadycznie przemieszczali się ludzie. Nagle jednak jego uwagę przykuł niby niesłyszalny szmer na drugiej stronie budynku. Nie było to coś, co mogło przykuć uwagę Markusa, mogły to być gołębie. Lecz dziwną rzeczą był zapach, a konkretnie zapach potu. Kierując się instynktem przybysz z innego wymiaru najciszej jak tylko potrafił podkradł się w kierunku dziwnego obiektu. Stojąc w cieniu obserwował, jak postać odziana w czarny kombinezon siedząc na dachu zagląda do worka. Borgoff nie bał się owej istoty, w swoim życiu mierzył się już z różniej masy przeciwnikami, z czego większość z nich nie była nawet ludźmi. Markus powili napiął cięciwę swojej kuszy, wycelował w istotę i powolnym, lecz stanowczym krokiem ruszył w jej stronę. Wiedział, że go słychać. Nie przejmował się tym jednak, chciał być zauważony.
- Jesteś kolejnym przebierańcem, czy może jednak czymś innym?. - Wypowiedział, gdy dzieląca ich odległość była wystarczająco bezpieczna dla łowcy.
Uśmiech pojawił się na twarzy Borgoffa, miał nadzieję, że w końcu trafił na istotę nienależąca do świata ludzi. Chciał walki. Nie przejmując się obecnością potęcialnego rywala wolną ręką sięgną go sakwy przy pasie. Wyciągną z niej cygaro, włożył je do ust, odciął końcówkę i podpalił. Co dziwne, to siedząca przed nim istota nie poruszyła się nawet o milimetr. Czyżby szykowała się do ataku?
- Dobra, koniec uprzejmości. Pokaż mi swoją gębę, nie strzelę Ci w plecy. - reakcja stwora nie następowała, lecz Łowca był gotowy. Wycelowana w dolną partię kręgosłupa strzała mogła w każdej chwili wbić się w ten punkt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Red X

avatar

Liczba postów : 100
Data dołączenia : 09/06/2014

PisanieTemat: Re: Jubiler   Nie Wrz 11, 2016 3:23 am

Tak zapewne gdyby dziś miał okazję dostrzec jakąś kobietę na dachach Gotham to najpewniej ofiarowałby jej taką kolię. W sumie nie pogardziłby jakąś uzdolnioną akrobatycznie niewiastą, bo takie najtrudniej jest złapać i utrzymać. Jest z tym przy okazji sporo zabawy patrząc chociażby po takiej Catwoman, która mogłaby mieć niezłą minę gdyby próbowała okraść tego jubilera. Już X widział oczami wyobraźni to zdziwienie kiedy kobiety wyciągałaby z gabloty podróbkę biżuterii. Nie znał jej gustów, ale z tego co słyszał to tak długo jak coś błyszczy to najpewniej zostanie skradzione. Była trochę jak taka sroka w lateksach no co wpłynęło chyba dodatkowo bycie kobietą. Chociaż nie każda taka była, bo Miss Martian czy Supergirl, z którymi miał okazję zamienić parę słów nieco różniły się od przedstawicielek ziemskich pod względem priorytetów. Ratowanie świata i bla bla bla, a przy okazji przyskrzynienie go. Supergirl na szczęście go nie znała, bo Metropolis nie było jego rewirem. Kręcił się głównie w Gotham, ale jeśli ktoś mu zapłacił z zewnątrz to nie przeszkadzało, by Red X zawitał do innych miast. Ostatnio nawet z czystych nudów przejechał się do Bludhaven i co z niego przywiózł? Kilku uratowanych cywili, trochę siniaków, uszkodzony strój i całkiem niezłe wspomnienia, które nadałyby się na jakiś horror lub film o inwazji kosmitów na Ziemię. Bez wątpienia tamto miejsce było niebezpieczne, nawet dla takiego najemnika z klasą i renomą jak on sam a już samo to, że wiało niebezpieczeństwem było jak taki idealny wabik na łaknącego adrenaliny dziwaka w czarnym kombinezonie.
Pozostała jeszcze kwestia stworzonka, które żyło sobie w jego pasie. Wypadałoby mieć jakiś plan działania, by w razie czego móc się tego pozbyć i nie uszkodzić pasa. Do tanich zabawek ten sprzęt nie należał chociaż skoro X miał schematy to mógł zbudować taki drugi strój. Nie chodzi tu nawet o cenę, bo jak taki Batman pewnie kupuje skądś sprzęt to X po prostu by go ukradł, oszczędzając sobie przy tym fatygi i pieniędzy. Hajs się musi zgadzać bądź co bądź i każdy szanujący się najemnik o tym wiedział. Szkoda trochę, że pomysł z Suicide Squad tak ciutkę nie wypalił bo teraz mógłby prowadzić dysputy z Deathstroke’iem lub Deadshot’em  na temat tego jak poprawnie należy ściągać długi od klientów. Deathstroke pewnie proponowałby osobiste pofatygowanie się do klienta i wyduszenie z niego gotówki. Całkiem efektywnie jednak gdzie ta cała frajda z oglądania miny człowieka, którego się okrada? To nie w jego stylu. Owszem obić komuś twarz zawsze można, ale tylko jeśli jest to wymagający przeciwnik, a skoro o nich mowa to ktoś najwyraźniej podkradł się do Reda.
Czerwony rozluźnił nieco mięśnie, chociaż w rękach nadal trzymał woreczek oraz kolię. Ostentacyjnie jeszcze chwilę ją pooglądał, po czym upuścił ją do woreczka, który przypiął do pasa. Miał pelerynę więc można było tego nie zauważyć z początku lub pomyśleć, że odkłada go na dach. Pozostawało pytanie: zrobić mu kuku teraz czy potem? X westchnął tylko ciężko, bo zapowiadało się to na niezbyt emocjonującą przeprawę. Obrócił delikatnie głowę w stronę głosu ukazując swoją białą, szkieletopodobną maskę z czerwonym X’em na czole, a następnie błyskawicznie za pomocą teleportacji przeniósł się na budynek obok, który akurat złapał na linii wzroku. Stał sobie teraz oparty plecami o budkę będącą wejściem na dach. W palcach miał 3 czerwone, x’owe shurikeny, które wysunęły się z rękawicy. Ręce miał założone na piersi lecz póki co nie atakował.
- Przebieraniec? Raczej złodziej w stylowym wdzianku. Zaś Ty musisz być Goliatem, który od Dawida pożyczył procę – odgryzł się swoim ciętym jęzorem czarny najemnik. Zresztą porównując tego typa oraz chociażby Cyborga to wychodziło, że jakiś Goliat czy ki diabeł. Może tak dobrze karmią w amerykańskiej lidze footbalowej, że wychodzą takie byki. Weź potem dobieraj ubrania z takim wzrostem. Wszystko szyte na miare pewnie – bardzo miło, że nie strzelasz w plecy w końcu każdy płatny zabójca tak by zrobił by mieć problem z głowy chociaż sądząc po braku formułki "stój bo strzelam" nie jesteś z policji ani służb porządkowych – zawsze X mógł znowu zmienić pozycję w dokładnie ten sam sposób jak poprzednio, a dachów wokół było całkiem sporo. Zresztą nawet nie musiał się teleportować, bo zwyczajnie mógł wywnioskować z ustawienia kuszy trajektorię i po prostu się odchylić. Najemnik regularnie miał potyczki z Tytanami więc nie mógł narzekać na słabą kondycję. Jakby Robin nagle zaczął być wolniejszy niż goście z karabinami to X by się wielce zasmucił i zbeształ rywala za opuszczanie treningów – Chociaż muszę przyznać, że panienką nie jesteś, a jeśli już to strasznie brzydką. Miałbyś te 7 na 10 to i jakiś klejnocik by się sypnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Borgoff

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 22/04/2016

PisanieTemat: Re: Jubiler   Nie Wrz 11, 2016 7:29 pm

Ki diabeł? - przeszło przez myśli Łowcy na widok teleportującego się dziwadła. W swoim życiu Markus widział już wiele dziwnych istot, większość z nich była po prostu mutantami zrodzonymi z świata wojny atomowej. W tym świecie było jednak inaczej - istoty wyglądające na mutantów były przebierańcami, a ci wyglądający na normalnych ludzi byli mutantami. Jaką jednak mógł mieć pewność, że ten osobnik nie jest mutantem, lub co gorsze kimś z krainy mroku? Co miał myśleć o kimś, kto od tak się teleportuje?
Słowa tej istoty były dziwne - przedstawiła się jako złodziej. Lecz co on kradł? Dusze, kosztowności? Reszty jego słów nie zrozumiał, nie miał pojęcia czym jest "goliat", lecz sadząc z kontekstu, wywnioskował, że to jakiś wielki wojownik. A "Dawid" - tego też nie znał.
Borgoff musiał dowiedzieć się więcej o tej istocie. Istniało na to kilka opcji. Pierwsza - upolować to coś i przeprowadzić sekcję, a druga to zwykła rozmowa. Rozsądek podpowiadał, że najlepiej będzie porozmawiać z tym osobnikiem.
Widząc, że postać z czerwonym X na piersi przeniosła się na sąsiedni budynek Markus postanowił podążyć za nią. Nie miał zamiaru robić tego w sposób magiczny, czy cholera wie jaki. Liczył na siebie i swoją sprawność fizyczną. Wziąwszy lekki rozbieg, Markus ruszył w kierunku krańca dachu, po czym wyskoczył z niego celując w dach, na którym znajdował się już sprawca całego zamieszania.
Lot Łowcy nie trwał długo i na pewno nie zaliczał się do najpiękniejszych. Za to lądowanie było perfekcyjnie i dokładnie wyliczone. Wykonując przewrót przez bark, wielkolud wylądował niemal przed samą twarzą swego celu. Nie czekając na reakcję dziwaka Łowca wyprostował rękę z kuszą celując w środek jego czoła.
- Nie uciekaj. I tak Cię dogonię. - oznajmił stanowczo Markus. Widzisz tę strzałę? Dobrze. To sprzęt uniwersalny, niszczy wszystkie demony, mutanty i ludzi. Widzę, że jeszcze nie wystrzeliłeś we mnie płomieniem, czy czymś w tym rodzaju, więc nie jesteś demonem. - to stwierdzenie miało sens. Na walce z siłami nieczystymi Borgoff znał się jak mało kto, przynajmniej w swoim wymiarze.
- Znaczy to jedno - jesteś kolejnym przebierańcem, którego spotykam. Poprzedni miał na głowie worek, czy coś takiego. Nie ma to jednak teraz znaczenia. Mów kim jesteś i czemu skaczesz po dachu?
Markus zdawał sobie sprawę, że mógł brzmieć nieco komicznie, jednak nie przejmował się tym. Chciał wyciągnąć od tego dziwaka informacje o tym wymiarze i być może o nim samym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Jubiler   

Powrót do góry Go down
 
Jubiler
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Jubiler Tremlett
» Jubiler "Gold Roger"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Justice League :: Stany Zjednoczone :: Gotham City-
Skocz do: